Opublikowano
2013-03-01 16:54
Licencja
Wolna licencja

Zemsta za pomoc żołnierzom wyklętym

Szef PUBP w Myślenicach Józef Chłopicki pisał w meldunku z 19 grudnia 1949 roku: „ilość przechodzących w sprawie przez bandę Miki jest dotychczas ustalona na 450 osób”. Większość z nich to mieszkańcy pogranicza trzech powiatów: myślenickiego, bocheńskiego i limanowskiego – okolic Gruszowa.


Zobacz też: Żołnierze Wyklęci – historia i pamięć

Gruszów: niewielka wioska na południowo-wschodnich obrzeżach powiatu myślenickiego, gmina Raciechowice. Tuż obok, już w granicach powiatu bocheńskiego: Lubomierz, Zbydniów i w pobliżu Łapanów. W okresie od 1948 do 1951 roku wielu mieszkańców tych miejscowości doświadczało częstych, bardzo brutalnych pacyfikacji przeprowadzanych przez myślenicki, bocheński i limanowski Urząd Bezpieczeństwa. Nie było tu chyba domu, w którym ktoś nie byłby aresztowany, więziony albo pobity. W czasie kilku jednorazowych akcji aresztowano niejednokrotnie po 50 osób, przy czym część nie była rejestrowana z imienia i nazwiska. Powodem była pomoc udzielona czterem lub pięciu „bandytom” (jak ich nazywano w języku propagandy komunistycznej). Podjęli oni straceńczą, beznadziejną, osamotnioną walkę z nową okupacją sowiecką i narzuconą, zainstalowaną przez nią władzą komunistyczną w Polsce.

Po pięćdziesięciu latach totalitarnej propagandy niewielka część mieszkańców uwierzyła w bajki o „bandycie”, „rabunkach”, czy wojnie domowej. Pamięć pozostałej większości została zagłuszona przez strach (bo trzeba było żyć, pracować, wychować dzieci, bo potrzebny był spokój), była sterowaną plotką i zakrzyczana przez aktywistów oraz aktywnych jeszcze do dzisiaj służalców systemu. Udział w celowym i zorganizowanym rozsiewaniu plotek miały też osoby złamane przez bezpiekę, w tym ponad 92 konfidentów, którzy podpisali zobowiązanie do tajnej współpracy w czasie rozpracowywania oddziału „Leszka”. Przez cały okres PRL każdy, najmniejszy funkcjonariusz aparatu władzy, partii komunistycznej i jej przybudówek prowadził tu zorganizowaną, długotrwałą akcję oczerniania, opluwania żołnierzy wyklętych. Mieszkańców zmuszono, aby wyparli się pamięci o tym, że mszczono się na ludziach, rodzinach, dzieciach i mieniu, nie bacząc na to, czy mieli oni jakikolwiek związek z osaczonymi ostatnimi partyzantami niepodległej Polski.

Józef Mika, ps. „Leszek” (fot. ze zbiorów autora)

W 1946 roku parafia gruszowska, z pięknym, zabytkowym, drewnianym kościołem pw. Rozesłania Świętych Apostołów z XVI wieku, składa się z liczącego 827 mieszkańców i 155 domów Gruszowa, Kawca (275 mieszkańców, 48 domów), Sawy (294 mieszkańców, 53 domy) oraz części Żerosławic (369 mieszkańców, 65 domy). Do gminy Raciechowice należała w tym czasie również Skrzynka z 429 mieszkańcami i 78 domami oraz Mierzeń liczący 266 mieszkańców i 51 domów.

Mieszkańcy Gruszowa są znani ze swoich patriotycznych i społecznych postaw. W czasie wojny polsko-bolszewickiej miejscowi chłopi licznie zgłaszali się na ochotnika do wojska. W okresie międzywojennym silne były tu tradycje ruchu ludowego. 5 czerwca 1932 roku w pobliskim Łapanowie, podczas pierwszych obchodów święta ludowego doszło do strać z policją. Zginęli wówczas między innymi trzej mieszkańcy Gruszowa: Franciszek Przeciszewski, Stanisław Ziółkowski i Tomasz Smaga. W czasie II wojny światowej działała tu konspiracja niepodległościowa. Przez wieś biegła niepisana granica między partyzantką o orientacji narodowej, dominującej w powiecie bocheńskim, a Armią Krajową i Batalionami Chłopskimi w powiecie Myślenickim.

W 1944 roku Gruszów znalazł się w obrębie „Rzeczpospolitej Raciechowickiej” utworzonej przez Zgrupowanie AK Kamiennik–Łysina Obwodu Murawa pod dowództwem Wincentego Horodyńskiego ps. „Kościesza”. Liczni mieszkańcy Gruszowa byli leśnymi żołnierzami lub z nimi współpracowali. Stąd wywodzili się dowódcy dużych oddziałów AK, między innymi Zbigniew Banach ps. „Buk”. Rzeczą naturalną było udzielanie im schronienia, pożywienia i innej pomocy. Miał tu też swoją siedzibę partyzancki szpitalik Narodowej Organizacji Wojskowej. Tuż obok rodziny Szewczyków, Włosińskich i Miklasiów ukrywały, z narażeniem całej wsi, swoich żydowskich sąsiadów.

Nowa okupacja

Koniec niewoli niemieckiej został przyjęty z wielką ulgą, choć nie zakończyła się walka o niepodległą Ojczyznę. Nastała nowa, inna od niemieckiej, okupacja sowiecka. Przy pomocy terroru aparatu bezpieczeństwa, pod dyktando Moskwy, instalowano nowy, obcy ustrój komunistyczny. Komuniści nie przebierali w środkach. Przy wszechobecnej pseudopatriotycznej propagandzie zwalczali rzeczywistych i domniemanych wrogów swojej totalitarnej władzy. Dawni żołnierze konspiracji niepodległościowej znowu musieli ukrywać się w lesie. Represje, jakich doświadczali często uniemożliwiały im powrót do normalnego cywilnego życia. Jesienią 1945 roku (choć jego początki sięgają późnej wiosny tego roku) powstało na pograniczu powiatów: myślenickiego, bocheńskiego i limanowskiego Zgrupowanie Partyzanckie Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem kpt. Jana Dubaniowskiego ps. „Salwa”. Liczyło ono około 40 partyzantów i dzieliło się na dwie grupy. Południową dowodził Józef Truty, dowódca terenówki AK z Lubomierza, wsi graniczącej z Gruszowem, i komendant tamtejszego posterunku Milicji Obywatelskiej w 1945 roku. Po jego śmierci w marcu 1946 roku dowództwo nad Grupą Południową przejął w kwietniu Józef Mika z Gruszowa, którego „Salwa” awansował do stopnia sierżanta i w sierpniu 1946 roku mianował swoim zastępcą.

„Lasowi” powielali metody działalności i walki z okresu okupacji niemieckiej. Zwalczali służalczych i nadgorliwych funkcjonariuszy aparatu komunistycznego, Polskiej Partii Robotniczej oraz podporządkowanego jej Stronnictwa Ludowego. Szczególnie tępili sterowanych przez sowieckich doradców funkcjonariuszy Urzędów Bezpieczeństwa siejących postrach i terror. Zwalczali też dość powszechny i tolerowany przez władze komunistyczne bandytyzm, który był następstwem demoralizacji czasów wojny. Donosicieli starano się najpierw upominać, a gdy to nie dawało rezultatu, nakładano na nich kary finansowe. W przypadku, gdy i to nie skutkowało, konfidentów eliminowano. Wyżywienie i zaopatrzenie oddziału zapewniano poprzez rekwizycje w uspołecznionych placówkach handlu będących własnością komunistycznego państwa.

Oddział Jana Dubaniowskiego ps. „Salwa” (fot. ze zbiorów autora)

Zgrupowanie Salwy łudziło się powszechną wiarą w mającą zaraz mającą wybuchnąć III wojnę światową, jednak szansy powodzenia w walce o niepodległość upatrywało przede wszystkim w wygranych przez naród, przyrzeczonych Polsce na konferencji w Jałcie „wolnych i nieskrępowanych” wyborach do parlamentu. Po sfałszowanym referendum w 1946 i wyborach, w styczniu 1947 roku Jan Dubaniowski rozwiązał oddział i ujawnił się wraz z żołnierzami w czasie ogłoszonej amnestii. Komuniści nie zamierzali respektować swoich przyrzeczeń. Ujawnionych wkrótce aresztowano, poddawano okrutnym torturom i skazywano na wieloletnie więzienia, a nawet karę śmierci.

Konspiratorzy, którzy chcieli tego uniknąć, podejmowali na nowo walkę. Tworzyli grupy przetrwania. Dla nich nie było szans przeżycia. Byli straceńcami, cieszącymi się każdym dniem wolności. Pierwszy, we wrześniu 1947 roku, zginął w Rudzie Kameradzkiej sam Salwa. Jesienią 1947 roku oddział przetrwania stworzył Józef Mika ps. „Leszek”. Dołączyli do niego mieszkańcy wielkiego Gruszowa: Emil Przeciszewski z Gruszowa, Tadeusz Lenart z Kawca oraz sławny partyzant, cieszący się ogromnym autorytetem wśród miejscowej ludności, Franciszek Mróz z pobliskiej Skrzynki. Jego matka Aniela Krzysztof, mieszkała w Mierzeniu, gdzie Franciszek do 1939 roku prowadził mały sklepik.

Represje

Tym czterem ludziom (początkowo pięciu, do maja 1948 roku działał wraz z nimi jeszcze Augustyn Kapera z Mstowa w powiecie limanowskim, też mieszkający w Kawcu) pomagała rzesza mieszkańców okolicznych wsi. Za udzielenie najmniejszej pomocy, również za nie dość szybkie zawiadomienie organów bezpieczeństwa, groziły potworne represje. Aresztowano ludzi za: udzieleni noclegu, pożywienia lub informacji, podanie szklanki mleka, a nawet przyprowadzenie księdza dla chcącego się wyspowiadać partyzanta. W domach dokonywano brutalnych rewizji, w czasie, których rozbijano piece i zrywano dachy i niszczono zebrane plony. Funkcjonariusze UB wyżywali się nawet na małych dzieciach. Jak wspomina Aleksander Przeciszewski, kuzyn Emila, został on jako mały chłopiec wychłostany przez funkcjonariusza UB tylko za to, że był krewnym poszukiwanego.

Aresztowano znacznie ponad 300 osób, a ponad 92 skazano na kary więzienia. Wielu ludzi represjonowano kilkakrotnie. Szef PUBP w Myślenicach Józef Chłopicki w meldunku z 19. grudnia 1949 roku pisał: „ilość przechodzących w sprawie przez bandę Miki jest dotychczas ustalona na 450 osób”. Większość z nich stanowili mieszkańcy pogranicza trzech powiatów: myślenickiego, bocheńskiego i limanowskiego – okolic Gruszowa. Na aresztowanych wymuszano podpisanie zobowiązania do zachowania nawet przed bliskimi i rodziną tajemnicy o tym, co działo się w UB. Mieli milczeć, że byli bici i torturowani. Wielu z nich – w tym brat Mroza, Wojciech, wraz ze współaresztowanymi – nie przyznawało się do niczego pomimo straszliwych kaźni. Wymiar sprawiedliwości ignorował ich relacje o torturach w śledztwie.

Członkowie Oddziału „Leszka” ukrywali się do października 1950 roku. Musieli zachować wyjątkową czujność. Wystrzegali się alkoholu. Na kwaterach przybywali na strychu, w zimie w oborze. Za swoje wyżywienie i utrzymanie płacili. Ukrywali się każdy z osobna, a schodzili się tylko na akcje. Największe represje spadły na mieszkańców Gruszowa. W kilku akcjach aresztowano jednorazowo po 50 osób. Raport PUB w Myślenicach z dnia 18 września 1948 roku mówi o aresztowaniu 16 osób (przeważnie kobiet). Raport z 18 października 1950 roku informuje o zatrzymaniu 48 osób w nocy z 16 na 17 października i zawiera dodatkową listę aresztowanych „bogaczy wiejskich” oraz listę z wyszczególnioną przynależnością partyjną (w tym PZPR). Najwięcej doświadczały rodziny „wyklętych”.

Dokumenty

Tak wspomina Zofia, siostra Józefa Miki:

Represje wobec mojej rodziny.

W czasie pobytu mojej Mamy w areszcie (I-III 1948 r.) zburzono nasz dom. Rodzice byli zmuszeni później zamieszkać oddzielnie, a my, dzieci zostaliśmy na zawsze pozbawieni domu rodzinnego, miejsce do którego zawsze można wrócić. Przez półtora roku (1948-49) mieszkaliśmy z Mamą w ocalałej naszej stodole, zimą (1949/50) w wynajętym domu jednak po rewizji (III 1950), kiedy zniszczono i ten dom, doszczętnie rozebrano „naszą stodołę”, zostaliśmy bezdomne i wykluczone. Z obawy przed represjami nikt nie odważył się udzielić nam schronienia. Zniszczono gospodarstwo rodzinne Rodziców, jedyne źródło utrzymania. Nikt nie mógł pomóc w pracy na roli, wynająć konie, zaorać, skosić, bo byłby ukarany. Pamiętam, jak bardzo pobito, UB czy MO, dwóch mężczyzn najętych do młócenia zboża. Czasami ktoś użyczył koni, wówczas 14 letni brat, Stanisław nocą orał pole lub wykonywał inne prace. Zostaliśmy pozbawieni jakichkolwiek środków do życia. Najtrudniejsze do zniesienia były represje psychiczne. W dzieciństwie, młodości, napiętnowani określeniem; rodzina bandyty dorastaliśmy w poczuciu krzywdy, poniżenia i niewyobrażalnego strachu, który paraliżował w kontaktach z ludźmi chociaż najbezpieczniej żyło się wśród obcych, jednak obawa, że ktoś odkryję naszą historię.

Najdotkliwiej znęcano się nad naszą Mamą! Stale, prawie przez 6 lat! Bezbronną i bezradną, zapracowaną, zmęczoną starą wiejską kobietą!

Od jesieni 1945 r. niemal co dwa tygodnie przychodzili do domu umundurowani, a także i cywile: UB, MO, KBW, kilku lub kilkunastu mężczyzn z bronią gotową do strzału, przeszukiwali gospodarstwo, grozili, nękali pytaniami, każdego z osobna, lżyli i poniżali, czasem bili. Pamiętam, kiedy Mama upadła uderzona w twarz, gdy grozili jej pistoletem, wykrzykiwali najohydniejsze przekleństwa. Opowiadali, co zrobią, gdy złapią syna. Pamiętam przerażenie, kiedy przychodzili nocą walili kolbami w drzwi, wpadali w jakimś obłędnym szale szukali…

Przeżyliśmy trzy całonocne rewizje, gdy niszczono dorobek życia naszych rodziców. Zmieniono w ruinę dom i gospodarstwo; mieszano zboże ze słomą, mąkę z paszą dla zwierząt. Rozwalano komin i piece. Mama była wielokrotnie aresztowana, zabierana do Myślenic na przesłuchania, i czasami po kilka godzinach zwalniana, zawsze nocą! Wracała pieszo do domu kilkadziesiąt kilometrów, bo przecież nie było komunikacji. W styczniu 1948 r. aresztowana na ponad dwa miesiące, bez wieści o ociemniałym, chorym mężu, nieletnich dzieciach, gospodarstwie. Na dodatek z sąsiedniej celi usłyszała głos syna, Jana, wówczas ucznia liceum w Bochni. Wtedy też podyktowano jej list do syna, Józefa, by obciążyć go winą za cierpienia. Od 1939 r. opłakiwała śmierć najstarszego syna Ludwika, później od 1946 r., dwóch synów (zginął Franciszek), a od 1951 r. – trzech dorosłych synów (został stracony Józef), którzy oddali życie za wolność Ojczyzny.

Nigdy nie skarżyła się na swój los…

Represje wobec rodzeństwa:

Najstarsza siostra Helena była wiele razy przesłuchiwana na UB w Myślenicach i Bochni. Jej mąż, Benedykt w czasie przesłuchania był bity, grożono mu więzieniem. Zmuszeni byli opuścić swoje gospodarstwo i przenieść się do Krakowa. Mieszkanie ich było pod stałą obserwacją. Brat, Jan, jeszcze jako uczeń liceum był aresztowany w Bochni, bity i poniżany, szczuty psem, który rzucał się na niego, gdy zapytany, wypowiadał swoje nazwisko. Skuty łańcuszkiem, został przewieziony do Krakowa i Myślenic, uwięziony tam na ponad miesiąc. W 1949 r. przesłuchiwany w Krakowie na UB, był namawiany do współpracy. Gdy się nie zgodził usłyszał; Tacy jak Ty nie będą nawet ulicy zamiatać. 30.IV.1951 skazany zaocznie na 2 lata więzienia i odnotowano w jego dokumentach. Na całe dorosłe życie był podejrzany.

W grudniu 1964 r. był wówczas słynny napad na bank w Warszawie, MO sprawdzało alibi brata nie tylko w miejscu zamieszkania i też w pracy, ale również w rodzinie, u nas w Bierutowicach, bo tu mieszkała jeszcze Mama.

Był cenionym specjalistą metalurgii, ale nie awansował w pracy, bo ciążyły na nim zapisy z lat 1948-1951, o których nie wiedział, wiec nie mógł dochodzić swych praw.

Siostra Maria, wówczas 17 latka, aresztowana w grudniu 1948 r., bita i maltretowana, że więźniarki sądziły, że nie przeżyła (proces Juliana S.) W 1950 r. przesłuchiwana w Krakowie na UB, została tak uderzona, że wymagała operacji i szpitalnego leczenia.

Siostra Józefa, od najmłodszych lat ukrywała się pracując jako pomoc do dzieci. Tułała się jak sierota.

Brat Stanisław, wówczas 14 latek, zimą 1948 r. został zabrany przez UB do lasu, bo nie powiedział, czyje ślady butów były wokół naszego domu; kazano mu kopać grób, mierzono do niego z karabinów. Na szczęście skończyło się tylko pobiciem. Kiedy od 1950 r. pracował na budowie w Nowej Hucie, przydzielono mu kolegę „opiekuna”, który miał go obserwować i donosić. Opowiadał bratu o tym po latach. Służbę wojskową odbywał w karnej kompanii w kopalni.

A mnie, małe dziecko, wypytywano. Sprawdzali, czy starsi mówią prawdę. To było potworne, ten strach by nie powiedzieć czegokolwiek, co mogłoby zaszkodzić. Od tego strachu nie uwolniłam się przez całe życie. Wiem, że i inni krewni, ze strony naszej Mamy, jak przyrodnich sióstr z rodzinami, byli podani profilaktycznie różnym szykanom.

Zofia, siostra Józefa i Franciszka Miki

Z notatki UB dowiadujemy się natomiast:

Myślenice dnia 23.X.1950 r.
Notatka służbowa.
Dot. Miki Józefa zam. Gruszowie Gm. Raciechowice
Mika Józef zam w Gruszowie Gm. Raciechowice nie posiada żadnego majątku natomiast matka jego posiada 3 –ha i 63 ary, z tego wydzierżawiła 1 mórg ziemi a dom mieszkalny został zburzony.
Sporządził
Ref PUBP w Myślenicach
Gaspar Stanisław

Dane te były nieaktualne, gdyż matka z najmłodszą siostrą opuściły rodzinną miejscowość i osiedliły się w woj. wrocławskim

Po akcji w styczniu 1948 roku, w której to Józef Mika ranił samego szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Myślenicach, aresztowano matkę partyzanta. Starszą, prostą kobietę zmuszono do napisania listu do syna, którego wszystkimi siłami chciała chronić:

Kochany Synu,
Przez Ciebie nędza, w więzieniu się męczę, jest jedno wyjście jak się zgłosisz to mnie wyzwolisz.
Twoja matka Mika Anna
Daj odpowiedz jak najprędzej listownie

„Daj odpowiedź listownie” znaczyło: „nie zgłaszaj się!”

Józef słusznie odpisał:

Najdroższa Mamo
Ja się poddać nie pójdę. Gdy dzisiaj Rząd Polski ma takie prawo, że może aresztować ludzi bez winy, to Mama musi siedzieć, jak Rząd łaskawy Mamę wypuści, to Mamy szczęście. Ja jestem na wolności, to ja siedzieć nie pójdę, bo mi Wolność jest miła chociażby nawet za parę za dni przyszło mi zginąć.
Parę słów do swojej Mamy wasz syn.
Mika Józef

Józef Mika miał rację: dobrowolne podanie nie dawało mu żadnej szansy. I tak czekała go kara śmierci z wcześniejszym śledztwem i towarzyszącymi mu torturami. Tymczasem UB starało się wywabić poszukiwanych z ukrycia za pomocą kłamliwych obietnic:

Myślenice dnia 11.II.48

Do Miki Józefa
W Gruszowie

Mika! List od Ciebie otrzymałem, szkoda żeś jest takim bardzo zatwardziałym człowiekiem. Szkoda Cię jest bo jesteś młody i ciąży nad Tobą kara dosyć duża, na amnestie drugą to niemasz co liczyć ponieważ już drugiej takiej niebędzie, ponieważ było już dosyć dużo okazji do zakończenia życia bandyckiego.

Jednakowoż nie jest jeszcze wszystko zgubione dla Ciebie, naprawde chociaż chciałbym żeby Cię jakoś z tej sytuacji wyratować, jest prawdą że już dosyć dużo przestępstw masz na sobie, ale to nic Rząd nasz obecny chce być i dla bandyty czasami dobry i różne bierze względy na to. Dla Cię również istnieje jedna sytuacja za pomocą której nie tylko że Ty możesz wyjść zupełnie bez winy – raciej wszystkie twoje dotychczasowe przestępstwa z rechabilitować i matkę Twoją uwolnić z więzienia i zejść na nowe tory życia i żyć szczęśliwie i swobodnie – bo przecież jesteś młody i przed Tobą droga do życia może być otwarta, a nie marnować Twoje młode lata i zdrowie którego Ci nikt nie wróci w lasach i na rabunkach. Pomyśl czy nie tak jest??

Jaka droga wyjścia dla Ciebie istnienie jeszcze to pisać tego Ci niemogę na razie – najsam przed muszę się dowiedzieć czy żeczywiście chciałbyś zacząć nowe lepsze życie czy też nie, na amnestie niemasz co liczyć bo już jej nie będzie.

Niechcę byś siedział w więzieniu bo masz mi być bardzo potrzebny w terenie do rozpracowania pewnej rzeczy pisać tego Ci niemogę ponieważ list ten mógłby wpaść w niepowołane ręce i to by Ci mogło grozić śmiercią a mnie by plan mógł nie udać, więc z tego powodu chciałbym osobiście z Tobą pomówić, daje słowo oficerskie że nic absolutnie Ci się nie stanie a sprawa jest bardzo pilna i bardzo ważna i przez to mógł byś być ułaskawiony, tylko ten plan niemogę Ci podać pisemnie tylko ustnie i chciałbym się z Tobą spotkać. Więc jak uważasz ja jeszcze raz podkreślam że nic robił Ci niebędę, wyznacz spotkanie w którem miejscu i kiedy sprawa bardzo pilna.

Co do tego Wilhelma Romana to żadnej osoby pod tym nazwiskiem nieznał i niebył w ogóle aresztowany przez nas.
Proszę o szybki odpis.

Szef Powiatowego Urz. Bezp. Publ.
W Myślenicach

List po przeczytaniu
Zaraz spalić! [dopisek odręczny. Obietnice, zobowiązania UB miały być tajne – Z.K.]

Myślenice dnia 27.I.48 r.

Mika!!

Wiem dobrze ze nie jestes człowiek taki zatwardziały i ze zrozumiesz w jakiej znalazła się cała Twoja rodzina, matka staruszka która cie wychowała i przez ciebie teraz w wiezieniu się musi meczyc i ojciec stary slepy który został się bez opieki i młodzi twoi bracia i siostry.

Powinienes to zrozumiec i nie pozwolic na to żeby twoja matka za ciebie cierpiała na stare lata w wiezieniu, wszystko to przez ciebie. Uratowac cała twoja rodzina możesz ty, przez to gdy zgłosisz się sam do Urzędu Bezpieczeństwa. Gdy się sam zgłosisz natychmiast wypuścimy matke twoja z wiezienia i reszte twojich braci i siostry. Jestes młody pod wzgląd możesz dostac jakich piec lat wiezienia i będziesz mogł pozniej chwycic się zycia porządnego, bo bandyta nie mozesz wciąż być prędzej czy pozniej wpadniesz w rece władzy i to będzie twoja śmierć i matka z wiezienia niewyjdzie umrze w wiezieniu i to z twojej winy, i będziesz znowu mordercą własnej matki.

Wiec rozmysl dobrze dopóki jest jeszcze czas.

Starano się także oczernić żołnierzy wyklętych, przypisując im niepopełnione przez nich czyny kryminalne:

L.dz.1130/48/S1
Meldunek.
Bochnia dnia 13.IV.1948
Do Wojewódzkiej Komendy Milicji Obywatelskiej
Wydział Kryminalnej Służby Śledczej
W Krakowie

Melduje że dnia 13.IV.1948 r. Szef PUBP w Bochni otrzymał list od Miki pseudo „Leszek” który był nadany w Gdowie dnia 12.IV.1948 r.

W liście tym Mika pisze ze Bezpieczeństwo w Bochni bardzo się interesuje postrzelonym Leśn…kiem, który jednak ma na sumieniu 12-scie napadów rabunkowych w pow. Bochnia, Myślenice i Limanowa i ze Szef UB powinien Leśn…ka aresztować jeżeli nie współpracuje z nim. Dalej pisze Mika ze po dokonaniu jakiegoś napadu milicja przeprowadza kilkakrotnie dochodzenie i każe mówić poszkodowanym ze to zrobił Mika, Przeciszewski i Lenart co nie jest prawdą twierdzi Mika w tym liście a ci co rabują to milicja z nimi pije i nic im nie robi. Ale to się niedługo skończy, bo on będzie sam ich ścigał i wydawał wyroki. Nadmieniam, że Leśn…k Kazimierz został postrzelony przez Mikę dnia 5.IV.1948 r. o czem została powiadomiona W.K.M.O. Kraków meldunkiem. Z listu tego można wywnioskować, że Mika ma zamiar likwidować ludzi o zapatrywaniach demokratycznych.

p.o. Komendant Pow. MO
Lebiedzki Antoni chor.

Krewnym wyklętych uniemożliwiano też zdobycie wykształcenia:

Charakterystyki:
1) Lenart Franciszek s. Jana i Reginy ur. 1934 w Kawcu Gm. Raciechowice jest w szkole technicznej w Krakowie zam. u stryja Lenart Tadeusza w Rudawie pow. Chrzanów skąd dojeżdża do Krakowa w/w należy wydalić ze szkoły, ponieważ jego brat jest bandziorem i cała rodzina jest wrogami ustroju Demokracji Ludowej.

We wszystkich dokumentach zachowano oryginalną pisownię.

Epilog

24 października 1996 roku Sąd Wojewódzki w Krakowie wydał wyrok stwierdzający nieważność kary śmierci orzeczonej 12 maja 1951 roku wobec ujętych przez organa bezpieczeństwa Józefa Miki i Franciszka Mroza. W uzasadnieniu stwierdzono:

[…] można było wysnuć wniosek, iż działalność J. Miki i F. Mroza to działalność pospolitych przestępców popełniających wielokrotnie zbrodnie zabójstwa, zaboru mienia. Zdaniem Sądu byłby to jednak wniosek błędny, a jego wadliwość wynikałaby z oceniania wskazanych czynów w oderwaniu od zarzutów podstawowych – działalności na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego, do którego to celu dążyli przyjętymi przez siebie metodami – walcząc z ówczesnym ustrojem politycznym, którego nie akceptowali. Stosowane przez J. Mikę i F. Mroza środki i sposób działania – niewątpliwie i jednoznacznie brutalne i trudne do zaakceptowania w czasie pokoju – należy jednak usprawiedliwić i uznać za możliwe do zaakceptowania w czasie, który nastąpił po nocy wojny światowej. W czasie tej wojny popełniono przecież w nieznanej dotychczasowej skali zbrodnie przeciw ludzkości, a w szczególności narodowi polskiemu, naruszono wszystkie systemy wartości, a przede wszystkim wartość życia ludzkiego. Okaleczanie społeczeństwa polskiego było niewątpliwie ogromne, na co nałożyły się dzisiaj już powszechnie znane metody walki o utrwalenie na ziemiach polskich nowego ustroju politycznego […] w latach powojennych trwała brutalna walka o utrzymanie władzy.

Zobacz też:

Bibliografia

  • AIPN Kr 07/2813, Akta kontrolno-śledcze przeciwko J. Mice i innym.
  • AIPN Kr 074/20, Charakterystyka nr 20. Ugrupowanie bez nazwy [Józef Mika].
  • AIPN Kr 075/46, [Stara sprawa obiektowa] Banda Miki, krypt. „Leszczyna” i krypt. „Pajace”.
  • AIPN Kr 110/4495 [WSR Kraków, Sr 237/51], Akta sprawy karnej przeciwko J. Mice i innym.
  • Apolonia Ptak, Prawem wilka, Księgarnia Akademicka, Kraków 1995.
  • Marian Reniak, Człowiek stamtąd, Wydawnictwo MON, Warszawa 1973.
  • Stanisław Wałach, Był w Polsce czas…, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1978.

Redakcja: Roman Sidorski

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: |

Zamiast komentarza wiersz Agnieszki Battelli
Kat
Autor: Agnieszka Battelli

Przecież to byli bandyci,
Po lasach się kryli.
Strzelali do ludzi niewinnych.
Czy ja mam wyrzuty sumienia?
Ja tylko broniłem wartości
Przewodniej siły narodu.

***

Przyjaźń między narodami
i pokój wtedy były celem,
nie jakieś mrzonki o wolności.
Wróg czyhał tylko na potknięcie.
A ci bandyci mordowali,
Synów matkom, ojców, braci.

***
Ja, strzelałem im w tył głowy?
To jakieś brednie, nie pamiętam.
Jestem już stary, czego chcecie?
Ja mam medale, kocham Polskę.
Że, grobów nie ma? Skąd mam wiedzieć?
Rodziny pewnie nie dbały.



Odpowiedz

Gość: Jak wyżej ... |

Mówią, nic dodać, nic ująć... "Pamięć narodowa jest sumą skleroz wszystkich obywateli" - pisze Anna Kłys. Ale sama nie godzi się na taki kształt zbiorowego wspomnienia. Nie chce, aby o historii decydowały mity, legendy, niedopowiedzenia albo po prostu kłamstwa. Rozprawiając się z nimi, nie bawi się w sentymenty - jej książka jest brutalna, bo brutalne są fakty. Swoisty collage, układanka narracyjna buduje niezwykłe napięcie. Autorka zaburza chronologię opowieści - opowiada "szarpane" historie tak, jak "poszarpane" są losy jej bohaterów. http://ksiazki.wp.pl/gid,16367340,page,15,tytul,Brudne-serca-polscy-chlopcy-z-lasow-i-ubecy,galeria.html;



Odpowiedz

@Gość: Jak wyżej ... Same jakieś frazesy.



Odpowiedz

Gość: Ziemowit Kalinowski |

p. Małopolanin Sory, Pan zapomniał, że był rok 1989 i że 24 października 1996 roku Sąd Wojewódzki w Krakowie wydał wyrok stwierdzający nieważność kary śmierci orzeczonej 12 maja 1951 roku wobec ujętych przez organa bezpieczeństwa Józefa Miki i Franciszka Mroza. Ja szanuje wyroki sądów niepodległej Polski. Strona Żerosławic jest w sprawie J. Miki skandaliczna. Możemy polemizować pod prawdziwymi nazwiskami. JA NIE BOJE się podpisywać z imienia i nazwiska.



Odpowiedz

Gość: Małopolanin... |

Manowce "Wyklętym", w przenośni i w dosłownym znaczeniu nie były obce. Z powyższych wpisów wynika, że to tylko slogan nad którym twórca nie panuje. Tak to entek pentek twórczo włączył się do sugerowanej i merytorycznej dyskusji. Żerosławice, to dumna lokalna społeczność w tej naszej skromnej małopolskiej rzeczywistości. A przytoczony wpis tylko i wyłącznie dowodzi, że nie ma prawdy o Mice, tak jak nie ma prawdy o Ogniu i wielu, wielu innych Żołnierzach Wyklętych. Historia, w tym historycy winni oddać obiektywną prawdę a nie szastać pseudo opiniami i "wyrokami". Przykre, że historyk widzi wszystko poprzez aberrację. Ewidentnie myli miejscowości, daty oraz podpiera się wygodnymi dla własnej tezy wybranymi faktami, zdarzeniami itp. Zbyt wiele innym insynuuje, w tym niecne zamiary. I jeszcze można by rzec: - nauczta sie ortografii i poprawnych odmianów. O szacunku dla innych, np. adwersarzy, nie nadmieniając. Żołnierze Wyklęci, Mika również, mają swoje miejsce w historii Naszej Małej Ojczyzny. Tylko z tą prawdą jest tak, jak mawiał śp. ksiądz Józek Tischner...



Odpowiedz

Gość: entek pentek |

gością nie chodzi w cale o oczywisty błąd pisarski, nie chodzi o GRN, gmine, prznależność wsi, czy o szczegółową datę. Boli ich żołnierz wyklęty. jakim był Jóżef Mika. A strona strona Żerosławic niech się sama chwali swoimi osiągnięciami. Przepisanie fragmentu wyroku Sądu Stalinowskiego z wyliczeniami "rabunków" nawet jeżeli jest cytowane z katalogu IPN jest równe wyliczance z orzeczeń Sadów Hitlerowskich. Można nie rozumieć postaw tamtego pokolenia ale jeżeli dochodzi do chaniebnych publikacji o bohaterach "Kamieni na szaniec" i używanie nowomowy w stosunku do nich w kontekście aberacji seksualnych jest wymowne. Zagłuszenie, ośmieszenie, wyprowadzenie dyskusji na manowce to cele osób związanych z dawnym system. No i powtórka "niezłego" serialu "Czterej Pancerni ...". Ciekawe dlaczego telewizja niemiecka nie puszcza niezłych /kolorowych- jak na tamte czasy/filmów fabularnych z czasów nazizmu? I ciekawe, że tak jak w Niemczech, to wszyscy, którzy pracowali w aparacie przemocy to kucharze, sprzątaczki, pion techniczny.



Odpowiedz
Ziemowit Kalinowski

(ur. 1966) magister historii, absolwent Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie (obecnie Uniwersytet Pedagogiczny). Mieszkaniec Myślenic. W latach 1986–1990 działacz opozycji antykomunistycznej w Krakowie, członek NZS i KPN (w tym okresie). Odznaczony w roku 2009 Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Autor stałej wystawy historycznej w dawnym budynku Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Myślenicach: „Bohaterowie Wyklęci – powiat myślenicki 1945–56” poświęconej antykomunistycznemu ruchowi oporu i osobom represjonowanym na ziemi myślenickiej.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org