Opublikowano
2014-09-16 09:00
Licencja
Wolna licencja

Unia hadziacka 1658 r. w oczach najnowszej historiografii polskiej i ukraińskiej

Zdrada i spisek polskich magnatów, czy szansa na polsko-kozackie pojednanie? Jeden z najważniejszych politycznych aktów wspólnej historii, czy eksperyment bez szans powodzenia? 356 lat temu zawarta została unia hadziacka.


1 2 3 4

Akt zaprzysiężenia przez Jana Kazimierza Unii Hadziackiej Kwestia politycznej współpracy Rzeczypospolitej Obojga Narodów z Kozakami w drugiej połowie lat 50. XVII w., zakończonej podpisaniem unii w Hadziaczu w 1658 r., budziła obustronne kontrowersje już u współczesnych. W wydawanych wówczas pismach politycznych i wymienianej korespondencji szlachta szeroko komentowała owo zagadnienie. Obecnie, pomimo upływu kilkuset lat, problem jest poruszany równie często, w dyskusje angażują się historycy nie tylko dwóch najbardziej zainteresowanych stron – polskiej i ukraińskiej. Szczególne zainteresowanie wykazuje historiografia naszych wschodnich sąsiadów, która od kilkunastu lat buduje własne, suwerenne spojrzenie na dzieje swego państwa, w tym Kozaczyzny. Możemy także obserwować okresową intensyfikację badań nad tym zagadnieniem, związaną np. z jego okrągłymi rocznicami – taka sytuacja zaistniała w 2008 r., w 350-lecie zawarcia traktatu. Celem mojej pracy jest krótkie zarysowanie różnych sądów wygłaszanych na przestrzeni kilku stuleci na temat unii oraz nieco bardziej szczegółowe skonfrontowanie ze sobą poglądów współczesnej historiografii.

Na początku wypada jednak zająć się problemem nazewnictwa. Porozumienie hadziackie bywa najczęściej określane dwoma terminami – unia i ugoda. Pomimo wielu studiów dotyczących tego zagadnienia, jak dotąd nie ujednolicono nomenklatury; co więcej, zdarza się, że owe określenia bywają używane zamiennie, nawet przez tych samych historyków1. Ta niekonsekwencja jest trudna do zrozumienia, pomimo faktu, że charakter traktatu był rzeczywiście niejednoznaczny. Nie mogąc zgodzić się z badaczami, którzy poprzez używanie terminu ugoda stawiają Hadziacz w jednym rzędzie z wcześniejszymi ugodami Rzeczypospolitej z Kozakami2, sądzę, że słuszniej byłoby określać go mianem unia. Traktat zakładał tak daleko idące zmiany w ustroju Rzeczypospolitej Obojga Narodów, że gdyby tylko zostały zrealizowane, całkowicie odmieniłby oblicze kraju, składającego się już wtedy z trzech teoretycznie równorzędnych części – Królestwa Polskiego, Wielkiego Księstwa Litewskiego i Wielkiego Księstwa Ruskiego. Właśnie to nie pozwala zaakceptować terminu ugoda, który sugeruje układ o zdecydowanie mniejszej randze. I choć zrozumiałe i niewątpliwie słuszne są twierdzenia, że unia była przez obie strony od początku traktowana jako konieczny tymczasowy kompromis, nie mający szans przetrwania, to skala uczynionych postanowień zmusza nas do określania jej tym właśnie mianem.

Zobacz też:

Od czasu pierwszych powstań kozackich w końcu XVI w. nastawienie polskich elit politycznych do ewentualnego porozumienia z Kozakami na zasadzie równości było jednoznacznie negatywne. Perspektywa nadania praw zwykłym poddanym, chłopom, uważanym za zwykłych buntowników spotykała się ze zdecydowaną dezaprobatą. Podobnie odnoszono się do możliwości przyznania równości prawosławiu3. Nastawienie to zmieniło się nieco około roku 1658, kiedy to w Warszawie zdano sobie sprawę, że utrzymanie silnej pozycji państwa w Europie Środkowej będzie zależało od odzyskania ziem wschodnich4. Największym zwolennikiem układania się z Kozaczyzną był dwór królewski. To właśnie spod pióra stronnika Jana Kazimierza, wojewody poznańskiego Jana Leszczyńskiego, wyszedł w lipcu tego roku dyskurs zatytułowany Pokoy s kiem? Czy z Szwedem, czy z Kozaki, czy z Moskwą?, w którym wyraził opinię, że najkorzystniej dla Rzeczypospolitej będzie układać się z Iwanem Wyhowskim, hetmanem kozackim5. Twierdził wręcz, że ani wolność kozacka nie może istnieć bez Polaków i Litwinów, ani polska bez Kozaków6.

Jan Kazimierz Waza Niepowodzenie planów powstania Rzeczypospolitej Trojga Narodów spowodowało skrajnie różne oceny unii hadziackiej7. Wawrzyniec Rudawski uważał traktat za jedynie kolejną ugodę, na dodatek zawartą przez Wyhowskiego w imię jego prywatnych interesów. Pamiętnikarz Mikołaj Jemiołowski zaznaczał, że porozumienie zostało wymuszone na znajdującej się w złej sytuacji Rzeczypospolitej. Natomiast Joachim Jerlicz doceniał wprawdzie wartość pokoju z Kozakami, lecz jednocześnie traktował go jako zdradę. Najprzychylniejsze opinie głosili pisarze związani z dworem. Wespazjan Kochowski nazwał go wiekopomnym dziełem, które jednak zostało zniszczone, głównie z winy Kozaków. Podobnego zdania był też Samuel Twardowski.

Na następne ponad dwieście lat temat ten zniknął niemalże z historiografii. Zainteresowanie nim odrodziło się dopiero w II poł. XIX w. Rosyjska historyk Tatiana Jakowlewa, zajmująca się omawianym tu zagadnieniem i publikująca na Ukrainie, wyróżniła w przeszłości dwa główne okresy zwiększonego zainteresowania tematem Hadziacza: początek XX w. (ale można również mówić bardziej ogólnie o przełomie XIX i XX w.) oraz lata 60. i 70. ostatniego stulecia8.

E-book „Batoh 1652 – Wiedeń 1683. Od kompromitacji do wiktorii”:

Autor: Marek Groszkowski
Tytuł: „Batoh 1652 – Wiedeń 1683. Od kompromitacji do wiktorii”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
ISBN: 978-83-934630-7-7
Stron: 117
Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

7,9 zł

(e-book)

Przypisy:

1 Najwyraźniej widać to w materiałach zgromadzonych w tomie 350-lecie Unii Hadziackiej (1658-2008), red. T. Chynczewska-Hennel, P. Kroll, M. Nagielski, Warszawa 2008, w którym różni autorzy używają różnych terminów, niezależnie od tytułu zbioru.

2 J. Kaczmarczyk, „Działo się w obozie pod Cudnowem dnia 17. Octobra Anno 1660”, [w:] Z dziejów Europy Środkowo-Wschodniej. Księga pamiątkowa ofiarowana prof. dr. hab. Władysławowi A. Serczykowi w 60. rocznicę Jego urodzin, Białystok 1995, s. 221.

3 L. Kubala, Wojny duńskie i pokój oliwski 1657-1660, z przedm. L. Finkla, Lwów 1922, Szkice historyczne ser. 6 [reprint: Poznań, 2005], s. 250.

4 P. Kroll, Od ugody hadziackiej do Cudnowa. Kozaczyzna między Rzecząpospolitą a Moskwą w latach 1658-1660, Warszawa 2008, s. 62-63 i Т. Яковлева, Гетмьанщина в другій половині 50-х років XVII століття. Причини і початок Руїни, Київ 1998, s. 153.

5 J. Kaczmarczyk, Rzeczpospolita Trojga Narodów. Mit czy rzeczywistość. Ugoda hadziacka – teoria i praktyka, Kraków 2007, s. 16-17.

6 Por. cytat w: A. B. Pernal, The Union of Hadiach (1658): Its Genesis, Terms and Significance, [w:] 350-lecie Unii Hadziackiej…, s. 50.

7 Poniższą analizę przeprowadziłem gł. na podstawie: J. Kaczmarczyk, Rzeczpospolita…, s. 139-150 oraz Т. Яковлева, Гетмьанщина в другій половині..., s. 8-40.

8 Tamże, s. 305.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

1 2 3 4

Gość: Tomek |

Bardzo ciekawe opracowanie. Duzo interpretacji w jednym miejsu. Mnie (jako osobie malo bieglej w kwestiach historii polskiej) uzytecznym wydaje sie na koncu najzwyklejsze wypunktowanie przedstawianych elementow, tak by to bylo latwiejsze do pojecia :)



Odpowiedz

Gość: Drax |

Ciekawe opracowanie, chociaż - z uwagi na syntetyczny charakter pracy - brak mu smaczku naukowej analizy. Cóż, może któregoś dnia starczy mi czasu, by zajrzeć przynajmniej do niektórych cytowanych opracowań. Tym czasem dziękuję za przypomnienie o tym arcyciekawym punkcie naszej historii.. Na koniec dodam, że być może warto by wzbogacić artykuł o nieco bardziej rozbudowane przedstawienie okoliczności zawarcia Unii. Z moich osobistych doświadczeń wynika, że człowiek, który naukę historii zakończył na ogólniaku, a nie jest pasjonatem akurat XVII w., ma nikłe szanse orientować się w omawianym problemie bez takiego wprowadzenia ;)



Odpowiedz

Gość: Tomasz Kowal |

Przyznam szczerze, że pierwotnie tekst miał zawierać przynajmniej pobieżne przedstawienie okoliczności zawarcia unii. Ten element niewątpliwie byłby tu przydatny. Jednak z uwagi na ograniczenie czasowe (na OZHS miałem na jego zaprezentowanie tylko 15 minut), musiałem swoje zamierzenia zweryfikować i wyszło tak, jak wyszło. ;-)



Odpowiedz

Gość: Likurg |

Można by jeszcze wrzucić do tego przeglądu bardzo ważne oceny Korzona, Konopczyńskiego czy współczesne - Markiewicza.



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

Przy ocenie tej unii/ugody brak zupełnie oczywistego stwierdzenia: jej postanowienia nie mogły być trwałe, gdyż przedstawicielami strony kozackiej nie były osoby od pokoleń znajdujące się w elicie społecznej tamtych czasów. Przecież nigdzie na świecie, w jakimkolwiek państwie, władzy nie reprezentowali wybrańcy czerni! Rzplita więc, w oczach własnej klasy politycznej, jak i w oczach postronnych, mogła traktować ową ugodę tylko jako posunięcie taktyczne, bowiem prawdziwą legitymację do reprezentacji ziem ukrainnych mogli wówczas mieć tylko Romanowicze lub Giedyminowicze. Nawet gdyby ugoda hadziacka oparta była na bardzo korzystnych dla obu stron postanowieniach, nie mogłaby się ostać, gdyż ciążył na niej grzech pierworodny: umawiające się strony nie były należycie reprezentowane z punktu widzenia ówczesnej mentalności.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Przecież ci "wybrańcy czerni" nie reprezentowali li tylko Kozaków, jako siły politycznej i wojskowej, ale też prawosławne duchowieństwo i mieszczaństwo Ukrainy, od wybuchu powstania Chmielnickiego związane z hetmanatem kozackim. Gdyby elity Rzplitej nie uznawały tej legitymacji, to po co w ogóle negocjowałyby z Kozakami?. Jaki sens paktowania z kimś, kogo uważamy za pozbawionego realnej władzy? Czy do zawierania trwałych porozumień potrzeba koniecznie z obu stron osób "od pokoleń znajdujących się w elicie społecznej"? Czy może wystarczy jednak realna władza, jaką reprezentują?



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

Ta realna władza była tymczasowa, o czym najlepiej świadczy fakt, że nie potrwała długo. A i tak była ewenementem w ówczesnym świecie, który dawał prawo do decydowania o państwie wyłącznie odwiecznym elitom.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Cały ustrój Rzplitej opierał się zresztą na zasadzie elekcji. Jak i ustrój Siczy. Magnat Sobieski mógł być królem Rzplitej, ale szlachcic Wyhowski nie mógł być prawowitym hetmanem Siczy? Można by więc stwierdzić, że z racji niekrólewskiego pochodzenia Sobieskiego nie miał on "szacunku" wśród innych władców. I jego panowanie było skazane na krótkotrwałość. Tyle, że fakty temu przeczą...



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Ta realna władza hetmanatu potrwała do początku XVIII wieku. O tym, że nie potrwa kolejne trzy wieki nikt oczywiście nie wiedział. A "ówczesny świat" znał setki przypadków legalizacji przez "zasiedzenie" różnych władz niepochodzących od "odwiecznych elit". Choćby władz republik miejskich czy księstw Italii. Jakoś elity Rzplitej, do gruntu szlacheckie, nie miały problemów z paktowaniem z dożą weneckim...



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

Władzę we włoskich republikach miejskich sprawowali nie łyczkowie - jak na ziemiach ukrainnych, lecz arystokraci miejscy, często wywodzący się z ziemiaństwa, które to ziemiaństwo - jako profesja - było mniej intratne od zajęć mieszczańskich. Oprócz tego Włochy to wyjątek, bo np. w Anglii, krajach niemieckich lub Niderlandach - gdzie miasta były także silne - władzę polityczną powierzano tradycyjnej arystokracji rodowej.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Arystokraci miejscy wywodzili się jednak z łyczków właśnie, kupców, armatorów, bankierów, rzadko ze szlachty miejskiej. Zresztą w Rzplitej elity weneckie odbierane były jako mieszczańskie, podobnie zresztą jak angielski parlament. W Niderlandach zaś istniał stary spór miedzy arystokracją rodową a bogatym kupiectwem, reprezentowany przez konflikt domu Orańskiego z wielkimi justycjariuszami Holandii. Przez dwa wieki. Decyzje podejmowały jednak Stany generalne, złożone z przedstawicieli obu warstw. Pomijam tu fakt, że w księstwach włoskich dynastie nowożytne często wywodziły się z ambitnych kondotierów, czasem szlacheckiego, czasem zaś np też bankierskiego pochodzenia. Wszystko to jednak i tak ma niewielkie znaczenie, ponieważ pan rzucił jakimś apriorycznym twierdzeniem, niczym nie popierając swojego kategorycznego zdania, jakoby strona reprezentująca Rzplitą nie uznawała władzy hetmanatu, z którym się układała w 1658, za legalną. Opierając się na tym niepopartym dowodami założeniu wysnuł zaś pan wniosek, że unia z tej racji nie mogła być trwała. Trudno serio dyskutować z założeniem opartym na innym założeniu, gdy brak argumentów na poparcie pierwszego z nich choćby...



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Zresztą- unię hadziacką podpisywała nie czerń, a starszyzna, hetman Wyhowski, Niemirycz- byli szlachcicami. Rzplita uznawała status hetmanatu od czasów pierwszych negocjacji z Chmielnickim, a Potop i powstanie Chmiela sporo namieszały w głowach polskiej szlachty, poddając w wątpliwość "oczywiste oczywistości" (jak chociażby wcześniejszy sprzeciw dla istnienia licznej stałej armii). Negocjowano z Kozakami od czasów Władysława IV już i jakoś nie odbierano im, jako podmiotowi, prawa do legalnego istnienia, skoro nadawano im lub odbierano przywileje, manipulowano rejestrem, zawierano ugody po kolejnych buntach. Gdy Rosja wskutek ugody perejasławskiej i wojny z Rzplitą poddała sobie hetmanat, też uznawała jego legalność, gdy zaś go w końcu połknęła, starszyzna kozacka zyskała status rosyjskiej szlachty. Car Rosji mógł zatem uznawać starszyznę i hetmanat za władzę legalną, ale polski król i sejm- nie mogły? To z kim zawierali tę ugodę hadziacką? Z przypadkowymi przechodniami?



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

W końcu- same warunki unii hadziackiej stanowiły ostateczną legalizację elit kozackich- prawosławni władycy mieli zasiąść w senacie, Ukraina miała zyskać własnych ministrów, prawo do wyboru króla i posłów na równi ze szlachtą Polski i Litwy, tysiąc członków starszyzny dostało prawa szlacheckie, a stu kolejnych co roku miało je dostawać z rak polskiego króla, po zatwierdzeniu przez hetmana. Jeśli to nie jest wystarczająca legitymizacja, to co nią jest?



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

Nie napisałem, że Rzplita uznawała hetmanat za władzę nielegalną. Z treści moich wywodów wynikało jednoznacznie, że wybrańcy czerni - z racji siły militarnej - stanowili wówczas realną władzę, lecz nie byli przez współczesne elity władzy (nie tylko polskie) szanowani, więc porozumienie zawarte z nimi pod przymusem nie mogło się ostać.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Wszystkie porozumienia zawiera się pod przymusem- okoliczności, czasu, braku środków do dalszej walki, zdecydowanej przewagi jednej ze stron etc. Czy współczesne elity władzy nie szanowały Wyhowskiego albo Niemirycza? Dowody? Cesarze bizantyjscy zawierali porozumienia z watażkami koczowniczych klanów, płacąc im za utrzymanie pokoju, chrzcząc ich, wydając za nich kuzynki i inne pociotki, jednocześnie uważając ich za dzikusów, kozoje...ów i pogan niereformowalnych. I to nie cesarze, a koczownicze plemiona te porozumienia nieustannie zrywały. O trwałości porozumienia nie decyduje i nie decydowało "szanowanie" strony przeciwnej (skoro zawieram z nią porozumienie, to już uznaję ją za podmiot do takiego porozumienia zdolny, upodmiatawiam ją tym samym) ale interesy obu stron. "bowiem prawdziwą legitymację do reprezentacji ziem ukrainnych mogli wówczas mieć tylko Romanowicze lub Giedyminowicze. "- "Nie napisałem, że Rzplita uznawała hetmanat za władzę nielegalną." Dostrzegam sprzeczność. Zatem za jaką wadzę uznawała Rzplita hetmanat? (swoją drogą- jedyną legitymacją Romanowów do reprezentacji ziem ukrainnych mogła być ugoda perejasławska, zawarta wszak z tym samym podmiotem- hetmanatem :) ) "więc porozumienie zawarte z nimi pod przymusem nie mogło się ostać."- mogło zatem, gdyby Wyhowski zdołał narzucić władzę czerni, to w końcu jednak ona zdecydowała o odrzuceniu porozumienia, nie zaś- obrażeni na "niegodną" stronę kozacką przedstawiciele sejmu... Jednak poczekam na jakieś argumenty rzeczowe....



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

Palnąłem głupstwo! Napisałem przedwczoraj o Romanowiczach, myśląc o Rurykowiczach. Resztę podtrzymuję, bowiem nawet w republikach kupieckich nuworysze - choćby najbogatsi - nie mogli stać na czele organizmów państwowych.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Wyhowski czy Niemirycz nie byli żadnymi nuworyszami. Nikt nie podważał ich szlachectwa.



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

Sobieski był magnatem, w dodatku skoligaconym z wieloma znakomitymi domami Rzplitej, a nie zwyczajnym szlachcicem, jak twierdziła legenda sarmacka. Najważniejsze zaś, że był wsławionym wieloma zwycięstwami dowódcą, co w ówczesnej mentalności europejskiej zasługiwało na koronę (vide kondotierzy). Mimo to panujące domy Europy nie kwapiły się by wydawać swe córki za Sobieskiego juniora, zaś protokoły dyplomatyczne na innych dworach dawały jego przedstawicielom poślednie miejsca. A jaką rangę w ówczesnej hierarchii europejskiej mieli Niemirycz lub Wyhowski? Zapewne dosyć wysoką, gdy dzierżyli dowództwo nad wojskiem, lecz ranga ta mogła w każdej chwili, pod wpływem demagogicznego okrzyku któregoś z mołojców, spowodować zawiedzenie ich na stryczek lub na pal.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Niemirycz czy Wyhowski nie musieli posiadać legitymizacji w oczach europejskich dworów, tylko w oczach szlachty Rzplitej, do której należeli. Pan wybaczy, ale cały czas kręci się wokół kwestii poza tematem. Postawił pan, jak zwykle kategorycznie, tezę, której nijak pan nie udowodnił.Wsio.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Czy kiedy sułtan turecki, przyjmując hołd hetmanatu w latach 70-tych XVII wieku, też nie traktował go jako legalnej, szanowanej przez siebie władzy kozackiej? I też nie uznawał tego hołdu za trwały vel pełnoprawny? Niezależnie od odpowiedzi- nijak nie udowodnił pan swojej tezy.



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

Zacznijmy od początku. Przyrodzonymi panami ziem ukrainnych (jak ich wówczas nazywano), byli książęta wywodzący się od Ruryka lub Giedymina, i tylko takich ówcześni byli gotowi szanować. Wyhowski i Niemirycz reprezentowali hałastrę, która zdobyła władzę dzięki przemocy, z którą należało się liczyć, lecz nie legitymizować. Sobieskiemu, w odróżnieniu od kozaków, nikt nie zarzucał, że jest uzurpatorem.



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

Pominąłem, że legalne prawa do tych ziem mieli również ci, którzy weszli w ich posiadanie poprzez koligacje, zakup lub nadania królewskie. Pominąłem także pytanie: skąd Pan wie, że szlachta Rzplitej szanowała i trwale legitymizowała władzę Wyhowskiego i Niemirycza? A jest to przecież istota tego problemu. Gdybym nawet nie miał racji (w co wątpię), to takie domniemanie należało i tak uwzględnić w ocenie przyczyn nietrwałości unii/ugody.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Skąd wiem, że szanowała? Ponieważ to ta szlachta właśnie, reprezentowana przez sejm, zawarła i ratyfikowała ugodę hadziacką. Skąd pan wie, że nie szanowała i nie nastawiała się na trwałość tej ugody, bo o to w całym pańskim twierdzeniu chodzi...? Za moim zdaniem przemawia fakt, że ugodę negocjowano i zawarto. Za pańskim? Na pewno nie jej nietrwałość, bo to nie strona polska umowę zerwała...Zatem? Ale trzeba pochwalić pana za skromność: "Gdybym nawet nie miał racji (w co wątpię), to takie domniemanie należało i tak uwzględnić w ocenie przyczyn nietrwałości unii/ugody." :} Na pewno.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Może zresztą autor autor ustosunkuje się do pańskiego kategorycznego postulatu ("Przy ocenie tej unii/ugody brak zupełnie oczywistego stwierdzenia: jej postanowienia nie mogły być trwałe, gdyż przedstawicielami strony kozackiej nie były osoby od pokoleń znajdujące się w elicie społecznej tamtych czasów.").



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

Dodam jeszcze jeden przyczynek do małej - z definicji - trwałości tej ugody: egzulanci, często z bardzo znakomitych rodów i skoligaceni z możnowładcami Rzplitej, którzy wywierali znakomity wpływ na nastroje ówczesnej klasy politycznej. Musieli zrobić wszystko, aby odzyskać swe utracone na rzecz pospólstwa majątki i związane z nimi urzędy i godności. Tematyka obrad sejmowych w czasach pohadziackich była wielokrotnie zdominowana problemami uchodźców z tych terenów, skutecznie przekonujących brać szlachecką, że postanowienia tej ugody są tylko prowizoryczne, bo wymuszone siłą.



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Jakoś egzulanci z Czernihowszczyzny, Smoleńszczyzny i Siewierszczyzny nie zdołali zapobiec pokojowi Grzymułtowskiego, zatwierdzającemu postanowienia rozejmu andruszowickiego. Nadal nie podał pan żadnego dowodu, tylko przyczynki, na poparcie swojej tezy, więc to fantastyka.



Odpowiedz

Gość: Mateusz |

Zobaczymy jak na ocenę unii wśród Ukraińców wpłynie obecna agresja Rosji na Ukrainę.



Odpowiedz

@Gość: Mateusz Średnia klasa ma pozytywny stosunek do Unii Hadziackiej , czerń nawet nie wie co to jest. Nic się nie zmieniło z 16 wieku



Odpowiedz
Tomasz Kowal

Student historii na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Członek Koła Naukowego Historii Krajów Europy Wschodniej UMCS. Obszary zainteresowań badawczych: stosunki polsko-ukraińskie, historia XX wieku, historia miasta Lublina.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org