Autorzy: Radosław Sikora , Radosław Szleszyński
Tagi: Artykuły, Historia wojskowości, XVI-XVII wiek, Polska
Opublikowany: 2015-06-28 14:45
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Husaria - najpiękniejsza kawaleria świata

W opiniach XVII-wiecznych obserwatorów husaria była najlepszą i najpiękniejszą kawalerią świata. Zazdrościli jej obcy monarchowie, podziwiali ją cudzoziemcy.
REKLAMA

(...) W tym miejscu wspomnimy tylko opinie dwóch szwedzkich królów, którzy walczyli przeciw husarii. Gustaw II Adolf w 1626 roku miał rzec: „O, gdybym miał taką jazdę, z moją piechotą obozowałbym tego roku w Konstantynopolu!”. Z kolei Karol X Gustaw w 1655 roku wyraził ponoć następującą opinię: „Gdybym miał przynajmniej dziesięć tysięcy takich żołnierzy, to nie tylko Turcję, ale cały świat spodziewałbym się łatwo podbić”.

Wojciech Kossak, „Chorągiew husarska”

Bez dwóch zdań husaria pozostaje najskuteczniejszą formacją w dziejach Polski i jest jedną z najskuteczniejszych w dziejach świata. Jej widok wciąż fascynuje pięknem i unikalnością. Prężnie rozwijający się ruch rekonstrukcji historycznej jest tego najlepszym dowodem. Widowiska z udziałem husarzy cieszą się dużą popularnością, a ich zdjęcia krążą po Internecie, niemal zawsze wzbudzając pozytywną reakcję i podziw. To między innymi z myślą o rekonstruktorach tego rycerstwa, ale także i Czytelnikach, którzy chcieliby poznać prawdziwe oblicze husarii, powstał niniejszy album. Jest to zbiór opinii na temat tej kawalerii oraz wyobrażeń, które powstały w czasach jej istnienia. Odrzuciliśmy więc dzieła i opisy, które stworzono po upadku husarii. W ten sposób pragniemy zerwać z jej stereotypowym wyobrażeniem – z wizerunkiem kawalerzysty z dwoma wielkimi, wyginającymi się nad głową skrzydłami, który miał brać udział w sławnych wiktoriach oręża polskiego. Wizerunkiem powielanym przez XIX- i XX-wieczne obrazy, które z kolei stały się wzorem dla polskich i zagranicznych produkcji filmowych. Prawdą jest, że taka husaria istniała, ale dopiero pod sam koniec swojej długiej historii. Istniała nie wtedy, gdy wkraczała na moskiewski Kreml, ani wtedy, kiedy broniła Wiednia. Tak wyglądała dopiero w XVIII wieku, gdy nazywano ją wojskiem pogrzebowym, bo na pogrzebach różnych dostojników widywano ją wówczas najczęściej.

(...) Mimo że oddana właśnie do rąk Czytelnika praca zawiera ledwie część znanych nam źródeł i ilustracji, to zaprezentowany materiał pozwala już na rewizję dotychczasowego datowania tak zwanych klasycznych zbroi husarskich. Można dziś z całą pewnością powiedzieć, że nie pochodzą z XVII, lecz dopiero z XVIII wieku. Świadczy o tym kilka rzeczy, jak choćby ta, że wycięte w nausznikach szyszaków serduszka, charakterystyczne dla „klasycznych zbroi husarskich”, pojawiają się dopiero na obrazach malowanych u schyłku istnienia husarii. Te „klasyczne zbroje husarskie” to nie produkt XVII stulecia, lecz czasów, gdy husarię nazywano wojskiem pogrzebowym. Nie można też się dziwić, że właśnie one po upadku husarii za czasów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego zasiliły różne zbiory militariów. Wszak setki zbroi husarskich, po wycofaniu z wyposażenia armii, były dla kolekcjonerów dość łatwo dostępne, stąd też cała masa bardzo prostych – żeby nie rzec, prymitywnie wykonanych – zbroi dotrwała do naszych czasów. Czy płatnerstwo w Rzeczypospolitej drugiej połowy XVIII wieku nie stało już na takim poziomie co dawniej, czy też towarzysze husarscy nie byli już tak zamożni, a może tylko nie byli już tak skorzy do ponoszenia wysokich kosztów służby w tej prestiżowej formacji1 – faktem jest, że o ile w inwentarzach z XVII wieku czy też na

Husarz (mal. Józef Brandt)

wyobrażeniach husarii z tego stulecia odnajdujemy zbroje szmelcowane i hecowane (czyli wykonane zaawansowanymi technikami zdobniczymi), z karwaszami i szyszakami zdobionymi złotem bądź srebrem i drogimi kamieniami, o tyle w XVIII wieku do rąk husarzy i ich dowódców trafiają wyroby zdobione tańszym od złota i srebra mosiądzem; wyroby wiejskich kowali ze Świątnik Górnych pod Krakowem. Właśnie te bardzo proste – i znane z dzisiejszych kolekcji muzealnych – zbroje widać na obrazach z XVIII wieku, a ich elementy pojawiają się w inwentarzach husarskich, przykładem czego „karwasze świątnickie z łapciami w mosiądz oprawne”, należące do towarzysza husarskiego Stanisława Ważyńskiego w 1712 roku. Niestety, z czasem tym ubogo zdobionym zbrojom dorobiono „starożytną” genealogię, opierając się na niesłychanie wątłych przesłankach. Domyślać się można, że niemałą w tym rolę grały pobożne życzenia ich właścicieli, którzy woleli wierzyć, iż posiadają zbroje należące niegdyś do zasłużonych przodków czy też takie, których używano podczas wiekopomnych wydarzeń, niż przyznać, że są znacznie młodsze i że zakładano je tylko podczas różnych ceremonii w okresie upadku tego rycerstwa. Z całą pewnością na dorobieniu tym zbrojom „starożytnej” genealogii zależało ludziom, którzy je sprzedawali. Wszak „zbroja spod Wiednia” albo w ogóle z XVII wieku, czyli z epoki świetności husarii, była znacznie cenniejsza niż zbroja z czasów, gdy rycerstwo to stało się cieniem swej dawnej wielkości.

Charakterystycznym elementem wyposażenia husarzy, który wciąż wzbudza największe zainteresowanie, są skrzydła. Używano ich nie tylko na paradach, ale także w bitwach, na co mamy dziś wystarczająco wiele dowodów. Wykazano też, że ich widok płoszy konie. Skrzydeł używano tak dla okazałości, jak i do postrachu nieprzyjaciela. Pamiętać jednak trzeba, że miały one różne formy i różnie je mocowano, kiedy więc napotykamy wspomnienie o nich w jakimś źródle z epoki, przekaz ten nie oznacza, że chodziło akurat o tę postać skrzydeł, która jest znana dopiero z XVIII wieku, czyli o wielkie skrzydła wyginające się nad głowami jeźdźca. Na prezentowanych w tym albumie ilustracjach wyraźnie widać, że w XVI i XVII wieku skrzydła husarzy przybierały inne formy. Dodać też trzeba, że fakt używania skrzydeł przez to rycerstwo nie oznacza, że robiła to każda rota i wszyscy husarze w rocie. Nie był to bowiem obowiązkowy element wyposażenia husarza.

Powyższy tekst jest fragmentem albumu „Husaria Rzeczpospolitej”:

Radosław Sikora, Radosław Szleszyński
„Husaria Rzeczpospolitej”
119 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 330
Data i miejsce wydania: pierwsze
Format: 248 x 300 mm
ISBN: 978-83-64185-64-9

Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie skrzydła weszły w użycie. Pewnym jest, że już w pierwszej połowie XVI wieku wskazywano w Polsce na bojowe znaczenie opierzenia. W traktacie militarnym Stanisława Łaskiego, zatytułowanym Spraw i postępków rycerskich i przewagi opisanie krótkie z naukami w tej zacnej zabawie potrzebnymi, a spisanym w latach 1544–1545, zanotowano:

„Acz to za hetmańską wolą i baczeniem przychodzi, iż czasem trzeba hufy zdobić, rozciągnąć, opierzyć, aby z małego pocztu zdał się więtszy”.

Rekonstruktor w rynsztunku husarskim (fot. Tomasz Przechlewski, na licencji Creative Commons Attribution 2.0 Generic)

Husaria zawdzięczała swoje sukcesy wielu przyczynom. Najważniejsze to świetne dowodzenie i wysoka jakość (morale, wyszkolenie, fizyczne predyspozycje) zaciągających się ludzi, którzy wydawali olbrzymie kwoty na najlepsze rumaki i broń. Ta ostatnia również była wyjątkowa. Husarze posługiwali się kopiami, których długość przekraczała czasem sześć metrów. Dzięki nim rycerstwo polskie i litewskie obalało nawet pikinierów wyposażonych w długie spisy. Obalało też tezy zachodnioeuropejskich teoretyków wojskowości, którzy argumentowali, że konie zatrzymają się przed lasem pik. Rumaki husarzy nie tylko się nie zatrzymywały, ale jak na przykład pod Kłuszynem w 1610 roku, taranowały swoimi piersiami i płoty, i piki. Płaciły za to ranami i śmiercią, ale dzięki ich poświęceniu rycerstwo polskie i litewskie dokonywało rzeczy „niemożliwych”.

Husaria zawdzięczała sukcesy również ograniczonej skuteczności ówczesnej broni palnej. Wbrew i ówczesnym, i dzisiejszym wyobrażeniom salwy muszkietowe były żenująco niecelne. To umożliwiało kawalerii dojechanie do ostrzeliwującego się wroga i zniesienie go kopiami.

Kres sukcesom husarii położył nie rozwój broni palnej, ale wykorzystywanie przez nieprzyjaciela przeszkód, których husaria pokonać nie mogła, na przykład kozłów hiszpańskich. Stojąc za nimi, bezpieczni piechurzy mogli bez konsekwencji strzelać do szarżującej kawalerii, czego przykładem bitwa pod Kliszowem w 1702 roku. Kryzys husarii spowodowany był również drastycznym spadkiem morale rycerzy podczas wojny domowej, którą dla Rzeczpospolitej stała się wielka wojna północna, toczona na początku XVIII wieku. A wraz ze spadkiem jakości ludzi obniżyła się też wartość całej formacji. Nie wzrosła ona w późniejszych czasach, choć były po temu warunki. Dlatego husaria ostatecznie zniknęła z armii polskiej i litewskiej.

Formacja ta istniała w Polsce niemal trzy stulecia (XVI– XVIII wiek), znacząco się w tym czasie zmieniając. Początkowo była lekką jazdą kopijniczą, ochraniającą się tarczami. Oprócz nich albo w ogóle nie używała uzbrojenia ochronnego, albo też nosiła pancerze, pod którym to określeniem kryły się wówczas wszelkiego rodzaju kolczugi, zbroje płytkowe i płytkowo-kolcze. Pancerzem nie była natomiast zbroja płytowa. Pierwsi znani nam dziś husarze w zbrojach płytowych (a do tego z kopiami, tarczami i przyłbicami) pojawili się w wojsku polskim już po około trzech dekadach, bo w roku 1531. Wówczas byli ewenementem, ale kolejne trzy dekady później, czyli w roku 1561, zaciągając kawalerię na wojnę, zastrzeżono: „Zbroje plachowe [czyli płytowe napierśniki i napleczniki] aby mieli, a nie pancerze”. Nie oznacza to, że cała husaria polska i litewska przezbroiła się wówczas w płyty. Był to proces, który trwał kilka dekad. W tym czasie występowały obok siebie, nawet w tej samej rocie, różne rodzaje husarii: czy to w zbrojach (np. miała je cała 150-konna rota Mikołaja Mieleckiego w 1574 roku), czy to w kolczugach, czy też w ogóle bez uzbrojenia ochronnego. Zwykle jednak ówczesna husaria posiadała szczególnego kształtu tarcze, czasem zwane w Polsce albańskimi. Kolejnym impulsem do transformacji tego typu jazdy w kawalerię ciężką były zaciągi króla Stefana Batorego w 1576 roku. Wyznaczonego wówczas standardu trzymano się także po śmierci tego monarchy. Wówczas to do Warszawy zjechała na obrady szlachta. 7 marca 1587 roku uchwaliła między innymi sposób zaciągania husarii:

A ci żołnierze będą powinni konie mieć dobre, którzy będą po usarsku służyć, będą powinni na koń wsiadać do potrzeby [bitwy] z kopią, we zbroi, w zarękawkach [osłonach przedramion], w szyszaku, z krotką rusznicą, z szablą, z koncerzem albo z pałaszem. [...] A popis tym kształtem pan pisarz ma odprawować: kto na sto koni będzie służył, konia powodnego [zapasowego], bębennicę, trębacza, chorążego ma mu przyiąć. A ostatek konie osadzone bądź mają pachołki dobrymi: to iest rotmistrz koni dziesięć. Towarzysz po sześć koni nawięcej, a mniej też może, a to dla tego aby się towarzyszami w rocie zagęszczało.

Husarz (późny XVI lub XVII w.)

Jak widać, gdy kolczugi zmieniono na zbroje płytowe, tarcze uznano za zbędne. Standard ten upowszechnił się tak skutecznie, że od początku XVII wieku husaria była już traktowana nie jako jazda lekka, ale ciężka, i taką pozostała niemal do końca XVIII stulecia. Dopiero pod koniec lat 70. XVIII wieku porzuciła zbroje.

Pierwsze dwa stulecia istnienia husarii to okres jej chwały i wielkich czynów bojowych. W tym czasie walczyła niemal z każdą formacją, jaka wówczas istniała w Europie. Zwyciężała zachodnioeuropejskich pikinierów, muszkieterów i elitę ówczesnej jazdy, czyli kirasjerów. Zwyciężała osmańskich janczarów i spahisów, a także elitarną kawalerię tego Imperium, czyli deli junaków. Zwyciężała lotnych Tatarów, moskiewskich strzelców, jazdę bojarską, pieszych i konnych Kozaków, także węgierską husarię... Skutecznie szarżowała na działa. Czasem obalała piersiami swych rumaków płoty czy wozy. Pod Kłuszynem udała się jej sztuka wręcz niewyobrażalna – pokonała kobylice i stojących za nimi pikinierów. Jest to osiągnięcie bezprecedensowe w historii kawalerii. Zwyciężała w wielkim stylu przez dwa stulecia. Rzadko która formacja w historii świata przez tak długi czas utrzymywała się na szczycie. A że wszystko ma swój kres, tak i przyszedł czas na husarię. Mimo to pozostaje niedosyt i żal. Żal, gdyż jeszcze w czasach Napoleona Bonaparte kawaleria odziana w kirysy wciąż była bardzo użyteczna, a sami kirasjerzy przetrwali w Europie aż do pierwszej wojny światowej. W tych jednak czasach chwałę i sławę polskiej kopii po husarzach przejęli ułani.

Powyższy tekst jest fragmentem albumu „Husaria Rzeczpospolitej”:

Radosław Sikora, Radosław Szleszyński
„Husaria Rzeczpospolitej”
119 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 330
Data i miejsce wydania: pierwsze
Format: 248 x 300 mm
ISBN: 978-83-64185-64-9

REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Radosław Sikora
Doktor historii, autor pierwszej pełnej rozprawy doktorskiej poświęconej husarii (pełen tytuł: Taktyka walki, uzbrojenie i wyposażenie husarii w latach 1576-1710). Autor licznych artykułów i książek, m.in. Fenomen husarii (Toruń 2003), Wojskowość polska w dobie wojny polsko-szwedzkiej 1626-1629. Kryzys mocarstwa (Poznań 2005), Kłuszyn 1610 (Warszawa 2010), Niezwykłe bitwy i szarże husarii (Warszawa 2011). Zajmuje się także rekonstrukcją historyczną.

Wszystkie teksty autora
Radosław Szleszyński
Badacz i rekonstruktor husarii. Od wielu lat dokumentuje ślady husarii w kraju i za granicą, specjalizuje się w tematyce oporządzenia jeździeckiego używanego w dawnej Rzeczypospolitej.

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy