Autor: Tomasz Leszkowicz
Tagi: Wywiady, Historia polityczna, Książki, XVI-XVII wiek, Polska, Skandynawia
Opublikowany: 18 lutego 2017
Licencja:wolna licencja

Potop szwedzki: „zdrada” magnatów wydaje się zrozumiała

Co nowego można napisać o Potopie szwedzkim? Kto zasłużył się dla Rzeczpospolitej, a znaczenie których wydarzeń postrzegamy fałszywie? Zapytaliśmy o to Sławomira Leśniewskiego, autora książki „Potop. Czas hańby i sławy”.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Przeczytaj też o historycznym pierwowzorze Andrzeja Kmicica!

Tomasz Leszkowicz: Czy po Sienkiewiczu i filmie Hofmana Polacy mogą dowiedzieć się jeszcze czegoś nowego o potopie szwedzkim?

Sławomir Leśniewski – popularyzator historii, autor m.in. Poczet hetmanów polskich i litewskich (1992), Wojsko Polskie w służbie Napoleona. Legia Nadwiślańska, lansjerzy nadwiślańscy (2008), Jan Zamoyski – hetman i polityk (2008), Książę Józef. Wódz i kochanek (2012), Mata Hari. Zdradzona przez wszystkich (2013) oraz monografii z serii „Historyczne bitwy”. Publikował m.in. w „Polityce” i „Rzeczpospolitej”. Ostatnio wydał książkę Potop. Czas hańby i sławy (Wydawnictwo Literackie).
Sławomir Leśniewski: Oczywiście, że tak. Jak z każdej innej książki historycznej poświęconej najazdowi Szwedów. Potop Sienkiewicza przedstawia tylko wycinek konfliktu, zarówno w aspekcie militarnym, jak i politycznym. Ciąg zdarzeń został doprowadzony do 1657 r., był to dopiero trzeci rok wojny. Adaptacja Hofmana, siłą rzeczy, również. Zresztą w przypadku filmu, bez wątpienia pod wieloma względami wybitnego, często pojawiają się głosy, iż bez wcześniejszej lektury Sienkiewicza nie sposób się rozeznać we wszystkich jego wątkach; być może to zaważyło na fakcie, iż dzieło nie zdobyło Oskara.

Potop Sienkiewicza to wizja literacka, co prawda oparta w dużej mierze na faktach historycznych, ale w wielu fragmentach wypaczająca je, z licznymi nie mającymi związku z rzeczywistością epizodami, służącymi uatrakcyjnieniu warstwy powieściowej, zwiększeniu dramatyzmu lub potwierdzeniu przyjętych przez autora tez. Można się posłużyć licznymi przykładami. Ot, chociażby szalenie plastyczny opis bitwy w górskim wąwozie, kiedy Kmicic i Kiemlicze prowadzący króla do kraju rzucili się z furią na szwedzki oddział i wespół z wyrosłymi jakby spod ziemi góralami uratowali Jana Kazimierza przed śmiercią lub niewolą. Mam tu też na myśli przedstawienie jako zdrajcy Janusza Radziwiłła, co stanowi jeden z najbardziej wyrazistych i przemawiających do wyobraźni wątków powieści oraz uczynienie z obrony klasztoru jasnogórskiego, poprzez przydanie jej nieprawdziwych cech niezwykłego heroizmu i pomnożenie niewielkich w gruncie rzeczy sił oblegających, punktu zwrotnego w wojnie. Te dwa historyczne fałszerstwa udały się zresztą Sienkiewiczowi w sposób niezwykły; hetman litewski został zohydzony już na zawsze. Przeciętnie oczytany Polak kojarzy potop właśnie z tymi dwoma okolicznościami – haniebną zdradą Radziwiłła, która faktycznie nie miała miejsca, i obroną Częstochowy, które następnie, jako pospolite określenie, weszło do codziennego słownika; wszyscy piłkarscy kibice w średnim wieku doskonale pamiętają, jak wielokrotnie przywoływano ten termin w związku ze zwycięskim remisem polskich piłkarzy na Wembley w 1973 r.

„Potop. Czas hańby i sławy” opisuje wszystkie lata wojny północnej, przedstawia jej genezę, ale też zrywa z narosłymi mitami, odbrązawia niektóre postacie, a inne przedstawia w zgodzie z prawdą historyczną.

Tereny Rzeczpospolitej okupowane przez Szwecję i Rosję w 1655 roku (aut. Halibutt, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).

T.L.: Co przy pisaniu tej książki stanowiło dla Pana największe wyzwanie?

S.L.: Powstrzymanie się przed zbytnim zaangażowaniem się w krytykę Jana Kazimierza, w moim przekonaniu obok ojca, Zygmunta III oraz paru innych władców, jednego z najgorszych królów w historii Polski, a także ustrzeżenie się przed przejaskrawionym potępieniem hierarchów kościelnych za masową ucieczkę i przyłożenie wraz z monarchą ręki do rozpętania nastrojów fanatyzmu religijnego.

Pewnym wyzwaniem było również nie pójść na zbytnią łatwiznę w eksponowaniu narzucających się podobieństw pomiędzy niektórymi postaciami okresu potopu, a dzisiejszymi politykami, podobnie jak w przypadku ówczesnych i współczesnych mechanizmów władzy. Przyjemność ich wychwycenia postanowiłem pozostawić Czytelnikom, którzy zapewne znajdą w mojej książce wiele ciekawych paraleli.

T.L.: W naturalny sposób w centrum opowiadanej przez Pana historii znajduje się król Jan Kazimierz. Co uznałby pan za jego główna wadę, a co za główna zaletę?

Jan II Kazimierz w stroju polskim, ok. 1649 roku (domena publiczna).
S.L.: Wad miał wiele: małostkowość, niesłowność, skłonność do histeryzowania, ciągła potrzeba rozliczeń i zemsty, pomiatanie poddanymi, brak wyobraźni i politycznego wyczucia, nieumiejętność dogadywania się z magnatami sprawującymi najwyższe urzędy w państwie i brak odpowiedzialności za nie. Może akurat ta ostatnia przypadłość najmocniej odbiła się na losach Rzeczpospolitej.

Królowi trzeba oddać, że był niezłym wodzem i nie zbywało mu na osobistej odwadze w obliczu największych niebezpieczeństw. Walory te potwierdził podczas kilku wielkich batalii, m.in. pod Beresteczkiem i podczas trzydniowej bitwy warszawskiej.

T.L.: Czy przejście znacznej części magnaterii i szlachty na stronę Karola Gustawa było Pana zdaniem zdradą? A może słuszną politycznie decyzją?

S.L.: Niekoniecznie. I jest to najkrótsza odpowiedź na pierwsze pytanie. Należy chyba jednak zacząć od banalnego w istocie stwierdzenia, iż niektóre pojęcia – „honor”, „zdrada”, „patriotyzm”, „ojczyzna”, „naród”, tak jak je współcześnie rozumiemy, nie były identycznie pojmowane w XVII wieku. Siedemnastowieczne kanony moralne zupełnie nie przystają do dzisiejszych. Terminy: „ojczyzna”, „naród” mają w ogóle dużo późniejsze konotacje. Gremialne przejście magnaterii i szlachty na stronę Karola Gustawa odbywało się w określonych warunkach. Jedynie szlachta zebrana pod Ujściem nie ma wiele na swoje usprawiedliwienie – złożyła broń i oddała się pod protekcję szwedzkiego króla w chwili, gdy losy wojny nie były wiadome. Późniejsze błyskawiczne sukcesy najeźdźców, paniczna reakcja dworu Jana Kazimierza i jego ucieczka za granicę spowodowały, iż w praktyce niemal wszyscy przestali wierzyć w możliwość uratowania Rzeczpospolitej. Uważano, że niemożliwa jest walka z kilkoma przeciwnikami jednocześnie. Poddanie się najpotężniejszemu z nich, na dodatek krewniakowi rodzimego króla, który tchórzliwie zrejterował, stwarzało realną szansę poskromienia pozostałych wrogów. W tej sytuacji odstępstwo szlachty miało racjonalne podstawy. Posłużę się opinią Urszuli Augustyniak, która stwierdziła, iż „w świetle tych wydarzeń przejście rzesz szlachty i magnaterii na stronę Karola X Gustawa wydaje się, jeśli nie usprawiedliwione, to przynajmniej zrozumiałe”. Szczególnie w przypadku Janusza Radziwiłła, który jako jeden z ostatnich złożył przysięgę Karolowi Gustawowi, usiłując osłonić Litwę przed Moskwą.

Bitwa pod Ujściem na szkicu Erika Dahlberga (domena publiczna).

Kto chce może to zachowanie nazwać zdradą, ale wcześniej niechaj sobie zada pytanie, czy Jan Kazimierz i jego dwaj krewniacy na polskim tronie wcześniej po wielokroć nie zawiedli i nie zdradzili narodu, nad którym przyszło im panować!?

Polecamy książkę Sławomira Leśniewskiego „Potop. Czas hańby i sławy 1655-1660”:

Sławomir Leśniewski
„Potop. Czas hańby i sławy 1655-1660”
39,90 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 416
Data i miejsce wydania: I
Premiera: luty 2017
Format: 145x207 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: watermark
ISBN: 978-83-08-06307-1

T.L.: Dlaczego Szwedzi przegrali? Które momenty wojny można byłoby uznać pod tym kątem za węzłowe?

S.L.: Można zaryzykować tezę, że po upływie trzech czy czterech miesięcy od początku wojny, kiedy Szwedzi zanotowali przechodzące wyobrażenie sukcesy, ale Karol Gustaw nie potrafił odpowiednio wykorzystać powstałej sytuacji, ich ostateczna porażka stała się jedynie kwestią czasu. Najprostsza odpowiedź brzmi: szwedzka armia, wliczając nawet pruskie posiłki, a później pomoc Siedmiogrodzian, była niewystarczająco liczna, aby podbić i utrzymać kontrolę nad ogromną terytorialnie, ludną Rzeczpospolitą, której potencjał, wsparty w pewnym momencie pomocą z zewnątrz, okazał się aż nadto wystarczający do pokonania najeźdźców.

Nie kusząc się o gradację, wskazałbym kilka okoliczności, natury psychologicznej, politycznej i wojskowej, które doprowadziły do porażki Szwedów. Ważnym czynnikiem ich przegranej stał się brak legitymizacji Karola Gustawa jako formalnego władcy Rzeczpospolitej, a nie tylko faktycznego jej zdobywcy; udana elekcja mogła wiele zmienić w sferze psychologicznej. Zwołany przez niego jesienią 1655 r. do Warszawy zjazd szlachty, na którym miał zostać wybrany królem, okazał się jednak zupełnym niewypałem. Był to już okres, kiedy w Rzeczypospolitej zaczął się budzić ruch partyzancki, który w pewnym momencie, ze względu na swoją powszechność i bezwzględny charakter, miał utopić we krwi nie tylko jurgieltników Karola Gustawa, ale i jego koniunkturalnych sprzymierzeńców.

Józef Brandt, Pochód Szwedów do Kiejdan (domena publiczna).

Stało się tak, gdyż wojna ze Szwedami, których powszechnie zwano Niemcami, przybrała postać walki za wiarę, a Karol Gustaw i jego podkomendni byli postrzegani jako wysłannicy Antychrysta. Tym samym wojna zmieniła swój charakter, zaangażował się w nią cały naród, w tym chłopi, którzy wcześniej nie byli skorzy rozlewać krwi w zupełnie obcej sobie sprawie oddając życie za znienawidzonych panów. W tej kwestii znaczącą, chociaż nazbyt wyolbrzymianą przez wielu badaczy rolę odegrała obrona Jasnej Góry, z pewnością zaś gwałty i grabieże (m. in. masakra w Kościanie, wyrżnięcie poddającej się załogi Tenczyna), skierowane również przeciwko klerowi i kościołom, dokonywane przez znienawidzonych powszechnie „Lutrów” i „Kalwinów”, na dodatek wspieranych przez rodzimych protestantów. Zaraz po ustąpieniu Szwedów spod Częstochowy ogłoszono konfederację tyszowiecką i szlachta oraz wojsko zaczęli gremialnie powracać do obozu Jana Kazimierza, a po nieudanej zimowo-wiosennej ofensywie Karola Gustawa Polacy przeszli do kontrataku i uzyskali inicjatywę w wojnie.

Do szwedzkiej porażki przyczyniły się również roszady wojskowo-dyplomatyczne: układ z Rosją i pomoc ze strony cesarstwa, sojusz z Tatarami, którzy zneutralizowali Kozaków, wolta dokonana przez elektora. Groza roztaczana przez chana i Tatarów, z którymi Szwedzi nigdy bezpośrednio się nie starli, była tak wielka, że strach przed nimi stał się również niebagatelnym czynnikiem wpływającym na zachowanie szlachty.

T.L.: Wszyscy znamy najważniejszego bohatera czasów Potopu, czyli regimentarza Stefana Czarnieckiego. Czy jednak w wydarzeniach tych zasłużyły się jeszcze inne postacie, które warto byłoby przypomnieć?

S.L.: Nie do końca mogę się zgodzić z Pańskim stwierdzeniem; nie znamy nawet jego, choć potop jest kojarzony z Czarnieckim i zastosowaną przez niego słynną „wojną szarpaną”. Wykreowany na bohatera narodowego zaistniał w powszechnej świadomości jako mąż opatrznościowy ojczyzny i obrońca Jana Kazimierza, postać bez skazy. Rzeczywistość mocno odbiega od takiego wizerunku. Czarniecki, owszem, był człowiekiem szalenie odważnym i przyjął właściwą taktykę walki, która systematycznie wyczerpywała siły wroga, ale jednocześnie wykazał się okrucieństwem nie tylko wobec Szwedów (rzezie protestantów ze szczególnym potraktowaniem arian), niebywałą chciwością (złupienie mieszczan krakowskich i okradzenie własnych żołnierzy), a nadto, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie był na tyle niezłomny i bezwarunkowo lojalny, aby nie rozważać opowiedzenia się po stronie Karola Gustawa.

Jerzy Sebastian Lubomirski (domena publiczna).
Skoro padło określenie „mąż opatrznościowy”, to z pewnością na takie miano zasłużyły po części dwie inne postacie. Pierwszą z nich był późniejszy osławiony rokoszanin, Jerzy Sebastian Lubomirski, który od początku potopu trwał w oporze wobec Karola Gustawa, pomimo iż należał do grona najpotężniejszych przeciwników politycznych Jana Kazimierza. To on dopomógł mu w powrocie ze Śląska, udzielił eskorty, oczyścił ze Szwedów Pogórze i gościł monarchę w swoich posiadłościach, a potem oddał wielkie usługi w wojnie będąc jednym z najlepszych polskich dowódców. Dowiodły tego szczególnie walki w Prusach, gdzie Lubomirski ujawnił talent militarny podczas działań oblężniczych.

Chlubne miano męża opatrznościowego należy się również, choć to zaskakujące… kobiecie. Królowa Ludwika Maria nie dość, że skutecznie namówiła małżonka do powrotu do kraju, to również wzięła w swoje ręce stery polityki, których nie potrafił utrzymać złamany losem, przerażony i niepewny siebie Jan Kazimierz. To ona przez długi czas koordynowała działania dyplomatyczne. Poprzez emisariuszy kontaktowała się z wiernymi magnatami, władzami miast, dowódcami oddziałów partyzanckich, szukała sojuszników poza granicami Rzeczypospolitej. W swoich działaniach była niezłomna, a przeciwności i niepowodzenia pobudzały ją do jeszcze większej aktywności.

W galerii ważnych postaci potopu należy również umieścić hetmana Wincentego Gosiewskiego i starostę babimojskiego Krzysztofa Żegockiego. Gosiewskiemu, który mógłby z powodzeniem zostać bohaterem filmu przygodowego, towarzyszyła aura tajemniczości. Przypominający urodą hiszpańskiego granda, zdolny żołnierz i jednocześnie erudyta obdarzony talentem literackim, posiadał wyjątkowe zdolności dyplomatyczne. Więziony przez Janusza Radziwiłła, później przez Szwedów, zdołał odzyskać wolność przyrzekając pomoc w pozyskaniu Pawła Sapiehy, a następnie w Królewcu zdobył zaufanie elektora i uknuł intrygę przeciwko Karolowi Gustawowi. Ostatecznie udało mu się przedostać na Litwę i podjąć walkę ze Szwedami. To on przyczynił się do zakończenia wojny z carem i układu z Rosją w Niemierzy w 1656 r.

Wincenty Gosiewski (domena publiczna).
Żegocki, nazwany „pierwszym partyzantem Rzeczpospolitej”, dał niejako hasło do powszechnej walki przeciwko Szwedom; to jego oddział zajął Kościan, a podczas krwawej potyczki wybita została załoga miasta i zginął landgraf heski Fryderyk, szwagier króla szwedzkiego. Za sukces partyzantów Żegockiego zapłacili wyrżnięci w odwecie kościańscy mieszczanie. Echo tej masakry rozeszło się szybko po Rzeczpospolitej i miało wpływ na pogłębienie antyszwedzkich nastrojów.

T.L.: Na końcu książki stawia Pan pytanie, czy Potop mógł ocalić Rzeczpospolitą. Postawmy problem inaczej – co by było gdyby Potopu nie było? Czy trzeba byłoby go wymyślić?

S.L.: Jestem jak najdalszy od pomysłu wymyślania potopu bis, gdyż ten prawdziwy przyniósł straszliwy bilans strat, być może nawet większy niż II wojna światowa. Należało „wymyślić” coś, co powstrzymałoby staczanie się państwa w otchłań anarchii i jego systematyczne słabnięcie. Rzeczpospolita miała jeszcze szansę na odwrócenie fatalnego trendu. Kilkanaście lat po potopie Jan III Sobieski zawarł tajne porozumienie z Francją zmierzając do odzyskania Prus Książęcych, ale zaangażowanie w konflikt z Turcją przekreśliło te plany. Niewiele zabrakło również do przyjęcia zasady uchwalania ustaw większością głosów, co skasowałoby liberum veto i zapewne ukróciło możnowładczą samowolę na rzecz wzmocnieni władzy królewskiej. Przyjęcie takiego rozwiązania mogłoby się wydać polskim i litewskim magnatom katastrofą na miarę... biblijnego potopu.

Polecamy książkę Sławomira Leśniewskiego „Potop. Czas hańby i sławy 1655-1660”:

Sławomir Leśniewski
„Potop. Czas hańby i sławy 1655-1660”
39,90 zł
Okładka: twarda
Liczba stron: 416
Data i miejsce wydania: I
Premiera: luty 2017
Format: 145x207 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: watermark
ISBN: 978-83-08-06307-1

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Tomasz Leszkowicz
Redaktor działu naukowego, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku, redaktor naczelny Histmag.org od grudnia 2014 roku do lipca 2017 roku. Doktor historii, absolwent Instytutu Historycznego i Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były członek Zarządu Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesuje się także społeczno-polityczną historią wojska. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Publikował m.in. w „Mówią Wieki”, „Uważam Rze Historia”, „Pamięci.pl”, „Polityce” oraz „Dziejach Najnowszych”. Oprócz historii pasjonuje go rock i poezja śpiewana, jest miłośnikiem kabaretów, książek Ryszarda Kapuścińskiego i Hansa Helmuta Kirsta oraz gier z serii Europa Universalis.

Wszystkie teksty autora

Polecane artykuły
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy