Opublikowano
2015-07-30 16:46
Licencja
Wolna licencja

Starcie, po którym zwycięzcy wiodło się gorzej niż przegranemu. Bitwa pod Warszawą 28-30 VII 1656 r.

Stoczona w 1656 roku pomiędzy oddziałami Rzeczypospolitej a siłami szwedzko-brandenburskimi bitwa warszawska jest jednym z niewielu starć w historii, z którego przegrany odniósł większe korzyści niż zwycięzca. Ponadto – według niektórych historyków – właśnie wtedy narodziła się potęga militarna Prus, której w XVIII wieku dane było zadziwić całą Europę.


Strony:
1 2 3

Na początku 1656 roku niemal cała Rzeczypospolita znajdowała się w rękach Szwedów, jednak wykorzystując znaczne rozproszenie oddziałów wroga, strona polska przystąpiła do ofensywy. Sygnał do walki ze Szwedami dał przede wszystkim powrót do kraju Jana Kazimierza.

Położenie Karola Gustawa pogarszało się z miesiąca na miesiąc. 7 kwietnia doszło do bitwy pod Warką. Liczące ok. 7 tysięcy ludzi oddziały polskie, którymi dowodzili kasztelan kijowski Stefan Czarniecki i marszałek wielki koronny Jerzy Sebastian Lubomirski, pokonały wtedy 2,5 tysięczną grupę Szwedów. Na ich czele znajdował się margrabia Fryderyk von Baden-Durlach. Starcie to pokazało, że mając przewagę liczebną Polacy i Litwini mogą spokojnie rywalizować ze Skandynawami w otwartym polu. Tego poglądu nie zmieniły majowe przegrane oddziałów Rzeczypospolitej pod Kleckiem i Kcynią.

Widok Warszawy autorstwa Erika Dahlbergha (XVII w., domena publiczna).

30 czerwca armia dowodzona osobiście przez króla Jana Kazimierza odbiła Warszawę. Historycy podkreślają olbrzymi udział przedstawicieli niższych warstw społecznych w zdobyciu miasta. Zagrożeniem dla odzyskanej stolicy były jednak znajdujące się pod Modlinem i Pomiechowem obozy szwedzkie. Polsko-litewski plan działania zakładał zniszczenie ich. Załamał się on jednak nie tylko ze względu na warunki atmosferyczne, ale tez z powodu opieszałości Jana Kazimierza, który nie potrafił pogodzić działań wojennych i jednoczesnego prowadzenia dialogu politycznego z Moskwą. Te okoliczności umożliwiły Karolowi Gustawowi koncentrację własnych sił i połączenie się ze sprzymierzonymi oddziałami brandenburskimi. Co gorsza, oddziały polsko-litewskie były rozłożone po obu stronach Wisły. Plan sprzymierzonych zakładał ich rozbicie poprzez szybkie działania z zaskoczenia.

Wieczorem 27 lipca na rozkaz Karola Gustawa rozpoczęto w okolicy Modlina przeprawę przez most na Narwi. Nad ranem uległ on rozerwaniu. Jego odbudowa zajęła sprzymierzonym cztery godziny.

Gdy ostatnie oddziały przechodziły na drugi brzeg, straż przednia docierała już do Jabłonny, wchodząc w kontakt bojowy ze stacjonującymi w okolicy oddziałami litewskimi. Rozpoczynał się trzydniowy bój o Warszawę.

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Karol X Gustaw, król Szwecji (aut. Davia Klöcker Ehrenstrahl, domena publiczna). Znajdujące się na prawym brzegu Wisły wojska Rzeczypospolitej składały się z 36 tysięcy ludzi (20 tysięcy jazdy, 4 tysiące piechoty, 2 tysiące Tatarów, 10 tysięcy pospolitego ruszenia) i 18 dział. Karol Gustaw natomiast dysponował 19 tysiącami żołnierzy (z czego 9 tysięcy stanowili poddani elektora, 12,5 tysiąca jazda, 6,5 tysiąca piechota) i 47 działami. Pole bitwy rozciągało się w dolinie Wisły o szerokości 4 kilometrów. Od wschodu ograniczał je pas bagien ciągnący się od Bródna po Białołękę.

Około godziny 16 doszło do pierwszych starć między broniącymi się w szańcach litewskimi chorągwiami a strażą przednią dowodzoną przez hrabiego Clausa Totta. Walki były pomyślne dla wojsk Rzeczypospolitej, gdyż Litwini zadali poważne straty napotkanemu nieprzyjacielowi. Nie pomogły wysłane przez Karola Gustawa na pomoc dwa dodatkowe szwadrony rajtarii. Król szwedzki był zaskoczony bardzo małą szerokością korytarza pomiędzy zalesionymi wydmami a Wisłą, która wynosiła jedynie niecały kilometr. Dlatego armia sprzymierzonych była zmuszona do bardzo powolnego przemieszczania się. Ten stan rzeczy uniemożliwiał też wprowadzenie naraz do walki dużej ilości żołnierzy.

Swoje zrobił też kontratak chorągwi litewskich. Na jego skutek Szwedzi zaczęli się wycofywać. Wówczas do walki ruszyły szwadrony z regimentu Karola Gustawa Wrangla pod bezpośrednim dowództwem ppłk. Andrzeja Plantinga, odpierając atak Litwinów. Walki pod polskimi szańcami przedłużały się. Widząc to Jan Kazimierz zdecydował się na śmiały manewr: nakazał jednemu z pułków jazdy litewskiej, aby uderzył w kierunku Wisły. Szerokość terenu wynosiła w tamtym miejscu 500 metrów, co umożliwiało w miarę swobodne rozwinięcie szarży.

Potop szwedzki: „zdrada” magnatów wydaje się zrozumiała

Czytaj dalej...

Manewr ten został jednak zauważony przez stronę przeciwną. Nim Litwini zdążyli uderzyć, Karol Gustaw rzucił przeciwko nim nowe cztery szwadrony rajtarii pod wodzą gen. Roberta Douglasa. Przeciwuderzenie polskie zostało w ten sposób udaremnione, a inicjatywę przejęli Szwedzi.

Następnie całą piechotę sprzymierzonych uszykowano w dwa rzuty i oddano pod komendę Ottona Sparra. Stłoczona w wąskim korytarzu ubezpieczała sprzymierzonych przed dalszymi atakami polsko-litewskiej kawalerii. Jednak ograniczone możliwości manewru pod ogniem artylerii Rzeczypospolitej powodowały, iż najbardziej wysunięta ku szańcom rajtaria sprzymierzonych ponosiła duże straty.

Pierwszy dzień bitwy pod Warszawą (aut. Erik Dahlbergh, domena publiczna).

Wobec zapadających ciemności, huku, kurzu i dymu, spowodowanego ostrzałami artyleryjskimi z obydwu stron, zaprzestano walki i przed godziną 20 oddziały sprzymierzonych wycofały się w głąb korytarza wiślanego.

Pierwszy dzień bitwy zakończył się sukcesem strony polsko-litewskiej, która nie tylko zatrzymała przeciwnika przed szańcami, ale zadała znaczne straty rajtarii szwedzkiej. Ogień ciężkiej artylerii, prowadzony do późnych godzin wieczornych, uczynił duże spustoszenia w szeregach skandynawskiej piechoty.

Nic dziwnego zatem, że w obozie sprzymierzonych nastroje były dosyć minorowe. Powszechnie odradzano Karolowi Gustawowi kontynuowanie walki. Król szwedzki jednak, jak stwierdza Peter Englund, „zaufał swojej naturze gracza” i zdecydował się na przyjęcie bitwy w dniu następnym. Przygotowywał dla Polaków i Litwinów kilka niespodzianek…

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Marka Groszkowskiego „Batoh 1652 – Wiedeń 1683. Od kompromitacji do wiktorii”

Autor: Marek Groszkowski
Tytuł: „Batoh 1652 – Wiedeń 1683. Od kompromitacji do wiktorii”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-7-7

Stron: 117

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

7,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Marek R |

Warto dodać , że liczebność husarii w tej bitwie do 300-500 koni litewskich zredukował już Radosław Sikora w książce : Na skrzydłach husarii (2008), s.135-138. Oczywiście uczynił to na podstawie dokumentów z epoki



Odpowiedz

Gość: Rem |

@pytacz Wikipedia wskazuje, że pomnik postawiono w miejscu, w którym znaleziono pochowanych żołnierzy



Odpowiedz

Gość: pytacz |

Czy ktoś mi wyjaśni, dlaczego pomnik (a raczej pomniczek) tej bitwy stoi przy Wale Miedzeszyńskim, na wysokości początku Gocławka? Do tej pory sądziłem, że tam też była któraś z bitew tej 3-dniówki, ale z artykułu wynika, że nie...



Odpowiedz

Gość: Autor |

Szczerze mówiąc nigdy nie wgłębiałem tej kwestii, ale na pewno nie była to taka rzeź jak ta w 1794



Odpowiedz

Gość: Boguś |

Czy źródła podają jaka liczba chłopów po bitwie została na praskim brzegu zabita?



Odpowiedz
Marek Groszkowski

Absolwent Instytutu Historycznego UW, doktorant na Wydziale Historii i Nauk Społecznych UKSW. Naukowo zajmuje się historią II połowy XVII wieku z naciskiem na historię wojskowości oraz historię Ukrainy.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org