Opublikowano
2014-07-31 17:33
Licencja
Wolna licencja

Kup Pan powstanie!

Pod płaszczykiem hołdu i popularyzacji historii, największy polski projekt polityki pamięci powoli zamienia się w tandetę „made in China”. Tragedia powstania warszawskiego dusi się pod klockami, kubeczkami, plastikowymi hełmami i zbroczonymi krwią koszulkami, a ofiary zaczyna się przeliczać na złotówki. A to wszystko w obliczu kłamstwa, że to w trosce o historyczną wiedzę.


Strony:
1 2

Na to, że historia jest produktem przestałem się już oburzać. Chyba złości mnie już bardziej zaklinanie na jej świętość i czystość. Przeszłość jest rozrywką i nawet poważne rozprawy naukowe powstają trochę ku radości tych, którzy chcą odkrywać tajemnice czasów, w których nie mogli żyć. W tym sensie historia jest jak najbardziej funkcją kultury, a historyk artystą, przed którym stoi trudne zadanie łączenia wartości dzieła ze spodziewanym poklaskiem. Bardzo dobrze zrozumiano w trakcie budowy Muzeum Powstania Warszawskiego, którego wystawa łączyć miała w sobie atrakcyjność formy i przekazu z wartościową treścią. Z jednej strony to się udało, z drugiej jednak obudziło demony, które powołując się na szlachetne wartości czynią z nich kloakę.

Kwatery powstańcze na Powązkach Wojskowych (fot. B. Międzybrodzki). Trudno bowiem inaczej nazwać biznes, który zaczął być budowany na tragedii powstania warszawskiego, zwłaszcza, że jego twórcy sugerują, że robią to dla idei wyższych niż samo zarabianie pieniędzy na naszych najgłębszych emocjach. Te zaś wyrosły na narracji, która w powstaniu widziała przede wszystkim bohaterski zryw, a już za nic miała cierpienie ofiar i tragedię miasta. Świętowanie wybuchu rewolty przy jednoczesnym peryferyjnym charakterze rocznic jej zakończenia, sprawiało, że w opowieści o tym wydarzeniu zatrzymywano się wpół kroku. Dało to efekt wypaczający historię, sprawiający, że to co było klęską zaczęto nazywać zwycięstwem i przypisywać temu tryumfalny charakter. Nastąpiła głęboka dehumanizacja powstania – powstańcy stali się tytanami, na bok odsunięto ich człowieczeństwo. Nie można się więc dziwić, że współcześnie stało się ono doskonałym projektem marketingowym, marką gwarantującą zysk podsycany chęcią manifestacji patriotyzmu i przywiązania do dziedzictwa historycznego.

Zobacz też:

Nie mogą dziwić w tym kontekście uśmiechnięte klocki imitujące hitlerowców i powstańców ani koszulki zbroczone krwią, nie jest niczym wyjątkowym plastikowy hełm na głowę kilkulatków ani nawet lunaparkowa zabawa w powstańców organizowana w tym roku w ramach obchodów sierpniowej rocznicy. Podejrzewam, że gdyby w ten sam sposób odtragizowano Holocaust, rynek zapełniłby się grami komputerowymi, w których wcielalibyśmy się w nadzorcę obozu zagłady, pasiaki byłyby najbardziej hipsterskim krzykiem mody, a seria modeli Lego „Birkenau” nie byłaby tylko instalacją artystyczną, ale realnym bytem. Wszak tam, gdzie nie czuć cierpienia, doskonale można wejść w nastrój zabawy.

Powstanie warszawskie uległo też chęci zerwania z martyrologią w narracji o dziejach. Chciano pokazać, że możemy swoje dzieje przeżywać pozytywnie, radośnie, a nawet familiarnie. Że można o polskiej przeszłości mówić z uśmiechem i dumą. Idea najpewniej słuszna, ale sęk w tym, że wybrano sobie do tego wydarzenie wyjątkowo nie pasujące. Zastanawiające przy tym jest jak z blisko 200 tys. ofiar udało się zbudować optymizm dziejowy. Był to czyn godny nie jednego alchemika, który pomimo lat spędzonych nad strukturą węgla, w żaden sposób nie potrafił zmienić go w złoto. Dzięki temu wspaniałemu zabiegowi jedno z największych wydawnictw w Polsce nie widzi nic zdrożnego w promowaniu „szafiarskiej” akcji zdjęć młodych dziewczyn w strojach „z powstańczej epoki”. Powoli chyba już możemy się przygotowywać do sesji atrakcyjnej aktorki w Playboyu, ucharakteryzowanej oczywiście na żołnierza AK, z dumną opaską na ramieniu i butelką w ręku.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Tomek |

Cóż, w dzisiejszych czasach wszystko staje się produktem handlowym na którym można zarobić i chyba o to w tym chodzi a nie o popularyzację historii.Zresztą takie akcje jak gloryfikowanie do bólu tandetnego Sabaton( a piszę to jako stary metaluch z blisko 30-letnim stażem jeśli chodzi o słuchanie tej muzyki) tylko dlatego że nagrał piosenkę o powstaniu jest kolejnym elementem tej szopki.Nie twierdzę ,że do wszystkich wydarzeń historycznych należy podchodzić na kolanach ale akurat robienie sobie show z Powstania Warszawskiego to nie najlepszy pomysł.Inna rzecz, że wydarzenie które mogło by popularyzować historię i być wykorzystane komercyjnie czyli 11 listopada kojarzy się głównie z walkami ulicznymi jakiś półgłówków, a np o Powstaniu Wielkopolskim , chyba jedynym udanym ludzie nie mają pojęcia.



Odpowiedz

Gość: DFDFDS |

Zgadzam się z autorem. W parze bowiem idą w tym "przemyśle" bezmyślna gloryfikacja jednej z najwiekszych tragedii w historii naszego narodu i zwykłe - ordynarne kupczenie na niej. Promuje sie wizerunki bohaterskich młodych powstańów, celowo pomijając te blisko 200 tys. zamordowanych cywilów i w ogóle samą klęskę zrywu. Jeżeli już robić gry historyczne - edukacyjne to z myślą o tym, aby młodzież czegoś z nich się nauczyła. "Bawiąc się w powstanie" w tym wydaniu młodzieniec nie wyciągnie z tego należytych wniosków. Ugruntuje w sobie tylko postawę romantycznego straceńca, który wbrew wszystkim realiom, porywa się na z góry przegrany bój, doprowadzając przy okazji do śmierci tysięcy cywilów i zrujnowania Stolicy.



Odpowiedz

Gość: likurg |

@Podpis przed komentowaniem najpierw przeczytaj artykuł.



Odpowiedz

Gość: kolor |

Nie karmić trolla!



Odpowiedz

@Podpis Skoro jesteś taki mądry to napisz komentarz bez wulgaryzmów i jechania po innych. Z chamstwem w sieci należy walczyć. Albo jak jesteś taki bezkompromisowy, to się chociaż podpisz imieniem i nazwiskiem, a nie anonimowym nickiem. No chyba, że jesteś... (takie niedomówienie).



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org