Jakobina Luksemburska - pierwsza dama Królestwa Anglii

Urodziła czternaścioro dzieci, stała przed sądem w procesie o czary, zdobyła bezprecedensowe wpływy. Była jedną z barwniejszych kobiet swoich czasów...

Lancasterowie i Yorkowie wybierają symbole swoich fakcji (mal. Henry Arthur Payne )

Jakobina Luksemburska urodziła się – być może w jednym z rodowych zamków we Francji – najprawdopodobniej w 1416 roku. Ta niepewność co do jej daty urodzenia nie jest niczym niezwykłym w wypadku ówczesnej kobiety: w kronikach nie odnotowano narodzin żadnej z trzech bohaterek niniejszej książki. Niemowlęta płci żeńskiej nie były cenione w piętnastym stuleciu, a nikt nie mógł przewidzieć, że najstarsza córka Piotra Luksemburskiego stanie się czołową postacią na scenie Anglii za panowania dwóch królów i podczas dwu regencji, świadkiem najznaczniejszych wydarzeń dwu wojen, matką królowej i założycielką dynastii królewskiej, a także osobą liczącą się przez wzgląd na nią samą.

Była pierwszym dzieckiem, które przyszło na świat w tej arystokratycznej rodzinie w świecie, gdzie wojna trwała od tak dawna, że ani jej ojciec, ani dziad nie zaznali dłuższego okresu pokoju. Dzieciństwo spędziła w pięknych pałacach i ufortyfikowanych zamkach północnej Francji, która podówczas należała do Anglii.

Anglicy weszli w posiadanie północnej Francji za sprawą małżeństwa francuskiej księżniczki z angielskim królem Edwardem II. Jednakże wielu Francuzów odmawiało kobiecie prawa do dziedziczenia i przekonywało, że północne ziemie powinny były przypaść męskiemu dziedzicowi młodszej linii królewskiej dynastii – Walezjuszów. Wrogość rozpoczęła się w 1337 ro-ku i ze sporadycznymi okresami pokoju trwała ponad sto lat, dzięki czemu niekończące się utarczki zyskały miano wojny stuletniej. Chociaż armie były małe, a bitwy miały wpływ tylko lokalny, w całym kraju panował niepokój za sprawą ciągle przesuwających się granic, ataków na miasta, zbójectwa zaciężnych i żołnierzy oraz podupadającego handlu – przy czym wszystko to rozgrywało się na tle zwykłej codziennej niepewności średniowiecznego życia. Działania wojenne trwające cztery pokolenia spustoszyły sporne terytorium i zubożyły resztę Francji.

Zniszczyły również Anglię. Toczona poza granicami kraju wojna drenowała ledwie samowystarczalną gospodarkę, odciągała ludzi od pomnażania majątku i budowania pokoju i wychodziła na dobre wyłącznie oportunistom, rozrabiakom oraz pospolitym przestępcom. Nieustannie tracono życie i bogactwo:

...mur zaścielmy trupami Anglików!

W czasie pokoju nic tak nie przystoi

Jak skromny umiar i cicha pokora.

Lecz gdy nam zabrzmią wojenne fanfary,

Wraz naśladujcie sposoby tygrysa:

Napnijcie mięśnie, poruszcie krew, skryjcie

Dobrą naturę w najsroższej wściekłości.

Potem nadajcie oczom straszny wyraz.

Dzień, w którym Jakobina przyszła na świat, należał do czasu chwały Anglii, po tym jak młody Henryk V najechał Francję w 1415 roku i odniósł wspaniałe zwycięstwo w bitwie pod Agincourt, rozszerzając angielskie panowanie. Anglicy wraz z sojusznikami zajęli większość północnych ziem współczesnej Francji, Paryża nie wyłączając. Przyłączyli je do terytorium na zachodzie, w okolicach Bordeaux, od prawie trzystu lat tradycyjnie stanowiącego własność angielskiej Korony. Eleonora Akwitańska wniosła te bogate ziemie w posagu, wychodząc za Henryka II w 1152 roku.

Ojciec Jakobiny, jako hrabia Luksemburga, był sąsiadem Francji i wasalem księcia Burgundii. Podobnie jak jego przodkowie musiał się opowiadać po jednej ze stron tego trwającego od siedemdziesięciu ośmiu lat konfliktu nadwerężającego siły zarówno Anglii, jak i Francji. Co zrozumiałe, hrabiowie Luksemburga woleli się sprzymierzyć ze swymi książęcymi kuzynami walczącymi u boku Anglików przeciwko Walezjuszom. Być może krewni Jakobiny byli przekonani o moralnej wyższości Anglików, być może liczyli na wspaniałomyślność angielskich sąsiadów, być może Anglia po prostu wydawała im się stroną silniejszą i bezpieczniejszym sojusznikiem.

Bitwa pod Barnet w czasie Wojny Dwóch Róż

W 1420 roku francuski król Karol VI Szalony wydziedziczył swego syna Karola i oddał rękę swojej córki Katarzyny Walezyjskiej zwycięskiemu królowi Anglii, przypieczętowując w ten sposób traktat zawarty w Troyes. Uczynił swym następcą młodego Henryka V Angielskiego, który – z synem w kołysce – musiał myśleć, że zawładnął ziemiami we Francji na wieki wieków. Tymczasem wkrótce, mając niespełna trzydzieści pięć lat, zmarł w 1422 roku na dyzenterię po oblężeniu Meaux i angielskie ziemie we Francji oraz roszczenia wobec całego królestwa przeszły na dziewięciomiesięczne niemowlę: Henryka VI. Anglia stanęła w obliczu długiej regencji, której przewodzili dwaj stryjowie dziecka: książę Onufry diuk Gloucester, który panował w Anglii, oraz książę Jan diuk Bedfordu, który został regentem Francji.

Gdy Jakobina miała sześć lat, jej stryj Ludwik Luksemburski udał się z Francji do Anglii, by złożyć gratulacje małemu chłopcu, który w tak wczesnym wieku odziedziczył koronę obu tych krajów. Następnie Ludwik Luksemburski przeszedł na służbę księcia Jana diuka Bedfordu – był jego kanclerzem w latach 1425–1435 – gdzie wykazał się taką spolegliwością, że diuk Bedfordu wyznaczył go na wykonawcę swego testamentu.

Kiedy mały Henryk VI nadal przebywał w komnacie dziecinnej, jego ojczyzną Anglią wstrząsały spory rywalizujących ze sobą wielmożów, lekceważących zarówno małoletniego króla, jak i obowiązujące prawo. We Francji jego dziedzictwu zagrażał francuski pretendent: pominięty przy następstwie tronu Karol Walezjusz. Delfin nie stanowił wielkiego wyzwania dla regencji księcia Jana diuka Bedfordu. Okrzyknięty bękartem przez własną matkę, wydziedziczony przez ojca, naznaczony przez potworne dzieciństwo, nie miał pojęcia, jak odzyskać królestwo oddane lekką ręką Anglikom.

Pojawienie się na dworze delfina Karola pewnej młodej kobiety odwróciło losy francuskiej sprawy. Joanna d’Arc, ogarnięta wizją, ogłosiła go wybrańcem Boga i już w 1429 roku poprowadziła zdemoralizowaną francuską armię do szeregu zwycięstw. Zamierzała wyprzeć Anglików z kraju całkowicie. Nawet im to zapowiedziała w śmiałym dokumencie, w którym przestrzegła księcia Jana diuka Bedfordu, że jeśli nie opuści Francji po dobroci, spotkają go straszne konsekwencje: „Oddajcie Dziewicy przysłanej przez Króla Niebios klucze do wszystkich francuskich miast, któreście zdobyli przemocą i zrujnowali [...]. Jeśli tego nie uczynicie, wyczekujcie wieści od Dziewicy, która rychło spadnie na was ku waszemu wielkiemu smutkowi”.

Henryk IV

Utrzymując, że kierują nią aniołowie, wyjeżdżając w pole pod sztandarem lilii, dzierżąc miecz, lecz nigdy go nie używając, ta charyzmatyczna dziewczyna wyprowadziła delfina z błędnego przekonania o własnej osobistej słabości i zawiodła do katedry w Reims, gdzie został koronowany i namaszczony krzyżmem pierwszego króla Franków, Chlodwiga. Bohatersko stanęła na czele francuskiej armii pod murami Paryża i byłaby odniosła zupełny sukces, gdyby poparł ją dwór Walezjuszów. Niechęć dworzan do wykorzystania niesamowitej mocy Joanny d’Arc mogła wynikać z tego, że – podobnie jak Anglicy – obawiali się, iż jest ona czarownicą. Twierdzenia Joanny o rozmowach z aniołami, jej zdolność uzdrawiania, a nawet zwykłe szczęście były głęboko podejrzane w oczach jej wrogów, a także popleczników. Słuchając opowieści o Joannie d’Arc, za czasów dzieciństwa Jakobiny będącej legendą, przyszła księżna musiała pojąć, że szczególne kobiety wzbudzają szczególną uwagę, która może się okazać fatalna w skutkach.

Inny stryj Jakobiny – Jan Luksemburski – wyświadczył Anglikom niebywałą przysługę tym, że jeden z jego wasalów ściągnął Joannę d’Arc z konia podczas utarczki w nieodległym Compiègne i sprowadził na zamek Jana w Beaurevoir nieopodal Cambrai. Ludwik, brat Jakobiny, przebywał tam pod okiem stryja, ucząc się wielkiego świata. Gościem na zamku była także pasierbica Jana Luksemburskiego, Jeanne de Bar. Nie można wykluczyć, że Jakobina również była obecna, gdy na zamek sprowadzono Dziewicę Orleańską.

Jan Luksemburski więził Joannę d’Arc przez cztery miesiące, podczas których jego żona Jehanne de Béthune, jego pasierbica Jeanne de Bar i jego stryjenka Joanna Luksemburska zanosiły do niego błagania, aby nie oddawał „Dziewicy” w ręce Anglików, przewidując – jak się okazało, całkiem słusznie – że zostanie ona przez nich skazana na śmierć. Dopóki Joanna Luksemburska mieszkała pod dachem swego bratanka, Joanna d’Arc była bezpieczna; kiedy jednak staruszka zmarła w listopadzie 1430 roku, Jan Luksemburski przyjął bagatela! dziesięć tysięcy liwrów z angielskich rąk i kazał domowniczkom wydać Joannę d’Arc duchownym. Tak jak obawiały się kobiety, angielski regent Francji, książę Jan diuk Bedfordu, urządził pokazowy proces kościelny i Dziewica Orleańska spłonęła na stosie.

Ojciec Jakobiny, hrabia Conversano i Brienne, był najstarszym z braci sprzyjających Anglikom, zatem to on po śmierci Joanny Luksemburskiej odziedziczył tytuł, zostając hrabią Luksemburga jako Piotr I. Ponadto po babce nosił tytuł hrabiego Saint-Pol. Na dworach Europy nie brakowało jego krewnych: Luksemburgowie panowali w Czechach, kuzyn Jakobiny – Zygmunt – zasiadał na tronie Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Jakobina po mieczu pochodziła od księcia Jana II Bretońskiego, po kądzieli zaś od Szymona z Montfort. Szczyciła się więc genealogią łączącą ją zarówno z europejskimi, jak i z angielskimi domami panującymi. Co więcej, dzieje jej rodziny niknęły w mrokach historii, płynnie przechodząc w legendę.

Rodowa siedziba, Luksemburg, urosła wokół zamku wzniesionego w miejscu dawnej rzymskiej twierdzy na skale luksemburskiej zwanej Bock, górującej nad traktami i rzekami na pograniczu Francji, Niemiec i Niderlandów. Zamek ów zaliczał się do najpotężniejszych fortec obronnych Europy. Hrabiowie Luksemburga wywodzili swój ród od pierwszego z ich linii Zygfryda, który wszedł w posiadanie ruin w 963 roku i jak głosi legenda, poślubił wodną boginkę Meluzynę. To za jej sprawą w ranek po ich weselu pojawił się w cudowny sposób zamek Bock. Szczęśliwe małżeństwo tych dwojga trwało dopóty, dopóki hrabia Zygfryd dotrzymywał złożonej żonie obietnicy, że co miesiąc będzie zapewniał jej całkowitą prywatność. Pewnego dnia, szpiegując ją podczas kąpieli, odkrył, że Meluzyna jest w istocie stworzeniem magicznym: na poły kobietą, na poły rybą – czymś w rodzaju syreny. Wykrzyknął w zrozumiałym zdumieniu, na co Meluzyna natychmiast zapadła się przez litą skałę pod zamkiem i zniknęła.

Jakobina oczywiście znała tę legendę, która nie tylko była uważana za fakt w genealogii jej rodu, ale też pojawiła się w różnych wersjach w całej Europie i została uznana za archetypiczny mit przez C. G. Junga. Meluzyna występuje w alchemii, gdzie reprezentuje wodę i księżyc – kobiecość. W późniejszym życiu Jakobina weszła w posiadanie cennego manuskryptu z legendą Meluzyny, swej przodkini, i wodna boginka była być może tematem przewodnim wesela jej córki Elżbiety Woodville i niejednego turnieju rycerskiego na dworze królewskim. Czy Jakobina miała Meluzynę za faktyczną przodkinię czy nie, metafora ta bez wątpienia była głęboka i potężna:

GLENDOWER: Umiem przywoływać duchy

Z otchłani.

HOTSPUR: Ja też; każdy to potrafi;

Ale czy przyjdą na twoje wezwanie?

„Czy przyjdą na twoje wezwanie?” – to pytanie, które z pewnością zadawała sobie Jakobina; które zadawał jej pierwszy mąż, angielski regent Francji, książę Jan diuk Bedfordu; i na które odpowiedź pragnęły poznać następne pokolenia, przerażone i zafascynowane jej reputacją.

Henryk V

Jakobina spędziła w Luksemburgu prawdopodobnie tylko krótki czas. Jej ojciec odziedziczył tytuł, gdy była bardzo młodą kobietą, a w tamtych czasach dobrze urodzone dziewczęta dla nabrania ogłady wysyłano do siedzib innych arystokratów, najczęściej krewnych. Pod ich dachem rozwijały zdolności i uczyły się sztuki bycia wielką damą, służąc jako panny dworskie gospodyni. Gdy Jakobina wkroczyła w wiek zdatny do małżeństwa, a więc gdy miała około czternastu lat, jej rodzice zaczęli się rozglądać za kandydatem na męża dla niej. Żadna kobieta wysokiego urodzenia nie wybierała sobie męża sama; zapewne nikt nawet nie pytał jej o zdanie w tej kwestii. Małżeństwo służyło bowiem przypieczętowaniu sojuszu, połączeniu przyległych ziem, zdobyciu posagu i wydaniu na świat dziedzica. Miłość była tematem ballad bądź rubasznych dowcipów; nie liczyła się przy zawieraniu małżeństwa. Jakobinę wydano za mąż nadzwyczaj późno i niewykluczone, że można mówić o namiętnym pożądaniu – przynajmniej po stronie oblubieńca.

Małżeństwo zaaranżował jej stryj, kanclerz Ludwik Luksemburski, na prośbę swego przyjaciela i patrona, księcia Jana diuka Bedfordu. Pierwsza żona Bedforda, Anna Burgundzka, zmarła na gorączkę w listopadzie 1432 roku po dziesięcioletnim małżeństwie. Ich związek również wynikał z pobudek dynastycznych: umacniał sojusz Burgundii i Anglii; Annie udało się do końca życia zachować przyjaźń swego brata, księcia Burgundii, i przymierze pomiędzy Burgundią i Anglią, kluczowe dla równowagi sił gwarantującej zwycięstwo Anglików nad Francuzami. Wszystko wskazuje na to, że Anna była czarującą, energiczną kobietą, szczodrą dla ubogich. W rzeczy samej zaraziła się śmiertelną gorączką, odwiedzając Hôtel-Dieu w Paryżu. Bedford czuwał przy niej na łożu boleści i w intencji jej ozdrowienia odbył pielgrzymkę po paryskich kościołach. Nie zdołał jej wszakże ocalić. Można przypuszczać, że czterdziestotrzyletniego księcia Jana diuka Bedfordu, znużonego latami służby we Francji, ogarnęło z powodu śmierci żony poczucie wielkiej straty i samotności. Skandalicznie szybko poszukał bowiem pocieszenia. Niespełna pół roku od zostania wdowcem ożenił się z Jakobiną – młodszą od niego o dwadzieścia sześć lat. Ślubu tej parze udzielił stryj panny młodej, zaufany przyjaciel i kanclerz diuka Bedfordu, Ludwik Luksemburski, w swym pałacu biskupim w Thérouanne.

Niezwykle potężny i niesamowicie bogaty książę Burgundii, dawny szwagier diuka Bedfordu, był oburzony tym, że wdowiec po jego siostrze ożenił się powtórnie tak szybko. Zwyczajowo żałoba powinna trwać równy rok – tymczasem diuk Bedfordu najwyraźniej zaczął się ubiegać o rękę Jakobiny ledwie parę tygodni po złożeniu pierwszej żony w grobie. W dodatku jego wybór padł na córkę wasala księcia Burgundii, co było afrontem dla całej burgundzkiej dynastii i niefortunnym przejawem faworyzowania dynastii luksemburskiej. Przez to nastąpił wyłom w stosunkach burgundzko-angielskich, podkopujący sojusz wojskowy między dwiema potęgami panującymi w północnej Francji. Ten sojusz trzymał Francuzów na wodzy; jego rozpad zagrażał angielskiej dominacji we Francji. Być może diuk Bedfordu spodziewał się, że sojusz z Luksemburgiem zastąpi sojusz z Burgundią, jednakże pośpieszny drugi ożenek z siedemnastolatką uznany za obelgę dla pamięci jego pierwszej żony nie przyniósł mu ani nowych ziem, ani tytułów, ani posagu. Co więcej, wystawił na szwank dzieło jego życia: angielskie władanie we Francji. Książę Jan diuk Bedfordu musiał być zakochany po uszy.

Małżeństwo z księciem Janem diukiem Bedfordu uczyniło Jakobinę pierwszą damą Francji, w Anglii zaś drugą zaraz po matce króla. I natychmiast wystawiło na kontakt z niepewną polityką długiej wojny. W drodze na własny ślub książę Jan diuk Bedfordu zatrzymał się w Calais, by stłumić bunt garnizonu. Żołnierze domagali się wypłaty zaległego żołdu. Zazwyczaj takie żądania kończyły się ułaskawieniem buntowników i wypłatą zaległych należności, tym razem jednak diuk Bedfordu nakazał stracić czterech przywódców buntu. W drodze powrotnej, wraz ze świeżo poślubioną małżonką, ponownie stanął w garnizonie w celu zaprowadzenia dyscypliny. Wydalił z szeregów osiemdziesięciu podżegaczy, którzy musieli wrócić do Anglii z pustymi rękoma, po czym dopiero ruszył dalej w podróż poślubną wiodącą do Paryża.

Jakobina została panią pięknego pałacu o nazwie Hôtel de Bourbon nieopodal królewskiego Luwru. Na własne oczy przekonała się o drastycznych kontrastach panujących w objętej wojną Francji: zobaczyła potworną biedę na ulicach, gdzie żebracy marli z głodu, oraz luksusy i bogactwo za ścianami pałaców. W Hôtel de Bourbon prawdopodobnie mieściło się nawet laboratorium alchemiczne.

Henryk VI

Uprawianie alchemii było możliwe w Anglii dopiero od 1403 roku i wyłącznie na mocy królewskiej licencji – tak silny był strach przed tą średniowieczną mistyczną nauką. Jednakże rozpaczliwe pragnienie złota doprowadziło do odnowienia zainteresowania tą wzbudzającą podejrzliwość dziedziną nauki. Alchemia obiecywała swoim adeptom odkrycie kamienia filozoficznego, substancji przemieniającej zwykły metal w złoto. Alchemicy wierzyli, że złoto i inna materia powstają wolno w trzewiach Ziemi i że proces ten można przyśpieszyć w płomieniach kuźni lub w cieple wodnej kąpieli. Książę Jan diuk Bedfordu miał na swych usługach francuskich alchemików, których zadaniem było wytworzenie złota potrzebnego do opłacenia angielskich żołnierzy, a także odkrycie innego skarbu: eliksiru przedłużającego życie – być może w nieskończoność. Wiele znaczących postaci Europy tamtych czasów – między innymi brat diuka Bedfordu, książę Onufry diuk Gloucester – zajmowało się alchemią, dziedziną, która później ewoluowała w dwóch kierunkach: przechodząc z jednej strony we współczesną chemię, z drugiej zaś w mistycyzm. Wszelako człowiek średniowiecza nie rozróżniał między sztuką, duchowością, magią i nauką; dusza alchemika była takim samym składnikiem jak płyny, które destylował, metale, które kuł, i pierwiastki, które odkrywał. Alchemia była tyleż nauką, co duchowym doświadczeniem, a mimo to ma swoich zwolenników nawet w dzisiejszych czasach.

W swym nowym paryskim domu Jakobina odkryła też słynną bibliotekę diuka Bedfordu: teksty religijne oraz trzynaście niezwykle cennych tomów z opowieściami o Arturze, mitycznym królu Anglii. Były to manuskrypty, spisane przed wynalezieniem druku, równie piękne jak rzadkie. Odczytywano je nie tylko dla przyjemności, ale i jako przepowiednie na temat przyszłości Anglii oraz zbiór zasad legendarnego rycerskiego świata, które miały przyświecać każdemu honorowemu mężczyźnie. Opowieści te, być może, wprawiały regenta Francji w niepokój, ponieważ kładły one nacisk na zrównoważoną naturę króla: fizyczny dobrostan władcy zapewniał dobrobyt na jego ziemiach. Wedle średniowiecznego światopoglądu ciało było odzwierciedleniem duszy człowieka, a więc tylko ktoś silny i urodziwy mógł mieć piękne wnętrze. Zdrowie króla gwarantowało zdrowie kraju: silny władca rządził urodzajną ziemią.

Diuk Bedfordu z pewnością już słyszał plotki o swym małym bratanku królu Anglii, ponoć „zimnym” i „wilgotnym”: biernym, łatwo poddającym się wpływom chłopcu urodzonym pod znakiem Księżyca w przeciwieństwie do jego ojca, który był „gorący” i „suchy”, urodzony pod znakiem Marsa, a co za tym idzie – waleczny.

Dwa miesiące po weselu będącym wynikiem konkurów utrzymanych w zawrotnym tempie Jakobina wraz z mężem znalazła się w Anglii, gdzie poznała swego bratanka, Henryka VI. Sytuacja w kraju była krytyczna: koszt wojny z Francją okazał się rujnujący, arystokraci wiedli na swych ziemiach samowolną egzystencję nieposkromioną przez jakąkolwiek władzę centralną, młody król wydawał się niezdolny przejąć władzę należącą mu się z urodzenia, aż zaostrzana przez jego stronniczość rosnąca rywalizacja między wielmożami zaczęła zagrażać stabilności Korony. Henryk VI ulegał wpływom dwóch potężnych członków rodziny królewskiej: swego stryja, księcia Onufrego diuka Gloucester, przenikliwego i zdeterminowanego polityka, oraz swego dziada stryjecznego kardynała Henryka Beauforta, syna Jana z Gandawy i jego kochanki (a późniejszej żony) Katarzyny Swynford.

Jan Lancaster, 1. książę Bedford

Diuk Bedfordu i Jakobina zostali powitani wedle ceremoniału i z szacunkiem należnym członkom rodziny królewskiej i wkroczyli na targany przepychankami o znaczenie i władzę dwór dwunastoletniego chłopca. To musiało być niezwykłe przeżycie dla młodej księżny, gdy u boku swego męża wjeżdżała oficjalnie do Londynu wśród wiwatujących tłumów, z żywymi obrazami i recytacjami poezji na jej cześć. Parlament patrzył sceptycznie na dzieło regenta we Francji, lecz kiedy dla wszystkich stało się jasne, że książę Jan diuk Bedfordu służył z poświęceniem dla dobra Anglii, został wynagrodzony za swoją lojalność i otrzymał pozwolenie na przejście w stan spoczynku.

Z początku wydawało się, że powitał to z ulgą i wdzięcznością. Para książęca pozostała w Anglii przez rok, wiodąc życie w przepięknym Penshurst Place w hrabstwie Kent. Wzniesiona w poprzednim stuleciu na planie litery H posiadłość pierwotnie należała do zamożnego londyńskiego kupca, który pragnął mieć wiejską rezydencję niedaleko od stolicy. Mieściła ona pokaźną wielką salę z wykładaną płytkami posadzką i oktagonalnym kominkiem, przed którym ustawiono podwyższenie ze stołem dla gospodarzy. Za podwyższeniem wznosiły się szerokie schody wiodące do świetlicy – prywatnej części – z oknami z trzech stron z widokiem na ogrody, otoczone kwadratowym murem z wieżyczkami na każdym rogu. Diuk Bedfordu dobudował nowe skrzydło, obecnie zwane Buckingham Building, i umieścił swoje godło – sokoła i koziorożca – na szczytach wszystkich ścian po zachodniej stronie wielkiej sali. Prawdopodobnie dodał też oknom glify, podobne do tych, które podziwiał w pałacu papieskim w Awinionie.

Podczas ich pobytu w Anglii – kiedy diuk Bedfordu wiódł walkę z rywalami na królewskim dworze, a Jakobina cieszyła się dworskim życiem i nadzorowała budowę nowego angielskiego domu – nadeszła wiadomość z Luksemburga. Zmarł ojciec Jakobiny, prawdopodobnie na zarazę morową, czyli dżumę dymieniczną. Piotr I miał tylko czterdzieści trzy lata, a hrabią Luksemburga był zaledwie od trzech lat.

Czarna śmierć rzuciła mroczny cień na Europę tamtych czasów, rozprzestrzeniając się wzdłuż szlaków handlowych i zabijając ponad jedną trzecią, a być może nawet więcej niż połowę populacji na kontynencie. Nie było osoby, która by nie straciła kuzyna, brata, córki, któregoś z rodziców. Każdy zapłacił cenę utraty członka rodziny, będącego żywicielem czy jedyną ostoją i nadzieją. Poczynając od biedaków, którzy nie mieli jak zbierać plonów i oporządzać żywiny, a kończąc na bogaczach, którzy ze strachu przed morowym powietrzem zamykali zamki (po czym i tak umierali) – choroba zataczała kręgi w całej Europie, wraz z ludźmi niszcząc kulturę.

Przypadek śmierci ojca Jakobiny ukazuje, dlaczego zaraza morowa budziła powszechne przerażenie: ani pozycja społeczna, ani przywileje wiążące się z bogactwem nie chroniły człowieka przed chorobą, która stanowiła dla lekarzy zagadkę. Proces chorobowy zaczynał się prawdopodobnie od ukłucia przez zainfekowaną pchłę; dalej zakażenie rozwijało się w węzłach chłonnych, które powiększały się znacznie, tworząc nabrzmiałe opuchliny zwane dymienicami. Następnie wywiązywała się wysoka gorączka, której towarzyszyły silne bóle, po czym w ciągu tygodnia dochodziło do śmierci chorego. W czasach, gdy nie znano źródła zakażenia, mogło się wydawać, że choroba dotyka przypadkowych ofiar. Określenie „czarna śmierć” wzięło się nie tylko od czarnej opuchlizny na ciele pacjenta, lecz także od czarnej rozpaczy w ogarniętej zarazą Europie, gdzie nie było komu grzebać zmarłych ani zbierać plonów z pól, przez co doszło do rozpadu normalnego życia. Miasto takie jak Luksemburg, leżące na przecięciu szlaków handlowych i pielgrzymkowych i mające sporą liczbę szpitali, było szczególnie narażone.

W lipcu 1434 roku książę Jan diuk Bedfordu zadecydował, że – pomimo znużenia i pogarszającego się stanu zdrowia – powinien wrócić do Francji. Mieszkańcy Paryża poprosili go o pomoc, kiedy w mieście zapanowało bezprawie, a transporty żywności przestały docierać do bram, zatrzymywane po drodze przez maruderów armii francuskiego króla. W towarzystwie Jakobiny wybrał się w podróż do Francji i zjawił się w Paryżu na Boże Narodzenie. Stryj Jakobiny, Ludwik Luksemburski, z ulgą przekazał władzę w ręce swego pana. W owym czasie Paryż był praktycznie oblężony przez rozbójnicze bandy rekrutujące się z obu stron konfliktu i jako tako bezpiecznie było tylko w jego murach.

Szala zwycięstwa jęła się chylić na niekorzyść Anglików i ich sprzymierzeńców, gdy coraz bardziej nacierały francuskie oddziały i coraz częściej buntowało się miejscowe chłopstwo. Wiosną 1435 roku para książęca przeniosła się do bezpieczniejszego Rouen, które wciąż pozostawało w angielskich rękach; diuk Bedfordu nadal starał się zapewnić Paryżowi zaopatrzenie, pilnując traktów z Normandii do stolicy, jednakże gdy nadeszła wiadomość o planowanych rokowaniach pokojowych w Arras, stan jego zdrowia pozostawiał wiele do życzenia.

Młody francuski król, koronowany przez Joannę d’Arc i coraz powszechniej znany jako Karol VII, nie zasypiał gruszek w popiele po początkowych zwycięstwach i wyrósł na potęgę. Tymczasem sprzeczka o Jakobinę pomiędzy diukiem Bedfordu i księciem Burgundii okazała się niezwykle kosztowna dla strony angielskiej. Książę Burgundii zrezygnował z przymierza z Anglią, zapewne kalkulując, że na francuskiego króla będzie miał większy wpływ aniżeli na angielskiego. Pokój zawarty w Arras oznaczał jego sojusz z Francją i izolację Anglii. Pozbawieni potężnego sojusznika Anglicy stracili znacznie na sile. Mimo to diuk Bedfordu wciąż starał się utrzymać zajęte terytoria, wydając rozkazy przykuty do łóżka słabością ciała.

król Francji Ludwik XI

Zamierzał wzmocnić garnizon w Calais, mianując nowego dowódcę. Wyznaczył na niego Ryszarda Woodville’a, trzydziestoletniego żołnierza, który wsławił się w szeregach angielskiej armii w Normandii, śladem ojca wstąpiwszy na królewską służbę. W miarę jak diuk Bedfordu słabł i zaczynał myśleć o sporządzeniu ostatniej woli, młoda księżna i młody dowódca garnizonu w Calais zbliżali się do siebie. Książę Jan diuk Bedfordu, nie zaprzestawszy pracy dla ojczyzny, zmarł w dniu 14 września 1435 roku. Został pochowany, zgodnie z własnym życzeniem, w znajdującym się w angielskich rękach mieście Rouen, które tak ukochał. Nie mogło być mowy o niesnaskach między małżonkami, albowiem książę Jan uczynił Jakobinę swą jedyną spadkobierczynią, hojnie zapisując jej wszystkie swoje majątki (z wyjątkiem jednego), a także słynną i cenną bibliotekę zawierającą opowieści o Camelocie.

Jakobina, obecnie dziewiętnastoletnia, zostawszy nagle zamożną wdową, w dalszym ciągu nie mogła postępować wedle własnej woli. Jej los – jako księżny z królewskiego rodu – leżał w rękach króla Anglii. I faktycznie, Henryk VI posłał po nią, wzywając do powrotu na dwór. W lutym 1436 roku oficjalnie przyznano jej spadek po mężu i wiano, pod warunkiem że nie wyjdzie za mąż bez królewskiej zgody; nie mogła więc mieć żadnych wątpliwości, że jej drugie małżeństwo zostanie w przyszłości ułożone przez członków rady królewskiej. Wszelako Jakobina była zakochana, młoda i zdeterminowana.

Jej wybranek Ryszard Woodville utrzymał garnizon w Calais pod atakiem przypuszczonym przez księcia Burgundii, Filipa Dobrego, który do tego czasu stał się jawnym wrogiem Anglii. Woodville nie oparł się oblężeniu i odepchnął siły burgundzkie, aczkolwiek musiał być wstrząśnięty – podobnie jak Jakobina – gdy Paryż pozostający w rękach Anglików odbili Francuzi...

Powyższy tekst jest fragmentem książki Philippy Gregory „Kobiety Wojny Dwu Róż: księżna, królowa i królowa matka”:

Philippa Gregory
„Kobiety Wojny Dwu Róż: księżna, królowa i królowa matka”
43 zł
Wydawca: Książnica
Liczba stron: 304
Seria: Wojna Dwu Róż
Format: 230x155mm

Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Philippa Gregory
Brytyjska pisarka. Uhonorowana nagrodą Romantic Novel of the Year Award nadanym przez Romantic Novelists' Association. Po polsku w 2013 r. nakładem Wydawnictwa Książnica ukazały się jej książki z serii Wojna Dwu Róż

Wszystkie teksty autora

Sonda!
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy