Opublikowano
2016-10-25 21:06
Licencja
Wolna licencja

O godność i przetrwanie – organizacja polskich samoobron na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej

Gdy w 1943 roku sotnie UPA na dobre rozpoczęły eksterminację Polaków mieszkających na Wołyniu i w tzw. Małopolsce Wschodniej, jasna stała się jedna rzecz – można się bronić lub zginąć w straszliwych męczarniach. Lokalne społeczności polskie zaczęły więc organizować się w oddziały samoobrony, podejmując często nierówną walkę...


1 2 3

Zobacz też: Rzeź wołyńska – historia i pamięć o zbrodni UPA

Po klęsce wrześniowej państwo polskie z oczywistych względów nie mogło przeciwstawić się wszystkim bestialskim czynom wymierzonym w jego obywateli. Prezydent wraz z rządem przebywał na emigracji, a dawny aparat administracyjny został ograniczony do niezbędnego minimum, do tego był podporządkowany Niemcom i Związkowi Radzieckiemu. W zasadzie od razu zaczęły tworzyć się struktury Polskiego Państwa Podziemnego, którego najwyższym organem była Delegatura Rządu na Kraj, a zbrojnym ramieniem formacja, która przyjęła później nazwę Armia Krajowa. Oprócz AK powstały też inne oddziały, reprezentujące różne interesy i grupy społeczne – Narodowe Siły Zbrojne, Bataliony Chłopskie, Armia Ludowa itd. Specyfika wojny partyzanckiej nie zawsze jednak współgrała z możliwości obrony ludności, do tego środki walki były mocno ograniczone. To dlatego w trakcie rzezi wołyńskiej polscy cywile musieli możliwie zorganizować obronę by odeprzeć ataki innej, zorganizowanej już formacji: Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Polacy zamordowani w miejscowości Lipniki (domena publiczna)

Wszyscy przeciw wszystkim

Sytuacja na Kresach Południowo-Wschodnich była o tyle skomplikowana, że walczących stron było naprawdę wiele. Oprócz zróżnicowanego, polskiego podziemia zbrojnego i banderowców, w okolicy regularne wojska posiadali też oczywiście dwaj okupanci: Związek Radziecki i III Rzesza. Dodatkowo ludność cywilna także była niejednorodna – miasta, miasteczka i wsie zamieszkiwali w różnych proporcjach Ukraińcy, Polacy, Żydzi, Rosjanie i (w mniejszym stopniu) inne narodowości. Prowadziło to do walk na wielu frontach i niewyobrażalnych, zdawać by się mogło, sojuszy.

W kontekście Wołynia i Małopolski Wschodniej kluczowa wydawała się działalność III Rzeszy. Przed inwazją Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941 roku można mówić o pewnym zawieszeniu antypolskiej działalności UPA, która za swojego głównego oponenta uznała Armię Czerwoną. Gdy w życie wszedł plan „Barbarossa”, sytuacja polityczna diametralnie się zmieniła. Hitlerowcom bardzo na rękę było podsycanie wzajemnej niechęci (głównie) między Polakami i Ukraińcami, a potrafili zależnie od swoich bieżących interesów popierać (np. poprzez dozbrajanie ) i jednych i drugich. Ciekawym tego przykładem była pacyfikacja wsi Janowa Dolina w Wielki Piątek 1943 roku. Przed wojną powstało tu dobrze prosperujące osiedle robotnicze wokół kopalni bazaltu (obecna nazwa wsi to zresztą Bazaltowe) i ważny w okolicy ośrodek kultury polskiej. Niemcy do pewnego momentu tolerowali taki stan rzeczy, ale na dłuższą metę mógł on zagrozić ich interesom w rejonie. I tutaj oceny sytuacji zdają się różnić. Profesor Włodzimierz Jastrzębski w jednej ze swych prac zwrócił uwagę na fakt rozbrojenia przez Niemców ludności polskiej na krótko przed masakrą, z drugiej zaś strony garnizon niemiecki stacjonujący w osadzie sam musiał się bronić, przy czym polskim cywilom w ogóle nie pomógł. Niezależnie od wszystkich tych wydarzeń efekt był jeden: śmierć poniosło 600 Polaków, a podobnych historii było dużo więcej.

Sam dowódca AK, generał Stefan Rowecki „Grot” w depeszy do Sztabu Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych w Londynie z kwietnia 1943 roku pisał, iż ówczesna walka Ukraińców z polskością najbardziej służy interesom niemieckim i ułatwia hitlerowcom narzucanie niewoli obu narodom.

Zobacz też:

Jak walczyć?

Plakat propagandowy OUN-UPA (domena publiczna). Konieczność utworzenia samoobron, a więc grup cywilów wyposażonych w broń palną, zorganizowanych i dowodzonych przez jedną osobę lub komitet stawała się jasna już po pierwszych atakach ukraińskich band na pojedynczych Polaków (takie napady zdarzały się zresztą czasem niezależnie od działalności UPA i miały charakter rabunkowy). Prawdziwym, zatrważającym sygnałem była jednak zbrodni w Parośli z 9 lutego 1943 roku, kiedy to banderowcy wymordowali 173 bezbronnych mieszkańców wsi. Od początku pojawiały się jednak różnorakie problemy dotyczące organizacji – przede wszystkim związane z posiadaniem broni palnej. Była ona nie tylko trudno dostępna, ale też w świetle niemieckiego prawa okupacyjnego surowo zakazana. Mimo sporego ryzyka, wielu Polaków decydowało się na jej zakup w drugim obiegu – czasem nawet w zamian za krowę, która przecież mogła stanowić najważniejsze źródło żywienia rodziny. Inną kwestią był brak obycia z bronią. O ile w regularnych oddziałach polskiej partyzantki oczywiście szkolono w użyciu pistoletów i karabinów, o tyle od zwykłych chłopów ciężko było wymagać dużych umiejętności w tym zakresie. Nieco lepiej wyglądało to na terenach, gdzie przed wojną prężnie działały organizacje strzeleckie, lecz mimo wszystko przewagę w tej kwestii posiadało UPA, gdyż w jej szeregach znalazło się wielu dezerterów z oddziałów policji pomocniczej działającej przy niemieckim aparacie okupacyjnym.

Formacje tego typu brały udział już m.in. w pogromach Żydów we Lwowie w 1941 roku, nie brakowało więc podstaw by sądzić, że ich członkowie znów posuną się do kolejnych okrucieństw. Do tego propaganda banderowska zaczęła działać na najwyższych obrotach: w odezwie Komendy Głównej UPA do narodu ukraińskiego z czerwca 1943 r. Polaków oskarżano o współpracę z Niemcami i zbrojną napaść na ukraińską wieś Dermań-Załuże. Ciekawy wydaje się zwłaszcza fragment:

Nie mając żadnych wrogich zamiarów wobec narodu polskiego oraz życząc również jemu zdobycia Niepodległego Państwa Narodowego na własnych terenach etnicznych, musimy stwierdzić, że Polacy (...) prowadzą zbrodniczą działalność antyukraińską.

Deklaracje tego typu, choć okazywały się czcze, dawały niektórym społecznościom ułudę, że z Ukraińcami będzie można się dogadać. Mieszkańcy Huty Majdańskiej w zamian za gwarancję bezpieczeństwa zdecydowali się przekazywać oddziałom banderowskim część żywności. Nie uchroniło ich to jednak od masakry, która miała miejsce w kulminacyjnym punkcie rzezi; 12 lipca 1943 roku wymordowano tam 184 osoby.

Artykuł inspirowany publikacją „Wołyń. Bez komentarza”:

Tytuł: „Wołyń. Bez komentarza”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Fronda
Liczba stron: 400
Okładka: Oprawa miękka
Premiera: 12.10.2016
EAN: 9788393584796
ISBN: 978-83-935-8479-6
Cena: 39,90 zł
Kup ze zniżką w księgarni Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Andrzej |

Autor wzmiankując rolę AK, chyba zapomniał, że przez początkowo nie był ono zasadniczo zainteresowane pomocą dla ludności cywilnej! Podziemie zajmowało się przygotowywaniem Akcji Burza i dalszą walką z Niemcami (niekoniecznie na Wołyniu), a pierwsze mordy uważano za lokalne porachunki sąsiedzkie. Dopiero ich kulminacja latem 1943 r. otworzyły oczy dowódcom, którzy postanowili zadziałać. Brakuje mi też informacji o akcjach odwetowych na ludności ukraińskiej, które choć są możliwe do jakiegoś-zrelatywizowania, to jednak - pozostaną zbrodnią wojenną. Nie ludobójczą, bo takowa była rzeź dokonywana przez Ukraińców, ale jednak...



Odpowiedz

Gość: P. Cz. |

@Andrzej Dziękuję za uwagi. Niestety nie byłem w stanie objąć wszystkich aspektów rzezi wołyńskiej (skupiałem się na organizacji samoobron), ale o akcjach odwetowych (które oczywiście były) wspomniałem w innym artykule nt. gloryfikacji UPA. Zapraszam do lektury i pozdrawiam serdecznie.



Odpowiedz
Paweł Czechowski

Student dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim, wielki fan „Kroniki XX wieku" Mariana B. Michalika i okresu, o którym ta książka opowiada. Poza tym interesuje się piłką nożną, muzyką rockową i zbieraniem prasy.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org