Opublikowano
2014-05-20 18:04
Licencja
Wolna licencja

Polskie kolonie, czyli zamorskie kresy Rzeczpospolitej

Polskie kolonie: Czy naprawdę istniały? Rzeczpospolita Obojga Narodów rozpościerająca swoją władzę na Wyspy Karaibskie. Wizja godna najzagorzalszych miłośników historii alternatywnej? A może relacja z rozgrywki w Europę Universalis? Fakty mówią jednak zgoła co innego…


Zobacz też: Polskie kolonie - istniały?: Czy Polska miała kolonię na Karaibach?

Narastający w XVI wieku nacisk Księstwa Moskiewskiego na tereny nadbałtyckie spowodował, że ostatni mistrz zakonu Kawalerów Mieczowych, Gotthard Kettler, zdecydował się na sekularyzację swego państwa i oddanie go pod opiekę Zygmunta Augusta. Od 1561 roku Księstwo Kurlandii i Semigalii stanowiło zatem lenno Królestwa Polskiego, a następnie, po unii lubelskiej – Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Nie była ona uciążliwym suwerenem, otwierając przed Kurlandia możliwość aktywnego budowania demokracji szlacheckiej, równocześnie nie wtrącając się zanadto w sprawy Księstwa.

Polskie kolonie: Holandia Północy

Książę Kurlandii i Semigalii Jakub Kettler (1648 r., domena publiczna). Szeroką autonomię postanowił wykorzystać książę kurlandzki Jakub Kettler, obejmujący rządy w 1642 roku. Nie bez znaczenia były jego podróże po krajach Europy Zachodniej, a zwłaszcza Holandii, którą przyjął za wzór do naśladowania. Niewielkich rozmiarów państwo, wciśnięte między potężnych sąsiadów, zaimponowało mu rozmiarem stworzonego imperium kolonialnego i prężnie rozwijającym się handlem. Po powrocie do Kurlandii przeprowadził więc szereg reform, mających na celu wzmocnienie potencjału kraju, przede wszystkim w zamorskim handlu. Postawił na rozbudowę floty, a także rozwój szkutnictwa i portów w Windawie i Lipawie.

Zobacz też:

Ambitne zamierzenia wymagały jednak solidnych pleców, zdolnych udźwignąć ogrom przedsięwzięcia. Kettler szukał zatem wsparcia u swego suwerena, Władysława IV Wazy. Początkowe zainteresowanie króla nie zdało się na wiele. Mocno już schorowany władca zmarł w 1648 roku, mając w myślach raczej rodzące się powstanie kozackie aniżeli tropikalne wyspy. Niestrudzony Kettler udał się jednak z propozycją do następcy Władysława, Jana Kazimierza. Dodatkowym partnerem został sam papież Innocenty X. Jako cele wyznaczono: utworzenie spółki handlowej, poszukanie terenu do kolonizacji, a także rozwój już powstałych posiadłości afrykańskich (w 1651 roku przy współpracy z Anglią udało się bowiem Kurlandii utworzyć kolonię w Gambii). Niedługo później plany te upadły w skutek niesprzyjające okoliczności. Papież Innocenty zmarł, a Rzeczpospolita stanęła w ogniu, roznieconym przez Chmielnickiego i Szwedów. Doszło do tego jednak już w trakcie realizacji ambitnego zamierzenia przez Jakuba Kettlera, mającego przysporzyć Kurlandii posiadłości w Ameryce.

Czy Polska miała kolonię na Karaibach? [video]

Czytaj dalej...

Polskie kolonie: Tobago - miłe złego początki

Leżąca w archipelagu Małych Antyli wyspa Tobago dość późno stała się obiektem zainteresowania Europejczyków. Jednak kiedy tylko na większości znaczących obszarów Nowego Świata zawisły sztandary Starego Kontynentu, zaczęto zwracać uwagę również na mniejsze posiadłości. W 1608 roku Tobago zostało wzięte w posiadanie przez Anglików, jednak poza słowną deklaracją przynależności nie posunięto się do dalszych działań. W międzyczasie wyspą zainteresowali się również Holendrzy, jednak pierwsze próby założenia kolonii zostały wstrzymane przez zaciekłe ataki Indian. Dążenia dwóch mocarstw do podporządkowania sobie Tobaga zwróciły zaś uwagę Hiszpanii, nie tolerującej przyczółków obcych państw w tym regionie.

Marek Arpad Kowalski — „Kolonie Rzeczpospolitej” – recenzja i ocena

Czytaj dalej...

Obrazu zamieszania dopełniła właśnie Kurlandia, wysuwając roszczenia do wyspy. Podstawy do nich wciąż pozostają wśród historyków kwestią sporną. Wiadomo, iż Jakub I Stuart, król Anglii, był jednocześnie ojcem chrzestnym Jakuba Kettlera. Jakub zmarł wprawdzie zanim Kettler objął rządy w Kurlandii, ale możliwe jest, że wcześniej obdarował młodego chrześniaka prezentem w postaci wyspy Tobago, którą początkowo, jak już zostało powiedziane, Anglicy uważali za swoją. Następca Jakuba, Karol I Stuart, miał mimo to powierzyć prawo do kolonizacji hrabiemu Warwick. Ten zaś, kiedy zubożał na skutek wojny domowej w Anglii, odsprzedał je zainteresowanemu wyspą Kettlerowi. Anglia Oliviera Cromwella nie miała z kolei czasu na zajmowanie się niepewną wyspą na Małych Antylach. W 1652 roku Tobago stało się zatem posiadłością kurlandzką. Podejmowane wcześniej przez Kurlandczyków próby założenia osadnictwa traktować należy raczej jako chęć zbudowania przyczółka w rejonie Morza Karaibskiego, a nie pełnoprawną kolonizację. Dopiero w 1652 roku wysiłki ruszyły pełną parą. 20 maja 1654 roku do Tobago zawinął okręt „Herzogin von Kurland”, mający na pokładzie 120 żołnierzy i 80 rodzin kolonistów. Wyspę ochrzczono mianem Nowej Kurlandii. Rozpoczęto budowę Fortu Jacobus i miasta Jacobus-Stadt. Powstało także miasto Casimishafen na cześć zwierzchnika lennego Kurlandii, Jana Kazimierza. Głównym celem była uprawa trzciny cukrowej, do czego wykorzystywano niewolników przywożonych z Gambii.

Plaża na Tobago (fot. wikifurn, domena publiczna).

Tobago a sprawa polska

Na wyspie szybko pojawiła się konkurencja w postaci osadników holenderskich i angielskich. Ci ostatni nie wchodzili jednak w skład planowanej akcji kolonizacyjnej, stanowili raczej grupy niezależnych awanturników. Z obszaru Antyli nie zrezygnowała również Hiszpania. Pozbawiona silnego oparcia Kurlandia nie mogła nawet marzyć o utrzymaniu nabytku. Próba koalicji z Janem Kazimierzem i Innocentym X nie doszła przecież do skutku. Co gorsza, w 1658 roku wycofujący się z Litwy Szwedzi zajęli Kurlandię i uwięzili Jakuba Kettlera. 2 lata nieobecności niezwykle energicznego księcia wystarczyły, by zniweczyć wszystkie jego zamorskie wysiłki. Zakupione od Anglików prawo do kolonizacji wyspy Tobago okazało się niewiele warte przez brak sił do wyegzekwowania należności. Zresztą rewolucja Cromwella zakończyła się i Anglia znów zaczęła zajadle walczyć o kolonie. Ostatnią, rozpaczliwą próbą podjęcia walki o Tobago była wyprawa wysłana przez Jakuba Kettlera w 1681 roku. Nękani atakami Indian i piratów (którzy rozpanoszyli się w tym regionie od połowy XVII w.) osadnicy musieli jednak opuścić Karaiby, Kurlandia zaś odsprzedała prawa do wyspy kupcom angielskim.

Polecamy także:

Wszystkie terytoria, o które wzbogacali się lennicy Rzeczpospolitej, również dostawały się pod jej władzę. Jednak nie wyrosłe w tradycjach kolonialnych państwo, przeżywające do tego kryzys w postaci najbardziej wyniszczających wojen stulecia, nie miało szans by zaangażować się poważniej w przedsięwzięcia Jakuba Kettlera. Również kupcy, zadowoleni z handlu zbożem, niechętnie podejmowali się bardziej ryzykownych operacji. Zamorskie wyprawy nie przysporzyły zatem korzyści ani Rzeczpospolitej, ani Kurlandii. Pozostaje tylko miła świadomość, że poza Polską od morza do morza istniała również taka, która sięgała za ocean.

Bibliografia:

  • Carmichael Gertrude, The History of the West Indian Islands of Trinidad and Tobago, 1498–1900, Alvin Redman Publisher, London 1961;
  • Kołodziejczyk Dariusz, Czy Rzeczpospolita miała kolonie w Afryce i Ameryce?, „Mówią Wieki”, za: niniwa22.cba.pl, dostęp: 18.05.2014;
  • Kowalski Marek Arpad, Kolonie Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2005;
  • Tazbir Janusz, Rzeczpospolita szlachecka wobec wielkich odkryć, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1973;

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Kup książkę: „Polacy na krańcach świata: XIX wiek”

Polacy na krańcach świata: XIX wiek Autor: Mateusz Będkowski
Tytuł: „Polacy na krańcach świata: XIX wiek”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org] i Wydawnictwo CM

wersja papierowa (3 części w jednym wydaniu):

ISBN: 978-83-66022-39-3 Oprawa: miękka

Stron: 422 Wymiary: 145 × 210

39,90 zł

wersja e-book:

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

Część 1 Część 2 Część 3

Cena: po 9,90 zł za każdą część

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

"Bartensteiner: "Czy Ty pozwoliłbyś własnym dzieciom na samodzielne, bez przymusu rodziców, wychowanie dzieci?:"

- - Można dziś dla zmniejszenia wyrzutów sumienia, powoływać się na niektóre dobre skutki rządów kolonialnych, ale przynajmniej pod warunkiem, że się społeczeństwom kolonialnym pozwoliło do dziś żyć! A jeśli się je wytępiło?
I ciekawa rzecz, że Barten swoimi tekstami, obrończymi dla państw kolonialnych, staje po stronie tych, których , których biologiczni przodkowie kiedyś skolonizowali Brytanię, eksterminując 90% miejscowej autochtonnej ludności; albo Półwysep Iberyjski, wybiwszy niemal 100% lokalnej społeczności mężczyzn, zabrawszy sobie ich "zony". Sprawcami była napływowa populacja genetycznego rodu R1b. Tak stwierdzają w publikacjach wielkie międzynarodowe zespoły uczonych-genetyków I. Olalde.
Idąc śladem tych badań dochodzę do wniosku tak samo stało się na terenie Niemiec i Francji, gdzie w III tysiącleciu przez Chr. doszło do wymiany populacji. Podobnie stało się w Europie środkowo-wschodniej, gdzie ofiarą migrujących "kolonialistów" padło wtedy ponad 90% mężczyzn; a później, w pierwszych wiekach nowej ery, gdy owi "kolonialiści" około roku 400 opuszczając ziemie nad Odrą i Wisłą, udając się na nową wyprawę grabieżczą (Imperium Rzymskie!), zostawili tu tylko pustkę demograficzną - jak stwierdzają prawie wszyscy archeologowie.
Czy nie te "dobrodziejstwa" kolonializmu zachwala Bartensteiner, wskazując też mioekiedy, że ta powstała później Polska nie zawsze umiała sobie radzić?



Odpowiedz

@ Atimes
Mam wrażenie, że strzelasz sobie w kolano, wtrącając do rozważań o ew. dobrodziejstwach kolonizatorów sprawy genetyki. Przykładem tego niech będzie Afryka, gdzie pomimo ingerencji obcego etnosu nastąpił przecież bezprecedensowy przyrost ludności tubylczej. Co prawda "białe diabły" dokonywały tam incydentalnie ludobójstwa niektórych grup ludności (np. Kongo, Namibia), lecz częściej odbywało się to siłami autochtonów, np. przez Zulusów lub Hutu. Można potępiać w czambuł epokę kolonializmu, ale tylko wtedy, gdy gremialnie dokonają tego także postkolonialne społeczeństwa, a nie tylko lewicujące elity. Wydaje mi się, że w żadnym z krajów Afryki nie dokonano szerokiego sondażu w tej sprawie, ponieważ we wszystkich "wyzwolonych" krajach nastąpiło pogorszenie (jeżeli się mylę, to proszę o wskazanie kraju, gdzie wraz z dekolonializacją nastąpiła poprawa sytuacji ekonomicznej). Podobnie jak nie zapytano polskich chłopów z zaboru pruskiego o to, czy nastanie II RP poprawiło ich sytuację bytową. Tym bardziej nie zapytano się polskich chłopów w PRL, czy ich sytuacja materialna polepszyła się po zakończeniu niemieckiej okupacji. Zapytano się natomiast Palestyńczyków, stanowiących 20% populacji państwa Izrael, czy wolą żyć pod żydowską okupacją, czy w niepodległej Palestynie. Olbrzymia większość z nich wybrała pierwszą opcję.



Odpowiedz

@ bartensteiner
- - Mnie to przede wszystkim niepokoi, że Zachodnia Europa, od czasu zdominowania swojego przez Ród Y-R1b, czyje się powołana do uszczęśliwiania narodów świata swoją ideologią, przemocą i... sztyletem ("Dagger culture") - od pięciu tysięcy lat temu do dziś (w UE)!
Wiem, że pod obcą dyktaturą i przemocą (Hitlera, caratu, Stalina, komuny) niektórym ludziom żyło się lub nadal żyje "lepiej", ale większości nie zawsze na tym zależy! Wolą oddychać SWOIM powietrzem i być blisko SWOJEJ władzy!



Odpowiedz

Polskę pod zaborami można także porównać do kolonii każdego z sąsiednich mocarstw. O statucie kolonialnym Polski można wywnioskować choćby z pogardliwego traktowania Polaków przez Niemców z obu państw zaborczych; także w Rosji władze propagowały mit niezdolnych do racjonalnego kierowania państwem byłych obywateli Rzeczpospolitej. Co prawda było tam też snobowanie się na powinowactwo z polską szlachtą, jednak takie odnoszenie się do nas było raczej wyjątkowe.
Nastał wreszcie rok 1918, kiedy mogliśmy już samodzielnie decydować o swoich losach, więc zbudowaliśmy Gdynię, COP i ...niewiele więcej. Natomiast w roku 1939 okazało się, że podczas swych samodzielnych rządów osiągnęliśmy dochód per capita z roku 1913, podczas gdy wszyscy nasi sąsiedzi (nie licząc bolszewickiej Rosji, bo dane jej dotyczące są nieporównywalne) w dwudziestoleciu międzywojennym odnotowali wzrost gospodarczy na poziomie 50%.



Odpowiedz

Gość: Marek Baran |

@ bartensteiner
Bolszewicka Rosja - ta poziom z 1913 roku odzyskała (ponoć?) dopiero w końcu lat 60. Tak przynajmniej twierdził w wydanej właśnie pod koniec lat 60. - nie wiem jakim cudem - sławny polski ekonomista a uczynił to w małej książeczce "ZSRR pół wieku przemian gospodarczych". Pewnie miał rację. Koszt I i II wojny (nie licząc Stalina) był zabójczy dla ekonomii.
W kwestii gospodarki Polski po I wojnie, zupełnie nie wspomina się o tym, iż w wyniku powstania II RP, wszystkie trzy dawne zabory zostały dosłownie oderwane od swojego zaplecza i pozbawione stworzonych przez ponad 100 lat więzów gospodarczych. Innymi słowy przymusowa autarkia z malutkim rynkiem wewnętrznym i jedynym (podobnie jak za Gierka) towarem eksportowym, czyli sprzedawanym po dumpingowych cenach węglem. O sytuacji na wsi lepiej nie wspominać.
Stąd też pierwsze dwa lata okupacji po 1939 r. dla polskiej wsi (w tym i dworów) były rodzajem cudu gospodarczego. Niemcy kupowali każdą ilość żywności i to, już niezależnie od cen i metod, było wybawieniem.



Odpowiedz

Gość: Tann |

A moglibyście jednak takie teksty opatrywać również krytycznym komentarzem? Polska ma szczęście, że nie uczestniczyła na szerszą skalę w zbrodnii kolonializmu. To żadna miła świadomość, że "Polska" sięgała za ocena. Jak można w ogóle pisać o kolonializmie bez wspomnienia o tragedii niewolnictwa (tylko wspomniane, że przywieźli niewolników z Gambii) i w narracji - "że szkoda" "że nam nie wyszło" "że była szansa". Naprawdę można by się czegoś więcej spodziewać, a autor nawet nie zadał sobie trudu specjalnie by sięgnąć do angielskiej literatury o krulandzkim kolonialźmie (a taka jest taka).



Odpowiedz

@ Gość: Tann
Po zlikwidowaniu w RPA apartheidu przeciętna długość życia tamtejszych obywateli zmniejszyła się z 62 do 53 lat obecnie. Podobne zjawisko zaistniało we wszystkich, lub prawie wszystkich, zdekolonizowanych krajach Afryki. Dlaczego więc piszesz o zbrodni kolonializmu? Prawdopodobnie większość obywateli Czarnego Lądu tęskni dziś za niegdysiejszymi białymi wyzyskiwaczami i krwiopijcami.



Odpowiedz

Gość: |

@ bartensteiner

A nie jest przypadkiem tak, że po wprowadzeniu u nas demokracji wzrosła liczba samobójstw i bezdomnych?



Odpowiedz

@ bartensteiner
Niekiedy na wielkim rabunku kolonizatorów lokalni pod-złodzieje też zyskują! W tym nawet jest metoda: Zbudujemy szkołę, nawet świątynię i damy poparcie partii (skąd my to znamy?), bo chcemy cały zasób dóbr wyeksploatować. Tak bywa w Afryce. Japonia chcąc się dobrać do kameruńskich i nigeryjskich zasobów, najpierw zafundowała dzieciom ławki do 80 szkół. W podarunku! U nas nazywa się to korupcją lokalnych urzędników.
A co do RPA to poszukaj w WIKI ilu autochtonów wymordowano!



Odpowiedz

Gość: Tann |

@ bartensteiner
Zbrodnia kolonizmu polega przede wszystkim na tym, że 80% ludzkości odebrano prawo do rozwoju "po swojemu". Może to byłby lepszy, może goraszy rozwój ale ich. Europejski kolonializm zwłaszcza XIX wieku rodem z Konga Belgjskiego to było preludium do zbrodnii II wojny światowej (idealnie to opisała Hannah Arendt). Z kolei kolonializm karaibski z kolei opierał się na zbrodni niewolnictwa. Umiesz zrozumieć, że miliony ludzi wbrew ich woli zostały wysiedlone z ich kontynentu i przez pokolenia skazane na brak wolności i nędze. W tym nie ma nic dobrego. I nie raczej w Afryce nikt nie tęski za kolonizatorami. W RPA masz takie napięcia, które są w prostej linii spadkobiercami kolonizmu - przybycie białych, którzy przez kilka wieków gnoili i zbrali ziemię, a krajem rządzili przez terror. Takie to podwalina pod jeszcze gorsze napięca, w sumie cud, że tam nie skończyło się jakimś ggantycznym pogromem.



Odpowiedz

Gość: Wojtech olkow |

@ bartensteiner taka jest smutna prawda. W Afryce biały=bogaty i musi coś dac. Lenistwo ludów afrykańskich i nepotyzm władz sporej części krajów afrykańskich prowadzi te kraje do skrajnego ubóstwa. Tam nikomu nie zależy na społeczeństwie. Często nawet rodziców nie obchodzą własne dzieci.



Odpowiedz

@ Gość: Tann
Czy Ty pozwoliłbyś własnym dzieciom na samodzielne, bez przymusu rodziców, wychowanie dzieci? A taka sama relacja istniała pomiędzy dorosłymi o cywilizację Europejczykami, a tkwiącymi w prymitywnej gnuśności Afrykanami. Gdyby nie epoka kolonializmu dzisiejsza populacja Afryki byłaby zapewne o połowę mniejsza.



Odpowiedz

@ bartensteiner
Czy naprawdę rasistowska część Europy musiała traktować afrykańskie ludy tylko jako bezwolne swoje dzieci (a właściwie gorzej)?
Taką ideologią usprawiedliwiają swoje brutalne i krwawe rządy wszystkie dyktatury!
Ale czy taka postawa jest wynikiem ojcowskiej miłości do tych "dzieci", a nie pełnego pogardy do innych rasizmu i polityki rabunkowej i bandytyzmu?



Odpowiedz

@ Gość:
Tak, na tym m.in. polega zbrodniczość dyktatur, mniejsza o to - miejscowych czy kolonialnych, że swoją przemocą niszczą wszystkie naturalne struktury społeczne. Po ich wycofaniu się, społeczeństwa postkolonialne czy młodych demokracji, nie potrafią się odbudować i albo powstają walki wewnętrzne,m albo padają ofiarą innych, obcych ośrodków dyktatur czy mafii, jak jest w krajach postkomunistycznych.
To jest prawie powszechny rezultat bandyckich rządów dyktatorskich lub kolonialnych.



Odpowiedz

"Pozostaje tylko miła świadomość, że poza Polską od morza do morza istniała również taka, która sięgała za ocean."

- "Miła świadomość"? Zależy, dla kogo. Kiedyś byłem skłonny bronić zasadności zachodnioeuropejskich kolonizacji i kolonii. Ale teraz już nie, przede wszystkim dlatego, iż - jak się okazało - to wynik aktywności zachodnioeuropejskiej tradycji krwawej zdobywczości i dominacji, którą Zachód ma w swojej kulturze już od czasu, gdy w III tysiącleciu najpierw podbijał... Europę.
A był to naprawdę katastrofalny podbój, prowadzony przez genetyczny ród ojcowski o symbolu R1b-L51 w archeologicznych kulturach jamowej i pucharów dzwonowatych: wybicie na początku III tysiąclecia niemal "do nogi" całej męskiej płci genetycznego rodu R1a w Europie Środkowo-Wschodniej (praojców zwłaszcza Słowian); potem wybicie 90% autochtonnej populacji Brytanii, wybicie niemal 100% mężczyzn - autochtonów Iberii (najeźdźcy zabrali sobie ich kobiety), w kilkudziesięciu procentach podobne genocydy między Odrą i Pirenejami; powtórki takich akcji w kolejnych tysiącleciach, także na ziemiach polskich przed rokiem 400 A.D.
Zbudowana na takich działaniach i tradycjach genetycznego rodu R1b Zachodu ideologia kolonizacji, niestety nadal żywej, nie może wzbudzać "miłej świadomości"!



Odpowiedz

Gość: Aghc |

Polecam znakomitą książkę Awaturnicy, Mateusza Juszczyka opisującą przygody Marcina Seradzkiego związane z wyspą Tobago.



Odpowiedz
Antoni Olbrychski

Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się historią średniowieczną i nowożytną, w szczególności wojskowością i życiem codziennym. Instruktor szermierki, członek Akademii Szermierzy. Członek Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Czersku i edukator na Zamku Królewskim w Warszawie.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org