Opublikowano
2009-09-27 22:47
Licencja
Prawa zastrzeżone

Wielki przyjaciel Polski? Nuncjatura Achillesa Ratti w latach 1918–1921 (cz. II)

O Achillesie Rattim mówimy zwykle jako o bohaterskim nuncjuszu, który nie opuścił Warszawy w momencie jej zagrożenia przez hordy bolszewickie w 1920 roku lub jako o późniejszym papieżu Piusie XI. Czy był, jak zwykło się twierdzić, wielkim przyjacielem Polaków? A może raczej nieodpowiedzialnym, upolitycznionym imperialistą, jak przedstawił go Jarosław Jurkiewicz?


Strony:
1 2 3 4 5

<< Zobacz pierwszą część artykułu

Achilles Ratti wkrótce po objęciu papiestwa jako Pius XI. Ratti zostanie niezapomniany w Polsce nie tylko z powodu wszystkich uroczystości, które poprowadził i niezliczonych podróży po kraju i za granicą, ale również dzięki wydarzeniu, które obchodzone jest do dziś jako Święto Wojska Polskiego i święto kościelne – Matki Bożej Królowej Polski.

Ratti pozostanie w pamięci jako bohaterski nuncjusz, który nie opuścił Warszawy, wtedy gdy niektórzy przedstawiciele rządu zostali już ewakuowani i udali się do Poznania w obawie przed najazdem bolszewickim. Próbując interpretować ówczesną postawę nuncjusza spotkałem się z wieloma hipotezami, dotyczącymi tamtych wydarzeń. Zarówno historycy kościelni okresu międzywojennego, jak i politycy dostrzegali w działaniu Rattiego pełną realizację jego słów, iż nigdy nie opuści ziemi polskiej. Opinie te są ważne, dlatego też je przytoczę.

Bardzo dramatycznie rozpoczyna Marian Pachucki, tj. od momentu, w którym Ratti przybył do Warszawy i polecił audytorowi nuncjatury, Pellegriniemu, by udał się do przebywającego w Poznaniu rządu. Mimo zakazu ze strony papieża, Ratti za zgodą ministra Sapiehy pozostał w mieście 15 sierpnia, a więc w momencie rozstrzygnięcia walki pod Radzyminem. Korzystając ze swojego autorytetu, chciał podnieść ducha walki, za co dziękowali mu potem na forum Sejmu premier Witos oraz generał Haller. Pachucki przytacza w związku z tym pewną anegdotę, trafnie ukazującą postać Rattiego w rozmowie z dominikaninem o Theisslingiem:

Byłem w Warszawie w tym czasie, kiedy hordy bolszewickie miały spaść na stolicę Polski. Wszyscy byli przerażeni, ciało dyplomatyczne gotowało się do wyjazdu. Udałem się do abp. Rattiego. Byłem oszołomiony jego spokojem. – Wszyscy wyjeżdżają – rzekłem. – Ja zostaję – odparł niewzruszony. A gdy z tego powodu wyraziłem zdziwienie dodał spokojnie: – Doskonale zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji, ale dziś rano przy ofierze mszy świętej poświęciłem życie Bogu. Przygotowany jestem na wszystko1.

W czasach późniejszych propagandowo umiano wykorzystać postać Rattiego, ukazując go jako przyjaciela Polski i Polaków. Możemy zaobserwować powstawanie pewnej charakteryzacji jego postaci, kreowanie na postać historyczną. Przykładem może być utrzymana w patetycznym tonie druga cześć laudacji na cześć Piusa XI, wygłoszona przez Józefa Piłsudskiego w 1927 roku w Wilnie:

Był on wtedy skromnym monsignorem reprezentującym Watykan w Polsce. Jako zawodowy historyk powiedział mi, że jest wdzięczny losowi, że rzucił go do Polski w chwili tak przełomowej i krytycznej dla narodu polskiego i że jako historyk obserwować może życie i powstanie nowych tworów Boskich, i ludzkich bezpośrednio naocznie, gdyż do tej pory mógł jedynie z książek wyczytać2.

Do tego wydarzenia często także odwoływał się Ratti, już jako Pius XI, podkreślając uczucia, jakie wówczas nim targały. Czynił to także w momencie przełomowym roku 1924, kiedy zostały zacieśnione kontakty polsko-watykańskie po podniesieniu rangi poselstwa do ambasady polskiej przy Stolicy Apostolskiej i negocjacjach konkordatowych:

Wspomnienie lat spędzonych przez nas u was i z wami w Polsce obudziło w nas uczucie pełnego słodyczy wzruszenia. Te lata dały nam możność szerszego poznania waszego pięknego kraju od Karpat po Bałtyk; pozwoliły nam poznać naocznie pierwsze zapały waszego odrodzenia i porywy do życia, następnie trudności, niebezpieczeństwa, walki, rozterki i bohaterstwa, gdy w tych na zawsze okrytych chwałą dniach przed świętem Wniebowzięcia Matki Boskiej w 1920 roku na brzegach waszej cichej Wisły odbył się ten cudowny bój między aniołem życia i aniołem śmieci, w którym najsłodsza Królowa Korony Polskiej z Jasnej Góry częstochowskiej raczyła natchnąć czynem męczeńskim księdza Skorupkę i jego młodocianych towarzyszy dla zbawienia Polski i zbawienia Europy3.

Wypowiedź ta, jak sądzę, może skłonić do zastanowienia się nad tym, czy to nie nuncjusz był właściwym twórcą później przyjętej w prasie narodowej demokracji koncepcji cudu nad Wisłą. Bowiem to właśnie on od początku zaznaczał duchowy i religijny aspekt zwycięstwa. Podkreślał, że triumf nad śmiercią – bolszewizmem musi przyjść przez życie ― katolicyzm. Ingerencja Matki Boskiej i związany z tym bój księdza Skorupki lokują tę bitwę w kręgu mitów narodowych czy też przypomnienia czasów chwały Polski „zawsze wiernej”. Poza tą prostą interpretacją niektórzy historycy starali się dopatrzyć pewnej warstwy głębszej.

Nuncjusz Ratti po uroczystości w Belwederze w towarzystwie wiceministra spraw zagranicznych Władysława Skrzyńskiego i Stanisława Przeździeckiego, szefa protokołu dyplomatycznego. Źródło: Ibidem, s. 28.

Pisze o tym dość chętnie Hansjakob Stehle w swojej książce, sugerując, że po ewentualnym zwycięstwie bolszewików Ratti mógłby szybko skontaktować się z dowództwem sowieckim, a potem z Leninem i pertraktować w sprawie aresztowanego arcybiskupa mohylewskiego, Edwarda von der Roppa i jego sufragana, biskupa Jana Cieplaka lub przynajmniej wystarać się o pozostawienia na byłych ziemiach polskich gwarancji religijnych4. Inaczej zapatruje się na to Edward Pałyga, twierdząc, że pozostanie w Warszawie łączyło się ściśle z chęcią poznania przez Rattiego prawdziwego oblicza bolszewizmu, by móc te informacje przekazać do Sekretariatu Stanu5.

Zupełnie fantastyczna interpretacja należy do Jurkiewicza, który twierdzi, że Ratti, pozostając w Warszawie, chciał obudzić fanatyzm religijny i zohydzić Rosję Radziecką. Ratti miał nadto wraz z generałem Weygandem, posłem amerykańskim Gibbonem oraz lordem d’Abernonem i ambasadorem francuskim Jusserandem tworzyć grupę przygotowującą interwencję i wzbudzać polski szowinizm. Jurkiewicz jest ostatecznie przeświadczony o tym, że gdyby nie pozostanie Rattiego w Warszawie, doszłoby do wyzwolenia proletariatu, z czym nuncjusz nie chciał się pogodzić. Dlatego też w oczach Jurkiewicza Ratti był zwolennikiem „reakcyjnego łańcucha państw”. Nuncjusz w jego ocenie starał się by to, iż pozostał w stolicy, odczytywane było jako znak pokojowych intencji oraz wyraz braku poparcia dla ludności niemieckiej na Górnym Śląsku.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Strony:
1 2 3 4 5
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Pelagiusz |

Artykuł porusza bardzo ciekawy aspekt tego ważkiego okresu w historii Polski oraz roli Kościoła w tejże. Niemniej jednak można poczynić dość sporo uwag do artykułu. Choćby: "Pius XI jako pierwszy papież odszedł od zasady Syllabus errorum z 1894 roku, według której wszystkie wynalazki są złem." Jaka to zasada Syllabusa głosi taką rzecz? Nonsensem jest sugerowanie, że Kościół potępiał wszystkie wynalazki, skoro przez wieki to naukowcy katoliccy, z duchownymi na czele, rozwijali naukę (szeroko pojętą i różne jej działy), nie wyłączywszy tu techiniki, na usługach nauki i nie tylko. Bądź, co bądź, skoro Syllabus jest dokumentem nieomylnym, śmieszne jest twierdzenie, że jakiś Papież mógłby odejść od którejkolwiek z jego zasad (w rozumieniu principium, a nie jakiejś tam uwarunkowanej okolicznościami wskazówki praktycznej - lecz Syllabus takie właśnie principia zawiera, potępiając fałszywe). Po drugie, "Dlatego też Pius XI był postrzegany jako papież, dopiero „raczkującego”, ekumenizmu." modernistyczną (heretycką) niedorzecznością jest, jakoby Papież, który w encyklice Mortalium animos potępił (również nieomylnie) ekumenizm i obłędne dążenia do fałszywego zjednoczenia religij, do czego przystąpili późniejsi moderniści. Encyklikę tę warto przeczytać, aby zapoznać się z definitywnym nauczaniem Kościoła w tej materii.



Odpowiedz
Jarosław Pietrzak

Doktorant w Katedrze Historii Polski Nowożytnej i Krajów Nadbałtyckich Uniwersytetu Łódzkiego. Przygotowuje pracę doktorską zatytułowaną Księżna dobrodziejka. Katarzyna z Sobieskich Ostrogska-Zasławska Radziwiłłowa (1634–1694) Jego zainteresowania badawcze poza historią Półwyspu Iberyjskiego koncentrują się wokół rodziny Sobieskich oraz mentalności i życia codziennego epoki staropolskiej.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org