Opublikowano
2014-10-10 12:41
Licencja
Prawa zastrzeżone

Wrogowie moich wrogów... - Armia Krajowa i sowiecka partyzantka na ziemiach polskich

"Mając takich sojuszników, wrogowie są niepotrzebni". Ten cytat dobrze pasuje do działań sowieckich grup partyzanckich, które oficjalnie walczyły z Wehrmachtem na ziemiach polskich. Jak w rzeczywistości wyglądała walka czerwonej partyzantki?


Strony:
1 2 3 4 5 6 7 8

Zobacz też: Żołnierze Wyklęci – historia i pamięć

Strategia i taktyka AK

Od pierwszego do ostatniego dnia wojny w Europie głównym wrogiem Polaków były nazistowskie Niemcy. To one 1 września 1939 roku dokonały agresji na Polskę, a następnie prowadziły rasistowską politykę okupacyjną, w której dla ludności polskiej — po eksterminacji elit — przewidziano rolę nie­wykształconej siły roboczej. Jej konsekwentna realizacja w wypadku zwycięstwa hitlerowców groziła wręcz biologiczną zagładą całego narodu.

Dlatego ZSRS traktowany był jako wróg numer dwa, który w dodatku, po podpisaniu układu Sikorski–Majski w 1941 roku, oficjalnie stał się sojusznikiem. I choć polskie podziemie patrzyło na niego bardzo nieufnie, to jednocześnie udzielało Sowietom wsparcia wywiadowczego, organizowało pomoc dla głodzonych sowieckich jeńców (w latach 1941–1942 Wehrmacht zagłodził w obozach jenieckich ponad 2 000 000 czerwonoarmistów wziętych do niewoli, co było drugą po Holocauście największą zbrodnią drugiej wojny światowej), i tym też należy tłumaczyć spontaniczne poparcie, z jakim z polskiej strony spotykały się sowieckie oddziały partyzanckie pojawiające się na przykład w końcu 1942 roku na Wołyniu.

Gen. Kazimierz Sosnkowski, pierwszy dowódca ZWZ (domena publiczna)

Najważniejszą polską organizacją podziemną był Związek Walki Zbrojnej, późniejsza Armia Krajowa, będąca ponadpartyjnym zbrojnym ramieniem rządu emigracyjnego. Wszystkie pozostałe organizacje podziemne — Narodowa Organizacja Wojskowa, Narodowe Siły Zbrojne, Bataliony Chłopskie — miały charakter partyjnych bojówek prowadzących swoją działalność ściśle według wskazówek otrzymywanych od polityków takiej lub innej formacji politycznej.

Struktura ZWZ-AK była podzielona na obszary (obejmujące teren kilku województw), okręgi (odpowiedniki województw) i obwody (odpowiedniki powiatów). Siatka organizacyjna objęła terytorium całej przedwojennej Polski, choć na ziemiach wschodnich w latach 1939–1941 została ona niemal całkowicie zniszczona przez sowieckie aresztowania lub przejęcie kierownictwa organizacji przez agentów. Dopiero po uderzeniu Niemiec na ZSRS struktury na tych terenach odbudowano niemal od zera. W 1942 roku polskie podziemie posiadało już prężne siatki organizacyjne także na wschodzie. Na Wołyniu działał samodzielny Okręg Armii Krajowej, w Galicji Wschodniej istniał Obszar Lwowski AK złożony z trzech Okręgów: Lwowskiego, Stanisławowskiego i Tarnopolskiego. Bardziej na północ powstały jeszcze trzy Okręgi: Wileński, Nowo­gródzki i Poleski (ten ostatni jednakże był bardzo słaby). Przypomnieć trzeba, że niezależnie od konspiracji wojskowej istniała równolegle cywilna Delegatura Rządu na Kraj, traktowana jako podziemna administracja rządu na uchodźstwie.

W 1943 roku AK stanowiła już poważną siłę. Według oficjalnych szacunków należało do niej około trzystu tysięcy żołnierzy, z których wszakże tylko niewielka część prowadziła bieżącą walkę dywersyjną. Było to spowodowane zarówno brakami w uzbrojeniu, jak i strategią działań przyjętą przez dowództwo. Stosowanie przez nazistów zasady zbiorowej odpowiedzialności i mordowanie w odwecie za zabójstwo jednego Niemca stu cywilnych osób czy palenie całych wsi skłaniały żołnierzy podziemia do tego, by ograniczać działania zbrojne do absolutnego minimum. Dlatego dopiero w 1943 roku zaczęły powstawać oddziały partyzanckie, głównie w regionach szczególnie dotkniętych represjami okupanta, jak na przykład na Zamojszczyźnie. A i tam starano się ograniczyć żywiołowy ruch oporu przeciwko niemieckiej akcji wysiedleńczej, w obawie, by nie przekształcił się on w ogólne powstanie, które Niemcy z łatwością by stłumili.

ZWZ-AK od początku przygotowywał się do wywołania powstania powszechnego. Miało ono wybuchnąć w chwili, gdy zauważalny stanie się rozkład osłabionej ciosami aliantów armii niemieckiej lub jeszcze lepiej państwa niemieckiego. Główny wysiłek zbrojny miał dotyczyć ziem centralnych Polski, gdzie siły Armii Krajowej były największe. Ponieważ zakładano powtórzenie sytuacji z 1918 roku — według tej koncepcji Niemcy miały ponieść klęskę na Zachodzie, na Wschodzie zaś do końca utrzymać przewagę militarną — oddziały AK na ziemiach wschodnich otrzymały rozkaz zablokowania, poprzez dywersje na szlakach kolejowych, możliwości przerzutu wojsk niemieckich ze wschodu na zachód. Drugim ważnym zadaniem było przeciwstawienie się ewentualnej litewskiej lub ukraińskiej „dywersji” mającej na celu opanowanie Wilna lub Lwowa. Choć w polskich planach Ukraińcy przez cały czas byli traktowani jako groźny przeciwnik i nie wykluczano nawet stoczenia z nimi kolejnej wojny galicyjskiej, to znacznie większe obawy wywoływały poczynania środowisk litewskich. Na Litwie bardzo szybko, jeszcze na przełomie lat 1941–1942, dokonała się zagłada Żydów, przy czym jej sprawcami byli członkowie kolaborującej z Niemcami policji litewskiej. Z tego powodu całkiem poważnie liczono się z możliwością rozpoczęcia przez Litwinów akcji eksterminacji Polaków na Wileńszczyźnie. W takim wypadku AK miała natychmiast przystąpić do otwartej walki zbrojnej w obronie ludności.

Zerwanie stosunków dyplomatycznych z rządem londyńskim przez ZSRS stało się dla dowódców AK ważnym sygnałem ostrzegawczym zapowiadającym przyszłe wydarzenia. Następne kilkanaście miesięcy upłynęło w gorączkowej atmosferze, ciągle bez odpowiedzi pozostawało bowiem pytanie, jakie są prawdziwe zamiary „sojusznika naszych sojuszników”. Przy czym, jak przypuszczam, błędnie diagnozowano sytuację i za podstawowe zagrożenie uznawano sowieckie pretensje terytorialne do wschodnich województw II RP, a nie chęć narzucenia systemu komunistycznego całej Polsce.

Powyższy tekst pochodzi z:

Autor: Grzegorz Motyka
Tytuł: „Na Białych Polaków obława. Wojska NKWD w walce z polskim podziemiem 1944-1953”
Wydawnictwo Literackie
Wydanie: I
Format: 165×240 mm
Oprawa: twarda
Liczba stron: 516
ISBN: 978-83-08-05393-5
Cena: 49,90 zł
Kup ze zniżką na stronach Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4 5 6 7 8
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Jan Muszyński |

Ja opisałem tylko pewną rzeczywistą sytuację, jaka miała miejsce podczas rozmów Wielkiej Trójki w Teheranie. Pytanie Likurga powinno być skierowane nie do mnie, ale do Roosevelta i Churchilla. Ze swej strony przypuszczam, że Roosevelt i Churchill nie byli na bieżąco informowani o niegodziwościach dokonywanych przez partyzantów. Ale musieli zdawać sobie sprawę, że takie historie miały miejsce. W końcu wojska alianckie też niekiedy używały sobie na ludności cywilnej. Ale z punktu widzenia przywódców Zachodu była to kwestia priorytetów. Ważniejsza dla nich była skuteczna walka przeciw Niemcom, niż szarmancka postawa wobec dam. Jest takie polskie przysłowie: „Nie święci garnki lepią”.



Odpowiedz

Gość: Likurg |

Panie Muszyński, a ilu niewinnych cywili zabili ci "partyzanci" na Kresach, ile kobiet zgwałcili, ilu obrabowali? Proszę zajrzeć do wspomnień.



Odpowiedz

@Gość: Likurg Sowiecka partyzantka to pod tym względem nie ustępowała Armii Czerwonej.



Odpowiedz

Gość |

oj ,oj. Są tutaj co najmniej dwie rzeczy. "Władza" - dla kogo władza bo nie dla Polaków ? A po wtóre wyrok śmierci dla "Inki". Za co ? Dlaczego taka kara ? W dodatku na niepełnoletniej. No ale to była decyzja tej "władzy". A prokurator w szczęściu i zdrowiu na koszt Polaków żył sobie do dnia dzisiejszego.



Odpowiedz

Gość: Jan Muszyński |

Chyba nie ma takiego państwa, w którym tolerowano by działalność zbrojną przeciwko władzom tego państwa. Obecnie jest powszechna zgoda na określanie tych, którzy zbrojnie występują przeciwko państwu - jako terrorystów. Wracając do tematu - relacja z konferencji Wielkiej Trójki w Teheranie (Andrzej Kastory: "W. S. Churchill", Ossolineum, 2004, str. 291: "Na plenarnym posiedzeniu 1 grudnia Roosevelt podjął jednak sprawę polską. Wyraził nadzieję, że rząd sowiecki rozpocznie rokowania celem przywrócenia stosunków z rządem polskim. Stalin odparł, że rząd polski i jego zwolennicy w Polsce utrzymują stosunki z Niemcami: "Oni zabijają partyzantów!". Problemem nie było to, że Stalin tak powiedział. Prawdziwym problemem było to, że ta wypowiedź Stalina zamknęła usta Rooseveltowi i Churchillowi. Po tej wypowiedzi Stalina zachodni przywódcy zmienili temat, uznając, że dalsza dyskusja na temat polskich władz emigracyjnych jest bezprzedmiotowa. Zarzut Stalina uznali za dyskwalifikujący. Wynikało to z faktu, że przywódcy koalicji antyhitlerowskiej za podstawowe zadanie przyjęli pokonanie hitlerowskich Niemiec i położenie w ten sposób kresu hitlerowskiemu ludobójstwu. Przeszkadzanie w jakikolwiek sposób Sowietom - którzy byli głównym uczestnikiem wojny przeciw Hitlerowi - oznaczało działanie na szkodę koalicji antyhitlerowskiej.



Odpowiedz

@Gość: Jan Muszyński Mowa o terroryzmie w tym kontekście jest bardzo nie na miejscu.



Odpowiedz

Gość |

Stalinowski prokurator pułkownik Wacław Krzyżanowski, który zażądał w procesie stalinowskim kary śmierci dla Danuty Siedzikówny „Inki”, został pochowany na koszalińskim cmentarzu w asyście honorowej wojska. Krzyżanowski miał odebrane uprawnienia kombatanckie, mimo to stowarzyszenie żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego wystąpiła o asystę honorową do 8. Koszalińskiego Pułku Przeciwlotniczego. Kpt. Zbigniew Izraelski zgodził się na uczestnictwo żołnierzy w pogrzebie, a tłumaczył się brakiem informacji nt. przeszłości stalinowskiego prokuratora. Minister Obrony Narodowej i wicepremier Tomasz Siemoniak zapowiedział wyjaśnienie sprawy, a na portalu społecznościowym Twitter skandal z udziałem żołnierzy po fali krytycznych komentarzy skomentował słowami: „Wstyd. Zażądałem wyjaśnień od dowódcy garnizonu Koszalin, który podjął taką decyzję.” „Inka” była sanitariuszką AK, została skazana na karę śmierci za przynależność do podziemia niepodległościowego i rozstrzelana 28 sierpnia 1946 roku w w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku. http://www.3droga.pl/informacje-kraj/zazadal-kary-smierci-dla-inki-teraz-pochowano-go-z-honorami/



Odpowiedz
Grzegorz Motyka

Historyk, zajmuje się głównie tematyką ukraińską. Członek Rady Instytut Pamięci Narodowej, autor licznych publikacji na temat historii stosunków polsko-ukraińskich.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org