Andrzej Friszke – „Państwo czy rewolucja. Polscy komuniści a odbudowanie państwa polskiego 1892–1920” – recenzja i ocena

W III Rzeczpospolitej komunizm stał się synonimem zła. Trudno się temu dziwić, skoro system komunistyczny skojarzono ze zbrodniami, tysiącami ofiar i czterdziestoma pięcioma latami dominacji Moskwy. Nowa książka Andrzeja Friszke przypomina, że na komunizm warto spojrzeć nieschematycznie.

Andrzej Friszke – „Państwo czy rewolucja. Polscy komuniści a odbudowanie państwa polskiego 1892–1920” – recenzja i ocena

Andrzej Friszke
„Państwo czy rewolucja. Polscy komuniści a odbudowanie państwa polskiego 1892–1920”
Ocena: 9
69,90 zł
Wydawca: Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Rok wydania: 2020
Okładka: twarda okładka
Liczba stron: 740
Premiera: 05.10.2020
Format: 145x205 mm
ISBN: 978-83-66586-19-2
EAN: 9788366586192

Andrzej Friszke to jeden z najwybitniejszych badaczy dziejów najnowszych naszego kraju. Na swoim koncie ma on imponującą liczbę publikacji, dotyczących przede wszystkim dziejów opozycji demokratycznej w Polsce, a także niepodległościowej myśli politycznej. „Państwo czy rewolucja?” – jego najnowsza publikacja – to studium z dziejów polskiego socjalizmu, stanowiące w pewnym sensie nawiązanie do jednej z jego pierwszych książek O kształt niepodległej (Warszawa 1989). Na z górą pięciuset stronach Friszke przedstawia rozwój organizacyjny, ale nade wszystko intelektualny, polskiego socjalizmu i jego dwóch odłamów: niepodległościowego oraz, zwłaszcza, rewolucyjnego, internacjonalistycznego.

Poważną zaletą jest perspektywa przyjęta przez autora. Już na pierwszych stronach podkreśla on, że „komuniści byli częścią polskiego społeczeństwa, także polskiej inteligencji, a dla wielu niekomunistów – punktem odniesienia, choć zwykle negatywnym”. Friszke świadomie idzie pod prąd dominującej narracji sytuującej komunistów poza narodem polskim, pokazującej ich jako bohatera tak dalece negatywnego, że zmistyfikowanego, stanowiącego totem wszystkiego co godne potępienia. Nie oznacza to, że autor deklaruje z nimi jakiś rodzaj ideowego powinowactwa. Owszem, jego książka to przykład narracji rozumiejącej, lecz jednocześnie krytycznej. To rzadki na krajowym rynku przykład publikacji, która zaprasza do dyskusji. Oferując dekonstrukcję mitu, nie tworzy w jego miejsce innej fałszywej opowieści.

Sprzyja temu zarysowanie szerokiego kontekstu społecznego i intelektualnego, w jakim rodził się polski socjalizm. W ostatniej dekadzie XIX wieku nic nie wskazywało na to, że w przewidywalnej przyszłości możliwe będzie odzyskanie przez Polskę niepodległości. Friszke zadaje przy tym kluczowe pytania o to jak definiowano wówczas polskość, jaką autodefinicję stosowały polskie elity – na czele z inteligencją – a jaki stosunek do tego zagadnienia mieli robotnicy czy chłopi. Nie szuka łatwych odpowiedzi, na tym polu zresztą takich nie ma. Dość powiedzieć, że w krajobrazie miejskim rewolucyjną zmianą ostatnich dekad XIX stulecia było pojawienie się proletariatu. Myśl socjalistyczna – nie zawsze utożsamiana z marksizmem! – stawiała sobie za cel nie tylko poprawę materialnego bytu tej warstwy, ale jej upodmiotowienie.

Polska Partia Socjalistyczna, powołana do życia w 1892 r., już w swoim pierwszym programie łączyła silne emocje narodowe i patriotyczne z postulatami reform socjalnych. Na drugim biegunie socjalizmu stała już wówczas Socjaldemokracja Królestwa Polskiego (od 1899 także i Litwy) na czele z charyzmatyczną Różą Luksemburg. Z perspektywy kilku lat ta ostatnia podkreślała skalę ideologicznych rozbieżności, wskazując że „dysputowanie z socjalpatriotyzmem było rozmową na wieży Babel”. Ale rzeczywistość była bardziej skomplikowana. Z jednej strony bowiem w ruchu o ambicjach masowych utrzymanie jednomyślności było bardzo trudne. Z drugiej zaś, elity obu odłamów ruchu socjalistycznego nie były od siebie aż tak odległe. Wspólne były bowiem tradycje do których się odwoływano („Proletaryat” tworzony przez Ludwika Waryńskiego), wspólne były doświadczenia formacyjne (studia w Zurychu), podobnie silne było też przekonanie o potrzebie przekształcenia świata.

W historii socjalizmu znaczenie miały wielkie wydarzenia, takie jak rewolucja 1905 roku. Stanowiła ona wstrząs dla dotychczasowego świata oraz impuls sprzyjający daleko idącej rekonfiguracji środowisk politycznych w Polsce. Narodową Demokrację przywiodło to do roli ugrupowania drobnomieszczańskiego, coraz silniej konserwatywnego. SDKPiL upojone przejściowymi sukcesami, zradykalizowało się jeszcze bardziej: wchodząc w skład Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji oraz coraz życzliwiej patrząc na radykalizm Lenina. PPS doświadczyła rozłamu na bardziej radykalną Lewicę i konsekwentnie niepodległościową Frakcję Rewolucyjną.

Ale swoją rolę w różnicowaniu się nurtów ideowych mieli też liderzy i ich osobowości. Józef Piłsudski jest w polskiej historiografii prezentowany przede wszystkim jako „dobry ojciec”. Socjalizm w jego biografii jest po 1989 r. banalizowany, umniejsza się jego znaczeniu, podkreślając przede wszystkim propaństwową postawę przyjętą od listopada 1918 r. Tymczasem charyzmatyczny i obdarzony żarliwymi uczuciami patriotycznymi towarzysz „Wiktor” silnie odcisnął swe piętno na towarzyszach z PPS, a później z PPS-FR. Podobne zjawisko można obserwować w SDKPiL, nad którym zaciążyły autorytarna postać Leona Jogichesa-Tyszki, czy brutalna osobowość Feliksa Dzierżyńskiego. Jeden z towarzyszy tego ostatniego wspominał, że „Dzierżyński (…) uważał, że lepiej dziesięciu niewinnych pogrążyć, aniżeli jednego prowokatora pominąć”. Trudno chyba o lepszą rekomendację dla przyszłego szefa bolszewickiej tajnej policji.

Fakt iż ruch komunistyczny w Królestwie Polskim działał w warunkach nielegalnych – w najlepszym razie półlegalnych, w czasie rewolucji 1905 i w trakcie okupacji przez państwa centralne – jest ważnym kontekstem całej opowieści. Podejrzliwość, brak zaufania, poczucie osaczenia – to uczucia współkształtujące działaczy. Zagrożeni wywózką na Sybir niekiedy salwowali się ucieczką za granicę. Miało to i ten skutek, że niejeden z działaczy funkcjonował w prawdziwie międzynarodowej osmozie. Trudno może o lepszy dowód na to niż fakt, że do spadku po Róży Luksemburg przyznaje się dziś bardziej lewica niemiecka niż polska.

„Państwo i rewolucja” przypomina zresztą o wielu tradycjach, które po 1989 r. popadły w zupełną niepamięć. Raz, że Friszke wspomina o komunistycznych męczennikach, takich jak Marcin Kasprzak, którzy padli jeszcze ofiarami represji carskich. Ale pokazuje przy tym korzenie komunistycznych tradycji, które potem wielokrotnie wracały w polskiej historii: w II RP i w czasie wojny, a w zupełnie nowej odsłonie, również po 1945 r. Pozwala to zrozumieć funkcjonowanie partii komunistycznej w warunkach konspiracji, jej wewnętrzną strukturę, ale też ugruntowaną kulturę organizacji wytworzoną w czasach heroicznych. Książka wyśmienicie wprowadza w świat ówczesnego komunizmu i ówczesnych komunistów, dzięki czemu łatwiej też zrozumieć funkcjonowanie KPP. Ot, choćby działalność towarzyszy na „ulicy żydowskiej”, która dla dzisiejszych historyków pozostaje chyba jednym z najbardziej nieznanych mikroświatów pierwszej połowy XX wieku na ziemiach polskich.

Kluczowym spór w łonie polskiej lewicy sprowadzał się do pytania umieszczonego w tytule książki: państwo czy rewolucja? Przez długie lata był to spór akademicki, ale wybuch I wojny światowej, potem rewolucja w Rosji, a następnie klęska państw centralnych, postawiły go na pierwszym planie. Dlatego też gros książki poświęcone jest latom 1918-1919, a więc okresowi w którym na ziemiach polskich podniosła się bezprecedensowa fala rewolucyjna. Wielkie nadzieje łączyli z nią członkowie Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, stworzonej z połączenia PPS-Lewicy i SDKPiL w grudniu 1918 r. Mieli oni nadzieję na wybuch klasowej rewolucji, która wyemancypuje proletariat, zmiecie burżuazję i połączy się ze zrewoltowanymi masami w Rosji i Niemczech. Jasną konsekwencją musiał być upadek odradzającego się państwa polskiego. Tego zaś nie chcieli socjaliści niepodległościowi, zgrupowani w PPS.

Kto wie czy kilka pierwszych tygodni istnienia II RP nie stanowi najbardziej niedocenianego momentu narodowych dziejów. To właśnie wówczas gabinet pod przewodnictwem Jędrzeja Moraczewskiego wprowadził szereg reform, realizujących postulaty socjalistyczne, by wspomnieć o powszechnym prawie wyborczym dla oby płci, ośmiogodzinnym dniu pracy czy prawie do strajku. Trudnym do przecenienia sukcesem było przygotowanie wyborów do Sejmu z 26 stycznia 1919 r. – dzięki nim władze państwowe uzyskały silną i wyraźną legitymację do rządzenia.

Znaczenie tych działań widać tym bardziej jaskrawie, gdy zestawić je z programem politycznym komunistów. Prowadzący do wybuchu zbrojnego i rewolty na tle klasowym miał wszelkie szanse na powodzenie. Obliczony był na wyzyskanie ogromnego społecznego niezadowolenia, frustracji wywołanej biedą, bezrobociem i nieskutecznością rodzącego się państwa. Bazował też na przekonaniu – podzielanym przez wielu – iż Polska jest li tylko państwem sezonowym. Tego rodzaju poruszeń nie brakowało w całej Europie Środkowej, by wspomnieć berlińskie Powstanie Spartakusa czy krótki, lecz krwawy, epizod Węgierskiej Republiki Rad.

Rzecz jasna nie tylko socjaliści byli liczącą się siłą polityczną w Polsce – wybory z 1919 r. zakończyły się wszak zwycięstwem prawicy. Trudno jednak wyobrazić sobie, by nastroje rewolucyjne: tak na wsi, jak i w mieście, udało się zmoderować endekom. To właśnie PPS rozwiązała dwa problemy, które mogły stać się śmiertelnym niebezpieczeństwem dla rodzącego się państwa. Najpierw, późną wiosną 1919 r., przejęła kontrolę nad ruchem rad robotniczych, dzięki czemu usunięta została realna groźba dwuwładzy, która w Rosji utorowała drogę do sukcesu bolszewików. Następnie przyczyniła się do zakończenia strajku robotników rolnych, czego architektem był pepesowski radykał Jan Kwapiński. Nieco później wspólną ramą dla artykulacji tych interesów stały się związki zawodowe, mogące reprezentować interesy klasowe w sposób nie zagrażający istnieniu państwa.

Kulminację konfliktu w łonie polskiego socjalizmu przyniosła wojna z bolszewikami. Toczona już w 1919 r., w kolejnym roku weszła w decydującą fazę. To właśnie ona stała się dla całej historii decydującym punktem odniesienia. To za jej sprawą komuniści nad Wisłą definitywnie uzyskali miano siły antypaństwowej, wspierającej Rosję Sowiecką, z którą odrodzona Polska walczyła o życie. „Odróżniało to sytuację KPRP od sytuacji komunistów w Czechosłowacji, Niemczech, we Francji lub Włoszech, gdyż kraje te nie graniczyły z Rosją, nie toczyły z nią sporów o granice, a przede wszystkim Rosja nie kwestionowała ich praw do państwowego istnienia” – trafnie podkreśla Friszke.

Równolegle wpływało to także na wzrost fanatyzmu w szeregach komunistycznych. „Nie być rewolucjonistą znaczy być kontrrewolucjonistą – pośredniej drogi nie ma” – pisał jeszcze w 1919 r. organ KPRP „Czerwony Sztandar”. Momentem w którym Rubikon został przekroczony, było ogłoszenie utworzenie sowieckiego rządu dla Polski latem 1920 r., w czasie ofensywy Tuchaczewskiego na Warszawę. Nie pozostawiało to najmniejszej wątpliwości, że istnienie odbudowywanego państwa jest śmiertelnie zagrożone, a komuniści są jego zaprzysięgłym wrogiem. Gdy uderzenie znad Wieprza odrzuciło bolszewików spod wrót Warszawy, szansa na skomunizowanie Polski przepadła. Jak trafnie odnotował na gorąco Julian Marchlewski – jeden z członków rządu, który miał objąć władzę w bolszewickiej Warszawie – „porażka armii równa się klęsce politycznej”. Komunizm przestał być li tylko radykalnym wyborem politycznym, często motywowanym estetycznie czy etycznie. W imaginarium polskim stał się jednym z synonimów zdrady.

Po szoku roku 1920 nic nie było już takie jak wcześniej. Komuniści stali się podobni sekcie, okrytej na dodatek hańbą apostazji narodowej i zdrady. Jeden z prominentnych liderów KPRP Adolf Warski pisał po porażce z goryczą, że sztandar polskiego imperializmu wzięła na siebie inteligencja drobnomieszczańska, nawiązując, według niego, do myśli endeckiej. To myśl swoista, ale może tym bardziej warto ja wypowiedzieć: komuniści czuli się oszukani przez polską inteligencję, która okazała się nie dość śmiała, nie dość nowoczesna, by przezwyciężyć „przesądy nacjonalistyczne”. Z tej perspektywy to członkowie PPS byli apostatami sprawy.

Rywalizacja socjalizmu niepodległościowego i komunistycznego internacjonalizmu jakiej świadkiem były ziemie polskie w ostatniej dekadzie XIX wieku i w pierwszych dwóch dziesięcioleciach wieku XX jest dziś niedoceniana i niezrozumiana. Dzięki książce Andrzeja Friszke może się to zmienić. Odsłania on przed czytelnikiem żarliwe spory sprzed lat, u źródeł których leżą uniwersalne dylematy etyczne i moralne. Jego spojrzenie pomaga rzecz zrozumieć i nie tylko samodzielnie ocenić, ale wpisać w szerszy kontekst dziejów narodowych i powszechnych. Tak jak prace Sheili Fitzpatrick czy Stevena Kotkina dają ramę dla rozważań o dziejach Związku Radzieckiego po 1945 r., tak książka Friszkego pełni podobną rolę dla dziejów PRL. Dla historyków zajmujących się historią najnowszą Polski jest to lektura obowiązkowa.

Zainteresowała Cię nasza recenzja? Zamów książkę Andrzeja Friszkego – „Państwo czy rewolucja? Polscy komuniści a odbudowanie państwa polskiego 1892-1920” bezpośrednio pod tym linkiem, dzięki czemu w największym stopniu wesprzesz działalność wydawcy lub w wybranych księgarniach internetowych:

Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Michał Przeperski
(ur. 1986), doktor historii, pracownik Instytutu Historii Nauki PAN. Od stycznia 2012 do czerwca 2014 redaktor naczelny Histmaga. Specjalizuje się w dziejach Europy Środkowej w XX wieku, historii dziennikarstwa i badaniach nad transformacją ustrojową. Autor m.in. książek „Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą” (2014) i „Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku” (2016). Laureat nagrody „Nowych Książek” dla najlepszej książki roku (2017), drugiej nagrody w VII edycji Konkursu im. Inki Brodzkiej-Wald na najlepsze prace doktorskie z dziedziny humanistyki (2019). Silas Palmer Research Fellow w Stanford University (2015), laureat Stypendium im. Krystyny Kersten (2015), stypendysta Funduszu Wyszehradzkiego w Open Society Archives w Budapeszcie (2019). Kontakt: m.przeperski@gmail.com

Wszystkie teksty autora

Sonda!
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy