Opublikowano
2019-09-01 16:09
Licencja
Prawa zastrzeżone

Jan Karski i „Tajne państwo”

Jan Karski był kurierem i emisariuszem Polskiego Państwa Podziemnego. Jego „Tajne państwo” wydane w 1944 roku stało się bestsellerem wydawniczym w Stanach Zjednoczonych.


Strony:
1 2

Życie Jana Karskiego, jednego z najpiękniejszych naszych bohaterów, kryje w sobie wiele tajemnic. Co nie upoważnia licznych biografów do fabularyzowania, często bez ładu i składu, taktu i sensu, opowieści o losach Karskiego. Łącznie z wymyślaniem, a następnie cytowaniem dosłownie dialogów i scen, w których miałby żywy brać udział. Zwłaszcza że umiał mówić publicznie precyzyjnie i elegancko. Był też człowiekiem dyskretnym, jeśli chodzi o życie prywatne i sprawy publiczne, te ostatnie objęte klauzulą ścisłej poufności, której przestrzegał zawodowo w służbie państwu polskiemu i amerykańskiemu. Dotyczy to zarówno publicystyki Karskiego, jak jego raportów, wywiadów czy okolicznościowych wystąpień. Sam Karski jest też autorem dwóch książek świetnie napisanych, a całkowicie różnych pod względem charakteru i przeznaczenia. Tajne państwo powstało w 1944 roku.

Jan Karski Jan Karski (aut. Mieciousa, CC BY-SA 4.0)

Autor, dochowując prawdopodobieństwa psychologicznego i politycznego, retuszuje czas i miejsce akcji, przeinacza nazwiska, słowem maskuje rzeczywistość. Wszak wojna zbliża się do końca, ale jeszcze trwa, a po wojnie też nie wiadomo, co i jak będzie. Zwłaszcza w Polsce. Tajne państwo nie ma ambicji naukowych ani ideologicznych. Celem książki było przybliżyć alianckiemu czytelnikowi realia polskiego życia pod niemiecką okupacją. I dać mu pojęcie, popularne wyobrażenie, czym był ruch oporu, to znaczy fenomen podziemnego „tajnego” polskiego państwa. Jak ono funkcjonowało, jakimi posługiwało się metodami.

W narracji Tajnego państwa znać też rękę doświadczonego wydawcy, który we własnym oczywistym interesie zadbał o powodzenie książki. Stąd romansowe i sensacyjne klimaty, które jednak, zapewne Karski zadbał o to, nie odbierają książce powagi. Do jej znacznego − ponad czterysta tysięcy sprzedanych egzemplarzy − sukcesu, który choć okazał się nietrwały, przyczynił się osobiście sam Karski, atrakcyjny autor na spotkaniach z czytelnikami. Ale sukces Tajnego państwa przeminął szybko i definitywnie. Jak moda na Polskę, polską trudną sprawę, która stała się dla aliantów, związanych tajnymi umowami, a wkrótce potem jawnymi układami ze Stalinem, kłopotliwym balastem. Sam Karski po latach nie przypisywał Tajnemu państwu trwalszego znaczenia. Uważał nawet, że w niepodległej Polsce jej wydanie nie ma większego sensu.

Nieporównanie wyżej od Tajnego państwa ceni Karski książkę, której poświęcił kilkanaście lat powojennego życia, Wielkie mocarstwa a sprawa polska. Od Wersalu do Jałty. Pisał ją „ze względów uczuciowych”, jak powiedział w 1991 roku Jerzemu Korczakowi (autorowi pierwszej biografii Karskiego). „No i przegraliśmy tę wojnę. Nie mogłem tego nerwowo wytrzymać”. Stwierdza Karski w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego”, którego udzielił zaraz po swoim pierwszym przyjeździe do wolnego kraju: świata nic nie obchodzi, że Polska nie wydała Quislinga. Konstatuje również historiozoficznie, że od zwycięstwa wiedeńskiego i pokoju karłowickiego Polska nie jest panią swego losu. Jej los zależy od koniunktury międzynarodowej, którą rządzą wielkie mocarstwa.

Jan Karski. Sumienie świata

15 lat temu zmarł Jan Karski-Kozielewski – człowiek, który informował Zachód o Zagładzie Żydów. Jego życiorys to nie tylko przykład polskiego bohaterstwa, ale również wielu zaniechań w obliczu strasznych informacji.



Czytaj dalej...

Mimo że 17 września 1939 roku Armia Czerwona wkroczyła do Polski, Warszawa dalej się broni. A przecież, powiada Karski po latach, już za wolnej Polski, nie była własnością prezydenta Starzyńskiego i generała Czumy (nie przypadkiem generał Czuma jest na drugim miejscu). Warszawa budowana była przez całe pokolenia od wieków. Mówi po latach bohater II wojny światowej, a więc można i wypada mu wierzyć: „Nic nie jest ważniejsze od tego, żeby podnieść standard ludzi, żeby mieli więcej mieszkań, żeby mogli wychować i wykształcić dzieci, żeby się choć trochę podnieść w górę, bo przecież jesteśmy na dole”. A więc byłby również zwolennikiem ciepłej wody w kranie? Czyli nie nadaje się na patrona dobrej zmiany, mimo że przez całe życie pozostanie Polakiem katolikiem, oczywiście w swoim własnym rozumieniu, które między innymi dopuści przyjęcie obywatelstwa amerykańskiego. A co do prezydenta Starzyńskiego, niezależnie od krytycznego spojrzenia na sens obrony stolicy w beznadziejnej sytuacji, Karski wydaje się mieć, podejrzewam, ukrytą, osobistą pretensję, że to Starzyński skłonił mu brata Mariana do przyjęcia komendantury warszawskiej policji na czas pierwszych miesięcy okupacji.

Rudolf Weigl i szczepionka przeciwko tyfusowi

Ten człowiek pokonał tyfus plamisty i dzięki temu uratował wiele istnień. Szczepionka opracowana przez Rudolfa Weigla zrobiła na świecie prawdziwą furorę.



Czytaj dalej...

W tymże 1997 roku rozmawia Jan Karski dla „Gazety Wyborczej” z Andrzejem Friszke. Rozmowa wielokrotnie przekształca się w dyskusję, z tym że dobrze wychowany absolwent Uniwersytetu Warszawskiego jest pod zrozumiałym wielkim wrażeniem spotkania z profesorem bohaterem i nie ośmiela się z nim polemizować. Na przykład, kiedy Karski krytykuje polski zwyczaj wszczynania powstań narodowych, wskazując na Czechów, którzy pozostając pod panowaniem austriackim przez czterysta lat, nie wynarodowili się. No tak, ale można by zauważyć, że to panowanie było dominacją, nie okupacją. W końcu premiera Don Giovanniego, arcydzieła geniuszu Mozarta, odbyła się właśnie w Pradze. Bułgarzy i Rumuni, powiada profesor, byli pod panowaniem tureckim czterysta pięćdziesiąt lat i też się nie wynarodowili. Ale wasalna zależność ziem, które w XIX wieku złożyły się na Rumunię, zmieniała się przez stulecia. Co zaś do Bułgarów, chyba tylko Grecy czy na drugim końcu Europy Irlandczycy (a wcale nie Polacy!) mogliby z nimi rywalizować, jeśli chodzi o gotowość do krwawych beznadziejnych niepodległościowych zrywów. Chociaż świat podobnie interesował się nimi w nader umiarkowany sposób. Sprawa polska była przynajmniej okresami modna. Ale mniejsza o te dyskusyjne przykłady. Profesor Karski dzieli się z młodym człowiekiem opinią, powziętą na podstawie osobistych, historycznych doświadczeń i wieloletnich studiów, że niezależnie od popełnionych błędów, Polska nie miała w tej wojnie szans na niepodległość. A ten determinizm prowadzi go do wyraźnego historiozoficznego pesymizmu.

Okładka broszury pt. „Masowa eksterminacja Żydów w okupowanej przez Niemców Polsce” wydanej przez Rząd RP na Uchodźstwie

Zatem, zdaniem Karskiego, nie sposób zwalić całej odpowiedzialności za klęskę indywidualnie na tego czy innego polityka czy generała. To byłoby zbyt proste i właściwie optymistyczne. Ot, zwyczajny, ludzki błąd do naprawienia. Sytuacja Polski była beznadziejna, bez wyjścia. Dlatego Karski nie potępia, jak można by się po nim spodziewać, decyzji o rozpętaniu powstania warszawskiego. Ubolewając nad zniszczeniem stolicy i stratami ludzkimi, tłumaczy decyzję o powstaniu naiwnością i niewiedzą co do prawdziwie nieistotnej pozycji międzynarodowej Polski. Gdyby, tłumaczy profesor, powstanie nie wybuchło, a wybuchnąć jego deterministycznym zdaniem musiało, rozegrałby się inny czarny scenariusz. Bo sprawa polska nie miała większego znaczenia dla Wielkiej Trójki decydującej właśnie o losach świata. I nie miał na to żadnego wpływu polski wysiłek zbrojny na zachodzie.

Wielkie dni małej floty, na przykład kontrtorpedowca „Piorun”, który, jak można było wyczytać z młodzieżowych lektur, przez godzinę z górą wytrzymywał pojedynek ogniowy z pancernikiem „Bismarck”. Podobnie ruch oporu, który opisywał Karski w Tajnym państwie, nie miał większego znaczenia dla alianckiego zwycięstwa. Zaszczytny, ale przecież nierozstrzygający, udział polskiego lotnictwa w bitwie o Anglię. W cytowanym wywiadzie wręcz twierdzi Karski, że tego tajnego czy podziemnego państwa było za wiele, a jego działalność zbyt drogo kosztowała. (Podobne zdanie wyraził kiedyś w dyskusji w warszawskim instytucie Historycznym profesor Jerzy Jedlicki, który uważał, że w działalności podziemnej zbyt wiele było szkoleń wojskowych, za mało działalności edukacyjnej). Bo wojny, mówił Karski, nie wygrywają podziemia, tylko tysiące czołgów, samolotów i dziesiątki okrętów, których z natury rzeczy ruchy oporu nie posiadały. Te trudne uwagi dziś jeszcze prowokują do emocjonalnych sporów, a wtedy były problematyczne czy wręcz nie do przyjęcia dla ludzi zaangażowanych w czynną walkę o niepodległość. Słowem, nie ma się co dziwić, że Karskiemu trudno było znaleźć wspólny język z emigracją wojskową i polityczną. I wzajemnie, emigracji z Karskim. Jego bolesna trzeźwość rozmijała się ze złudzeniami, które pomagały żyć ludziom, skazanym na klęskę, ale walczącym w kraju czy na innych frontach wojny światowej.

Ten tekst jest fragmentem książki Tomasza Łubieńskiego „Wojna według Karskiego”:

Wojna według Karskiego Tomasz Łubieński okładki książki Tytuł: „Wojna według Karskiego”
Autor: Tomasz Łubieński
Wydawnictwo: Iskry
Oprawa twarda z obwolutą
Numer wydania I
Wymiary 150 × 235
Druk Drukarnia Wydawnicza im. W.L. Anczyca
Data wydania 2019-06-13
EAN 9788324410385
ISBN 978-83-244-1038-5
ISBN e-publikacji 978-83-244-1044-6
Liczba stron 132
Opracowanie graficzne i projekt okładki Andrzej Barecki
Cena: 32 zł
Kup taniej!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Tomasz Łubieński

Ur. 18 kwietnia 1938 roku w Warszawie. Studiował najpierw historię, potem polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Pracował w redakcjach „Polski” (Zachód), „Kultury”, „Teatru”, „Tygodnika Solidarność”, „Nowych Książek”. Pisywał m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Zeszytach Literackich”, „Dialogu”, „Aneksie”, „Gazecie Wyborczej”. Współzałożyciel miesięcznika „Res Publica”. Opublikował m.in. eseje: Bić się czy nie bić, Czerwonobiały, Bohaterowie naszych czasów, Norwid wraca do Paryża, M jak Mickiewicz, Ani tryumf, ani zgon, Wszystko w rodzinie, Zaczęło się we wrześniu, Molier nasz współczesny; powieści: Pod skórą, Turnus. Tłumaczył Boską komedię Dantego i sztuki teatralne z języka francuskiego. Członek SPP i Pen Clubu.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org