Szalona logika Hitlera

Georg Thomas, główny ekonomista Wehrmachtu, jeszcze w 1939 roku przedstawił Hitlerowi szczegółową analizę potencjałów III Rzeszy i mocarstw zachodnich. Na tej podstawie odradzał Führerowi atak na Polskę. Hitler wolał jednak kierować się swoją szaloną logiką…
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4

1 stycznia 1941 r. Iwan Majski, długoletni radziecki ambasador w Londynie, który często irytował, ale i intrygował swych brytyjskich gospodarzy, poczynił śmiałe przewidywanie. „Ten rok będzie decydującym rokiem wojny”, pisał w swym dzienniku. „Hitler musi dokonać ogromnego wysiłku (zapewne wiosną lub latem) celem zakończenia wojny w tym roku… oczywiście swoim zwycięstwem”. Dodał, że przeciągnięcie się wojny na rok 1942 byłoby „katastrofalne”, ponieważ do tego czasu brytyjska i amerykańska produkcja wojenna osiągnie maksymalny poziom, a angloamerykańscy sojusznicy „będą w stanie po prostu zasypać Niemcy bombami i pociskami”. Dlatego też Hitler musiał wyprowadzić „ostateczny, decydujący, nokautujący cios” w roku 1941.

Iwan Majski w latach dwudziestych
Choć Majski pisał dziennik po rosyjsku, wstawiał celem podkreślenia słowa angielskie – jak to było w przypadku „ogromnego wysiłku” i „nokautującego ciosu”.

„Gdzie jednak? W jakim kierunku?”, zastanawiał się. „Sądzę, że zostanie skierowany przeciwko Anglii, ponieważ cios w którąkolwiek inną stronę nie może wywrzeć decydującego efektu”.

Majski miał rację w pierwszej części swego przewidywania. Rok 1941 miał się okazać decydującym rokiem wojny. Radziecki dyplomata jednak mylnie przewidywał kierunek kolejnego ciosu Hitlera. Tak jak jego szef Józef Stalin, nie chciał uwierzyć w coraz większą liczbę dowodów na to, że Niemcy planują najazd na Związek Radziecki.

Była to ogromna strategiczna pomyłka, i to bynajmniej nie jedyna. Bieg wydarzeń 1941 r. pokazał, że obaj totalitarni tyrani nie potrafili właściwie ocenić charakteru i toku myślenia swego odpowiednika. Stalin pierwszy wyszedł na durnia, Hitler jednak deptał mu po piętach.

Ironią historii jest, że ci dwaj przywódcy powinni byli rozumieć się lepiej niż ktokolwiek inny. W końcu – pomimo ideologicznych różnic – mieli bardzo wiele wspólnego: cynizm, przebiegłość i oszałamiającą brutalność. Gdy zawarli swój niesławny pakt o nieagresji – podpisany przez ministrów spraw zagranicznych Joachima von Ribbentropa i Wiaczesława Mołotowa 23 sierpnia 1939 r. – zdawali sobie sprawę, że zapalają zielone światło dla rozpoczęcia nowej wojny, pozwalając Niemcom uderzyć na Polskę z zachodu 1 września, Armii Czerwonej zaś ze wschodu 17 września. Obaj pragnęli zniszczyć państwo polskie i podzielić się łupami, jednocześnie wiążąc się przeciwko dwóm nowym wspólnym wrogom – Wielkiej Brytanii i Francji.

Ogłaszając 31 października w mowie przed Radą Najwyższą ZSRR nową erę współpracy między Moskwą a Berlinem, Mołotow oświadczył: „Krótki cios zadany Polsce przez armię niemiecką i późniejszy cios Armii Czerwonej wystarczyły, by zniszczyć tego bękarta traktatu wersalskiego. Teraz Niemcy opowiadają się za pokojem, podczas gdy Wielka Brytania i Francja są za kontynuowaniem wojny. Jak widzimy, role się odwróciły”. Dodał, że jest „nie tylko bezsensem, ale i zbrodnią prowadzić wojnę »celem zniszczenia hitleryzmu« pod fałszywym sztandarem walki o »demokrację«”. Później, gdy oba kraje znalazły się w stanie wojny, radzieccy propagandyści udawali oczywiście, że kremlowscy przywódcy nigdy nie wyrażali podobnych przekonań.

Także biografie Hitlera i Stalina wykazywały wiele podobieństw. Obaj urodzili się z dala od politycznych centrów krajów, w których mieli władać: Hitler w Górnej Austrii, Stalin zaś w Gruzji. Obaj mieli ojców wyznających surową dyscyplinę. Ojciec Stalina był szewcem, zapewne niepiśmiennym. „Niezasłużone i dotkliwe bicie sprawiło, że ten chłopiec stał się tak zawzięty i pozbawiony serca jak jego ojciec”, wspominał przyjaciel Stalina z lat młodzieńczych. Ojciec Hitlera, który zmarł, gdy Adolf miał zaledwie 13 lat, był porywczym urzędnikiem celnym i również nie wahał się bić swego syna.

W tamtych czasach takie metody rodzicielskie były powszechne i wielu chłopców z podobnymi doświadczeniami dorosło i miało normalne życie. W przypadku Hitlera okres błąkania się po śmierci ojca i nieudane próby dostania się na wiedeńską Akademię Sztuk Pięknych miały zapewne większe znaczenie dla umocnienia jego poczucia krzywdy niż jakiekolwiek złe traktowanie w latach chłopięcych. Można jednak powiedzieć, że charakter obu dyktatorów kształtowali początkowo autorytarni ojcowie. W wyniku tego, jak napisał w swej epickiej biografii Stalina generał Dmitrij Wołkogonow, były szef propagandy Armii Czerwonej, powstała osoba pozbawiona „jakiejkolwiek struny ludzkich uczuć”, dla której „obce były (…) litość, wielkoduszność, współczucie”. Opis ten pasowałby do obu tyranów.

Wysadzanie Soboru Chrystusa Zbawiciela w Moskwie w 1931 roku

Obaj doszli też do przywództwa w swych ruchach, apelując do zbiorowego poczucia krzywdy. Hitler zwalczał Żydów, komunistów, władze Republiki Weimarskiej i wszystkich innych, których obwiniał o klęskę Niemiec w I wojnie światowej, poniżające warunki traktatu wersalskiego i wynikły z nich chaos gospodarczy i polityczny. Stalin twierdził, że reprezentuje zwykłych mieszkańców carskiej Rosji, a nawet „prześladowane narodowości i religie” – te same grupy, które po przejęciu władzy natychmiast nazwał wrogami rewolucji bolszewickiej i zaczął prześladować. Tak samo jak Hitler nigdy nie wahał się obiecywać czegoś przeciwnego niż to, do czego dążył.

Po dojściu do władzy obaj szybko znaleźli pretekst do wyeliminowania wszelkich potencjalnych rywali. Włodzimierz Lenin wypowiedział na łożu śmierci słynne ostrzeżenie przed Stalinem jako swym następcą. „Stalin jest zbyt prymitywny, a ta wada, choć zupełnie niegroźna w naszym gronie i w kontaktach z nami, komunistami, staje się niemożliwa do przyjęcia u sekretarza generalnego”, podyktował 4 stycznia 1923 r. „Dlatego sugeruję, by towarzysze pomyśleli o usunięciu Stalina z tego stanowiska”. Partia powinna znaleźć kogoś, kto jest „bardziej tolerancyjny, bardziej lojalny, lepiej wychowany i mający więcej względów dla towarzyszy, mniej kapryśny itp.”.

Jednak to ostrzeżenie, ujawnione przez wdowę po Leninie dopiero po jego śmierci w roku 1924, nadeszło za późno. Potencjalni rywale, tacy jak Nikołaj Bucharin i Lew Trocki, nie tylko przegrali walkę o władzę, ale stracili życie. Bucharin padł ofiarą czystek z lat trzydziestych – wytoczono mu głośny proces pokazowy, po czym stracono. Trocki uciekł do Meksyku, gdzie w roku 1940 agent Stalina zamordował go czekanem. Hitler zadbał o to, by jego jedyny potencjalny rywal Gregor Strasser przegrał w partyjnej walce o wpływy tuż przed przejęciem władzy przez nazistów w 1933 r. W roku następnym Strasser znalazł się wśród dziesiątków ofiar „nocy długich noży” stanowiącej przedsmak hitlerowskich rządów terroru.

Stalin, który władzę przejął dekadę wcześniej niż Hitler, w tym okresie znacznie przewyższył swego niemieckiego odpowiednika skalą terroru – liczba jego ofiar szła w miliony. Jego wielka czystka skierowana była nie tylko przeciwko ukraińskim chłopom sprzeciwiającym się kolektywizacji, autokratom i intelektualistom, ale także całemu aparatowi władzy: partii komunistycznej, Ludowemu Komisariatowi Spraw Wewnętrznych, czyli NKWD (jak nazywał się poprzednik KGB), oraz siłom zbrojnym. W wielu przypadkach kaci wkrótce dzielili los swoich ofiar; tak jak rewolucja francuska, rewolucja bolszewicka pożerała własne dzieci.

Tylko w latach 1937–1938 NKWD aresztowało około półtora miliona ludzi, z których zwolniono jedynie około 200 tysięcy. Wielu posłano do łagrów, jednak około 750 tysięcy aresztowanych rozstrzelano – ich ciała wypełniały doły na obrzeżach miast w całym kraju. Wśród ofiar znaleźli się najwyżsi oficerowie armii, często oskarżani o spiskowanie z nazistowskimi Niemcami w czasie, gdy siły zbrojne obu krajów współpracowały z oficjalnym błogosławieństwem własnych rządów. Większość oskarżonych brutalnie torturowano, by wymusić przyznanie się do wyimaginowanych zbrodni podczas procesów pokazowych.

Ten tekst jest fragmentem książki Andrew Nagorskiego „1941. Rok, w którym Niemcy przegrały wojnę”:

Andrew Nagorski
„1941. Rok, w którym Niemcy przegrały wojnę”
49,90 zł
Tytuł oryginalny: „The Year Germany Lost the War: 1941”
Tłumaczenie: Jan Szkudliński
Okładka: całopapierowa z obwolutą
Liczba stron: 368
Seria: Historia
Data i miejsce wydania: 1 (2019)
Premiera: 2019-11-26
Format: 150x225
ISBN: 978-83-8062-533-4

Stalin osobiście przeglądał wiele list osób do stracenia – i odrzucał wściekle prośby o łaskę. „Gnida i prostytutka”, napisał na apelacji komandarma Iony Jakira. Kompani szli za przykładem wodza. Członek Politbiura Łazar Kaganowicz dodał: „Dla Tajdala, bydlaka i kurwy jedna kara, kara śmierci”. Dla rodzin ofiar wyroki śmierci i egzekucje ich mężów i ojców często stanowiły dopiero początek gehenny. Niektóre „żony wrogów ludu” zostały następnie postawione przed sądem, skazane, a niekiedy także rozstrzelane.

Zjazd NSDAP w Norymberdze w 1934 roku (Bundesarchiv, Bild 102-04062A / Georg Pahl / CC-BY-SA 3.0)

Nie dziwi fakt, że Stalin z podziwem przyjął wieści z Niemiec o „nocy długich noży”. „Hitler, co za wielki człowiek!”, oświadczył: „Oto jak należy postępować z przeciwnikami politycznymi”. Hitler był pod równie wielkim wrażeniem zaprowadzonego przez Stalina terroru; już w czasie wojny powiedział: „Po zwycięstwie nad Rosją dobrze byłoby powierzyć rządy nad nią Stalinowi, oczywiście pod niemieckim nadzorem. Stalin lepiej niż ktokolwiek wie, jak radzić sobie z Rosjanami”. Był to, rzecz jasna, bardziej żart niż rzeczywista rekomendacja, ukazuje jednak ambiwalentny stosunek Hitlera do jego rywala. Gdy Niemcy zaczęły ponosić klęski na froncie wschodnim, Hitler rozwodził się nad tym, że powinien był pójść za przykładem Stalina i dokonać czystki wśród najwyższych dowódców wojskowych.

Obaj dyktatorzy byli do siebie podobni także pod wieloma innymi względami. Mieli rzekomo stanowić ideologiczne przeciwieństwa, jednakże nie było zbiegiem okoliczności, że obaj budowali swój wizerunek wszechwiedzącego, wszechpotężnego przywódcy godnego publicznego kultu. Walentin Bierieżkow, który był tłumaczem Stalina podczas spotkań z niemieckimi, a później alianckimi przywódcami w czasie wojny, tuż po niemieckim zwycięstwie we Francji w czerwcu 1940 r. odwiedził Berlin z radziecką misją handlową. Widział Hitlera przyjeżdżającego do opery, gdzie rozentuzjazmowany tłum witał go okrzykami „Sieg Heil!”, „Heil Hitler!” i „Heil Führer!”. Wywołało to niezwykłą refleksję: „Gdy przyglądam się temu, myślę – i myśl ta mnie przeraża – jak bardzo wiele jest wspólnego pomiędzy tym a naszymi zjazdami i plenami, gdy na salę wchodzi Stalin. Ta sama gromka, niekończąca się owacja, owacja na stojąco. Niemal te same histeryczne okrzyki »Chwała Stalinowi!«, »Chwała naszemu przywódcy!«”.

Dla tych, którzy skrycie żywili wątpliwości co do własnego przywódcy, podobieństwa były uderzające, jednak dostrzegali oni także różnice. Waleria Prochorowa była studentką w Moskwie w czasie niełatwego nazistowsko-radzieckiego sojuszu i późniejszego niemieckiego najazdu na jej kraj. Do tego czasu wielu jej krewnych i przyjaciół znikło podczas kolejnych fal stalinowskiego terroru. W jej oczach obaj dyktatorzy byli „duchowymi braćmi”, których odróżniał głównie styl. „Stalin przypomina mi mordercę przychodzącego z kwiatami i czekoladkami, podczas gdy Hitler czeka z nożem i pistoletem”, mówiła.

Zdaniem Hansa von Herwartha, niemieckiego dyplomaty służącego w Moskwie w latach trzydziestych, podejście Stalina „z kwiatami i czekoladkami” bywało bardzo skuteczne. „Nie można mu było odmówić pewnego uroku i poczucia humoru”, pisał. „W przeciwieństwie do Hitlera zachowywał się swobodnie i naturalnie”. Von Herwarth mógł wyolbrzymić tę różnicę ze względu na swą niechęć do Hitlera. Ale jak stwierdził: „przypominał mi – ze względu na bacznie obserwujące, chłodne oczy i sposób poruszania się – wielkiego kota”. Był to obraz pięknego, lecz niebezpiecznego zwierzęcia.

Wielkie koty, choć mogą być podobne z wyglądu i zachowania, potrafią w jednej chwili rzucić się na siebie. Dla Hitlera nie była to jedynie teoretyczna możliwość – od początku planował podbój wielkiego sąsiada na wschodzie, odkąd tylko nakreślił swój Weltanschauung – pogląd na świat – w autobiograficznym elaboracie Mein Kampf.

Okładka Mein Kampf

Partia nazistowska wciąż jeszcze była w powijakach, gdy Hitler podjął nieudaną próbę puczu w Monachium. 9 listopada 1923 r. wraz z bohaterem I wojny światowej generałem Erichem Ludendorffem poprowadził bojówki SA do próby obalenia rządu Bawarii, planując następnie pomaszerować na Berlin i położyć kres Republice Weimarskiej. Wszystko to okazało się ulotną fantazją, gdy policja państwowa zatrzymała nazistów serią z broni maszynowej. Uznany za winnego zdrady, w początkach 1924 r. Hitler został wysłany do więzienia w Landsbergu, gdzie traktowano go łagodnie jako miejscową atrakcję, po czym zwolniono, gdy odsiedział niespełna dziewięć miesięcy z pięcioletniego wyroku. W ciągu krótkiego okresu spędzonego za kratami Hitler pracował nad swą autobiografią, która miała się okazać bezcennym narzędziem podczas odbudowywania jego ruchu.

Po dziś dzień wielu z tych, którzy uważają się za znawców sposobu myślenia Hitlera, czytało tylko fragmenty Mein Kampf. Nie ma w tym nic dziwnego. W końcu znaczna część tej książki jest tak napuszona, że nawet zwolennicy autora mieli kłopoty z przebrnięciem przez nią.

Otto Strasser był jednym z pierwszych zwolenników Hitlera, miał jednak dość rozsądku, by z nim zerwać i uciec z Niemiec, nim spotkał go ten sam los co jego brata Gregora podczas „nocy długich noży”. Jak wspominał, podczas zjazdu partii w 1927 r. w Norymberdze był na kolacji z szeregiem czołowych nazistów. Gdy okazało się, że żaden z nich nie przeczytał Mein Kampf w całości, uzgodnili, że każdą nową osobę przy stole będą o to pytali – jeśli czytała, to zapłaci rachunek. „Nikt nie przeczytał Mein Kampf, więc każdy musiał zapłacić za siebie” – wspominał Strasser.

Najbardziej znane fragmenty ukazują obsesyjny antysemityzm Hitlera i jego determinację w dążeniu do „wytępienia szkodników”, „robactwa w gnijącym ciele”, jak określał Żydów. „Wszyscy, którzy nie są dobrej rasy na świecie, to mierzwa”, pisał. Żyd jest „wiecznym krwiopijcą”, a „syczenie żydowskiej światowej hydry” stanowi największe zagrożenie dla rasy aryjskiej. Dlatego, jak dowodził, „Państwo, które w tych czasach rasowego zatrucia poświęci się trosce o najlepsze elementy rasowe, musi pewnego dnia zostać panem świata”.

Adolf Hitler w 1937 roku (Bundesarchiv, Bild 183-S33882 / CC-BY-SA 3.0)

Warto też jednak przyjrzeć się dokładniej tym fragmentom, które odzwierciedlały rozumowanie Hitlera stojące za jego głównymi decyzjami w roku 1941 i dotyczyły miejsca Niemiec w świecie, a zwłaszcza jego zamiaru podboju i kolonizacji Rosji. Mimo zawarcia małżeństwa z rozsądku ze Stalinem na początku wojny i paru uwag o podziwie dla bezlitosnych metod radzieckiego przywódcy fragmenty te wyjaśniają, dlaczego Hitler nigdy nie zamierzał zrezygnować z tego celu. Pakt ze Stalinem był jedynie posunięciem taktycznym. Światopogląd Führera oznaczał, że żywot paktu musiał być krótki.

Jak wyjaśniał Hitler, „[Dzisiejsze Niemcy nie są mocarstwem światowym] [kursywa jego]”, a „[Niemcy będą albo mocarstwem światowym, albo ich nie będzie]”. Zazdrościł Wielkiej Brytanii rozległych posiadłości kolonialnych, rozumiał jednak, że Niemcy mogą szukać nowych ziem jedynie w Europie. Rzekomym powodem jego dążenia do ekspansji Niemiec była potrzeba zdobycia Lebensraum – przestrzeni życiowej – dla osiedlenia „nadwyżki populacji” i powiększenia zasobów naturalnych. Sięgając po maltuzjanizm, dodawał: Jeśli na tej ziemi nie ma dość miejsca dla wszystkich, musimy zabrać sobie przestrzeń potrzebną nam do życia”. Przewidując, że inne kraje raczej na to nie przystaną, twierdził, iż „chodzi tu o prawo do życia; czego nie zechcą dać środkami pokojowymi, zdobędziemy pięścią”.

Dla Niemiec jedynym logicznym kierunkiem rozwoju był wschód – „ogólnie jedynie kosztem Rosji”. Granic politycznych nie należało traktować poważnie. Jak utrzymywał, ważne są „granice wiecznej sprawiedliwości”. Wizja ta wiązała się z jego przekonaniem, że Rosja jest krajem rządzonym przez Żydów, marksizm zaś „systematycznie planuje przekazać świat w ręce Żydów”. Jego zdaniem rasa żydowska i bolszewizm były ze sobą nierozerwalnie związane. Dlatego „kres żydowskiego panowania w Rosji będzie także kresem Rosji jako państwa”. Miał to być najważniejszy krok w „wojnie o zniszczenie marksizmu” na całym świecie.

Hitler był jednak świadom historycznych precedensów dowodzących, że Rosja może być poważnym przeciwnikiem. W czasie I wojny światowej, pisał, siły niemieckie walczyły „bez najmniejszego powodzenia” na froncie wschodnim trzy lata. „Sprzymierzeni wręcz śmiali się z tego bezsensownego przedsięwzięcia”, zanotował. „Gdyż ostatecznie rosyjski olbrzym z jego przytłaczającą liczbą ludzi musiał zwyciężyć, podczas gdy Niemcy w nieunikniony sposób musiałyby paść z upływu krwi”.

Ten tekst jest fragmentem książki Andrew Nagorskiego „1941. Rok, w którym Niemcy przegrały wojnę”:

Andrew Nagorski
„1941. Rok, w którym Niemcy przegrały wojnę”
49,90 zł
Tytuł oryginalny: „The Year Germany Lost the War: 1941”
Tłumaczenie: Jan Szkudliński
Okładka: całopapierowa z obwolutą
Liczba stron: 368
Seria: Historia
Data i miejsce wydania: 1 (2019)
Premiera: 2019-11-26
Format: 150x225
ISBN: 978-83-8062-533-4

By osiągnąć swój cel – zdawał się rozumieć Hitler – Niemcy muszą zyskać wsparcie kontynentu. W Mein Kampf doszedł do jednego wniosku: „Dla takiej polityki w Europie istnieje tylko jeden sojusznik: Anglia”. Choć w gronie potencjalnych sprzymierzeńców wymienił także Włochy i chwalił Benita Mussoliniego jako „wielkiego człowieka na południe od Alp”, zakładał, że Niemcy będą potrzebowały przynajmniej milczącego wsparcia jednego z większych mocarstw… a Francja, którą uważał za „nieprzejednanego śmiertelnego wroga narodu niemieckiego”, nie wchodziła w grę. „Anglia nie chce widzieć w Niemczech światowego mocarstwa, Francja jednak nie chce w ogóle widzieć Niemiec”, pisał.

Hitler w Chebie po zajęciu Kraju Sudeckiego przez Niemcy (Bundesarchiv, Bild 137-004055 / CC-BY-SA 3.0)

Innymi słowy, Francja nadal dążyła do całkowitego zniszczenia Niemiec. Anglia natomiast mogła tolerować Niemcy jako mocarstwo kontynentalne, pozostawiając sobie niekwestionowaną pozycję mocarstwa globalnego. W istocie więc proponował swoją wersję wielkiej umowy z przywódcami brytyjskimi; idea ta miała się pojawiać nieustannie.

Od najwcześniejszych dni jednak Hitler był całkowicie pochłonięty wcielaniem swej wizji w życie, niezależnie od tego, czy zdołałby przekonać Anglię do zabezpieczenia tyłów Niemiec podczas ataku na wschód lub też do pozostania z boku podczas uderzenia w przeciwnym kierunku, na Francję. W listopadzie 1936 r. w swym górskim schronieniu w Obersalzbergu Hitler powiedział Albertowi Speerowi: „Istnieją dla mnie dwie możliwości: albo przeforsować swe plany, albo zawieść. Jeśli je przeforsuję, będę jedną z największych postaci w historii – jeśli zawiodę, zostanę potępiony, znienawidzony, przeklęty”.

Przynajmniej w tym ostatnim miał całkowitą słuszność.

Poza scenicznymi umiejętnościami mówcy Hitler przejawiał szereg talentów i zwyczajów, które trzymały otaczających go ludzi w nieustannym podziwie, często zaś zaskakiwały. Jak wspominał Percy Ernst Schramm, który od 1943 r. do końca wojny prowadził dziennik działań bojowych sztabu Hitlera, dyktator miał świadomość, że większości ludzi trudno znieść jego przenikliwe spojrzenie. „Wiedząc to, Hitler patrzył ludziom prosto w oczy, nie mrugając”, wspominał. Ale Hitler potrafił też żartować, czerpiąc ze swej „fenomenalnej pamięci”. W jednej chwili potrafił wszakże przekształcić się z człowieka łaskawego, szczególnie wobec kobiet i dzieci, w „dzikiego – pozbawionego hamulców moralnych, bezlitosnego, zimnego jak lód”.

Hans Karl von Hasselbach, jeden z lekarzy Hitlera, stwierdził po wojnie, że miał on „niezwykle wysoką ocenę własnych zdolności” i że uważał się za eksperta od każdego niemal zagadnienia czy kraju. Przed wojną jednak nie wykazywał żadnych chęci do podróżowania poza Niemcy czy Austrię celem poszerzenia swojej wiedzy o obcych ludziach i kulturach. Był przekonany, że może dowiedzieć się wszystkiego, czego potrzebuje, bez wypuszczania się poza znajome otoczenie.

Hitler rzeczywiście potrafił szybko się uczyć i robić wrażenie swoją wiedzą. Generał Alfred Jodl, który współpracował z nim ściśle, podziwiał jego „ogromną wiedzę techniczną i taktyczną”, która pozwalała mu kierować opracowywaniem nowych broni. Stale demonstrował znajomość szczegółów, jakich nikt by się po nim nie spodziewał. Zdaniem Schramma jednak był to jeden z czynników, które zadecydowały o jego ostatecznej klęsce. „Nawet w kwestiach technicznych Hitler był swoim największym wrogiem, gdyż żywił coraz mocniejsze przekonanie, że wie więcej niż ktokolwiek inny”, wyjaśnił.

Hitler uważał się też za eksperta w ocenianiu innych. Jak stwierdził von Hasselbach, „w sposób szkodliwy nie doceniał wielu swoich przeciwników”. Miało się to uwidocznić w jego kalkulacjach wojskowych, politycznych i gospodarczych od czasu planowania wojny po ostatnie dni w berlińskim schronie. Szczególnie tyczyło się to jego działań wobec przywódców innych mocarstw, którzy wkrótce mieli sprzymierzyć się przeciwko niemu.

Adolf Hitler i Hermann Göring. Rozmowie przysłuchuje się Ferdinand Porsche (Bundesarchiv, Bild 101III-Reprich-012-08 / Reprich / CC-BY-SA 3.0)

W Mein Kampf Hitler nieświadomie wskazał kolejną swoją wadę, która uwidoczniła się podczas przygotowań do wojny – lekceważenie gospodarczych podstaw skutecznych działań militarnych. „Gospodarka ma znaczenie ledwie drugo czy trzeciorzędne; główną rolę odgrywają polityka, etyka, moralność i krew”, pisał.

Dowódca Luftwaffe Hermann Göring, który już wówczas uznawany był za drugiego człowieka w kraju, dał wyraz podobnym nastrojom podczas spotkania z oficerami latem 1938 r. „Siły zbrojne nie powinny się martwić o los gospodarki”, powiedział im, jako że to on jest „jedynym odpowiedzialnym” za takie kwestie. „Upadek części gospodarki jest bez znaczenia. Sposoby się znajdą”.

Tak przed wybuchem wojny, jak i w jej pierwszej fazie inni członkowie świty Hitlera oraz wojskowi próbowali ostrzec niemieckiego przywódcę o niebezpieczeństwach obranego przezeń kursu. Obawiali się oni, że jego lekceważenie względów gospodarczych oraz niedocenianie siły i woli politycznej prawdopodobnych wrogów Niemiec mogą mieć fatalne skutki. Nawet Göring niekiedy wyrażał podobne obawy. Hitler jednak konsekwentnie nie przyjmował do wiadomości żadnych ostrzeżeń.

Ludwig Beck (Bundesarchiv, Bild 146-1980-033-04 / CC-BY-SA 3.0)

Podczas narastania kryzysu czechosłowackiego w 1938 r. generał Ludwig Beck, szef Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych, znalazł się w gronie osób najdobitniej formułujących ostrzeżenia. Szczególnie niepokoił go fakt, że Hitler gotów był zaryzykować wojnę z mocarstwami zachodnimi w czasie, gdy jego zdaniem Niemcy nie miały uzbrojenia ani zasobów niezbędnych do odniesienia zwycięstwa. Beck domagał się od Hitlera zapewnień, że wywierany przezeń nacisk na Czechosłowację nie doprowadzi do wojny, i usiłował przekonać innych oficerów do wspólnego przeciwstawienia się wodzowi. Obie próby zakończyły się niepowodzeniem i w sierpniu Beck podał się do dymisji.

Nieliczna grupa spiskowców usiłowała później pozyskać następcę Becka, Franza Haldera, i rozważała dokonanie zamachu stanu. Według Jacoba Beama, młodego pracownika ambasady amerykańskiej w Berlinie, który spotkał się z jednym ze spiskowców, „Plan zakładał zamordowanie Hitlera, jeśli jego działania zaczną zmierzać ku wojnie”. Starsi współpracownicy Beama wątpili w prawdziwość jego informacji, choć były one zbieżne z tym, co po zakończeniu II wojny światowej twierdził Halder i kilku innych wyższych oficerów. Gdy jednak Wielka Brytania i Francja przystały na aneksję Kraju Sudeckiego i zawarły we wrześniu układ monachijski, wszelkie plany obalenia dyktatora porzucono. Trudno było dyskutować z tak ogromnym sukcesem.

Feldmarszałek Erich von Manstein napisał po wojnie: „Dokładnie obserwowaliśmy ciąg następujących po sobie coraz groźniejszych wydarzeń, za każdym razem ocierających się o ostrze noża. Z narastającym zdumieniem śledziliśmy niewiarygodne wprost szczęście, jakie towarzyszyło Hitlerowi realizującemu swoje jawne i niejawne cele polityczne, bez konieczności sięgania po oręż”.

Ten tekst jest fragmentem książki Andrew Nagorskiego „1941. Rok, w którym Niemcy przegrały wojnę”:

Andrew Nagorski
„1941. Rok, w którym Niemcy przegrały wojnę”
49,90 zł
Tytuł oryginalny: „The Year Germany Lost the War: 1941”
Tłumaczenie: Jan Szkudliński
Okładka: całopapierowa z obwolutą
Liczba stron: 368
Seria: Historia
Data i miejsce wydania: 1 (2019)
Premiera: 2019-11-26
Format: 150x225
ISBN: 978-83-8062-533-4

Po pełnym ustępstw układzie w Monachium i wygłoszeniu przez Chamberlaina niesławnych słów o „pokoju dla naszych czasów” nawet Hitler zdawał się oszołomiony swoim zwycięstwem. William Shirer, korespondent CBS w Berlinie, dostrzegł wcześniej u Hitlera nerwowy tik, gdy wygłaszał on żądania przekazania Kraju Sudeckiego. Po powrocie do niemieckiej stolicy Shirer zanotował: „Jakże inny był Hitler o drugiej dzisiejszego ranka. (…) Zauważyłem jego butny krok. Tik zniknął!”.

O ile jednak Hitler dowiódł swym wątpiącym generałom, że ich obawy co do francuskiej i brytyjskiej interwencji były wówczas bezpodstawne, to kwestia zdolności Niemiec do udźwignięcia ciężaru kolejnego konfliktu pozostawała otwarta.

Gabinet Hitlera w 1933 roku. Obok niego siedzą Hermann Goring i Franz von Papen. Trzeci od lewej stoi Schwerin von Krosigk (Bundesarchiv, Bild 183-H28422 / CC-BY-SA 3.0)

Dwóch urzędników odniosło się do tego problemu bezpośrednio. Pierwszym był minister finansów Rzeszy Schwerin von Krosigk. W czasie brzemiennego w skutki lata 1938 r. miał bolesną świadomość coraz szybciej rosnących kosztów pospiesznych zbrojeń Niemiec oraz obciążenia finansów kraju. Podniósł podatki i zaciągał pożyczki, jednak martwił się, jak długo będzie jeszcze w stanie utrzymać kurs marki… a w razie wybuchu nowej wojny, jak długo Niemcy zdołają się opierać swym wrogom.

W sporządzonym tego lata memorandum stwierdził, że „każda przyszła wojna będzie prowadzona nie tylko za pomocą środków militarnych, ale będzie także wojną gospodarczą na najwyższą skalę”. Von Krosigk, który znał Anglię z pobytu na stypendium Rhodesa, ostrzegał, że w razie konfliktu będzie ona poważnym przeciwnikiem, nawet jeśli chwilowo wydaje się słaba, a jej wojsko niegotowe do walki. Miała bowiem „dwie wielkie karty atutowe”, pisał. „Jedną jest oczekiwany szybki udział w wojnie Stanów Zjednoczonych Ameryki”. Drugą była „ich znajomość niemieckich »słabości finansowych i gospodarczych«”.

W razie wybuchu wojny, ostrzegał, Anglia będzie próbowała przetrzymać wszelkie początkowe sukcesy Niemiec, czekając na „coraz większe osłabienie” Rzeszy z powodu niedostatków jej gospodarki. Do tego czasu Stany Zjednoczone zaopatrzą Anglię w broń i samoloty, zmieniając układ sił. Zalecenie von Krosigka, nieprzypadkowo zbieżne z radami Becka przed jego rezygnacją, mówiło o wycofaniu się z konfrontacji, przynajmniej w najbliższej przyszłości.

Inną kluczową postacią w zmaganiach o przekonanie Hitlera do pohamowania pędu ku wojnie był generał major Georg Thomas, główny ekonomista Wehrmachtu posiadający wieloletnie doświadczenie w zamawianiu sprzętu. W roku 1939, gdy niemiecki przywódca sygnalizował zamiar uderzenia na Polskę, Thomas wystosował kolejne ostrzeżenia dotyczące różnicy możliwości Niemiec i Zachodu. Tak jak von Krosigk i inni, już wówczas widział w Waszyngtonie sojusznika Londynu. Dlatego wyjaśnił urzędnikom Ministerstwa Spraw Zagranicznych, że Wielka Brytania poza swoim imperium może liczyć na „Stany Zjednoczone jako arsenał i rezerwuar surowców”.

Thomas przedstawił szczegółowe obliczenia unaoczniające znaczenie tego czynnika. Porównawszy łączne planowane wydatki zbrojeniowe Wielkiej Brytanii, Francji i Stanów Zjednoczonych z wydatkami Niemiec i Włoch w okresie 1939–1940, obliczył, że mocarstwa zachodnie w roku 1940 będą w stanie wydać na zbrojenia co najmniej dwa miliardy marek więcej niż Niemcy i Włochy. A wszystko to w czasie, gdy Niemcy przeznaczały na wojsko oszałamiające 23 procent dochodu narodowego. Choć Wielka Brytania zwiększała wydatki zbrojeniowe, stanowiły one według obliczeń Thomasa 12 procent, w Stanach Zjednoczonych zaś ledwie dwa procent dochodu narodowego. Zgodnie z jego analizą stosunek sił zdecydowanie nie był korzystny dla Niemiec i najpewniej miał się jeszcze pogorszyć.

Walther von Brauchitsch (Bundesarchiv, Bild 183-E00780 / CC-BY-SA 3.0)

Zwłaszcza Stany Zjednoczone miały ogromny potencjał zwiększenia wydatków wojskowych. Niemcy natomiast sięgały już granic swoich możliwości. Naczelny dowódca wojsk lądowych generał Walther von Brauchitsch stwierdził, że niedobory kutego żelaza, stali i miedzi zaburzały wysiłek zbrojeniowy kraju. Adam Tooze, autor książki Cena zniszczenia. Wzrost i załamanie nazistowskiej gospodarki, szczegółowej analizy gospodarki Trzeciej Rzeszy i jej wpływu na wysiłek wojenny, wyjaśnił znaczenie tego czynnika: „niemiecka »gospodarka wojenna jak pokojowa« sięgnęła już swojego progu krytycznego”.

Thomas podkreślał, że jego obliczenia zasobów przemysłowych krajów zachodnich dowodzą, że Niemcy nie powinny atakować Polski i ryzykować wojny z Anglią i Francją. Hitler był świadom niebezpiecznego położenia swego kraju. Wiedział też jednak, jak ujął to Tooze, że latem 1939 r. „Trzecia Rzesza zgromadziła zarówno największe, jak i najlepiej przygotowane do walki siły lądowe w Europie, na równi z najdoskonalszymi siłami powietrznymi”.

26 sierpnia Thomas ponowił sprzeciw, przedstawiając nowe wykresy i tabele generałowi Wilhelmowi Keitlowi. W swym dzienniku Thomas odnotował jego reakcję: „Niezbyt dobrze przyjęte, ale [Keitel] zgodził się jeszcze raz pomówić z Führerem”. Nazajutrz Thomas miał okazję poruszyć tę kwestię bezpośrednio z wodzem. „Znów ostre skarcenie”, zapisał, dodając, że wyproszono go ze spotkania. Ostatnie słowa Hitlera do niego brzmiały: „Przestać zanudzać mnie tą cholerną sytuacją Zachodu”.

Georg Thomas i Nikola Michaiłow (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, Sygnatura: 2-12309)

Z czego wynikał gniew Hitlera? Niemiecki przywódca rozumiał wiele negatywnych trendów prognozowanych przez Thomasa, jednak nie przyjął jego rekomendacji, by wstrzymać najazd na Polskę. W praktyce, jak wyjaśnia Tooze w swoim wnikliwym studium, Hitler – kierując się swoją „szaloną logiką” – wyciągnął z nich dokładnie przeciwny, ale dla niego zupełnie sensowny wniosek: skoro położenie Niemiec mogło się z czasem tylko pogorszyć, był to najlepszy moment, by uderzyć.

1 września 1939 r. wojska niemieckie zaatakowały. Miała to być pierwsza z serii decyzji Hitlera, by w kalkulacjach militarnych ignorować wszelkie sygnały alarmowe. Jego zdaniem wszystkie takie ostrzeżenia oznaczały, że jego wojska powinny nacierać tak szybko, jak to tylko możliwe.

Ten tekst jest fragmentem książki Andrew Nagorskiego „1941. Rok, w którym Niemcy przegrały wojnę”:

Andrew Nagorski
„1941. Rok, w którym Niemcy przegrały wojnę”
49,90 zł
Tytuł oryginalny: „The Year Germany Lost the War: 1941”
Tłumaczenie: Jan Szkudliński
Okładka: całopapierowa z obwolutą
Liczba stron: 368
Seria: Historia
Data i miejsce wydania: 1 (2019)
Premiera: 2019-11-26
Format: 150x225
ISBN: 978-83-8062-533-4

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Andrew Nagorski
(ur. 1947) studiował historię w Amherst College, pod koniec lat sześćdziesiątych był studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podczas kariery w „Newsweeku” kierował biurami w Hongkongu, Moskwie, Rzymie, Bonn, Warszawie i Berlinie. Jako specjalista od spraw Europy Wschodniej relacjonował m.in. powstanie Solidarności. Rozgłos zyskał w 1982 r., gdy niezależne, ostre komentarze doprowadziły do wydalenia go ze Związku Radzieckiego. Jest laureatem wielu nagród oraz autorem bestsellerowych książek, w tym wydanych przez REBIS: Największej bitwy, Hitlerlandu i Łowców nazistów.

Wszystkie teksty autora

Polecane artykuły
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy