Autor: Sonia Purnell
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, Sylwetki i biografie, II wojna światowa, Francja, Europa
Opublikowany: 2021-09-15 18:05
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Virginia Hall, czyli jak Amerykanka organizowała francuski ruch oporu

Virginia Hall, mimo protezy nogi, okazała się najlepszą agentką brytyjskiego wywiadu w czasie II wojny światowej. Odwaga, poświęcenie i profesjonalizm Virginii onieśmielały mężczyzn w jej otoczeniu. W jaki sposób ta Amerykanka organizowała podziemie we Francji?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Ten tekst jest fragmentem książki Sonii Purnell „Kobieta bez znaczenia. Historia Virginii Hall, najgroźniejszej agentki II wojny”.

Przed Bożym Narodzeniem stało się jasne, że Virginia doskonale rozpoczęła misję. SOE uznało jej działania za „zaskakująco udane” i oceniło pracę w terenie jako „inspirującą”. Jednak nie wszyscy byli zadowoleni z tych postępów. „Alain”, czyli Georges Duboudin, należał do tych nielicznych agentów SOE, którym udało się uniknąć pułapki w Marsylii; bazę miał również w Lyonie. Rok młodszy od Virginii, był Francuzem ożenionym z Brytyjką, a przed wojną pracował dla banku Crédit Lyonnais w Londynie. Szkolił go Kim Philby (później ujawniony jako jeden z sowieckich szpiegów z Cambridge, wówczas jednak pracował dla SOE), chwalono go jako „nieprzeciętnego naturalnego przywódcę”. „Alaina” formalnie mianowano szefem (organizatorem) jego własnej kiełkującej siatki, był więc teoretycznie wyższy rangą od Virginii. Uważał, że to on, a nie niepełnosprawna kobieta, powinien kierować wszystkimi operacjami SOE w Lyonie.

Portret Virginii Hall (mal. Jeffrey W. Bass)
Portret Virginii Hall (mal. Jeffrey W. Bass)

Po przyjeździe „Alaina” do miasta Virginia skontaktowała go z grupą działaczy ruchu oporu publikujących „Le Coq Enchaîné” oraz z ludźmi gromadzącymi broń do przyszłych misji i produkującymi fałszywe dokumenty. Zrobiła, co się dało, by mógł rozpocząć pracę. Jednak „Alain” nie osiągał sukcesów w terenie; nie pojawiał się na ważnych spotkaniach i nie potrafił zwerbować pomocników albo ich utrzymać. Poinformował jednak podekscytowaną Baker Street, że ma około dziesięciu tysięcy mężczyzn gotowych do przeprowadzenia ogromnej akcji sabotażowej, kiedy nadejdzie czas. Ale nawet jeśli Londyn, desperacko pragnąc dobrych wiadomości, chciał w to wierzyć, Virginia znała prawdę. Widziała, że „Alain” źle czuje się, żyjąc w odosobnieniu, i nie znosi nieustannej izolacji koniecznej w takiej pracy. Bez towarzystwa zwykłych żołnierzy, które miałby w oddziale, musiał koić nerwy alkoholem i obecnością różnych kobiet, z których żadna nie była jego żoną. Nie były też one dyskretne ani wyrozumiałe. Podczas gdy Duboudin zabawiał się w tajnego agenta, Virginia martwiła się, że jego brawura to zagrożenie dla niej i całego biura SOE. „Najbardziej baliśmy się swoich”, wspominał inny oficer. „Wiedzieli o tobie najwięcej”.

Dlatego właśnie Virginia nie kontaktowała „Alaina” z członkami własnej siatki, nie pozwalała mu też jej przejąć – co wyraźnie uraziło mężczyznę. To były jej osobiste kontakty, osoby, które ufały tylko „Marie”, ona zaś wiele razy ostrzegała Baker Street, by „dali sobie spokój, kiedy sugerowali, że to „Alain” powinien przejąć dowodzenie. Mimo krótkiego czasu spędzonego w terenie Virginia (w przeciwieństwie do Londynu) dobrze rozumiała typową dla komunistów potrzebę istnienia osobnych komórek – każdy nowy człowiek był rekomendowany przez już zwerbowanego i miał kontakt jedynie ze swoim bezpośrednim przełożonym. Znała niebezpieczeństwo słabego ogniwa w łańcuchu, bo w Villi des Bois straciła większość kolegów. Ironia losu – ta historia ją ocaliła. Zmusiła, by od pierwszych tygodni w terenie pamiętać, że poleganie na sobie (w tym powstrzymywanie się od relacji miłosnych) to pierwsza zasada, jeśli chcesz pozostać na wolności i przeżyć. Znała już z doświadczenia cenę nieostrożności. Noce spędzała sama i nie musiała uważać, by nie zdradzić jakiejś tajemnicy. Niepełnosprawność jeszcze zwiększała dystans, który Virginia postanowiła zachowywać wobec innych. Nie mogła jednak mieć pewności, że jej współpracownicy zachowują się podobnie, jeśli zaś tak nie było, musiała ograniczać szkody dzięki osobnym, jasno zdefiniowanym grupom, które niewiele wiedziały o sobie nawzajem i o Virginii, może tylko znały jeden z kilku jej pseudonimów. Nalegała, by kontaktowali się wyłącznie za pośrednictwem wiadomości zostawianych w bezpiecznej skrzynce lub w miejscach takich jak pralnia Madame Alberte. Jednak „Alain” był emocjonalnie rozchwianym amatorem i należało go trzymać z daleka.

[…]

Nowi agenci okazali się nieco lepiej przygotowani od Virginii w pierwszych dniach jej misji. Od czasu Villi des Bois przywiązywano większą wagę do pseudonimów i fałszywych tożsamości, doskonałego francuskiego i szkolenia z zasad bezpieczeństwa, po części dzięki krytycznym raportom „Marie”. Ale na początku większość agentów i tak czuła się niepewnie, czym zwracała na siebie uwagę. „Masz wrażenie, że na twoim czole znajdują się mrugające neony oznajmiające Made in England”, wspominał Peter Churchill, trzydziestodwuletni były hokeista, który w grudniu 1941 roku wyjechał z Londynu i łodzią podwodną dopłynął na południe Francji. Po wylądowaniu, podobnie jak niemal wszyscy inni, pojechał do Lyonu i zjawił się w barze hotelu Grand Nouvel z nadzieją, że znajdzie tam Virginię. Tamtego dnia, aż do wieczora, wracał jeszcze kilkukrotnie, za każdym razem zmuszony do mijania hotelu Carlton, głównej siedziby Gestapo strzeżonej przez policję Vichy. Churchill nie jadł od dwudziestu sześciu godzin, bo zapas kartek żywnościowych, które mu obiecano, jakoś się nie zmaterializował. Spędził w barze dwie głodne godziny, nerwowo się rozglądając. W końcu się poddał, zgodnie z instrukcjami z Baker Street zostawił liścik w recepcji, oczywiście używając słów „nouvelle de Marie”, i podpisał się „Raoul”, podkreślając cztery litery.

Tamten niespokojny wieczór był dla Churchilla pierwszą prawdziwą próbą, bowiem gdy tylko wrócił do swojego pokoju w hotelu Verdun (gdzie, jak go wcześniej ostrzeżono, musiał schować cenne mydło przed pokojówką), niemal natychmiast odebrał telefon od Virginii. Powiedział, że ma wiadomości o jej „siostrze” Suzanne (kolejne hasło), a ona zaprosiła go na kolację. Zjedli w jej ulubionej restauracji, gdzie agent porządnie się najadł i dzięki znajomym Virginii z administracji dostał tak ważne kartki żywnościowe. Churchilla zaskoczyła obfitość posiłku – oboje zaczęli od tuzina ostryg – ale „Marie” wyjaśniła, że to bardzo droga kolacja i tylko uprzywilejowani klienci, najpierw wprowadzeni przez dobrze znanych gości, mogą korzystać z takich luksusów.

Kiedy gawędzili po francusku, Virginia była serdeczna, urocza i pomocna, uspokajała tym Churchilla, dopóki mężczyzna w rozmowie nie wtrącił słowa „Angleterre”, Anglia. Przerwała mu wtedy w pół zdania, wyjaśniając, że nigdy nie powinien „wymawiać nazwy tego miejsca, kiedy chciałby o nim porozmawiać. Zamiast nazwy mówimy chez nous – w domu. Tamto słowo zwraca uwagę”. Skarciła go wciąż spokojnym tonem, by nie zainteresować innych gości, ale nie dało się nie zauważyć powagi sytuacji. Churchill dostrzegł, że uśmiech zniknął, a w oczach „Marie” pojawiło się wy raźne zmęczenie.

Plakat propagandowy rządu Vichy promujący „Révolution nationale”
Plakat propagandowy rządu Vichy promujący „Révolution nationale”

Virginia wiedziała, że drobne błędy mogą kosztować życie agentów i jej własne. Jednego z kolegów spostrzegawczy oficer Gestapo złapał po tym, jak Anglik przeszedł tuż przed maską samochodu, zapominając na chwilę, że Francuzi jeżdżą po drugiej stronie drogi. Virginia przypominała wszystkim przybyłym, że mają jeść jak Francuzi: chleb maczać w sosie, nie zostawiać ani odrobiny jedzenia na talerzu i nie układać sztućców na godzinie wpół do siódmej pod koniec posiłku, co robią dobrze wychowani Brytyjczycy. Nie byli już w Anglii, powinni więc przestać nosić ze sobą płaszcze przeciwdeszczowe. Virginia próbowała pamiętać o wszystkim. Jako że nie mogła dla swoich „chłopców” kupować papierosów, a chciała złagodzić ich „nerwową trzęsawkę”, zbierała niedopałki z podłóg kawiarni, by mieli co palić. Pomagało im się to wtopić w tłum. Podkradanie niedopałków stało się narodową – i szanowaną – rozrywką i było lepsze niż zwijanie papierosów z suchych liści. Przez ten zwyczaj ulice Lyonu śmierdziały jak po odpaleniu fajerwerków, a ludzie często walczyli z męczącym kaszlem.

Mimo wszystkich tych umiejętności Virginii nawet początkujący agenci tacy jak Peter Churchill zauważali, że nieodpowiedzialne prowadzenie się „Alaina” naraża agentkę na niebezpieczeństwo. A jej utrata w takim momencie, jak rozumiał Churchill, byłaby większą porażką niż fiasko w Villi des Bois. Wszyscy wiedzieli też, że „Alain” nieustannie neguje działania Virginii i nie przyjmuje od niej pomocy, choć sam poniósł porażkę. Choć dużo się chwalił, nie udało mu się zebrać grupy do wykonywania przyszłych misji sabotażowych. Kilka tygodni później, po powrocie do Londynu, Churchill poinformował Sekcję F o frustracji Virginii wywołanej przez „Alaina”, którego nazwał awanturnikiem. Zasugerował nawet, że „Alain” powinien zostać odwołany do Londynu, zanim narobi więcej szkód.

Jednocześnie Churchill nie mógł się nachwalić Virginii, sugerując, że Londyn powinien ułatwić jej życie i sformalizować sytuację, jasno informując, że to ona dowodzi. To ją uważa się za prawdziwą „dowódczynię”, wyjaśniał. „W Lyonie znana jest jako le champion américain i potrafi wszystko załatwić”. Dodał też, że jest „chodzącą encyklopedią, zna wszystkich, wie wszystko, wszyscy ją lubią”. Lubili, z pewnością, ale również nieco się bali. Chciała pomagać innym, ale też robiła się coraz bardziej bezwzględna. Podczas regularnych wypraw myśliwskich na wzgórza wokół Lyonu ćwiczyła umiejętności strzeleckie (zapewniając Londyn, że trzyma Cuthberta – jak pieszczotliwie nazywała swoją nogę – na odpowiedni dystans). Z godnym uznania spokojem poinformowała Churchilla, że jej „ludzie” „pozbędą się” kreta podejrzewanego o przekazywanie informacji francuskiej policji. Jednak sformalizowanie jej pozycji dowódcy czy pozwolenie na przejęcie dowodzenia – to już było zbyt wiele, nawet dla SOE. Bez względu na to, ile zrobiła, by umocnić SOE na jedynej silnej pozycji we Francji, i jak bardzo nieuzasadnione były twierdzenia o czynionych przez „Alaina” postępach, to jego słowa traktowano w Londynie poważniej. Rosła też irytacja, że Virginia odmawia przyjmowania od niego rozkazów i przekazania mu swojej siatki.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Sonii Purnell „Kobieta bez znaczenia. Historia Virginii Hall, najgroźniejszej agentki II wojny” bezpośrednio pod tym linkiem!

Sonia Purnell
„Kobieta bez znaczenia. Historia Virginii Hall, najgroźniejszej agentki II wojny”
44,99 zł
Tytuł oryginalny: „A Woman of No Importance: The Untold Story of the American Spy Who Helped Win World War II”
Wydawca: Agora
Tłumaczenie: Dobromiła Jankowska
Rok wydania: 2021
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 544
Premiera: 01.09.2021
Format: 135 x 210 [mm]
ISBN: 978-83-268-3763-0
EAN: 9788326837630

Ten tekst jest fragmentem książki Sonii Purnell „Kobieta bez znaczenia. Historia Virginii Hall, najgroźniejszej agentki II wojny”.

Energiczny Peter Churchill był gwiazdą Baker Street. To on, nie Virginia, otrzymał misję najwyższej wagi – ustalenie, co stało się z tuzinem agentów aresztowanych podczas fiaska w Villi des Bois. Okazało się to trudniejsze, niż zakładał. Po wyjeździe z Lyonu Churchill pojechał do Marsylii (podejrzewał, że tam przetrzymywani są ich ludzie) zbadać ślad, który zdawał się obiecujący. Zabrał spory zapas gotówki oraz mydła, by opłacać informatorów. Virginia miała mu towarzyszyć jako przewodniczka, spotkali się więc przy pociągu pod ogromnymi łukami marsylskiego dworca Saint-Charles i stamtąd eskortowała go po peronie w stronę wyjścia. Gdy zauważyła gestapowców przy bramce biletowej, szybko zaprowadziła kolegę do zatłoczonej dworcowej kawiarni, a potem bocznymi drzwiami na zewnątrz – nie mówiąc słowa i pozostając niezauważoną. Kiedy schodzili po słynnych kamiennych schodach dworca na zatłoczone ulice na tyłach, Churchill uznał, że Virginia „potrafi przezwyciężyć każdą przeszkodę”. Był tak zaskoczony tempem, jakie utrzymywała, kuśtykając przez brunatnożółte ulice miasta wśród tłumu niedożywionych Marsylczyków, że poczuł się zobowiązany przerwać milczenie i zapytać, czy plotki o protezie nogi są prawdziwe. Virginia potwierdziła, a gdy w końcu usiedli w jednej z knajpek, ze śmiechem zdjęła Cuthberta i postukała nim o stół, udowadniając, że jest pusty w środku. Nie lubiła jednak opowiadać, jak straciła nogę, więc wiele osób w SOE wierzyło w historyjkę, że Virginia wypadła z autobusu. Wolała te plotki niż zdradzanie zbyt wielu informacji, szczególnie o najtrudniejszym czasie w swoim życiu, który wojna pozwoliła jej zostawić za sobą. Teraz zachowywała jeszcze większą niż zwykle ostrożność i uczulała Churchilla, by robił to samo. Ostrzegła, że Marsylia to niebezpieczne miasto, i powinien unikać informatorów Gestapo przeczesujących Corniche, a szczególnie band chuliganów przy Vieux Port.

Generał Donovan odznacza Virginię Hall
Generał Donovan odznacza Virginię Hall

Churchill wyruszył, tym razem sam, na spotkanie z rządowym prawnikiem, który miał pomóc w uwolnieniu ludzi z Villi des Bois. Spotkanie jednak nie poszło tak, jak planował brytyjski agent, choć na zachętę zaproponował milion franków. Atmosfera była tak napięta, że Churchillowi przyszło do głowy, że sam wpadł w zasadzkę i jeszcze pogorszył los więźniów. Virginia domyśliła się, że przynosi złe wiadomości, kiedy pojawił się później w kawiarni, w której pisała pocztówki. „Wyglądasz jak kibice, którzy dowiedzieli się, że przegrali turniej The Ashes”, powiedziała, nawiązując do odwiecznej angielsko-australijskiej rywalizacji w krykieta. Virginia zaproponowała, że porozumie się z jednym ze swoich kontaktów, Germaine Poinso-Chapuis, która rzeczywiście okazała się zdecydowanie bardziej przydatna niż którykolwiek informator Churchilla. Madame wkrótce dała znać, że agenci są przetrzymywani nie w Marsylii, ale w uzbrojonej więziennej fortecy ponad trzysta kilometrów dalej, w Périgueux. Virginia próbowała zapłacić za tę informację, ale kobieta odmówiła wzięcia pieniędzy, choć wyglądała jak żebraczka.

To był pierwszy od trzech długich miesięcy sygnał, że mężczyźni w ogóle żyją. Istniała nadzieja, że da się jeszcze ocalić najlepszych agentów SOE. Ale brakowało czasu, a Churchill miał wkrótce wracać do Londynu. Większość więźniów Périgueux albo umierała w zimnych i zaszczurzonych celach z powodu żałośnie skromnej diety, albo któregoś ranka stawała pod ścianą przed egzekucją. Bez ochrony, jaką cieszyło się regularne wojsko na podstawie konwencji genewskiej, mieli niewielkie szanse na przeżycie. (Ostatecznie do domu wróciło tylko piętnastu, czyli jedna ósma ze stu dziewiętnastu londyńskich agentów SOE aresztowanych we Francji podczas wojny). Było jasne, że trzeba ich jak najszybciej uwolnić, ale zadanie to zlecono nie Virginii, ale „Olive’owi” na Riwierze, więc to jemu Churchill wręczył milion franków na łapówki. Niedługo później inny francuski kontakt SOE o pseudonimie „Carte” przekazał dobre wiadomości – według jego źródeł mężczyźni zostaną niedługo zwolnieni. Gadatliwy malarz bez podstawowej wiedzy o środkach bezpieczeństwa zapewnił wciąż łatwowiernego Churchilla, że osobiście zajmie się sprawą i nikt inny, włącznie z Virginią, nie musi się w nią mieszać. Baker Street uwierzyła w wymysły „Carte’a” o tym, że dowodzi tajnym wojskiem składającym się z trzystu tysięcy ludzi, choć był kolejnym mitomanem obiecującym złote góry i niedającym nic. Niemoc w tej sprawie nie przestawała dręczyć Virginii, choć pracy nie brakowało. Po cichu zaczęła przygotowywać kryjówki i drogi ewakuacji dla agentów przetrzymywanych w więzieniu, żeby cokolwiek robić.

Churchill i Virginia mieli po raz ostatni spotkać się w Marsylii, zanim agent wróci do Anglii, wyczerpany krótkim pobytem w terenie. Wbrew radom Virginii poszedł tamtego dnia skrótem do umówionej kawiarni, przez śmierdzące przejścia Vieux Port, gdzie drogę zagrodziło mu dwóch mężczyzn, z których jeden miał na ręku oficjalną białą opaskę policji Vichy odpowiedzialnej za łapanie handlarzy na czarnym rynku. Poprosili o dokumenty, a kiedy Churchill spuścił wzrok, jeden z bandziorów wysunął coś pod płaszczem, jakby trzymał broń. Agent sięgnął do kieszeni, mężczyźni zauważyli jego portfel pełen banknotów i zagrozili, że odeślą go do Niemiec jako robotnika przymusowego, jeśli nie odda gotówki. Kilka minut później Churchill odszedł wolno, choć zdenerwowany i biedniejszy o dwadzieścia pięć tysięcy franków.

W międzyczasie Virginia kończyła spotkanie z „Olive’em” w pobliskiej kawiarni. Kiedy wstawali od stolika, usłyszeli gwar, zamieszanie, gwizdy i krzyki i tuzin uzbrojonych policjantów wbiegł do środka, każąc klientom ustawić się pod ścianą. Stojąc obok „Olive’a”, Virginia zdała sobie sprawę, że wpadli w pułapkę. Policjanci zgarniali niewinnych ludzi, by wysłać ich do Niemiec i zaspokoić potworny nazistowski głód niewolników, którzy mieli pracować w ich fabrykach (jak straszyli Churchilla napastnicy). Vichy już wcześniej zgodziło się na wysłanie tysięcy „wolontariuszy” do Vaterlandu, obiecując dobre wyżywienie i płace, koncerty oraz wolne dni. Jednak niewielu dało się nabrać i nie spełniono wymagań Niemców. Teraz jednak Vichy postanowiło w tajemnicy zorganizować wymuszone ekspatriacje, dlatego też zgarniali przypadkowych ludzi w kilku miastach. Marsylia powinna wysłać do Niemiec trzystu robotników w ciągu trzech dni albo zamiast nich wsadzić do jadących na wschód pociągów francuskich policjantów. Virginia i „Olive” znaleźli się w złym miejscu, w złym czasie i tej nocy mieli zostać pod strażą wysłani do Niemiec, bez możliwości pożegnania się czy spakowania. Policja zablokowała całą ulicę. Nie było jak uciec.

Virginia desperacko próbowała coś wymyślić, kiedy do kawiarni wmaszerował miejscowy komisarz policji i zaczął się przyglądać swoim ofiarom, z których wiele płakało ze strachu. Za nim wszedł jakiś inspektor, a „Olive” wziął nagle Virginię za rękę, co ona uznała za gest pocieszenia, ale w rzeczywistości był to sygnał, że są razem. Inspektor również to zauważył i wskazał na „Olive’a” i Virginię, szorstko rozkazując jednemu ze swoich ludzi, by zamknął tych dwoje w tylnej sali, gdzie zamierzał się z nimi „osobiście policzyć”.

Plakat nad wejściem na antysemicką wystawę „Żyd i Francja” (Bundesarchiv, Bild 146-1975-041-07 / CC-BY-SA 3.0)
Plakat nad wejściem na antysemicką wystawę „Żyd i Francja” (Bundesarchiv, Bild 146-1975-041-07 / CC-BY-SA 3.0)

Kilka ulic dalej Churchill pospiesznie zmierzał z miejsca potyczki ze zbirami na umówioną rozmowę z Virginią. Zdziwił się i poczuł rozczarowanie, widząc, że wciąż nie ma jej w kawiarni, jak obiecała. Ale spóźnianie się nie było przecież w jej stylu, zawsze dotąd mógł na nią liczyć. I kiedy pojawiała się w pobliżu, wszystko stawało się prostsze. Usiadł w środku, twarzą do drzwi, zamówił cinzano, zapalił jednego z ostatnich papierosów i udawał, że czyta gazetę, by ukoić nerwy. Jednak Virginia nie przychodziła, a Churchilla zaskoczyło, że kawiarnia jest pusta. Wyczuwał w powietrzu napięcie. Dopił drinka i zamówił drugiego, dając sobie czas na zastanowienie.

Virginia i „Olive” usłyszeli, jak drzwi zamykają się na klucz, i uznali, że to koniec. Ale z radością zauważyli, że w salce znajduje się małe okno wychodzące na ulicę na tyłach. Kiedy pozostałych, krzyczących klientów wpychano do ciężarówek stojących przed kawiarnią, oni cicho wspięli się jedno po drugim na wąskie okienko. Virginia przełożyła zdrową nogę przez parapet i z trudem wciągnęła również Cuthberta, a potem powoli opuściła się na drugą stronę. Z wysiłkiem dotrzymywała kroku „Olive’owi”, kiedy uciekali, by zgarnąć po drodze Churchilla.

W końcu, po zdającym się nie mieć końca oczekiwaniu, do kawiarni Churchilla wszedł „Olive”. „Chodźmy”, powiedział cicho, biorąc Anglika za rękę. Widząc przed wejściem Virginię obserwującą ulicę, Churchill domyślił się, że musiało się stać coś bardzo złego, i powinni działać szybko. Rzucił na stolik jeden z niewielu pozostałych w portfelu banknotów i wyszedł. „Olive” skierował ich szybko w kolejną boczną ulicę, wszyscy cały czas oglądali się za siebie. „Robią łapanki w kawiarniach”, wyjaśnił „Olive”, prowadząc ich szybko po schodach do jednego z bezpiecznych mieszkań, którego drzwi zamknął na zamek. Już z uśmiechem dodał, że przed wojną przyjaźnił się z tamtym inspektorem policji, który go rozpoznał i dał szansę na ucieczkę. Niewiele brakowało.

Instynkt podpowiadał im, by jak najszybciej uciekać z miasta. Virginia sugerowała, że powinni jednak poczekać do rana, bo to nie koniec łapanek, a dworzec kolejowy będzie „bzyczącym ulem nienawiści”. Churchill w swoją ostatnią noc w Marsylii dowiedział się od Virginii, że to gangsterzy udający policjantów Vichy zmusili go do oddania dwudziestu pięciu tysięcy franków, ci sami ludzie sprzedawali też résistants Niemcom, za gotówkę lub rzeczy należące do swoich ofiar. Nagle przygnieciony świadomością czyhających niebezpieczeństw Churchill jeszcze bardziej podziwiał w tej chwili Virginię i jeszcze bardziej jej potrzebował.

Może podczas tych niespokojnych godzin, kiedy czekali na możliwość ucieczki, to jego kruchość wzbudziła w Virginii rzadko pojawiające się ciepłe uczucia. „Tutaj bardzo szybko się starzejemy, a z wiekiem pojawia się mądrość”, stwierdziła. Przyznała, że nieustannie stając oko w oko ze strachem, czuła się „sto lat starzej”, a po takiej graniczącej z cudem ucieczce, którą właśnie przeżyli, nic już nie będzie „takie samo”. Przewidywała również, że po powrocie do Wielkiej Brytanii Churchill zacznie porównywać swoje „życie towarzyskie” na Baker Street z „samotnym, które tu prowadzimy”.

„Kiedy dotrzesz do domu, z dystansu inaczej na to wszystko spojrzysz”, żartowała z uśmiechem, zapalając papierosa. „Zapomnisz, jak marzłeś – choć następnym razem weźmiesz cieplejsze ubrania, zapomnisz o strachu, który czułeś, i zapamiętasz jedynie ekscytację”.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Sonii Purnell „Kobieta bez znaczenia. Historia Virginii Hall, najgroźniejszej agentki II wojny” bezpośrednio pod tym linkiem!

Sonia Purnell
„Kobieta bez znaczenia. Historia Virginii Hall, najgroźniejszej agentki II wojny”
44,99 zł
Tytuł oryginalny: „A Woman of No Importance: The Untold Story of the American Spy Who Helped Win World War II”
Wydawca: Agora
Tłumaczenie: Dobromiła Jankowska
Rok wydania: 2021
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 544
Premiera: 01.09.2021
Format: 135 x 210 [mm]
ISBN: 978-83-268-3763-0
EAN: 9788326837630

Virginia Hall
Virginia Hall

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Sonia Purnell
Brytyjska dziennikarka, publikowała w większości liczących się tytułów w Wielkiej Brytanii, a także m. in. w amerykańskim „Wall Street Journal”. Zdobyła międzynarodowe uznanie jako autorka bestsellerowych i nagradzanych biografii Borisa Johnsona i Clementine Churchill. Purnell jest doceniana przez czytelników i krytyków przede wszystkim za skrupulatne badania i barwny styl. Napisała również scenariusz filmowy na podstawie swojej najnowszej książki „Kobieta bez znaczenia”, którego produkcją zajmie się jeden z czołowych producentów i reżyserów Hollywood J.J. Abrams (m.in. „Armagedon”, „Star Trek”, „Mission: Impossible III”, „Gwiezdne wojny”, „Zagubieni”).

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy