Opublikowano
2014-03-01 10:48
Licencja
Wolna licencja

Żołnierze Niezłomni – stańcie do apelu!

Dla kogo dzisiaj Ojczyzna jest największym obowiązkiem? Czy nasz patriotyzm jest fasadowy, czy jak powiedział Adam Sikorski, można nazwać go „patriotyzmem codziennym”. Może wielu z nas ulega tylko modzie na Żołnierzy Wyklętych? Czy współcześni żołnierze potrafią wyciągnąć wnioski z lekcji umiłowania Rzeczpospolitej, jakiej udzielili Niezłomni?


Zobacz też: Żołnierze Wyklęci – historia i pamięć

Ostatni wojownik Podziemia Niepodległościowego

Pomnik sierż. Józefa Franczaka Lalka w Piaskach (fot. Stefs, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana). „Laluś”, czyli Józef Franczak, walczył z esbecją do 1963 r. Jako żołnierz wychowany w II Rzeczpospolitej nie potrafił pogodzić się ze zbrodniczą dominacją Sowietów. Wiedział, że system przez nich tworzony będzie nieludzki, ponieważ po 17 września 1939 r. uciekł z „czerwonej niewoli”. Zginął w obławie w dniu 21 października 1963 r. w Majdanie Kozic Górnych pod Piaskami, zdradzony przez tego, któremu ufał. Co go skłaniało do takiej determinacji, przy wiedzy, że walka będzie beznadziejna? Większość żołnierzy odpowie na to pytanie jednoznacznie – przysięga wojskowa. Nie jest to zwykłe oświadczenie czy zwykły kontrakt. Powoduje, że zwykły człowiek staje się „rycerzem”. Bez względu na to, co będzie się działo, ma obowiązek w razie potrzeby przyjąć konkretną postawę, wykonać rozkaz, a nawet w razie potrzeby oddać życie. Tak właśnie wyglądała postawa Józefa Franczaka. Zwykli ludzie starali się odnaleźć w „nowej”, niekoniecznie przyjaznej rzeczywistości, on starał się wypełniać przysięgę wojskową. Trudno nawet sobie wyobrazić sytuację, kiedy to ojciec, mąż, przychodzi do domu tylko w nocy i nie może oficjalnie uściskać swojego syna. Jest to tak odległe od dzisiejszych realiów, że nawet dla wielu trudne do zaakceptowania. Jedno jest pewne – nie można porównywać naszego wychowania do postaw, które ukształtowała II Rzeczpospolita. Nie była to Polska pozbawiona wad, ale o zupełnie innym systemie wychowawczym. Czy postawy współczesnych „wybrańców narodu” byłyby podobne? Zadając to pytanie, na wielu twarzach mógłby pojawić się uśmiech.

Józef Franczak nie dał się osądzić w pokazowym procesie, nie zdecydował się także ujawnić podczas ogłaszanych amnestii. W 1958 roku „Lalusiowi” rodzi się syn. Nie bierze jednak ślubu z jego matką Danutą, ma jednak oparcie w rodzinie. Po współczesnych badaniach archiwów udaje się ustalić, że za „judaszowe srebrniki” wydał go kuzyn jego narzeczonej – Stanisław Mazur, czyli TW „Michał”. Do ostatnich chwil życia Franczak walczył, nawet podczas ostatniej obławy zachował zimną krew i ciskał granatami. Niestety, nie wybuchły prawdopodobnie ze starości. Do końca „przyjaźnił się” także z dwoma pistoletami, których używał w razie potrzeby. Człowiek, który go wydał, do końca swojego życia był uważany za dobrego obywatela. W tym przypadku niewinny człowiek zmarł, uznany przez środowisko za konfidenta bezpieki, natomiast Mazur cieszył się poważaniem.

Niezłomny rtm. Witold Pilecki

Koncert zespołu Forteca w Wołominie (2013 r.). Frontman w koszulce Fundacji „Honor, Ojczyzna” im. Majora Władysława Raginisa zaśpiewał także „Obrońców spod Wizny” (fot. Marcin Sochoń). Zdarza się często, że o naszych narodowych bohaterach powstają pieśni. Dzięki nim interesujemy się ich losami, a często stają się one początkiem budowania konkretnych postaw i stylu życia. Sami muzycy tworzą w ten sposób „żywe pomniki” i oddają hołd swoim przodkom. Witolda Pileckiego potomni już znają, na jego temat też powstały już dzieła. Człowiek o mocnym kręgosłupie moralnym, nieugięty w walce tak z faszystowskim, jak i komunistycznym okupantem. Jako jeden z niewielu przekroczył dobrowolnie „wrota piekła”, jakimi był niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau. Opowiedział światu o nazistowskich zbrodniach, wsławiając się wcześniej brawurową ucieczką. Po II wojnie światowej nie godzi się na ponowne totalitarne zniewolenie. Podejmuje walkę w konspiracji, zostaje ujawniony i osadzony w więzieniu. Swoją postawą stara się udowodnić niesprawiedliwość i nieludzki charakter Polski Ludowej. Po sfingowanym procesie, gdzie ujawnia się prawdziwe oblicze komunizmu, zostaje zamordowany. Szczątki tego bohatera po dziś dzień nie zostały odnalezione. Niezmiennie jednak porusza on swoją postawą współczesnych. Bezkompromisowa postawa i męczeństwo przypominają największych bohaterów z naszej historii.

Wpływ, jaki wywarła jego osoba, widać także w świecie muzyki. Hołdem dla tego oficera jest najnowszy krążek zespołu Forteca, który premierowo pojawi się właśnie 1 marca, a zostanie poprzedzony koncertem w Bytomskim Centrum Kultury. Członkowie formacji chcieli w ten sposób upamiętnić konkretne postawy, które także na nich wywarły trwałe piętno. Nie są to tylko puste frazesy związane z promocją płyty. W 2013 r. ekipa muzyków wzięła udział w projekcie, który ukazał ich prawdziwe intencje. Udali się śladami ucieczki rtm. Pileckiego, z czego powstał film dokumentujący ich zmagania pt. „Ucieczka z piekła. Śladami Witolda Pileckiego”.

Na swojej drodze spotykają wiele życzliwych osób, które na swój sposób przeżywają to wydarzenie. Pojawia się także syn Witolda Pileckiego Andrzej. Pomimo wieku i stanu fizycznego, towarzyszy przez jakiś czas sprawnym rockmanom. Będąc na premierze filmu miałem okazję poznać i rozmawiać z synem bohaterskiego oficera. Takie spotkania budzą dobre duchy przeszłości i mają, szczególnie dla mnie, wymiar metafizyczny. Trudno w kilku słowach opisać tego wspaniałego człowieka, ale konwersując przed projekcją filmu do dziś żałuję, że nie „spotkałem” jego ojca. Ponadto starszy, sympatyczny, inteligentny i doświadczony życiem człowiek na koncercie rocka patriotycznego budzi szacunek i refleksję.

Współcześnie zdarzają się oczywiście ludzie, którzy mają odmienne zdanie na temat Podziemia Niepodległościowego. Wypowiedzi pani Senyszyn ze stycznia, która na Twitterze stwierdziła, że „żołnierze słusznie wyklęci mordowali swoich rodaków”, wskazują na to, że PRL-owska propaganda ma się dobrze. Pokłosiem tego są ludzie podobnego pokroju, zindoktrynowani i wychowywani w realiach państwa totalitarnego. Po dziś dzień mają oni realny wpływ na politykę, a ciesząc się społecznym poparciem reprezentują nas na arenie międzynarodowej. Bardzo oburzamy się na wszelkie przejawy neofaszyzmu – i słusznie. Zdaje się jednak, że zapominamy czasem, że komunizm to taki sam zbrodniczy system.

Zespół Forteca (fot. Marcin Sochoń).

Czarno-czerwone flagi kijowskiego Majdanu to także nie jest barwna stylizacja niepodległości. To symbole OUN/UPA, które wskrzeszone narażają polskich uczestników protestu na śmieszność. „Dzielni” politycy wykrzykują nacjonalistyczne hasła nie wiedząc, że za tą fasadą kryją się tysiące polskich ofiar ludobójstwa. Ale o Wołyniu niechętnie się wspomina, przecież nie możemy drażnić ukraińskich braci. Jaki szacunek do przeszłości, taka przyszłość. Nie tylko nieznajomość prawa szkodzi, ale także ignorancja i niewiedza. Chciałbym, by była szansa to zmienić. Może ta garstka prawdziwych „patriotów codziennych” porwie tłum. Kto wie?

Źródła: „Nasza Historia – Kurier Lubelski”, nr 1/2013 (1).

Zobacz też:

Przypominamy, że felietony publikowane w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji "Histmag.org".

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: szarpnel |

Cześć i chwała bohaterom, a czerwonej zarazie niech ziemia lekką będzie...



Odpowiedz

Opinie na temat środowisk kibicowskich (czy też kibolskich) uznaliśmy za wypowiedzi napisane nie na temat i prowadzące dyskusję na manowce - o takich wpisach regulamin również wspomina. Usuwamy też często jako bezprzedmiotowe lub niezrozumiałe komentarze będące odpowiedzią na skasowane wypowiedzi.



Odpowiedz

Gość: włodawiak |

Tak też pochodzę do tego problemu. Staram się pamiętać, że nasza przeszłość nie była tylko czarno biała.Uporczywie jednak nasuwa mi się pytanie jaki był sens tej ich walki,bo wydaje się, ze więcej spowodowała szkody niż pożytku.



Odpowiedz

Gość: marp |

Dlatego nie można tu uogólniać i generalizować. Już kiedyś ktoś na forum histmagu napisał bardzo trafnie, że żołnierze wyklęci to kilka grup: walczący o niepodległość, ci, którzy uciekali przed komunistycznym aparatem bezpieczeństwa, ludzie zdeprawowani przez wojnę i pospolici bandyci. No i chyba to jest najlepsze podsumowanie. Pozostaję przy swoim zdaniu, że było wśród nich wiele postaci, zasługujących na wielki szacunek i o nich trzeba pamięć ocalić i kultywować. Sam temat obszerny i ciekawy, jednak takie szufladkowanie i nazywanie wszystkich żołnierzami wyklętymi prowadzi chyba na manowce, bo przynosi więcej szkód niż pożytku



Odpowiedz

Gość: włodawiak |

Pochodzę z powiatu włodawskiego. Byłem dzieckiem i nie pamiętam co tam się działo w pierwszych latach po wojnie. Natomiast pamiętam co opowiadali starsi, zwykli mieszkańcy tam położonych wsi.Strach na wszystkich padał jak do wsi wchodzili ludzie "Jastrzębia" czy "Żelaznego". Rekwirowali żywność i nie obchodziło ich, że miejscowi sami nie wiele jej mieli, że małe dzieci itp. Dziadkowi jeden przystawił lufę do głowy i zapytał czy woli żeby mu chałupę z dymem puścili. Dziadek ze strachu narobił w ...Gdyby teraz dziadek żył to nie wiem czy o tym facecie powiedziałby "żołnierz wyklęty" bo wówczas mówił "bandyta". A dziadek na pewno nie był pod wpływem "propagandy komunistycznej", pewnie nawet nie znał takiego słowa. Domy były drewniany a jedynie piece do pieczenia chleba były murowane więc jak w nocy "żołnierze wykleci" zaczęli strzelać, pewnie do komunistów, tylko gdzie w takiej wiosce byli komuniści, to nas, dzieci rodzice wkładali do tych pieców bo zdarzało się, ze pociski przebijały drewniane ściany domów.



Odpowiedz

@Gość: włodawiak Szkoda, że w tej "opowieści" mało konkretów, bo przez to ciężko w nią uwierzyć.



Odpowiedz
Marcin Sochoń

Zawodowo i z zamiłowania oficer Wojska Polskiego a także prezes Stowarzyszenia „Wizna 1939”. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie oraz Podyplomowe Studium Przygotowania Pedagogicznego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Obecnie w trakcie pisania pracy magisterskiej na Akademii Obrony Narodowej w Warszawie. Interesuje się historią wojskowości, w szczególności historią II wojny światowej. Uwielbia rocka patriotycznego i przekaz jaki niesie za sobą, kształtując nowe pokolenie patriotów (np. zespoły Forteca, Sabaton, węgierska Karpatia).

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org