Autor: Władysław Mickiewicz
Tagi: Wspomnienia, XIX wiek, Historia kultury i sztuki, Polska, Francja, Europa
Opublikowany: 2013-03-13 08:00
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Mickiewicz i jego Paryż

Adam Mickiewicz wiódł na emigracji żywot godny niezwykłego twórcy. Jak zapamiętał to jego syn?

Wszystkie moje wspomnienia dzieciństwa i pierwszej młodości krążą koło ojca. Toteż za każdym razem, gdy imię jego przychodzi mi pod pióro, waham się, czy nie mówię za dużo, wiedząc, że on nie dbał o to, by zajmowano się jego osobą, nie bronił się przeciw potępieniom ani szukał przyszłych apologetów, co nie znaczy jednak, iżby pogardzał aureolą sławy, która otacza imiona nieśmiertelne, lecz chodziło mu o to, by jej trwałość zależała od blasku, jaki bije od wewnętrznego ognia, nie zaś od starań, jakich się dokłada dla zwrócenia na siebie uwagi współczesnych i potomnych.

Adam Mickiewicz

Tylu karłów pracuje nad pomniejszaniem olbrzymów, że mimo woli chce się temu przeciwdziałać. Ludzie mali najchętniej wyszukują w życiu ludzi wielkich chwilowe ich przystanki, by uwolnić siebie i sobie podobnych od chylenia przed nimi czoła. Dziecko uczy się chodzić, padając. Człowiek genialny często się zatrzymuje; bywają momenty, gdy się chwieje, ale podnosi się zawsze i idzie swoją drogą. Nie chodzi o wahanie, lecz raczej o ciągłość wzlotu i, jeśli można się tak wyrazić, o całość życia. W całości życie Adama Mickiewicza jest trwałym dążeniem do wyższego poziomu świata; wołał o to swymi pragnieniami, przygotowywał swymi wysiłkami. Ideałowi temu poświęcał swój spokój materialny, zadowolenie miłości własnej; wyzbyty egoizmu, jak rzadko kto z ludzi, bliźnich swych podnosił na wyższe szczeble. Stąd siła jego wpływu. Przy zbliżeniu się do niego każdy czuł się lepszym i marzył, żeby opuścić ziemię z nim razem.

On spełnił w zupełności zadanie, przeznaczone geniuszom jego miary, które George Sand w ten sposób określiła: „Poeta winien być ponad współczesnymi, z tamtej strony własnego życia”

1
.

Razu pewnego, gdy rozmawiałem z pewnym wybitnym artystą francuskim o rozmaitości portretów tejże samej osoby, ów powiedział mi: „Portret wielkiego człowieka jest zawsze do zrobienia”. Wielki człowiek osiągnął wyżynę, do której następne generacje powoli się zbliżą. Włochy przez wieki zastanawiały się nad dziełami Dantego, a wolna Polska przez czas jeszcze długi objaśniać będzie dzieła Adama Mickiewicza.

Miałem siedemnaście lat, gdy straciłem ojca. Jakkolwiek moje uczucie synowskie jest tak ode mnie nieodłączne, jak konieczność oddychania, jednak ojciec mój występuje tylko z początkiem tych pamiętników. Nieocenionym dobrodziejstwem było dla mnie, że miałem go do wieku, w którym Rzymianie wkładali męską togę, a jednak obecność jego przypadła na lata, które nie mają historii, gdyż są szczęśliwe i opromienione iluzją młodzieńczą.

Na początku tegoż samego roku straciłem matkę, przy końcu odszedł ojciec. Toteż bez ich opieki puściłem się na ocean życia, na którym tacy rodzice oszczędziliby mi wiele burz.

Ojciec mój zostawiał swym dzieciom wszelką swobodę. Miał dużo pobłażania dla naszych figlów i strofował nas tylko wtedy, gdy to było konieczne. Matka robiła mi często wymówki, że jem mało, ojciec zaś zwracał uwagę, że gorzej zjeść za dużo niż za mało, i pozwalał mi na posty, jeśli miałem na to ochotę. Nie niepokoił się, gdy łaziłem po drzewach lub biegałem po dachach, i osobom, które mu mówiły o mojej gimnastyce odpowiadał, że lepiej niczego się nie bać, niż bać się wszystkiego, że roztropność osiąga się dzięki sińcom i skaleczeniom, i że budzić w dziecku obawy — to skazywać je na nieśmiałość i niezręczność. Gdy poprawiał moje zadania, porównywał system szkół francuskich do systemu szkół polskich. Za jego czasów, na Litwie, uczniowie mieli więcej swobody i self government

2
niż w Sainte-Barbe
3
, gdzie odbywałem nauki. Wieczorem, po partii szachów, ojciec rozmawiał ze swymi przyjaciółmi o rzeczach zbyt niedostępnych dla mego wieku, ale wyryły się one w mej pamięci, i znacznie później zrozumiałem nagle to, co dla mnie było wtedy niejasne. Otoczenie mego ojca odznaczało się tym, w przeciwieństwie do innych, że stosunki materialne były tu na drugim planie. Jeśli, na wzór św. Franciszka z Asyżu, nie błogosławiono ubóstwa, to w każdym razie godzono się z nim. Zbyt wierzono w Opatrzność, by nie sądzić, że w decydującej chwili przyniesie ona pomoc. Ta atmosfera dobroci, wyzbycia się dóbr tego świata i przywiązania do ojczyzny była zawsze wokół mnie i z niej czerpałem, niby z rezerwuaru zdrowego powietrza, pełną piersią w złych godzinach życia.

Hercen

4
był oburzony, widząc, że emigranci zbliżają się do ojca jak mnisi do przełożonego. Pewien Francuz, Victor-Émile Michelet
5
, z powodu tej czci Polaków dla wielkich ludzi, uczynił głęboką uwagę: „Szczęśliwa Francja swych najgodniejszych synów nie otacza takim kultem, jak Polska swoich Mickiewiczów i Słowackich”
6
.

Aleksander Hercen

Rodacy odnosili się do ojca mego z oznakami głębokiego szacunku, on jednak pełen był względem nich prostoty. Nigdy nie mówił o swych poezjach i nie lubił, gdy o nich mówiono. Razu pewnego poprosiłem o Pana Tadeusza; miał już go w ręku, potem schował znowu do teki i rzekł: „Poczekaj, aż napiszę coś lepszego”. W oczach poety dzieła jego były tylko stacjami drogi, której cel jedynie go zajmował. Wcześnie przestał czytać recenzje swych prac, nie przez pogardę dla krytyki, ale uważał za rzecz zbędną wracać myślą wstecz. Ważniejszą rzeczą wydało mu się walczyć z trudnościami dnia i przygotowywać się do tych, które jutro przyniesie, niż zatrzymywać się na pochwałach i naganach, z jakimi każdy pisarz spotyka się na swej drodze. W przeciwieństwie do autorów, którzy kochają się w swych dziełach, on zachwycał się dziełami innych.

Mój ojciec głęboko był przeświadczony, że kto spełnia swój obowiązek, nie bacząc na trudy, nie zginie, toteż nie wahał się nigdy, jeśli chodziło o to, żeby zapomnieć o sobie dla innych. Żona nie odradzała mu poświęceń. Była ona obojętna na największe braki; nieustraszoność — to jej główna cecha. Nie drżała ani przed kulami w czerwcu 1848 roku, ani wobec możliwości nędzy.

O domu naszym mówił w jednym liście ojciec, że jest w nim chleb codzienny, ale nie ma się pewności co do jutrzejszego. Ten stoicyzm był wielką pomocą w gospodarstwie zawsze zagrożonym burzami, z których pierwsza lepsza mogła przewrócić tak wątłą łódź. W ciągłym poszukiwaniu wyższych prawd, które pochłaniało ojca, matka nie zawsze z nim się zgadzała; były to różnice chwilowe, ważne jednak wobec tego stanu egzaltacji, w jakim żyła emigracja, której ojciec mój był jednym z głównych przywódców. Każdy uznawał tylko swoją drogę za dobrą; wszelki inny krok był zejściem na manowce. Ale ileż razy ojciec zmuszony byłby odwrócić się od swych spekulacji filozoficznych i duchowych, gdyby matka sama nie dźwigała bohatersko wszystkich kłopotów życiowych.

Równie dzielną była w obliczu śmierci, jak nią była w najgorszej chwili swego życia. Żona historyka, Henryka Martin

7
, zaprzyjaźniona z matką i świadek jej zgonu, nie wyobrażała sobie, że można w ten sposób przyjąć śmierć. Ten spokój, źródłem którego była wiara religijna, wydawał się jej sceptycyzmowi niesłychaną rzeczą. Widziała w tym jakąś tajemnicę, której zgłębić nie potrafiła. Oto jak opowiada w liście z 6 marca 1855 roku do Antonina Dessus, młodego adwokata, który bywał u ojca, Micheleta i Quineta
8
: „Pani Adamowa na trzy dni przed śmiercią rzekła do męża: «Adamie, nigdyś mi nie skłamał. Gdy pan Velpeau
9
przyjdzie i powie ci, ile mi jeszcze czasu pozostaje do życia, powtórz mi. Mam jeszcze różne dać rozporządzenia. Liczę na to». W sobotę Velpeau przyszedł i oznajmił panu Adamowi, który ciągle jeszcze oddawał się złudzeniom, że jej pozostaje jeno trzy dni. Pan Adam wszedł do jej pokoju i powiedział z wyrazem, który pan, znając go tak dobrze, masz przed oczyma: «Celino, masz jeszcze trzy dni życia przed sobą». «Dziękuję ci, mój drogi», odpowiedziała. Poprosiła o sprowadzenie księdza, wyspowiadała się, kazała Władysławowi spędzić przy sobie noc z niedzieli na poniedziałek. Pani Adamowa słyszała o śmierci cara Mikołaja
10
i na kwadrans przed zgonem mówiła z uśmiechem: «Nie myślałam, że się spotkamy tak szybko». Do ostatniej chwili zachowała zimną krew. Nie da się opisać wyrazu jej oczu, gdy wyciągając ramiona, obejmowała spojrzeniem portrety swych rodziców wiszące u stóp łoża, jakby ich samych widziała i jakby otwierali jej swoje objęcia. Pan Adam nie wątpi, że w tej stanowczej chwili ci drodzy rodzice byli tam rzeczywiście i że ją ze sobą zabrali. Ten ich sposób zapatrywania się na śmierć odrywa nas od myśli naszych i skarg zwyczajnych tak dalece, że chciałoby się, opuszczając tę ziemię, iść ich śladem, z taką pewnością i spokojem, jak gdyby się pójść miało na przechadzkę nad brzegiem jeziora”.

Powrócę jeszcze do śmierci matki, ale już teraz cytuję ten list dlatego, że widać z niego, jaki wpływ wywierali moi rodzice na otoczenie. Pani Martin była osobą niepozbawioną serca i zdrowego sądu, kto wie jednak, czy to nie był jedyny moment w jej życiu, gdy była bliska zupełnego oderwania się od ziemi a wzniesienia się na wyżyny, o istnieniu których poprzednio nic nie wiedziała.

Matka moja zgasła w pełni świadomości, rozmawiając z mężem, dziećmi, przyjaciółmi, nie zdradzając najmniejszej obawy; ojciec mój powiedział, że spotkała śmierć jak żołnierz. Ta pochwała stosuje się do całego jej życia.

Pomimo trudności materialnych, które zdawały się być nie do zniesienia, i ciągłej troski, żeby mężowi oszczędzić niewygód domowych, matka równie wiele zużywała energii i pomysłowości, żeby pomóc bliźnim, jak i żeby podtrzymać byt swego ogniska.

Ludwik Filip (aut. Franz Xaver Winterhalter)

Gdy wychodziła za mąż, ojciec mój nie miał innego źródła dochodu prócz pióra, a były to czasy, gdy polityczna sytuacja Polski tworzyła dla pisarza warunki okropnie ciężkie; potem zaś była świadkiem, jak ojciec zrzekł się katedry w Collège de France, gdyż zabroniono mu roztrząsać problemy, od których zależała przyszłość świata i Francji

11
. Republika 1848 roku, o której mówiono, że wygrywa te same tony co Ludwik Filip, mając nadzieję czynić to lepiej, patrzyła na ojca równie nieprzychylnie jak orleaniści
12
; jakkolwiek Napoleon III osobiście był mu przychylny, jednak otoczenie niweczyło dobre usposobienie cesarza
13
. Życie mego ojca zawsze było niepewne i męczące, a jednak matka nigdy nie bała się jutra. Jej poświęcenie nie szło utartymi ścieżkami. Czasem dobroć ma prosto wytknięte drogi, niby w parku wersalskim, i biada temu, kto znajdzie się poza tymi alejami; takie miłosierdzie podobne jest do kotłów parowych, których siłę oporu podać można ze ścisłością matematyczną: wybuchną, jeśli cokolwiek zwiększy się ciśnienie. Pierwszym odruchem matki było podwajać swą energię w miarę, im większe trzeba było zwalczać trudności. Przyjaciele francuscy podziwiali swobodę jej umysłu i wesołość, którą zachowała pomimo dręczących trosk i grozy położenia. Wynikało to z tego, że cała emigracja podporządkowana była jednej myśli: szukania środków powrotu do wolnej Polski. Żadna klęska nie mogła zachwiać odwagi, gdyż patrzano na nią jako na rzecz przejściową; nawet ciągłość rozczarowań nie doprowadzała do zupełnej obojętności. Tak było u mojej matki, a nic nie zachwiało w moim ojcu wiary w ostateczny triumf idei, której był bojownikiem.

Wstrząśnienia, które groziły domowemu ognisku i niepokoiły przyjaciół rodziców, nie psuły wcale humoru dzieciom. Rosły w otoczeniu, gdzie spokój, jak się zdawało, był tylko zakłócony długotrwałą chorobą matki, nie podejrzewając nawet, za cenę jakich trosk i wysiłków zdobywano chleb codzienny, którego im nigdy nie zabrakło. Napoleon I, widząc, że jego towarzysze nie mogli pojąć, jak zdrowie jego może wytrzymać wszystkie przejścia, taką dał im odpowiedź: „Umiałem zawsze, co noc, wszystkie niepokoje złożyć na mojej poduszce”. Mój ojciec nie czekał na to nocy i wieczorem, w kółku przyjaciół, to on podnosił ich na duchu. Nie dał się zwalczyć losowi. August Lacaussade

14
, jego współpracownik w piśmie „La Tribune des Peuples”
15
, wszedł do gabinetu naczelnego redaktora, gdy prześladowana przez rząd gazeta miała przestać wychodzić. Mickiewicz, zapalając cygaro, zrobił taką uwagę: „A jak żyją słomki? Kto dba o nie? A przecież żyją?”.

Jest rzeczą dozwoloną, by wielcy ludzie przekazywali swe słowa i czyny potomnym. Rolę tę odgrywać winni ich słuchacze lub widzowie, ograniczając swą ambicję do uchronienia od niepamięci kilku faktów lub kilku słów; szkoda, że zazwyczaj, zamiast pozostać za kulisami, wysuwają się na przód sceny. Wartość opowiadania zależy od wiary, jaką opowiadający budzi. Uważam za potrzebne przypomnieć to publiczności, dając pamiętniki odnoszące się do osób i wypadków bardzo odległych. Iluż z tych, którzy mogliby dać lepsze wiadomości o ludziach i rzeczach, dawno już nie ma na świecie. Niemało wygnańców włoskich, węgierskich, irlandzkich i rumuńskich bywało w domu ojca i zawsze czciło jego pamięć; gdy ich spotykałem później, witali mnie z otwartymi ramionami. W ten sposób otrzymałem w spadku wiele przyjaźni, na którą żeby zasłużyć, trzeba by czasu i pracy niemało. John Leonard

16
zapoznał mnie z wybitniejszymi działaczami irlandzkimi. We Włoszech, w domu Garibaldiego, Mediciego i innych oficerów dyktatora, spadło na mnie część uczuć, które oni żywili dla twórcy Legionu Polskiego
17
w 1848 roku. W Genewie Puky, Władysław Teleki, Klapka
18
dobrze pamiętali o pomocy, jaką im dała „Trybuna Ludów”. W Londynie Bakunin
19
i Hercen przypominali rozmowy z mym ojcem, który w ich oczach był uosobieniem Polski. Na koniec, przez Constantina Rosettiego, Ştefana Golescu, Iona Brătianu
20
byłem w stosunkach z Rumunią, i trwało to tak długo, póki śmierć nie zamknęła oczu tym pionierom nowej Europy.

Michaił Bakunin

Dzięki okolicznościom decydującym o rodzaju tych pamiętników, podobne są one do albumu, w którym artysta szkicuje uderzające go typy. Z nich można wywnioskować, do jakiej epoki należy artysta i jakich miał mistrzów. Nie żąda się od niego tajemnicy wewnętrznego życia, analizy idei i poglądów. Kreślę sylwetki ciekawych ludzi; przeżyłem z nimi niezapomniane chwile, i niezwykle wypadki rozegrały się przed mymi oczyma; żałuję, że czasami muszę podawać szczegóły, mające charakter autobiograficzny, choć służą one jedynie dla potwierdzenia prawdy mych słów. Na to, by mieć prawo wprowadzać czytelników do swego prywatnego życia, trzeba grać rolę, której nie grałem. Zarzucano Lamartine’owi, gdy ogłosił swe Entretiens litteraires, że, jak mawiał, sprzedaje prochy swego serca

21
. Są relikwie, które zwykły śmiertelnik winien zanieść do grobu. Inną wadą zarówno autobiografii, jak autoportretów jest to, że mimo woli przedstawiamy się pochlebnie. Może zresztą to lepsze, niż naśladować osoby, które w swych pamiętnikach rozbierają się w oczach publiczności i pokazują jej swe braki. To mi przypomina, że Napoleon, gdy oburzano się nań, że w swym kodeksie tak ogranicza prawa kobiet, odpowiedział: „One jeszcze i tak dość tych ograniczeń zniosą”. Jeśli autor zachwyca się sobą, to czytelnicy zawsze dużo z tego wykreślą.

Inny szkopuł dla pamiętnikarza — to rozdawać tylko pochwały — bo gdy krytykuje, zwraca się przeciw ludziom szanowanym i poglądom uznanym. Dwudziestego stycznia 1889 roku tak odpowiedziałem przyjacielowi, który mi radził oszczędzać nagany miernotom, gdyż jest rzeczą zbyteczną starać się przyśpieszyć zapomnienie ludzi, którzy cenią się wysoko i umieli narzucać tę ocenę współczesnym: „To dziwny pogląd, że nie trzeba podkopywać zbyt dobrej opinii, jaką niektórzy ludzie mają o sobie i jaką w końcu umieją narzucić innym. Ta teoria przypomina mi doktora Tête-de-Linotte

22
, który miał zwyczaj pytać chorego, co lubi i jakie lekarstwo ma mu zapisać. Cóż znowu! Mamy szanować dobrą opinię, jaką miernota ma o sobie, nie sprzeciwiać się nikomu; nie mówić żarłokowi o niestrawności, bo będzie jadł węgorza z mniejszym apetytem, ani zgangrenowanemu o chorobie kości pacierzowej. Również nie powinniśmy budzić sumienia złego Polaka i nasz kodeks moralny miałby się streścić w następującym przysłowiu: „Pińczukowi dobrze w błocie, bo się w nim urodził”. A przecież nawet Rosjanie suszą błota pińskie. W takim razie należałoby obojętnie przyjmować każde głupstwo, żyć w zgodzie z każdym błaznem i nie oburzać się na nikogo. Rzecz prosta, nie trzeba być Don Kichotem, walczącym z wiatrakami, ale nie należy się bać ołowianych żołnierzy, bo obalić ich można uderzeniem szpilki. Jednak, jak artysta, choć spotyka więcej twarzy brzydkich niż pięknych, wybiera do malowania piękne, tak samo chętniej opisuje się szlachetne charaktery niż ujemne. Łatwo zauważyć, że szlachetność charakteru najlepiej się objawia w walce z przeciwnikami; z ich liczby i rodzaju sądzić można o wielkości człowieka. Niemniej nie można wychwalać zwycięzcy, nie mówiąc o tych, których zwyciężył. Wywołując te widma przeszłości, czynię jak robotnik szukający w nadbrzeżnym piasku żyłek złota. Nie wie on, czy znaleziona ich ilość opłaci włożony trud. Bez względu jednak na rezultat nie wstydzi się pracy, podobnie jak żebrak, widząc wielkie ofiary składane przez bogacza, nie waha się rzucić swego obola do skarbonki kościelnej.

Paryż był wielokrotnie i nieraz jednocześnie przytułkiem rozmaitych wychodźców: Irlandczyków, Portugalczyków, Hiszpanów, Włochów i Polaków. Najgorętsza młodzież z różnych stron Europy, porwawszy się przedwcześnie do czynu, po nieudanych usiłowaniach obalenia nienawistnego rządu szukała przytułku we współczującej z nią Francji. Ale w roku 1831 wyruszyła z Polski nie garstka zapaleńców, lecz część znaczna wojska, a z nią przedstawiciele wszystkich warstw narodu. Emigracja polska zaimponowała innym emigracjom, które przyznawały jej pierwszeństwo. Przy każdej okazji protestowała ona przeciw pewnym rozporządzeniom bądź niektórych dworów, bądź ministrów Ludwika Filipa, kiedy przypadkowe zbiorowisko patriotów, wydalonych z tego lub owego państwa, rzadko i nieśmiało odwoływało się do opinii francuskiej. Cudzoziemcy ci czuli się tylko jednostkami, nie stanowili reprezentacji narodowej, jak nasza emigracja. Generałowie, senatorowie, posłowie przewodniczyli każdej uroczystości. Sędziwi mężowie, głośni na całą Polskę, uprzytomniali widzom Sejm Czteroletni, czasy kościuszkowskie i epokę napoleońską. Kraj wciąż oczy zwracał ku nim; ich słowa zachęty dolatywały do najdalszych zakątków ojczyzny, a Polska szukała w poezjach natchnionych wieszczów, odzywających się z daleka, rozwiązania zagadki swojej przyszłości.

Władysław Mickiewicz

Zjawisko tak nadzwyczajne, przypominające exodus Żydów z Egiptu, wstrząsnęło całą Francją. Trudno dziś wyobrazić sobie, z jaką czcią przyjmowano tych pielgrzymów z Północy i jaką pogardę budziły dwulicowość i małoduszność króla Ludwika Filipa. Upadek Warszawy zachwiał jego tronem. Dyplomata austriacki, hrabia Rudolf Apponyi

23
, należący do poselstwa gabinetu wiedeńskiego i najzupełniej oddany staremu europejskiemu porządkowi, zapisywał w diariuszu zdarzenia tych dni burzliwych
24
. Notuje on 22 czerwca 1831 roku, że hrabia Pozzo di Borgo
25
był tak przestraszony, iż zamierzał wyjechać do Anglii pod pozorem oddania wizyty jednej z wielkich księżniczek, bawiących tam z panią Nesselrodową
26
. „Nic więcej nie śmieszy mnie”, dodał złośliwy Apponyi, „jak generał tchórzliwy”. A pod datą 17 września 1831 roku notuje Apponyi w dzienniku fakt, że „na wieść o zdobyciu Warszawy omal nie powieszono prezesa rady ministrów, Kazimierza Périer, i generała Sebastianiego; uszli cało jedynie dzięki zimnej krwi Périera
27
. Pozzo di Borgo pił sobie herbatę po obiedzie, kiedy go posłaniec prefekta policji ostrzegł, że wielkie mu grozi niebezpieczeństwo; zmuszony był uciec i schronić się u pani de Montcalm. Sebastiani zapłacił za wszystkich. Wybito mu szyby i wywrócono kraty jego ogrodu. Lud tłoczył się przed teatrami i zmuszał publiczność do opróżnienia sal”.

Naturalnie, że zapał ludu paryskiego jeszcze bardziej roznamiętniał emigrantów, już i tak tylu klęskami rozgorączkowanych. Początkowo wyobrażali sobie, że niechybnie wybuchnie wojna powszechna i że ruszą zbrojnie do Polski. Lata upływały w jałowych sporach francuskich politycznych retorów. Sympatie ogółu słabły, w miarę jak się przekonywano, że manifestacje żadnego nie wywierają wpływu na zachowanie się Ludwika Filipa. Emigracja po kilku próbach dostania się do Niemiec lub Sabaudii zaczęła tworzyć nowe komitety, układać zasady wzorowej konstytucji i „kłócić się — jak pisał Adam Mickiewicz do Stefana Garczyńskiego — o formy przyszłe, o szkielet, jakiegoś narodu przyszłego, nie myśląc, czy się urodzi to dziecko, którego kości mają rozbierać”.

Stronnictwo zachowawcze twierdziło, że wybór króla wszystkiemu zaradzi, a mając kandydata pod ręką, było spokojne

28
. Demokraci nadzieje swoje pokładali w programie swego Towarzystwa
29
: pragnęli rozpowszechnić u nas egzemplarze tego manifestu w tak wielkiej liczbie, jak protestanci rozdają przekłady i dzikim plemionom, i nie mieli żadnej wątpliwości co do cudownych skutków tej propagandy.

:

Powyższy tekst jest fragmentem „Pamiętników” Władysława Mickiewicza:

Władysław Mickiewicz
„Pamiętniki”
95,00 zł
Okładka: twarda z obwolutą
Liczba stron: 1012,
Format: 165 x 235 x 85 mm
ISBN: 978-83-244-0211-3

Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Władysław Mickiewicz
Urodzony 23 czerwca 1838 w Paryżu, zmarl 9 czerwca 1926 tamże. Działacz sprawy polskiej na emigracji, najstarszy syn Adama Mickiewicza i Celiny z Szymanowskich.

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy