Kazimierz Sosnkowski: bezsilny sprzeciw Naczelnego Wodza

Kazimierz Sosnkowski krytykował pomysł antyniemieckiego powstania w Polsce, twierdząc, że nie może liczyć ono na pomoc ze strony aliantów i będzie jedynie służyć realizacji interesów ZSRR. Mimo że był Naczelnym Wodzem, nie podejmował w tej kwestii ostatecznej decyzji. Sam znajdował się w zaciekłym sporze z premierem Mikołajczykiem.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Kazimierz Sosnkowski – zobacz też: Powstanie Warszawskie w Histmag.org

Polityczne spory od początku kładły się cieniem na działalności polskich elit emigracyjnych. Śmierć Władysława Sikorskiego w katastrofie gibraltarskiej nie tylko pogłębiła dotychczasowe podziały, ale doprowadziła też do ewidentnego osłabienia zdolności decyzyjnych rządu. Tragicznie zmarły generał sprawował jednocześnie stanowisko Naczelnego Wodza i premiera, a tym samym skupiał w swoich rękach całość władzy wojskowej i cywilnej. W momencie opróżnienia obu urzędów zdecydowano w Londynie o ich rozdzieleniu. W warunkach nieustannych napięć na szczycie oznaczało to kres jednolicie prowadzonej polskiej polityki.

Z batalii o schedę po Sikorskim zwycięsko wyszedł Stanisław Mikołajczyk, który – najpierw przejściowo, a później na stałe – objął kierownictwo nad gabinetem. Z kolei urząd Naczelnego Wodza przypadł staremu piłsudczykowi, cieszącemu się wśród armii największym autorytetem, generałowi Kazimierzowi Sosnkowskiemu. Obaj nominowani czuli do siebie bardzo wyraźną niechęć, co było oczywiste już od momentu wyłaniania ich na nowe stanowiska.

Stanisław Mikołajczyk na pogrzebie gen. Władysława Sikorskiego (fot. ze zbiorów NAC, fot. Czesław Datka, Archiwum Fotograficzne Czesława Datki, sygn. 18-362-15).

Za kandydaturą Sosnkowskiego opowiadały się przede wszystkim koła wojskowe. Gorącego, choć niebezinteresownego, poparcia udzielał mu zwłaszcza Władysław Anders. Za jego wyborem optował również konsekwentnie prezydent Raczkiewicz. Sosnkowski nie posiadał jednak praktycznie żadnego zaplecza politycznego, a jako osoba związana z sanacją z miejsca spotkał się z atakami ze strony dotychczasowego rządu, głównie zaś Mikołajczyka, który w przypadku wręczenia mu nominacji groził złożeniem dymisji i wycofaniem PSL z koalicji. Z prośbą o interwencję w tej sprawie lider ludowców depeszował do okupowanej Polski, podejmując próby zdyskredytowania rywala i wymuszając poparcie kraju dla swojej osoby. W swej krytyce posiłkował się również argumentem o niechęci Brytyjczyków, którzy istotnie uważali nieprzejednaną postawę generała wobec Sowietów za kłopotliwą.

Sam zainteresowany nie chciał zresztą obejmować stanowiska Naczelnego Wodza, nie widząc możliwości współpracy z pełniącym obowiązki premiera. W rozmowie z prezydentem swoją zgodę na przyjęcie nominacji obwarował włączaniem piłsudczyków w sprawowanie rządów oraz wyłonieniem takiego szefa gabinetu, który nie byłby wobec niego wrogo nastawiony. Mimo pozornej zgody Raczkiewicza na to rozwiązanie, ostatecznie do zapowiadanych przetasowań nie doszło. Mikołajczykowi wyperswadowano dymisję, natomiast Sosnkowski już po zaakceptowaniu nowej funkcji doszedł do przekonania, że rezygnacja w tym momencie doprowadzi wyłącznie do pogłębienia kryzysu oraz mimowolnego wzrostu pozycji lidera ludowców.

W takich warunkach doszło do rozdzielenia urzędów Naczelnego Wodza i premiera. Odtąd siłą rzeczy decyzje zapadać musiały w wolniejszym trybie, nieraz przy braku wspólnego stanowiska w najbardziej zasadniczych kwestiach. Polityczna batalia wokół nominacji przyniosła jeszcze inne konsekwencje. Wzajemne podkopywanie swoich pozycji przez Mikołajczyka i Sosnkowskiego, które później miało miejsce także w przyszłości, przyczyniło się w dużym stopniu do usamodzielnienia władz w kraju. Ich odmienne koncepcje polityki zagranicznej i wewnętrznej wyraźnie uwidoczniły się z kolei przy okazji planowania powstania powszechnego, które ostatecznie przerodziło się w operację „Burza” oraz tragiczny w skutkach zryw stolicy w sierpniu 1944 r.

Kazimierz Sosnkowski (portret autorstwa Wojciecha Kossaka, 1939 r., domena publiczna).
Projekt narodowej insurekcji przeciwko niemieckiemu okupantowi od początku przyświecał działalności sił zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego. W momencie jednak, w którym dla wszystkich stało się jasne, że wyzwolenie nie przyjdzie do kraju od zachodu, musiał on ulec poważnej przebudowie. Zwycięstwo Sowietów w bitwie pod Kurskiem w końcu sierpnia 1943 r. umożliwiło im przejęcie inicjatywy strategicznej na froncie wschodnim. Emigracyjne władze nie miały już wątpliwości, że Armia Czerwona wkroczy za cofającymi się Niemcami do Rzeczpospolitej. W międzyczasie Kreml przystąpił do formowania komunistycznych alternatyw dla polskiego rządu na uchodźstwie, powołując Związek Patriotów Polskich oraz armię Berlinga. Stanowiło to wystarczającą przesłankę, by sądzić, że Moskwa chce całkowicie podporządkować sobie kraj nad Wisłą. W tych warunkach dotychczasowe plany powstania, które opierały się na wsparciu z zewnątrz w postaci zaprzyjaźnionej armii, wydawały się nieaktualne. Zainteresowanie aliantów Armią Krajową i ewentualnym zrywem na terenie Polski słabło natomiast współmiernie do wzrostu ich uległości względem Stalina. Ewentualna pomoc dla powstania wydawała się więc coraz bardziej niepewna.

W takich okolicznościach 1 października 1943 r. prezydent zwołał naradę z udziałem Naczelnego Wodza, premiera oraz szefów MON i MSZ. Raczkiewiczowi zależało na stworzeniu platformy porozumienia pomiędzy politycznymi rywalami i ustaleniu wstępnego stanowiska wobec wkraczających Sowietów. Było powszechnie wiadome, że Mikołajczyk i Sosnkowski zapatrują się na relacje z nimi zupełnie inaczej. Ten pierwszy zdawał się dość bezkrytycznie ufać Anglosasom i za ich radą szukał porozumienia z Kremlem. Zależało mu na przywróceniu, zerwanych w kwietniu na tle sprawy katyńskiej, wzajemnych stosunków dyplomatycznych, nawet bez żadnych warunków wstępnych. Premier wierzył, że dzięki temu uda się nawiązać współpracę AK z Armią Czerwoną, a po okazaniu dobrej woli w razie ewentualnych napięć polską niepodległość obronią alianci. Naczelny Wódz z kolei konsekwentnie utrzymywał, że celem działań Stalina jest włączenie Polski w całości do ZSRR jako kolejnej republiki sowieckiej. W związku z tym stanowczo sprzeciwiał się jakimkolwiek formom ustępstw, które w jego opinii nie były warte „funta kłaków”. Porozumienia nie wypracowano.

Trzy dni później Sosnkowski po raz pierwszy wziął udział w posiedzeniu rządu. Zreferował na nim sytuację na froncie wschodnim. Ewentualne rozpoczęcie powstania uzależniał od uzyskania daleko idącej pomocy sprzymierzonych w sprzęcie, uzbrojeniu i lotnictwie. Przyznał, że określenie postawy AK wobec wkraczających Sowietów należy do decyzji gabinetu, dodając przy tym jednak, że „samorzutna obrona w razie nieuzyskania rękojmi bezpieczeństwa od mocarstw sprzymierzonych” wydaje mu się nieunikniona. W odpowiedzi usłyszał od Mikołajczyka, że opór wobec Armii Czerwonej miałby wymiar jedynie polityczno-symboliczny. Na tym posiedzeniu również nie zapadły żadne decyzje.

Artykuł inspirowany książką Andrzeja Leona Sowy pt. „Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji” wydaną przez Wydawnictwo Literackie:

Andrzej Leon Sowa
„Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji”
89 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 824
Data i miejsce wydania: I
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: watermark
ISBN: 978-83-08-06095-7

Na kolejnym spotkaniu Rady Ministrów w dniu 12 października premier zaatakował nieobecnego Naczelnego Wodza, zgodnie z prawdą stwierdzając, iż ten „nie dał żadnego konkretnego wniosku w sprawie użycia Armii Krajowej i nie zajął stanowiska w sprawach powstania przeciw Niemcom”. Zapomniał jednak, że tego rodzaju decyzja polityczna, zgodnie z dekretem prezydenta z 27 maja 1942 r., leżała wyłącznie w kompetencjach rządu. Sosnkowski oczekiwał więc na deklarację, czy Armia Czerwona po wkroczeniu na terytorium Polski ma być traktowana jako wróg czy jako sprzymierzeniec. Sam warunkował porozumienie z Sowietami uznaniem przez nich granic z traktatu ryskiego oraz rozwiązaniem Związku Patriotów Polskich i dywizji Berlinga. Świadomie formułował postulaty niemożliwe do zaakceptowania przez Kreml, chcąc uniemożliwić w ten sposób wszelkie daremne, w jego opinii, ustępstwa.

Kazimierz Sosnkowski wraz z prezydentem Władysławem Raczkiewiczem na uroczystości wręczenia sztandaru 1 Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej (fot. ze zbiorów NAC, fot. Czesław Datka, Archiwum Fotograficzne Czesława Datki, sygn. 18-329-43).

18 października Naczelny Wódz otrzymał do konsultacji rządowy projekt Instrukcji dla kraju, zawierającej możliwe warianty postępowania AK po wkroczeniu Armii Czerwonej na przedwojenne terytorium Rzeczpospolitej. Cztery dni później, po naniesieniu wielu uwag, przekazał go z powrotem do Komitetu Ministrów do spraw Kraju. W swoim memoriale zaznaczył, że decyzja o powstaniu powszechnym powinna być zależna od oceny, czy ma ono realne szanse powodzenia. Sukces uzależniał z kolei od trzech czynników: gwałtownego spadku morale okupanta, alianckiego wsparcia materiałowego i lotniczego, wreszcie od pomocy sprzymierzonych wojsk z zewnątrz. W tym czasie wiedział już, że stosunek Brytyjczyków do sprawy zaopatrzenia w Polsce jest jednoznacznie negatywny ze względu na ich relacje z ZSRR. W podsumowaniu konkludował:

Rozpaczliwe są akty w życiu narodów niekiedy nieuniknione ze względu na zbiorowe uczucie społeczeństwa, na symbolikę polityczną tych aktów i ich znaczenie moralne dla potomności. Jestem jednak przekonany, iż Rząd zechce dobrze rozważyć symbolikę i znaczenie aktu rozpaczy, dokonywanego w warunkach, które wbrew naszym intencjom mogłyby siłą rzeczy ułatwić, przy naszej niejako pomocy, realizację interesów drugiego okupanta. Okupantem zaś nie obrońcą byłaby Rosja Sowiecka, która nie dopełni warunku uszanowania integralności naszego terytorium i naszej suwerenności państwowej.

Tadeusz Komorowski (domena publiczna).
25 października projekt Instrukcji dla kraju wraz z komentarzami Sosnkowskiego został poddany pod dyskusję na naradzie zorganizowanej przez prezydenta Raczkiewicza. Premier odrzucił na niej koncepcję uzależniania stosunków dyplomatycznych z ZSRR od nierealnych postulatów Naczelnego Wodza. Przekonywał natomiast, że przywrócenie wzajemnych relacji mogłoby uchronić Polskę od „prób tworzenia rządu przed Sowiety”. Uważał, że nawet najgorszy układ będzie lepszy niż żaden. Tego samego dnia ustalono wspólną treść Instrukcji dla kraju, która w razie załamania Niemców na froncie przewidywała dwa warianty postępowania: uzgodnione z aliantami powstanie powszechne bądź – w razie braku akceptacji Anglosasów – wzmożona akcja sabotażowo-dywersyjna o charakterze demonstracji. W przypadku nienawiązania stosunków dyplomatycznych z ZSRR nakazywała ona pozostanie oddziałów AK w konspiracji.

Skomplikowana i mglista instrukcja, która stanowiła wyraz kompromisu między Naczelnym Wodzem a premierem, nie spotkała się z dobrym przyjęciem w kraju. Dowódca AK, gen. Tadeusz Komorowski „Bór” jeszcze przed jej otrzymaniem pisał do Sosnkowskiego, że wobec wkroczenia Armii Czerwonej musi zapaść decyzja „jednolita, zdecydowana, politycznie celowa i historycznie czysta”. Po otrzymaniu niejasnych i w jego opinii niemożliwych do realizacji zaleceń, zdecydował się na samodzielne kroki, dając w listopadzie sygnał do wzmożenia akcji sabotażowo-dywersyjnych o kryptonimie „Burza”. Oddziałom walczącym z Niemcami nakazał ujawnienie się przed wkraczającymi Sowietami. W ten sposób chciał „dokumentować istnienie Rzplitej”.

Wieść o tym dotarła do Londynu dopiero 1 stycznia 1944 r., a więc niemal dwa miesiące później. Sosnkowski, przekonany o fatalnych skutkach tego rozwiązania, w odpowiedzi wystosował do Mikołajczyka list, w którym pisał między innymi:

[Decyzja o ujawnieniu wobec Sowietów] jest w moich oczach rozpaczliwym porywem całopalnym Kraju, mającym na celu zadokumentowanie praw Polski do istnienia.

Nie zdecydował się jednak na wydanie Komorowskiemu kategorycznego zakazu odstąpienia od operacji „Burza”. Wiedział zapewne, że podobnie jak szereg innych poleceń, w tym uwagi do Instrukcji dla kraju, zostałby on zignorowany. Wydaje się, że nie chciał kwestionować też oceny sytuacji znajdujących się na miejscu i gotowych do najwyższych poświęceń oddziałów AK. W depeszy do „Bora” wyrażał bowiem „najwyższy szacunek” wobec powziętej przez niego decyzji i deklarował gotowość przybycia do okupowanej Polski. Mimo sprzeciwu Naczelnego Wodza, rząd zdecydował się 18 lutego na uzupełnienie Instrukcji dla kraju o polecenia dowódcy AK.

Władysław Anders (domena publiczna).
Sosnkowski tymczasem zaczął odnosić się do brytyjskich sojuszników z wyraźną niechęcią. Naciski Churchilla do zaakceptowania przez polski rząd granicy na linii Curzona uważał za szczyt bezczelności. W konsekwencji znalazł się w ogniu krytyki anglosaskiej prasy. Coraz częściej pojawiały się żądania jego dymisji. Ze względu na swoje bezkompromisowe stanowisko zaczynał tracić dotychczasowych sprzymierzeńców. Dotyczyło to zwłaszcza prezydenta, który obawiał się, że polityka Naczelnego Wodza może doprowadzić do izolacji Polski w obozie aliantów. Kilka miesięcy później, w maju, Raczkiewicz zdecydował o cofnięciu dla generała nominacji na swojego następcę, którą to wręczył mu pierwotnie jeszcze w 1939 r.

W tej sytuacji Sosnkowski zaczął szukać wsparcia przede wszystkim w wojsku, głównie zaś u generała Andersa, z którym utrzymywał stały kontakt. W korespondencji z nim przekonywał, że fatalne położenie kraju może odmienić jedynie takie wzmocnienie Anglików i Amerykanów, które pozwoliłoby im na skonfrontowanie się z Moskwą. „Stoimy niezachwianie przy Tobie, Generale” – odpowiedział mu w jednej z depesz dowódca II Korpusu.

Artykuł inspirowany książką Andrzeja Leona Sowy pt. „Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji” wydaną przez Wydawnictwo Literackie:

Andrzej Leon Sowa
„Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji”
89 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 824
Data i miejsce wydania: I
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: watermark
ISBN: 978-83-08-06095-7

Leopold Okulicki (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Archiwum Fotograficzne Stefana Bałuka, sygn. 37-1081-3).
Tymczasem pesymistyczne prognozy Sosnkowskiego zaczynały się sprawdzać. Realizacja „Burzy” na Wołyniu okazała się fiaskiem i aresztowaniem polskich żołnierzy przez NKWD. Kilka tygodni później klęską zakończyła się też działalność AK na Wileńszczyźnie. Naczelny Wódz stracił już jednak na tym etapie kontrolę nad Komendą Główną. Próbą odwrócenia tego trendu było wysłanie przez niego do kraju osobistego wysłannika – pułkownika Leopolda Okulickiego. Sosnkowski prawdopodobnie widział Niedźwiadka w roli lidera formowanej z jego polecenia organizacji „NIE”, której postawił za cel kontynuowanie walki o niepodległość Polski po wkroczeniu Armii Czerwonej. Paradoksalnie to właśnie Okulicki stał się w przyszłości głównym inspiratorem powstania w Warszawie. Wyraźnie postępował jednak w tej kwestii wbrew woli swojego zwierzchnika.

Na naradzie 3 lipca Naczelny Wódz i premier zgodzili się, że Moskwa realizuje politykę faktów dokonanych. Mikołajczyk wciąż jednak wątpił, czy celem Stalina jest utworzenie z Polski siedemnastej republiki sowieckiej, sądząc, że Kreml będzie musiał liczyć się ze stanowiskiem Anglii i USA oraz zdecydowaną postawą narodu w okupowanym kraju. Coraz bardziej skłaniał się ku przeprowadzeniu powstania, w czym wtórowała mu, i tak już praktycznie samodzielna, Komenda Główna AK. W związku z tym, mimo niepowodzeń na Kresach Wschodnich, rząd podjął decyzję o wzmożeniu „Burzy”. Sam premier rozpoczął z kolei intensywne przygotowania do wizyty w Moskwie, gdzie zamierzał układać się ze Stalinem.

Naczelny Wódz, który od początku wyrażał sprzeciw wobec podobnych inicjatyw i określał powstanie jako „niemożliwość”, zdecydował się wówczas wyjechać na inspekcję do Włoch. Zaproszenie od II Korpusu otrzymał jeszcze w maju. W gronie żołnierzy czuł się niewątpliwie bardziej komfortowo niż w otoczeniu wrogich mu emigracyjnych elit. W czasie, w którym przebywał na kontynencie z armią generała Andersa, w Londynie i okupowanej Polsce ważyły się losy zrywu w stolicy. Mikołajczyk uważał, że powstanie da mu potężny atut w rozmowach ze Stalinem, a 26 lipca zachęcany do działania „Bór” otrzymał od niego pełnomocnictwa niezbędne do zainicjowania akcji.

Naczelny Wódz Kazimierz Sosnkowski z wizytą w oddziałach polskich na froncie włoskim, kwiecień 1944 r. (fot. ze zbiorów NAC, Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego, sygn. 24-461-17).

Dwa dni wcześniej Sosnkowski otrzymał depeszę, w której prezydent wzywał go do szybkiego powrotu. Naczelny Wódz wyraźnie jednak odraczał ten moment, oczekując na wyniki rozstrzygnięć w Moskwie wśród wiernego mu wojska. Nie spieszył się też, by blokować decyzje, w których zmianę i tak już nie wierzył, co było zresztą na rękę gabinetowi. Niewykluczone, że przez swoją nieobecność w Londynie chciał uniknąć odpowiedzialności za tragedię, przed którą przecież po wielokroć przestrzegał.

Już po upadku powstania szef MON, gen. Marian Kukiel, zarzucał Sosnkowskiemu, że nie wykazywał się stanowczością i nie był kategoryczny w swoich zakazach. Nikt w Londynie nie powinien mieć jednak wątpliwości co do jego stanowiska względem powstania i Sowietów. Niekonsekwencją może natomiast wydawać się brak sprzeciwu generała wobec kontynuowania „Burzy”, która w oczywisty sposób mogła się przerodzić w taki zryw. Istotnie świadczy to o pewnym niezdecydowaniu. Trzeba jednak pamiętać, że po styczniu 1944 r. Naczelny Wódz nie był informowany o zmianach nanoszonych do operacji, a ta zakładała pierwotnie wyłącznie działania dywersyjno-sabotażowe. Sosnkowski, z natury lojalista i analityk, rzeczywiście nie wykazał wystarczającej determinacji i nie wyszedł poza kompetencje określone dekretem z maja 1942 r., ale wątpliwe wydaje się, by kategoryczny protest cokolwiek zmienił. W warunkach emigracyjnych rola Naczelnego Wodza, na papierze dowodzącego siłami zbrojnymi, w praktyce sprowadzała się do przedkładania wniosków i zaleceń. Wszystkie istotne decyzje podejmował premier. Nie wydawało się to ważne, kiedy obie funkcje sprawowała ta sama osoba, miało natomiast ogromne znaczenie, gdy urzędy znajdowały się w rękach ludzi o skrajnie odmiennych poglądach. Władza Sosnkowskiego okazała się iluzoryczna zwłaszcza w sytuacji jego politycznego osamotnienia w Londynie i konsekwentnego uniezależniania się Komendy Głównej AK.

Generałowie (od lewej) Marian Kukiel, Kazimierz Sosnkowski, Stanisław Kopański, 1944 r. (domena publiczna).

W ostatnich dniach lipca Naczelny Wódz słał z Włoch do prezydenta i Komorowskiego pisemne sprzeciwy wobec planów powstańczego zrywu. W jednym z nich wzywał do „zaoszczędzenia substancji narodu w obliczu podwójnej groźby eksterminacji”. Depesze, które kierował do kraju przez swój sztab w Londynie, podlegały jednak cenzurze i były tam celowo przetrzymywane. 29 lipca zwracał się do dowódcy AK:

Walka z Niemcami musi być kontynuowana w formie »Burzy«. Natomiast w obecnych warunkach jestem bezwzględnie przeciwny powszechnemu powstaniu, którego sens historyczny musiałby się z konieczności wyrazić w zmianie jednej okupacji na drugą. Wasza ocena sytuacji niemieckiej musi być bardzo trzeźwa i realna. Omyłka pod tym względem kosztowałaby bardzo wiele.

Wiadomość ta dotarła do Warszawy dopiero 6 sierpnia, kiedy walki w stolicy trwały już od blisko tygodnia. Dyskusja o odpowiedzialności za wybuch powstania warszawskiego wciąż rozpala historyków i publicystów – najnowszym głosem w tej sprawie jest książka prof. Andrzeja Leona Sowy pt. Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji.

Zobacz też: Powstanie Warszawskie w Histmag.org

Bibliografia:

  • Ciechanowski Jan, Geneza powstania. Proces podejmowania decyzji oraz cele strony polskiej [w:] Operacja „Burza” i Powstanie Warszawskie 1944, pod red. Krzysztofa Komorowskiego, Rytm, Warszawa 2008;
  • Komorowski Krzysztof, Bitwa o Warszawę '44. Militarne aspekty Powstania Warszawskiego, Rytm, Warszawa 2004;
  • Ney-Krwawicz Marek, Koncepcje powstania powszechnego na ziemiach polskich [w:] Operacja „Burza” i Powstanie Warszawskie 1944, pod red. Krzysztofa Komorowskiego, Rytm, Warszawa 2008;
  • Nowak-Jeziorański Jan, Powstanie Warszawskie – refleksje po latach [w:] Operacja „Burza” i Powstanie Warszawskie 1944, pod red. Krzysztofa Komorowskiego, Rytm, Warszawa 2008;
  • Wojewódzki Ireneusz, Kazimierz Sosnkowski podczas II wojny światowej. Książę niezłomny czy hamlet w mundurze?, Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2009;

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Artykuł inspirowany książką Andrzeja Leona Sowy pt. „Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji” wydaną przez Wydawnictwo Literackie:

Andrzej Leon Sowa
„Kto wydał wyrok na miasto? Plany operacyjne ZWZ AK (1940-1944) i sposoby ich realizacji”
89 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 824
Data i miejsce wydania: I
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: watermark
ISBN: 978-83-08-06095-7

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Michał Woś
Student historii i absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się historią XX w. – zwłaszcza okresem międzywojennym – oraz szeroko pojętą historią dyplomacji. Miłośnik filmów i seriali, a także wielki pasjonat uniwersum „Gwiezdnych wojen”.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy