Opublikowano
2013-12-15 19:02
Licencja
Wolna licencja

Zabójstwo Gabriela Narutowicza. Kilka refleksji

Zabójstwo Gabriela Narutowicza i towarzyszące mu okoliczności przedstawiane są często schematycznie na zasadzie prostych przeciwieństw. Tymczasem historyczna rzeczywistość nigdy nie jest tak prosta.


Strony:
1 2 3 4 5

4 grudnia 1922 roku Józef Piłsudski, wówczas piastujący godność Naczelnika Państwa Polskiego, zorganizował w siedzibie Rady Ministrów specjalne spotkanie. Wśród zaproszonych gości, prócz członków rządu z premierem Julianem Nowakiem na czele, znalazła się spora grupa posłów i senatorów Polskiej Partii Socjalistycznej, „Wyzwolenia”, PSL „Piast” oraz Narodowej Partii Robotniczej. Partie te zgłosiły kandydaturę Piłsudskiego na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, po tym jak trzy dni wcześniej marszałek sejmu Maciej Rataj ogłosił, iż Zgromadzenie Narodowe mające dokonać wyboru głowy państwa zbierze się 9 grudnia.

Józef Piłsudski i Gabriel Narutowicz, 1922 roku (fot. domena publiczna)

W Sali Kolumnowej rządowego gmachu Piłsudski wygłosił przemówienie, podczas którego rozwodził się nad rolą i uprawnieniami prezydenta RP wynikającymi z zapisów uchwalonej w marcu 1921 roku konstytucji. Kończąc swą przemowę stwierdził w kontekście swej kandydatury: „Nie uważam, żeby moja właśnie osoba była właściwą przy tych cechach charakteru, które są nieodłączne od indywidualnej pracy, nakazanej przez konstytucję. Proszę wysłuchać rady. Na mnie proszę nie głosować”. Piłsudski wzywał, aby na najwyższy urząd w państwie wybrać osobę, która nie byłaby silnie związana z jakąkolwiek partią polityczną.

Deklaracja Marszałka nie dla wszystkich była zaskoczeniem. Już 18 listopada Juliusz Zdanowski, jeden z czołowych działaczy narodowej demokracji, zanotował w swym dzienniku: „miałem relację, że Piłsudski przypuszcza możliwość opuszczenia prezydentury. Adiutant jego Łepkowski dawał do zrozumienia naszemu informatorowi, że Piłsudski chciałby tylko, żeby prezydentem został ktoś, co by go specjalnie nie prowokował”. Według Władysława Pobóg-Malinowskiego taką osobą mógł być przywódca „Piasta” Wincenty Witos, z którym Marszałek miał wówczas dobre stosunki. Tymczasem w momencie, w którym Piłsudski zrezygnował z ubiegania się o prezydencki urząd, zniknęła płaszczyzna porozumienia pomiędzy stronnictwami ludowymi. „Wyzwolenie” zaczęło myśleć o kandydaturze Gabriela Narutowicza, „Piast” zaś o Stanisławie Wojciechowskim.

Rozpoczął się gorący okres partyjnych targów i utarczek mających na celu przeforsowanie odpowiedniej kandydatury na urząd prezydenta RP. Ich nieszczęsnym zwieńczeniem stało się morderstwo Narutowicza.

Polityka polska w przededniu wyborów 1922 r.

Powszechne wyobrażenia na temat zamordowania Narutowicza nader często kształtowane są nie tyle przez historiografię, ile przez media, zwykle przy okazji rocznic tego wydarzenia. Przedstawiane jest ono po dziś dzień według jednego z trzech schematów, a każdy z nich zbudowany jest na zasadzie przeciwieństwa dwóch skrajnie wobec sobie opozycyjnych elementów. W konsekwencji powstaje obraz silnie uproszczony, namalowany za pomocą jedynie bieli i czerni, pozbawiony głębszej refleksji na temat wydarzeń, które wstrząsnęły Polską w grudniu 1922 roku.

Trzecia trumna

Czytaj dalej...

Obraz taki przykładowo widzimy w głośnym swego czasu filmie Jerzego Kawalerowicza pt. „Śmierć prezydenta”. Jest to dzieło, które przez szereg lat kształtowało polską opinię społeczną na temat wydarzeń związanych z zabójstwem Narutowicza. Widzimy w nim wyidealizowany wizerunek polskiej demokracji, kontestowanej, a przez to realnie zagrożonej przez prawicę. Po drugie: mamy stojące na straży konstytucji i systemu parlamentarnego, wyrzekające się w imię interesu państwa jakiejkolwiek prywaty partie lewicowe, którym przeciwstawiona została narodowa demokracja, która posyła ludzi na ulicę z powodu partyjnego partykularyzmu i nieodżałowania poniesionej porażki na drodze wyznaczonej przez konstytucję. Po trzecie w końcu: pojawia się idealista Narutowicz: profesor, demokrata, republikanin, światowiec, wzbraniający się do ostatka, a przez to zmuszony poniekąd do wejścia w krąg wielkiej polityki. Jego przeciwieństwem jest Eligiusz Niewiadomski: fanatyk, skrajny nacjonalista, antysemita. Można sądzić, iż za obiema postaciami w zamierzeniu reżysera kryć się mogą pewne wartości, ideały, poglądy, a przede wszystkim pomysły na polskie państwo, które można przypisać odpowiednio partiom lewicowym oraz prawicy.

Tymczasem historyczna rzeczywistość nigdy nie jest tak prosta. Nie da się jej przedstawić za pomocą systemu zero-jedynkowego, szczególnie w przypadku Drugiej Rzeczypospolitej początku lat dwudziestych. Życie polityczno-społeczne było wówczas determinowane permanentnym konfliktem, „atmosferą zawiści i nienawiści” – jak stwierdził Wojciech Trąmpczyński, który sam do budowy takiego stanu rzeczy dorzucił niejedną cegiełkę. Stan ten trwał praktycznie od zarania niepodległości państwa polskiego, podsycany ciągle przez różne strony na forum parlamentu, a szczególnie na łamach prasy.

Chcąc przyjrzeć się krytycznie wyszczególnionym przeze mnie powyżej schematom, wypada zacząć od wyborów parlamentarnych, które odbyły się 5 listopada 1922 roku. W ich wyniku, po uwzględnieniu miejsc z tzw. listy krajowej, podział mandatów w Sejmie I kadencji wyglądał następująco: prawica uzyskała 125 mandatów, centrum – 132 mandaty, lewica – 98 mandatów. Po lewej stronie pozostawały również mniejszości narodowe z 89 mandatami. Na ich listach znaleźli się przedstawiciele Żydów, Niemców, Białorusinów, Rosjan oraz Ukraińców. Ci ostatni nie reprezentowali jednak ogółu tej mniejszości w Polsce, galicyjscy Ukraińcy zbojkotowali bowiem wybory, inspirowani w głównej mierze przez emigracyjny rząd Ewhena Petruszewycza. Swą listę wystawiła również Agrarna Ukraińska Chłopska Partia. Podobnie Żydzi zgłosili kilka osobnych list, z których największym powodzeniem cieszył się Komitet Zjednoczonych Stronnictw Narodowo-Żydowskich.

Posłowie sejmu I kadencji w kuluarach; od lewej: Stanisław Rymar, Witold Zamorski, Aleksander Zwierzyński (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-A-788-4, domena publiczna)

Listopadowe wybory przyniosły mniejszościom ogromny, zważywszy na wspomniany bojkot części ludności ukraińskiej, sukces. W porównaniu do ilości miejsc, jakie zajmowały mniejszości w Sejmie ustawodawczym, zwiększyły one swój stan posiadania z około 4% do aż 20% ogólnej liczby mandatów. Był to największy przyrost spośród wszystkich stronnictw i skrzydeł parlamentarnych.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Strony:
1 2 3 4 5
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: aaa |

A może trzeba byłoby przypomnieć 11 grudnia 1922 r., gdy niejaki J. Piłsudski, chciał za wszelką cenę zdobyć specjalne pełnomocnictwa do uspokojenia ulicy, czyt. namówić rząd, aby ten mu przyznał specjalne (nie wiadomo jakie?) uprawnienia, a tym samym rząd złamał by konstytucję marcową. Przecież w ustawie zasadniczej nie było czegoś takiego, czyli możemy mówić o próbie zamachu stanu... Ciekawe czy by Ziuk oddał władze, gdyby mu rząd wtedy ustąpił... Piłsudski to był narcyz żądny władzy... najpierw obalił rząd Ponikowskiego, wywołując kryzys rządowy, nie chciał zatwierdzić rządu Korfantego, potem chciał specjalnych uprawnień, później się obraził, a na koniec sam sobie władze zagarnął w maju 1926 r. A jak w Polsce był wielki kryzys gospodarczy, ludzie byli w nędzy, a mieszkańcy prawie głodowali, on jak przychodziło do omawiania spraw gospodarczych na radach ministrów wychodził, bo sprawy gospodarcze go nudziły!!!



Odpowiedz

Gość: danwar1979 |

Niestety, były w całym kraju msze żałobne za Niewiadomskiego i nie trzeba się zastanawiać, czy Bobrzyński lub Próchnik je wymyślili z niechęci do endecji. Wystarczy zajrzeć do prasy z lutego 1923 r. Skoro w powiatowym Piotrkowie Trybunalskim takie msze były, a endecka "Gazeta Piotrkowska" oburzała się, że np. za udział w niej wyrzucono z pracy jakiegoś urzędnika - to na pewno były i w wielu innych miastach.



Odpowiedz

Gość: obiektywnie |

Czuję pewien dysonans, kiedy po przeczytaniu dobrego artykułu uwzględniającego partykularne interesy stronnictw, na koniec jestem raczony wyidealizowanym obrazem krystalicznie czystego Marszałka, któremu nie w smak były zachowania elit politycznych i nie-działanie kulejącej demokracji, więc wziął sprawy w swoje ręce. To nie tylko tłumaczy maj 1926, ale daje mu swoisty mandat do tego i legalizuje w oczach autora działania przeciwko prawu, konstytucji i demokracji republiki. Owszem, padają sformułowania "mógł uznać" itp., ale brak wyraźnego rozgraniczenia, jak to wydarzenie zostało wykorzystane w propagandzie Piłsudskiego i jego stronników na rzecz legitymizacji zamachu, a czym była dyktatura majowa w rzeczywistości betonująca partyjniactwo lub chociażby wykazania zachowań destabilizujących na ulicach ze strony nie tylko endeckiej, ale i też pepeesowskiej miałoby tę wartość obiektywizującą artykuł. Może się czepiam niepotrzebnie, w końcu to tylko refleksje autora, ale chyba w czasach doświadczonej demokracji polskiej, której przedstawiciele (w towarzystwie gorących oklasków sejmowych) otwarcie mówią o możliwościach naginania prawa w celu realizacji własnych zamierzeń można prosić o większe wyważenie i nie podniecanie się "rządami silnej ręki". Pozdrawiam :)



Odpowiedz

Oczywiście ma Pan rację - dziękujemy i przepraszamy za błąd. Zdjęcie zostało zamienione.



Odpowiedz

Gość: rob66 |

wydaje mi się ze amfiteatralna sala posiedzeń sejmu powstała po 1925 roku,dlatego zdjęcie z wyboru Narutowicza w 1922 roku nie odpowiada prawdzie



Odpowiedz
Krzysztof Kloc

Doktorant w Instytucie Historii Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, gdzie pod okiem prof. Mariusza Wołosa przygotowuje biografie ambasadora Michała Sokolnickiego. Interesuje się dziejami dyplomacji oraz historią polityczną Drugiej Rzeczypospolitej ze szczególnym uwzględnieniem losów obozu piłsudczykowskiego, polityką historyczną Polski Odrodzonej, biografistyką tego okresu, a także dziejami międzywojennego Krakowa.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org