Bracia Jabłkowscy – polski biznes w zachodnim stylu

Bracia Jabłkowscy to nazwa popularnego Domu Towarowego, który był jednym z najsłynniejszych sklepów w przedwojennej Polsce. Co ciekawe, nie założył go mężczyzna.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy przy ul. Brackiej w Warszawie (fot. ze zbiorów NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-G-5871-1)

Bracia Jabłkowscy: kulisy biznesu

Słysząc nazwę Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy, podświadomie wyobrażamy sobie przedsiębiorstwo prowadzone przez dwóch, ewentualnie trzech, braci. Prawda jest jednak niebo bardziej skomplikowana i powiązana z historią tego rodu.

Pozytywista

Rozpocząć należy od Józefa Jabłkowskiego seniora, ojca założycieli domu towarowego. Był on bogatym przedsiębiorcą rodem z Cielec pod Kaliszem i, jak się rzekło, pozytywistą. Wierzył w słuszność pracy u podstaw i całe swoje życie poświęcał nie tylko na dbanie o rodzinę, ale także o Polskę. Zbudował pierwszą w Kongresówce cukrownię, troszczył się o poziom życia swoich chłopów, rychło ich zresztą uwłaszczył. Dla ich dzieci budował szkoły, ciężko pracował również nad uświadomieniem wagi nauki zarówno przyszłym uczniom, jak i ich rodzicom. Razem z Janem Blochem zbudował łódzką odnogę Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, na co samemu zdobył pozwolenie. Swoją pracą dorobił się znacznego majątku. Ktoś więc musiał w końcu zacząć mu zazdrościć.

W 1876 roku spadkobiercy jednego ze zmarłych wspólników Jabłkowskiego, z którymi zakładał Kaliski Dom Handlowo-Komisyjny, oskarżyli go o działanie na szkodę spółki. Zarzut ten był absurdalny i oczywiste stało się, iż chodzi o wyszarpnięcie jak największej ilości pieniędzy Jabłkowskiego, jednak wieloletnia procedura sądowa ostatecznie doprowadziła go do bankructwa. Utracił wszystkie swoje przedsiębiorstwa i został z niczym. By przeżyć, wyemigrował z rodziną do Warszawy. Tam otrzymał posadę u swojego starego kontrahenta, Wilhelma Raua, jednego z założycieli potężnej spółki Lilpop, Rau i Loewenstein.

Grunt to rodzinka

Józef Jabłkowski senior koniecznie potrzebował jakiegoś źródła dochodu – nie tylko by przeżyć, ale także by zadbać o swe liczne potomstwo. Dorobił się bowiem jedenaściorga dzieci. Bardzo przykładał się do ich wychowania, poświęcając im możliwie dużo czasu. Uczył, że ważna jest przedsiębiorczość, ale i patriotyzm. Wielokrotnie powtarzał, że „każdy zawód jest placówką, na której buduje się Polskę”.

Bardzo szybko rozwiał też jakiekolwiek złudzenia, że jeszcze kiedyś Jabłkowscy staną się na powrót rodziną ziemiańską. Wszystkie jego dzieci musiały pracować i zaczynały już na etapie szkoły średniej. Jeden z synów, Józef junior, przeszedł długą drogę od tkacza w łódzkiej fabryce do dyrektora fabryki sukna w Klińcach, w guberni czernichowskiej.

Wnętrze sklepu przy ulicy Brackiej (fot. ze zbiorów NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-G-5871-7)

Okazał się również najbardziej przywiązany do nauk ojca. Z jego inicjatywy na Boże Narodzenie roku 1880 rodzeństwo założyło Towarzystwo Braci Jabłkowskich. W jego skład weszła dziewiątka potomstwa: Józef junior, Antoni, Franciszek, Aniela, Stefan, Feliks, Jan oraz nieletni Bronisław i Kazimierz (za nich składki płacił rodzic). Nie dołączyła jedynie najstarsza siostra, Justyna, która w owym czasie była już zamężna i mieszkała w Kaliszu. Najstarszy syn z kolei, Mikołaj, już nie żył.

Towarzystwo pełniło rolę kasy zapomogowo-pożyczkowej. Każde z dzieci wpłacało do niej niewielką kwotę sześciu rubli rocznie i w sytuacji nagłej potrzeby mogło podjąć tyle, ile potrzebowało. Pierwszym jej prezesem został pomysłodawca – Józef Jabłkowski junior.

Trudne początki

W 1884 roku Aniela Jabłkowska zaczęła prowadzić mały sklepik z artykułami piśmienniczymi. Powyższe zdanie jest prawdziwe mniej więcej w połowie. Po pierwsze, „sklepik” był w istocie solidną jesionową komodą, stojącą w jednym z pokoi mieszkania Jabłkowskich na Brackiej. Żadnego lokalu, żadnego afisza. O tym, że córka Józefa seniora czymś handluje, wiedzieli tylko wtajemniczeni. Jej rodzeństwo informowało wszystkich swych znajomych, ci z kolei swoich znajomych i tak dalej. Po drugie zaś, asortyment oferowany przez Anielę był klasycznym „mydłem i powidłem”; dziewczyna sprzedawała zeszyty, pióra, mydła – wszystko, co tylko mogła kupić.

W 1888 roku przeniosła interes na ulicę Hożą 8. Wprawdzie dalej nie miała wystawy z prawdziwego zdarzenia, teraz jednak dysponowała lokalem, a nie tylko komodą. Zmieniła się także oferta, ponieważ Aniela zaczęła handlować tekstyliami. Wtedy też zaczął jej pomagać Józef, mający doświadczenie w kwestii materiałów bławatnych z racji swojej długoletniej pracy przy ich produkcji. Interes jednak nie szedł najlepiej i Towarzystwo Braci Jabłkowskich musiało regularnie wspomagać swoją siostrę finansowo, by nie splajtowała.

Rodzina zaczęła się od siebie oddalać w 1889 roku, gdy umarł Józef senior. Wpłat na rzecz Towarzystwa zaprzestano, a ono samo niemal przestało istnieć. Jedynie Józef junior dalej wspierał Anielę, ale sklepik wciąż przynosił straty. W tej sytuacji brat postanowił postawić wszystko na jedną kartę. W 1897 roku zainwestował w interes posag swej żony i przeniósł go na Bracką 20. Przejął również nad nim kontrolę, otwierając nowy rozdział w jego historii.

Stoiska z mundurkami szkolnymi (fot. ze zbiorów NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn 1-G-5871-2)

Nie tylko zmienił lokalizację, ale także profil działalności. Rozumiał, że ludzie będą mieli coraz mniej czasu na wizyty u krawców, zaczął więc oferować nie materiał cięty z metra, lecz gotowe ubrania. Pomysł okazał się być strzałem w dziesiątkę. Sklep w końcu zaczął przynosić dochody. Rychło Józefowi i Anieli zaczął pomagać Kazimierz, już pełnoletni.

Tekst jest częścią naszego dodatku tematycznego: Polscy patrioci w Histmag.org, zrealizowanego dzięki wsparciu Fundacji PGNiG im. I. Łukasiewicza.

Dom towarowy

Przymierzanie marynarki (fot. ze zbiorów NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-G-5871-6)
W 1900 roku sklep przeniesiono do kamienicy przy Brackiej 23. Rodzeństwo sukcesywnie wykupywało kolejne lokale, aż w końcu zajęło cały budynek. Wtedy też Józef wpadł na kolejny świetny pomysł i uruchomił system handlu wysyłkowego. Po całym Imperium Rosyjskim zaczął rozsyłać swoje foldery reklamowe, z których potencjalny klient mógł wybierać towar i następnie zamawiać go listownie lub telegraficznie. Ceny pozostawały identyczne dla całego państwa, dana sukienka kosztowała więc tyle samo obojętnie, czy transportowano ją do Pyzdr czy Władywostoku. Ba, zamówienia w europejskiej części imperium, o ile opiewały na kwotę przekraczającą 12 rubli, transportowane były za darmo.

Podczas gdy koncepcja zamiany asortymentu na gotowe ubrania okazała się strzałem w dziesiątkę, pomysł sprzedaży wysyłkowej ocierał się o geniusz. Dla Jabłkowskich zaczęła się złota epoka. Obroty firmy rosły z roku na rok, bilans handlowy bił kolejne rekordy. Józef postanowił iść za ciosem.

W 1912 roku sklep przekształcił się w Towarzystwo Akcyjne „Bracia Jabłkowscy”. Do trójki właścicieli dołączył Stefan, który w tym celu zrezygnował z posady dyrektora cukrowni w Częstocicach, spoza rodziny zaś weszli do spółki Piotr Drzewiecki, Leon Błaszkowski, Franciszek Lilpop, Wacław Wańkowicz i Konstanty Tymieniecki. W tym ostatnim przypadku sformułowanie „spoza rodziny” jest nieco na wyrost, Tymieniecki był bowiem mężem Justyny Jabłkowskiej. Za pieniądze ze sprzedaży akcji Towarzystwo Akcyjne wykupiło sąsiednią parcelę przy Brackiej 25 i rozpoczęło budowę przyszłego domu towarowego

„Od zera do milionera”

O ile wybuch Wielkiej Wojny utrudnił nieco funkcjonowanie sklepu, o tyle odzyskanie niepodległości niemal doprowadziło do jego upadku. Gdy 7 listopada 1914 roku przedsiębiorstwo rozpoczęło oficjalnie swą działalność jako Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy, jego klienci, podobnie jak dostawcy, rozsiani byli po całym Imperium Rosyjskim. Zmiana granic oznaczała, że zostało odcięte od jednych i drugich. Dodatkowo szalała inflacja; towary szybko traciły na wartości, o ile nie sprzedano ich od razu. To zaś okazywało się trudne ze względu na niezbyt wysoką zamożność w tamtym czasie.

Dopiero w 1926 roku Feliksowi Jabłkowskiemu, synowi Józefa juniora, który został dyrektorem sklepu, udało się stanąć na nogi. Dom Towarowy rozszerzył ofertę, można w nim było już dostać nie tylko ubrania, ale także buty, zabawki, artykuły papiernicze, wypić kawę, zostawić dzieci w teatrzyku lalkarskim… Jabłkowski zrozumiał prawdę, która dzisiaj stoi za rozkwitem galerii handlowych: dom towarowy musi stać się miejscem, gdzie człowiek przychodzi miło spędzić czas. Jeśli mu to zapewnić, z gościa niemal automatycznie robi się stały klient. Dlatego też szeroka oferta obejmowała nie tylko sprzedaż, ale właśnie formy spędzania wolnego czasu, jak dostęp do kawiarni czy teatrzyku. Z tego też powodu Jabłkowski przywiązywał wielką wagę do doboru personelu. Nie było łatwo stać się u niego sprzedawcą. Należało mieć wyższe wykształcenie, dobre maniery, znać języki obce, opanować podstawy psychologii typu „rozmowa z klientem” etc.

Wystawa Młodych Grafików w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich (fot. ze zbiorów NAC, Zespół: Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-K-6214-1)

Mimo wyśrubowanych wymagań, Feliks Jabłkowski nigdy nie narzekał na brak chętnych do pracy. Do „Jabłkowszczaków”, którzy cieszyli się znakomitą renomą, garnęli wszyscy. Właściciele dbali o pracowników od samego początku funkcjonowania sklepu. Zapewniali im wczasy, a nawet małe wypady weekendowe pod Warszawę. Organizowali kursy doszkalające, często połączone z wyjazdami, na przykład sprzedawca w dziale porcelany mógł się spodziewać wyjazdu do Ćmielowa, inny zaś, w dziale tekstylnym, do Łodzi. Wysyłali swoich pracowników również na kursy dobrych manier, a nawet czytania i pisania, zdarzało się bowiem, że część personelu niekontaktująca się z klientem, miała z tym problem. Funkcjonowały sekcje sportowe, jak wioślarska i tenisa stołowego. Dom współpracował także z Wyższą Szkołą Handlową i nierzadko przyjmował do pracy jej absolwentów. No i wreszcie: płacili w terminie, osoby w trudnej sytuacji finansowej mogły zaś liczyć na zapomogi i pożyczki z kasy Braci Jabłkowskich.

Koniec snu

1939 rok oznaczał początek końca interesu. Szybko pojawiły się problemy z zaopatrzeniem, w ofercie pozostały głównie towary kartkowe oraz nieliczne nieobjęte tym systemem. Mimo to z trudem, ale udawało się utrzymać sklep na powierzchni. Podczas powstania warszawskiego został splądrowany, zamieniony na szpital, a przez pewien czas także na fabrykę amunicji. Po upadku miasta Niemcy zniszczyli jego część, sama struktura się jednak ostała. Gdy więc 1945 rok przyniósł koniec wojny, pracownicy Jabłkowskich wzięli się do odbudowy. Wrócił też Feliks Jabłkowski, zakasał rękawy i przystąpił do mozolnego odtwarzania sieci dostawców. Pomału przywracano do życia przedwojenny przybytek.

I być może nawet by się udało, gdyby nie Hilary Minc, minister przemysłu i handlu Rzeczypospolitej Polskiej. 2 czerwca 1947 roku Polska Partia Robotnicza rozpoczęła „bitwę o handel” według jego pomysłu. Oficjalnym celem tego przedsięwzięcia było zapewnienie obywatelom dostępu do towarów dobrej jakości po przystępnych cenach. W praktyce chodziło o wyniszczenie inicjatywy prywatnej w handlu i zarazem znienawidzonej klasy posiadaczy. Do niej zaś zaliczono Jabłkowskiego.

W 1950 roku na Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy nałożono absurdalnie wysoki podatek, argumentując to rzekomym wzbogaceniem się jego właścicieli podczas wojny. Możemy tylko wyobrazić sobie, co pomyślał dyrektor sklepu na wieść, że ma zapłacić… 40 milionów złotych. Dla porównania, cały dochód osiągnięty w 1949 roku wynosił 13 mln złotych. Jabłkowski walczył, błagał i monitował, wyjaśniał, że kwota została źle naliczona, że z przysługującymi mu ulgami, miałby do zapłaty 14 milionów złotych i jest gotów należność uiścić. Komuniści nie byli jednak zainteresowani jego pieniędzmi, lecz upadkiem.

15 maja 1950 roku Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy został zamknięty. Członkowie rodziny byli represjonowani jeszcze przez wiele lat, ich pracownicy czasami również. W 1984 roku umarł ostatni dyrektor Domu – Feliks Jabłkowski.

Ulica Chmielna w Warszawie. Widoczna budka nadzoru ruchu z reklamą sklepu Braci Jabłkowskich (fot. ze zbiorów NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-U-6648)

Historia Jabłkowskich była za czasów II Rzeczypospolitej bardzo popularna. Kojarzyła się z „amerykańskim snem”, ale wyśnionym nad Wisłą. Potomkowie człowieka, który stracił wszystko, dzięki swojej determinacji i współpracy doszli do wielkiego majątku. Pieniądze zaś nie tylko inwestowali, ale także przeznaczali dla swoich pracowników. Zyskali tym taki szacunek, że gdy w 1945 roku budynek Domu Towarowego trzeba było odbudować, ci sami pracownicy z własnej chęci zaczęli w tym pomagać. Gdyby nie decyzja władz komunistycznych, w Polsce mógł odrodzić się dom handlowy będący odpowiednikiem Harrodsa czy Galeries Lafayette. Niestety, nie dopuszczono do tego.

Bibliografia:

  • Historia Obiektu – Dom Braci Jabłkowskich, [w:] Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy S.A. [dostęp: 24.05.2016], [[http://www.dtbj.pl/historia/](http://www.dtbj.pl/historia/)].
  • Jabłkowski Feliks, Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy. Romans ekonomiczny, Iskry, Warszawa 2005.
  • Łazarewicz Cezary, Sześć pięter luksusu, Znak, Kraków 2013.

Redakcja: Michał Woś

Tekst jest częścią naszego dodatku tematycznego: Polscy patrioci w Histmag.org, zrealizowanego dzięki wsparciu Fundacji PGNiG im. I. Łukasiewicza.

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Przemysław Mrówka
Absolwent Instytut Historycznego UW, były członek zarządu Koła Naukowego Historyków Wojskowości. Zajmuje się głównie historią wojskowości i drugiej połowy XX wieku, publikował, m. in. w „Gońcu Wolności”, „Uważam Rze Historia” i „Teologii Politycznej”. Były redaktor naczelny portalu Histmag.org. Miłośnik niezdrowego trybu życia.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy