Opublikowano
2019-01-16 10:00
Licencja
Wolna licencja

Kamil Kartasiński – „Chłopak z Wehrmachtu. Żołnierz Andersa” – recenzja i ocena

Do księgarń trafiła niedawno książka szczególna. Zapoznajcie się ze wspomnieniami Polaka, który w czasie II wojny światowej musiał służyć w armii niemieckiej.


Kamil Kartasiński – „Chłopak z Wehrmachtu. Żołnierz Andersa” – recenzja i ocena

Kamil Kartasiński – „Chłopak z Wehrmachtu. Żołnierz Andersa” – recenzja i ocena - okładka Autor: Kamil Kartasiński
Tytuł: „Chłopak z Wehrmachtu. Żołnierz Andersa”
Wydawca: POMOST
Rok wydania: 2018
Oprawa: miękka
Liczba stron: 368
ISBN: 978-83-89789-43-3
Cena: 44,90 zł

Ocena naszego recenzenta: 8/10
(jak oceniamy?)
Inne recenzje książek historycznych

Gdy zasiada się do pisania książki czy artykułu, gdy się już poukłada zebrany materiał na robocze stosy, reszta pracy to już tylko sprawne „wklepanie” zebranego materiału według przygotowanego wcześniej konspektu. Od początku do końca to autor lub autorzy nadają swemu działu ramy i charakter. To nadal nie jest łatwa praca, ale nadanie ostatecznego kształtu całej pracy zależy wyłącznie od autora. Zupełnie inaczej wygląda to w momencie, gdy badacz siada do opracowania źródła: pamiętnika, wspomnień, diariusza z podróży, traktatu etc. Musi znaleźć klucz i „odkryć”, co twórca „miał na myśli”. To trudne zadanie i mrówcza praca. Dlaczego o tym piszę? Nie bez powodu. Ostatnio miałem okazję z bardzo dobrze opracowanymi wspomnieniami wojennymi na temat, który lata temu przeżywał swój renesans. Temat, na szczęście dla mnie i wielu innych osób zainteresowanych, co jakiś czas powraca – słynny „dziadek z Wehrmachtu”, lub szerzej: przeżycia Polaków, którzy zmuszeni byli służyć w armii niemieckiej.

Dziadek z Wehrmachtu. Doświadczenia zapisane w pamięci – recenzja i ocena wystawy

Czytaj dalej...

Kamil Kartasiński, historyk, doktorant Uniwersytetu Śląskiego i pracownik Muzeum w Gliwicach, wydał wspomnienia Jana Szymczyka, Górnoślązaka, żołnierza Wehrmachtu, a później II Korpusu Polskiego we Włoszech gen. Władysława Andersa. Na początek trzeba zaznaczyć, że wspomnienia powstały jako efekt wielu godzin rozmów dwóch mężczyzn, Autora książki oraz jego rozmówcy, autora wspomnień. Niestety Jan Szymczyk nie dożył wydania drukiem swoich wspomnień, zmarł 15 lipca 2018 r.

Między dwoma rozmówcami nawiązała się przyjaźń. Widać to na stronicach książki, chociażby przez bogactwo udostępnionego przez wspominającego materiału fotograficznego oraz dokumentów. O tym, jednak później.

Trzeba przyznać, że książka ma nietypowy charakter. Przynajmniej w kilku punktach to ogromny plus. Wstęp Autora to mały, bardzo pomocny podręcznik poruszania się w archiwach i instytucjach niezbędnych historykom, którzy biorą na siebie trud odtworzenia życia człowieka, który będąc Polakiem, służył armii niemieckiej, aby na koniec trafić do armii polskiej we Włoszech będącej na żołdzie angielskim. Łączy się to, z kolejnym bardzo cennym, rzadko niestety spotykanym zabiegiem w innych tego typu pracach. Kartasiński zadał sobie dużo trudu, aby dotrzeć do ważnych dla Jana Szymczyka osób, a w tym wypadku byli nimi jego trzej oficerowie: Rudolf von Wittenburg, Antoni Roman Nowosadowski i Marian Ferdynand Worwa. Wszystkich trzech bardzo wysoko cenił i szanował, mimo że jeden z nich był oficerem armii, która napadła na jego ojczyznę. Trzeba oddać Autorowi sprawiedliwość, że wymagało to od niego sporo zachodu oraz pracy, m.in. nawiązania kontaktu z rodzinami oraz szerokiej kwerendy, również w archiwach. Warto wspomnieć, że w książce znalazło się kilka słów od Nicolausa von Wittenburga, syna Rudolfa oraz Krzysztofa Roja, wnuka Antoniego Romana Nowakowskiego.

Wojna Andersa – pod rozkazem dowódcy 2. Korpusu Polskiego

Wielki patriota, niepokorny oficer, ambitny dowódca, ojciec żołnierzy, naiwny polityk. Kim był gen. Władysław Anders?



Czytaj dalej...

Kolej teraz przejść do wspomnień tytułowego „Chłopaka z Wehrmachtu”. Wspomnienia Jana Szymczyka zostały opowiedziane w bardzo przystępny dla Czytelnika sposób. Świetnie przedstawiają życie i losy człowieka pogranicza, w końcu mieszkał on zaledwie 200 metrów (tak, metrów!) od polsko–niemieckiej granicy. Szymczyk przedstawia pokrótce dom rodzinny, swoje życie, naukę w przedwojennej Polsce, moment wybuchu wojny oraz życie dorastającego nastolatka w warunkach okupacji niemieckiej. W czasie nauki szkolnej, pomimo iż był Polakiem został pupilkiem niemieckiego nauczyciela – zdeklarowanego nazisty. Niemożliwe? A jednak!

Szymczyk opisuje postawy Niemców od momentu wybuchu wojny począwszy od euforycznie przyjmowanych zwycięstw na frontach wojny, po zmianę nastrojów na bardziej stonowane po klęsce stalingradzkiej. Poza tym wspomnienia są bardzo cennym źródłem do poznania warunków życia w czasie okupacji, od strony gospodarczej, finansowej (zarobki itp.) poprzez stosowaną politykę okupacyjną. Sporo w nich nawiązań do wydarzeń z bliskiego kręgu znajomych Jan Szymczyka, ale również do ogólnej sytuacji, której echa przebijały się do jego małego świata na Górnym Śląsku, przez prasę, propagandę szeptaną (m.in. dowcipy oraz ludzi wracających od czasu do czasu z wojska lub robót w Niemczech). Autor wspomnień do Wehrmachtu trafił w październiku 1944 r. i był w nim do kwietnia 1945 r. Nie jest to najdłuższa część wspomnień. Autor też nie miał też spektakularnych doświadczeń bojowych (walczył w okolicy Oleśnicy i Wrocławia), jednak nie to przykuło w nich moją uwagę.

Anna Maria Anders – „Córka generała i piosenkarki” – recenzja i ocena

Czytaj dalej...

To całkiem nieźle scharakteryzowany obraz Wehrmachtu pod koniec wojny, który nadal jest groźną machiną bojową, ale ze złamanym kręgosłupem, ogromnymi brakami w sprzęcie i wyposażeniu, którego oficerowie i żołnierze miotają się od fanatyzmu, poprzez silne poczucie obowiązku po apatię i chęć przeżycia. Służba Jana w II Korpusie we Włoszech z kolei zainteresowała mnie z dwóch powodów. Po pierwsza Autor wspomnień bardzo ciekawie pokazuje przekrój, przeróżne postawy i historie Polaków z Polskich Siłach Zbrojnych, a także relacje Polaków i Włochów krótko po zakończeniu wojny. Jeśli chodzi o moje odczucia – materiał bezcenny.

Trzecia część pod nazwą „Komentarze” zawiera szesnaście większej lub mniejszej objętości rozdziałów. W śród nich znalazły się te opisujące wojenne losy Tomasza Szymczyka (ojca Jana) i dziejów Orzegowa w latach 1921–1939, ale również opisujące problemy związane z losami Autora. Pisze on, czym była Organization Todt, RAD, o służbie Górnoślązaków w Wehrmachcie, o niemieckiej liście narodowościowej (DVL), o 2. Warszawskiej Dywizji Pancernej, powrocie i losie żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie do Polski, ich ciężkim losie w PRL. Najwartościowszymi rozdziałami tej części książki są te dotyczące przeżyć i doświadczeń Szymczaka: zagadki sformowania i szlaku bojowego jednostki Wehrmachtu oraz bardzo dobrze napisanej analizie relacji z perspektywy historii mówionej. W skrócie: wiele potrzebnych, a nawet bezcennych informacji. Jednak właśnie z tą częścią książki mam największy problem. Przy przygotowywaniu tych kilkunastu rozdziałów, zresztą tak samo jak w całej książce, Autor wykazał się bardzo dobrą znajomością tematyki, związaną z nim literaturą przedmiotu oraz źródłami. W napisanie tych rozdziałów Kartasiński włożył wiele pracy, co zresztą widać gołym okiem.

Ryszard Kaczmarek – „Polacy w Wehrmachcie” – recenzja i ocena

Czytaj dalej...

Wydaje mi się jednak, że niepotrzebnie. Najcenniejsze trzy rozdziały z tej części książki, o których wspomniałem wcześniej, z całą pewnością powinny znaleźć się we wstępie. To samo tyczy się losów wojennych Tomasza Szymczyka oraz dziejów Orzegowa; a już z całą pewnością opisów RAD, DVL, alianckich obozów jenieckich etc. Przy wydawaniu wspomnień ważne jest, aby materiał był zgrany, integralny i spójny; a tak Czytelnik może być lekko zdezorientowany poruszając się od wspomnień Jana Szymczyka do opisu historii jego oficerów. Następnie przechodzimy do zbioru bardzo różnych informacji, które bezpośrednio i pośrednio dotyczą bohatera wspomnień. Moim zdaniem wstęp mógł być dużo obszerniejszy. Przeniesienie tam zawartości z części „Komentarze”, po ich odpowiednim skróceniu, podniosłoby całościową ocenę książki, a na pewno byłoby korzystne dla odbioru samego źródła. Nie zmienia to jednak mojego odbioru pracy Kartasińskiego. Każdy, kto interesuję się zagadnieniem służby Polaków w Wehrmachcie czy problematyką II wojny światowej w ogóle, koniecznie powinien się zapoznać z tą ważną książką. Zachęcam do lektury!

Zainteresowała Cię nasza recenzja? Zamów książkę Kamila Kartasińskiego „Chłopak z Wehrmachtu. Żołnierz Andersa”!


Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Komar |

Przy okazji takiego tematu polecam zainteresowanym film dokumentalny "Kolumbowie w kolorze feldgrau", który od czasu do czasu przypomina TVP Historia, a który jest dostępny w internecie https://www.youtube.com/watch?v=Lc2Y3qJmOWg



Odpowiedz

Mój wujek (brat mojej mamy) także został siła wcielony do Wermahtu.
Mój dziadek, Roman Kołodziej był "prawą ręką" szefa Związku Polaków w Niemczech ks. Bolesława Domańskiego. Był na ostatnim zjeździe związku w Berlinie w marcu 1939 roku (chyba ostatni z uczestników Pan Tomke jeszcze żyje!). Dziadek za działalność w związku został w sierpniu 1939 roku aresztowany i osadzony w obozie koncentracyjnym w którym zginął. Natomiast jego syna - mojego wujka wcielono przymusowo do Wermahtu i wysłano na frot wschodni w stronę Leningradu. Przejeżdżając eszelonem przez Litwę ich dowódca powiedział im (były tam różne narodowości), że nastąpił koniec wojny i mogą wracać do domu. Było to w dniu zamachy na Hitlera w Wilczym Szańcu, który jak wiadomo się nie udał, jednak tego ich dowódca już nie wiedział. Wujek na Litwie trafił do polskiego gospodarstwa, w którym dali mu i jego kompanowi Francuzowi cywilne ciuchy i udało mu się po paru tygodniach pzredzierania przez Litwę i Prusy wrócić do domu. Jednak strona rodziny, która "trzymała" z Niemcami go wydała. Został aresztowany i postawiony przed sądem wojskowym. Sąd chciał go skazać za dezercję na śmierć, jednak wujek powiedział sędziemu, że to niemożliwe, ponieważ nie jest niemieckim żołnierzem gdyż... nie odmówił złożenia przysięgi! Niemcy jacy byli tacy byli, ale prawa przestrzegali i wujek został osadzony w obozie dla dezerterów na Helu gdzie dożył końca wojny i 10 maja 1945 roku Niemcy na Helu się poddali a wujek wrócił do domu.
W czasach komunistycznych intensywnie działał w harcerstwie. Opowiadał harcerzom swoją historię. Pewnego dnia odezwała się w czasie opowieści pewna Pani z okrzykiem: Proszę Pana, moi rodzice mieli gospodarstwo na Litwie i często opowiadali jak uratowali dwóch dezerterów z Wermahtu Polaka i Francuza!
Tak to historia zatoczyła koło!
PS. Kto interesuje się historią to wie o jakie miasto chodzi, gdzie działał ks. Bolesław Domański - szef V dzielnicy Związku Polaków w Niemczech. :)



Odpowiedz

@ Janusz Jotgie Zjazd w Berlinie był w marcu 1938 roku oczywiście...



Odpowiedz

Gość: Komar |

Polska etnografia wyróżnia grupę etniczną rdzennych mieszkańców Śląska, ale dotychczas określała ich jako Ślązaków. Czy w polskiej etnografii występuje pojęcie "Górnoślązacy" jako nazwa grupy etnicznej, czy jest to tylko kalka niemieckiego określenia "Oberschlesier"?



Odpowiedz
Leszek Molendowski

Doktorant, absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Gdańskiego. Poza historią wojskowości zajmuje się również historią Niemiec XIX i XX wieku oraz historią Pomorza Gdańskiego. W 2008 roku obronił pracę magisterską pt: „Dzieje Gimnazjum i Liceum Ojców Jezuitów w Gdyni”, teraz przygotowuje rozprawę doktorską na temat „Dzieje zakonów męskich na Pomorzu Gdańskim w XX wieku”.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org