Autor: Andrzej Chwalba
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, Historia wojskowości, Sylwetki i biografie, I wojna światowa i dwudziestolecie międzywojenne
Opublikowany: 2018-03-27 11:00
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Józef Haller i Armia Polska we Francji

Nazywano ich Błękitną Armią. Powołana w połowie 1917 roku nie odegrała praktycznie żadnej militarnej roli na frontach Wielkiej Wojny. Dużo ważniejsze było jednak jej znaczenie w walce o sprawę polską na arenie międzynarodowej.
REKLAMA

Walka dyplomatyczna o Polskę była zadaniem numer jeden KNP, numer dwa – opieka nad polskimi cywilami w krajach alianckich i neutralnych, a numer trzy – uformowanie armii polskiej u boku aliantów. W marcu 1917 r. pomysł powołania armii polskiej im. Tadeusza Kościuszki w Stanach Zjednoczonych wysunął Paderewski podczas zjazdu polskich Sokołów. Oczekiwał, że jego entuzjazm podzielą Polonusi i w krótkim czasie armia osiągnie 100 tys. żołnierzy.

Ignacy Jan Paderewski (domena publiczna)

Przeciwko tej idei zaprotestował Komitet Obrony Narodowej (KON), skupiający zwolenników Legionów Polskich i NKN, który w oświadczeniu z 1 maja 1917 r. nazwał tę ideę „niefortunnym i śmiesznym pomysłem artysty nierozumiejącego zupełnie zasady państwowości”. Wątpliwości rozwiały władze amerykańskie, które nie wyraziły zgody na powstanie armii kościuszkowskiej, sugerując, że każdy obywatel, który chce się bić, może wstąpić do armii USA. Politycy z Waszyngtonu uznali, że tworzenie sił zbrojnych według kryteriów etnicznych nie jest dobrym pomysłem, gdyż z podobnymi postulatami mogą wystąpić następne nacje w Ameryce.

Kolejny pomysł powołania armii polskiej narodził się we Francji, a konkretnie latem 1917 r. w Ambasadzie Republiki Rosyjskiej w Paryżu. Politycy rosyjscy doszli do wniosku, że skoro mają być formowane polskie korpusy w Rosji, to także na Zachodzie może powstać armia polska. Lecz polscy politycy nie byli tym zachwyceni, gdyż pomysł wyszedł od zaborcy, aczkolwiek już nie carskiego. Wyrażali też wątpliwości, czy znajdzie się wystarczająca liczba ochotników, jako że francuska Polonia była nieliczna. Przeważyło zdanie Dmowskiego, który sądził, że taką próbę należy podjąć, armia stanie się bowiem atutem Polski na przyszłym kongresie pokojowym, pozwoli Polakom wystąpić w roli sojusznika, a nie ubogiego krewnego i petenta. Rozpoczęto rozmowy z władzami francuskimi na temat powołania armii polskiej, które zakończyły się sukcesem. Francuzi liczyli nie tyle na potencjał wojskowy polskiej armii, ile na jej potencjał polityczny: oto Polacy wybierają aliantów jako sojuszników. Oczekiwali, że również po wojnie Polska będzie bliskim sojusznikiem Francji. 4 czerwca 1917 r. prezydent Francji Raymond Poincaré zgodził się na powołanie Armii Polskiej. Na początku utworzono Francusko-Polską Misję Wojskową, która była organem rządu francuskiego. Na jej czele stanął emerytowany gen. Louis Archinard, który doświadczenie wojenne zdobył podczas służby w formacjach kolonialnych. Starszy wiekiem i mało już energiczny wojskowy – zwany „strupieszałym generałem” – nie wykazał się nadzwyczajną energią i pomysłowością. Dlatego na jego miejsce mianowano energicznego ppłk. Makiejewskiego, ale ta decyzja zaniepokoiła polskich polityków z KNP, gdyż nominat miał związki z ambasadą rosyjską. Powiadano nawet, że był „szefem szpiegów rosyjskich”.

REKLAMA
Józef Haller (fot ze zbiorów NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-H-71)

W pierwszej kolejności Francusko-Polska Misja Wojskowa przystąpiła do organizowania 1 pułku strzelców polskich pod dowództwem płk. Juliana Jasieńskiego. Ze względu jednak na skromny napływ ochotników jego organizacja postępowała wolno. Z armii francuskiej do polskiej trafiło jedynie 1400 żołnierzy, a pułk uzupełnili nieliczni ochotnicy rekrutowani spośród Polonii we Francji i w Wielkiej Brytanii. Brakowało oficerów. Wśród pierwszych 15 tylko trzech uważało się za Polaków. Pozostali byli Francuzami.

Polscy politycy zdawali sobie sprawę, że jedyną nadzieją na utworzenie licznej armii jest Polonia amerykańska, dlatego w sierpniu 1917 r. przybyli do Stanów Zjednoczonych delegaci Misji z popularnym pisarzem i publicystą Wacławem Gąsiorowskim na czele, propagując jej cele. Jedni Polonusi przyjęli pomysł z radością, inni byli zdystansowani, mówili, że nie wstąpią do armii kondotierów walczących za Francję. Mimo wątpliwości ochotników nie zabrakło, ale ponieważ Waszyngton nie wyraził zgody na prowadzenie jawnego werbunku, ochotnicy udawali się do Kanady, która była w stanie wojny z państwami centralnymi. Na początku listopada 1917 r. około 3000 ochotników przebywało w kanadyjskim obozie w miasteczku Niagara-on-the-Lake. Następni potencjalni ochotnicy czekali na decyzję władz amerykańskich.

REKLAMA

Pozyskiwanie kolejnych ochotników z innych państw okazało się skomplikowane. Miesiącami trwało oczekiwanie na zgodę rządów, by można było prowadzić akcję werbunkową. Politycy alianccy nie widzieli nadzwyczajnych korzyści związanych z Armią Polską, natomiast widzieli trudności i komplikacje, których chcieli uniknąć. Dlatego w niektórych przypadkach zgoda na rekrutację została wyrażona na niewiele tygodni przed końcem wojny.

6 października 1917 r. władze Stanów Zjednoczonych wyraziły od dawna oczekiwaną zgodę na werbunek do Armii Polskiej, ale tylko tych ochotników, którzy nie zostali przyjęci do armii amerykańskiej. Środki finansowe na szkolenie przekazał rząd francuski, a koszty ekwipunku pokryli Amerykanie. Ochotnicy otrzymali żołd zbliżony do wypłacanego żołnierzom francuskim. Znajdujący się na tyłach otrzymywali 14 dolarów miesięcznie, a na czas pobytu w okopach 20 dolarów. Dodatkowo każdy z nich kwitował odbiór tytoniu i wina. Do werbunku zachęcały liczne odezwy, patriotyczne pieśni i wiersze, jak choćby ten:

Wraz, wraz

Wszyscy wraz,

Gdy wolności przyjdzie czas

Amerykę rzucim,

I do Polski wrócim.

Raymond Poincaré, prezydent Francji w latach 1913-1920 (domena publiczna)

Gorący apel do Polonusów wystosował Paderewski, zachęcając do wstępowania do armii w biało-czerwonych barwach: „Idźcie w świat przekonać, że Polak amerykański orężnej polskiej chwały godnym jest spadkobiercą”. Apel propagowali polscy kapłani. Miasta amerykańskie pokryły afisze z wezwaniem: „Do broni Polacy! Na Niemca – Kto żyw!” Opierając się na gniazdach Sokoła, zaczęto organizować terytorialne ośrodki rekrutacyjne. 26 grudnia 1917 r. do Bordeuax przybyło z Nowego Jorku na statku „Niagara” pierwszych 647 ochotników. „W mieście powiewały polskie chorągwie, a trębacze – Polacy zaczęli grać «Jeszcze Polska nie zginęła», na co z okrętu rodacy z USA odpowiedzieli «Boże coś Polskę». Wzruszenie schwyciło nas za gardło” – relacjonował jeden z nich.

REKLAMA

Tekst jest fragmentem książki Andrzeja Chwalby – „Wielka wojna Polaków 1914-1918”:

Andrzej Chwalba
„Wielka wojna Polaków 1914-1918”
69,00 zł
Wydawca: Wydawnictwo Naukowe PWN
Liczba stron: 452
Data i miejsce wydania: 2018

Do końca 1918 r. z Ameryki do Armii Polskiej przybyło ponad 22 tys. ochotników. Bez nich trudno byłoby sobie wyobrazić jej powstanie. Ale optymiści, którzy liczyli na 100 tys., czuli się srogo zawiedzeni. Można się starać to wytłumaczyć. Po pierwsze, Polonusi chcący przysłużyć się ojczyźnie zaciągali się do armii amerykańskiej, gdyż dzięki temu mieli gwarancję, że po wojnie będą mogli wrócić do USA. Nie wszyscy wierzyli w przyznane im 9 maja 1918 r. w ustawie Sabatha gwarancje powrotu.

Ośrodek wyszkolenia Armii Polskiej we Francji w Quintin. Przegląd szkoły podoficerskiej (fot ze zbiorów NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-H-257-3)

Warunki w obozach amerykańskich były znacznie lepsze niż w polskich. Po drugie, bardzo złą opinią cieszyli się prowadzący szkolenia francuscy oficerowie z Legii Cudzoziemskiej, którzy traktowali ochotników jak najemników. Stąd przypadki dezercji. Po trzecie, skromna była pomoc finansowa Polonii, co smuciło polskich liderów, w tym Paderewskiego. Polacy dali „bezmiennie mało […] ogół wychodźstwa zachował się zimno, obojętnie, nawet niechętnie. Około 1 800 000 dolarów na 4 miliony Polaków wypada po 12 centów na głowę przez około 4 lata” – oceniał Paderewski Po czwarte, nie wszyscy polscy Amerykanie identyfikowali się z polskimi interesami. Dla niejednego Polska brzmiała już obco. Czuli się związani z nową ojczyzną. Po piąte, akcję werbunkową osłabiali zwolennicy państw centralnych i Legionów Polskich wzywający do pozostania w domu, czyli podziały i konflikty wewnętrzne także rzutowały na skuteczność akcji promocyjnej.

Józef Haller i jego Błękitna Armia (domena publiczna)

Potencjalnym źródłem pozyskiwania ochotników były również alianckie obozy jenieckie, w których znajdowało się tysiące Polaków. Ich werbunek utrudniały jednak konwencje międzynarodowe. Podjęcie tam akcji rekrutacyjnej było możliwe dopiero dzięki deklaracjom aliantów na rzecz niepodległej Polski. Jako pierwsi zgodę wyrazili Francuzi już pod koniec 1917 r. Natomiast Brytyjczycy, a zwłaszcza Włosi długo byli temu przeciwni, obawiając się retorsji Niemców wobec jeńców, obywateli brytyjskich i włoskich. 29 września 1918 r. włoski rząd Orlando zgodził się na podjęcie akcji rekrutacyjnej w obozach, gdzie przebywało 60 tys. polskich jeńców. Dzięki temu Italia stała się drugim po Ameryce zagłębiem ochotników. Organizatorem wojsk polskich na ziemi włoskiej – na wniosek Skirmunta – został mjr Leon Radziwiłł, obywatel Francji. Dzięki francuskiej pomocy utworzył w okolicach Neapolu pułk im. Jana Henryka Dąbrowskiego, a następnie formował kolejne oddziały, które przetransportowano do Francji.

REKLAMA

Armię Polską zasiliło 250 ochotników z Kanady, kilkudziesięciu z Chin, ochotnicy z jednostek rosyjskich stacjonujących w Salonikach oraz 300 z Brazylii, której rząd przez długie miesiące był przeciwny transportowi do Europy, gdyż jego zdaniem byli oni potrzebni… przy żniwach. Do Armii Polskiej zaciągnęli się również dezerterzy z armii państw centralnych. Wśród nich był Ślązak por. Jan Ludyga-Laskowski, który zdezerterował z armii niemieckiej. Władze niemieckie zaocznie wydały na niego wyrok śmierci, a jego rodzicom w Bytomiu (Rozbark) skonfiskowali nieruchomość.

Status Armii Polskiej z czerwca 1917 r. nie satysfakcjonował Dmowskiego, dlatego prowadził on negocjacje, by to zmienić. Pragnął, aby Armia została uznana przez wszystkich aliantów za sojuszniczą, co też się stało. Nowa umowa z 28 września 1918 r., na którą między innymi wyraził zgodę premier Georges Clemenceau, dawała Polsce status alianta, a Armii Polskiej status niezależnej siły zbrojnej, która miała stanowić „jedną, jedyną armię samodzielną, sprzymierzoną i wojującą”.

REKLAMA
Józef Haller i Józef Piłsudski po zwycięstwie w bitwie warszawskiej (domena publiczna)

Istotne było znaczenie polityczne umowy. „Dźwigało to Polskę na poziom państwa niepodległego” – komentował Marian Seyda. Na mocy umowy zwierzchnictwo na Armią Polską przejął KNP, który uzyskał prawo mianowania naczelnego dowódcy, a ów uzyskał prawo mianowania oficerów do stopnia pułkownika. W skład Armii Polskiej weszły jednostki nie tylko we Francji, lecz także w Rosji i we Włoszech. Od 13 lipca 1918 r. w Paryżu gościł po ucieczce z bolszewickiej Rosji bohaterski gen. Haller. Cieszyli się z jego przybycia politycy KNP, to bowiem znaczyło, że wreszcie dowództwo Armii Polskiej może być przekazane w godne ręce. „Haller spadł nam z nieba” – komentował Dmowski, gdyż na Zachodzie nie było oficera polskiego o podobnych zasługach i stopniu wojskowym. 4 października Haller został mianowany Wodzem Naczelnym, aczkolwiek sprawował władzę jedynie nad jednostkami tyłowymi, gdyż frontowe podlegały Francuzom. Jednocześnie otrzymał nominację na stopień generała-porucznika, odpowiednika generała dywizji. Jego zadaniem były organizacja armii i szkolenie żołnierzy. 17 sierpnia wszedł w skład KNP, ale kiedy został Wodzem Naczelnym, formalnie zrezygnował, „aby uniknąć waśni partyjnych”, niemniej kierował Wydziałem Wojskowym KNP i bywał w charakterze gościa na jego posiedzeniach. Armię Polską zaczęto nazywać Armią Hallera lub Armią Błękitną od identycznego z wojskami francuskimi koloru mundurów. Miała odrębne, polskie znaki, symbole, sztandary, rogatywki, a na nich orła białego na amarantowym tle, podobne jak na hełmach, czapkach i guzikach.

Nam nie straszne Karole, Wilhelmy

Choć za rzezią wyprawiają rzeź,

Ludu polski sztandar biało-czerwony,

Ludu polski swój sztandar w górę wznieś.

Była to pieśń Armii Polskiej śpiewana na nutę Marsylianki.

1 pułk strzelców polskich uważał się za spadkobiercę tzw. Legionu Bajończyków, czyli polskiej kompanii wchodzącej w skład Legii Cudzoziemskiej, która walczyła od jesieni 1914 do czerwca 1915 r. Od Bajończyków otrzymał podziurawiony 34 kulami sztandar z orłem (bez korony) uszyty według projektu Xawerego Dunikowskiego. 10 stycznia 1918 r. 1 pułk strzelców polskich zakończył formowanie i został skierowany na front.

Oficerowie Błękitnej Armii (fot. ze zbiorów NAC, Instytut Józefa Piłsudskiego, sygn. 22-488)

Walczył między innymi pod Reims, a następnie pod Saint-Hilaire-le-Grand, i bił się dobrze. Wszedł w skład 1 Dywizji Strzelców Polskich, która 22 czerwca 1918 r. złożyła przysięgę i otrzymała sztandar. W sierpniu liczyła ponad 10 tys. żołnierzy. Do etatowego poziomu dywizji francuskiej brakowało jej jeszcze kilku tysięcy żołnierzy. 65% jej składu stanowili ochotnicy z USA, 10% – byli jeńcy i dezerterzy z armii niemieckiej, kolejne 10% – ochotnicy z armii francuskiej i rosyjskiej, 15% – ochotnicy z innych krajów. W kolejnych tygodniach stale wzrastał odsetek żołnierzy ze Stanów Zjednoczonych. Jeszcze w końcu października 1918 r. dywizja nie była w pełni gotowa, niemniej została skierowana na front. 14 listopada miała uczestniczyć w wielkiej ofensywie aliantów przeciwko armiom Rzeszy, ale ze względu na zawieszenie broni zawarte 11 listopada pozostała na pozycjach wyjściowych do ataku. W momencie zakończenia wojny Haller miał do dyspozycji ponad 17 tys. żołnierzy i 430 oficerów, z czego prawie 14 tys. pochodziło ze Stanów Zjednoczonych. Po 11 listopada 1918 r. liczebność Armii Polskiej szybko rosła, gdyż napływali ochotnicy z USA oraz z Włoch.

Tekst jest fragmentem książki Andrzeja Chwalby – „Wielka wojna Polaków 1914-1918”:

Andrzej Chwalba
„Wielka wojna Polaków 1914-1918”
69,00 zł
Wydawca: Wydawnictwo Naukowe PWN
Liczba stron: 452
Data i miejsce wydania: 2018
REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Andrzej Chwalba
Profesor doktor habilitowany, znany historyk, specjalista w dziedzinie historii XIX i XX wieku. Wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Historycznego. Autor, współautor i redaktor łącznie 25 książek. Obecnie kieruje Zakładem Historii Społeczno-Religijnej Europy XIX i XX w. w Instytucie Historii UJ. Do jego najbardziej znanych prac należą: „III Rzeczpospolita – raport specjalny” (przygotowywane przekłady na język niemiecki i czeski), „Imperium korupcji w Rosji i w Królestwie Polskim w latach 1861-1917”, „Polacy w służbie Moskali”, dwa ostatnie tomy serii „Dzieje Krakowa” (1939-1945; 1945-1989) oraz podręcznik akademicki do historii Polski XIX wieku. Laureat wielu prestiżowych nagród, m.in. nagrody KLIO i Nagrody Historycznej tygodnika „Polityka”.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy