Opublikowano
2009-10-27 04:17
Licencja
Prawa zastrzeżone

Sprawa pułkownika Ludwika Kalksteina

W 1670 roku szlachecką społecznością Rzeczpospolitej Obojga Narodów wstrząsnęła sprawa uprowadzenia pułkownika Krystiana Ludwika Kalksteina (Stolińskiego) przez ludzi elektora brandenburskiego Fryderyka Wilhelma spod boku samego króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Czy Kalkstein był tylko niegroźnym wichrzycielem, czy też jego akcja mogła przywrócić Rzeczpospolitej Prusy Książęce?


Strony:
1 2

Ludwik Kalkstein – zobacz też: Strzał w hetmana – sejm elekcyjny Michała Korybuta Wiśniowieckiego

Jak pisał Jan Sobieski, wtedy hetman wielki koronny, ów Kalkstein rozgniewał się na Kurfirsta [elektora – przyp. PS] i skarżył się na niego na sejmie, z której okazyi wziął go Król Jeść w swą protekcją i uczynił był go już Oberster-lejtnantem Bakunowym. W tem, po sejmie, pierwszych jakoś dni grudnia, przysłał Kurfirst kilkanaście rajtarów i wzięli go w nocy z Warszawy, włożyli w skarbny wóz i pojechali tak, że ich żaden nie gonił. Rezydent potem w kilka dni kurfirsztowski Brandt pojechał z Warszawy za nim, który był tego przyczyną i temu nikt nic nie mówił lubo się to taka rzecz stała, jakich niewiele i za nas i przed nami było na świecie!

Ludwik Kalkstein Fryderyk Wilhelm Kalkstein był szlachcicem z Prus Książęcych, pułkownikiem cudzoziemskiego autoramentu w wojsku litewskim w 1664 roku, który podczas wojen z Moskwą dostał się do niewoli. Zbiegł z niej w 1665 roku i powrócił do swej posiadłości w Knauten. Od początku miał być podejrzewany o działalność antyelektorską. Szukano tylko pretekstu, którego usłużnie dostarczył brat Krystian Albrecht Kalkstein, podpułkownik w służbie elektora, z powodu zapisu w testamencie ojca, na mocy którego Krystian Ludwik odziedziczył cały majątek. W czerwcu 1668 roku pułkownik został osądzony i skazany na rok ciężkiego więzienia o chlebie i wodzie a następnie na pozostanie w innym więzieniu przez cały ciąg życia pod zarzutem przygotowania najazdu za pomocą wojska litewskiego.

Prośby o ułaskawienie pisane do elektora poparł namiestnik Prus Książęcych książę Bogusław Radziwiłł. Ostatecznie elektor zdecydował się na nałożenie 5000 talarów grzywny i nakazał Kalksteinowi pozostać więźniem w Knauten na słowo honoru do momentu spłaty. Kalkstein zobowiązał się do spłaty w specjalnym rewersie i po roku więzienia powrócił do rodzinnej posiadłości.

W marcu 1670 roku okazało się jednak, że nie jest w stanie spłacić grzywny choćby nawet sobie i swym małym dzieciom chleb chciał z gęby wyciągnąć. Wobec groźby przybycia dragonów elektora i powtórnego uwięzienia zdecydował się na ucieczkę w granice Rzeczypospolitej. W ten sposób spór pruskiego szlachcica z elektorem brandenburskim, wtedy jeszcze określany mianem osobistego, zaczął stopniowo przybierać formę sporu politycznego. W pewnym momencie wydawać się nawet mogło, że nad Bałtykiem w 1670 roku rozszaleje się burza porównywalna z ogniem wojen kozackich.

Niezależność w Prusach czyli zarzewie sporu polsko-brandenburskiego

Był to bowiem czas nie tylko konfrontacji z Turkami, którzy stali całą swoją potęgą na południowej granicy Rzeczypospolitej, ale także czas walki szlachty pruskiej o swoje prawa i przywileje gwałcone przez urzędników elektora za jego przyzwoleniem a często i osobistym rozkazem. Pisano wtedy: Prusacy bardzo na udry chodzą z kurfirstem sprzeciwiając mu się we wszystkim. Nowy król Polski Michał Korybut Wiśniowiecki, niezwiązany względem elektora działaniami swego poprzednika Jana Kazimierza, odmawiał zatwierdzenia prawa niezależności Fryderyka Wilhelma w Prusach Książęcych. Było to niezwykle istotne dla elektora, który w myśl postanowień traktatów w Welawie i Bydgoszczy (1657) musiał u każdego nowego polskiego króla szukać zatwierdzenia prawa swej niezależności w Księstwie Pruskim. Zagrożona była więc największa zdobycz elektora. Przypomnijmy, że ustępstwa ze strony polskiego władcy uzyskał on dzięki zręcznej polityce w dobie potopu szwedzkiego, będąc najpierw aliantem Karola X Gustawa i uczestnikiem pierwszej próby rozbioru Rzeczypospolitej (traktat w Radnot – 1656), a następnie przechodząc na stronę Jana Kazimierza.

Ludwik Kalkstein „Hołd pruski” pędzla Jana Matejki. Zerwanie z obowiązkiem jego składania było podstawą polityki Fryderyka Wilhelma.

Elektor mógł liczyć w Polsce na poparcie swych agentów i potężnego stronnictwa, które hojnie opłacał za oddawane sobie przysługi. Pieniądze nad wierność królowi przedkładali kanclerz wielki koronny Jan Leszczyński, podskarbi koronny Jan Andrzej Morsztyn i kasztelan wielkopolski Krzysztof Grzymułtowski. Elektorowi niechętny był jednak ogół szlachty, co wykorzystał król i odmówił zatwierdzenia roszczeń elektora. W związku z polską odmową Warszawę opuścił ambasador Jan von Hoverbeck. Na miejscu pozostał jednak rezydent Fryderyka Wilhelma: młody, odważny, ale przy tym podstępny, cyniczny i skłonny do przemocy Euzebiusz von Brandt. Udając prostoduszność, uległość i rubaszność, znakomicie władając językiem polskim, zjednał on sobie magnaterię i część szlachty, co ułatwiło mu znakomicie odegranie głównej roli w sprawie Kalksteina.

Niegroźny fantasta czy szlachecki przywódca?

Kiedy w marcu 1670 roku Kalkstein przybył do Warszawy początkowo chciał tylko uniknąć więzienia i porozumieć się polubownie z elektorem za pośrednictwem króla polskiego za wiedzą i współdziałaniem rezydenta. Brandt szybko uzyskał zaufanie szlachcica, pośrednicząc w jego korespondencji z żoną. Kiedy Michał Korybut odmówił wydania zbiega w ręce elektora, ten poważnie zaniepokoił się działalnością Kalksteina. Szlachta pruska, niezadowolona z ograniczania swych praw, podjęła bowiem kontakty ze zbiegiem za pośrednictwem Pawła Branickiego, rektora collegium jezuickiego w Warszawie. Spór osobisty przeistoczyć się więc mógł w polityczna burzę, niczym spór Czaplińskiego z Chmielnickim w pożar wojen kozackich.

Stronnictwo elektorskie w Polsce, wobec ostrożności i powściągliwości Michała Korybuta, nie zdołało skłonić go do wydania zbiega. Protektorami pruskiego szlachcica stali się natomiast podskarbi koronny Michał Olszowski i książę Dymitr Wiśniowiecki. Szczególnie popularny był on wśród mas szlachty, do której zwracał się pod nazwiskiem Stoliński tym śmielej, im elektor dotkliwiej represjonował jego żonę i dzieci, pozbawiając przy tym majątku. Brandt alarmował swego władcę, że Kalkstein często robi Polakom nadzieję na odzyskanie ziem pruskich, wyrażając się przy tym niewybrednie i obraźliwie na temat osoby Fryderyka Wilhelma.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Czarne Chmury |

Nie zgadzam się z opinią na temat serialu Czarne Chmury,to nie miał być serial biograficzny,a główna postać serialu jest jedynie wzorowana,poza tym zyskał uznanie widzów,w przeciwnym razie nie puszczaliby go co roku lub częściej,wiem,że widzowie i krytycy filmowi którzy się na tym znają,cenią ten serial.



Odpowiedz

Gość: Fredi |

Wszystko fajnie tylko ,że tamte Prusy to nie obecne Warmia i Mazury. Polaków w dzisiejszym rozumieniu tego słowa tam nie było .Dominująca religią był protestantyzm język niemiecki całkowicie zdominował życie codzienne oraz oświatę Uniwersytet w Królewcu przygotowywał i wychowywał elity tego Landu (to chyba najlepsze współczesne określenie pasujące do tamtej sytuacji) w zupełnie inny sposób niż miało to miejsce w katolickiej Polsce. Obecnie problem oraz wpływ konfliktów religijnych na historię Polski jest całkowicie marginalizowany, warto tu przypomnieć do jakiej eskalacji wzajemnej niechęci doprowadziła ekspedycja karna przeciwko protestanckiemu Gdańskowi króla Stefana Batorego inspirowana i opłacona przez polski kler na czele z pierwszym kontr- reformatorem prymasem Polski Stefanem Karnkowskim. Nigdy nie było trwałej szansy na przyłączenie Prus do Polski. Dopiero II WŚ i armia czerwona ze swoimi azjatyckimi metodami tego dokonała z takim efektem ,że Prus już nie ma od 70 lat a są czysto polskie Warmia i Mazury, a czy to dla ludności obecnie zamieszkującej te tereny jest ziemia obiecana pokazują wszystkie wskaźniki ekonomiczne klasyfikujące tę część Polski zawsze na szarym końcu wszystkich rankingów bez szans na poprawę w najbliższej przyszłości.



Odpowiedz

Gość: JAR |

"sami Polacy byli winni oderwaniu Prus" wpierw Litwin Jagiełło nie wyrzucił Krzyżaków z Prus, potem Litwin Zygmunt Stary wbrew radom swych doradców zgodził się na hołd Pruski w 1525, potem Szwed Zygmunt Waza bez pytania Sejmu o zgodę 11 marca 1605 przekazał Prusy elektorowi branderburskiemu. Chciał jego poparcia w walce o tron Szwecji...



Odpowiedz

Gość: les |

Niestety sami Polacy byli winni oderwaniu Prus od Polski, mimo ogromnej jawnej niechęci Stanów Pruskich do zamordyzmu i fiskalizmu elektora i przychylnemu patrzeniu w stronę Polski (niestety bez odpowiedzi). Nasze własne Polskie ówczesne piekiełko spowodowało że sami wyhodowaliśmy sobie "rozbiorcę". Historia walki Kalksteina z elektorem jest świetnie opisana w książce Eugeniusza Paukszty "Buntownicy". Polecam!



Odpowiedz

Gość: skrzemyk |

Czarne chmury oglądam jak film typu płaszcza i szpady i historii nie szukam w komiksach .Co innego artykuł historyczny. Tu szczegóły dodają smaczku i można oglądać przeszłość jak fotografię z albumu.Faj ny tekst. A propos pierwsza próba(propozycja) rozbioru Rzeczypospolitej(Polski) padła sporo przed Radnot, bo w 1392 Władysław Opolczyk zaproponował krzyżakom podział między Węgry,Brandenburgię, Cesarstwo i książąt Śląskich



Odpowiedz
Paweł Skworoda

Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzator historii, autor książek popularnonaukowych: „Warka - Gniezno 1656” (2003), „Hammerstein 1627” (2006), „Wojny Rzeczypospolitej Obojga Narodów ze Szwecją” (2007). Publikował na łamach „Mówią Wieki”, „Focus Historia”, „Teki Historyka”, „Studiów i Materiałów do Historii Wojskowości”, „Materiałów do Historii Wojskowości”.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org