Autor: Piotr Kruze
Tagi: Artykuły, Nauki pomocnicze historii, Judaistyka, II wojna światowa, Polska, Małopolska
Opublikowany: 2017-11-13 18:36
Licencja: wolna licencja

Zdjęcia Sonderkommando: żydowskie fotografie Holocaustu

Tak zwane zdjęcia Sonderkommando, czyli cztery fotografie przedstawiające Zagładę, to jedno z wyjątkowych świadectw Holocaustu. Wszyscy bowiem słyszeli o komorach gazowych, ale nikt nie wykonał ich zdjęć kiedy pracowały. Pod koniec wojny kilku ludzi postanowiło udokumentować horror tamtego miejsca.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Zdjęcia Sonderkommando powstały zanim zlikwidowano obóz Auschwitz-Birkenau. Jak wyglądały jego ostatnie dni?

Oglądający węgierski film „Syn Szawła”, nagrodzony w 2016 roku Oscarem dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, na pewno zwrócili uwagę na scenę kiedy jeden z więźniów fotografował z ukrycia ludzi pracujących przy spalaniu zwłok. Chociaż reżyser László Nemes nie rozwinął bardziej tego wątku, to ukazał bardzo ważny dramat moralny ludzi zawieszonych między światem żywych i zmarłych. Nie wierząc w swoje ocalenie postanowili oni zrobić wszystko, aby prawda o tym strasznym miejscu została poznana i służyła za przestrogę dla przyszłych pokoleń. Dlatego właśnie w Oświęcimiu zakopywano w ziemi relację więźniów. Jednak słowo nie oddaje tego wszystkiego co obraz, dlatego ruch oporu działający w Auschwitz postanowił za wszelką cenę uwiecznić na kliszy koszmar tamtego miejsca. Mimo, że „Syn Szawła” jest filmem fabularnym i nie trzyma się ściśle chronologii wydarzeń, to na pewno pozwala lepiej zrozumieć jak mogło wyglądać życie więźniów wykonywających rozkazy nazistów.

Kiedy w wyszukiwarce internetowej wpiszemy hasło „holocaust”, zobaczymy więźniów obozów koncentracyjnych ubranych w pasiaki, bramę z napisem „Arbeit macht frei”, a także chłopca z warszawskiego getta z uniesionymi do góry rękami. Jednak żadne z tych zdjęć nie zostało zrobione przez żydowskiego fotografa ani żadne z nich nie pokazuje tematu naszego wyszukiwania. Należy bowiem pamiętać, że obozy koncentracyjne i obozy zagłady to nie to samo, chociaż bardzo często istniały blisko siebie – np. w Oświęcimiu czy Treblince działały równolegle oba typy. Obóz koncentracyjny był miejscem pracy, w którym śmiertelność była strasznie wysoka, ale istniała szansa przeżycia. Można tam było trafić niezależnie od narodowości czy wyznania. Pierwszy z nich powstał w Dachau na przedmieściach Monachium zaraz po dojściu Hitlera do władzy w 1933 roku Natomiast sieć obozów zagłady zostało stworzona dziewięć lat później, kiedy na konferencji w berlińskiej dzielnicy Wannsee zaplanowano sposób przeprowadzenie Endlösung, czyli „ostatecznego rozwiązania”. W obozach zagłady prawie wszyscy więźniowie trafiali zaraz po swoim przyjeździe do komory gazowej.

Nielicznym dawano możliwość pracy w Sonderkommando – oddziałach „specjalnego przeznaczenia”. Trafiali do nich głównie młodzi, silni mężczyźni. W Auschwitz-Birkenau istniało dwanaście takich ekip. Każda rozpoczynała „służbę” od spalenia ciał poprzedników, a potem odpowiedzialna była za efektywność przemysłu śmierci. Pracujący więźniowie prowadzili swoich rodaków do komór gazowych, mówiąc nowo przybyłym, że idą wziąć prysznic. Następnie martwe ciała przenosili do jednego z czterech obozowych krematoriów o numerach II, III, IV i V. Przed spaleniem zwłok wyrywali zabitym złote zęby i zdejmowali obrączki. Zajmowali się tym, czego brzydzili się „nadludzie” w mundurach SS.

Krematorium w Auschwitz (fot. Marcin Białek, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).

Obecność żydowskich oddziałów trzymano w ścisłej tajemnicy. Tylko najbardziej wtajemniczeni Niemcy zdawali sobie sprawę z ich istnienia. Członków Sonderkommando pozbawiano kontaktu z innymi więźniami. W razie choroby nie byli leczeni, ale natychmiast zabijani. Nie żałowano im alkoholu, starając się utrzymać ich w stanie permanentnego ogłupienia. W Auschwitz w takich oddziałach służyło ponad 1000 osób. Jak zanotował jeden ze świadków, więźniowie zdawali sobie sprawę z losu jaki ich czekał, bowiem strażnicy często powtarzali, że nie pozwolą przeżyć żadnemu z nich.

W marcu 1944 roku wojska niemieckie wkroczyły na terytorium Węgier, swojego dotychczasowego sojusznika, odpowiadając tym samym na dążenie Budapesztu do zawarcia separatystycznego pokoju z aliantami. Podczas rządów admirała Miklosa Horthy'ego rząd w Budapeszcie wprowadził szereg antyżydowskich ustaw, ale nie wysyłał obywateli swojego kraju do obozów zagłady. Skutkiem tego społeczność żydowska była tam wciąż bardzo liczna, zwłaszcza w porównaniu z sąsiednimi krajami. Kiedy nad Dunajem władzę przejęli faszystowscy Strzałokrzyżowcy sytuacja uległa całkowitej zmianie. Zaczęły się masowe transporty Żydów węgierskich do Oświęcimia, które nadzorował osobiście SS-Obersturmbannführer Adolf Eichmann. W sumie przywieziono tam ponad 430 tys osób.

Adolf Eichmann (domena publiczna).
Transportowani najpierw trafiali na kolejową rampę, gdzie odbywała się selekcja czy mają trafić do obozu koncentracyjnego czy prosto do komory gazowej. Dla Sonderkommando był to okres najbardziej intensywnej pracy, bowiem dziennie mordowano kilka tysięcy osób. Wtedy też zdecydowano się na próbę udokumentowania tej zbrodni. Nie wiemy w jaki sposób więźniowie zdobyli aparat fotograficzny. Być może został on przemycony z zewnątrz lub został znaleziony w „Kanadzie”, części obozu, gdzie magazynowano zrabowane kosztowności. Wtajemniczeni członkowie Sonderkommando – Dawid Szmulewski, Alter Fajnzylberg vel Stanisław Jankowski, bracia Szlomo, Józef Dragon oraz Alberto Errera – starannie przygotowali się do zrobienia zdjęć.

Za budynkiem krematorium V, którego piece nie mogły nadążyć z paleniem ciał, Niemcy wykopali pięć dołów spaleniskowych, każdy o długości 12 m, szerokości 6 m i głębokości 1,5 m. Jednorazowo układano tam ponad 1000 zwłok, po czym oblewano je olejem, metanolem lub ludzkim tłuszczem i podpalano. Tym samym rozpoczynał się straszny spektakl. Po dwóch godzinach nie można było rozpoznać rysów twarzy ofiar, które zmieniały się w jedną, wielką, płonącą masę. Następnie Sonderkommando musiało dolewać kolejne litry łatwopalnych substancji, żeby ogień nie przygasał. Pod wpływem gorąca ciała zaczynały się poruszać, sprawiając wrażenie, że zmarli wciąż żyją. Niemieccy wartownicy nierzadko wydawali się poruszeni okropnym widokiem jaki mieli przed oczami. Natomiast więźniowie musieli po pięciu czy sześciu godzinach uprzątnąć pozostały popiół oraz setki ludzkich czaszek.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Maciej Bernhardt
„Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”
Wydawca: Histmag.org
Okładka: miękka
Liczba stron: 334
Format: 140x195 mm
ISBN: 978-83-925052-9-7

Książkę można również zakupić jako e-book. Przejdź do strony zakupu e-booka!

Właśnie taki widok postanowili uwiecznić członkowie Sonderkommando w sierpniu 1944 roku. W tym celu uszkodzili najpierw dach w krematorium V, żeby zostać skierowanym do jego naprawy. Stamtąd Dawid Szmulewski mógł obserwować strażników SS. Natomiast w środku budynku znajdował się Alberto Errera, który miał pracować przy dołach spaleniskowych. W wiadrze budowlanym odnalazł aparat fotograficzny. Wszedł do komory gazowej, dokonał wszystkich niezbędnych ustawień i zrobił dwa pierwsze zdjęcia. Widać na nich codzienną pracę Sonderkommando w smugach dymu unoszącego się z dołów.

Pierwsze zdjęcie zrobione z wnętrza komory gazowej krematorium V przez Alberto Errerę. Widać doły spaleniskowe i pracującą ekipę Sonderkommando (domena publiczna).

Fotograf podszedł bliżej wyjścia (domena publiczna).

Potem Errera wyszedł z budynku i dojrzał grupę kobiet w swoim ostatnim marszu. Pośpiesznie, z wysokości biodra, wykonał dwie kolejne fotografie. Najpierw podniósł aparat za wysoko, dlatego na zdjęciu widać tylko czubki drzew, natomiast na kolejnym dostrzegamy nagie kobiety w drodze do krematorium. Zdjęcie jest mało ostre i przekręcone. Można się wyraźnie domyślić, że więzień nie mógł przyłożyć obiektywu do oka.

Errera skierował obiektyw za wysoko. Widać tylko czubki drzew na ostatnim zdjęciu (domena publiczna).

W lewym dolnym rogu widać nagie kobiety idące do komory gazowej. Na dole można dostrzec komin krematorium IV. Zdjęcie jest krzywe, ponieważ było robione z wysokości biodra w pośpiechu (domena publiczna).

Po ok. 20 minutach Errera przekazał z powrotem aparat Szmulewskiemu. Ten wyjął kliszę i przemycił ją do głównego obozu. Tam członkowie obozowego ruchu oporu Józef Cyrankiewicz (późniejszy premier PRL) i Stanisław Kłodziński przekazali ją Helenie Danto, która ukryła ją w tubce pasty do zębów. Do kliszy dołączyli notatkę następującej treści:

Pilne. Przyślijcie jak najszybciej 2 rolki żelazne filmu do aparatu fotogr. 6x9. Jest możliwość zrobienia zdjęć. Przesyłamy Wam zdjęcia z Birkenau – z akcji gazowania. Zdjęcie przedstawia jeden ze stosów na wolnym powietrzu, na których palono trupy, gdy krematorium nie może nadążyć z paleniem. Przed stosem leżą trupy, czekając na rzucenie na stos. Zdjęcie inne przedstawia jedno z miejsc w lasku – gdzie ludzie rozbierają się rzekomo do kąpieli i po tym idą na gaz. Rolkę przesłać jak najszybciej. Te załączone zdjęcia wyślijcie natychmiast do Tell – zdjęcia powiększone można, uważamy, wysłać dalej.

Czwartego września 1944 roku rolka trafiła do Krakowa, na ręce wspomnianej w notatce „Tell”, czyli Teresy Lasockiej-Estreicher. W Krakowie zdjęcia zostały wywołane, a po wojnie umieszczone w raporcie sędziego śledczego Jana Sehna, badającego zbrodnie w obozach koncentracyjnych. Opublikowane fotografie różniły się nieznacznie od oryginałów. Zostały przycięte i powiększone. Przez to można było odnieść wrażenie, że zrobione je swobodnie ze znacznie bliższej odległości. Na poprawionych fotografiach nie widać ścian komory gazowej, a co za tym idzie dużo trudniej wyobrazić sobie ryzyko na jakie naraził się Alberto Errera.

Alberto Errera, fotografia wykonana przed aresztowaniem przez Niemców (domena publiczna).
Ten oficer greckiej marynarki wojennej brał udział w ruchu oporu na Bałkanach, gdzie używał nazwiska Alekos Michaelides. Został aresztowany przez Niemców w marcu 1944 roku i wysłany do Oświęcimia. Osoby, które go znały, wspominają o jego ogromnej sile i potężnej budowie ciała. Na pewno dzięki warunkom fizycznym został zakwalifikowany do pracy w Sonderkommando. Brał aktywny udział w przygotowaniach do zbrojnego buntu w obozie. Kilka dni po wykonaniu zdjęć wraz z trzema innymi więźniami otrzymał polecenie przetransportowania ludzkich szczątek do  Wisły. Mimo tego, że jego towarzysze odmówili wzięcia udziału w próbie ucieczki, Errera zaatakował łopatą dwóch wartowników, po czym skoczył w wody Wisły. Niestety, wkrótce został złapany i po torturach zabity. Jego martwe ciało zostało zawieszone przy wejściu do Auschwitz, co miało odstraszać innych więźniów. Dopiero niedawno udało się Errerę zidentyfikować z nazwiska, bowiem w wielu starszych opracowaniach występuję tylko pod imieniem Alex.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką” – Tom drugi!

Maciej Bernhardt
„Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego t.2”
Wydawca: Histmag.org
Okładka: miękka
Liczba stron: 240
Format: 140x195 mm
ISBN: 978-83-930226-9-4

Ironią historii jest fakt, że Niemcy świetnie zdawali sobie sprawę z tego, że nie da się przeprowadzić „ostatecznego rozwiązania” bez udziału Żydów. To właśnie „podludzie” musieli obsługiwać krematoria i wykonywać najgorszą pracę związaną z mordowaniem własnego narodu w zamian za co dostawali tylko złudną nadzieję ocalenia czy też przeżycia kilku następnych tygodni bądź miesięcy. Chociaż członkowie Sonderkommando starali się konspirować i kilka razy zbrojnie się zbuntowali, to wszyscy zdawali sobie świetnie sprawę z beznadziejności swojego położenia. Mieli za to szanse zwyciężyć nazistowskich „nadludzi” w informacyjnej walce. Sprawić, że prawda o morderstwie całego narodu wypłynie na światło dzienne, a zachodnie społeczeństwa nie będą mogły stwierdzić, że nie wiedziały nic o Holocauście. Alberto Errara, a także wszyscy inni, którzy ryzykowali śmiercią w męczarniach, zrobili wszystko, aby niemieccy zbrodniarze mogli zostać postawieni przed sądem, a ludzkość żeby mogła spróbować sobie wyobrazić jak wyglądało piekło na ziemi stworzone przez europejską cywilizację w połowie XX wieku.

Sterta okularów należących do zamordowanych Żydów (fot. nieznanego autorstwa, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 183-R69919, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany)

Na jesieni 1944 roku dla wszystkich stało się jasno, że niedługo do Oświęcimia wkroczy Armia Czerwona. Dowództwo obozu przygotowywało się do jego ewakuacji, a także zniszczenia wszystkich dowodów zbrodni ludobójstwa. Starano się przede wszystkim nie powtórzyć błędu z Majdanka, gdzie w ręce Sowietów wpadło większość obozowej dokumentacji. W Auschwitz trzeba było zacząć od likwidacji świadków, czyli dwunastej ekipy Sonderkommando. Jej członkowie mieli zostać zamordowani 7 października, jednak zostali ostrzeżeni przez ruch oporu. W obliczu niechybnej śmierci więźniowie pracujący w krematoriach II, IV i V zdecydowali się podjąć beznadziejną walkę.

Był to trzeci bunt w obozach zagłady po Treblince i Sobiborze. Przy użyciu dwóch karabinów, noży, siekier, granatów oraz materiałów wybuchowych przemycanych przez Żydówki pracujące przy demontażu starych samolotów, spiskowcy zaatakowali pilnujących ich SS-manów, z których trzech zostało zabitych, a dwunastu kolejnych rannych. Następnie częściowo zniszczono krematorium IV, po czym próbowano dokonać masowej ucieczki. Większość członków Sonderkommando zostało jednak schwytanych jeszcze tego samego dnia. W sumie 7 października zginęło 451 więźniów. Nielicznym udało się zbiec i ukryć w głównym obozie. Mimo tego, że ekipa pracujące przy krematorium III nie brała udziału w buncie, to także ją dotknęły represje – co trzeci jej więzień został rozstrzelany.

Na jesieni 1944 roku teren pod kontrolą III Rzeszy zmniejszał się z każdym tygodniem. Coraz mniej transportów więźniów przybywało do obozu. Komory gazowe ostatni raz pracowały w listopadzie 1944 roku, a w styczniu kolejnego władze obozowe zdecydowały się na „ewakuację”. Kilkadziesiąt tysięcy ostatnich więźniów wzięło udział w marszu śmierci prowadzącego na Zachód na tereny oddalone od linii frontu. W tym czasie dyscyplina zaczęła szwankować wśród strażników, tym samym dla członków Sonderkommando pojawiła się szansa ucieczki z obozu zagłady do pobliskiego obozu koncentracyjnego i wzięcia udziału w ewakuacji. Z racji otrzymywania dużo lepszego pożywienia podczas „służby” w krematoriach, mieli dużo większe szanse na przeżycie marszu niż więźniowie głównego obozu.

Klatka z radzieckiego filmu o wyzwoleniu Auschwitz nakręconego przez Aleksandra Woroncowa i jego grupę. Dziecięcy więźniowie w pasiakach dla dorosłych, wśród nich widoczni: Tomasz Szwarz, Alicja Gruenbaum, Solomon Rozalin, Gita Sztrauss, Wiera Sadler, Marta Wiess, Boro Eksztein, Josef Rozenwaser, Rafael Szlezinger, Gabriel Nejman, Gugiel Appelbaum, Mark Berkowitz, Pesa Balter, Rut Muszkies (później Webber), Miriam Friedman oraz bliźnięta Miriam Mozes i Eva Mozes w czapkach zrobionych na drutach (fot. domena publiczna)

Niektórzy z nich przeżyli wojnę i jako jedni z pierwszych świadków Holocaustu złożyli swoje zeznania przed sądami i trybunałami, jakie zaczęły działać w całej ówczesnej Europie. Na szczególną uwagę zasługują ci z nich, którzy zrobili wszystko, żeby obraz Zagłady udokumentować. Albert Errera, Dawid Szmulewski i ich towarzysze podczas swojej niewolniczej pracy postanowili wyrwać i pokazać światu część piekła na ziemi jakie sami przeżyli. Mimo ogromnego ryzyka i beznadziejności sytuacji udało im się to zrobić i do dzisiaj możemy oglądać te fotografię jednego z najsmutniejszych i najbardziej hańbiących ludzkość wydarzeń w dziejach całego świata.

Bibliografia:

  • Didi-Huberman Georges, Obrazy mimo wszystko, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych Universitas, Kraków 2008.
  • Struk Janina, Holokaust w fotografiach: interpretacje dowodów, Prószyński i S-ka, Warszawa 2007.

Polecamy e-book: „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych”

„Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych”
Liczba stron: 480
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-62329-99-1

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Piotr Kruze
Doktorant Wydziału Historycznego UW oraz przewodnik miejski po Warszawie. W pracy naukowej zajmuje się kolonizacją Afryki. Obecnie przygotowuje pracę doktorską poświęconą dekolonizacji Gwinei Równikowej. Z zamiłowania podróżnik, który szuka śladów historii w każdym miejscu, do którego dotrze.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy