Autor: Magdalena Mikrut-Majeranek
Tagi: Wywiady, Pamięć zbiorowa i polityka historyczna, Sylwetki i biografie, Książki, II wojna światowa, Polska
Opublikowany: 2021-07-01 04:57
Licencja: wolna licencja

Magda Jaros: Niemcy traktowali mieszkańców getta Litzmannstadt jak przedmioty. Kiedy się „zepsuli”, czekała ich śmierć

„Jak długo byliśmy potrzebni, tak długo mogliśmy żyć” – mówi Leon Weintraub, lekarz ginekolog-położnik, bohater książki „Pojednanie ze złem” autorstwa Magdy Jaros. Publikacja ta to szczera opowieść o piekle II wojny światowej, strategiach przetrwania koszmaru Holokaustu, życiu w getcie w Litzmannstadt, pobycie w obozach koncentracyjnych i… fali antysemickich nastrojów w PRL, które zmusiły lekarza do opuszczenia kraju i emigracji do Szwecji.
REKLAMA
Magda Jaros, autorka książki „Pojednanie ze złem” (fot. mat. prywane)

Magdalena Mikrut-Majeranek: Leon Weintraub to postać wyjątkowa. Ocalały z Holokaustu ma dziś 95 lat i nadal opowiada swoją historię najmłodszym pokoleniom, aby pamięć o tragicznych wydarzeniach II wojny światowej nie zaginęła. Jak natrafiła pani na historię i kiedy doszło do państwa spotkania?

Magda Jaros: Leona znam od zawsze. Spotkałam go, kiedy miałam siedem lat, podczas pierwszego wyjazdu do Sztokholmu. Leon jest przyjacielem mojej cioci, która na początku lat 60. ubiegłego wieku wyemigrowała do Szwecji. Od tamtej spory widywałam go regularnie – czy to w Szwecji, czy w Polsce, kiedy przyjeżdżał szukać swoich korzeni. Nie przeczuwałam jednak, jaka tajemnica kryje się w jego życiorysie. W jej odkryciu pomógł zbieg okoliczności i intuicja dziennikarska. Impulsem były obchody 74. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau w 2019 roku. W uroczystości wzięło ponad 50 byłych więźniów, wydarzenie transmitowały wszystkie stacje telewizyjne, a Leon przemawiał w imieniu Ocalałych. Był poważny, dostojny, ale też smutny. Zadzwoniłam z gratulacjami. Później wymieniliśmy kilka maili, w którymś spytałam, czy nie chciałby podzielić się ze mną swoją swoją historią. Znałam jej fragmenty. Wiedziałam, że był w Auschwitz-Birkenau i że w 1969, na fali nagonki antysemickiej, musiał wyjechać z Polski. Odpowiedział: „Już pora”, co wzięłam to za dobrą monetę. I tak rozpoczęła się nasza przygoda.

M.M.-M.: To historia warta upamiętnienia. Można powiedzieć, że pani bohater długo „dojrzewał” do tego pomysłu. Książka powstała, kiedy dobiegał do 95. urodzin.

M.J.: I tak, i nie. Kiedy przeszedł na emeryturę, zaczął jeździć z wykładami po Europie. Głównie wybierał Niemcy, gdzie do dziś spotyka się z młodzieżą, której opowiada o tym, co przeżył. Kiedy zapytałam go po co to robi, odpowiedział, że chce upamiętnić zamordowaną rodzinę. Większość zginęła w Zagładzie. Podał też drugi powód: on sam jest dowodem na to, że Hitler przegrał. Chciał unicestwić wszystkich Żydów, ale to mu się nie udało. Opowiadanie o II wojny światowej Leon traktuje jak misję.

Jest w wiecznym pędzie. Nie tylko jeździ do Niemiec, miał też spotkania w Zachodniej Jerozolimie, Szwecji i Polsce. Gdyby nie pandemia, książka by nie powstała. Leon został na rok zamknięty w domu i wreszcie miał czas, żeby ze mną porozmawiać.

Leon Weintraub (fot. M Z Wojalski, CC BY-SA 4.0)

M.M.-M.: Niewątpliwie to przykład człowieka, który nie poddaje się przeciwnościom losu.

M.J: Ma za sobą naprawdę dramatyczne przejścia. Cztery razy zaczynał od zera. Najpierw dochodził do siebie po okropnościach wojny, potem budował swój świat w Niemczech, ale musiał wyjechać, więc wrócił do Polski, by zostać lekarzem. Kiedy osiadł i zapuścił korzenie, przyszedł rok 1968, a z nim antysemicka nagonka. Jego też dotknęła, więc w 1969 roku emigrował do Szwecji, gdzie w końcu zaznał spokoju. Trzeba też wspomnieć o samobójstwie ojca oraz jego pierwszej żony. Leon mógłby mieć pretensje do losu, być zgorzkniałym, zamkniętym w sobie starszym panem. A nie znam drugiej tak pozytywnej, otwartej na świat i ludzi osoby. On kocha różnorodność i powtarza, że woli się rozczarować nowo poznanym człowiekiem, niż a priori przyjmować, że jest zły.

M.M.-M.: W jakich okolicznościach wyrzucono go z Polski?

M.J: Został oskarżony o przekraczanie uprawnień lekarskich oraz niegospodarność. Stracił posadę ordynatora oddziału ginekologiczno-położniczego w Otwocku i możliwość pracy naukowej. Kiedy pytałam go, czy obraził się na PRL, stwierdził, że obraził się na system, nigdy na ludzi. Jest przeciwnikiem uogólnień. Podkreśla, że Żydów przez wieki potępiano właśnie na ich podstawie. Mówiło się, że wszyscy są nieuczciwi, są krwiopijcami wykorzystującymi innych, a nie, że ten, konkretny Żyd postąpił źle. W każdym narodzie są przecież dobrzy i niegodni ludzie. Pytałam go też jak po tym, co przeżył, mógł się związać z Niemką. Odpowiedział, że krzywdy wyrządzili mu naziści, nie cały naród. To racjonalne podejście jest wyjątkowe po traumie, jaką przeżył.

M.M.-M.: I rzadkie. Wielu Ocalałych z Holokaustu stosuje mechanizmy wyparcia, stereotypizacji, nie mogąc się pogodzić z tym, czego doświadczyli.

M.J: Myślę, że fakt, iż Leon jest lekarzem, przez całe życie się rozwija, biegle mówi w czterech językach, też ma znaczenie. Pomaga mu racjonalny mózg. Jest wielbicielem nauk przyrodniczych, cechuje go chłodna ocena rzeczywistości. Opowiadał, że po przyjeździe do Szwecji miał epizod depresji, a nawet myśli samobójcze. Jako lekarz wiedział jednak, że mózg może pracować na wysokim poziomie emocji przez pewien czas, potem każda tragedia blednie. Dlatego mówi się, że czas leczy rany. Uznał więc, że nie chce tak długo czekać na przepracowanie traumy, rozprawi się z demonami szybciej. Jego racjonalność wielokrotnie pomogła mu w życiu.

M.M.-M.: Jak wspomina realia życia w Łodzi na początku wojny?

M.J: Lepiej pamięta czas sprzed wojny i początek okupacji, niż lata spędzone w getcie, a potem w obozach. To oczywiste, że głód wpływa na pamięć i działalność mózgu. W Łodzi w latach 30. jego rodzina żyła w fatalnych warunkach. Mieszkali w klitce na ulicy Kamiennej (dziś to Włókiennicza). Mieszkanie było jednocześnie małą pralnią, którą prowadziła mama. W domu były tylko dwa łóżka – dla mamy i Leona. Cztery siostry spały na stołach, które w ciągu dnia służyły do prasowania bielizny. Leon często powtarza, że kiedy się przeżyło to co on, później już zawsze było lepiej. Dlatego jest zadowolony i nigdy nie narzeka.

Leon Weintraub, Magda Jaros
„Pojednanie ze złem”
36,90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: miękka
Liczba stron: 296
Premiera: 30.06.2021
Format: 135×215 [mm]
EAN: 9788311161726
REKLAMA
„Z rozkazu Führera to miasto nazywa się Litzmannstadt” – tablica ustawiona w 1940 r. na Deutschlandplatz, obecnie pl. Wolności, (domena publiczna)

Z września 1939 roku zapisał mu się przemarsz wojsk Wehrmachtu ulicą Piotrowską. Rośli, młodzi mężczyźni w podkutych butach, którymi wystukiwali rytm o bruk, wywoływali strach, że tej sile nic się nie oprze. Mocno przeżył spotkanie z niemieckimi żołnierzami w pierwszych dniach wojny. Jeden z nich obcinał bagnetem brodę staremu Żydowi. Ten krzyczał z bólu, bo z brodą wyrywano mu kawałki skóry. Wyobrażenia na temat wojny Leon miał idealistyczne, wyniesione z książek Remarque’a i filmów, w których wygrani traktowali pokonanych po dżentelmeńsku. Od dziecka był miłośnikiem kina, chodził do kina Czary na rogu Cegielnianej, obecnie Jaracza i Piotrkowskiej. Zderzenie filmowego obrazu z rzeczywistością było przerażające. Do tej pory jego ubogi, ale jednak bezpieczny świat, ograniczał się do ulicy Kamiennej, pralni mamy, rynsztoków i biegania po dachach. Wojna wszystko zmieniła.

M.M.-M.: Nagle kazano im spakować jedną walizkę i przeprowadzić się do zamkniętego kwartału Łodzi. Jak odnaleźli się w nowej sytuacji?

M.J: Rodzina Leona przyjęła przenosiny do getta jako zło konieczne. Nie mieli wyboru, więc musieli się odnaleźć w nowej, potwornej rzeczywistości. Warunki były fatalne. Na czterech kilometrach kwadratowych stłoczono 160 tysięcy osób. Zarówno Leon, jak i siostry poszli do pracy w tzw. resortach. Musieli pracować, aby żyć.

M.M.-M.: Cezurą w funkcjonowaniu getta w Litzmannstadt była Wielka Szpera, która łączy się ze wstrząsającymi wydarzeniami.

M.J: Akcja wysiedleń do obozu zagłady w Kulmhof czyli Chełmnie nad Nerem odbyła się we wrześniu 1942 roku. Pytałam Leona, czy był świadkiem „słynnego” przemówienia przewodniczącego Starszeństwa Żydów Chaima Rumkowskiego na Placu Strażackim przy ul. Lutomierskiej w Łodzi. Powiedział wtedy do zrozpaczonych rodziców: „Oddajcie mi swoje dzieci”. Leon tego nie pamięta. Opowiadał, że podczas Wielkiej Szpery wszystkich zamknięto w domach, nie szli nawet do pracy. Policjanci żydowscy i Niemcy chodzili od budynku do budynku i zabierali ludzi powyżej sześćdziesiątego piątego roku życia, a także chorych i dzieci poniżej lat dziesięciu. Siostra mamy, ciocia Ewa miała ponad 60 lat, ale wyglądała młodo, uszła z życiem.

To były dramatyczne chwile. Leon wiedział, co się dzieje, słyszał krzyki. Sam nie był świadkiem, ale opowiadano mu, że matkom wyrywano niemowlęta z ramion. Żeby przetrwać potworny czas, otoczył się bańką, jakby kokonem. Nie dopuszczał do siebie wielu negatywnych wydarzeń, ani emocji. Wiedział, co się dzieje w getcie, ale selekcjonował informacje. Wszystko po to, żeby nie zwariować. Był też całkowicie odizolowany od świata, nie wiedział na przykład o likwidacji getta w Warszawie. Kiedy więc w sierpniu 1944 roku wsadzono go z rodziną do pociągu i wywieziono niby do pracy w głębi Niemiec, nie miał pojęcia co go czeka. Zamiast do nowej fabryki, trafił do Auschwitz-Birkenau.

Chaim Rumkowski podczas przemówienia na Placu Strażackim przy ul. Lutomierskiej w Łodzi (domena publiczna)

Przez lata ocena postępowania Rumkowskiego była jednoznacznie negatywna. W wielu źródłach opisywano go jako człowieka z przerostem ambicji, który jeździł po getcie dorożką zaprzężoną w białe konie. Mówiono, że poszedł na układ z Niemcami, zamienił getto w obóz pracy. Porcje jedzenia były głodowe, a ludzie pracowali ponad swoje siły. Leon ma do niego ambiwalentny stosunek, ocenia łagodniej. Przyznaje, że być może postępowanie Rumkowskiego ocaliło wielu ludzi. Zlikwidowano inne getta, poza tym w Litzmannstadt, które pracowało i przynosiło Trzeciej Rzeszy ogromne pieniądze. Leon podkreśla, że byli potrzebni tak długo, jak mogli pracować. Traktowano ich niczym przedmioty jednorazowego użytku. Kiedy się „zepsuli” czekała ich komora gazowa w Auschwitz-Birkenau albo zagazowanie spalinami w Kulmhof.

M.M.-M.: Po likwidacji getta pani bohater trafił do obozu zagłady. Opisuje pani drastyczne sceny odczłowieczenia, golenia, wyrywania skóry. Auschwitz-Birkenau był jedynym (na pewno? W innych nie?) obozem, w którym więźniom tatuowano numery ewidencyjne. Praktykę tę wprowadzono w 1942 roku. Okazuje się jednak, że pan Leon nie posiada takiego tatuażu.

M.J: Kiedy trafił do Auschwitz w 1944 roku, wojna dobiegała końca. Niemcy musieli zacierać ślady. Transporty, które przychodziły z Litzmannstadt były przeznaczone do zagazowania w krótkim czasie. Tak m.in. zginęła Nadia, matka Leona, i jej siostra Ewa. Podczas selekcji na rampie ciotka Leona została skierowana kciukiem na lewo, czyli na śmierć. Kurczowo trzymała się ręki swojej siostry i pociągnęła ją w tę stronę. Obie zostały zamordowane, a ich prochy trafiły na wysypisko.

W tamtym czasie do obozu przyjeżdżało dużo transportów, nie tatuowano wszystkich więźniów. Wyjątek stanowiły osoby, które wybrano do pracy poza obozem. Gdy wychodzili poza druty, nadawano im numer. Z pracy tych ludzi korzystały wielkie, działające do dziś koncerny, np. Siemens, Bosch, czy Krupp. Trudno myśleć, że świetność zawdzięczają także więźniom, których traktowano w tak bestialski sposób.

Leon Weintraub, Magda Jaros
„Pojednanie ze złem”
36,90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: miękka
Liczba stron: 296
Premiera: 30.06.2021
Format: 135×215 [mm]
EAN: 9788311161726
REKLAMA
Podziemia w Osówce. Projekt Riese to kryptonim największego projektu górniczo-budowlanego nazistowskich Niemiec, rozpoczętego i niedokończonego w Górach Sowich oraz na zamku Książ i pod nim w latach 1943–1945. Pod Osówką wydrążono tunele, znajdują się tam także sztolnie (fot. Chmee2, CC BY-SA 3.0)

M.M.-M.: Pan Leon przeżył Auschwitz-Birkenau. Następnie został skierowany do pracy przy tajnym projekcie realizowanym w Górach Sowich na Dolnym Śląsku. Czym się tam zajmował?

M.J: Po wymknięciu się z obozu, został przewieziony do Oberwüstegiersdorf, czyli Głuszycy Górnej. A kiedy Niemcy ogłosili, że szukają elektryków, zgłosił się. Tym razem przeniesiono go do obozu Dörnhau, podobozu Gross-Rosen. Tam pracował przy słynnym projekcie Riese, czyli Olbrzym, który do dziś jest tajemnicą. Wiemy, że na Dolnym Śląsku znajduje się wiele podziemnych korytarzy, sztolni itp. Leon dołączył do ludzi, którzy zajmowali się doprowadzeniem prądu do bunkrów, wysadzonych komór w Górach Sowich. Nie wiedział do czego miał służyć powstający kompleks. Dziś historycy przyjmują, że miał się tam przenieść niemiecki przemysł zbrojeniowy, produkcja tajnych rakiet, których fabryki na wyspie Uznam zniszczyły naloty aliantów w sierpniu 1943 roku.

M.M.-M.: Kiedy skończyła się wojna Leon Weintraub miał 19 lat i ważył 35 kilogramów. Postanowił studiować w Niemczech medycynę. To o tyle frapujące, że skończył zaledwie sześć klas szkoły podstawowej, a we wrześniu 1939 roku, kiedy miał rozpocząć edukację w gimnazjum, wybuchła II wojna światowa, która zrewidowała wszystkie plany. Po wojnie postanowił podjąć studia medyczne na uniwersytecie w Getyndze. Dodajmy, że bez znajomości języka i bez zdanej matury. Jak mu się to udało?

M.J: Kluczowy jest fakt, że jego pierwszy język to jidysz, który jest podobny do niemieckiego. Leon to człowiek utalentowany. Przez lata wojny, kiedy pracował dla Trzeciej Rzeszy, osłuchał się z językiem. Po wyzwoleniu jako rekonwalescent trafił do francuskiego sanatorium w Szwajcarii. Tam była biblioteka, w której spędzał każdą chwilę. Czytał po niemiecku. Tym sposobem wykształcił bierną znajomość języka. Ale do rozpoczęcia studiów mówić nie umiał. A kiedy chodził na wykłady, pisał fonetycznie - bardziej w jidysz niż po niemiecku. Ale tak naprawdę wszystko zawdzięcza sobie, tytanicznej pracy i - jak powtarza - dobrym genom. Jego rodzina była religijna, jednak nie ortodoksyjna, światła, choć uboga. Jednak już w szkole podstawowej udowodnił, że jest piekielnie inteligentny. Był świetnym uczniem. Później ożenił się z Niemką, która była slawistką. On ją uczył polskiego, ona jego – niemieckiego.

Uparł się, że będzie studiować w Getyndze. To kuźnia geniuszy - uniwersytet, na którym studiowało i wykładało najwięcej noblistów. Zabiedzony chłopak z żydowskiej Łodzi, tułający się po obozach koncentracyjnych, trafił w elitarne miejsce. W strefie okupacyjnej brytyjskiej, w której znajdowała się Getynga, obowiązywała reguła, że szkoły wyższe były zobowiązane zarezerwować kilka miejsc dla dipisów. Pojechał na spotkanie z dziekanem wydziału medycyny i po rozmowie, podczas, której profesor próbował go zniechęcić, bo uważał, że Leon nie ma szans, dostał immatrykulację na jesienny semestr w listopadzie 1946 roku.

Uniwersytet w Getyndze, Auditorium Maximum (fot. Daniel Schwen, CC BY-SA 2.5)

M.M.M.: W 1950 roku opuścił Niemcy i wrócił do Polski, ale ojczyzna nie okazała się spokojną przystanią.

M.J: Przyjechał do Warszawy i kontynuował studia, które skończył w 1953 roku. Został lekarzem ginekologiem-położnikiem, a trzy lata później rozpoczął pracę w I klinice na placu Starynkiewicza, która była kuźnią polskiej ginekologii. Z konieczności wstąpił też do partii, ale był jej biernym członkiem. Wcześniej miał romans z komunistyczna partią Wolna Młodzież Niemiecka - FDJ. Był ideologicznym komunistą, wierzącym w lepszy świat i ład. W 1966 roku został ordynatorem oddziału ginekologiczno-położniczego w Otwocku. Z wielkim zaangażowaniem i poświęceniem wykonywał swój zawód. Ale w 1968 roku na fali antysemickiej nagonki i czystki w partii, został zmuszony do opuszczenia kraju. W tym samym czasie z Polski wyjechało około 15 tysięcy Żydów.

W roku 1969 bezprawnie zabrano mu paszport. Musiał wyrzec się obywatelstwa, aby otrzymać dokument podróży. Nigdy jednak nie przestał być obywatelem Polski. Czuje się Polakiem i jest krajem związany. Myślę, że symboliczną rehabilitacją było potwierdzenie polskiego obywatelstwa.

M.M.-M.: Kiedy to nastąpiło?

M.J.: W 1994 roku. W tej chwili ma podwójne polskie i szwedzkie obywatelstwo. Co ciekawe, Leon ma sceptyczne podejście do Szwecji, choć mieszka tam najdłużej w całym swoim życiu.

M.M.-M.: A jak poradził sobie z traumą?

M.J : Leon nie wypiera tego, co przeżył, nie zapomina o dramacie, ale chowa wspomina do archiwum pamięci. Nie chce, żeby wspomnienia były chmurą, która przysłania mu słońce. Nie rozpamiętuje ran, nie kultywuje nienawiści. Nie chce też mieć stempla oświęcimiaka. Sam nigdy nie miał syndromu obozowego. Cechuje go jednak pewien chłód emocjonalny. Psychologia tłumaczy to w ten sposób, że ludzie, którzy doświadczyli tak potwornych rzeczy, po wojnie podchodzili do wszystkiego z dystansem. Nie przeżywają intensywnie. Są jednak tacy, którzy cierpieli do końca, bądź nadal cierpią, im nie udało się przepracować traumy. Widać to szczególnie podczas kolejnych obchodów rocznic wyzwolenia obozu.

Leon powtarza, że kiedy przeżyło się tyle, co on, nie ma się problemów, tylko sprawy do rozwiązania. Problemy to sprawy ostateczne jak śmierć czy choroby w rodzinie. Cała reszta to niewygody, z którymi musimy sobie radzić. Zwłaszcza dziś, w konsumpcyjnych, szybkich i nieznoszących ograniczeń czasach, dobrze jest wziąć pod uwagę jego słowa.

Dziękuję serdecznie za rozmowę!

Leon Weintraub, Magda Jaros
„Pojednanie ze złem”
36,90 zł
Wydawca: Bellona
Okładka: miękka
Liczba stron: 296
Premiera: 30.06.2021
Format: 135×215 [mm]
EAN: 9788311161726
REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Magdalena Mikrut-Majeranek
Doktor nauk humanistycznych, kulturoznawca, historyk i dziennikarz. Autorka monografii "Historia Rozbarku i parafii św. Jacka w Bytomiu" oraz współautorka książek "Miasto jako wielowymiarowy przedmiot badań" oraz "Polityka senioralna w jednostkach samorządu terytorialnego", a także licznych artykułów naukowych. Miłośniczka teatru tańca współczesnego i dobrej literatury. Zastępca redaktora naczelnego portalu Histmag.org.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy