Autor: Mateusz Balcerkiewicz
Tagi: Artykuły, Historia kultury i sztuki, Historia wojskowości, Sylwetki i biografie, Ujęcia przekrojowe, I wojna światowa i dwudziestolecie międzywojenne, Polska
Opublikowany: 2021-05-27 06:00
Licencja: wolna licencja

Pilot Wojska Polskiego, który zestrzelił King Konga

Podczas wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych u boku Kazimierza Pułaskiego walczył jego przyjaciel, pułkownik John Cooper. Po latach opowieść o ich przyjaźni sprowadziła do Polski dzielnego pilota, który dokonał w swoim życiu niezwykłych rzeczy.
REKLAMA
Merian Caldwell Cooper w polskim mundurze, domena publiczna

Polskie Siły Powietrzne w swojej historii mogą pochwalić się wieloma wspaniałymi lotnikami o zadziwiających życiorysach. Ich bojowe wyczyny można poznać w książce Wacława Króla Loty ku zwycięstwu. Polscy myśliwcy 1939-1945. Do grona najbardziej zasłużonych dla Polski pilotów należy też grupa Amerykanów, którzy ochotniczo zgłosili się do służby podczas wojny polsko-bolszewickiej. Walcząc w ramach 7. Eskadry Myśliwskiej im. Tadeusza Kościuszki, pomogli sprawie polskiej tak bardzo, że w międzywojniu stawiano im pomniki, a nawet nakręcono na ich cześć film „Gwiaździsta Eskadra”, który był najdroższą polską produkcją filmową swoich czasów. Amerykanie jednak prawdopodobnie nie trafiliby do Polski, gdyby nie inicjatywa pilota Meriana Caldwella Coopera, który w pamięci przechowywał pewną szczególną rodzinną opowieść.

Pułkownik Cooper i historia pewnej przyjaźni

Merian Caldwell Cooper urodził się w Jacksonville w USA 24 października 1893 roku w rodzinie o długiej wojskowej tradycji. Jako dziecko z zainteresowaniem chłonął książki o rycerzach i podróżnikach oraz rodzinne historie o przodkach walczących za kraj. Jedna z nich, szczególnie pielęgnowana przez rodzinę, mocno poruszyła małego Meriana Caldwella Coopera: Jego przodek, pułkownik John Cooper, walczył w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych, służąc jako starszy oficer kawalerii pod Kazimierzem Pułaskim. Polski dowódca, który kochał wolność i zdecydował się walczyć za amerykańską sprawę, budził podziw jako sprawny organizator i ekspert w kwestii wojny szarpanej. Szybko John Cooper zaprzyjaźnił się z Pułaskim, a ten, będąc niezwykle sprawnym szermierzem, uczył nawet Coopera sztuki władania ostrzem. Jednak podczas oblężenia miasta Savannah Pułaski został ciężko ranny. John Cooper sam wyniósł przyjaciela spod ognia przeciwników i przetransportował na okręt „Wasp”. Pułaski miał umrzeć na rękach Johna Coopera w wyniku odniesionych ran. Pułkownik ponoć był też świadkiem pochówku Pułaskiego, którego ciało, ze względu na upały i chwilową niemożność przybicia do brzegu, oddano morzu (współczesne badania archeologiczne przekonująco wskazują na pochówek na plantacji w Savannah). Ta i podobne opowieści ukształtowały charakter Meriana Caldwella Coopera, który postanowił dwie rzeczy – zostać podróżnikiem i odkrywcą oraz jeśli będzie to możliwe, spłacić dług wdzięczności wobec bohaterskiego Polaka, walczącego za jego kraj.

Cooper dostał się do U.S. Naval Academy, ale został wyrzucony na ostatnim roku za awanturnictwo. W międzyczasie pracował też jako reporter dla kilku tytułów prasowych. W 1916 roku wstąpił do Gwardii Narodowej stanu Georgia, by wziąć udział w walkach przeciw Francisco „Pancho” Villi w Meksyku. Za służbę otrzymał nawet awans do stopnia porucznika, jednak odmówił przyjęcia go. Chciał walczyć w pierwszym szeregu, a jednocześnie fascynowało go rodzące się właśnie lotnictwo wojskowe (obsesja na tym punkcie miała być też jednym z powodów wyrzucenia Coopera z U.S. Naval Academy). Z tego względu wstąpił do szkoły dla pilotów wojskowych w Atlancie, którą ukończył z najlepszym wynikiem, a następnie w październiku 1917 roku wyruszył do Francji, gdzie szkolił się dalej w Issoudun. Tam też doznał poważnego wypadku – po silnym uderzeniu w głowę i utracie przytomności w trakcie lotu, jego kariera lotnicza stanęła pod znakiem zapytania. Ze względu na doznany wstrząs Cooper musiał praktycznie uczyć się latania od nowa.

„Akt zgonu” Meriana Caldwella Coopera z 1918 roku, domena publiczna

Merian Caldwell Cooper w „ognistej trumnie”

Udało mu się wrócić do pełni zdrowia i formy, a następnie trafił na front jako pilot bombowca Airco DH.4, nazywanego czasem szyderczo „ognistą trumną” ze względu na rzekomą tendencję do samozapłonu. Wkrótce Merian Caldwell Cooper stanął oko w oko ze śmiercią. 26 września 1918 roku w trakcie lotu powrotnego z misji grupa siedmiu DH-4, wśród których znajdowała się maszyna Coopera, została zaatakowana przez niemieckie myśliwce nad Dun-sur-Meuse. Bombowiec Coopera został trafiony i stanął w płomieniach. Pilot znalazł się w tragicznym położeniu – nie miał spadochronu, a kokpit w którym siedział płonął. Cooper, tocząc dramatyczną walkę z siłą odśrodkową i płomieniami, uratował się, wykonując w powietrzu korkociąg aby stłumić ogień. Samolot spadł na terytorium wroga, a pilot z poważnymi oparzeniami dostał się do niewoli. Koledzy uznali go jednak za zmarłego – jego akt zgonu podpisał sam generał Pershing. Po latach ten dokument stał się dla Coopera swego rodzaju trofeum i powodem do dumy.

Kiedy w listopadzie 1918 roku wojna się skończyła, Merian Caldwell Cooper wrócił do Francji. Nie zamierzał rezygnować z wojska. Czuł, że jego misja jeszcze się nie skończyła. W liście do ojca pisał:

Z pewnością chciałbym zobaczyć Jacksonville. To miejsce wszystkich moich snów i myślę o nim tak, jak dobry katolik myśli o niebie, ale wiesz, że muszę najpierw wypełnić moją przysięgę, więc będę musiał pozostać na wyboistej ścieżce... wiesz, że muszę zrobić to, co jest słuszne i postępować tak, jak powiedziałem, że postąpię. Wrócę do domu w taki sposób, że będziesz ze mnie dumny, lub nie wrócę wcale. (cyt. za: Mark Cotta Vaz, Living dangerously..., tłum. aut.)

„Bez pomocy amerykańskich lotników dawno by nas diabli wzięli”

Cooper dostrzegał niebezpieczeństwo bolszewizmu. Napisał do francuskiego Szefa Sztabu z prośbą o wysłanie go do Rosji. Oferował również ewentualne wystąpienie z armii i dołączenie do frakcji „Białych” Rosjan na własną rękę, aby walczyć z bolszewikami. Nie otrzymał jednak odpowiedzi, wobec czego dołączył do amerykańskiej misji humanitarnej (ARA - American Relief Administration, pol. Amerykańska Administracja Pomocy lub Amerykański Wydział Ratunkowy), dostarczającej żywność głodującej ludności Polski. Trafił do Lwowa, gdzie nie tylko niósł pomoc potrzebującym, ale również bez broni (nie mógł jej nosić jako członek misji humanitarnej), ryzykując życiem, odwiedzał okopy na pierwszej linii walk, czym zyskał sobie szacunek polskich żołnierzy.

Amerykaninowi to nie wystarczało. Jak pisał w innym liście do ojca:

Smuci mnie, że robię tak mało dla sprawy wolności Polaków, kiedy Pułaski zrobił tak dużo dla nas i zawsze pamiętam historię, którą mi opowiadałeś, o tym jak zmarł w ramionach mojego przodka... Jeśli mogę spłacić Polsce ten dług, w każdej chwili jestem na to gotów. (cyt. za: Mark Cotta Vaz, Living dangerously..., tłum. aut.)
Merian Caldwell Cooper w 1927 roku, domena publiczna

Szczęście dopisało jednak dzielnemu lotnikowi. W trakcie swojej misji poznał generała Tadeusza Rozwadowskiego, który był wielkim entuzjastą wykorzystania lotnictwa na wschodzie i rozumiał praktyczny oraz propagandowy sens włączenia amerykańskich ochotników do walki z bolszewikami w Polsce. Sam Józef Piłsudski nie był jednak zachwycony pomysłem ściągnięcia do polski Amerykanów, twierdząc, że Polska „nie potrzebuje najemników”. Wobec oporów Marszałka Rozwadowski postanowił jednak na własną odpowiedzialność zorganizować choćby małą formację lotników i postawić polskie dowództwo przed faktem dokonanym. Merian Caldwell Cooper dodatkowo przekonywał Piłsudskiego listem, w którym przedstawiał osobiste powody, by walczyć za Polskę. Ostatecznie w Paryżu 26 sierpnia 1919 roku udało się zakontraktować pierwszych ośmiu amerykańskich pilotów-ochotników, z których najstarszy stopniem był major Cedric Fauntleroy.

W październiku amerykanie byli już w Polsce, gdzie po spotkaniu z Piłsudskim przydzielono ich do 7. Eskadry Myśliwskiej im. Tadeusza Kościuszki (początkowo 7. Eskadry Lotniczej). W listopadzie nad walczącymi w polskich mundurach amerykańskimi lotnikami dowództwo objął major Fauntleroy, a jego zastępcą został Cooper. Do eskadry należało też pięciu Polaków, polska była też cała obsługa naziemna samolotów. Początkowo Amerykanie pełnili głównie rolę instruktorów, jednak w kwietniu 1920 roku na prośbę Fauntleroya eskadrę skierowano do działań bojowych i wywiadowczych. W tej roli sprawdziła się świetnie. To właśnie lotnicy 7. Eskadry uprzedzili polskie wojska o nadciągającym zagrożeniu ze strony Armii Konnej Budionnego, dając im czas na przygotowania, co prawdopodobnie uratowało duży odcinek frontu od całkowitego rozbicia. Piloci, latający maszynami wrażliwymi na ostrzał nawet ze zwykłej broni ręcznej, stosowali ryzykowną taktykę nękania kolumn wroga ostrzałem i przelotami na bardzo niskim pułapie, czym skutecznie wzbudzali panikę i dezorganizowali przemarsze bolszewików. Wśród pamiętnych dokonań samych Amerykanów można wymienić zatopienie kilku bolszewickich statków na Dniestrze przez kapitana Crawforda czy brawurowy manewr majora Fauntleroya, którym zatrzymał polski pociąg z żołnierzami, zmierzający wprost w zasadzkę nieprzyjaciela. Polscy żołnierze dostrzegali i doceniali wysiłki pilotów. Świadczą o tym choćby znamienne słowa, zapisane w jednym z raportów: „Bez pomocy amerykańskich lotników dawno by nas diabli wzięli”.

Poznaj największe dokonania polskich lotników! Kup książkę Loty ku zwycięstwu. Polscy myśliwcy 1939-1945 !

Wacław Król
„Loty ku zwycięstwu”
44,90 zł
Wydawca: Fronda/Zona Zero
Rok wydania: 2021
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 400
Premiera: 31.03.2021
Format: 145 x 222 mm
ISBN: 978-83-807-9600-3
EAN: 9788380796003
REKLAMA
Cooper po ucieczce z bolszewickiej niewoli, domena publiczna

Pamiątki z Polski

Sam Merian Caldwell Cooper został jednak 13 lipca 1920 roku zestrzelony i drugi raz w karierze dostał się do niewoli. Przygoda ta prawie kosztowała pilota życie, ponieważ Siemion Budionny, dowódca Armii Konnej, której 7. Eskadra szczególnie dawała się we znaki, wyznaczył pół miliona rubli nagrody za jego głowę. Coopera uratował sweter po niejakim kapralu Franku Mosherze, który otrzymał we Lwowie. Rezolutny lotnik zaczął więc tłumaczyć bolszewikom, że jest niemieckim robotnikiem, zmuszonym przez Polaków do walki. Naszywka z nazwiskiem i stopniem poprzedniego właściciela oraz ślady po oparzeniach na rękach z poprzedniego wypadku (które wzięto za dowód ciężkiej pracy fizycznej) uwiarygodniły jego historię. Być może choć częściowo uniknąłby dalszej tułaczki, gdyby zgodził się przyjąć stanowisko instruktora bolszewickich pilotów, oferowane mu przez przesłuchującego go Izaaka Babela. Cooper jednak odmówił, co kosztowało go wielomiesięczny pobyt w sowieckiej niewoli. Gdy na jaw wyszła jego prawdziwa tożsamość, jako Amerykanin pilot nie mógł liczyć na ratunek poprzez program wymiany jeńców między stronami konfliktu. Postanowił więc uciec z podmoskiewskiego Łagru Aleksandrowskiego wraz dwoma poznanymi w niewoli polskimi żołnierzami. Po liczącej setki kilometrów niebezpiecznej podróży w kwietniu 1921 roku dotarł na tereny Łotwy. Za swoje męstwo został przez Józefa Piłsudskiego odznaczony Orderem Virtuti Militari.

W trakcie pobytu w niewoli Cooperowi udało się też napisać autobiografię zatytułowaną Things Men Die For, którą opublikował później w 1927 roku w Nowym Jorku. Jednak pożałował chyba ujawnienia w niej kilku faktów na temat swojego romansu z czasów służby w Polsce. Doprowadził do wykupienia z rynku i zniszczenia niemal całości pięciotysięcznego nakładu książki, choć sam zatrzymał sobie jeden egzemplarz. Pod koniec życia, na jednej z kart nowej autobiografii, której nie udało mu się już dokończyć, zapisał:

Tego dnia przeleciałem nad Kijowem tak nisko, że prawie straciłem skrzydła, aby móc pomachać do mojej pięknej, rozkosznej blondynki i pozwolić jej posłać mi całusa. I jeśli nie jest to rzecz, dla której warto ryzykować życie, to nie wiem co nią jest. (cyt. za: Mark Cotta Vaz, Living dangerously..., tłum. aut.)
Plakat King Kong z 1933 roku, domena publiczna

Podróże i olbrzymie goryle

Jeszcze w 1921 roku Merian Caldwell Cooper powrócił do USA, gdzie znów pracował jako dziennikarz. Szybko nawiązał współpracę z filmowcem Ernestem Schoedsackiem, którego poznał w Polsce podczas misji humanitarnej. Po spłaceniu długu wdzięczności wobec Polski, Cooper energicznie zabrał się do realizacji drugiego życiowego postanowienia – został podróżnikiem. Na pokładzie Wisdom II razem z Schoedsackiem dopłynęli do Etiopii, a w drodze powrotnej przeżyli atak piratów i zatopienie własnego statku. Szczęśliwie zakończona przygoda, którą Cooper opisał w serii reportaży dla magazynu Asia, nie wyczerpała jego głodu podróży. Wkrótce dołączył do American Geographical Society i razem z Schoedsackiem wyruszył na kolejne wyprawy do egzotycznych krajów, które dokumentowali kamerą dla ciekawych świata mieszkańców USA. W ten sposób powstały filmy Grass, Chang i The Four Feathers. Jakby tego było mało, jego pasja do podróży i lotnictwa znalazła też ujście w pomyśle na nowy biznes. Cooper był współzałożycielem linii lotniczych Pan American Airways. I choć dość szybko lotnik zrezygnował z tej działalności na rzecz kariery filmowej, to linie te jako pierwsze oferowały regularne loty kursowe przez Antlantyk, funkcjonując z powodzeniem do początku lat ’90 XX wieku.

W czasie wypraw „Coop” - jak nazywali go przyjaciele - poznał plemienne legendy o żyjących w dżunglach gigantycznych gorylach, których nikt nigdy nie schwytał ani nie zabił. Musiało to mocno podziałać na wyobraźnię czytającego od najmłodszych lat podróżnicze książki mężczyzny, gdyż pewnego razu przyśniło mu się, że wielki goryl terroryzuje Nowy Jork. Ten wyśniony obraz stał się dla niego inspiracją do stworzenia King Konga. Powstanie konceptu i prace nad nim przypadły na lata tzw. „wielkiego kryzysu”, wobec czego znalezienie drogi do realizacji filmu było niezwykle trudnym zadaniem. Tym bardziej, że King Kong był produkcją bardzo kosztowną. Mimo wielu trudności, prace ruszyły na początku lat ’30 i udało się szczęśliwie doprowadzić je do końca w 1933 roku. Znając historię i zainteresowania Meriana Caldwella Coopera ciężko nie zauważyć, że jego osobiste doświadczenia znajdują silne odzwierciedlenie w fabule wyreżyserowanego przez niego filmu. Pilot-filmowiec nie mógł odmówić sobie też jeszcze jednej „przyjemności”. Ponoć podczas realizacji filmu ciągle powtarzał pracującemu z nim Schoedsackowi „sami powinniśmy wykończyć su****yna”. Tak też się stało. To właśnie Merian Caldwell Cooper - lotnik 7. Eskadry Myśliwskiej im. Tadeusza Kościuszki odznaczony Orderem Virtuti Militari pilotował samolot, który ostatecznie zgładził filmowego potwora.

Gwiazda Meriana Caldwella Coopera w Alei Gwiazd w Hollywood. Imię Coopera zostało zapisane błędnie. Domena publiczna

Żołnierz i filmowiec

King Kong to niewątpliwie jedno z najważniejszych życiowych osiągnięć Meriana Caldwella Coopera, które zapewniło mu najwyższe uznanie w środowisku filmowym. Za zasługi dla kinematografii (oprócz pracy reżysera był też m.in. pionierem technologii kolorowych filmów technicolor,) doczekał się nawet własnej gwiazdy w Alei Gwiazd w Hollywood, a do inspiracji jego osobą przyznaje się wielu współczesnych reżyserów, m.in. Peter Jackson, który wyreżyserował remake King Konga.

Nie był to jednak koniec związków Coopera z wojskiem. Podczas II wojny światowej ponownie zaciągnął się do służby w U.S. Army Air Forces w randze pułkownika. Służył w Indiach oraz w Chinach jako szef sztabu generała Claire Lee Chennaulta. Był naocznym świadkiem podpisania aktu kapitulacji Japonii (co było nagrodą za jego zasługi), a II wojnę światową zakończył w randze generała brygady. Merian Caldwell Cooper nie zapomniał też o Polsce. Między innymi został członkiem Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, zaangażował się mocno w działalność charytatywną na rzecz Polaków w czasie II wojny światowej oraz spotkał się z pilotami osławionego Dywizjonu 303 w Wielkiej Brytanii. Merian Caldwell Cooper zmarł na raka 21 kwietnia 1973 roku w San Diego jako uznany żołnierz, podróżnik i reżyser, spełniwszy chyba wszystko, co obiecał sobie zrealizować, a nawet jeszcze więcej. Więcej na temat historii polskich lotników można przeczytać ** w książce Wacława Króla Loty ku zwycięstwu. Polscy myśliwcy 1939-1945.**

Poznaj największe dokonania polskich lotników! Kup książkę Loty ku zwycięstwu. Polscy myśliwcy 1939-1945 !

Wacław Król
„Loty ku zwycięstwu”
44,90 zł
Wydawca: Fronda/Zona Zero
Rok wydania: 2021
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 400
Premiera: 31.03.2021
Format: 145 x 222 mm
ISBN: 978-83-807-9600-3
EAN: 9788380796003

Bibliografia:

  • Cotta Vaz Mark, Living Dangerously. The Adventures of Merian C. Cooper, Creator of King Kong, wyd. Villard, 2005.
  • Gąsior Małgorzata, Neubauer Tomasz, Nieznane losy amerykańskich lotników w wojnie polsko-bolszewickiej, [w:] Colloquium, nr 3, 2011, s. 9-22.
  • Król Wacław, Loty ku zwycięstwu. Polscy myśliwcy 1939-1945, wyd. Fronda, Warszawa 2021.
  • Merian Caldwell Cooper: The Man Who Created King Kong, [w:] The Jacksonville Historical Society, [dostęp: 25 maja 2021], https://www.jaxhistory.org/portfolio-items/merian-caldwell-cooper-man-created-king-kong
  • Milczanowski Piotr, Historia Meriana C. Coopera i 7. Eskadry Myśliwskiej, [w:] Instytut Pamięci Narodowej / Przystanek Historia, [dostęp: 25 maja 2021], https://krakow.ipn.gov.pl/pl4/edukacja/przystanek-historia/95745,Historia-Meriana-C-Coopera-i-7-Eskadry-Mysliwskiej.html
  • Snusz Zbigniew, Gwiaździsta eskadra - film kręcony z gigantycznym rozmachem w 1930 roku, [w:] Poznań naszemiasto, [dostęp: 25 maja 2021], https://poznan.naszemiasto.pl/quotgwiazdzista-eskadraquot-film-krecony-z-gigantycznym/ar/c13-1550277
REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Mateusz Balcerkiewicz
Redaktor naczelny portalu Histmag.org, archiwista Archiwum Akt Nowych w Warszawie, absolwent historii na Uniwersytecie Warszawskim. Redaktor naukowy i współtwórca portalu 1920.gov.pl. Hobbystycznie członek grupy rekonstrukcyjnej Towarzystwo Historyczne "Rok 1920" oraz gitarzysta.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy