Autor: Annie Jacobsen
Tagi: Artykuły, Sylwetki i biografie, 1945-1989, Historia współczesna, Ameryka Północna, Bliski Wschód i Afryka Północna
Opublikowany: 2021-09-22 13:55
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Polowanie na „Szakala”

Ilich Ramírez Sánchez (imię nieprzypadkowe) to jeden z tych terrorystów, których chciały dopaść zachodnie służby i ogłosić sukces. Jednak w połowie lat osiemdziesiątych nie wiedziano, jak „Carlos” vel „Szakal” w ogóle wygląda.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Ten tekst jest fragmentem książki Annie Jacobsen „Zaskocz, zabij, zniknij. Historia tajnych akcji i zabójców z CIA”.

Naradę poprowadził Cofer Black. Wszyscy chcą dopaść „Szakala”, powiedział. Mosad chce go dopaść. Francja chce go dopaść. FBI chce go dopaść. CIA zamierza go dopaść. Ale najtrudniejsza jest pierwsza część równania: ustalenie, kim naprawdę jest „Carlos” vel „Szakal”. Nikt nie potrafił stwierdzić tego na pewno, ponieważ od ośmiu lat nie było nawet aktualnego zdjęcia Ilicha Ramíreza Sáncheza. W 1985 roku węgierskie służby bezpieczeństwa sfilmowały z ukrycia spotkanie swojego szefa z Sánchezem. Gruby, niechlujny i nieogolony „Szakal” prosił, żeby go nie zmuszać do wyjazdu z Węgier. Ten obraz był teraz jedynym punktem zaczepienia zespołu. „Szakal” dużo pił, palił i imprezował, podkopując sobie zdrowie. Ale jak znaleźć jednego rozwiązłego białego człowieka – który przypadkiem był najbardziej poszukiwanym przestępcą – w chaotycznym mieście bezprawia z ponad milionem mieszkańców? Oto była pierwsza, najważniejsza część zadania: zrobienie zdjęcia „Szakala”, które będzie dowodem na to, że żyje.

Włodzimiesz Ilicz Ulianow. To na jego cześć swoje imię otrzymał Ilich Ramírez Sánchez
Włodzimiesz Ilicz Ulianow. To na jego cześć swoje imię otrzymał Ilich Ramírez Sánchez

Pierwszą informację, że „Carlos” przeniósł się do Chartumu, dostarczył jordański odpowiednik CIA, Da‘irat al-Muchabarat al-Amma, Generalny Zarząd Wywiadu. Udając muzułmanina, Ilich Ramírez Sánchez ożenił się po raz drugi z dwudziestosześcioletnią Jordanką Laną Abd el-Salam Dżarrar. Jordański wywiad tropił parę aż do Chartumu, zaopatrzył też CIA w zdjęcie Dżarrar. W Chartumie „Szakal” zaczął popełniać błędy. „Do upadku doprowadził go brak dyscypliny”, wspomina Waugh. Pierwszy błąd polegał na tym, że się upił i wszczął bójkę. „Zaczął się kłócić ze sklepikarzem i wyciągnął broń, przez co trafił do aresztu. Miejscowa policja nie obchodzi się życzliwie z obcokrajowcami. Musiał zadzwonić do Turabiego. Sekretarz generalny [partii] prezydenta Al-Baszira wyciągnął go z więzienia”. To był dopiero pierwszy błąd, opowiada Waugh. „Postanowił załatwić sobie goryla cudzoziemca. To było fatalne posunięcie”.

„Carlos” odbył międzynarodową rozmowę telefoniczną z dawnym wspólnikiem z czasu ataków terrorystycznych Czarnego Września. Izraelski wywiad wojskowy przechwycił tę rozmowę. Wspólnik, jak podejrzewano narodowości irakijskiej, występował pod pseudonimem „Tarek”. Mosad skontaktował się z CIA i to był pierwszy przełom w tej sprawie. Udało im się sfotografować „Tareka”, a zdjęcie przesłali do delegatury CIA w Chartumie bezpiecznym faksem. „Uważnie zbadaliśmy to zdjęcie”, wspomina Waugh. „Niezwykłe było to, że «Tarek» wyglądał jak typ kaukaski z jasnymi falistymi włosami. Miał około czterdziestki i był wysportowany. Bardzo umięśniony, jak kulturysta na sterydach”.

Waughowi przypadło zadanie sfotografowania «Tareka», kiedy przybędzie na międzynarodowe lotnisko w Chartumie. Ale „Szakal” miał wysoko postawionych przyjaciół. Opłacany przez państwo agent spotkał się z „Tarekiem”, zanim ten wszedł w ogólnodostępne miejsce, i potajemnie wyprowadził go z lotniska bocznym wyjściem. 20 stycznia 1994 roku Waugh i Greg poszli na zwiad do hotelu Meridian. „Carlos” często bywał w międzynarodowych hotelach – podawano w nich alkohol – i należało podejrzewać, że najpierw wysyła nowego ochroniarza, żeby sprawdził miejsce. Udając ludzi interesu na obiedzie, Waugh i Greg wypatrzyli „Tareka”, który siedział na kanapie w holu i rozwiązywał krzyżówkę. Wiadomo było, że pracownicy hotelu są opłacani przez tajną policję, Organizację Bezpieczeństwa Politycznego. Wysiadywanie na obserwacji nie wchodziło w grę, więc Waugh i Greg skończyli jeść, opuścili hotel i usiedli w zaparkowanym samochodzie. Czekali, mając dobry widok na wejście.

Po jakimś czasie „Tarek” nieśpiesznie wyszedł. Podszedł do białej toyoty cressidy z 1990 roku o numerze rejestracyjnym 1049 i wsiadł do niej. Amerykanie złapali trop. Teraz musieli nim podążyć. „Tarek” wyjechał z parkingu i skierował się w stronę Nilu Błękitnego. Błyskawicznie wykonał nawrotkę, żeby zgubić ogon. Waugh i Greg jechali za nim kilka przecznic, ale po kilku kolejnych nawrotkach go zgubili. Po powrocie do delegatury CIA Waugh i Greg opowiedzieli o odkryciach Coferowi Blackowi. „Poszukiwania się zawężały, co oznaczało, że nabierają tempa”, mówi Waugh. Przez następne kilka tygodni pracowali na zmiany. Każdy z zespołu spędzał dziennie szesnaście godzin na poszukiwaniach białej cressidy o numerze rejestracyjnym 1049. Każdy miał krótkofalówkę podłączoną do systemu łączności placówki CIA. Dzięki temu zawsze wiedzieli, gdzie są pozostali, i mogli się kontaktować z placówką w Chartumie. Transmisje były szyfrowane. „Gdyby ktoś próbował je podsłuchać, usłyszałby tylko głośny hałas, jak wyjący wiatr”, wspomina Waugh. Każdy w zespole miał jakiś wyjątkowy talent, co jest częste w Siłach Specjalnych. Don, dawny policjant, genialnie odnajdywał pojazdy, mówi Waugh. Miał zdumiewający dar rozpoznawania samochodów i odczytywania tablic rejestracyjnych z dużej odległości, jakby szóstym zmysłem. Mając listę miejsc, w których mógł się pojawić „Szakal”, czekali i obserwowali. Hotel Meridian, Hilton, Klub Dyplomatyczny znajdowały się na szczycie listy. Co tydzień w czwartek wieczorem Klub Dyplomatyczny wydawał duże przyjęcie, z dyskoteką i pełnym barem. Siedziba klubu znajdowała się dwadzieścia pięć kilometrów od centrum miasta. W pierwszy czwartek lutego agenci dostrzegli na parkingu cressidę.

