Z igrzysk olimpijskich na estradę muzyczną: Jerzy „Jurand” Koszutski

Jako nastolatek wygrał pierwszy wyścig rowerowy. Następnie w ciągu kilku lat stał się czołowym polskim kolarzem torowym i w 1928 roku pojechał na IO w Amsterdamie. Gdy wszyscy myśleli, że największe sukcesy sportowe dopiero przed nim, Jerzy Koszutski zsiadł z roweru i... założył zespół wokalny.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Chór Juranda. Na środku Jerzy Koszutski (Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-K-7199, domena publiczna)
Chór Juranda. Na środku Jerzy Koszutski (Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 1-K-7199, domena publiczna)

Jeszcze tylko parę obrotów korbką osadzoną w boku dużej drewnianej skrzyni, regulacja prędkości i prawie gotowe. Mechanizm został zwolniony wprawiając w ruch talerz, a delikatnie opuszczona igła sunie już po lśniącym, czarnym szelaku, zataczając kolejne okrążenia niczym kolarz torowy pędzący po pierwsze miejsce w wyścigu. Ten „rajd” nie wywołuje jednak wrzawy kibiców. Sprawia zaś, że z drewnianej skrzyni wydobywa się melodia.

Ręcznie nakręcane gramofony w latach 20. i 30. XX wieku znajdowały się w niejednym polskim domu. Ich właściciele w dowolnym momencie mogli cieszyć się głosem ówczesnych gwiazd oper i estrady takich jak Jan Kiepura, Eugeniusz Bodo, Tadeusz Faliszewski, Adam Aston, Wiera Gran czy Mieczysław Fogg. Oczywiście nie każdego było stać na taki luksus. Możemy tylko przypuszczać, że gramofon mógł znajdować się w rodzinnym domu Jerzego Koszutskiego (ur. 30 stycznia 1905 r.), którego ojciec Kazimierz był samorządowcem, a następnie prezydentem Kalisza (1921-1924). Kto wie, być może młody Jerzy zakochał się w muzyce właśnie podczas przysłuchiwania się dźwiękom wydobywającym się z finezyjnie zakręconej tuby. Po latach to jego twórczość zaczęła trafiać na czarne krążki, a założony przez niego zespół – Chór Juranda – zyskał rzeszę fanów. Zanim jednak do tego doszło, Koszutski zdobył popularność jako… kolarz! I to nie byle jaki, bo wziął udział nawet w Igrzyskach Olimpijskich w Amsterdamie w 1928 roku. Jak wyglądała droga utalentowanego sportowca na estradę?

Wyścig po pokoju

Jerzy Koszutski już od wczesnej młodości posiadał sportowe zacięcie. Przełomowa dla jego kolarskiej kariery okazała się… jedna z wigilii Bożego Narodzenia:

Będąc jeszcze dzieckiem prawie, okazywałem zawsze ogromne zainteresowanie na widok roweru. Otrzymawszy jako prezent gwiazdkowy, spacerowy rower, a nie mogąc się powstrzymać z próbą jazdy do wiosny – jeszcze tej zimy nauczyłem się jeździć – po pokoju – wspominał swoje pierwsze kolarskie szlify Koszutski („Kolarz Polski” nr 3 z 1927 r.).

Gdy już opanował trasę między pokojami i slalom między nogami swojej mamy Heleny, na początku lat 20. XX wieku przyszła kolej na pierwsze zawody. Debiut nadszedł jednak niespodziewanie: za namową kolegów, którzy licząc na ubaw kosztem szesnastoletniego Jerzego, zapisali go na wyścig szosowy. Z braku odpowiedniego roweru wystartował, jak to sam określił, na „bamboszach” i nieoczekiwanie zwyciężył. Takiego talentu nie mógł zlekceważyć, więc zapisał się najpierw do jednej z sekcji kolarskich, a niedługo potem sięgnął po mistrzostwo miasta. Niekiedy żartowano, że ojciec specjalnie dla niego wybudował tor kolarski. Niezależnie od tego, czy to pasja syna skłoniła prezydenta miasta do takiej inwestycji, Kalisz za jego kadencji powoli podnosił się po wojennych zniszczeniach. Jerzy Koszutski opuścił swoją dotychczasową sekcję kolarską i w 1925 r. przeniósł się do Kaliskiego Towarzystwa Cyklistów. Prężnie działająca organizacja pozwoliła mu rozwinąć skrzydła i stanąć do rywalizacji z kolarzami już nie tylko w wyścigach lokalnych, ale i ogólnopolskich.

Jerzy Koszutski jako zawodnik KTC („Kolarz Polski” nr 3 z 1.02.1927 r.)
Jerzy Koszutski jako zawodnik KTC („Kolarz Polski” nr 3 z 1.02.1927 r.)

W wielu miastach ówczesnej Polski działały podobne towarzystwa, których tradycja sięgała nawet drugiej połowy XIX wieku, a więc były znacznie starsze niż np. kluby piłki nożnej (najstarszym polskim klubem piłkarskim była Lechia Lwów – 1903 r.). Na początku, należeli do nich przede wszystkim przedstawiciele elity, artyści i intelektualiści. W szeregach powstałego w 1886 r. Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów były takie osobistości jak Henryk Sienkiewicz i Bolesław Prus. Autor „Lalki” bardzo zachwalał korzyści płynące z jazdy na rowerze i zachęcał do niej swoich czytelników:

A więc czytelniku i czytelniczko! Jeśli masz pieniądze, kupuj rower. Nie wyobrażaj sobie, że w nim siedzi diabeł, nie lękaj się trudów początkowej nauki, nie lekceważ go jako zabawkę, ale naucz się jeździć i wyjeżdżaj jak najczęściej i najdalej za miasto. W krótkim czasie zgrubieją ci muskuły, odzyskasz sen, apetyt i dobry humor, staniesz się człowiekiem zdrowym, dzielnym i podziękujesz niżej podpisanemu, że cię tak gorliwie zachęcał. Bolesław Prus („Kurier Codzienny” 1891 r., cyt. za.: „Cykliści. Sympatycy, pasjonaci, mistrzowie 1886-1939”, oprac. Aleksandra Janiszewska, Joanna Łuba-Wróblewska, Ośrodek KARTA, Warszawa 2010, s. 188).

Trudno powiedzieć czy rodzaj kolarstwa, w którym akurat zaczął specjalizować się Jerzy Koszutski, spotkałby się z podobną aprobatą Bolesława Prusa jak rowerowe „dalekie wycieczki za miasto”, bowiem największe sukcesy zaczął on odnosić w kolarstwie torowym. Z pewnością jednak i w tej konkurencji „mięśnie grubiały”, a i „dobry humor” dopisywał Koszutskiemu, gdy odnosił kolejne sukcesy. W 1928 r. został wicemistrzem Polski w sprincie. Był to debiut Koszutskiego na mistrzostwach Polski w kolarstwie torowym, ale co ciekawe, nie był on zadowolony ze zdobycia drugiego miejsca. W finale pokonał go o pół koła Ludwik Turowski, którego raczej nikt nie widział w roli faworyta. Jeśli wierzyć doniesieniom prasowym, rozgoryczony Koszutski zapowiedział nawet, że zamierza wycofać się ze sportu. W tym samym roku pobił rekord kraju na 300 m ze startu lotnego, które pokonał w 19,6 sekund. Takie sukcesy zaowocowały powołaniem do kadry na Igrzyska Olimpijskie w Amsterdamie w 1928 roku.

Na amsterdamskim welodromie

Już samo uczestnictwo w tak ważnej imprezie było wielkim wyróżnieniem dla ówczesnego sportowca. Tym bardziej, że była to dopiero druga okazja dla biało-czerwonych, żeby zaprezentować swoje umiejętności światu. Debiut w 1920 r. uniemożliwiła wojna polsko-rosyjska i pod własną flagą udało się zaprezentować dopiero cztery lata później w Paryżu. W 1928 r. kolarze z pewnością mieli apetyt na coś więcej niż sam występ. Zanim jednak stanęli do rywalizacji, nie obyło się bez problemów i kontrowersji. Gdy drużyna udała się na welodrom, gdzie w wyścigu na 1000 metrów zaraz miał startować Józef Lange, okazało się, że nie chcą jej wpuścić. Organizatorzy bowiem zmienili karty wstępu, nie informując o tym polskich zawodników:

Nie wiem jakby się ta cała heca skończyła, gdyby nie to, że zjawił się nasz masażysta, który miał jeden taki bilet, dawał go po kolei każdemu z nas i w ten sposób udało mi się wprowadzić całą ekspedycję, niby jakiegoś konia trojańskiego, do stadionu – relacjonował kierownik polskiej reprezentacji kolarzy, kpt Wojtkiewicz („Przegląd Sportowy” nr 37 z 1928 r.).

O rozgrzewce nie było już nawet mowy, Lange stanął do wyścigu praktycznie z marszu i nawet wypchnięcie jego roweru przez dyskobola oraz kulomiota Józefa Barana nie pomogło wyprzedzić rywali. Lange zajął szóste miejsce.

Kolarska kadra kolarzy na IO w Amsterdamie na okładce „Stadionu”. W środku widoczny, szeroko uśmiechnięty, Jerzy Koszutski. („Stadion” nr 31 z 31.07.1928)
Kolarska kadra kolarzy na IO w Amsterdamie na okładce „Stadionu”. W środku widoczny, szeroko uśmiechnięty, Jerzy Koszutski. („Stadion” nr 31 z 31.07.1928)

W końcu przyszła pora na Jerzego Koszutskiego, który startował w sprincie na 1000 m ze startu lotnego. Zaczął nie najlepiej, ale w kolejnych biegach spisał się już bardzo dobrze, dzięki czemu dotarł do ćwierćfinału. Nieco ponad 10 minut po zakończonym wyścigu, a właściwie całej serii, bo między poprzednimi były tylko parominutowe przerwy, został wezwany do walki o półfinał. Jego rywalem był duński kolarz Willy Hansens, który miał za sobą już półtoragodzinny odpoczynek. Kontrowersje wzbudzały również zasady, które zakładały układanie par ćwierćfinałowych przez sędziów, co rodziło podejrzenia o faworyzowanie części zawodników.

Kolarze na torze. Widoczny m.in.: Jerzy Koszutski, 1933 r. (Narodowe Archiwum Cyfrowe, syng. 3/1/0/11/7201, domena publiczna)
Kolarze na torze. Widoczny m.in.: Jerzy Koszutski, 1933 r. (Narodowe Archiwum Cyfrowe, syng. 3/1/0/11/7201, domena publiczna)

Ostatecznie Jerzy Koszutski przegrał wyścig, choć niewątpliwie jego występ na Igrzyskach można było zaliczyć do udanych. Polski selekcjoner w wywiadzie dla prasy sportowej stwierdził nawet: „Koszutski jest w grupie 4-5 najlepszych kolarzy świata! Mówię to z ręką na sercu, po zupełnie bezstronnej obserwacji Olimpiady” („Przegląd Sportowy nr 37, z 1928 r.). Kadra kolarzy ostatecznie nie przywiozła medali do Polski. O ile jednak cykliści torowi mogli mówić o pechu i nierównych warunkach rywalizacji, o tyle zawodnicy startujący w zawodach szosowych mogli mieć już pretensje jedynie do siebie. Wszyscy zajęli bardzo odległe miejsca, co trener tłumaczył w następujący sposób:

W przeddzień zawodów zjedli oni gulasz z papryką z wodą mineralną. Skutki były opłakane. Stefański jest dotychczas chory. Kłosowicza złapał kurcz w czasie drogi, a pozostali nas kolarze też reprezentowali zaledwie połowę swej normalnej wartości. Z nimi jak z dziećmi! – podsumował kpt Wojtkieiwcz („Przegląd Sportowy nr 37 z 1928 r.).

Dobry występ Jerzego Koszutskiego w Amsterdamie został zauważony i otworzył mu drzwi do udziału w kolejnych zagranicznych zawodach. Tymczasem on coraz rzadziej decydował się na udział w zawodach kolarskich, a w latach 30. XX wieku zupełnie oddał się muzyce. Jego druga pasja towarzyszyła mu już od wczesnego dzieciństwa. Ukończył szkołę muzyczną w Kaliszu. Następnie studiował w Państwowym Konserwatorium Warszawskim, z którego wywodzi się dzisiejszy Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina. Ponoć został nawet zauważony przez samego Ignacego Paderewskiego, od którego miał otrzymać zaproszenie na naukę pod jego okiem.

Polecamy e-book Michała Przeperskiego „Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”:

Michał Przeperski
„Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 86
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-3-9

Książkę można też kupić jako audiobook, w tej samej cenie. Przejdź do możliwości zakupu audiobooka!

Afisz zapraszający na koncert Jerzego Koszutskiego. Prawdopodobnie lata 20. XX wieku (Biblioteka Narodowa)
Afisz zapraszający na koncert Jerzego Koszutskiego. Prawdopodobnie lata 20. XX wieku (Biblioteka Narodowa)

Wiele wskazywało na to, że utalentowany kompozytor i pianista zrobi równie szybką karierę muzyczną, jak kolarską, jednak w 1932 r. doszło do tragedii. W wypadku motocyklowym, bądź jak głosi inna wersja, przy naprawie swojego pojazdu, Koszutski stracił dwa palce, co oznaczało wyrok dla młodego wirtuoza – jego dalsza kariera w muzyce poważnej stanęła pod znakiem zapytania.

Jurand z Wielkiej Rewii

Były olimpijczyk jednak nie załamał się, nie zrezygnował ze swojej pasji i postanowił spróbować sił w muzyce rozrywkowej. Przyjął pseudonim artystyczny „Jurand” i jeszcze w 1932 r. utworzył zespół wokalny Chór Juranda. Jego skład wielokrotnie się zmieniał, śpiewali w nim m.in. Marian Rottengruber, Roman Chomicki, Tadeusz Bogdanowicz, Adam Gruszczyński, Tadeusz Cheveau-Zakrzewski, Czesław Januszewski i Kazimierz Poreda. Zespół składał się więc wyłącznie z męskich wokali, ale współpracował również z takimi gwiazdami przedwojennego kina jak Helena Grossówna czy Tola Mankiewiczówna.

Członkowie Chóru Juranda z Heleną Grossówną (4. z lewej) i Jerzym Koszutskim (4. z prawej; Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/11/7201, domena publiczna)
Członkowie Chóru Juranda z Heleną Grossówną (4. z lewej) i Jerzym Koszutskim (4. z prawej; Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/11/7201, domena publiczna)

Chór Juranda dał się poznać przede wszystkim publiczności Wielkiej Rewii, ale także takich stołecznych teatrzyków jak Morskie Oko czy Stara Banda. Zasłynął z muzycznych kupletów i parodii. Artyści wykonywali również ówczesne przeboje różnych autorów, m.in. „To ostatnia niedziela” czy tango autorstwa Mariana Hemara, „Upić się warto”.

Upić się warto, upić się warto

Siedzieć i płakać, i śpiewać to warto

Z sercem ściśniętem, z duszą otwartą

Upić się, upić, to jedno, co warto

(„Upić się warto”, sł. Marian Hemar)

Chór Juranda wraz z amerykańskim artystą, Harrym Hamiltonem. Jerzy Koszutski pierwszy z lewej. Lata 30. XX wieku. (NAC, sygn. 1-K-7198, domena publiczna)
Chór Juranda wraz z amerykańskim artystą, Harrym Hamiltonem. Jerzy Koszutski pierwszy z lewej. Lata 30. XX wieku. (NAC, sygn. 1-K-7198, domena publiczna)

Do najpopularniejszych utworów wykonywanych przez Chór należały także „Chcę przy tobie być”, „2+2=4”, „Czemuś o mnie zapomniała”, „Walc serenada” i „Warszawo, piękna Warszawo”. Repertuar zespołu był bardzo różnorodny. Obejmował nawet piosenki żołnierskie. Co ciekawe, w większości wypadków muzykę do nich skomponował sam ex-kolarz. Był on odpowiedzialny za utwory o tak wdzięcznych tytułach jak np. „Cel-pal!”, „Manewry”, „Najładniejsza rzecz - to mundur jest wojskowy”, „Porządek musi być!”, „Saper swą babę ma”, „Wszystkie bronie są najlepsze”, „Żołnierz kocha karabin”, „Sapery same dzindziniery”.

Członkowie Chóru Juranda. Z lewej widoczny założyciel chóru Jerzy Koszutski (Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/11/7196, domena publiczna)
Członkowie Chóru Juranda. Z lewej widoczny założyciel chóru Jerzy Koszutski (Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/11/7196, domena publiczna)

W rytmie karabinów

Niestety, we wrześniu 1939 r. żołnierskie utwory Chóru Juranda stały się aktualne jak nigdy wcześniej. Zespół przebywał wtedy we Lwowie. Na początku wojny koncertował w ZSRR, w czerwcu 1941 r. prawdopodobnie zawiesił działalność, a od końca 1943 r. występował w kawiarniach okupowanej Warszawy. Po zakończeniu II wojny światowej Chór Juranda cieszył się niesłabnącą popularnością i działał jeszcze do lat 60. XX wieku. Po wojnie Jerzy Koszutski, człowiek dwóch wielkich pasji – kolarstwa i muzyki, związał się z Dolnym Śląskiem. Został wykładowcą Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej we Wrocławiu, dzisiejszej Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego. Ostatnie lata swojego życia spędził w Kłodzku, gdzie prowadził zespoły wokalne. Wybitny kolarz torowy, olimpijczyk z Amsterdamu, kompozytor i popularny „Jurand” był czterokrotnie żonaty, lecz nie doczekał się dzieci, a jego sława po latach całkiem zatarła się w pamięci kolejnych pokoleń. Zmarł w 1960 roku.

Bibliografia

Źródła:

  • „Kolarz Polski”, 1927 r.
  • „Przegląd Sportowy”, 1928 r.
  • „Stadion”, 1928 r.

Opracowania:

  • Cyfrowa Biblioteki Polskiej Piosenki, www.bibliotekapiosenki.pl (dostęp 22.06.2021).
  • Cykliści. Sympatycy, pasjonaci, mistrzowie 1886-1939, oprac. Joanna Łuba-Wróblewska, Fundacja Ośrodka KARTA, Dom Spotkań z Historią, Warszawa 2010.
  • Gawkowski Robert, Encyklopedia klubów sportowych Warszawy i jej najbliższych okolic w latach 1918-39, Warszawa 2007.
  • Stare Melodie, www.staremelodie.pl (dostęp 22.06.2021).
  • Szwaja Marcin, Solarz Andrzej, Samorządowiec z Ibramowic, burmistrz/prezydent trzech miast. Kazimierz Koszutski h. Leszczyc, [w:] „Internetowy Kurier Proszowski”, www.24ikp.pl, (dostęp: 22.06.2021).
  • Tuszyński Bogdan, Polscy olimpijczycy XX wieku (1924-2002), T. 1, Wydawnictwo Europa, Wrocław 2004.
  • Wolański R., Leksykon Polskiej Muzyki Rozrywkowej, T. 1, Agencja Artystyczna MTJ, Warszawa 2003.
  • Wryk Ryszard, Olimpijczycy Drugiej Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2015.

redakcja: Jakub Jagodziński

Polecamy e-book: Paweł Rzewuski – „Wielcy zapomniani dwudziestolecia”

Paweł Rzewuski
„Wielcy zapomniani dwudziestolecia cz.1”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 58
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-0-8

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Szymon Beniuk
Doktorant Nauk Historycznych na Wydziale Nauk Historycznych i Pedagogicznych Uniwersytetu Wrocławskiego. Jego zainteresowania koncentrują się wokół historii sportu w ujęciu społeczno-politycznym. Specjalizuje się w badaniach nad polską piłką nożną lat 1918-1939, ze szczególnym uwzględnieniem ówczesnej publiczności stadionowej oraz kwestii politycznych i narodowościowych. Uczestnik projektów historycznych z wykorzystaniem metody historii mówionej. Zawodnik Lechii Lwów, zespołu występującego w historyczno-sportowej rekonstrukcji - Retro Liga.

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy