Opublikowano
2016-01-22 09:30
Licencja
Prawa zastrzeżone

I wojna światowa - pierwsze dni

Zanim żołnierze I wojny światowej na dobre zamieszkali w okopach, przez kilka tygodni toczyły się intensywne walki manewrowe. W niemieckiej inwazji na Belgię uczestniczył m.in. przyszły legendarny dowódca Afrika Korps, Erwin Rommel.


Strony:
1 2 3 4

Wymarsz 1914

Ulm, 31.07.1914. – Nad niemieckim narodem roztacza się groźba zbliżającej się wojny. Wokół poważne, przerażone twarze! Krążące niewiarygodne plotki znajdują szeroki krąg odbiorców. Od świtu oblegane są słupy z ogłoszeniami. Najnowsze wiadomości wypierają pozostałe.

Wczesnym rankiem 4 bateria pułku artylerii polowej Nr 49 maszeruje przez Ulm, stare miasto Rzeszy. Rozlegają się donośne odgłosy, to Straż nad Renem maszeruje przez wąskie zaułki. Otwierają się okna, starzy i młodzi śpiewając z radością ruszają za wojskiem.

Erwin Rommel w 1942 roku (fot. Bundesarchiv, Bundesarchiv, Bild 146-1985-013-07 Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany) Ja, jako podporucznik polowy, jadę na czele wytwornej piechoty, którą od 1 marca dowodzę. Tego słonecznego poranka, jak zwykle jeździmy konno, ćwiczymy, jak co dzień, a gdy wracamy do koszar odprowadzani jesteśmy przez tysiące zadowolonych ludzi.

Po południu, na dziedzińcu koszar kupowane są konie na potrzeby wojska, dowiaduję się, że zostałem odwołany z pełnionej funkcji dowódcy. Ponieważ sytuacja polityczna staje się coraz poważniejsza, ściągają mnie niezwłocznie do jednostki macierzystej, czyli pułku piechoty Króla Wilhelma I ( 6. Wirtemberskiego) nr 124 i żołnierzy 7 kompanii, których jako oficer do spraw rekrutów, w ostatnich dwóch latach szkoliłem.

Przy pomocy szeregowego Hänle pakuję w pośpiechu mój niewielki dobytek. Późnym wieczorem dojeżdżamy do naszego garnizonu w Weingarten.

1 sierpnia 1914 w koszarach pułku, w potężnym starym budynku klasztoru w Weingarten, praca wre, mierzenie mundurów i wyposażenia polowego! Melduję swój powrót, witam się z ludźmi z 7 kompanii, z którymi prawdopodobnie wyruszę na front. Na twarzach tych młodych ludzi widzę radość, zapał i entuzjazm. Czy jest coś piękniejszego, niż wyruszenie na czele takich żołnierzy przeciwko wrogowi?

O 18.00 apel pułku. Po dokładnym zlustrowaniu przez pułkownika Haasa, ubranego w feldgrau pułku, wygłosił wzruszającą przemowę. W trakcie rozejścia się żołnierzy nadszedł rozkaz przeprowadzenia mobilizacji. A więc jest już postanowione! Radosne okrzyki niemieckiej młodzieży brzmią jak echo w starych murach klasztornych.

2 sierpnia 1914, niedziela zaczęła się bardzo poważnie! Pożegnalne nabożeństwo pułku w blasku świecącego słońca!

Wieczorem dumny 6 pułk wirtemberski wymaszerował z koszar sprężystym krokiem, przy dźwiękach muzyki na załadunek do Ravensburga. Tysiące mieszkańców towarzyszą żołnierzom. Ciągnące się w nieskończoność transporty wojskowe jadą się w krótkich odstępach w kierunku zagrożonej zachodniej granicy. Zapada noc, pułk odjeżdża przy niekończących się okrzykach radości. Ku mojemu wielkiemu ubolewaniu muszę zostać kilka dni w garnizonie, żeby zebrać szeregowców rezerwy. Obawiam się, że nie zdążę na pierwsze starcie.

Podróż na pole bitwy 5 sierpnia przez wspaniałe doliny i błonia ojczyzny, wśród wiwatów rodaków, jest nieopisanie piękna. Żołnierze śpiewają pieśń za pieśnią. Podczas każdego postoju obsypywani jesteśmy owocami, czekoladą i pieczywem. W Kornwestheim widzę się dosłownie przez kilka chwil z matką i rodzeństwem, przenikliwy gwizd lokomotywy kończy nasze spotkanie.

W nocy przekraczamy Ren. Reflektory przeczesują niebo w szukając samolotów i sterowców wroga. Pieśni przebrzmiały. Na ławkach i podłogach leżąc, siedząc śpią żołnierze. Stoję w lokomotywie i przyglądam się migocącemu palenisku maszyny, przysłuchuję się szumom i szeptom parnej letniej nocy. Co przyniosą nam nadchodzące dni?

6 sierpnia wieczorem przybywamy do Konigsmachern niedaleko Diedenhofen, szczęśliwi z uwolnienia z ciasnoty pociągu. Maszerujemy przez Diedenhofen i Ruxweiler. Diedenhofen nie wygląda ładnie. Brudne ulice i domy, nieprzyjaźni mieszkańcy! Zupełnie inaczej niż u nas w domu, w Szwabii.

Szybko naprzód. Z nastaniem nocy rozpętała się rozrywająca niebo burza z piorunami i ulewnym deszczem. Wkrótce jesteśmy przemoczeni do suchej nitki, a ekwipunek ciąży. Miły początek! W oddali padają pojedyncze strzały. O północy, po sześciogodzinnym marszu, bez strat w ludziach wkraczamy do Ruxweiler. Dowódca kompanii, porucznik rezerwy Bammert, już na nas czeka. Skromne zakwaterowanie na sianie.

I wojna światowa w Histmag.org

I wojna światowa, trwająca od 28 lipca 1914 r. do 11 listopada 1918 r., zmieniła Europę i cały świat. Dlaczego pierwsza wojna światowa wybuchła? Jak wyglądały jej najważniejsze bitwy i działania dyplomatyczne? Jakie jest jej dziedzictwo? Tu znajdziesz odpowiedź na te i wiele innych pytań.



Czytaj dalej...

Tekst jest fragmentem książki Erwina Rommla „Piechota atakuje”:

Autor: Erwin Rommel
Tytuł: „Piechota atakuje”
Wymiary 160× 230 mm
Liczba stron 430
Okładka twarda
ISBN 978-83-64185-86-1
Cena: 47,90 zł
Kup książkę w księgarni Tetraerica.pl!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Mirek |

W tego typu publikacjach bardzo ważne jest tłumaczenie. Jeśli mamy do czynienia ze stopniami wojskowymi to albo je tłumaczy my na polskie odpowiedniki albo konsekwentnie zostawiamy je w języku oryginalnym. Tutaj mamy taki potworek językowy jak "wicefeldwebel". W armii niemieckiej w tym czasie istniał stopień Vizefeldwebel.



Odpowiedz
Erwin Rommel

1891-1944. niemiecki feldmarszałek. Najmłodszy niemiecki feldmarszałek podczas II wojny światowej. Dowódca Afrika Korps. Wybitny teoretyk i sztabowiec, jeden z głównych entuzjastów rozwoju broni pancernej w dwudziestoleciu międzywojennym.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org