Waugh wypatrzył auto, kiedy odjeżdżało spod dyskoteki, kierując się na północ. Ruch na tych przedmieściach był szaleńczy: masa samochodów, ciężarówek i wózków zaprzężonych w osły, a wszyscy walczyli o miejsce na gruntowej drodze. Nie było oświetlenia, a po drodze kręciło się wielu wysokich Dinków. Natychmiast stracił auto z oczu, więc zawrócił do delegatury w Chartumie. Emocje wyparowały, nastąpił długi czas obserwacji. Wrócili do strefy zero, do polowania na samochód. Po wielu dniach poszukiwań entuzjazm się ulotnił, a pojawiła się monotonia. Przeszukiwali miasto na próżno, po osiemnaście godzin dziennie. Większość osiedli mieszkaniowych w Chartumie otaczały trzymetrowe mury z błota. Znalezienie „Tareka” przypominało szukanie igły w stogu siana.

Kiedy Waugh nie prowadził obserwacji, ćwiczył wywoływanie zdjęć w laboratorium fotograficznym CIA w kompleksie ambasady amerykańskiej na piątym piętrze. Wywoływanie filmu w Chartumie było wyzwaniem. Woda w kranie miała około trzydziestu stopni Celsjusza. Aby uzyskać właściwą temperaturę, należało schłodzić ją do dwudziestu–dwudziestu jeden stopni, umiejętnie używając kostek lodu. Waugh i Greg byli właśnie w laboratorium, kiedy odezwało się szyfrujące radio. Don wypatrzył cressidę. Samochód zatrzymał się właśnie w pobliżu Szpitala imienia Ibn Chalduna przy 35 Alei Wschodniej. Waugh polecił Donowi zająć stanowisko obserwacyjne. Jeśli samochód ruszy, jedź za nim, powiedział.

Siedziba CIA w Langley, Virginia (fot. Carol M. Highsmith)
Siedziba CIA w Langley, Virginia (fot. Carol M. Highsmith)

Waugh i Greg wypadli z laboratorium, zjechali windą na parter ambasady i wybiegli na parking. Dwaj funkcjonariusze wywiadu sudańskiego, którzy mieli ich śledzić, drzemali w pickupie. Waugh i Greg wskoczyli do land cruisera i pędem ruszyli pod szpital. Waugh kazał Gregowi otworzyć skrytkę w podłodze, wyjąć aparat, canona F-80 na film 35 mm z trzystumilimetrowym obiektywem, i złożyć go. Pięć minut później znaleźli się pod szpitalem. Waugh zauważył samochód Dona, minął go i zaparkował dwadzieścia metrów od cressidy. Przez tylną szybę miał doskonały widok na samochód „Tareka”. „Niecałe dziesięć minut wcześniej mieszaliśmy odczynniki w laboratorium ambasady”. Dwóch białych mężczyzn siedzących w samochodzie musiało z pewnością zwrócić uwagę każdego szpicla bezpieki w okolicy. Waugh powiedział Gregowi, jaki ma plan. Na poboczu gruntowej drogi jakiś miejscowy sprzedawał towar. Greg podejdzie do niego i będzie udawał, że chce coś kupić. Będzie długo przebierał w towarze. Zaczeka, aż „Carlos” wyjdzie ze szpitala. Wtedy wywoła zamęt, który przyciągnie uwagę.

Waugh wyszedł z auta i podniósł maskę. Pozorował, że ma problem z silnikiem i próbuje go naprawić. Potem zostawił otwartą maskę, wrócił do środka i położył aparat z długim obiektywem na zagłówku przedniego siedzenia. Skierował go na wyjście ze szpitala. „Kiedy ustawiałem ostrość, w polu widzenia znalazła się twarz pięknej kobiety”, wspomina. „To była Lana, druga żona «Carlosa»”. Szybko zrobił cztery czy pięć zdjęć, mając nadzieję, że będą odpowiednio ostre i skadrowane. Kiedy Lana Dżarrar zbliżała się do cressidy, nagle przy kramiku na poboczu wybuchło jakieś zamieszanie.

– Oszukałeś mnie! – wrzeszczał na handlarza Greg, rozjuszony, jakby szykował się do bójki. Waugh patrzył, jak mężczyzna wstaje. „Miał ze dwa metry wzrostu”, wspomina Waugh. Patrzył na Grega z góry.

Amerykanin wciąż odgrywał rzekomo oszukanego klienta. Waugh znów skierował aparat na wyjście ze szpitala. Pojawił się w nim mężczyzna. „Biały, po czterdziestce, zadbany, z rudawymi włosami zaczesanymi do tyłu. Wąsy. Gruby: jakieś dwadzieścia kilo nadwagi”, wspomina Waugh. Niósł na ramieniu torbę na broń krótką. „Nad prawą kostką dostrzegłem kaburę. Miał na sobie kamizelkę myśliwską. Bez rękawów, z kieszeniami z przodu. Za nim czarny Afrykanin niósł wielką szarą kopertę”. Poszedł za „Szakalem” do samochodu. Greg ciągle kłócił się z wysokim handlarzem. „Sytuacja tak się zaogniła”, wspomina Waugh, że zwróciła uwagę „grubego mężczyzny, który wyszedł ze szpitala”.

Klik, klik, klik. Waugh robił zdjęcia jedno po drugim, aż zużył cały film. Lana Dżarrar zajęła miejsce kierowcy i uruchomiła silnik. „Carlos” usiadł na fotelu pasażera, a technik szpitalny położył dużą szarą kopertę na tylnym siedzeniu. Zdjęcia rentgenowskie, pomyślał Waugh. Wymienili z Gregiem szybkie spojrzenia. Czas kończyć operację, powiedział Waugh. Greg wyciągnął z portfela duży banknot i zapłacił nieświadomemu handlarzowi za kłopoty. Teraz trzeba odjechać, szybko. Cressida opuszczała miejsce parkingowe. Waugh obserwował z daleka, jak Don wyjeżdża z parkingu i rusza za toyotą, po czym pojechał z Gregiem do ambasady.

„Próbowaliśmy się połączyć z Coferem Blackiem przez radio, ale nie mogli go nigdzie znaleźć”. W ambasadzie poszli prosto do ciemni. „To był najważniejszy film, jaki do tamtej pory miałem w ręku”, wspomina Waugh.

[…]

„Chrzanić to”, pomyślał Waugh. „Postanowiłem złamać protokół i pojechać do Cofera do domu”. Waugh i Greg opuścili ambasadę, przejechali Nil Błękitny, minęli chińską ambasadę, dom Turabiego, miejsce zamieszkania ambitnego terrorysty Osamy bin Ladena. W końcu dotarli do wschodniej części dzielnicy Al-Rijad, gdzie mieszkał Cofer Black. „Przywitaliśmy się z wartownikiem, a on wcisnął dzwonek”. Pojawił się Black w stroju do biegania. „Ćwiczyłem w domu”, wspomina Black. „Spytałem ich, czego do cholery chcą. Co było takiego ważnego, że nie mogło zaczekać”. Billy Waugh podał Blackowi kopertę ze zdjęciami.

Billy Waugh (fot. Nick Stubbs/US Air Force)
Billy Waugh (fot. Nick Stubbs/US Air Force)

– Jezu Chryste, Billy – powiedział Black do Waugha. – Cholera, to żona Carlosa.

– Oglądaj dalej – zachęcił go Billy. Weszli do środka, a tam Black rozłożył odbitki na stole w jadalni.

– Kto, do diabła, zrobił te zdjęcia? – spytał.

Greg wskazał Waugha, powiedział, że dwie godziny temu pod Szpitalem Ibn Chalduna. Trzeba przesłać zdjęcia do centrali CIA, stwierdził Cofer Black. O drugiej w nocy podpułkownik z dyplomatami z Departamentu Stanu polecieli Lufthansą do Frankfurtu, gdzie przesiedli się na lot na Dulles Airport w Wirginii. W samolocie z podpułkownikiem spotkali się dwaj funkcjonariusze CIA.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Annie Jacobsen „Zaskocz, zabij, zniknij. Historia tajnych akcji i zabójców z CIA” bezpośrednio pod tym linkiem!

Annie Jacobsen
„Zaskocz, zabij, zniknij. Historia tajnych akcji i zabójców z CIA”
49,90 zł
Wydawca: Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie: Katarzyna Bażyńska-Chojnacka, Piotr Chojnacki
Rok wydania: 2021
Okładka: miękka
Liczba stron: 668
Format: 200 x 40 x 130 [mm]
ISBN: 978-83-8188-286-6
EAN: 9788381882866

Ten tekst jest fragmentem książki Annie Jacobsen „Zaskocz, zabij, zniknij. Historia tajnych akcji i zabójców z CIA”.

„Cofer mawiał czasem, że zdarza mi się podejmować działania bez przemyślenia możliwych skutków, i to rzeczywiście bywało prawdą”, wspominał Waugh w 2017 roku. „Właśnie na tym polegała praca kontraktowa. Samodzielne działanie. Masz wykonać zadanie. Wykonaj je, a CIA nie będzie ci przy tym patrzeć na ręce. Wiąże się to z pewnym ryzykiem. Nie możesz popełnić błędu, bo nie zarobisz na życie. Kiedy się to opłaca, to opłaca się z wielkim hukiem”.

Zdjęcia trafiły na szesnaste piętro siedziby CIA w Langley. Tam dwaj szefowie wydziałów wydali opinie. Następnie funkcjonariusz agencji poleciał ze zdjęciami z powrotem do Ammanu, gdzie jordański wywiad potwierdził, że istotnie jest na nich Ilich Ramírez Sánchez. CIA chciała go złapać. Trzeba było zorganizować operację paramilitarną szybko, ale nie nazbyt szybko. Wszędzie byli szpiedzy. Jeśli „Szakal” się zorientuje, że agencja go namierzyła i właśnie opracowuje plan schwytania go, natychmiast opuści Chartum.

Joseph Cofer Black
Joseph Cofer Black

Niedługo po tym, jak Jordańczycy potwierdzili tożsamość „Szakala”, miejscowy informator powiadomił swojego prowadzącego, że „Carlos” leci na Cypr, z przesiadką w Kairze. Waugh i jego zespół zostali wysłani do afrykańskiego terminalu międzynarodowego lotniska w Kairze, żeby prowadzić obserwację. Czatowali tam sześć dni. „Carlos” się nie pojawił. „Tajne akcje to nie wszystko. Czasem trzeba siedzieć i się nudzić. Dużo czasu marnuje się na fałszywe tropy”, opowiada Waugh. W marcu Cofer Black zgodził się, żeby zespół podjął obserwację domu, który wskazał Don. Zainstalowali się w pięciopiętrowym podniszczonym budynku po drugiej stronie ulicy. Z mieszkania na najwyższej kondygnacji mieli widok na dom „Carlosa”. Sytuacja idealna.

„To była najprawdziwsza nora”, wspomina Waugh. „Brudna ponad wszelkie wyobrażenie. Z sufitu odpadały kawały tynku. Dziury w ścianach. Bez bieżącej wody, bez toalety. Ale mieliśmy bezpośredni widok na wejście i wyjście. A toyota cressida parkowała od frontu”. Waugh i Santos powiedzieli zarządcy budynku, że są geodetami pracującymi dla amerykańskiego rządu. „Wyczuł pieniądze i zażądał 700 dolarów za miesiąc”, wspomina Waugh. W Sudanie, gdzie średnie wynagrodzenie wynosiło wtedy 300 dolarów rocznie, była to wygórowana suma. „Domagał się też zapłaty za trzy miesiące z góry. W kraju takim jak Sudan nie sposób ukryć, że jest się Amerykaninem. Pieniądze jednak zamykały usta. Nie doniósł na nas do Organizacji Bezpieczeństwa Politycznego, bo zależało mu na czynszu”. Następnym wyzwaniem było przeniesienie sprzętu do mieszkania. Aby nie przyciągać uwagi, Waugh i Santos robili to nocą. Sprzęt fotograficzny składał się z kilku korpusów aparatów i zestawu obiektywów oraz statywów, które łacznie ważyły kilkaset kilogramów. Najtrudniejszy do ukrycia był obiektyw (a właściwie teleskop systemu Maksutowa) Questar o ogniskowej 4500 milimetrów, średnicy trzydziestu centymetrów i wadze około sześćdziesięciu kilogramów. Przyjechał do Chartumu w bagażu dyplomatycznym w walizce rozmiarów szafki nocnej.

W punkcie obserwacyjnym mieli dwa łóżka polowe, zasłony zaciemniające i palnik Bunsena do gotowania wody i ryżu. Kluczem do sukcesu było opracowanie drogi błyskawicznej ucieczki z lokalu na wypadek nalotu służby bezpieczeństwa – oraz całkowity spokój. „Powiedziano nam, że gdybyśmy zostali złapani w punkcie obserwacyjnym, zastrzeliliby nas na miejscu”, opowiada Waugh. „Wymyśliliśmy więc drogę ucieczki po linach wspinaczkowych. Wyszukaliśmy najmocniejsze rury i przymocowaliśmy do nich system lin. Przy kominie wentylacyjnym na dachu przygotowaliśmy rękawice ochronne”. W tak zorganizowanym punkcie zaczęli obserwację.

Waugh powiesił na ścianie dużą planszę, na której mieli zaznaczać, kto wchodzi i wychodzi i o której godzinie. Waugh z fascynacją obserwował, jak bardzo lekkomyślny, żałosny i rozwiązły był Carlos i jak przewidywalny przy tym wszystkim jest jego plan dnia. „Był zapijaczonym hulaką. Wychodził, upijał się, wracał do domu, spał i znów wychodził. Wszyscy jego ochroniarze byli Arabami. Pracowali w stylu najwyraźniej wzorowanym na amerykańskiej Tajnej Służbie”, mówi Waugh. Trzymali wartownika przy ogrodzeniu domu. „Zanim pojawił się gość, otwierali bramę i sprawdzali, czy nie ma zasadzki, po czym wracali i wyprowadzali «Carlosa» lub Lanę do samochodu”. To samo powtarzało się każdego dnia. „Ale o czymś zapomnieli: patrzeć w górę. Nigdy nie wypatrzyli naszego punktu obserwacyjnego i to był ich wielki błąd”. Powoli rysował się plan porwania. Któregoś dnia w ambasadzie Cofer Black powiedział Billy’emu Waughowi, że potrzebuje ujęcia „Szakala” z bardzo bliska. Billy ustawił obiektyw Questar i zrobił zdjęcie zębów Carlosa. „Przypadkiem grzebał sobie akurat wykałaczką w zębach”, wspomina Waugh.

[…]

12 sierpnia 1994 roku Waugh obserwował, jak „Carlos” i Lana Dżarrar o zwykłej porze wychodzą z domu. Jak zawsze zrobił im zdjęcie. Potem wydarzyło się coś niezwykłego. Nie wrócili, jak to mieli w zwyczaju, po zamknięciu dyskoteki. Waugh całą noc czekał i obserwował. Aż do następnego dnia. Był zaskoczony. Czyżby „Carlos” nawiał? „Skontaktowałem się z Coferem Blackiem przez szyfrujące radio. «Przyjedź tu, Billy»”, usłyszał. Zaniepokojony Waugh pognał do ambasady. Kiedy wjeżdżał na podjazd, ze zdumieniem zobaczył, że przy wejściu czeka na niego ambasador Donald Peterson. Waugh zaparkował i wysiadł. Peterson podszedł do niego i wyciągnął rękę. „Ambasador powiedział: «Dobra robota, Billy». Ściskając mi dłoń, dodał: «Złapali ‘Szakala’»”.

Więzienie w Clairvaux (w budynkach dawnego opactwa), na terenie którego obecnie przetrzymywany jest „Carlos”
Więzienie w Clairvaux (w budynkach dawnego opactwa), na terenie którego obecnie przetrzymywany jest „Carlos”

W biurze CIA personel świętował. Lał się szampan. To był wielki dzień. W barze z przekąskami Waugh oglądał w wiszącym telewizorze kanał informacyjny Air France. Francuzi schwytali „Carlosa” w Chartumie, poinformował spiker. Terrorysta jest już w drodze do Paryża, gdzie odpowie za niezliczone ataki i zbrodnie. Nie ujawniono, jaką rolę odegrała w tym CIA. Przez kilka dni ekipy stacji telewizyjnych krążyły wokół budynku zamieszkiwanego do niedawna przez Ilicha Ramíreza Sáncheza. Trzeciego dnia zrobiło się pusto. O trzeciej nad ranem Waugh wybrał się na ostatnią przebieżkę. Przebiegł obok dawnego punktu obserwacyjnego. Kiedy biegł ulicą Al-Masztal w stronę lotniska, dostrzegł ruch przed domem „Carlosa”. Co tam się, do cholery, dzieje?, pomyślał. Był środek nocy, kilka godzin przed świtem. „Pojawiło się wiele samochodów. Kilka kombi i jedna duża ciężarówka, której kierowca nie wyłączał silnika. Było też z dwudziestu policjantów. Otoczyli budynek”. Waugh rozpoznał mężczyznę z fotografii, którą oglądali podczas odpraw w agencji.

„Był ogromny i miał bardzo czarną skórę”, wspomina Waugh. „Nosił śnieżnobiały turban i czystą białą szatę”. Otaczało go wielu ochroniarzy. „Nagle uświadomiłem sobie, że to numer dwa w Sudanie, Hasan at-Turabi, we własnej osobie”. Waugh zatrzymał się i schował. Skontaktował się z Santosem przez radio, które na wszelki wypadek zawsze miał przy sobie. „Obudziłem go. Powiedziałem, żeby wstał i wyjrzał przez okno punktu obserwacyjnego”. Santos zastosował się do instrukcji. „Weź nocny obiektyw i zrób zdjęcia”, ciągnął Waugh. „Użyj filmu o wysokiej czułości”. Gdyby Santosowi udało się zrobić zdjęcia Turabiego, CIA zyskałaby dowód na powiązania „Carlosa” z finansującym jego działania Sudanem. Z kryjówki w krzakach Waugh zobaczył, że z budynku wychodzi Lana Dżarrar. „Niosła walizkę i płakała”, wspomina Amerykanin. „Hasan at-Turabi uściskał ją pocieszająco, jak stary przyjaciel”. Lana wsiadła na tylne siedzenie wozu policyjnego i odjechała.

Rano Waugh zadzwonił do Cofera Blacka i powiedział mu o nowych zdjęciach.

– Co, do diabła, robiłeś tam o trzeciej w nocy? – spytał Cofer.

– Dbałem o formę, szefie – odparł Waugh.

W ambasadzie Waugh usłyszał, co działo się z „Szakalem” po schwytaniu. „Dali mu zastrzyk z tiopentalu”, opowiada Waugh. „Założyli mu worek na głowę i powiedzieli: «Odpowiadaj na pytania albo oddamy cię w ręce Mosadu». Nikt nie chciał być oddany w ręce Mosadu. «Carlos» wyśpiewał wszystko jak ptaszek”. Billy Waugh twierdzi, że CIA dostała informacje, na które liczyła, a nawet więcej. Akta CIA Ilicha Ramíeza Sáncheza są utajnione. Zabrano go do Francji, gdzie odbył się proces. Sąd antyterrorystyczny uznał go za winnego i skazał na kilka dożywoci we francuskim więzieniu. Tam obecnie przebywa.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Annie Jacobsen „Zaskocz, zabij, zniknij. Historia tajnych akcji i zabójców z CIA” bezpośrednio pod tym linkiem!

Annie Jacobsen
„Zaskocz, zabij, zniknij. Historia tajnych akcji i zabójców z CIA”
49,90 zł
Wydawca: Dom Wydawniczy Rebis
Tłumaczenie: Katarzyna Bażyńska-Chojnacka, Piotr Chojnacki
Rok wydania: 2021
Okładka: miękka
Liczba stron: 668
Format: 200 x 40 x 130 [mm]
ISBN: 978-83-8188-286-6
EAN: 9788381882866

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Annie Jacobsen
(Ur. 1967) to amerykańska dziennikarka śledcza, autorka i finalistka Nagrody Pulitzera w 2016 roku.

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy