Autor: Tomasz Słomski
Tagi: Artykuły, Historia wojskowości, I wojna światowa i dwudziestolecie międzywojenne, Europa
Opublikowany: 2019-10-08 15:01
Licencja: wolna licencja

Wielka Wojna jeńców

Podczas I wojny światowej miliony żołnierzy trafiały do niewoli państw z obu stron frontu. Nigdy wcześniej Europa nie zmagała się z tak wielką liczbą jeńców. Zarówno Ententa, jak i państwa centralne musiały jakoś uporać się z tym problemem.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Francuscy żołnierze w okopach pod Verdun, domena publiczna.

Wielka wojna nie bez powodu została nazwana pierwszym konfliktem „światowym”. Politycy, wojskowi i społeczeństwa spodziewały się, że rozpoczęty latem 1914 roku konflikt skończy się w ciągu kilku miesięcy, „zanim spadną jesienne liście”. Tymczasem wojna dłużyła się na skalę, której nikt żyjący w okresie fin de siècle (franc. „koniec wieku”) wcześniej nie doświadczył. Coś trzeba było zrobić z jeńcami. Tak jak nie myślano o długiej wojnie, tak i nikt nie przewidywał trzymania żołnierzy wroga przez lata. Konwencja haska o prowadzeniu wojen na lądzie z 1907 roku regulowała, co prawda, status jeńców w państwach, które ich pochwyciły, sposoby powiadamiania rodzin o losach ich bliskich w niewoli i inne zagadnienia. Jednak te wszystkie ustalenia wymagały znacznych nakładów państwa i były owocem myślenia o wojnie jak o sporcie – honorowym „meczu”, podczas którego trochę się zabija, jednak obowiązuje gentlemeńskie fair play, a po rozgrywce nie żywi się zbytniej urazy do przeciwnika. Wojna dość szybko z „meczu” przerodziła się w totalne starcie, angażujące całe społeczeństwa. Prawa jeńców znalazły się w wielkim zagrożeniu i mało kto miał głowę, by się nimi przejmować.

Początkowo to Niemcy wiedli prym w braniu jeńców. Podczas ofensywy w Belgii i północnej Francji w sierpniu 1914 roku wzięli do niewoli prawie ćwierć miliona cofających się Francuzów. Równocześnie w Prusach pod Tannenbergiem wojskom kajzera Wilhelma poddała się prawie cała 2 Armia rosyjska, niemal sto tysięcy ludzi. Rosjanie zrekompensowali to sobie na cofających się z Galicji w Karpaty Austriakach: z samego zdobytego w marcu 1915 roku Przemyśla Rosjanie wzięli do niewoli 120 tysięcy. żołnierzy c.k. monarchii.

To właśnie na froncie wschodnim pochwycono najwięcej jeńców w całej wojnie. Z walk toczonych na ziemiach polskich do obozów w Niemczech i Austro-Węgrzech trafiło 2,6 mln, a do niewoli w Rosji 2,4 mln ludzi. Różnica pomiędzy frontami wschodnim i zachodnim (skąd brano mniej jeńców) wynikała z bardziej dynamicznego charakteru wojny na wschodzie, gdzie dokonywano szeroko zakrojonych manewrów na wielkich obszarach i częściej zamykano w kotłach duże zgrupowania przeciwnika. Także braki w dyscyplinie, słabe wyszkolenie oraz niskie morale armii monarchii Habsburgów i Rosji sprawiały, że żołnierze łatwiej się poddawali. Liczne w tych armiach mniejszości narodowe nie czuły też zbyt dużej motywacji do walki za dominujące narody. Wielkie rzesze jeńców stawały się coraz poważniejszym problem. Początkowo kwaterowano ich w opuszczonych koszarach, twierdzach, czasem nawet po prywatnych mieszkaniach. Traktowano to jednak tylko jako rozwiązania doraźne.

Rosyjscy jeńcy po bitwie pod Gorlicami, domena publiczna.

Braki w barakach

Im bardziej wojna się przedłużała, tym więcej zaczęto myśleć o porzuceniu półśrodków w kwaterowaniu jeńców. Wszystkie państwa od przełomu lat 1914-1915 zaczęły organizować obozy jenieckie, złożone najczęściej z drewnianych baraków. Obozy umożliwiały izolację żołnierzy przeciwnika od społeczeństwa i dawały dogodniejsze możliwości kontroli. Osobne placówki tworzono dla szeregowych i dla oficerów – tym drugim zapewniano lepsze warunki, zwolnienie od prac fizycznych czy przepustki na wyjście poza obozowe druty. Izolacja na początku nie była tak ścisła – np. w Rosji na początku wojny jeńców umieszczano po domach. Pamiętnikarka z okupowanego przez Rosjan Tarnopola przytoczyła list, jaki ponoć dostał od żony jeden z żołnierzy cara w listopadzie 1914 r.:

Mieszka u nas żołnierz austriacki, bardzo porządny. Obsiał wszystko, dogląda bydła, domu pilnuje. Opiekuje się nami i sumiennie Ciebie zastępuje. Jak będziesz pisał do mnie, pozdrów go, bo wart tego.

Nawet gdy powołano do życia obozy, jeńcy mieli wciąż dość swobody i związki z miejscowymi kobietami trwały. Po rewolucji lutowej w 1917 r. Rząd Tymczasowy wydał nawet zgodę na żenienie się jeńców z Rosjankami. Większość pochwyconych żołnierzy do zakończenia niewoli nie miała jednak okazji do kontaktu z kobietami. W całkowicie męskim środowisku dochodziło do zbliżeń homoseksualnych. Młodzi żołnierze, wcielający się w kobiety w obozowych teatrzykach, dość szybko zyskiwali adoratorów.

Gazeta „Jeniec", wydawana w obozie w Gardelegen w Niemczech przez jeńców polskich z armii rosyjskiej, 1917 r., źródło: polona.pl, sygn. P.27593 Chr A, domena publiczna.

W obozach jenieckich nadal trwała walka, zmienił się natomiast przeciwnik – zamiast wrogiej armii trzeba było walczyć z nudą. Sposobem na nią były wspomniane teatrzyki, różne kursy zawodowe i naukowe, książki lub sport. Oficerowie mogli wydawać nawet własne gazety. Jeńcom pochodzącym z mniejszości narodowych dawało to okazję do podkreślenia swojej odrębności etnicznej. Polscy oficerowie z armii rosyjskiej, przetrzymywani w obozie w Gardelegen w północnych Niemczech, odbijali na powielaczu dwutygodnik Jeniec. Publikowano w nim teksty z okazji rocznic narodowych, przefiltrowane przez cenzurę wiadomości o sytuacji politycznej na świecie, ale też porady dotyczące uprawy roli i żarty. Podobne czasopisma wychodziły we Francji i Włoszech dla Polaków z armii niemieckiej i austro-węgierskiej. Mimo to w obozach oficerowie narzekali na wywołaną nudą apatię. W czerwcu 1917 r. we wspomnianym już Jeńcu pisano:

Uskarża się wielu naszych towarzyszów wspólnej niedoli na nudy i na niemożebność znalezienia sobie miejsca. Życie w obozie – to zaczarowane koło, jesteśmy w nim zamknięci, tonąc po uszy w monotonności, w „szablonie” i w „bezwładzie duchowym”. Panuje między nami choroba, którąby można nazwać „pracowstręt”.

Na Zachodzie problem ten ochrzczono mianem „choroby drutu kolczastego” (od drutu otaczającego obóz, nie od zasieków na froncie).

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Użytek z jeńców

Jeńcom o niższych szarżach nuda przestała doskwierać znacznie szybciej. Walczące państwa szybko zdały sobie sprawę, że tysiące przebywających w obozach mężczyzn to masa siły roboczej, która może zastąpić oderwanych od gospodarstw, fabryk i kopalni poborowych, walczących na froncie. Zysk z pracy jeńca zniwelować miał też koszty jego utrzymania. Konwencja haska wprawdzie zakazywała brania jeńców do pracy na rzecz wysiłku wojennego państw wojujących, jednak w totalnej przemysłowej wojnie przepis ten właściwie stał się martwy. Niemcy jako pierwsi zaczęli wykorzystywać jeńców do pracy przymusowej ze względu na brak siły roboczej i przejęcie przez wojskowych kontroli nad gospodarką w nieznanym wcześniej stopniu. Wykorzystywać pracę jeńców zaczęli też Rosjanie, budując ich siłami kolej murmańską z Petersburga do portów nad Morzem Białym. Żniwo śmierci wśród pracującej tam siedemdziesięciotysięcznej grupy uwięzionych, pochodzącej w większości z Austro-Węgier, było porażające: 25 tysięcy istnień. Budzi to skojarzenia z późniejszą o 20 lat radziecką budową Kanału Białomorskiego.

Praca nie zawsze musiała być dla jeńców udręką. Zwalczała nudę, a w niektórych państwach przymusowym robotnikom z obozów przysługiwały niewielkie wynagrodzenia. Pracujący w rolnictwie na dodatek mieli często lepsze wyżywienie od żyjących w miastach obywateli kraju, który ich przetrzymywał. W Rosji jeńcy z Niemiec i Austro-Węgier zakładali nawet własne biznesy i dostawali kontrakty na dostawy dla carskiej armii.

Jeńcy austriaccy w guberni ołonieckiej, Karelia, 1915 r., fot. Siergiej Prokudin-Gorskij, domena publiczna.

Najwięcej kontrowersji wywoływało zmuszanie jeńców do prac na zapleczu frontu, w zasięgu ostrzału artyleryjskiego armii, z której pochodzili. W 1916 roku Francuzi zaczęli stosować taką praktykę wobec schwytanych przeciwników. Rzesza odpowiedziała ściąganiem do prac na front zachodni żołnierzy z państw ententy. Co więcej, Niemcy zmuszali jeńców do wysyłania do swoich ojczyzn listów. Ich nadawcy skarżyli się na własnych dowódców, iż swoimi działaniami wystawiali pracujących na niebezpieczeństwo. Powszechne oburzenie francuskiej opinii publicznej na działania rządu skłoniło Paryż do porozumienia z Berlinem w sprawie wycofania jeńców obu stron ze strefy przyfrontowej.

Francuzi, mimo często słusznych zarzutów propagandowych, oskarżających Niemców o okrucieństwa godne Hunów, sami też mieli wiele za uszami. Schwytanych jeńców odsyłali między innymi do swoich posiadłości w Afryce Północnej. Wobec uwięzionych stosowali okrutne kary, w tym długie stanie bez ruchu z odsłoniętym ciałem na palącym słońcu, zwane „tambour”. Wykorzystywali ich też do prac fizycznych na oczach tubylców w Maroku, co z przepełnionego rasizmem punktu widzenia ówczesnego Europejczyka było szczególnie upokarzające. Prócz tego Niemców przetrzymywanych w krajach Maghrebu pokotem kładła malaria.

Brytyjczycy lepiej traktowali swoich jeńców. Wynikało to jednak z faktu, że na Wyspy Brytyjskie przewieziono stosunkowo mało Niemców z kontynentu, a także z lepszego stanu aprowizacji całego kraju. Niemniej, także żołnierze brytyjscy traktowali okrutnie wziętych do niewoli przeciwników. Poeta Siegfied Sasoon, który walczył nad Sommą w 1916 roku, poświęcił mordowanym po schwytaniu wrogom wiersz „Atrocities” (ang. „Okrucieństwa”). Anglicy rozwozili także branych w niewolę przeciwników po całym Imperium. Na przykład jeńcy z armii osmańskiej trafiali aż do Birmy.

Fridtjof Nansen - norweski polarnik i wysoki komisarz Ligi Narodów do spraw uchodźców, domena publiczna

Chyba najcięższe doświadczenie jenieckie w czasie wojny przeżyli pochwyceni na jej początku żołnierze c.k. armii. Po zwycięskiej ofensywie Niemiec, Austrii i Bułgarii, ewakuująca się do adriatyckich portów Albanii armia serbska zmusiła do marszu także 40 tysięcy austro-węgierskich jeńców. Podczas niezwykle ciężkiej przeprawy zimą 1915/1916 roku przez góry Kosowa, nazwanej „serbską Golgotą”, zginęło 70-100 tysięcy Serbów. Oprócz tego w ciągu dwóch tygodni wyczerpującego marszu od mrozu, głodu, złego traktowania i napadów albańskich plemion zginęło ok. 15 tys. jeńców austriackich. Wstrząsający opis tych, którzy przeżyli, zostawił włoski żołnierz, nadzorujący zaokrętowanie serbskiego wojska w Albanii:

Prawie wszyscy bez butów, z nagimi, opuchniętymi stopami, które niektórzy owinęli w zabłocone, przesączone krwią łachmany Co kiedyś było mundurem, teraz wyglądało jak brudne strzępy, z trudem pokrywające nagość. […] Milcząca procesja żywych szkieletów […] pochód cieni, dotykający ziemi w jednostajnym rytmie, bezdźwięcznie.

W niewoli włoskiej Austriacy mieli niewiele lepiej. Przeniesieni na Asinarę u brzegów Sardynii, zwaną „Diabelską Wyspą”, mając zamiast stałego dachu nad głową tylko namioty, masowo umierali na cholerę. Równie źle z wziętymi do niewoli po kampanii 1916 roku Rumunami poczynali sobie Niemcy. Rumuńscy jeńcy wojenni w Rzeszy cierpieli na największą śmiertelność spośród wszystkich żołnierzy, przebywających w niewoli podczas Wielkiej Wojny – prawie 30%. Średnia śmiertelność jeńców we wszystkich krajach wynosiła ok. 10%. I tak była niższa niż na frontach, stąd trafienie do obozu dawało większe szanse przeżycia wojny.

Wyrwać się zza drutów

Ucieczki z obozów jenieckich miały miejsce, choć na znacznie mniejszą skalę, niż podczas następnej wojny światowej. Osadzenie w obozie paradoksalnie ratowało żołnierzy od koszmarów okopów. Konwencja haska dopuszczała ucieczki żołnierzy i zabraniała stronom ich przetrzymującym karania za te czyny. Z niewoli uciekł między innymi późniejszy sowiecki marszałek Michaił Tuchaczewski. Jako żołnierz armii carskiej dostał się do niewoli niemieckiej zimą 1915 roku. Za trzecim podejście uciekł do Rosji latem 1917 roku ze specjalnego obozu dla przyłapanych na uciekaniu w Ingolstadt w Bawarii. Zdołał tam poznać oficera armii francuskiej Charles’a de Gaulle’a, który podjął pięć nieskutecznych prób opuszczenia obozu.

Historia z rozmachem! Kup naszą koszulkę z wikingiem:

Cena koszulki wynosi 34,99 zł.

Kup koszulkę, wesprzyj nasz portal!

Niektóre ucieczki były naprawdę karkołomne. Niejakiemu Güntherowi Pluschowowi udało się, jako jedynemu Niemcowi podczas obu wojen światowych, uciec do ojczyzny z niewoli na Wyspach Brytyjskich. Przed wejściem na statek płynący do neutralnej Holandii poczuł się tak pewnie, że robił sobie w Londynie pamiątkowe zdjęcia. Najciężej uciec było z Syberii, gdzie Rosjanie masowo zwozili wziętych przez siebie jeńców. Wielkie przestrzenie były także jednym z powodów mniej restrykcyjnej kontroli nad przetrzymywanymi w Rosji – po prostu nie było dokąd iść. Bolesław Skąpski, jeniec z c.k. armii, tak wspominał swoje przemyślenia z pociągu gdzieś w Azji Środkowej, po ucieczce z Taszkientu: „Gdy sobie pomyślałem, że mam jechać do granicy Chin przeszło 10 000 km, to mnie aż ciarki przeszły, czy ja to wytrzymam.” Po niebezpiecznej podróży, unikając poszukujących go Rosjan i Brytyjczyków, przez Chiny, Japonię, USA, Orkady (brytyjski archipelag u wybrzeży Szkocji), Norwegię, Danię i Niemcy wrócił do Krakowa i armii austriackiej.

Zdarzały się też zupełnie inne postawy więzionych wobec nadzorców. Charles Townshend, najwyższy rangą Brytyjczyk schwytany podczas Wielkiej Wojny, korzystał z luksusów zapewnionych przez Turków, a nawet zaprzyjaźnił się z osmańskim ministrem wojny Enverem Pashą. W tym samym czasie wielu podwładnych brytyjskiego generała, z którymi dostał się razem do niewoli w Mezopotamii wiosną 1916 roku, przeżywało gehennę na budowie tras kolejowych w Anatolii. Jeszcze w czasie wojny Townshenda masowo potępiła brytyjska opinia publiczna.

Gen. Charles Townshend (siedzący, pierwszy z lewej) w tureckiej niewoli po upadku Kut al-Amara, 1916 r., domena publiczna.

Chorzy jeńcy stanowili brzemię dla przetrzymujących ich państw. Za pośrednictwem m.in. Międzynarodowego Czerwonego Krzyża dokonywano wymiany cierpiących na choroby jeńców. Czasami zamiast tego godzono się na ich wyjazd na leczenie do krajów neutralnych, takich jak Szwajcaria lub Dania, gdzie mieli znacznie większe możliwości wyzdrowienia. Pomóc zamkniętym w obozach żołnierzom można było też dzięki wysyłaniu paczek żywnościowych. Robiły tak organizacje społeczne i rodziny żołnierzy z większości krajów walczących. Wyjątkiem były Włochy, gdzie po upokarzającej ich armię klęsce z państwami centralnymi pod Caporetto jesienią 1917 roku władze wstrzymały wysyłanie paczek przez Szwajcarię swoim żołnierzom w obozach w Niemczech i Austro-Węgrzech. Miała to być kara za ich „haniebną” postawę na froncie.

Ani Rosjanin, ani Niemiec – już Polak

Właściwie jeńcy-Polacy w czasie I wojny światowej byli w całkiem dobrej sytuacji. Każde z walczących państw chciało wykorzystać wziętych do niewoli Polaków do swoich celów i przekonać ich do służby w formacjach narodowych. Dlatego polskim jeńcom po obu stronach frontu okazywano większe względy niż żołnierzom, pochodzącym z dominujących narodów trzech imperiów: Rosjanom, Niemcom, Austriakom, Węgrom. Zarówno w państwach centralnych, jak i u członków ententy od 1915 roku tworzono dla Polaków osobne obozy. Urządzaniu w nich poboru przeszkadzały postanowienia konwencji haskiej i sprzeciw Rosji.

Szerzej drzwi dla Polaków z obozów we Francji otworzyło dopiero uznanie Komitetu Narodowego Polskiego Romana Dmowskiego przez ententę jesienią 1917 roku. Do zawieszenia broni spośród 21 tysięcy jeńców narodowości polskiej we Francji do Armii Polskiej generała Józefa Hallera wstąpiło 15-17 tysięcy Polskie oddziały pod swoją kuratelą tworzyli też Włosi.

Armia Polska we Francji. Generał Louis Archinard dekoruje polskich oficerów. Źródło: NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-H-256-3, domena publiczna.

Od połowy 1918 roku jeńcy, osłabieni długim pobytem w złych warunkach, głodem i brudem, padali masowo ofiarą grypy hiszpanki. Koniec wojny nie przyniósł od razu końca udręk żołnierzy przetrzymywanych w obozach. Na mocy postanowień rozejmu z Compiegne z 11 listopada 1918 roku Niemcy musieli natychmiast wypuścić przetrzymywanych wojskowych z państw zwycięskich. Ententa wypuściła jeńców z pokonanych państwa centralnych znacznie później, ostatnie transporty dotarły do Rzeszy w 1920 roku. Najgorzej pod tym względem było w Rosji, gdzie powroty skończyły się w 1922 roku, po chaosie wojny domowej. Niektórzy żołnierze, przesiąknięci ideami rewolucyjnymi lub przywiązani do nowego kraju dzięki założonym w nim rodzinom, zdecydowali się pozostać w formowanym Związku Radzieckim. Dawne imperia upadły, zmieniły się granice, powstały nowe państwa. Wielu jeńców miało więc z tego powodu problemy z powrotami do swoich domów. W ich ewakuacji z Rosji pomagał norweski polarnik Fridtjof Nansen – wysoki komisarz Ligi Narodów do spraw uchodźców. Jego zasługi na tym polu były jednym z powodów przyznania mu Pokojowej Nagrody Nobla w 1922 roku.

W ciągu Wielkiej Wojny do niewoli trafiło łącznie około 8-9 milionów żołnierzy. Mimo wielu uchybień, w większości wypadków strony konfliktu przestrzegały zapisów konwencji haskiej dotyczących jeńców. Jednak podczas Wielkiej Wojny zrodziły się zjawiska takie, jak przymusowa praca, czy wykorzystywanie więźniów obozów do badań antropologicznych, które stanowiły niebezpieczny precedens. Wyniesione z I wojny światowej praktyki wydały krwawy owoc, który podczas kolejnej wojny doprowadził do śmierci milionów jeńców sowieckich z winy III Rzeszy i przetrzymywania przez kilkanaście lat żołnierzy Wehrmachtu w Związku Radzieckim.

Bibliografia:

Redakcja: Mateusz Balcerkiewicz

Dziękujemy, że z nami jesteś! Chcesz, aby Histmag rozwijał się, wyglądał lepiej i dostarczał więcej ciekawych treści? Możesz nam w tym pomóc! Kliknij tu i dowiedz się, jak to zrobić!

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Tomasz Słomski
Magister historii, absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Publikował m. in. w „Mówią Wieki” i „Pomocniku Historycznym Polityki”. Interesuje się historią I wojny światowej, szczególnie jej społecznymi aspektami, oraz historią Warszawy. W wolnych chwilach śledzi, co się dzieje na świecie i jeździ na rowerze.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy