Opublikowano
2012-08-17 19:01
Licencja
Wolna licencja

Jeremi Wiśniowiecki – dziecko dramatycznej epoki

17 sierpnia 1612 roku w Łubniach urodził się Jeremi Michał Wiśniowiecki – postać do dziś budząca skrajne emocje i ogromne kontrowersje. Przez jednych wręcz uwielbiany, przez innych odsądzany od czci i wiary. W jego losach jak w soczewce skupiły się dzieje Rzeczpospolitej, Ukrainy i zamieszkujących je narodów.


Strony:
1 2 3 4

Wiśniowieccy, będący jedną z linii Zbaraskich, to jeden ze starych rodów książęcych wywodzących się od księcia litewskiego Giedymina (tak jak między innymi Jagiellonowie), należeli więc do najznamienitszych rodzin Wielkiego Księstwa Litewskiego i południowo-wschodniej części Korony.

Ojciec Jeremiego, Michał Wiśniowiecki, choć posiadał ogromne dobra, tonął nieustannie w długach, prowadząc przy tym dość niespokojne życie – czterokrotnie skazano go na banicję za napaści i grabieże w dobrach sąsiadów. Przede wszystkim jednak kilkakrotnie brał udział w zbrojnych wyprawach mających na celu osadzenie na Mołdawskim tronie przychylnego Rzeczpospolitej i jej magnatom władcy. Michał był zięciem jednego z nich, a w 1615 roku pomógł zdobyć władzę jego synowi, Aleksandrowi. Ten nie był jednak zbyt kochany przez poddanych (a przynajmniej nie przez wszystkich), którzy postanowili pozbyć się jego głównego protektora. 5 stycznia 1616 roku, w dniu prawosławnego Bożego Narodzenia Michał Wiśniowiecki przyjął komunię świętą, wraz z którą podano mu truciznę. Zmarł po dwóch dniach, osierocając niespełna czteroletniego Jeremiego, dla którego niewielkim pocieszeniem musiało być to, że popa-truciciela spalono żywcem.

Korybut – herb Wiśniowieckich (rys. Avalokitesvara i Tadeusz Gajl, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana)

Katolik ochrzczony w cerkwi

Trzy lata później zmarła również matka przyszłego postrachu kozaków, a on sam trafił pod opiekę dalekiego krewnego Konstantego Wiśniowieckiego. Podczas gdy Michał był głęboko ponoć wierzącym wyznawcą prawosławia, Konstanty był już przedstawicielem tej części ruskiej magnaterii, która uległa polonizacji i przeszła na katolicyzm. Ochrzczony w cerkwi Jeremi został wysłany na naukę do kolegium jezuickiego i po uzyskaniu pełnoletności dokonał oficjalnej konwersji. Wydaje się, że był to szczery akt wiary wynikający z wychowania w określonym środowisku.

Polonizacja i wiążąca się z nią katolicyzacja ruskich elit to zjawiska charakterystyczne dla pierwszej połowy XVII wieku. Choć wynikały w głównej mierze z większej atrakcyjności kultury polskiej w porównaniu do ruskiej, w kwestiach religijnych miały również podłoże koniunkturalne. W kraju stopniowo coraz bardziej zdominowanym przez katolików, którym rządził oddany kontrreformacji katolicki król (Zygmunt III), przyłączenie się do zwycięskiego obozu musiało jawić się jako korzystne z materialnego i politycznego punktu widzenia. Trudno tu jednak generalizować, a rozdawnictwie dóbr i urzędów decydowały w ogromynym stopniu również czynniki inne niż wyznaniowe.

Jeremi Wiśniowiecki, portret nieznanego autorstwa, prawdopodobnie XVIII wiek Warto podkreślić, że nowsze badania historyków pokazały, iż konwersje na katolicyzm były częste jedynie wśród magnaterii, zaś średnia i drobniejsza szlachta pozostawały wierne prawosławiu. Wielu też katolików pozostawało jednocześnie protektorami prawosławia i prawosławnych poddanych i obok kościołów czy klasztorów fundowało oraz wspierało finansowo także cerkwie i zbory. Nie inaczej było w przypadku Jeremiego, którego rodzice spoczywali wszak w cerkwi na zamku w Wiśniowcu, a ich syn polecał w swoim testamencie otaczać ją wszelaką opieką.

Z polskiej perspektywy wszystko to może wydawać się czymś pozytywnym: wpływy polskiej kultury rosły, konwersje na katolicyzm dokonywały się w sposób niewymuszony, a katoliccy magnaci dbali o swych prawosławnych poddanych. Zupełnie inaczej sprawa ta rysować się może z ukraińskiego punktu widzenia: oto Jeremi i jemu podobni wciąż bywają postrzegani jako odszczepieńcy i koniunkturaliści przyczyniający się do osłabienia ruskiego czy wręcz ukraińskiego żywiołu narodowego. Niewątpliwie podziały kulturowe i wyznaniowe zaczęły nakładać się na stanowe i majątkowe, co ujawniło się z całą mocą w dobie powstania Chmielnickiego, mającego przynajmniej częściowo charakter wyniszczającej wojny domowej, a zdaniem niektórych wojny narodowowyzwoleńczej.

Dobry gospodarz czy ciemiężyciel?

Wiśniowiecki odziedziczył ogromne dobra na Wołyniu i zadnieprzańskiej Ukrainie, które dodatkowo znacznie powiększył. Ziemie położone na lewym brzegu Dniepru były jednak słabo zaludnione i wymagały intensywnej kolonizacji, jeśli miały przynosić dochody. Prowadzili ją już mniej lub bardziej energicznie przodkowie Jeremiego, jednak nie mogli oni poszczycić się tak wielkimi sukcesami jak on. Podczas gdy jeszcze w 1640 roku w jego włościach znajdować się miały 7603 dymy (czyli domy), o tyle pięć lat później było ich już ponoć 38 000! Książę dbał o ochronę swych ziem przed najazdami tatarskimi, które były dla południowo-wschodniej Rzeczpospolitej prawdziwą plagą, łożył pieniądze nie tylko na kościoły czy zakładanie nowych miasteczek, ale również na prawosławne i katolickie szkolnictwo. Zadnieprze rozkwitało.

Intensywna kolonizacja, którą prowadził nie tylko Wiśniowiecki, ale też pozostali magnaci (często polskiego pochodzenia), miała też jednak swoją drugą stronę. Wraz ze wzrostem zaludnienia wzrastał też poziom kontroli sprawowanej przez właścicieli ziemskich nad swoimi poddanymi, a różnego rodzaju świadczenia, do jakich byli zobowiązani, stawały się stopniowo coraz bardziej uciążliwe (mimo iż były mniejsze niż na zachodzie Rzeczpospolitej). Przyczyniało się do tego powszechne oddawanie dóbr w dzierżawę, bowiem gospodarujący w magnackich dobrach najemcy dążyli do maksymalizacji zysku w krótkim czasie kosztem podległej ludności. Procesy te zbiegły się z napływem na Ukrainę polskiej szlachty i magnaterii (choć był on znacznie mniejszy niż dawniej sądzono), a także Żydów, którzy stali się wkrótce głównymi arendarzami karczm, młynów, warzelni soli, wytwórni potażu i tym podobnych, przez co skupiali na sobie nienawiść ruskich chłopów. Podziały majątkowe i stanowe znów nakładały się na etniczne.

Posiadłości magnaterii polskiej w XVI–XVII wieku. Widoczne zaznaczone na czerwono ogromne zadnieprzańskie posiadłości Wiśniowieckich (rys. Maciej Mathiasrex Szczepańczyk i Halibutt, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana)

Kolonizacja ukrainnych stepów została dramatycznie przerwana przez wybuch powstania Chmielnickiego. Okazuje się, że stało się to w przeddzień wydarzeń, które mogły oznaczać szybki koniec siczy zaporoskiej i całej kozaczyzny w Rzeczpospolitej. W lutym 1648 roku Wiśniowiecki otrzymał od króla nadanie rozległych obszarów wokół dnieprzańskich porohów, na których znajdowały się główna kozacka siedziba. Gdyby Jeremi przeprowadził na tym obszarze skuteczną akcję kolonizacyjną, budując tu umocnione gródki, wokół których mogłaby skupiać się ludność wiejska, kozaczyzna w ciągu kilku, najdalej kilkunastu lat zniknęłaby zapewne z kart dziejów.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Tomasz |

"Prawda o Jeremim Wiśniowieckim" - ciekawy artykuł z londyńskich "Wiadomości" z 1950 roku, gorąco polecam. Do przeczytania tutaj: http://retropress.pl/wiadomosci/prawda-o-jeremim-wisniowieckim/



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

Ród Wiśniowieckich, wbrew twierdzeniom Autora, nie jest zaliczany przez heraldyków do Giedyminowiczów, lecz do Rurykowiczów z linii turowsko-pińskiej. Nie przeszkadzało to jednak reprezentantom tego książęcego rodu, by współczesnym przedstawiać się w roli potomków Giedymina, gdyż pochodzenie od niego - dzięki koronom królewskim w Polsce, Czechach, na Węgrzech oraz koligacjom z wielu innymi rodami panującymi - uchodziło za znacznie bardziej prestiżowe. To i tak niewielkie wykroczenie w porównaniu z Radziwiłłami, którzy - dzięki m.in. Janowi Dugoszowi - określali się jako potomkowie rzymskich senatorów.



Odpowiedz

Gość: JAQ |

"Trzeba jednak stwierdzić z całą mocą, że nie było w 1648 roku i w latach następnych żadnych szans na porozumienie, które zadowalałoby obie strony" to wiedza czy opinia? XIX wieczny historyk Karol Szajnocha sceptycznie oceniał talenta sławnego kniazia "Jeremi Wiśniowiecki nie posiadał nąjmniejszej iskry twórczości. Świadczy o tern najlepiej ciągła szczupłość jego sił zbrojnych, które najczęściej zaledwie 6,000 ludzi liczyły, a których on niczem zwiększyć nie umiał. Zamiast obyczajem, wielkich hetmanów ściągnąć nieznacznie coraz większą wkoło siebie potęgę, stać się ogniskiem wielkiego wysilenia narodowego, pozostał on tylko śmiałym, dziwów odwagi i zuchwalstwa zdolnym harcerzem. Chwaliły mu wprawdzie niekiedy głósy życzliwe, iż ten harcerstwem na czele kilkutysięcznej garstki junaków rozbijał niezmierną moc hultajstwa iż, uderzywszy jednego razu w 6,000 koni na 60,000 dziczy chłopskiej pod różnymi hersztami ubił z niej 10,000 w pogoni ku Parowiczem wszystkiem jednak, nie osiągnął książę Jeremi w rzeczywistości nic więcej nad chwilowe połyski szczęścia, nad wysilenia rzadkie i coraz rzadsze. Szczupłe siły książęce codziennie umniejszały się w bojach, proszony o pomoc od zagrożonych napadem hultajskim miast, musiał jej nieraz odmówić, nie mając więcej nad tysiąc kilkaset, ludzi pod bronią, a taka garstka cóż sprawić mogła przeciw 60 000, 80,000, nierzadko krociowi chłopstwa. wybornie w tych stronach włożonego do broni. Jedynym w takiem położeniu ratunkiem pozostało nadrabiać bezprzykładną srogością, przewyższać dzicz chłopską okrucieństwami" ("Dwa lata dziejów naszych" s. 49 https://archive.org/details/dziea07szajgoog) "Nie szczędził więc książę Jeremi żadnych mąk dla rzucenia postrachu i przerażenia na chłopów, lecz przeciw oczekiwaniom nie przyniosły one skutku pożądanego. Zastraszyć bowiem, przerazić, może tylko mocniejszy, srogie postrachy Wiśniowieckiego nie poparte dostatkiem sił do całkowitego zgniecenia wrogów, drażniły ich tylko bezużytecznie" (ibidem s.51), zasię Jaremę dzielnym zwący Władysław Konopczyński pisze, że kanclerz Ossoliński "z Chmielnickim dążył do zawieszenia broni. Jeszcze kompromis wydawał się możliwy, jeszcze zwycięzca spod Korsunia [Chmiel] żądał dla Kozaków autonomicznego państwa tylko po Białą Cerkiew, przy podniesieniu rejestru do 12 000, a dla prawosławia zwrotu zabranych cerkwi w Lublinie, Sokalu, Krasnymstawie, Włodzimierzu, tudzież zabezpieczenia praw kleru dyzunickiego na Litwie i Rusi. Tymczasem bunt, nawet po odejściu Tatarow do Krymu, szerzył się dalej, więc i samoobrona nie mogła ustawać. Wiśniowiecki wpadł zza Prypeci na Ukrainę i szedł ku Wołyniowi, broniąc na własną rękę fortun szlacheckich, a tępiąc bez litości hultajstwo, aż 25 - 27 lipca starł się pod Krasnymstawem z wielką kupą watażki Krzywonosa. Pobić się nie dał, wojny też nie rozstrzygnął, a pokój uniemożliwił." "W całym rozdźwięku najfatalniejsze było to, że zaciekłość zwolennikow represji a zarazem głównych winowajców nieszczęścia odbierała nadzieję racjonalnej polityki na wschodzie po przyszłym zwycięstwie, a łatwowierność poczciwego Kisiela i zbytnia wiara w układy Ossolińskiego paraliżowały samą obronę polskości." ("Dzieje Polski nowożytnej" Rozdział XIII "Okres walki ze Wschodem 1648-1655")



Odpowiedz

Gość: RR |

@Gość: JAQ Szajnochowe i Konopczyńskiego bzdury, które tu zacytowałeś nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. O ile warto jeszcze zapoznać się ze źródłami publikowanymi przez Szajnochę w "Dwóch latach ..." to Konopczyński nigdy powstania Chmielnickiego nie badał i nie miał o nim zielonego pojęcia. Do takich ogólnikowych pozycji jak "Dzieje Polski nowożytnej" odnosił się nie będę żeby nie wyjść na głupka, natomiast warto sprostować wymysły Szajnochy, który choć badał temat to najwyraźniej miał jakieś swoje idee fixe i stąd zapewne jego niechęć do księcia. Faktem jest np., że nieco przed objęciem komendy przez Zasławskiego Wiśniowiecki zgromadził blisko siebie 15 000 wojska, z czego blisko 10 000 stało w samym jego obozie. To tyle na temat niezdolności księcia do organizowania oporu-6000 a później 4000 to same jego wojska prywatne, nawiasem mówiąc największe w RPtey z wojsk prywatnych (Zasławski zbierał co najwyżej 2000, Koniecpolski do 3000), co do jego zdolności twórczych-choćby wzrost liczby dymów na Wiśniowiecczyźnie świadczy o tym jakim był gospodarzem-polecam tu biografię księcia autorstwa Tomkiewicza.



Odpowiedz

Gość: Mim |

"Autentyczność spoczywającej tam mumii budzi jednak wątpliwości"? Profesor Widacki w zasadzie dowiódł, że nie są to zwłoki Jaremy ("Detektywi na tropie zagadek historii").



Odpowiedz

Gość: sabrex11 |

Od dłuższego czasu pojawiają się informacje o darowaniu Jeremiemu terenów około siczowych. Czy te informacje może ktoś potwierdzić? Są jakieś dokumenty? No bo jeśli tak, to rzuca to inne światło na wyprawę "w stepy" tuż przed wybuchem powstania, czyli 1647 jesienią. Wygląda to na wizję lokalną terenów przed zagospodarowaniem,



Odpowiedz

Gość: Andrzej |

No cóż, przyjacielu Logik, czytałeś zapewne książkę p. Janusza Choińskiego zatytułowaną: "RON 1646 - 1696 Półwiecze rządów królewskich małżonek". Ten autor w części : "Michał Korybut Wiśniowiecki, porządny władca, protoplasta monarchii parlamentarnej" obnażył mizerię "naukowej" historiografii tego okresu. Choiński wyniósł na piedestał Wiśniowieckiego,zdegradował do cna Sobieskiego. Odkrył, że ten monstrualny grubas nie dowodził w bitwie pod Chocimiem, lecz Hetman Michał Pac!



Odpowiedz
Roman Sidorski

Historyk, redaktor, popularyzator historii. Absolwent Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Przez wiele lat związany z „Histmagiem” jako jego współzałożyciel i członek redakcji. Jest współautorem książki „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych” (2009). Współpracował jako redaktor i recenzent z oficynami takimi jak Bellona, Replika, Wydawnictwo Poznańskie oraz Wydawnictwo Znak. Poza „Histmagiem”, publikował między innymi w „Uważam Rze Historia”.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org