Opublikowano
2013-03-19 10:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Mehmed Zdobywca - kat Bizancjum

(strona 4)

W pierwszej połowie XV wieku stało się jasne, że Konstantynopol wpadnie w ręce tureckie jak dojrzały owoc. Ręce po miasto wyciągnął w końcu sułtan Mehmed II...


Strony:
1 2 3 4 5 6 7 8

Przedwcześnie dojrzały 13-letni sułtan, wspierany w swych zamiarach przez guwernerów, już w 1445 roku zaczął snuć plan nowego ataku na Konstantynopol.

Głęboko zaniepokojony Halil Pasza był przeciwny zamierzeniom Mehmeda: pamiętając doskonale zamęt roku 1444, obawiał się, że ten krok doprowadzi do katastrofy. Imperium osmańskie nie tak dawno prawie załamało się pod ciężarem wojny domowej, a Halil podzielał lęk wielu Turków, że odpowiedzią na zbrojny atak na Konstantynopol będzie konsolidacja sił Zachodu i wspólna wyprawa odwetowa chrześcijan. Miał też motywację całkowicie prywatną: bał się utraty wpływów własnych i całego muzułmańsko-tureckiego możnowładztwa na rzecz podżegających do wojny chrześcijańskich konwertytów. Wezyr postanowił doprowadzić do obalenia sułtana. W tym celu zdołał wzniecić bunt janczarów, a jednocześnie błagał Murada II, by wrócił do Edirne i ponownie przejął władzę. Powitano go z szalonym entuzjazmem: wyniosły, oziębły młody sułtan nie cieszył się sympatią ani ludu, ani janczarów. Mehmed wraz z doradcami przeniósł się do Manissy. Nigdy nie zapomniał ani tym bardziej nie przebaczył wezyrowi tego upokorzenia. W przyszłości miało ono kosztować Halila życie.

Aż do końca życia Murada II Mehmed pozostał w jego cieniu, choć nie przestał uważać się za sułtana. W 1448 roku przeszedł chrzest bojowy, towarzysząc ojcu podczas drugiej bitwy na Kosowym Polu, gdzie Węgrzy podjęli ostatnią próbę pokonania potęgi osmańskiej. Pomimo wielkich strat po stronie tureckiej bitwa zakończyła się dla ich przeciwnika klęską równie całkowitą jak ta pod Warną i przyczyniła się do dalszego utrwalenia przekonania o potędze Turków. Mieszkańcy Zachodu popadli w ponury pesymizm. „Za sprawą takiej organizacji Turcy znacznie nas wyprzedzają – pisał Michał Janczar. – Jeśli go [Turka] ścigasz, umknie, jeśli on ściga ciebie, nie uciekniesz […]. Tatarzy wygrali z Turkami kilka razy, ale chrześcijanie nigdy, głównie dlatego, że pozwalają Turkom się okrążyć i podejść z flanki”.

Plan Konstantynopola (aut. Cplakidas/wikipedia; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0.)

Swoje ostatnie lata Murad II spędził w Edirne. Wydaje się, że sułtan utracił zapał do nowych militarnych przygód i przedkładał stabilny pokój nad niepewne koleje wojny. Za jego życia Konstantynopol mógł odetchnąć z ulgą i cieszyć się niełatwym pokojem. Kiedy zmarł – w lutym 1451 roku – opłakiwali go zarówno przyjaciele, jak i wrogowie. „Traktatów z chrześcijanami, które zaprzysiągł na świętości, nigdy nie złamał – zapewniał Dukas. – Jego gniew nie trwał długo. Był przeciwnikiem wojen i zwolennikiem pokoju, dlatego też Ojciec Pokoju nagrodził go spokojnym zgonem, miast zesłać mu śmierć od miecza”. Grecki kronikarz byłby mniej hojny w pochwałach, gdyby znał zalecenia, jakie Murad II pozostawił następcy. Bizantyjskie intrygi w latach czterdziestych XV wieku przekonały starego sułtana, że państwo osmańskie nie jest bezpieczne, póki Konstantynopol pozostaje enklawą chrześcijaństwa. „Swemu światłemu następcy przekazał, by kontynuował dżihad na większą skalę i zdobył to miasto – pisał turecki kronikarz Sad-ud-Din – dzięki czemu ochroni powodzenie ludów islamu i złamie nędzne grzbiety niewiernych”.

Śmierć sułtana zawsze była niebezpiecznym momentem dla państwa osmańskiego. Zgodnie z tradycją wieść o zgonie Murada II utrzymano w tajemnicy, aby zapobiec zbrojnym rewoltom. Murad doczekał się kolejnego syna, będącego jeszcze w powijakach Ahmeda Młodszego, który nie stanowił bezpośredniego zagrożenia dla sukcesji Mehmeda; jednak Orchan wciąż żył w Konstantynopolu, a Mehmed nie cieszył się popularnością wśród poddanych. Nowinę o śmierci ojca przywiózł mu konny posłaniec w zapieczętowanym liście, w którym Halil nalegał na najwyższy pośpiech: najmniejsze opóźnienie mogło wywołać wybuch buntu. Legenda głosi, że Mehmed kazał natychmiast osiodłać konia i zawołał do swoich towarzyszy: „Niech ten, kto mnie kocha, idzie za mną!”. W ciągu dwóch dni wraz z oddziałami gwardii przybocznej dotarł do przeprawy w Gallipoli. Gdy jechał przez równinę w kierunku Edirne, naprzeciw wyszła wielka gromada urzędników, wezyrów, mułłów, zarządców i zwykłych ludzi. Był to rytualny powrót do plemiennej przeszłości na azjatyckich stepach. W odległości kilometra zsiedli z koni i w martwym milczeniu ruszyli w stronę swego nowego sułtana. W połowie drogi zatrzymali się i wybuchli gwałtownym wyciem żalu za martwym władcą. Mehmed i jego świta dołączyli do lamentujących. Zimowy krajobraz wypełniły echa płaczu i jęków. Urzędnicy najwyższej rangi złożyli pokłon przed nowym sułtanem, a potem wszyscy konno podążyli do pałacu.

Tekst jest fragmentem książki Rogera Crowleya pt. „1453. Upadek Konstantynopola”:

AUTOR: Roger Crowley
TYTUŁ: „1453. Upadek Konstantynopola”
SERIA: Historia
PRZEKŁAD: Agnieszka Weseli-Ginter
OPRAWA: całopapierowa z obwolutą
ISBN: 978-83-7510-811-8
WYDANIE: 1 (2013)
LICZBA STRON: 352
FORMAT: 150×225
CENA: 49.90 zł
Kup ze zniżką na stronie wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4 5 6 7 8
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Stach |

Nieprawda, że jest to 1. wydanie. Mam tę książkę w wydaniu Amber z 2005 r., w tym samym przekładzie. Publikowany powyżej fragment to duża część rozdziału trzeciego, pt. Sułtan i cesarz.



Odpowiedz

Gość: Oleg Mądry |

Fajnie się czytało, oby książka nie zawiodła :)



Odpowiedz
Roger Crowley

Studiował literaturę angielską na uniwersytecie w Cambridge, uczył języka angielskiego w Stambule. Podróżował po krajach śródziemnomorskich, ciągle poszerzając swoją wiedzę na temat historii i kultury tych ziem, co zaowocowało drugim dziełem historycznym, 1453. Upadek Konstantynopola.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org