Opublikowano
2017-12-16 15:08
Licencja
Wolna licencja

Wojciech Polak: „Przelanie krwi przez Jaruzelskiego było złamaniem najświętszego tabu”

Jak wyglądała działalność opozycyjna i życie codzienne w czasie stanu wojennego? Czy można uzasadnić decyzję o jego wprowadzeniu? Czym była Solidarność w tamtym czasie? I jak Polacy zareagowali na krwawą pacyfikację kopalni Wujek? O tym wszystkim i nie tylko rozmawiamy z prof. Wojciechem Polakiem.


Strony:
1 2 3 4

Wojciech Polak Urodzony w 1962 r. w Olsztynie. Profesor, pracownik Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz Działu Badań Historycznych Europejskiego Centrum Solidarności. Autor wielu książek z zakresu dziejów stanu wojennego, „Solidarności”, opozycji demokratycznej w Polsce, a także historii Polski XVII wieku. Od 1980 r. był członkiem Niezależnego Zrzeszenia Studentów Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Działalność podziemną w NZS prowadził także po wprowadzeniu stanu wojennego. Równocześnie przez całe lata osiemdziesiąte współpracował ze strukturami podziemnymi „Solidarności” Regionu Toruńskiego i Regionu Olsztyńskiego (drukowanie i wydawanie gazetek, kolportaż, działalność publicystyczna, itp.). Wspierał też odradzające się od początku 1988 struktury NZS na UMK. W 2007 r., za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Maciej Zaremba: Za nami już 36. rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Niewątpliwie jest to jedna ze smutniejszych rocznic z najnowszej historii Polski. Jak Pana zdaniem powinniśmy ją wspominać i obchodzić?

Prof. Wojciech Polak: To jest rzeczywiście dosyć specyficzna, smutna rocznica. To rocznica załamania się nadziei wielu ludzi, którzy liczyli na poprawę sytuacji w Polsce, na reformy i przybliżenie się niepodległości. To było złamanie tej nadziei Polaków zaangażowanych w ruch Solidarności, więc nie powinno to być świętowanie radosne. Z jednej strony należy pamiętać o ofiarach stanu wojennego i lat następnych. Trzeba się za te ofiary modlić i myślę, że odprawianie mszy świętych i masowe uczestnictwo w nich jest jak najbardziej potrzebne. Z drugiej strony jest to także okazja, żeby honorować ludzi, którzy w tamtych czasach wykazali się odwagą, którzy w warunkach konspiracji potrafili poprowadzić walkę o wolną Polskę i prawa człowieka. To też okazja żeby oddać im sprawiedliwość, dekorować ich odznaczeniami, a także żeby ich po prostu wspominać. Wszyscy ci którzy potrafili się zachować wtedy przyzwoicie winni być nagrodzeni. Po trzecie jest to także okazja do przypominania i przekazania pamięci o wielu wydarzeniach historycznych z tej epoki młodszemu pokoleniu, ludziom, którzy urodzili się później i wielu faktów nie pamiętają. Historia, w tym ta najnowsza, jest czymś bardzo ważnym, jest częścią naszej tożsamości narodowej, więc trzeba o niej pamiętać. Dobrze, żeby w tym dniu były wyświetlane filmy, organizowane wystawy i spotkania z uczestnikami tamtych wydarzeń. Warto organizować takie rzeczy dla młodego pokolenia w szkołach czy na wyższych uczelniach. Przede wszystkim jednak 13 grudnia powinniśmy pokazywać, że pamiętamy. Pamiętamy o ofiarach, pamiętamy o ludziach zasłużonych w tym okresie i chcemy tę pamięć przekazywać dalej, bo jest ona ważną częścią naszej polskiej tożsamości, musi trwać.

Obchody rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Krakowie (2006) (fot. Djdeaka/wikipedia; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0.)

Pan także prowadził działalność podziemną w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów po wprowadzeniu stanu wojennego. Jak z Pana perspektywy wyglądał ten czas?

Pierwsze dni to było mimo wszystko zaskoczenie. Wcześniej mówiło się raczej o stanie wyjątkowym niż wojennym. Ale mało kto brał to na poważnie. Panowało jakieś takie ogólne „chciejstwo”, że to niemożliwe, że komuniści się na to nie zdobędą, że Generał Jaruzelski na coś takiego się nie zdecyduje. Stad wielki szok, zaskoczenie i bezradność. Solidarność, czy Niezależne Zrzeszenie Studentów, do którego należałem były przyzwyczajone do działań w warunkach w miarę normalnych. Jeżeli rozpoczynano strajk w okresie „karnawału” Solidarności to można było korzystać z telefonu, nawiązać kontakt z innymi zakładami pracy, uczelniami, miastami. Można było zaprosić dziennikarzy. Może daleko było tu do normalności zwykłych krajów, rządzonych z poszanowaniem prawa, bo jednak to był ciągle system komunistyczny, ale okres „karnawału” oznaczał pewną liberalizację, poluzowanie. Stąd i te nowopowstałe wielkie organizacje jak Solidarność czy NZS mogły działać w sposób nieco przypominający normalność.

„Solidarność”: zmarnowana i niezrozumiała opowieść

Czytaj dalej...

Stan wojenny przekreślił to wszystko. Represje wprowadzono od razu na ogromną skalę: zatrzymania, wkroczenie do zakładów pracy... W tych warunkach zwłaszcza zorganizowanie akcji strajkowej, udzielenie komunistom odpowiedzi poprzez masowy strajk czy protest było w gruncie rzeczy niewykonalne. Bo jak zorganizować strajk ogólnopolski w sytuacji gdy wyłączone są wszystkie telefony, nie ma środków łączności i nie można nawet spokojnie przejechać z województwa do województwa? Ba, nawet utrudniony był przejazd z gminy do gminy czy między dzielnicami jednego miasta. Pamiętam bezradność w tych pierwszych dniach. Jako działacze NZS-u zebraliśmy się w toruńskim akademiku i postanowiliśmy coś zrobić. Wysłaliśmy ludzi po Polsce, żeby zdobyć informacje, dowiedzieć się co się dzieje. Niby obowiązywały już przepustki, ale w pierwszych dniach panował ogromny chaos i nikt tego specjalnie nie sprawdzał. Ja pojechałem do Gdańska, gdzie byłem w strajkującej stoczni i brałem udział w zamieszkach pomiędzy stocznią a dworcem głównym, gdy na ulicy było 100, a może 150 tysięcy ludzi. Tam 16 grudnia, trwała całodzienna, a nawet całonocna walka. To było piekło na ziemi. Gdy wróciłem do Torunia grupa moich koleżanek i kolegów podjęła działalność podziemną, zaczęła drukować. Jednak sam szybko zrozumiałem, że Solidarność przegrywała to starcie. Jaruzelski dławił legalny Związek. Zrozumiałem, że nastąpi przejście do podziemia. To właściwie było coś naturalnego. Jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia większość działaczy Solidarności i ludzi zaangażowanych w to co się działo w Polsce po stronie solidarnościowej zrozumiało, że zaczyna się okres konspiracji. To jest zresztą taka nasza polska specyfika. My, Polacy, zawsze jak przegrywamy w otwartym boju, jakikolwiek to były bój, to nigdy się nie poddajemy. Konspirację mamy we krwi. I wtedy też przejście do konspiracji nastąpiło wręcz automatycznie. Nikt nad tym nie dyskutował, nikt się nie zastanawiał. Pamiętam, że ogromne ilości ulotek wpadały w moje ręce jeszcze przed Nowym Rokiem. Więc i ja z grupą kolegów, jeszcze przed końcem 1981 roku podjęliśmy pewne działania. Mieliśmy powielacz, mieliśmy papier, mieliśmy trochę środków finansowych uratowanych z pogromu po wprowadzaniu stanu wojennego. Mieliśmy te rzeczy poukrywane i trzeba było je po prostu uruchomić. I tak właśnie, po rozpoczęciu zajęć na UMK na początku 1982 roku występowaliśmy jako podziemny NZS.

Już sporo Pan o tym opowiedział, ale jak wyglądała działalność opozycyjna w czasie stanu wojennego? Jak stan wojenny zmienił dotychczasowe działania? Czy to były głownie ulotki?

Ulotka propagandowa "Solidarności" z 1981 roku

Ulotki drukowano na samym początku stanu wojennego, drukowano je także przy różnych okazjach. Bardzo szybko zamiast ulotek, które miały siłą rzeczy charakter okolicznościowy, zaczęto wydawać gazetki i pisma podziemne. Pismo podziemne ma to do siebie, że wokół niego kształtuje się całe środowisko. Ktoś musi to pismo zredagować, ktoś musi je wydrukować i w końcu rozkolportować. Zwłaszcza na tym etapie kolportażu występuje tendencja do powstania pewnej rozgałęzionej struktury. Szkoda jest pisma wykładać gdzieś na korytarzu czy na parapetach, gdzie duża część wpada w ręce bezpieki. Lepiej przekazywać je z rąk do rąk metodą takiej rozgałęzionej jodełki. To była często podstawa tworzenia struktur podziemnej Solidarności, na przykład komisji zakładowych w poszczególnych zakładach pracy czy na uczelniach. Z porozumienia tych komisji zakładowych, powstawały ogniwa regionalne podziemnej Solidarności. W kwietniu 1982 r. stworzono też ciało koordynacyjne – Tymczasową Komisję Koordynacyjną NZZS Solidarność złożoną z czterech przywódców najbardziej znaczących regionów. Jednak ciało to nie miało charakteru bezwzględnie zarządzającego. Ono wydawało odezwy, wzywało do pewnych działań, ale każdy region podziemny postępował według własnego uznania, chociaż autorytet Komisji był duży.

Wywiad został opublikowany w ramach dodatku tematycznego do Histmag.org „Opozycja w Polsce Ludowej 1945-89”, zrealizowanego dzięki wsparciu Europejskiego Centrum Solidarności:

logo Europejskiego Centrum Solidarności

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Maciej Zaremba

Redaktor naczelny Histmag.org. Student historii i politologii na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się historią nowożytną Polski, zwłaszcza życiem codziennym, publicznym i wojskowym społeczeństwa szlacheckiego Rzeczypospolitej oraz stosunkami polsko-moskiewskimi w XVI i XVII wieku. Wielbiciel gier video i literatury fantasy. Uważa, że historię należy popularyzować za pomocą wszelkich dostępnych środków popkultury, takich jak filmy, seriale, muzyka czy gry.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org