Opublikowano
2013-03-29 13:30
Licencja
Prawa zastrzeżone

Sokrat Starynkiewicz. Jak Rosjanin Warszawę cywilizował...

Sokrates Starynkiewicz został prezydentem Warszawy z poruczenia rosyjskiego generał-gubernatora. Swoją działalnością zyskał jednak niezwykłe uznanie warszawian. Gdy zmarł w 1902 r. żegnał go stutysięczny tłum żałobników...


Strony:
1 2 3 4 5

Sokrates Starynkiewicz Do pierwszych, najistotniejszych potrzeb miasta należy zaopatrzenie w wodę. Warszawa – pisał dziennikarz „Kuriera Warszawskiego” w 1879 roku (nr 195), a wiec przedtem, nim urzeczywistniła się idea Starynkiewicza i Lindleya – od lat wielu cierpiała na brak wody, którą od dawna sprowadzano beczkami z Wisły „ze znacznym kosztem i niedogodnością”; trzeba ją bowiem było transportować po wysokim zboczu. Varsavianista Jan Stanisław Bystroń twierdzi, że studnie Starego Miasta były niewystarczające; „musiano je kopać bardzo głęboko, a wody i tak nie było dużo”.

Żeby temu zaradzić, urządzono na Nalewkach wielkie zbiorniki (nazwa ulicy wzięła się od nalewek, naczyń, którymi czerpano wodę, a nie od Semena Nalewajki, kozackiego przywódcy, który w tym miejscu został stracony w 1597 roku, bo i taka etymologia bywała podawana). Na Nalewkach stało tylko kilkanaście drewnianych domków, a wokół rozciągały się puste place; taka lokalizacja zbiorników narzucała się niejako sama z siebie. Stąd drewnianymi rurami odprowadzano wodę do Rynku Nowego Miasta.

Na początku XVII wieku urządzono drewniany wodociąg sprowadzający na Stare Miasto wodę ze zdroju przy ul. Długiej, w podwórzu domu, który nazywano Na rurach; później wodociąg ten czerpał wodę z posesji mieszczanina Heinricha przy ul. rymarskiej. W tym samym czasie – znów wracamy do Bystronia – mamy do czynienia z pierwszą większą próbą doprowadzenia wody do miasta. Ujęto obfite źródła, znajdujące się „na Działyńskiem”, a więc na rogu ulicy Długiej i Leszna i na terenie późniejszego szpitala ewangelickiego; stąd skierowano wodę do wielkich zbiorników zwanych rząpiami. Z nich woda płynęła drewnianymi rurami aż do murowanych zbiorników usytuowanych na rynku Starego Miasta. Wodę czerpano do wiader specjalnymi kołowrotkami.

Prawda i fikcja, czyli historia pierwszych telefonów warszawskich

Czytaj dalej...

Powiśle ciągle korzystało z wody wiślanej, zanieczyszczonej ściekami. Była ona szkodliwa dla zdrowia, dlatego światli lekarze zalecali czerpać ją powyżej kościoła Bernardynów. W drugiej połowie XVIII wieku zainstalowano pompy tłoczne przy dotychczasowych zbiornikach wody na Lesznie i na rynku Starego Miasta.

Jak pisze wspomniany już anonimowy dziennikarz na łamach „Kuriera Warszawskiego”: „Jeszcze przed rokiem 1830, na przedstawienie Andrzeja hr. Zamoyskiego, minister Tadeusz hr. Mostowski zarządził budowę studni świdrowej w ogrodzie Saskim, a książę Lubecki polecił skonstruowanie podobnej studni w zakładach machin na Solcu. roboty te przecież przerwano i pozostał _status quo_”.

Nie zostały też zrealizowane następne projekty: inżyniera Urbańskiego, który proponował sprowadzanie do miasta specjalnym kanałem wody z rzeki Jeziorny, ani Piotra Steinkellera zamierzającego zaopatrywać Warszawę w wodę z Wisły „podnoszoną do głównego zbiornika na Solcu za pomocą 70-konnej maszyny parowej”. „obydwa te jednak projekta, dla braku funduszów, mało rozpatrywano”.

Najbliższy realizacji był projekt inspektora generalnego dróg komunikacji lądowej i wodnej, inżyniera Feliksa Pancera (to on w połowie lat czterdziestych wybudował Nowy Zjazd, do którego w następnej dekadzie inny inżynier, Stanisław Kierbedź „dosztukował” most, jeśli można tak nieco żartobliwie napisać. Most ten wysadzili w 1944 roku Niemcy, a po wojnie postawiono w tym miejscu już zupełnie inny: most Śląsko-Dąbrowski). Projekt Pancera przewidywał zbudowanie w samym korycie rzeki murowanej studni właśnie obok Nowego Zjazdu, „mając na uwadze wklęsłość brzegu i warstwę piasku na dnie w tym miejscu”.

Najsłynniejsza budowla Feliksa Pancera - wiadukt Pancera w Warszawie

„Zakład na brzegu – czytamy w «Kurierze Warszawskim» – miał mieścić dwie maszyny parowe, a na placu Zamkowym miano urządzić wodozbiór”. Drugi wodozbiór, tym razem okrągły, miał stanąć w ogrodzie Saskim. rada budownicza orzekła, że projekt nie gwarantuje zaspokojenia potrzeb miasta i nie doszło do zeszpecenia placu Zamkowego.

Tekst jest fragmentem książki Stanisława Milewskiego pt.„Codzienność niegdysiejszej Warszawy”:

Autor: Stanisław Milewski
Tytuł: „Codzienność niegdysiejszej Warszawy”
ISBN 978-83-244-0134-5
EAN 9788324401345
liczba stron: 200
kategoria: varsaviana/kulturoznawstwo
opracowanie graficzne: Andrzej Barecki
format: 165 × 235 mm
oprawa: twarda z obwolutą
cena: 41,00 zł
Kup ze zniżką na stronach wydawcy

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4 5
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Może i czuł się mocno Rosjaninem... ale niemal na pewno był Grekiem Pontyjskim (Grecy zamieszkujący wokół Morza Czarnego). Szclachectwo dopiero w 1936, a przecież stara rodzina inteligencka, pochodzenie znad Czarnego, tata zapamiętały filolog klasyczny, dość nierosyjskie imiona nadawane rodzeństwu, postępowanie charakterystyczne dla greckiej inteligencji i kupców, nie dla Rosjan itd... Oczywisty Grek Czarnomorski. Do niedawna mieszkało ich tam jeszcze około 300 tysięcy, teraz konsulat w Mariupolu ocenia ich jeszcze na 150 tysięcy, z czego 93 tysiące deklaruje greckość uczestnictwem w organizacjach /imprezach.



Odpowiedz

@ dim errata: "Szlachectwo" oczywiście literówka, winno być 1836,



Odpowiedz

Gość: mała |

Warszawianie to ludność napływowa. Z Warszawy są Warszawiacy. Poczytaj pan Wiecha,to pojmiesz różnicę.



Odpowiedz

Gość: Tomek |

Jaka kostka granitowa na Marszałkowskiej czy Krakowskim Przedmieściu!!!!!! Na każdej fotografii z okresu po zrobieniu kanalizacji widać że jest to kostka drewniana ( sosnowa a najprawdopodobniej euklaliptusowa)



Odpowiedz

Gość: drugi wnuczek |

o boże przepraszam, to w Pana książce też pan o nim wspomina, jak mowa jest o procesie Szyferowej o ile dobrze pamietam. To co robiła ta baba, to przy dzisiejszej sprawie mamy madzi to pryszcz...



Odpowiedz

Gość: wnuczek |

Mam pytanie do autora o inną postać, żyjącą równolegle do Starynkiewicza. W 1876 roku wprowadzono w Królestwie Polskim reformę sądownictwa, ujednolicając system rosyjskim z roku 1864. Do tego zadania oddelegowany został w 1876 z Petersburga Nikołaj Nikołajewicz Gerard -został starszym Prezesem Warszawskiej Izby Sądowej do roku 1882 lub 1883. Był to Rosjanin z niemieckiej rodziny. Szukam wszelkich informacji o jego działalności w Warszawie. Na razie natknąłem się na dwie opinie wydane o nim przez Polaków. Są to opinie pełne sympatii,w stylu: "mimo,że przedstawiciel ciemiężcy, to uczciwy, prawy, porządny". Jedna autorstwa A. Kraushara,a druga, to z gazety warszawskiej. N.N. Gerard był w 1905-1908 generał-gubernatorem(ale był cywilem, nie wojskowym) W.Ks. Finlandii. Warto o tym poczytac, na jakie ustępstwa psozedł car wobec Finów, np. wprowadził pierwszy na świecie parlament, gdzie mogły kandydować kobiety. Proszę o kontakt:)



Odpowiedz
Stanisław Milewski

Studiował filologię klasyczną a następnie filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Pracował w „Gazecie Sądowej i Penitencjarnej” (później zmieniła ona nazwę, najpierw na „Gazetę Sądową”, a potem na „Gazetę Prawniczą”). Specjalizował się w reportażach z procesów sądowych oraz publikacjach z zakresu historii wymiaru sprawiedliwości, dziejów przestępczości i jej zwalczania oraz historii czasopiśmiennictwa prawniczego. Za "Intymne życie niegdysiejszej Warszawy" (Iskry 2008) uhonorowano go nagrodą „Warszawskiej premiery literackiej – książka maja 2008”. Za książkę "Codzienność niegdysiejszej Warszawy" otrzymał w 2010 r. Warszawską Nagrodę Literacką.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org