Opublikowano
2017-11-07 10:00
Licencja
Wolna licencja

Robert F. Barkowski – „Poczet władców słowiańskich 631-1168” – recenzja i ocena

Wydaje się, że początki Słowiańszczyzny są dziś bardziej zmistyfikowane, niż jeszcze ćwierć wieku temu, a „turbosłowianie” atakują nas ze wszystkich stron. Jak na tym tle prezentuje się książka Roberta F. Barkowskiego?


Autor: Robert F. Barkowski
Tytuł: „Poczet władców słowiańskich 631-1168”
Wydawca: Bellona
Okładka: broszurowa ze skrzydełkami
ISBN: 978-83-111-5119-2
Liczba stron: 256
Format: 145 ×2 05mm
Cena: 34,90 zł

Ocena naszego recenzenta: 7/10
(jak oceniamy?)
Inne recenzje książek historycznych

Dzieje Słowian połabskich od lat budzą zainteresowanie badaczy. W języku polskim ukazało się jak dotąd kilka monografii poświęconych tym plemionom zachodniosłowiańskim, zamieszkującym tereny na zachód od Odry. Do najważniejszych należy zaliczyć wiekową już pracę Kazimierza Wachowskiego „Słowiańszczyzna Zachodnia” oraz kilka tomów z dorobku Jerzego Strzelczyka, ze szczególnym uwzględnieniem „Słowian Połabskich”, wydanych w 2013 r. Kilka pozycji, poświęconych temu zagadnieniu przygotował także Robert F. Barkowski, pisarz i autor książek historycznych.

(Turbo)Słowianie i archeolodzy

Czytaj dalej...

Najnowsza pozycja w dorobku tego autora, będąca zakończeniem czterotomowego cyklu o Słowiańszczyźnie połabskiej, nie od razu zdradza swoją prawdziwą tematykę. Podany bowiem na okładce tytuł – „Poczet władców słowiańskich 631-1168” – wydaje się być co najmniej nieprecyzyjny. Można by bowiem sądzić, że chodzi tutaj o władców wszystkich krajów słowiańskich. Dopiero na drugiej stronie spostrzeżemy podtytuł, określający dokładnie tematykę i zakres terytorialny rozważań Barkowskiego. Jest on krótki i jednoznaczny – „Połabie”. Szkoda, że wydawca nie uznał za stosowane zamieścić go bezpośrednio na okładce.

Pisarz sam określa książkę jako popularnonaukową. We wstępie do właściwego tekstu przedstawia jednak swoje kompetencje, pozwalające na podjęcie studiów na wybrane zagadnienie, wspominając m.in. o znajomości języka niemieckiego, staroniemieckiego i łaciny (s. 13). To godny uznania ukłon w stronę czytelnika, wpływający pozytywnie na ocenę rzetelności pracy autora „Pocztu...”.

My Słowianie wiemy jak... zrobić krzywdę bliźniemu

Czytaj dalej...

Publikacja jest w całości poświęcona historii politycznej Połabia, co również zostało jasno wyrażone na jej kartach (np. s. 13, 19). Brak tu zatem wątków ekonomicznych i społecznych, a religijne pojawiają się jedynie wówczas, gdy wprost zazębiają się z działaniami politycznymi władców połabskich. Autor odżegnuje się w związku z tak określonym polem badań od dorobku archeologii, stwierdzając że

sztuczne ustalenia «kultur archeologicznych» nie mają w tym kontekście [politycznym – M.O.] żadnego tematycznego zastosowania i nie będą dalej przywoływane” (s. 19).

Treść została ona rozbita na siedem zasadniczych rozdziałów, poświęconych kolejnym dynastiom panującym nad plemionami Słowian połabskich. Dwa pierwsze poświęcone zostały panującym nad Serbołużyczanami i Wieletami, kolejne cztery – władcom Obodrytów (dynastie: Wicanów, Nakonidów, wagryjska i Niklotów), natomiast ostatni rozdział traktuje o tych pięciu władcach, których w toku narracji nie udało się przyporządkować do konkretnej dynastii. Taki układ jest przejrzysty i umożliwia łatwą orientację w treści publikacji.

Bóstwa, chochliki, demony. Życie duchowe dawnych Słowian

Czytaj dalej...

Pod względem merytorycznym autorowi zdarzają się drobne potknięcia. Nie zaliczę do nich przyjmowanie za jedyną właściwą tzw. teorii autochtonicznej o pochodzeniu Słowian (s. 18, także przyp. 2), gdyż jest to jedna z dwóch koncepcji podnoszonych w literaturze przedmiotu. Jednak używanie wobec państwa Mieszka I określenia „państwo narodowe” zdaje się już być sporym nadużyciem (s. 25). Pewna omyłka pojawia się przy okazji obliczania lat panowania Drogowita (władcy Wieletów). Autor podał przy tej okazji, że między rokiem 738, a 789 upłynęło sześćdziesiąt jeden, podczas gdy w rzeczywistości różnica wynosi pięćdziesiąt jeden lat. W ten sposób życie rzeczonego Drogowita zostało wydłużone o dziesięć wiosen. Nie jest to zwykły chochlik edytorski, gdyż Barkowski stwierdza, że Drogowit opuścił ziemski padół w „sędziwym wieku osiemdziesięciu lat” (s. 52). Co ciekawe – w późniejszej części książki, omawiając losy syna Drogowita – Liuba, podaje już wiek właściwy (wynoszący ok. siedemdziesiąt lat).

Obodryci: jakie państwo stworzyli Słowianie połabscy?

Czytaj dalej...

Pewnych nieścisłości możemy się także dopatrzyć przy okazji omawiania teoretycznego pochodzenia Dobromira – teścia Bolesława Chrobrego. Autor słusznie zauważa, że być może pochodził on z księstwa stodorańskiego, jednak niemal zupełnie przemilcza pozostałe koncepcje, wypracowane przez naukę na ten temat. Na pewno znana jest autorowi pocztu teoria Henryka Łowmiańskiego, który wywodził Dobromira z Małopolski, gdyż wielokrotnie powołuje się na dzieło tego historyka. Nie zna jednak poglądu Tadeusza Wasilewskiego, który tereny ojczyste teścia Chrobrego widział w pograniczu czesko-małopolskim. Autor „Pocztu...” nie wspomniał również o możliwym pochodzeniu Dobromira z kraju Milczan. Szkoda, że Barkowski nie podjął się rozprawienia z tymi teoriami, z góry przyjmując za słuszną jedną z nich.

W tekście pojawiają się także drobne błędy edytorskie. Przykład taki znajdziemy na stronie 110, kiedy to opisywany jest Sławomir. Miał on „potwierdzić ze swej strony sojusz z Frankami i wynikającą z tego gotowość do działań zbrojnych przeciwko frankijskim wrogom”. Nie chodzi w tym zdaniu zapewne o wrogów „frankijskich”, a o duńskich, z rąk których zginął brat Sławomira – Godelaib. Innym miejscem, w którym natkniemy się na takie chochliki jest biogram Mścisława, syna Mściwoja (s. 142), który ciągle nazywany jest synem Mścisława.

Skąd wzięli się Polacy?

Czytaj dalej...
Książka jednak, nie licząc kilku wspomnianych niedociągnięć, jest interesująca. Autor swobodnie porusza się w materiale źródłowym i opracowaniach poprzedników, przybliżając czytelnikowi mniej lub bardziej znane postacie władców Słowiańszczyzny połabskiej. Na dużą pochwałę zasługuje fakt zestawienia bibliografii. Można w niej odnaleźć najważniejsze polskie i niemieckie opracowania poświęcone Słowianom połabskim. Wypada przyznać, że autor w pełni wywiązał się ze swoich założeń. Przystępnie przybliżył czytelnikom dzieje polityczne najbardziej wysuniętych na zachód plemion słowiańskich.

Ostatnie słowo poświęcę natomiast kwestiom technicznym. Książka wydana jest profesjonalnie, a obcowanie z nią przyniesie też przyjemność dla oka. Widoczny na okładce fragment witraża z kościoła św. Anny w Schwerinie, przedstawiający księcia Gotszalka (który jako jedyny władca Słowiańszczyzny połabskiej został uznany za świętego), bez wątpienia zachęca do sięgnięcia po tę ciekawą lekturę. Polecam!


Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: GS |

Gdy zachowaa wiecej powściągliwości w to można przeżyć: "takie cytaty: s. 24. "Do rywalizacji miedzyplemiennych doszła niebawem zacięta wrogośc pomiedzy wyznawcami prymitywnych pogańskich guseł a prekursorami wiary chrześcijańskiej"??, Co autor wie o wierze słowian by ją okreslac prymitywnymi gusłami. Dalej: s. 27. "W kraju położonym między Hawelą i Sprewa splotły sie losy Niemców, Polaków i zamieszkujących tu Słowian połabskich". Kurcze między VI a X wiekiem autor ma już Polaków i Niemców ciekawe. S. 29: "Na koniec zmagań na placu boju pozostały dwie potęgi: Niemcy zajęły w 1147 roku Hobolin, Polska trwająca od X wieku w grodzie Kopanik. Spornym obiektem była Brenna..., (..). (..) Wkrótce oddziały łasych na zdobycze Niemców stanęły na Odrze i zaczęły ja przekraczac (...)" no fajnie az po oczach biją Ci Niemcy z X wieku, którym a ust kapie ślina. S. 30 "W czasach cesarza Ottona III wojsko polskie kolejno pod komenda Mieszka I, a po 992 roku Bolesława Chrobrego (...)" no jak na X wiek to mamy sporo "wojsko polskie" jak nic wyposażone a czołgi i lotnictwo wsparcia taktycznego.. Język i nakładanie kalki współczesności oraz pogladów autora na okres miedzy wiekiem 6 a 12 to napiszmy to otwarcie sprawa trudna do przełknięcia. S. 90 " Niemcy szturmowali Brennę z trzech stron jednocześnie, z lądu i od strony rzeki. (...) piechota niemiecka atakowała bez ustantu, fala za fala. Lecz Brenna broniła sie walecznie, rycerze słowiańscy dowodzeni przez Jakse z Kopanika zbierali krwawe żniwo wśród Niemców w straszliwym boju na wałach grodu i pod bramami. W cacietych walkach padł kwiat niemieckiego rycerstwa (...). Lecz opór obrońców nie mógł wiecznie trwać w warunkach ogromnej przewagi atakujących. Wobec beznadziejności dalszej walki Jaksa zdecydował się na podjęcie pertraktacji pokojowych zakończonych kapitulacja. Akt kapitulacji parafowali obaj wodzowie osobiście, Jaksa i Albrecht, przez ceremonialne podanie sobie ręki. Z warunków kapitulacji wynikało, że Jaksa poddał Albrechtowi wszystkie pozostałe grody Stodoranii, chcąc w ten sposób uniknąc śmierci swoich licznych słowiańskich poddanych." Uf. Nie chce się znecac nad autorem, ale majac tyle zbadanych żródeł tyle ciekawych wydobytych faktów naprawde mozna było napisać dużo lepszą książkę. Książka wartościowa jest jedynie pod wzgledem informacji merytorycznych, ale napisana ciężkim XIX wiecznym ideowo jezykiem. To bardzo karkołomne odkładanie kalki z XIV/XV wieku na wiek VIII/XI i pisana w stylu i poziomie XIX wiecznego jezyka konfrontacji nacjonalizmu polsko-niemieckiego a publikowana obecnie to literatura ciężko strawna. Szkoda zmarnowanego tematu.



Odpowiedz
Mateusz Okoński

Mateusz Okoński, ukończył studia w zakresie historii na Uniwersytecie Pedagogicznym im. KEN w Krakowie oraz studia w zakresie archeologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zainteresowany historią starożytną, ze szczególnym uwzględnieniem religii, obyczajów i kultury materialnej ludów barbarzyńskich. Obecnie, pod opieką prof. dr hab. Marka Wilczyńskiego, przygotowuje rozprawę doktorską poświęconą rytualnemu uśmiercaniu ludzi na terenach Barbaricum.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org