„Na prawo most, na lewo most”, czyli socrealizm

opublikowano: 2026-03-23, 18:27 — aktualizowano: 2026-03-23, 18:27
wszelkie prawa zastrzeżone
Za początek socrealizmu nad Wisłą uważane jest wystąpienie Bolesława Bieruta na Konferencji Warszawskiej PZPR-u w lipcu 1949 roku. W rzeczywistości doktryna obowiązywała już wcześniej, co stało się widoczne szczególnie w dziedzinie architektury. Wkrótce objęła literaturę i film…
reklama

Ten tekst jest fragmentem książki Sławomira Kopra „PRL Artyści niesforni”.

Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa. Zetempowcy maszerują z okazji święta 22 lipca

W zniszczonym wojną kraju twórcy mieli duże pole do popisu, w nowej konwencji powstawały całe miasta i dzielnice. Najbardziej znanymi przykładami są Nowa Huta i warszawski Plac Konstytucji. Nie należy zapominać również o nieco późniejszym Pałacu Kultury i Nauki.

W dziedzinie budownictwa mieszkaniowego założenia socrealizmu były całkiem rozsądne. Nowa, socjalistyczna treść miała zagwarantować użytkownikom higieniczne warunki bytowe. Lokale planowano wprawdzie niewielkie, ale wyposażone w bieżącą wodę i kanalizację. Tam, gdzie było to możliwe, mieszkańcy mieli do dyspozycji obszerne tereny zieleni miejskiej oraz szerokie ulice i place, na których lud pracujący miał publicznie wyrażać swoją aprobatę dla istniejącego porządku. Zapewne nie przypuszczano wówczas, że 30 lat później tego rodzaju założenia architektoniczne staną się przekleństwem dla oddziałów ZOMO rozpędzających demonstracje na terenie Nowej Huty…

Najbardziej jednak widoczną cechą architektury socrealistycznej była monumentalność gmachów użyteczności publicznej. Bezkrytycznie kopiowano sowieckie rozwiązania – wokół budynków zaroiło się więc od herosów awansu społecznego. Posągi o zwalistych kształtach miały twarze nieskażone wysiłkiem umysłowym i obowiązkowo prezentowały atrybuty wykonywanego zawodu. Najbardziej ambitni ściskali jednak w dłoniach opasłe tomy klasyków marksizmu-leninizmu sugerujące ich ambicje intelektualne. Zadziwiającą sprawą pozostaje to, że w produkcji tych okropieństw brało udział grono całkiem zdolnych rzeźbiarzy z Aliną Szapocznikow na czele.

Gwałtowne protesty zwolenników socrealizmu wywołała natomiast budowa Centralnego Domu Towarowego w Warszawie (obecny Smyk). Budynek zaprojektowany jeszcze w stylu późnego modernizmu został ukończony już w latach obowiązywania realizmu socjalistycznego. Mimo nacisków entuzjastów nowej doktryny nie zmieniono projektu, chociaż zastosowane rozwiązania potraktowano za zbędne dla klasy robotniczej. Obiekt posiadał bowiem podziemny parking (pierwszy w Warszawie), otwarty taras z kawiarnią oraz nowoczesne urządzenia przeciwsłoneczne. Nic dziwnego, że budynek uznano za kompletnie bezideowy.

W styczniu 1949 roku w Szczecinie odbył się Zjazd Literatów Polskich, który zapoczątkował socrealizm w literaturze. Dla posłusznych autorów przewidziano wiele przywilejów: domy pracy twórczej, przydziały mieszkań, opiekę medyczną w rządowych klinikach, emerytury, a nawet mandaty poselskie. W Sejmie dożywotnio zasiadali Zofia Nałkowska i Jarosław Iwaszkiewicz, posłami pierwszych kadencji byli: Jerzy Andrzejewski, Jan Dobraczyński, Jerzy Zawieyski czy Stefan Kisielewski.

reklama

Bohdan Czeszko, poseł w latach 1965-1980, nie miał najlepszego zdania o swoich kolegach pisarzach z czasów Sejmu V kadencji.

„Był jednym z trzech pisarzy, którzy zasiadali wtedy w sejmie – wspominał Janusz Głowacki. – Opowiadał, że obaj pozostali, czyli Władysław Machejek i Wilhelm Szewczyk, przynosili wódkę w butelkach po wodzie sodowej i pod koniec każdej sesji spadali ze stołków poselskich. Jednego dnia, nie mogąc dłużej na to patrzeć, oburzeni posłowie z Katowic złożyli interpelację do laski marszałkowskiej, że to jest skandal, że towarzyszom pisarzom się wódkę w bufecie sprzedaje, a im nie. Po interpelacji podobno przepisy złagodniały. Czeszko miał do obu pisarzy posłów stosunek niechętny: »To, że chujowo piszą i że są w dupę pijani, to mniejsza o to. Najgorsze, że pierdolą te potworne posłanki«”.

Rzeźba na tyłach Pałacu Kultury u Nauki w Warszawie z usuniętym napisem "STALIN" (fot. PawełMM)

Czeszko mógł sobie jednak na wiele pozwolić – był żołnierzem Armii Ludowej z piękną kartą zapisaną podczas Powstania Warszawskiego obdarzonym prawdziwym talentem. Nawet jego socrealistycznej powieści Pokolenie nie brakowało walorów literackich. Zresztą niebawem posłużyła Andrzejowi Wajdzie jako podstawa scenariusza debiutu fabularnego.

Dyktatowi socrealizmu poddali się również literaci o wielkich nazwiskach – Zofia Nałkowska popełniła Medaliony, a Maria Dąbrowska Na wsi wesele. Wszystkich przelicytowali jednak pisarze młodszego pokolenia. Jan Wilczek opublikował propagandową powieść Nr 16 produkuje, Aleksander Ścibor-Rylski Węgiel, natomiast Kazimierz Brandys cztery tomy cyklu Między wojnami. Brandys poszedł zresztą dalej – w jednej z kolejnych książek, Obywatele, czarnymi charakterami uczynił deprawatora młodzieży, księdza katechetę Leśniarza, oraz nauczyciela Działyńca (podstępnego wroga klasowego). Na szczęście groźny spisek zdemaskowali dzielni członkowie Związku Młodzieży Polskiej, a fabuła powieści zakończyła się procesem „pięciu bankrutów politycznych, pięciu zajadłych wrogów Polski Ludowej”.

Książki Brandysa rozchodziły się w bajecznych nakładach. Sam pisarz po latach przyznał, że stosowano wówczas niekonwencjonalne metody dystrybucji. W niektórych wiejskich sklepach każdy, kto chciał kupić wiadro, musiał obowiązkowo nabyć jedno z dzieł pisarza…

Akceptację władców Polski Ludowej usiłowali również uzyskać ludzie niezwiązani wcześniej z lewicowym światopoglądem. Magdalena Samozwaniec zasłużyła się komunistom, pisząc parodię polskiej arystokracji (Błękitna krew), dzięki czemu niebawem mogła wydać znakomitą Marię i Magdalenę. Natomiast Jerzy Andrzejewski, odcinając się od swojej katolickiej przeszłości (powieść Ład serca), napisał znakomity Popiół i diament. Powieść ta nie wzbudziła jednak zachwytu komunistów jako zbyt nieokreślona i niejednoznaczna w wymowie.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Sławomira Kopra „PRL Artyści niesforni” bezpośrednio pod tym linkiem!

reklama

Większość twórców traktowała socrealizm jako zło konieczne, zdarzali się jednak tacy, którzy szczerze wierzyli w nową doktrynę. Należeli do nich członkowie Grupy 49: Tadeusz Baird, Kazimierz Serocki i Jan Krenz – kompozytorzy tworzący zgodnie z zasadami filozofii marksistowskiej. Chociaż przekaz ideologiczny najlepiej sprawdzał się w utworach wokalno-instrumentalnych, również dzieła pozbawione partii śpiewanych doskonale odnajdywały się w nowym porządku (Symfonia pokoju Andrzeja Panufnika).

Nad ideologiczną stroną polskiej muzyki czuwała osławiona Zofia Lissa, wiceprezeska Związku Kompozytorów Polskich. Prezentowała wyjątkowy serwilizm wobec władz, dzielnie tropiąc „imperialistyczną zgniliznę” i utrudniając życie swoim przeciwnikom. Stefan Kisielewski (jedna z jej ofiar) uważał, że „nie była to zła kobieta, tylko – jego zdaniem – głupia”. Gdy wreszcie ją pobito w czasie jakiegoś napadu, stwierdził, że „metod nie pochwala, ale wybór był dobry”.

W 1947 roku na ekrany kin wszedł pierwszy film utrzymany w konwencji socrealizmu – Jasne łany w reżyserii Eugeniusza Cękalskiego z udziałem Kazimierza Dejmka, Jana Kurnakowicza i Andrzeja Łapickiego. Wśród obrazów nakręconych w obowiązującej stylistyce zdarzały się – podobnie jak w przypadku literatury – również bardziej ambitne pozycje, na przykład Celuloza Kawalerowicza czy wspomniane już Pokolenie Wajdy. Ten ostatni obraz uważany jest za zapowiedź słynnej szkoły polskiej w kinematografii, która ostatecznie miała zerwać z zasadami sztuki socjalistycznej.

Realizując filmy typowo rozrywkowe, nie zapominano o metodach sprawdzonych w okresie międzywojennym. Nic tak bowiem nie podnosiło popularności filmu jak komediowa konwencja okraszona chwytliwymi piosenkami. W Przygodzie na Mariensztacie w rywalizację dwóch ekip murarskich (damskiej i męskiej) wpleciono wątek miłosny, uzupełniając go piosenkami autorstwa Tadeusza Sygietyńskiego. Stały się przebojami (szczególnie Jak przygoda, to tylko w Warszawie) pamiętanymi do dziś. Niegasnącą popularnością cieszą się również inne hity socrealizmu: Na prawo most, na lewo most, Warszawa, ja i ty (z filmu Skarb) czy Piosenka o Nowej Hucie.

Obraz Wojciecha Weissa pt. "Manifest" z 1949 lub 1950 roku

Kłopoty z poetami

W budowę socjalizmu włączyli się również poeci. Władysław Broniewski napisał Słowo o Stalinie, natomiast Leopold Lewin Poemat o Dzierżyńskim, Pieśń zjednoczonych partiiKantatę o Bierucie. W tyle nie pozostawał Gałczyński, a niektórymi wierszami Tuwima zachwycano się nawet na emigracji (ze względu na ich formę).

Z poetami bywały z reguły problemy, a jako pierwszy zaczął je sprawiać Gałczyński. Pan Konstanty miał wyjątkowo niepokorny charakter, poglądy polityczne zmieniał często, a wierny pozostawał wyłącznie alkoholowi. Przed wojną bliżej mu było do prawicy, ale chyba niczego w życiu nie traktował poważnie. W Polsce Ludowej pisał wprawdzie w konwencji socrealistycznej, jednak jego twórczość szybko potępiono jako drobnomieszczańską. Adam Ważyk publicznie zażądał (podczas zjazdu literatów w 1950 roku), by „ukręcił łeb temu rozwydrzonemu kanarkowi, który zagnieździł się w jego wierszach”. Miało to oznaczać „oczyszczenie poezji ze smaczków i pięknostek burżuazyjnej poetyki z czasów imperializmu”.

reklama

„Cóż, kanarkowi łeb można ukręcić – zauważył przytomnie Gałczyński – ale wtedy wszyscy zobaczą klatkę. Co zrobić z klatką, koledzy?”.

Do nowej rzeczywistości niebawem zraził się również sam Ważyk. Jak przystało na poetę, wybrał literacką formę protestu, publikując w 1955 roku na łamach „Nowej Kultury” Poemat dla dorosłych. Atakował w nim socrealizm, fałsz propagandy oraz demoralizację obyczajową robotników. Utwór spotkał się z nieprawdopodobnym odzewem społecznym. Egzemplarze tygodnika sprzedawano na bazarach po 300 złotych (pismo kosztowało 1,20 zł), a poemat przepisywano w tysiącach egzemplarzy.

„To był wiersz – twierdził Jacek Kuroń – który rozdrapywał rany, mówił rzeczy, jakich wtedy nie chcieliśmy czy też nie mieliśmy odwagi nazwać. »Z niej się wytapia robotnicza klasa./ Dużo odpadków, a na razie kasza« – przecież klasa robotnicza to była dla nas świętość, a tu takie słowa. Albo: »Wszystko tu stare. Stare są hycle / od moralności socjalistycznej«. Wielu moich partyjnych przyjaciół było oburzonych. Ja uznałem jednak, że każde słowo Poematu to prawda, a skoro tak, to muszę ją głosić”.

Wobec zaistniałej sytuacji osobiście interweniowała Wanda Wasilewska, utwór Ważyka stał się też tematem dziesiątków zebrań partyjnych. Ze stanowiskiem pożegnał się naczelny „Nowej Kultury”, zarząd kombinatu w Nowej Hucie został odwołany, wymuszono również dymisję miejscowej organizacji partyjnej. Na terenie Nowej Huty ruszyła budowa sklepów i barów mlecznych, powstał też Teatr Ludowy (dotychczas działało tam tylko jedno kino). Dzieje Polski Ludowej już nigdy nie zanotowały podobnej kariery utworu literackiego.

„Marzyciel Fourier uroczo zapowiadał,

że w morzu będzie pływać lemoniada.

A czyż nie płynie?

Piją wodę morską,

wołają –

lemoniada!

Wracają do domu cichaczem

rzygać,

rzygać!”.

Socrealistyczny plakat propagandowy z 1949 roku

Inną metodę kontestacji wybrał natomiast Broniewski. Wprawdzie wyrobił sobie już zdanie na temat sowieckiego komunizmu (zadbało o to NKWD na Łubiance), ale początkowo wyrażał nadzieję, że polska wersja okaże się „socjalizmem z ludzką twarzą”. Rozczarowany uciekł w świat alkoholu, a na problemy ideologiczne dodatkowo nałożyła się nigdy niewyjaśniona śmierć ukochanej córki.

„Przyjechaliśmy na miejsce w południe – wspominał Janusz Atlas wizytę w Domu Pracy Twórczej w Oborach – było bardzo ciepło i świeciło słońce. Przed czworakami stało wielu dorosłych z ożywieniem o czymś rozmawiających. I wtedy ojciec podniósł mnie w górę i kazał patrzeć w wybrane okno na pierwszym piętrze. Pamiętam to okno jak dziś, otwarte na oścież, wypełnione czymś, co wydawało mi się… dużą pupą. »Tak jest – przyklasnął tatuś. – Zapamiętaj, synku, to jest pupa największego polskiego poety rewolucyjnego«”.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Sławomira Kopra „PRL Artyści niesforni” bezpośrednio pod tym linkiem!

reklama
Komentarze
o autorze
Sławomir Koper
(ur. 1963), historyk, absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Autor m. in.: Tajemnic i sensacji świata antycznego, Miłości, seksu i polityki w starożytnej Grecji i Rzymie, Śladami pierwszych Piastów, Wędrówek po Polsce piastowskiej, Spaceru po Lwowie, Życia prywatnego elit II Rzeczypospolitej. Aktualnie specjalizuje się w okresie międzywojennym dziejów Polski i historii polskiej obyczajowości XIX stulecia.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone