Opublikowano
2018-12-16 18:01
Licencja
Wolna licencja

Grudzień 1970: chłopcy z Grabówka, chłopcy z Chyloni…

W grudniu 1970 roku, kilkanaście dni przed świętami Bożego Narodzenia, władza komunistyczna wprowadziła drastyczną podwyżkę cen. Spowodowało to jeden z największych wybuchów społecznych w powojennej historii Polski.


Strony:
1 2

Grudzień 1970 roku rozpoczynał się prawdziwym triumfem I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR Władysława Gomułki. 7 grudnia w Sali Kolumnowej Prezydium Rady Ministrów w Warszawie doszło do podpisania układu między PRL a RFN. Tym samym Niemcy zachodni uznawali wspólną granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej. Równolegle trwały ostatnie działania, których celem było wprowadzenie drastycznych podwyżek cen.

Władysław Gomułka z Leonidem Breżniewem, 1967 roku (fot. Ulrich Kohls, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 183-F0417-0001-011, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).

Operacja cenowa

Podwyżka była przygotowywana już co najmniej od 1969 roku. Biuro Polityczne KC PZPR przygotowało na tę okazję specjalny list, w którym informowano o charakterze i rozmiarach podwyżki. Odczytano go 12 i 13 grudnia 1970 roku na zebraniach organizacji partyjnych. Nowe regulacje miały obowiązywać już od niedzieli 13 grudnia. Dość wspomnieć, że ceny ryb wzrosły o 12 procent, mięsa i przetworów mięsnych o prawie 18 procent, mąka o 16 procent, kasza jęczmienna o 31 procent, dżemy, marmolady i powidła – o 37 procent, a ceny kawy – aż o 92 procent. Władze podniosły również między innymi ceny tkanin, węgla i artykułów budowlanych. Obniżono natomiast ceny lodówek, radioodbiorników i telewizorów. Zmiana ta bulwersowała tym bardziej, że została wprowadzona z dnia na dzień i to kilkanaście dni przed świętami Bożego Narodzenia.

Nie bez znaczenia jest tutaj fakt, że na pierwszych stronach „Dziennika Bałtyckiego” i „Głosu Wybrzeża” podawano jedynie wykaz produktów, na które ceny zostały obniżone. Dalsza część tekstu z wyszczególnieniem artykułów o podniesionych cenach znajdowała się w środku numeru. Co ciekawe, pełen komunikat na pierwszej stronie podała „Trybuna Ludu”.

Próbowano wykazać, jakoby skutkiem operacji cenowej było jedynie „przejściowe” obniżenie realnych dochodów na poziomie do 2 procent. Kuriozalnie brzmiało natomiast następujące tłumaczenie:

niski jest u nas poziom spożycia dzianin i wyrobów pończoszniczych oraz tkanin z nowoczesnych włókien syntetycznych. Niedostateczne jest wciąż wyposażenie naszych mieszkań w przedmioty trwałego użytku, które ułatwiają pracę w gospodarstwie domowym lub służą naszym potrzebom kulturalnym i wypoczynkowi po pracy. Większość rodzin nie posiada jeszcze lodówki, 60% rodzin nie posiada aparatu telewizyjnego, wiele rodzin nie korzysta nawet z aparatu radiowego. Tylko co czwarta gospodyni domowa ma maszynę do szycia a zaledwie dwie spośród pięciu gospodyń korzysta z pralek elektrycznych.

Czy podwyżka budziła wątpliwości decydentów z Biura Politycznego? Na jego posiedzeniu w piątek 11 grudnia żaden z obecnych członków nie zgłosił zastrzeżeń. Władze oczywiście liczyły się z możliwością wybuchu niezadowolenia społecznego, dlatego szeregowi członkowie partii otrzymali zadanie uspokajania nastrojów i wytłumaczenia decyzji rządu. W zebraniach na terenie największych zakładów uczestniczyli przedstawiciele władz. Dyskusje miały często burzliwy charakter.

Komuniści zdawali sobie sprawę z ryzyka wystąpień, dlatego jeszcze tego samego dnia, to jest 11 grudnia Służba Bezpieczeństwa rozpoczęła akcję o kryptonimie „Jesień 70”.

Grudzień 1970: wybuch

W poniedziałek 14 grudnia nerwowo było w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, największym zakładzie w mieście, gdy pracownicy porannej zmiany odmówili podjęcia pracy. Strajk rozpoczął się na wydziale S-4 i szybko rozlał się na pozostałe załogi. Zgromadzono się pod siedzibą dyrekcji zakładu i zażądano rozmowy z I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego oraz wycofania podwyżki. W zaimprowizowanym wiecu wzięło udział przeszło 2,5 tys. stoczniowców. Ponieważ nie udało im się uzyskać deklaracji spełnienia żądań, część robotników (głównie młodych) podjęła decyzję o opuszczeniu miejsc pracy i skierowaniu się pod gmach Komitetu Wojewódzkiego. Na wieść o wyjściu setek pracowników stoczni komendant wojewódzki MO płk Roman Kolczyński zarządził mobilizację sił i środków MSW na terenie całego województwa.

Dawna siedziba Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku (fot. Artur Andrzej, domena publiczna).

Manifestacja miała początkowo niezwykle spokojny przebieg. Gdy około południa dotarła pod siedzibę KW, zwaną pogardliwie „Reichstagiem”, do zgromadzonych wyszedł II sekretarz Zenon Jundziłł i kilkunastu jego współpracowników. I sekretarz Alojzy Karkoszka był wówczas nieobecny z powodu udziału w VI plenum KC PZPR w Warszawie. Dialog odbywał się przy wykorzystaniu mikrofonów ze zradiofonizowanego samochodu z napisem „Łączność”, jednak rozmowy nie przyniosły rezultatów. Coraz bardziej poirytowani demonstranci, wraz ze „zdobycznym” samochodem, udali się w tej sytuacji pod gmach główny Politechniki Gdańskiej. Studenci, zaskoczeni wizytą robotników, nie zdecydowali się na spontaniczne przyłączenie się do protestu. Próbowano jeszcze nadać komunikat z siedziby znajdującego się nieopodal Polskiego Radia. Bez rezultatu.

Działaniom protestujących brakowało organizacji i zdecydowanego przywództwa. Na trasie przemarszu głos zabierali kolejni manifestanci, którzy skarżyli się na ciężką sytuację. Po kilku godzinach bezskutecznego pochodu napotkali oni na wysokości mostu Błędnik oddziały ZOMO, które wykorzystały pociski z gazem łzawiącym. Z tłumu posypały się żelazne śruby i kamienie. Rozgorzały walki.

Eskalacja

15 grudnia wybuchł strajk powszechny. Przyłączyły się do niego zakłady pracy między innymi w Gdyni, Szczecinie i Elblągu. Przewodniczący Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni Jan Mariański przyjął delegację stoczniowców i podjął rozmowy z uformowanym tam komitetem strajkowym. Pomimo tego jego członkowie zostali w nocy aresztowani. Również w Gdańsku powołano komitet strajkowy. Równocześnie w mieście trwały już regularne walki. Wobec demonstrantów użyto siły. Spłonął gmach znienawidzonego Komitetu Wojewódzkiego. Nazajutrz Stocznia Gdańska została zablokowana, a robotnicy opuszczający zakład zostali ostrzelani.

Czy komuś zależało na podsyceniu napięcia? Jeżeli tak, to komu? Czy eskalacja protestu była wyłącznie efektem chaosu decyzyjnego? Nie możemy tego stwierdzić z całą pewnością, jednak istnieją pewne świadczące o tym poszlaki. Przedstawiciele władz nie chcieli podjąć rozmów ze strajkującymi, choć mieli po temu niejedną okazję. Zamiast tego na mocy ich decyzji demonstranci zostali zaatakowani przy użyciu pałek i gazów łzawiących, a następnie ostrej amunicji. W meldunku płk. Romana Kolczyńskiego z 14 grudnia mowa jest o dwóch plutonach grupy interwencyjnej w cywilu, które włączyły się do demonstracji. Czy funkcjonariusze mieli wpływ na zaostrzenie spokojnego protestu? Świadkowie wydarzeń w Gdańsku też wspominali o obecności snajpera (snajperów?) w okolicach Dworca Głównego w dniu następnym. Na terenie pogrążonego w chaosie miasta pojawili się pensjonariusze zakładu poprawczego, którzy rozkradali i niszczyli sklepy. I last but not least – blokada stoczni w Gdyni w nocy z 16 na 17 grudnia i ostrzelanie niewinnych ludzi idących do pracy.

Artykuł został opublikowany w ramach dodatku tematycznego do Histmag.org „Wielkie momenty oporu przeciw tyranii 1945-89”, zrealizowanego dzięki wsparciu Europejskiego Centrum Solidarności:

logo Europejskiego Centrum Solidarności

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: edi |

I od tego czasu władza robi podwyżki nie przed Świętami, a po Nowym Roku. Fajnie było wyprowadzić stoczniowców na ulice z powodu podwyżek o 10-30%? No to pewnie jeszcze fajniej jak potem musieli siedzieć cicho kiedy Balcerek robił podwyżki realnie o setki procent, a potem im Stocznię w ogóle sprzedali i zamknęli. Mamy 2018/2019 i za chwilę pojedziemy w górę ze wszystkimi cenami, bo UE uznało że nasz węgiel jest "nieopłacalny" - no bo jest, z powodu opłat wprowadzonych przez UE...



Odpowiedz

Gość: linton |

"Z Gdyni" napisane poprawnie. Dlaczego zatem "z Chylonii"?



Odpowiedz

Piotr Abryszeński Redaktor Histmaga |

@ Gość: linton Błąd poprawiony. Serdecznie dziękujemy za zwrócenie uwagi!



Odpowiedz
Piotr Abryszeński

Absolwent historii i politologii, doktorant na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego. Pracownik Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Przygotowuje pracę doktorską poświęconą postawom społeczno-politycznym środowiska akademickiego Politechniki Gdańskiej w latach 1969-1980.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org