Opublikowano
2017-08-18 18:58
Licencja
Wolna licencja

Cabeza 1937 - straszna zbrodnia dąbrowszczaków, której... nie było

Polscy ochotnicy Brygad Międzynarodowych do dziś budzą gorące spory. Zbrodnie dąbrowszczaków mają być argumentem za objęciem ich dekomunizacją. Największe zarzuty dotyczą udział w masakrze w klasztorze w Cabeza. Co wydarzyło się tam w 1937 roku i czy polscy ochotnicy mają z tym coś wspólnego?


1 2 3 4

Jeżeli komuś wpadł w ręce najnowszy, sierpniowy numer miesięcznika „Uważam Rze Historia”, mógł się w nim natknąć na artykuł autorstwa Leszka Szymowskiego pt. Pomocnicy spod czerwonej gwiazdy, który, jak głosi słowo wstępne, poświęcony jest odkłamywaniu propagandowych mitów na temat udziału Polaków w hiszpańskiej wojnie domowej w latach 1936-1939.

Paweł Machcewicz: Terror istniał po obu stronach

Czytaj dalej...
Chodzi oczywiście o tzw. dąbrowszczaków, czyli około pięć tysięcy ochotników walczących po stronie Republiki Hiszpańskiej przeciwko puczystom generała Franco. Już pierwsze zdania artykułu Leszka Szymowskiego są, delikatnie mówiąc, kontrowersyjne. Autor zapewnia bowiem, że „szlak bojowy dąbrowszczaków to tysiące gwałtów, rabunków i bestialskich zbrodni. To teza bardzo odważna, zważywszy, że jak dotąd historycy nie byli w stanie wskazać ani jednego przypadku zbrodni popełnionej przez polskich ochotników podczas hiszpańskiej wojny domowej. Lektura dalszej części artykułu nie pozostawia już złudzeń co do obiektywizmu i rzetelności autora. Autor z perwersyjną fascynacją opisuje ekscesy, do jakich dochodziło podczas hiszpańskiej wojny domowej, skupiając się jednak tylko i wyłącznie na grzechach jednej strony konfliktu, a mianowicie na republikanach. Tzw. „czerwony terror” miał oczywiście miejsce. Według różnych szacunków, doprowadził do śmierci od 38 do 85 tysięcy ofiar. Znane są przypadki okrutnych tortur, a także zabójstw księży i zakonnic. Jednak, jak już wyżej zaznaczyłem, z ani jednym przypadkiem „czerwonego terroru” źródła historyczne nie wiążą dąbrowszczaków.

Dąbrowszczacy Dąbrowszczacy po bitwie pod Guadalajarą (domena publiczna).

Kwestia udziału polskich ochotników w hiszpańskiej wojnie domowej jest ostatnio żywo dyskutowana w mediach z uwagi na proces tzw. „dekomunizacji” i włączenie ich przez Instytut Pamięci Narodowej na listę patronów propagujących rzekomo ustrój totalitarny. Dąbrowszczakom stawia się szereg zarzutów, począwszy od komunistycznych poglądów po ich zaangażowanie w aparat represji w czasach Polski Ludowej. Zarzuty te spotykają się ze stanowczą krytyką zarówno niektórych historyków, jak i środowisk zaangażowanych w kultywowanie pamięci o dąbrowszczakach. Wskazuje się choćby, że pośród polskich ochotników znajdowali się nie tylko komuniści, ale też socjaliści, związkowcy czy przedstawiciele organizacji żydowskich. Piętnuje się też stosowanie przez IPN odpowiedzialności zbiorowej, gdyż zarzut uczestnictwa w komunistycznym aparacie represji postawić można ledwie kilku procentom dąbrowszczaków.

Przeciwnikom dąbrowszczaków postanowił najwyraźniej przyjść z pomocą Leszek Szymowski. Jego artykuł jest jednym wielkim aktem oskarżenia, świetnie wpisującym się w retorykę środowisk dekomunizacyjnych. Mało w nim konkretów, za to regularnie powtarzana jest fraza o krwawym szlaku dąbrowszczaków, który „znaczyły gwałty i grabieże na ludności cywilnej”.

Zbrodnia dąbrowszczaków w klasztorze

Jeden konkret jednak pada, a jest nim oskarżenie o udział w rzezi sanktuarium Nuestra Senora de la Cabeza w Andaluzji. Pozwolę sobie zacytować w całości odpowiedni fragment artykułu:

Miejscem wyjątkowo dotkniętym przez komunistyczny terror była prowincja Jaen w Andaluzji. Już na początku wojny kilka tysięcy mieszkańców (głównie okolicznych rolników) schroniło się w sanktuarium Matki Boskiej z Cabeza w Sierra Morena. W sierpniu 1936 r. pod murami klasztoru pojawili się republikanie. Rozpoczął się szturm, w którym niechlubną rolę odegrali komuniści przybyli znad Wisły. 30-letni kapitan Santiago Cortez stanął na czele obrony klasztoru. Miał jednak pod swoim dowództwem zaledwie 165 członków gwardii cywilnej i 50 żołnierzy. Obległa ich armia licząca łącznie 20 tysięcy ludzi i dysponująca 15 czołgami, bronią maszynową i granatami. Garstka obrońców ze skąpymi racjami żywnościowymi odpierała ataki nieprzerwanie od sierpnia do końca kwietnia następnego roku. 1 maja 1937 r., gdy zabrakło amunicji, na wyczerpanych obrońców klasztoru ruszyło natarcie republikanów. Gdy byli już pod murami, ktoś z mieszkańców klasztoru ukrył cudowny wizerunek Maki Boskiej (nie znaleziono go do dziś). W ostatnim starciu garstka obrońców walczyła na bagnety i wręcz. Polegli wszyscy, a kapitan Cortez, wierny do ostatniej chwili, został śmiertelnie ranny i zmarł następnego dnia. Napastnicy wdarli się do klasztoru i rozpoczęli rzeź. Wymordowali tych, którzy przez wiele miesięcy ukrywali się w murach klasztoru, wśród nich starców, kobiety i dzieci. Komuniści szczególnie pastwili się nad duchownymi i zakonnicami (te przed śmiercią brutalnie zgwałcono), potem splądrowali klasztor, zniszczyli drogocenne przedmioty, sprofanowali pobliskie groby i wyrzucili z nich ludzkie zwłoki. Niektórzy robili sobie przy tym pamiątkowe zdjęcia zagrabionymi aparatami fotograficznymi (wiele zdjęć zachowało się do dziś). W tej bestialskiej zbrodni wzięli udział, niestety, dąbrowszczacy.

Już sam styl pisarski Leszka Szymowskiego powinien zapalać ostrzegawczą lampkę w umysłach Czytelników. Zwrócę tu uwagę na jeden szczegół. Autor podkreśla świetne wyposażenie wojsk Republiki, ale zaraz potem sugeruje, że, by udokumentować swoje zbrodnie, zwycięzcy musieli najpierw zagrabić aparaty fotograficzne obrońcom sanktuarium. Ale dość złośliwości. Przejdźmy do faktów i do tego jak naprawdę wyglądała mniemana „rzeź” sanktuarium Matki Boskiej z Cabeza.

Nuestra Denora de la Cabeza Klasztor Nuestra Senora de la Cabeza (aut. Veinticuatro de Jahén, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International).

Oblężenie klasztoru

Sanktuarium Nuestra Senora de la Cabeza to średniowieczna bazylika znajdująca się w Andaluzji, 32 kilometry na północ od miasta Andujar, w miejscu suchym, bezdrzewnym i dość odludnym. Jak głosi legenda, postawiono ją dokładnie tam, gdzie doszło do cudownego objawienia się Matki Boskiej. Nim rozpętała się hiszpańska wojna domowa, słynęła głównie z przechowywanego w murach świątyni obrazu chrystusowej rodzicielki.

Latem 1936 roku region ten opowiedział się w większości po stronie Republiki, przeciwko puczystom generała Franco. Choć byli tam oczywiście przeciwnicy rządu, to jednak zbyt małymi siłami dysponowali, by zdecydować się na otwarte wystąpienie. Jednym z ognisk oporu, tlącego się przeciwko Republice, była część żołnierzy Guardia Civil – Straży Obywatelskiej, formacji mającej w ówczesnej Hiszpanii charakter policyjny. Wpływ na usztywnienie się ich postawy bez wątpienia miała spontaniczna fala rewolucyjnego terroru, która przeszła przez tereny wierne rządowi.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

@ Przemysław Kmieciak - p. Leniak po moderatorskiej uwadze dotyczącej trzymania się w swoich wypowiedziach naszego regulaminu komentarzy, zdecydował się na usunięcie swojego konta, prośbę tę uwzględniłem.



Odpowiedz

@ Michał Świgoń
Rozumiem. Pozwolę jednak odnieść się do kilku uwag zgłoszonych przez p. Leniaka. P. Leniak zasugerował, że w działaniach pod Cabezą mogły brać udział inne jednostki polskie, a mianowicie Kompania Mickiewicza lub "baon artylerii". Otóż Kompania Mickiewicza stanowiła część 13 (tzw. starej) brygady wojsk hiszpańskich, który to oddział nie brał udział w działaniach pod sanktuarium. Wycofano ją z frontu w kwietniu 37' po walkach w regonie Pozoblanco-Valsequillo. Co do drugiej sugestii, to żaden "baon artylerii" w ogóle wtedy nie istniał.



Odpowiedz

IPN stosuje odpowiedzialność zbiorową... Od razu wychodzi stronniczość autora. Gdyby pójść tezą Pana Kmieciaka, to mielibyśmy ulice Armii Czerwonej/Wehrmachtu (też są pewnie zwolennicy takiej ulicy). Bo Pan redaktor radziłby oczywiście zbadać, czy każdy żołnierz Armii Czerwonej nie popełnił zbrodni... absurd. Po II wojnie światowej alianci zastosowali odpowiedzialność zbiorową względem formacji zbrodniczych nie wchodząc nawet w rozważanie, czy nie było tam jakiś ludzi o dobrych intencjach (jak reklamuje nam się Dąbrowszczaków). Nie jest to wymysł IPN. W przypadku Dąbrowszczaków - popleczników i wykonawców zadań Kominternu - jest tak samo.



Odpowiedz

@ Marcin Węgliński
Panie Marcinie, rzeczniku prasowy gdańskiego IPN (dobrze pamiętam?), zdaję sobie sprawę, że ma Pan służbowy obowiązek bronić instytucji w której Pan pracuje. Proszę jednak mieć odrobinę godności i przeprosić przy okazji najpierw za szereg kłamstw, które IPN na temat Dąbrowszczaków wyprodukował. A wyprodukował je w imię niczego innego jak właśnie własnej, niewątpliwie stronniczej, propagandowej wizji. Króciutkie "sprostowanie", które napisał Pan kiedyś na facebooku naprawdę nie wystarcza. Mam podać przykłady? Przypomnieć Panu jak buńczucznie zapewniał mnie Pan, że dowody na zbrodnie Dąbrowszczaków znajdę w książce Antonio Montero Moreno?

Porównywanie Armii Czerwonej lub Wehrmachtu do Dąbrowszczaków jest dramatycznym nadużyciem, z którego nawet Pan musi sobie zdawać sprawę. Porównywanie przez IPN organizacji zbrodniczych, odpowiedzialnych za zniewolenie całych narodów, do formacji, która nie ma na swoim koncie żadnego przypadku zbrodni wojennej i która w uznaniu swoich zasług została przez władze wolnej, demokratycznej Hiszpanii nagrodzona honorowym obywatelstwem, wystawia IPN-owi najlepsze świadectwo obiektywizmu i bezstronności. Jak trzeba być zaślepionym w swojej nienawiści, by mimo oczywistej kompromitacji Waszych zarzutów, wciąż rozpowiadać na lewo i prawo o Dąbrowszczakach jako "formacji zbrodniczej"? Tak funkcjonuje instytut naukowy? Nie, panie Marcinie, tak funkcjonuje instytucja propagandowa.



Odpowiedz

@ Przemysław Kmieciak: A czegoż możnba spodziwać się po instytucji, która wysyła w świat takie np komunikaty i z pełną powagą przystępuje do ścigania opisanej poniżej "zbrodni komunistycznej":
Event Name OKŚZpNP w Warszawie skierowała do Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie akt oskarżenia przeciwko gen. bryg. Marianowi R. Start Date 31st Dec 2012 1:00pm End Date 31st Dec 2012

Warszawa, dnia 21 kwietnia 2010 r.
Prokurator IPN stawia zarzuty b. funkcjonariuszowi KW MO w Radomiu Janowi T. za bezprawne działania wobec uczestników warszawskiej pieszej pielgrzymki do Częstochowy……..(opuszczono opis formalny)
„w ramach sprawy obiektowej o kryptonimie „Pątnicy – 78” w ten sposób……. polecił podjęcie działań dezintegracyjnych mających na celu skompromitowanie pątników w oczach opinii publicznej i dokuczenie im, polegających w szczególności na rozrzucaniu na trasie przemarszu pielgrzymki i w miejscach noclegu pątników butelek po alkoholu, podpasek zabrudzonych krwią zwierzęcą, prezerwatyw, odpadków żywności, niedopałków papierosów, co miało wywołać przekonanie wśród osób postronnych o niereligijnym charakterze pielgrzymki i spowodować niechęć do pątników u administratorów parafii, przez które pielgrzymka przechodziła i u osób udzielających pielgrzymom pomocy, a następnie kontrolował w terenie ich realizację”,
Przecież przy tej "zbrodni" bledną inne czyny komunistów.



Odpowiedz

@ to rzeczywiście ten Pan jest rzecznikiem IPN? Argumentacja, że Autor nie ma racji sprowadza się u tego Pana do porównania do innych spraw i innych czasów. Równie jest warta, jak okrzyk jak z tego starego kawału: "A u was biją Murzynów!" Żałosne.



Odpowiedz

"Spontaniczna fala rewolucyjnego terroru" - to jest dopiero piękny i wszystko mówiący o autorze styl. Podebraliście gościa z Krytyki Politycznej?



Odpowiedz

Histeryczna polityka podłości nie zna granic.



Odpowiedz
Przemysław Kmieciak

Koordynator inicjatywy „Przywróćmy pamięć o Patronach Wyklętych”, współtworzonej przez Stowarzyszenie „Lepszy Gdańsk” i Ruch Sprawiedliwości Społecznej. Z wykształcenia politolog, z zawodu księgowy, z zamiłowania historyk. Fan polskiej piłki nożnej, starego kina, rodzimej motoryzacji, sarmackiej kuchni i podróży po zapomnianych miejscach.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org