Autor: Michael Jones
Tagi: Niemcy, Austria, Szwajcaria, II wojna światowa, Historia wojskowości, Artykuły, Europa
Opublikowany: 06 października 2013
Licencja:wszystkie prawa zastrzeżone

Apokalipsa. Bitwa o Berlin

Bitwa o Berlin rozpoczęła się na wzgórzach Seelow nad Odrą 16 kwietnia 1945 roku. To właśnie tutaj regularne wojsko Hitlera stoczyło swój ostatni bój z Armią Czerwoną. Linia wzniesień na zachodnim brzegu Odry stanowiła ostatnią naturalną przeszkodę na drodze Rosjan do niemieckiej stolicy.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6

Zobacz też: Bitwa o Berlin – animacja [Video]

Wehrmacht podjął zatem próbę utworzenia swoistej tarczy na przedpolach Berlina — tyle że rozpaczliwie brakowało mu żołnierzy, amunicji i sprzętu, a ponadto Rosjanie posiadali też miażdżącą przewagę w powietrzu. Führer raz jeszcze nakazał swoim wojskom walkę do ostatniego żołnierza.

Niemiecki dowódca generał pułkownik Gotthard Heinrici, dowódca Grupy Armii „Wisła”, był mistrzem wojny obronnej, a swoje umiejętności wypracowywał w trakcie długich lat walk na froncie wschodnim. Mimo bardzo ograniczonych możliwości zdołał w znaczący sposób umocnić wzgórza Seelow, czego Armia Czerwona najwyraźniej nie doceniła. „To straszliwe starcie na zawsze pozostanie w mojej pamięci — wspominał kapitan Anatolij Mierieszko — Niemcy walczyli z olbrzymią determinacją, a my ponieśliśmy znaczne straty. Śnieg już się topił, więc teren był grząski i mocno nasiąknięty wodą. Nasz plan przewidywał frontalne uderzenie na nieprzyjaciela i zmiażdżenie jego sił zgromadzonych za Odrą w ciągu jednego dnia. Okazało się jednak, że złamanie oporu Niemców zajęło nam trzy kolejne dni ciężkich walk”.

Sowiecka artyleria ostrzeliwująca Wzgórza Seelow (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 183-E0406-0022-012, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy).

Generał porucznik Wasilij Czujkow, dowódca 8 Armii Gwardyjskiej, a także marszałek Gieorgij Żukow, dowódca 1 Frontu Białoruskiego, wspólnie obserwowali rozwój sytuacji na polu bitwy ze stanowiska dowodzenia Czujkowa na wzgórzu Reitwein. Wcześniej Czujkow wysłał do Żukowa właśnie Mierieszkę z zadaniem przywiezienia go do swojej kwatery głównej. Podróż tę Mierieszko wspominał następująco: „Wyjechałem i wkrótce natknąłem się na kolumnę ciężarówek jadących drogą jedna za drugą. To był Żukow i jego sztab. Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem, było to, że wszystkie pojazdy miały włączone reflektory. Poprosiłem Żukowa, by je zgaszono, ponieważ był to obszar regularnie ostrzeliwany przez niemieckie działa dalekiego zasięgu — a w dwóch przypadkach dokładnie na ten odcinek drogi uderzyli oni nawet swoimi rakietami V-2. Żukow był niewzruszony. «Wkrótce oślepimy faszystów naszymi reflektorami, a potem ostatecznie ich wykończymy» — oświadczył. I właśnie w tym momencie niemiecka artyleria otworzyła ogień, trafiając dwa samochody sztabowe Żukowa. Wówczas reflektory pozostałych błyskawicznie wyłączono”. [...]

Żukow wiedział, że pozycje nieprzyjaciela nie zostały w wystarczającym stopniu rozpoznane. Mimo to liczył na zdławienie wszelkiego oporu samą przewagą ognia. Duże nadzieje pokładał zwłaszcza w zmasowanym ataku artyleryjskim, który miał zastraszyć żołnierzy Heinriciego i odebrać im wolę walki. 16 kwietnia o godzinie 5.30 salwa z trzystu dział rozpoczęła operację na odcinku frontu zajmowanym przez 8 Armię Gwardyjską. W ślad za tym zmasowanym ostrzałem pojawiło się dramatyczne zaskoczenie — Rosjanie włączyli 142 olbrzymie reflektory przeciwlotnicze, które nie tylko oślepiały już mocno oszołomionych ogniem artyleryjskim żołnierzy nieprzyjaciela, ale także doskonale oświetlały teren idącym do ataku czerwonoarmistom.

„Cóż mogliśmy w tej sytuacji zrobić? Absolutnie nic! — oceniał niemiecki kapral Antonius Schneider. — Sowiecki ostrzał artyleryjski był tak intensywny, że dosłownie przeorał cały teren przed nami, pokrywając moich ludzi tak wielką ilością ziemi i błota, że niektórych z nich nie byłem w stanie wręcz rozpoznać. A kiedy włączono reflektory, uniemożliwiło to nam dostrzeżenie jakichkolwiek celów, do których mielibyśmy strzelać — wyglądało to tak, jakby cały zachodni brzeg Odry stał się jedną wielką ścianą ognia”.

Po pewnym czasie potężne sowieckie szperacze nie były jednak w stanie przebić się przez olbrzymią kurtynę kurzu i błota wyrzuconą w powietrze przez zmasowany ostrzał artyleryjski. Jak powiedział Mierieszko, „chmura kurzu powstała nad liniami niemieckimi odbijała snopy światła z powrotem do nas, oślepiając naszych własnych żołnierzy”.

Sowiecki medal za bitwę berlińską (fot. Grzegorz Chladek, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 Generic).
Intensywne bombardowanie wcale też nie rozbiło Niemców w pył, na co tak liczył Żukow. Przeciwnie, nacierająca sowiecka piechota napotkała zdecydowany opór. O godzinie 9.00 rano Mierieszko dostał nagłe wezwanie na wzgórze Reitwein do Żukowa i Czujkowa. Obaj znajdowali się w najwyższym punkcie obserwacyjnym, górującym 40 metrów nad zalewowymi terenami nadodrzańskimi, skąd rozciągał się najlepszy widok na całe pole bitwy. Żukow miał do przekazania całą gamę rozkazów. Kabel telefoniczny został zerwany, a ze względów bezpieczeństwa zdecydowano się nie używać transmisji radiowej, wobec czego to właśnie Mierieszko miał osobiście dostarczyć dalsze instrukcje dowódcom poszczególnych korpusów i dywizji. „Żukow był wściekły — zapamiętał Mierieszko. — Używał skrótowych wyrażeń, wygłaszanych szorstkim tonem, a każdemu z nich towarzyszyła jakaś groźba. Miałem odszukać dowódcę 29 Korpusu Piechoty i nakazać mu, by najpóźniej do godziny trzeciej po południu szturmował wzgórza Seelow, o ile nie chce, by go zdegradowano i odebrano mu tytuł Bohatera Związku Sowieckiego. Także wobec dowódców 47 i 82 Dywizji Gwardyjskiej sformułowane zostały podobne groźby”.

„Wszystkie rozkazy oczywiście przekazałem — kontynuował Mierieszko — ale ich odbiorcy za każdym razem odpowiadali mi to samo. Nasz zwiad po niewczasie odkrył, że główne pozycje niemieckie znajdowały się po drugiej stronie wzgórz Seelow, wskutek czego nie ucierpiały one podczas naszego ostrzału artyleryjskiego. Linie obrony nieprzyjaciela pozostały więc nadal nienaruszone. Bez zmasowanych i kilkakrotnie powtarzanych nalotów powietrznych zajęcie wzgórz było zadaniem niemożliwym do wykonania”.

Powyższy fragment pochodzi z książki Michaela Jonesa „Wojna totalna”:

Michael Jones
„Wojna totalna”
49,90 zł
Tytuł oryginalny: Total War
Tłumaczenie: Wojciech Tyszka
Okładka: twarda
Liczba stron: 440
Data i miejsce wydania: I
Premiera: wrzesień 2013
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: watermark
ISBN: 978-83-08-05081-1

Niemiecki dowódca Grupy Armii „Wisła” generał Heinrici bardzo umiejętnie, choć nie do końca w zgodzie z prawidłami sztuki wojskowej, rozmieścił swoje oddziały w ten sposób, że ich zasadniczy zrąb pozostał po drugiej, niewidocznej dla Rosjan stronie wzgórz Seelow. Taktyka ta okazała się niezwykle skuteczna. Kiedy tylko czerwonoarmiści podeszli pod szczyty wzgórz, z góry, ze swoich ukrytych, dobrze zakamuflowanych pozycji Niemcy zaczęli ich razić ogniem z broni maszynowej i przeciwpancernej. A za ich plecami w tę i z powrotem bezustannie przemieszczał się pociąg pancerny gotowy do zaatakowania każdej sowieckiej grupy bojowej próbującej dotrzeć na sam szczyt.

Ostatnia wielka ofensywa Armii Czerwonej nie zaczęła się zatem dobrze, co musiało zaniepokoić jej dowódców. Mierieszko próbował skontaktować się telefonicznie z Żukowem, by poprosić o uruchomienie nalotów powietrznych, a gdy okazało się to niemożliwe — zerwanych kabli wciąż jeszcze nie naprawiono — udał się z powrotem do kwatery głównej Czujkowa. Marszałka już tam jednak nie było. „Żukow stracił cierpliwość — relacjonował rozżalony Mierieszko. — Wydał rozkaz wysłania w ślad za nacierającą piechotą naszych armii pancernych, a potem raptownie wyszedł”.

Pierwotnie plany bitwy przewidywały trzymanie sił pancernych w rezerwie do czasu, gdy piechota zajmie wzgórza — dopiero wówczas miano je posłać w bój z obu flank wprost na wycofujące się wojska niemieckie. Kapitan Władimir Krawczenko był dowódcą kompanii w 2 Armii Pancernej Gwardyjskiej. „Walki na wzgórzach Seelow były niewiarygodnie ciężkie — zapamiętał. — Niemieckie umocnienia były tam bardzo silne — nieprzyjaciel przygotował cały ciąg rozmaitych przeszkód, w tym zamaskowane rowy. Nikt z nas nie spodziewał się tak wielkiego oporu. Kiedy wczesnym popołudniem 16 kwietnia zostały posłane w bój nasze czołgi, ponieśliśmy poważne straty”. Użycie czołgów na tym etapie ofensywy nie było przewidywane także dlatego, że brakowało dla nich miejsca na zalewowej równinie nadodrzańskiej, przez którą biegły tylko dwie porządne drogi — obie maksymalnie wykorzystywane teraz przez rosyjską piechotę. A kiedy tylko sowieckie czołgi czy działa artyleryjskie zjeżdżały z którejś z tych dróg, z miejsca grzęzły w podmokłym, bagnistym terenie.

Żołnierz Volksturmu z Panzerschreckiem (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 146-1985-092-29, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy).

Bitwa o wzgórza Seelow miała zatem potrwać ponad trzy dni i kosztować życie ponad trzydziestu tysięcy sowieckich żołnierzy. A wielu kolejnych miało zginąć także bezpośrednio potem, zanim Berlin ostatecznie wpadł w ręce Armii Czerwonej.

„Jeszcze nigdy nie widziałem tylu martwych ciał, ile leżało na wzgórzach Seelow — powiedział porucznik Stefan Doernberg z 8 Armii Gwardyjskiej. — Na tym niewielkim skrawku ziemi śmierć poniosło wiele tysięcy sowieckich żołnierzy. A najstraszliwszą rzeczą było to, że wszyscy oni walczyli i ginęli, wiedząc, że ta wojna skończy się już za kilka tygodni”.

W dniu 19 kwietnia żołnierze Żukowa wreszcie przedarli się przez niemieckie linie obrony. Niemcom nie pozostawało już teraz zbyt wiele środków, którymi mogliby powstrzymać dalszy marsz Armii Czerwonej na Berlin, choć Führer rzucał do walki na utraconym właśnie odcinku wszystko, czym tylko jeszcze dysponował, od jednostek SS i oddziałów cudzoziemskich ochotników po Volkssturm, a nawet Hitlerjugend.

Dzień później Stalin rozkazał swoim dowódcom lepiej traktować pochwyconych jeńców wojennych, a także ludność cywilną. Sowiecki przywódca zdawał sobie sprawę z tego, że okrucieństwa dokonywane przez Armię Czerwoną nie pozostały bez wpływu na determinację i wolę walki wycofującego się Wehrmachtu. [...]

Szturm Berlina był prowadzony przez żołnierzy 1 Frontu Białoruskiego pod dowództwem marszałka Żukowa, choć w mieście walczyła też część jednostek 1 Frontu Ukraińskiego marszałka Koniewa. Łącznie liczebność sił Armii Czerwonej rzuconych na niemiecką stolicę wynosiła około półtora miliona ludzi. Wspierały ich 1 i 2 Armia Wojska Polskiego, liczące 180 tysięcy polskich żołnierzy, kilka polskich jednostek, w tym 1 Dywizja Piechoty, walczyło bezpośrednio na ulicach miasta, ramię w ramię z czerwonoarmistami. Obie te armie uczestniczyły wraz z wojskiem sowieckim w całej wielkiej ofensywie pomiędzy Wisłą a Odrą rozpoczętej w styczniu 1945 roku, w tym także w zaciętych walkach rozpoczętych w styczniu 1945 roku. Podczas bitwy o Berlin miały one ponieść znaczne straty sięgające około 30 tysięcy zabitych. Straty Armii Czerwonej były oczywiście wielokrotnie większe.

Generał Helmuth Weidling, dowódca obrony Berlina (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 146-1983-028-05, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy).
Dowodzący siłami niemieckimi w Berlinie generał Helmuth Weidling z trudem próbował zorganizować jakąkolwiek w miarę spójną obronę. „Miasto zostało podzielone na osiem sektorów zewnętrznych i jeden wewnętrzny” — wspominał sam Weidling. Szwankowała łączność, na miejscu nie było też żadnych jednostek regularnej armii. Oddziały Volkssturmu, policji i wojsk przeciwlotniczych liczyły łącznie około dziewięćdziesięciu tysięcy ludzi. Do Berlina przybywało jednak coraz więcej niemieckich żołnierzy ściąganych z frontu zachodniego, a także jednostek SS, które walczyły z niesłabnącą determinacją i zaciekłością. Pokryte gruzami ulice (co było konsekwencją nalotów lotniczych przeprowadzanych przez aliantów) stwarzały warunki korzystne dla obrońców. Armia Czerwona miała wiele trudności z przemieszczaniem swoich czołgów, które w dodatku najlepiej spisywały się w większych grupach, a walcząc w pojedynkę, stawały się łatwym celem dla obrońców uzbrojonych w ręczne granatniki przeciwpancerne. Jak relacjonował Anatolij Mierieszko: „W miarę jak posuwaliśmy się w głąb niemieckiej stolicy, nasze straty nieustannie rosły. Wprowadzenie tak wielkiej liczby czołgów na ulice miasta oznaczało wysoką śmiertelność wśród ich załóg. Drogi zasypane były gruzem, a czołgi traciły na nich swoją podstawową przewagę — mobilność i zwrotność. Tworzyły długie kolumny posuwające się powoli wzdłuż jednej, dwóch, a nawet trzech równoległych ulic. Stanowiły łatwy cel: strzelano do nich z pierwszych, drugich i trzecich pięter budynków, a czasami nawet i z piwnic.

Powyższy fragment pochodzi z książki Michaela Jonesa „Wojna totalna”:

Michael Jones
„Wojna totalna”
49,90 zł
Tytuł oryginalny: Total War
Tłumaczenie: Wojciech Tyszka
Okładka: twarda
Liczba stron: 440
Data i miejsce wydania: I
Premiera: wrzesień 2013
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: watermark
ISBN: 978-83-08-05081-1

Musieliśmy więc zmodyfikować nasze plany. Po pierwsze, czołgom nie wolno było poruszać się bez wsparcia piechoty. Po drugie — i ważniejsze — nasze czołgi otrzymały polecenie współdziałania w grupach po cztery albo pięć. Pierwszy czołg w takiej grupie zwykle otwierał ogień do piwnic i parterów; czołg jadący za nim ostrzeliwał piętra pierwsze i wyższe. W centrum Berlina znajdowały się budynki trzy-, cztero-, a nawet pięciopiętrowe. Jeśli chodzi o te najwyższe piętra, czołg jadący po prawej stronie ostrzeliwał te po lewej stronie ulicy, a czołg z lewej robił to samo po stronie prawej. Ten model współpracy i koordynacji działań w danej grupie czołgów pozwalał nam w porę lokalizować i neutralizować stanowiska strzelnicze nieprzyjaciela — co było istotne zwłaszcza wtedy, kiedy jego żołnierze byli uzbrojeni w granatniki przeciwpancerne — niezależnie od tego, czy znajdowały się one w piwnicach, na niższych piętrach czy na poddaszach. Od tej pory nasze straty radykalnie spadły”. 8 Armia Gwardyjska stale posuwała się do przodu. „Walki były zażarte i trwały nieprzerwanie, przez całą dobę — zapamiętał szeregowy Armii Czerwonej Władimir Abyzow. — Ani na chwilę nie ustawał ryk dział artyleryjskich, szczęk moździerzy, terkot karabinów maszynowych. Całe miasto stało w płomieniach. Obrzydliwy gęsty dym kłębił się nad dachami domów i zawisał nieruchomo nad ulicami. Przenikał też do środka budynków oraz do piwnic, tak że nie było w nich czym oddychać. A my biegliśmy, przez ulice i podwórza, rzucając granaty w puste oczodoły okien”.

Dookoła rozciągał się krajobraz niczym z piekielnych czeluści. „Co pamiętam z Berlina? — zastanawiał się porucznik Wasilij Ustiugow ze 150 Dywizji. — Było tam ciemno i ponuro. Nie działała elektryczność, nie było wody i wszędzie czuć było swąd spalenizny. Walki uliczne okazały się ciężkie i zażarte. Sytuacja na placu boju zmieniała się błyskawicznie, a nieprzyjaciel czaił się wszędzie wokół nas, czy to jednostki uzbrojone w karabiny maszynowe, czy snajperzy, czy ludzie z panzerfaustami”. Panował też wszechobecny chaos. „Nie istniały wyraźne linie frontu — kontynuował Abyzow. — Nie było też nic takiego jak starannie przemyślane misje bojowe. Jeśli byliśmy akurat na pierwszym piętrze jakiegoś domu — to właśnie była nasza linia frontu. Teoretycznie parter był wtedy naszymi tyłami. Ale po pięciu czy dziesięciu minutach wszystko znowu się odwracało. Na parterze pojawiali się Niemcy, a drugie piętro ogarniało morze ognia. Podręcznik żołnierza piechoty nie bardzo się nam przydawał w takich warunkach”.

Po raz kolejny jednak umiejętności bojowe czerwonoarmistów i ich zdolność do improwizacji umożliwiły im poradzenie sobie nawet w tak trudnych warunkach. „Zbliżamy się już do centrum miasta — zapisał 25 kwietnia pułkownik Piotr Siebielew. — Wszędzie ogień, dymy i strzały. Żołnierze z jednego do drugiego budynku przemieszczają się tylko biegiem. Przez podwórka przeczołgują się, aby nie narazić się na ogień przeciwnika. Niemcy strzelają do naszych czołgów z drzwi i okien, ale czołgiści generała Bogdanowa i na to znaleźli sposób. Wypracowali odpowiednią taktykę działania. Czołgi nie jadą środkiem ulic, ale chodnikami. Część po lewej, część po prawej stronie. Ostrzeliwują przeciwległe budynki z armat czołgowych i karabinów maszynowych. Niemcy nie podchodzą już wcale do okien i drzwi”.

Byli jednak Niemcy, którzy pozostawali na placu boju i walczyli do samego końca. „Każda walka, którą stoczyliśmy w tym mieście, była ciężka — wspominał sowiecki zwiadowca Michaił Szynder. — Naziści szli na nas niczym fanatycy — z absolutną pogardą dla śmierci. Jednemu z tych od Hitlerjugend oderwało nogę. Krwawiła obficie, ale on nie przestawał do nas strzelać”. Szynder zapamiętał zwłaszcza ciężki bój o siedzibę dowództwa berlińskiej policji. „To był bardzo dobrze umocniony budynek — oceniał — a przy tym broniono go z ogromną zawziętością. Dwa bataliony naszych grup szturmowych próbowały zająć go przez całe dwa dni, ale jedynym rezultatem były rosnące stosy naszych poległych układane na okolicznym placu, tuż obok wypalonych skorup czołgów T-34”.

Katiusze w czasie walk o Berlin (fot. ze zbiorów Rosyjskich Archiwów Państwowych, domena publiczna).

Wreszcie to właśnie plutonowi Szyndera udało się okrążyć budynek i wedrzeć się do jego środka przez jedno z bocznych wejść. „Zaczęliśmy posuwać się w górę główną klatką schodową. Do każdego pomieszczenia najpierw wrzucaliśmy granaty, a potem poprawialiśmy seriami z broni maszynowej”. Ale kiedy tylko czerwonoarmiści dotarli do pierwszego piętra, Niemcy przystąpili do kontrataku, uzbrojeni w karabiny maszynowe, granaty i panzerfausty. Wszystko stanęło w płomieniach. Grupa szturmowa Szyndera ostatecznie zajęła budynek, ale z jego trzydziestosześcioosobowego plutonu pozostało przy życiu zaledwie dziewięciu żołnierzy.

Sowieckie oddziały szturmowe toczyły walki przez całą dobę. Obsługujący ciężki karabin maszynowy czerwonoarmista Matwiej Gierszman wspominał: „Całe dnie i całe noce walk ulicznych. Strzelano do nas z każdego okna, z każdej piwnicy — a wszędzie wokół niósł się ryk ognia artyleryjskiego. Na ulicach czekały na nas barykady, spadające z góry kawałki budynków, ostrzał z panzerfaustów i wszechobecna groźba trafienia przez snajpera. Dni zlewały się z nocami, a te z kolejnymi dniami. Pewnego wieczora zajęliśmy jakiś teatr, a w środku znaleźliśmy w pełni sprawny fortepian. Podszedłem i usiadłem przy nim, by coś zagrać — i natychmiast zasnąłem! Moi ludzie byli zachwyceni, a w miarę jak przebijaliśmy się coraz bliżej centrum Berlina, otrzymywałem od nich kolejne prośby o równie udane recitale”. [...]

Powyższy fragment pochodzi z książki Michaela Jonesa „Wojna totalna”:

Michael Jones
„Wojna totalna”
49,90 zł
Tytuł oryginalny: Total War
Tłumaczenie: Wojciech Tyszka
Okładka: twarda
Liczba stron: 440
Data i miejsce wydania: I
Premiera: wrzesień 2013
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: watermark
ISBN: 978-83-08-05081-1

Do 30 kwietnia 1945 roku w bitwie o Berlin zginęło siedemdziesiąt osiem tysięcy czerwonoarmistów. Ale też żołnierze rosyjscy wkraczali już wówczas do ścisłego centrum miasta. 8 Armia Gwardyjska kapitana Anatolija Mierieszki przeprowadziła uderzenie przez kanał Landwehr, a teraz szła przez Tiergarten; inne sowieckie formacje przekroczyły most Moltke i rozpraszały się po okolicznych ulicach. Oblężony był budynek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a także Kwatera Główna Gestapo. Żołnierze niemieccy bronili się z olbrzymią desperacją. „Byliśmy zdumieni tym, z jakim uporem walczy nieprzyjaciel — wyznał Mierieszko. — Świadczyło to dobitnie o sile goebbelsowskiej propagandy, która zapowiadała, że w Berlinie trwać będzie zażarty i nieustępliwy opór. Ich ogólne położenie było beznadziejne — miasto zostało całkowicie odcięte, a my mieliśmy obezwładniającą przewagę liczebną. A mimo to Niemcy nie składali broni, a już zwłaszcza jednostki SS nigdy, przenigdy nie poddawały się naszym żołnierzom”.

Armia Czerwona odczuwała coraz większe pragnienie ostatecznego zwycięstwa. Marszałek Żukow wzywał swoich ludzi: „Towarzysze broni: żołnierze, oficerowie i dowódcy 1 Frontu Białoruskiego! Zetrzyjmy wreszcie na proch ostatnie bastiony nieprzyjacielskiego oporu! Skończymy z tymi faszystowskimi bestiami w ich własnej norze, wymierzając im jedno celne i ostateczne kopnięcie, a przez to dopełnimy nasz wielki triumf nad nazistowskimi Niemcami”. Porucznik Wasilij Ustiugow ze 150 Dywizji Strzeleckiej relacjonował: „Walki uliczne trwały bez choćby chwili przerwy. Napieraliśmy na nieprzyjaciela mocno i bezustannie. Byliśmy zdeterminowani, by nie pozwolić mu utworzyć ostatniej linii obrony”.

Porucznik Michaił Borisow, odzyskawszy siły po ranach odniesionych pod Kostrzynem, został przeniesiony do nowej jednostki — 14 Brygady Artylerii. Wraz ze swoimi nowymi towarzyszami broni Borisow znalazł się w samym środku walk o niemiecką stolicę. „Mieliśmy ogromną motywację do rozprawiania się z ostatnimi bastionami nazistowskiego oporu — wyznał. — Nasi żołnierze znajdowali się w stanie jakiegoś amoku. Podciągaliśmy nasze działa i waliliśmy z nich do umocnionych przez Niemców budynków, z tak bliska, jak tylko się dało. Po prostu chcieliśmy ich wszystkich wykończyć”.

Andriej Eszpaj wspominał: „Najsmutniejsze było to, że trzeba było patrzeć na śmierć towarzyszy ginących teraz, w ostatnich dniach walk, po tym jak wcześniej udało im się przeżyć całą wojnę”.

Reichstag po zdobyciu go przez Armię Czerwoną (fot. ze zbiorów Imperial War Museum, domena publiczna).

W dniu 30 kwietnia wysunięte oddziały sowieckiej 150 Dywizji zajęły pozycję wokół gmachu Reichstagu. Polityczne znaczenie tego miejsca w okresie hitlerowskiej Trzeciej Rzeszy było wprawdzie minimalne, ale niosło ono z sobą olbrzymie konotacje symboliczne. Kiedy marszałek Żukow apelował do żołnierzy Armii Czerwonej, by zmiażdżyli nieprzyjaciela na wzgórzach Seelow, użył wówczas wizji późniejszego przebicia się przez nich do Berlina i zatknięcia czerwonej flagi właśnie na gmachu Reichstagu. Miało to stanowić symboliczne zakończenie całej wojny.

Wasilij Ustiugow podciągnął swoje działo na pozycję dokładnie na wprost Reichstagu. „Przede mną wyrósł ciemny, szary budynek, mocno już podziurawiony od ostrzału artyleryjskiego — opowiadał. — Krajobraz był doprawdy księżycowy. W pobliskim parku nie przetrwało choćby jedno drzewo. Wszystkie stanowiły teraz zwęglone kikuty”. Szeregowy Michaił Minin zapamiętał natomiast: „Bardzo się spieszyliśmy, by zająć Reichstag. Nasz dowódca dywizji generał Szatiłow wygłosił do nas mowę: «Zatkniemy flagę zwycięstwa nad... Paryżem!». A wtedy któryś z oficerów politycznych zawołał głośno: «Nad Berlinem!». Ale generał tylko go sklął i kontynuował: «To nie ma znaczenia — Berlin czy Paryż! Flaga będzie wisiała tam, gdzie rozkażą nam ją powiesić!». Wszyscy żołnierze skwitowali to owacją, jak gdyby chcieli powiedzieć: jeśli wojna — to wojna na całego, a my jesteśmy gotowi na wszystko”.

Tak czy inaczej taki lapsus w ustach generała Szatiłowa był dość niezwykły. „Zastanawialiśmy się, czy coś przedtem wypił — komentował Minin. — A potem nadeszło wezwanie do zgłaszania się ochotników, którzy mieli szturmować budynek. W kwaterze głównej i w stanowiskach dowodzenia oficerowie polityczni tłumaczyli nam, że jakikolwiek kawałek czerwonego materiału, nawet zwykły strzęp czerwieni, zawieszony nad Reichstagiem, zostanie uznany za flagę zwycięstwa. A każdy, kto pomoże go tam wetknąć, zostanie nagrodzony tytułem Bohatera Związku Sowieckiego. Zdaliśmy sobie sprawę, że chęć zdobycia tych odznaczeń może nas kosztować życie”.

Powyższy fragment pochodzi z książki Michaela Jonesa „Wojna totalna”:

Michael Jones
„Wojna totalna”
49,90 zł
Tytuł oryginalny: Total War
Tłumaczenie: Wojciech Tyszka
Okładka: twarda
Liczba stron: 440
Data i miejsce wydania: I
Premiera: wrzesień 2013
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: watermark
ISBN: 978-83-08-05081-1

Ataki przypuszczane na budynek za dnia spełzły na niczym. „Traciliśmy ludzi w zbyt szybkim tempie — wspominał porucznik Wasilij Ustiugow. — Niemcy przykrywali całe przedpole silnym ogniem artyleryjskim”. O godzinie 14.30 do środka Reichstagu wdarła się wreszcie niewielka grupka szturmowa, która wywiesiła w jednym z okien czerwoną flagę. Natychmiast rozniosło się, że Reichstag został zdobyty, ale flaga błyskawicznie zniknęła, a grupa szturmowa została szybko wyparta z budynku. Wraz z nieubłaganym zbliżaniem się prestiżowej daty 1 maja próby zajęcia Reichstagu, albo chociaż zatknięcia na jego wierzchołku czerwonej flagi, stawały się coraz bardziej desperackie. W nocy 30 kwietnia utworzono kolejną niewielką grupę szturmową. W jej skład weszło pięciu żołnierzy, którzy walczyli wspólnie już od trzech lat. W tej piątce znaleźli się: Wasilij Markow, Aleksiej Bobrow i Michaił Minin. Oto relacja Minina: „W korytarzach wciąż rozlegały się strzały. Wspinaliśmy się, bez przerwy strzelając w powietrze, by oczyścić sobie drogę z wrogów i przez cały czas rozglądając się za wyjściem na dach budynku. W końcu dostrzegliśmy jakieś drzwi — były zaryglowane, więc roztrzaskaliśmy je i wygramoliliśmy się na zewnątrz Reichstagu. Tam ujrzeliśmy statuę Germanii — my nazywaliśmy ją Boginią Zwycięstwa — i z miejsca do niej pobiegliśmy. Wszyscy zgadzaliśmy się, że będzie to najlepsze miejsce do zatknięcia naszej flagi — statua wznosiła się wysoko ponad gzyms i była doskonale widoczna z dołu. Znalazłem otwór w jej koronie i wetknąłem weń metalowy trzonek. Następnie przytwierdziliśmy do niego flagę i rozpostarliśmy ją. Byłem absolutnie zachwycony tym, że uczestniczyłem w takim przedsięwzięciu — ja, prosty szeregowiec, któremu powierzono tak odpowiedzialne zadanie. Przepełniała mnie czysta radość — chyba wpadłem w jakiś rodzaj euforii. Oto ta straszliwa wojna, podczas której niemiecka machina wojenna zadała tyle okrucieństw naszemu narodowi, doprowadzona została do końca”.

Żołnierze sowieccy z czerwonym sztandarem na Unter der Linden (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 183-R77767, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy).

W dniu 1 maja do sowieckiego dowództwa dotarły wieści o samobójstwie Hitlera (popełnionym po południu 30 kwietnia). Przekazał je generał Hans Krebs, który jednocześnie rozpoczął negocjacje z Armią Czerwoną dotyczące kapitulacji sił niemieckich. Sowiecki porucznik Andriej Eszpaj otrzymał polecenie odstawienia generała Krebsa do kwatery głównej Czujkowa. Po tym, jak obaj mężczyźni wymienili już zwyczajowe grzeczności, Krebs zadumał się, a w końcu powiedział ze smutkiem: „Jakież niewiarygodne ilości broni udało się wam tu zgromadzić”. Eszpaj wyczuł, że zasady wojskowej etykiety wymagają od niego odwdzięczenia się jakimś komplementem, wobec czego odparł: „Wasze panzerfausty także sprawiają nam mnóstwo problemów”. Wówczas Krebs spojrzał na niego i najwyraźniej zamyślił się nad obrotem wydarzeń, jaki przyjęła ostatecznie ta wojna. „Tyle że to nie Moskwa — powiedział wreszcie — tylko Berlin”.

Krebs wkroczył do kwatery głównej Czujkowa z pewnym ceremoniałem, ponieważ towarzyszył mu pojedynczy niemiecki żołnierz piechoty z białą flagą zatkniętą na bagnecie karabinu. Żołnierz stanął na baczność, a wtedy wszyscy Rosjanie wybuchnęli śmiechem. „Spytaliśmy Krebsa, czy się nas boi, skoro przyszedł z taką obstawą” — skomentował kapitan Anatolij Mierieszko. Negocjacje zakończyły się fiaskiem. Pod wieczór 1 maja Reichstag został już w pełni opanowany przez wojska sowieckie, a w ślad za swoim Führerem samobójstwo popełnił także Goebbels. Następnego dnia w południe generał Helmuth Weidling ogłosił bezwarunkową kapitulację niemieckiej stolicy.

Powyższy fragment pochodzi z książki Michaela Jonesa „Wojna totalna”:

Michael Jones
„Wojna totalna”
49,90 zł
Tytuł oryginalny: Total War
Tłumaczenie: Wojciech Tyszka
Okładka: twarda
Liczba stron: 440
Data i miejsce wydania: I
Premiera: wrzesień 2013
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: watermark
ISBN: 978-83-08-05081-1

Wasilij Czujkow (1900-1982).
Podpisanie odpowiednich dokumentów odbyło się w kwaterze głównej Czujkowa. Tym samym kapitulacja Berlina została złożona na ręce obrońców Stalingradu. Oficer sztabowy Stefan Doernberg otrzymał zadanie przepisania dokumentów na maszynie. „Uderzyło mnie jedno sformułowanie, którego użył Weidling: «Führer nas opuścił» — zupełnie jakby opuściła ich jakaś mistyczna istota — zauważył Doernberg. — Stanowiło to dowód tego, w jak mrocznym uścisku znajdował się cały naród niemiecki”. A teraz ów mroczny uścisk właśnie został rozerwany.

Szeregowy Aleksandr Cygankow wraz z towarzyszami broni z 181 Dywizji Strzeleckiej przeszli długą drogę wiodącą do niemieckiej stolicy aż ze Stalingradu. Na Ukrainie i na Białorusi byli oni świadkami scen niemal apokaliptycznego zniszczenia, odwiedzili też Auschwitz kilka dni po jego wyzwoleniu. Patrząc na pokonanych niemieckich żołnierzy odprowadzanych pod strażą, Cygankow zanotował: „Praca czyni wolnym — wypisali naziści nad bramą swojego obozu koncentracyjnego. A teraz, kiedy to my cieszymy się ze zwycięstwa, ich czeka długa niewola, dopóki nie odbudują wszystkiego, co zniszczyli”.

Żołnierze Armii Czerwonej wymyślali rozmaite sposoby świętowania swojego zwycięstwa. Pewna ich grupka postanowiła odegrać niezwykle frapujący rytuał. Oto w sowieckiej 308 Dywizji za rodzaj żołnierskiej maskotki służył wielbłąd. Wielbłąd ten, któremu nadano przezwisko Kuznieczik, czyli konik polny, był zwierzęciem wyjątkowo irytującym i nieposłusznym. Ale korespondenci wojenni wprost go uwielbiali. Przyznawali mu medale za odwagę, ilekroć uskoczył przed wybuchem pocisku artyleryjskiego, i poświęcali mu pełne uznania wzmianki w swoich artykułach za to, że napluł na jakiegoś niemieckiego jeńca wojennego, „czyniąc to z pobudek czysto patriotycznych”. Kuznieczik przebył całą drogę ze Stalingradu do Berlina. Począwszy od Poznania, służył dodatkowo do przenoszenia amunicji. Niektórzy czerwonoarmiści, rzecz jasna ci mniej w nim zakochani, mieli nawet nadzieję, że kiedyś przypadkiem sam siebie wysadzi w powietrze. Ale zwierzę dotarło do samego serca hitlerowskiej Rzeszy w stanie nienaruszonym.

Wyczuwając niezwykły walor propagandowy swojej maskotki, żołnierze z 308 Dywizji próbowali nakłonić „Konika polnego” do przejścia przez Bramę Brandenburską. Wokół zebrało się już sporo dziennikarzy i fotografów. Tyle że wielbłąd za nic w świecie nie chciał się ruszyć. Żołnierze uradzili więc, że po prostu przepchną go przez światło bramy. Nie dawał się przepchnąć. Wówczas posłano po posiłki. Oporny wielbłąd został ostatecznie wciągnięty pod bramę, ale wówczas stanął dęba i opluł całą zgromadzoną wokół niego grupę ludzi. Jeden z oficerów Armii Czerwonej zwrócił się wtedy do któregoś z dziennikarzy, mówiąc: „Oto temat dla ciebie: szlachetny «Konik polny», weteran spod Stalingradu, a także świadek niezliczonych innych potyczek, pluje na Bramę Brandenburską, tak wielka jest jego pogarda dla faszyzmu”. Dziennikarzowi z miejsca spodobał się ten pomysł, ale postanowił przetransportować wielbłąda pod gmach Reichstagu, uznając, że będzie to bardziej odpowiedni cel do okazania przez zwierzę swojego słusznego gniewu.

Nie wiadomo, czy „Konik polny” ostatecznie tam dotarł, ale z całą pewnością przed Reichstagiem zebrały się tego popołudnia tysiące czerwonoarmistów upamiętniających tę doniosłą chwilę równie licznymi wpisami na murach tego budynku — z podaniem imienia i nazwiska, a także miejsca pochodzenia. Ta czynność także stała się rytuałem, choć dużo prostszym i dużo bardziej powszechnym, a przy tym niezwykle poruszającym, stanowiąc symboliczne zakończenie długiej i bardzo niewdzięcznej drogi przebytej do niemieckiej stolicy.

Jednym z tych wpisujących się żołnierzy był Michaił Borisow. „Napisałem moje nazwisko — wspominał — i dodałem: «Ten chłopak z Syberii dotarł aż tu, do Berlina». Pomyślałem wtedy, że to już koniec, i że wojna to dla mnie zamknięty rozdział. Myliłem się. Ta wojna miała ze mną zostać już przez resztę mojego życia”. [...]

Zobacz też:

Powyższy fragment pochodzi z książki Michaela Jonesa „Wojna totalna”:

Michael Jones
„Wojna totalna”
49,90 zł
Tytuł oryginalny: Total War
Tłumaczenie: Wojciech Tyszka
Okładka: twarda
Liczba stron: 440
Data i miejsce wydania: I
Premiera: wrzesień 2013
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: watermark
ISBN: 978-83-08-05081-1

Z powodów objętościowych w tekście dokonano skróceń, zaznaczonych „[...]”.

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy