Autor: Marek Groszkowski
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, Historia wojskowości, XVI-XVII wiek, Polska, Warszawa, Mazowsze, Skandynawia, Europa
Opublikowany: 2015-07-30 14:46
Licencja: wolna licencja

Bitwa pod Warszawą (1656): starcie, po którym zwycięzcy wiodło się gorzej niż przegranemu

Bitwa pod Warszawą, stoczona w 1656 roku pomiędzy oddziałami Rzeczypospolitej a siłami szwedzko-brandenburskimi, jest jednym z niewielu starć w historii, z którego przegrany odniósł większe korzyści niż zwycięzca. Ponadto – według niektórych historyków – właśnie wtedy narodziła się potęga militarna Prus, której w XVIII wieku dane było zadziwić całą Europę.
REKLAMA

Bitwa pod Warszawą w 1656 roku to jeden z epizodów „Potopu”. Jaką rolę w jego przebiegu odegrała ugoda kiejdańska?

Na początku 1656 roku niemal cała Rzeczypospolita znajdowała się w rękach Szwedów, jednak wykorzystując znaczne rozproszenie oddziałów wroga, strona polska przystąpiła do ofensywy. Sygnał do walki ze Szwedami dał przede wszystkim powrót do kraju Jana Kazimierza.

Położenie Karola Gustawa pogarszało się z miesiąca na miesiąc. 7 kwietnia doszło do bitwy pod Warką. Liczące ok. 7 tysięcy ludzi oddziały polskie, którymi dowodzili kasztelan kijowski Stefan Czarniecki i marszałek wielki koronny Jerzy Sebastian Lubomirski, pokonały wtedy 2,5 tysięczną grupę Szwedów. Na ich czele znajdował się margrabia Fryderyk von Baden-Durlach. Starcie to pokazało, że mając przewagę liczebną Polacy i Litwini mogą spokojnie rywalizować ze Skandynawami w otwartym polu. Tego poglądu nie zmieniły majowe przegrane oddziałów Rzeczypospolitej pod Kleckiem i Kcynią.

Widok Warszawy autorstwa Erika Dahlbergha (XVII w., domena publiczna).

30 czerwca armia dowodzona osobiście przez króla Jana Kazimierza odbiła Warszawę. Historycy podkreślają olbrzymi udział przedstawicieli niższych warstw społecznych w zdobyciu miasta. Zagrożeniem dla odzyskanej stolicy były jednak znajdujące się pod Modlinem i Pomiechowem obozy szwedzkie. Polsko-litewski plan działania zakładał zniszczenie ich. Załamał się on jednak nie tylko ze względu na warunki atmosferyczne, ale tez z powodu opieszałości Jana Kazimierza, który nie potrafił pogodzić działań wojennych i jednoczesnego prowadzenia dialogu politycznego z Moskwą. Te okoliczności umożliwiły Karolowi Gustawowi koncentrację własnych sił i połączenie się ze sprzymierzonymi oddziałami brandenburskimi. Co gorsza, oddziały polsko-litewskie były rozłożone po obu stronach Wisły. Plan sprzymierzonych zakładał ich rozbicie poprzez szybkie działania z zaskoczenia.

Wieczorem 27 lipca na rozkaz Karola Gustawa rozpoczęto w okolicy Modlina przeprawę przez most na Narwi. Nad ranem uległ on rozerwaniu. Jego odbudowa zajęła sprzymierzonym cztery godziny.

Gdy ostatnie oddziały przechodziły na drugi brzeg, straż przednia docierała już do Jabłonny, wchodząc w kontakt bojowy ze stacjonującymi w okolicy oddziałami litewskimi. Rozpoczynał się trzydniowy bój o Warszawę.

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Karol X Gustaw, król Szwecji (aut. Davia Klöcker Ehrenstrahl, domena publiczna).

Znajdujące się na prawym brzegu Wisły wojska Rzeczypospolitej składały się z 36 tysięcy ludzi (20 tysięcy jazdy, 4 tysiące piechoty, 2 tysiące Tatarów, 10 tysięcy pospolitego ruszenia) i 18 dział. Karol Gustaw natomiast dysponował 19 tysiącami żołnierzy (z czego 9 tysięcy stanowili poddani elektora, 12,5 tysiąca jazda, 6,5 tysiąca piechota) i 47 działami. Pole bitwy rozciągało się w dolinie Wisły o szerokości 4 kilometrów. Od wschodu ograniczał je pas bagien ciągnący się od Bródna po Białołękę.

Około godziny 16 doszło do pierwszych starć między broniącymi się w szańcach litewskimi chorągwiami a strażą przednią dowodzoną przez hrabiego Clausa Totta. Walki były pomyślne dla wojsk Rzeczypospolitej, gdyż Litwini zadali poważne straty napotkanemu nieprzyjacielowi. Nie pomogły wysłane przez Karola Gustawa na pomoc dwa dodatkowe szwadrony rajtarii. Król szwedzki był zaskoczony bardzo małą szerokością korytarza pomiędzy zalesionymi wydmami a Wisłą, która wynosiła jedynie niecały kilometr. Dlatego armia sprzymierzonych była zmuszona do bardzo powolnego przemieszczania się. Ten stan rzeczy uniemożliwiał też wprowadzenie naraz do walki dużej ilości żołnierzy.

Swoje zrobił też kontratak chorągwi litewskich. Na jego skutek Szwedzi zaczęli się wycofywać. Wówczas do walki ruszyły szwadrony z regimentu Karola Gustawa Wrangla pod bezpośrednim dowództwem ppłk. Andrzeja Plantinga, odpierając atak Litwinów. Walki pod polskimi szańcami przedłużały się. Widząc to Jan Kazimierz zdecydował się na śmiały manewr: nakazał jednemu z pułków jazdy litewskiej, aby uderzył w kierunku Wisły. Szerokość terenu wynosiła w tamtym miejscu 500 metrów, co umożliwiało w miarę swobodne rozwinięcie szarży.

Manewr ten został jednak zauważony przez stronę przeciwną. Nim Litwini zdążyli uderzyć, Karol Gustaw rzucił przeciwko nim nowe cztery szwadrony rajtarii pod wodzą gen. Roberta Douglasa. Przeciwuderzenie polskie zostało w ten sposób udaremnione, a inicjatywę przejęli Szwedzi.

Następnie całą piechotę sprzymierzonych uszykowano w dwa rzuty i oddano pod komendę Ottona Sparra. Stłoczona w wąskim korytarzu ubezpieczała sprzymierzonych przed dalszymi atakami polsko-litewskiej kawalerii. Jednak ograniczone możliwości manewru pod ogniem artylerii Rzeczypospolitej powodowały, iż najbardziej wysunięta ku szańcom rajtaria sprzymierzonych ponosiła duże straty.

Pierwszy dzień bitwy pod Warszawą (aut. Erik Dahlbergh, domena publiczna).

Wobec zapadających ciemności, huku, kurzu i dymu, spowodowanego ostrzałami artyleryjskimi z obydwu stron, zaprzestano walki i przed godziną 20 oddziały sprzymierzonych wycofały się w głąb korytarza wiślanego.

Pierwszy dzień bitwy zakończył się sukcesem strony polsko-litewskiej, która nie tylko zatrzymała przeciwnika przed szańcami, ale zadała znaczne straty rajtarii szwedzkiej. Ogień ciężkiej artylerii, prowadzony do późnych godzin wieczornych, uczynił duże spustoszenia w szeregach skandynawskiej piechoty.

Nic dziwnego zatem, że w obozie sprzymierzonych nastroje były dosyć minorowe. Powszechnie odradzano Karolowi Gustawowi kontynuowanie walki. Król szwedzki jednak, jak stwierdza Peter Englund, „zaufał swojej naturze gracza” i zdecydował się na przyjęcie bitwy w dniu następnym. Przygotowywał dla Polaków i Litwinów kilka niespodzianek…

Polecamy e-book Marka Groszkowskiego „Batoh 1652 – Wiedeń 1683. Od kompromitacji do wiktorii”

Marek Groszkowski
„Batoh 1652 – Wiedeń 1683. Od kompromitacji do wiktorii”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 117
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-7-7
REKLAMA

Sprytny manewr i wspaniała szarża

Następnego dnia z rana wodzowie armii sprzymierzonych opracowali ostateczny plan akcji. Zdecydowali się na obejście sił polsko-litewskich i zajęcie stanowisk od wschodu na wydmach. Można było stąd nie tylko zaatakować z flanki obóz przeciwnika, ale też zepchnąć jego wojska w kierunku Wisły. Jedyna wtedy czynna przeprawa mostowa nie dawała możliwości szybkiego przerzucenia na lewy brzeg rzeki całej armii. Aby plan ten powiódł się, należało nie tylko sprawnie przemieścić oddziały, ale też utrzymać polsko-litewskie dowództwo w przekonaniu, że sprzymierzeni nie rezygnują z ataku z północy. Wobec tego wydzielone brygady piechoty otrzymały rozkaz wiązania wojsk Rzeczypospolitej od tej strony.

Już od wczesnych godzin rannych trwała tam kanonada artyleryjska z obydwu stron. Około godziny 11 elektor brandenburski wraz z grupą jazdy i dwoma brygadami piechoty zajął wzgórze w okolicach Białołęki. Od północy do natarcia ruszyła szwedzka piechota. Atak ten załamał się jednak pod ogniem dział i muszkietów należących do żołnierzy autoramentu cudzoziemskiego.

Od strony lasku białołęckiego doszło do niespodziewanego uderzenia walczących u boku Polaków i Litwinów Tatarów na wzgórze obsadzone przez wojska elektora. Obie strony były zaskoczone wzajemnym spotkaniem się. W celu wsparcia oddziałów brandenburskich Karol Gustaw wysłał rajtarię dowodzoną przez generała majora Henryka Horna. Jej ogień okazał się bardzo skuteczny, gdyż Tatarzy zrezygnowali z walki i wycofali się.

Drugi dzień bitwy pod Warszawą (aut. Erik Dahlbergh, domena publiczna).

W tym czasie w korytarzu nadwiślańskim doszło do otwartej bitwy. Podczas jej trwania szarże polsko-litewskiej jazdy zepchnęły pierwszy rzut konnicy szwedzkiej na piechotę. Na wąskim obszarze te ataki nie miały jednak możliwości się rozwinąć, toteż Szwedzi po jakimś czasie odparli je. Karol Gustaw rozkazał generałowi majorowi Wolradowi Waldeckowi, by wzmocnił pozycje brandenburskie na wzgórzu trzema brygadami piechoty i kilkoma działami.

Wyruszył on około godziny 13 skrajem lasku białołęckiego. Z powodu grząskiego terenu Szwedzi posuwali się bardzo powoli. Największy problem stwarzał transport dział, które ugrzęzły w wodzie podczas przeprawy przez rzekę Skórczę. Była to niewątpliwie idealna chwila, by zaatakować sprzymierzonych, gdyż w tym samym czasie Karol Gustaw przygotowywał do zmiany frontu pozostałe jednostki. W tym czasie nie było to jednak możliwe, gdyż większa część wojsk Rzeczypospolitej udała się na posiłek.

Jedynie jazda litewska zaatakowała oddziały brandenburskie. Została ona jednak odparta zmasowanym ogniem piechoty i artylerii. Później natarli także Tatarzy, jednakże również i oni musieli się wycofać.

Nie wiadomo, kiedy dokładnie Jan Kazimierz dowiedział się o manewrze oskrzydlającym nieprzyjaciela. Stało się to najpóźniej około godziny 15, kiedy armia sprzymierzonych w zasadzie zakończyła obejście wojsk Rzeczypospolitej i ustawiła się frontem na zachód. Król musiał szybko przestawić cały szyk armii polsko-litewskiej o 90 stopni.

Ustawienie wojsk sprzymierzonych w nowym miejscu nie było jednakże zbyt korzystne, gdyż Szwedzi mieli za sobą Bródno oraz błota ciągnące się aż do Marek. W razie klęski musieliby się cofać przez rzekę Zązę, na której nie było żadnej przeprawy mostowej. Widząc to Jan Kazimierz zdecydował się na zmasowany atak husarii na szwedzko-brandenburskie pozycje. Liczył on na zepchnięcie armii Karola Gustawa na bagna i do rzeki.

Tatarska szarża pod Warszawą (detal z mapy Erika Dahlbergh, domena publiczna).

Zanim jednak doszło do tego natarcia, Tatarzy obeszli wojska sprzymierzonych i zaatakowali znajdujące się za oddziałami brandenburskimi tabory. Wywołało to panikę wśród elektorskich oddziałów. Karol Gustaw rzucił im na pomoc 3 szwadrony rajtarii. Część Tatarów została zepchnięta na bagna, większość jednak zdołała uciec.

Wreszcie po godzinie 16 ruszył atak jazdy Rzeczypospolitej. Szarża szła po osi ówczesnej drogi z Pragi do Bródna, wiodącej mniej więcej wzdłuż północnego muru dzisiejszego cmentarza bródnowskiego. Był to wtedy jedyny korytarz pozbawiony przeszkód terenowych. W natarciu wzięło udział nieco ponad 300 żołnierzy husarii litewskiej. Byli oni członkami chorągwi królewskiej, dowodzonej przez pisarza polnego Aleksandra Hilarego Połubińskiego, i jednostki wojewody witebskiego Pawła Jana Sapiehy. Ten pierwszy dostąpił zaszczytu prowadzenia całej szarży.

Jazda z ogromnym impetem uderzyła w sam środek lewego skrzydła armii sprzymierzonych, złożonego z doborowych regimentów rajtarii uplandzkiej i smalandzkiej, dowodzonych przez podpułkowników Andrzeja Plantinga i Jana Rosena. Ich szyk został przełamany, a husaria wdarła się w głąb ugrupowania przeciwnika i wbiła się w cztery szwadrony drugiego rzutu rajtarii szwedzkiej. Pomyślnie rozpoczęty atak zaczął się jednak załamywać na skutek bocznego ognia, jaki prowadziły regimenty konnej gwardii pary królewskiej oraz zgrupowanie piechoty pod wodzą księcia Adolfa Jana. W dodatku husarii nie wsparły chorągwie pancerne i lekkie, które mimo nacisków Jana Kazimierza nie włączyły się do walki. Szarża łącznie z bojem spotkaniowym trwała nie dłużej niż kilka minut. Husarze, ponosząc straty i nie widząc spodziewanych posiłków, małymi grupkami zaczęli wycofywać się w kierunku pozycji wyjściowych.

Karol X Gustaw w walce z Tatarami pod Warszawą (aut. Johan Filip Lemke, domena publiczna).

Podczas tego starcia miało miejsce zdarzenie, które nie tylko rozeszło się szerokim echem po Rzeczypospolitej, ale też znalazło swoje odbicie w „Potopie” Henryka Sienkiewicza. Służący w królewskiej rocie husarskiej Wojciech Lipski, wraz z Jakubem Kowalewskim, zagrozili życiu samego Karola Gustawa. Jest wielce prawdopodobne, że atakujących króla szwedzkiego było więcej, co sugerują rozbieżności w relacjach z tego wydarzenia. Monarcha zdołał jednak uniknąć śmierci. Prawdopodobnie w jego obronie stanęło kilka osób, w tym książę Bogusław Radziwiłł i gwardzista Bengt Trafvare.

Po odparciu husarii sprzymierzeni zaczęli w pośpiechu odtwarzać pierwotny szyk w obawie, że wkrótce może dojść do ataku ze strony pozostałych wojsk Rzeczypospolitej. Takie natarcie przeprowadziły niektóre chorągwie pancerne, jednak zostały one odparte przy pomocy ognia piechoty.

Z nastaniem zmroku walki ustały. Wstrząśnięty skutkami szarży husarii litewskiej Karol Gustaw zrezygnował z przeprowadzenia generalnego natarcia na pozycje polsko-litewskie. Z kolei niepowodzenie ataku Połubińskiego odebrało Janowi Kazimierzowi wiarę w możliwość zwycięstwa. Zrozumiał on, że przewaga techniczna znajduje się po stronie sprzymierzonych, postanowił więc ratować wojsko przed całkowitą zagładą. Następnego dnia postanowił przeprawić na lewy brzeg Wisły piechotę, artylerię i tabory, a walkę kontynuować samą jazdą. Nie zamierzał nawet próbować wykorzystać wciąż trudnego położenia wojsk szwedzko-brandenburskich.

POLECAMY

Kup koszulkę ze Stefanem Batorym:

Cena koszulki wynosi 34,99 zł.

Kup koszulkę, wesprzyj nasz portal!

REKLAMA

Ostatni dzień walk

Karol Gustaw z kolei postanowił przeprowadzić generalne uderzenie na oddziały polsko-litewskie i zepchnąć je do Wisły. Jednakże o świcie 30 lipca Jan Kazimierz, zgodnie z powziętym wcześniej planem działania, podzielił wydzielone do walki wojsko na trzy grupy. Na południu przed wydmami stanęli Tatarzy wraz z dywizją Czarnieckiego i jazdą koronną Aleksandra Koniecpolskiego. W lesie praskim ustawiona została piechota zaciągu cudzoziemskiego oraz dragonia. Obydwa zgrupowania miały za zadanie ubezpieczać przeprawę mostową. Część piechoty wraz z artylerią zajęła znajdującą się w okolicach dzisiejszego Targówka linię obrony o szerokości 5,5 kilometra. Pozostała część armii rozpoczęła odwrót za Wisłę.

Jan Kazimierz Waza (aut. Daniel Schultz, domena publiczna).

Wreszcie do natarcia ruszyła armia szwedzko-brandenburska. Główne uderzenie prowadziła znajdująca się w centrum piechota i artyleria elektorska. Po krótkiej wymianie ognia artyleryjskiego dotarła ona do lasku praskiego, gdzie zastała opuszczone szańce i zagwożdżone działa. Wcześniej były to stanowiska piechoty polskiej, która na skutek przewagi ogniowej nieprzyjaciela wycofała się w kierunku jazdy. Jednocześnie 6 szwadronów elektorskiej rajtarii pod wodzą wspomnianych już wcześniej Waldecka i Wrangla ruszyło w stronę wydm, gdzie stała jazda koronna. Na widok nieprzyjaciół opuściła ona zajęte wzgórza. To samo zrobiła też piechota. Pozostawiła 7 dział, które około godziny 10, po wtargnięciu sprzymierzonych na wcześniejsze pozycje oddziałów Rzeczypospolitej, obrócono przeciwko wycofującym się Polakom i Litwinom. Wywołało to wśród nich spore zamieszanie, jednak dowódcom udało się opanować panikę i wojska Obojga Narodów przeprawiły się bez większych strat przez Skórczę, odrywając się w ten sposób od nieprzyjaciela.

W tym momencie armii sprzymierzonych pozostała już tylko rozprawa z głównymi siłami jazdy koronnej, która stała na południowy wschód od dzisiejszego Targówka. I tu właśnie Karol Gustaw przygotowywał główne uderzenie, wysyłając część rajtarii by odciąć Polakom drogę odwrotu na Okuniew. Wojskom koronnym udało się jednak wydostać z matni i przejść w zasadzie tuż obok oddziałów sprzymierzonych w całkowitym porządku. Ułatwiały im zadanie wznoszące się tumany kurzu, który wprowadziły w błąd króla Szwecji, który myślał, że zaatakowana została któraś z jego jednostek. Gdy w końcu zrozumiał swoją pomyłkę, posłał za uciekającymi rajtarię pod wodzą Roberta Douglasa. Nie udało jej się jednak dopaść uchodzącej jazdy koronnej.

W tym samym czasie przy przeprawie mostowej dochodziło do dezorganizacji i paniki. Ten stan rzeczy był spowodowany zbyt dużą ilością ludzi chcących uciec na drugą stronę Wisły, Gdy przeciążony most zaczął pękać, stojąca przy działach piechota pozostawiła artylerię bez ochrony i przystąpiła do spinania go. Podczas tego zamieszania wielu ludzi potonęło w rzece. Armia Rzeczypospolitej poniosła wtedy większe straty, niż w ciągu całego trzeciego dnia walk. Sytuację nieco uratował fakt, ze obawiająca się kontrataku jazdy armia sprzymierzonych posuwała się bardzo wolno i nie zdołała poważniej przeszkodzić przeprawie sił polsko-litewskich na drugi brzeg Wisły. Gdy ostatnie oddziały znalazły się po drugiej stronie, most z królewskiego rozkazu podpalono. Bitwa była skończona.

Bitwa pod Warszawą (aut. Erik Dahlbergh, domena publiczna).

Czy sprzymierzeni naprawdę zwyciężyli?

W sensie bezpośrednim bitwa zakończyła się zwycięstwem wojsk szwedzko-brandenburskich, gdyż zmusiły one armię Rzeczypospolitej do wycofania się. Przełomowym momentem była na pewno, mająca miejsce drugiego dnia walk, nieudana szarża husarii na pozycje sprzymierzonych. Według szwedzkiego historyka Petera Englunda, który określił ją jako „ostatnie 80 metrów średniowiecznej Europy”, nie miała ona szans powodzenia. Badacz ten uważał, że zmasowane ataki kawalerii wyszły już w tamtym okresie z mody.

Pomnik na warszawskim Wale Miedzeszyńskim upamiętniający poległych w bitwie pod Warszawą w 1656 r. (domena publiczna).

Nie jest to do końca prawdą, gdyż były one nieodłącznym elementem wschodniego teatru działań wojennych. Sam Karol Gustaw w walkach z Rzeczpospolitą korzystał z większej ilości jazdy, niż czynili to jego poprzednicy podczas wojny trzydziestoletniej. Ponadto gdyby husaria litewska otrzymała wsparcie ze strony innych formacji, to wynik bitwy pod Warszawą prawdopodobnie byłby zupełnie inny. Nie bez powodu piszący prawie dwadzieścia lat później swój pamiętnik Hieronim Chrystian Holsten odnotował, że podczas bitwy warszawskiej „najwięcej kłopotów sprawiła nam husaria”.

Dalszy przebieg „Potopu” pokazał, że ta bitwa nie wyszła sprzymierzonym na dobre. Zajęcie przez nich Warszawy zahamowało ruchy wojsk Karola Gustawa na jakiś czas. Wojska polsko-litewskie zaś, chwilowo rozproszone, szybko zebrały się na nowo i skutecznie kontynuowały działania wojenne.

Rzeczypospolita straciła w tej bitwie około dwóch tysięcy ludzi, sprzymierzeni zaś tysiąc. W stosunku do ogólnej liczby walczących żołnierzy ubytki w armiach obydwu stron nie były więc duże. Negatywnym skutkiem tej bitwy była jednak niewątpliwie, dokonana przez wojsko szwedzko-brandenburskie, rzeź bezbronnego tłumu chłopów, który nie przeprawił się na drugą stronę Wisły i pozostał na Pradze.

Ponadto polsko-litewskie dowództwo zrozumiało, że oddziałom Rzeczypospolitej ciężko jest pokonać Szwedów w otwartym polu, dlatego powróciło do koncepcji „wojny szarpanej”. Między innymi właśnie dzięki jej skuteczności w późniejszym okresie Skandynawowie musieli wycofać się z Rzeczypospolitej.

Bibliografia:

  • Englund Peter, Lata wojen, Finna, Warszawa 2010;
  • Tegoż, Niezwyciężony, t. I, Finna, Warszawa 2004;
  • Herbst Stanisław, Trzydniowa bitwa pod Warszawą 28-30 VII 1656 r., [w:] Wojna polsko-szwedzka 1655-1660, red. J. Wimmer, MON, Warszawa 1973;
  • Hundert Zbigniew, Majewski Andrzej Adam, O dwóch Rochach Kowalskich (Najsłynniejszy epizod bitwy warszawskiej z 1656 roku w świetle nowego źródła), „Przegląd Historyczny”, t. 105, 2014, z. 2;
  • Tegoż, Szarża husarska pod Warszawą 29 lipca 1656 roku, „Przegląd Historyczno-Wojskowy”, R. XIII (LXIX), 2012, nr 3 (241);
  • Nagielski Mirosław, Bitwa pod Warszawą 1656, Bellona, Warszawa 2007;

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

POLECAMY

Kup torby zakupowe Histmaga i wesprzyj nasz portal!

Cena torby wynosi 8 zł.

REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Marek Groszkowski
Absolwent Instytutu Historycznego UW, doktorant na Wydziale Historii i Nauk Społecznych UKSW. Naukowo zajmuje się historią II połowy XVII wieku z naciskiem na historię wojskowości oraz historię Ukrainy.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy