Opublikowano
2009-04-30 00:21
Licencja
Prawa zastrzeżone

„Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych” – Kosowo, Gruzja, Osetia...

Kosowo, Gruzja, Abchazja, Osetia Południowa, Łotwa i Estonia, Krym, Białoruś. Wydarzenia, które nie schodziły z pierwszych stron gazet. Jaka jest geneza i przebieg konfliktów etnicznych w tych krajach i regionach? Czy wiedzą Państwo, że te konflikty toczą się od wieków? Prezentujemy pierwszą w Polsce książkę popularnonaukową, szeroko opisującą i wyjaśniającą tę problematykę.


Tytuł: „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych”
praca zbiorowa
Wydawcy: Histmag.org i Instytut Wydawniczy ERICA
ISBN: 978-83-89700-80-3
Oprawa: miękka, ze skrzydełkami
Liczba stron: 480
Format: 160*230 mm
Zobacz spis treści
Media o „Źródłach nienawiści”

29 zł

(papierowa)

14,9 zł

(e-book)

Zobacz też nasze pozostałe e-booki!

Najważniejsze informacje

Na podstawowe pytania odpowiada Michał Świgoń z redakcji Histmag.org.

Skąd pomysł na wydanie tej publikacji?

To było pewnego sierpniowego wieczoru 2008, gdy rosyjskie wojska przekroczyły granicę Gruzji i ruszyły w stronę Gori. Maciej Frankowski z zaprzyjaźnionego z „Histmagiem” wydawnictwa ERICA był świadkiem nietypowej sceny. Goszcząc w redakcji jednej z największych ogólnopolskich stacji telewizyjnych usłyszał, jak jeden z dziennikarzy dostał burę za kiepskie przygotowanie materiału. Przełożony polecił mu... strony „Histmag.org”, gdzie od momentu wybuchu wojny pisaliśmy o tym konflikcie. Duże zainteresowanie materiałami na ten temat (30 000 czytelników, ogromna popularność w serwisie społecznościowym Wykop.pl, cytowania w prasie, liczne wykłady i spotkania) – pokazało nam, że dziennikarstwo internetowe wcale nie musi być gorsze od tego prezentowanego w „tradycyjnych” mediach. Od dłuższego czasu przymierzaliśmy się do wydania własnej książki, wybór tematyki nie był trudny. Tym bardziej, że w przypadku „Źródeł nienawiści” mogliśmy liczyć na duże wsparcie ze strony Wydawnictwa Erica.

W książce opisano historię konfliktów etnicznych w sześciu regionach – Kosowie, Abchazji, Osetii Południowej, krajach bałtyckich, na Białorusi i na Krymie. Skąd taki właśnie dobór tematów?

To przede wszystkim regiony, w których wydarzenia przyciągnęły uwagę mediów i opinii publicznej. Informacje przekazywane przez prasę i telewizję ograniczały się jednak głównie do tego, co działo się „tu i teraz”. Tymczasem konflikty w Kosowie czy Gruzji mają historię liczącą sobie dziesiątki, a nawet setki lat. Historycy z Gruzji, Abchazji czy Serbii w swoich wywodach odwołują się nawet do wydarzeń sprzed dwóch, trzech tysiącleci. W z pozoru poważnych publikacjach pojawiają się np. argumenty na temat tego... gdzie leżał biblijny raj. Chcieliśmy pokazać, że problemy Krymu, czy Osetii Południowej nie zrodziły się na Kremlu za prezydentury Władimira Putina, czy w gabinecie Micheila Saakaszwiliego po tzw. rewolucji róż. Mają one wielowiekowe podłoże, a zarazem, w dużym stopniu, zostały oparte na historycznych mitach i fałszywym przeświadczeniu o „odwiecznej nienawiści”.

Kim są autorzy publikacji?

Prawie wszyscy autorzy są wieloletnimi współpracownikami i redaktorami „Histmag.org”. Zdążyli udowodnić, że potrafią pisać w sposób nie tylko fachowy, ale także przystępny, zachęcający do lektury tysiące lub nawet dziesiątki tysięcy czytelników. To naukowcy i dziennikarze z wykształceniem historycznym lub politologicznym z kilku różnych ośrodków akademickich: Krakowa, Warszawy, Łodzi, Poznania i Katowic. Wśród nich są m.in. wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego i adiunkt w Archiwum Akt Nowych dr Dariusz Wierzchoś, a także wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego, Sławomir Szczesio.

Na co położyliście największy nacisk podczas jej przygotowywania? Co czyni tę książkę niezwykłą?

Przede wszystkim zajęliśmy się tematami, których dotąd nikt w Polsce nie poruszał. Na temat imperializmu rosyjskiego czy konsekwencji rozpadu ZSRR powstało multum książek, ale nikt nie próbował wyjaśniać tła konfliktów widzianych w skali mikro, może z wyjątkiem nielicznych publikacji poświęconych na przykład Czeczenii. Skupiliśmy się na regionach, narodach i konfliktach, które w Polsce pozostają nieznane, pomimo niedawnego medialnego zainteresowania ich obecną sytuacją. Nasza książka będzie pierwszą publikacją na temat historii Abchazji czy Osetii Południowej, a zarazem jedną z pierwszych popularnonaukowych, zwięzłych prac o historii mieszkańców Krymu czy o podłożu konfliktu w Kosowie.

Poszczególne części książki oparliśmy na bardzo szerokiej bazie merytorycznej. Nasi autorzy, żywo zainteresowani tą problematyką, sięgnęli do licznych źródeł – publikacji naukowych, oficjalnych raportów i opracowań oraz doniesień medialnych. Przeciętnego czytelnika może zaskoczyć fakt, że autorzy oparli się nie tylko o opracowania polskie, angielskie, rosyjskie, ale także o materiały np. autorów szwedzkich, kanadyjskich czy japońskich. Zależało nam na naukowej rzetelności, a także staraliśmy się unikać jak ognia hermetycznego, niezrozumiałego języka naukowych dywagacji. Chcemy, by nasze rozważania zainteresowały nie tylko naukowców czy profesjonalistów, ale i zwykłego Kowalskiego, który chciałby się czegoś o rzeczonych konfliktach dowiedzieć.

Do kogo kierowane są „Źródła nienawiści”?

Zależy nam na tym, by stworzyć kompendium wiedzy dla wszystkich osób, interesujących się tą tematyką – zawodowo (dziennikarze, dyplomaci, urzędnicy, itp.), naukowo (wykładowcy, studenci) i hobbystycznie. Każdy, kto chciałby lepiej zrozumieć procesy zachodzące w Europie Południowej i Wschodniej, znajdzie w tej książce coś dla siebie.

Patroni medialni

Więcej o książce:

Przeczytaj fragment książki: PDF, EPUB, MOBI

Przejdź do spisu treści

Zamów w wersji papierowej albo kup jako e-book!

Napisz komentarz

Gość: anghan |

Artykuły o Gruzji były wyśmienite. Czytałem wszystkie i na podstawie zdobytej z nich wiedzy rozmawiałem z kolegami i dyskutowałem. Książkę na pewno zakupię.



Odpowiedz

Gość: piekamil |

Jeden egzemplarz dla mnie poproszę



Odpowiedz

Gość: Sławek Ch. |

Tematyka bardzo interesująca :-) - jak moi poprzednicy, ja również zobowiązuje się nabyć te dzielo :) Życzę HM dobrej sprzedaży :-)



Odpowiedz

Gość: Turu |

Pamiętam jak u zarania dziejów padało pytanie \"kiedy wyjdzie papierowy Histmag?\" Oto nadszedł ten dzień. Przy okazji - gratuluję aż takiego sukcesu w świecie. I oby tak (a nawet lepiej) dalej!



Odpowiedz

Gość: Ola |

Już nie mogę się doczekać. Szczególnie tekstu o Białorusi.



Odpowiedz

Gość: niedakh |

Myśle, że najciekawszym elementem może być tekst o migracjach ludności rosyjskiej. Książka bardzo dobrze trafiona, brakowało takiej pozycji.



Odpowiedz

Gość: Trembicki |

Żródłem konfliktów jest chęć zagrabienia cudzego terytorium oraz imperialna polityka Rosji.No i to ,że Rosja jest prawosławna a Gruzja nie.Chociaż to ,,państwowe prawosławie\".....



Odpowiedz

Gość: Darek 781 |

W przypadku konfliktu rosyjsko - gruzińskiego sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Konflikt ten należy rozpatrywać na płaszczyźnie idei imperialnej w powiązaniu z eurazjatycką. Nie można zapominać o sferze religijnej, choć w tym przypadku jest ona nieco niżej w hierarchii. Ważny jest aspekt ekonomiczno - militarny. Oczywiście nie należy zapominać o podłożu historycznym. Stalin był Gruzinem, to za Stalina ZSRR osiągnęło szczyt potęgi. Rosjanie głośno mówią o tym, że był satrapą, jednak zaraz dodają, że dzięki niemu wszyscy liczyli się z ZSRR, a oni czuli się dumni ze swego kraju bo jest wielki.



Odpowiedz

Gość: Darek 781 |

Trzeba mieć jeszcze na uwadze aspekt tzw. wojny demograficznej. O tym się nie mówi, ale współczesna FR jest tworem nadal wielonarodowym, a tym bardziej, że europejska część Rosji nadal się wyludnia i następuje napływ ludów kaukaskich, Chińczyków, Wietnamczyków. No i tu jest pies pogrzebany. Za cichym przyzwoleniem Kremla realizuje się politykę rasistowską, która ma przełożenie również na konflikt np. Gruziński.



Odpowiedz

Gość: Ivan Gruznyj |

Mam płonną nadzieję, że będzie to praca obiektywna, a nie kolejny wykład, jaka ta Rosja jest wstrętna, bo uprawia \"imperializm i rasizm\". Głowa boli od tej politycznej poprawności, która już się odzywa w zamieszczanych komentarzach.



Odpowiedz

Gość: Ivan Gruznyj |

Książkę - mimo przedstawionych wątpliwości - z przyjemnością zakupię, jeżeli znajdę na to fundusze w pustawej kieszeni.



Odpowiedz

Gość: Conny Ben |

Gratuluję tego wielkiego dzieła. Zyję na tym świecie już od przeszło siedemdziesięciu lat; z tego w Polsce trzydzieści. Co wyniosłem z tej wstrętnej bolszewickiej Polski i imperialistycznego reżimu ZSRR?- prawdziwą miłość do moich rodzinnych stron, wykształcenie ( studiowałem: chemię, pedagogikę w końcu na Akademii Nauk Politycznych w Warszawie-dziennikarstwo) miłość do ludzi niezależnie od rasy, pochodzenia czy przynależności religijnej. Co jeszcze nauczyły mnie czasy panowania reżimu i imperializm, nauczyły mnie właściwego spojżenia na otaczającą nas rzeczywistość polityczną, tak potrzebnej w mojej bogatej bo, trzydzieści lat objektywnej pracy dziennikarskiej. Piszę objektywnej, bo właściwie w Waszym Dziele: Zródła nienawiści- tego jednego właśnie brakuje, tej objektowności. Jestem ciekaw czy wydacie również książkę o imperialiźmie amerykańskim oraz zaborczej polityki krajów EU łącznie z Polską.



Odpowiedz

Gość: Conny Ben |

Muszę dodać do mojego poprzedniego Postu, że mieszkam od 40-lat zagranicą. A propo: jestem pełem podziwu do pracy Pana Michała Swigonia-



Odpowiedz

Panie Conny, dziękuję za miłe słowa. Na jakiej podstawie twierdzi Pan, że książce brakuje obiektywności? Polityka jest poświęcona przede wszystkim losom małych narodów, społeczności, rzuconych w odmęty historii i wielką politykę. To nie jest książka z prostą, łatwą tezą. :) Chcemy nią właśnie tę skomplikowaną sytuację w poszczególnych krajach i regionach oddać.



Odpowiedz

Gość: Przemysław Damski |

Może się nazbyt czepiam, jednak chciałbym zauważyć, iż obiektywizm nie istnieje. :)



Odpowiedz

To zależy od tego, jaki system wartości i przekonań przyjmiemy a\'priori. :) W każdym razie, książka naturalnie nie jest w pełni obiektywna, bo gdyby była, nie byłaby książką. :) Natomiast, na ile to możliwe w przypadku książki, staraliśmy się do takiego obiektywizmu dążyć.



Odpowiedz

Gość: mar |

Konsultowaliście dane z OSW, który to nie od dziś zajmuje się tym tematem?



Odpowiedz

OSW to ośrodek politologiczny, więc akurat tu się nie zgodzę - on się tymi tematami zajmuje raczej w niewielkim stopniu, wyłącznie tym co działo się od początku lat 90. I właśnie dla wydarzeń od 1990 roku opracowania OSW mają wartość dla badania tematu - w napisanej przeze mnie części książki pojawiają się chyba wszystkie CES Studies i inne raporty na temat Gruzji przygotowane przez OSW. Z czego pamiętam szeroko z opracowań tego ośrodka korzystał też Michał Buchta.



Odpowiedz

Gość: Przemysław Damski |

Ech, no i patrzcie. Człowiek odświeża stronę a tu się mu komentarze mnożą. :) Mogę prosić o usuniecie powtórzenia i niniejszego komentarza? :)



Odpowiedz

Gość: mar |

Hmmm, czytałeś swój komentarz? Skoro uwzględniasz opracowania z Ośrodka Studiów Wschodnich i inni autorzy powstającej książki, to z czym tu się nie zgodzić? Poznając coraz dokładniej, bieżące ogniska konfliktów, dostajemy pytania dlaczego. Konflikty etniczne natomiast, związane są w znacznym stopniu z politycznym tłem problemu, więc nie rozumiem logiki oddzielania OSW od innych materiałów. ??? Na początku główny przedmiot badań OSW stanowiły republiki należące do europejskiej części b. ZSRR. Z biegiem lat obszar ten poszerzył się o państwa Azji Centralnej i Kaukazu Południowego, a następnie Bałkany i kraje Europy Środkowej. Sam ośrodek powstał owszem w 1990r, lecz ludzie zajmowali się tym tematem znacznie wcześniej. Nic to, czekam mimo to na książkę \"współczesnych badaczy\", którzy to nie mają nic a nic wspólnego z polityką.



Odpowiedz

Przemku, już usuwam. Czasem tak się dzieje - taki kompromis między systemem antyspamowym a szybko działającym serwerem ;-) Co do obiektywizmu - oczywiście. No ale można się starać. W odniesieniu do tych sporów mamy ten komfort, że patrzymy na nie z dystansu, one nas bezpośrednio nie dotyczą. Prościej o nich pisać niż gdyby chodziło np. o konflikt polsko-ukraiński. Swoją drogą szkoda że Cię wczoraj nie było w instytucie waszym, siedziałem tam pół dnia :)



Odpowiedz

Mar, Jestem po długiej nocnej podróży więc może się nie wyrażam dostatecznie klarownie. Nasza książka w większości traktuje o tle dzisiejszej sytuacji, o odleglejszych wydarzeniach i mitach. W opracowaniach OSW te kwestie są kompletnie pomijane lub zbywane jednym, dwoma zdaniami, ponieważ nie wchodzą w zakres badań ośrodka. OSW bada przede wszystkim to, co dzieje się tu i teraz. Dla mnie przykładowo opracowania OSW były bardzo przydatne ale niemal tylko w pracy nad ostatnim artykułem mojego autorstwa - Abchazja i Osetia Południowa. Pionki w grze mocarstw? (1992-2009). Natomiast inną sprawą są prace pracowników OSW nie będące publikacjami samego OSW. Przykładowo wykorzystałem pracę magisterską M. Falkowskiego pt. Polityka ZSSR i Rosji na Kaukazie w latach 1988-2002. No ale jak widać to też publikacja dotycząca ostatnich lat.



Odpowiedz

I jeszcze co do tego komentarza: \"2009-05-08 08:13 | Gość: Trembicki (...) No i to ,że Rosja jest prawosławna a Gruzja nie.\" Drogi Czytelniku, przykro mi psuć Twoje tezy, ale Gruzja jest krajem prawosławnym.



Odpowiedz

Gość: Darek 781 |

Ja dorzucę jedną rzecz w kwestii opracowań OSW. Są one cennym materiałem. Niestety brak w nich głębszej refleksji historycznej i nie tylko historycznej ale historiozoficznej rozpatrywanego problemu. Bardzo, ale to naprawdę bardzo rzadko pojawia się taka refleksja.



Odpowiedz

Gość: mar |

Zgodzę się w stu procentach nad przydatnością opracowań OSW, lecz refleksja? hmmm sam ma własne refleksje. W historii najważniejsze jest jak najbardziej obiektywne i rzetelne przedstawienie faktów, a ile głów tyle refleksji może się pojawić. Nie można cały czas opierać się na zdaniu innych, od tego są autobiografie, wspomnienia, poradniki, komentarze, poematy. OSW jest \"suchym\" centrum badań, a nie wspomnieniami i refleksjami na ten temat. Zabieram się do pisania \"historii wina, przyczyny i skutki\", mam nadzieję, że będzie to praca ciekawa, a nie opis \"refleksji\" smaku na podniebieniu.



Odpowiedz

\"Piszę objektywnej, bo właściwie w Waszym Dziele: Zródła nienawiści- tego jednego właśnie brakuje, tej objektowności.\" Fascynujące, że obiektywności brakuje książce, która ma zostać wydana za miesiąc. Po czym to poznałeś? Do użytkownika \"mar\" - czy w opracowaniach, artykułach, raportach lub na stronie OSW można znaleźć historię relacji społecznych między bałtyckimi Niemcami a Łotyszami i Estończykami, która to historia obejmuje okres od początku XIII wieku aż do II wojny światowej włącznie? Nie. A ma to ogromne znaczenie dla omówienia obecnych stosunków krajów bałtyckich z... Rosją.



Odpowiedz

Conny Ben: Rzeczywiście ciekawe podejście :). Z czego wiem książki chyba jeszcze nie czytałeś, bo oprócz autorów i osób pracujących nad stroną techniczną widziała ją tylko grupa naukowców. Może poczekaj z ocenami aż książka się ukaże? Wtedy chętnie (naprawdę!) wysłuchamy wszelkiej krytyki. Mar: A co do refleksji - obawiam się, że nie zrozumiałeś fachowego terminu użytego przez Darka. Refleksja historyczna to uwzględnienie w wywodzie znaczenia tła historycznego, przeszłych wydarzeń lub odwołań do tych wydarzeń, dla tego co dzieje się w chwili obecnej lub działo w ostatnich latach. Michał podał powyżej trafny przykład takiego braku refleksji. Tak samo w pracach OSW za początek konfliktów w Abchazji czy Osetii często uznaje się lata 80. XX wieku. Tymczasem zdaniem Abchazów toczą oni już ponad stuletnią wojnę z Gruzinami. Refleksja historyczna stara się wskazać na odleglejsze niż obecny imperializm "nowej Rosji" przyczyny konfliktów, często przyczyny na poziomie społeczeństw a nie wielkich mocarstw.



Odpowiedz

Gość: mar |

Panowie przestańcie, bo widać dokładnie że chcecie mnie tu rzeźbić waszym tokiem myślenia. Nie uważam że inne źródła niż OSW są złe. Nie uważam również że tak przedstawiona \"refleksja\" odbiega od normy, chodź przypomina po trosze, własne odczucia i uwagi na ten konflikt/y. Oba w/w narody są tak zwanymi \"góralami\", podobnie ma się sprawa klanów Szkocji, państwami bałkańskimi czy społecznością w Indiach. Każdy z nich ma swoją kulturę, religię czy legendy. Podobnym przykładem może być Polska, ogólnie mówiąc kraj czterech narodów/kultur. Chociaż jeśli spojrzeć szerzej, to widać znacznie więcej \"obcej\" społeczności. Gdy pojawi się konflikt, najczęściej zbrojny, to będziemy rzeźbić nad przyczyną, poczynając od powstania Państwa polskiego? Czytając \"Nędzników\" Hugo, można mieć refleksje, własne zdanie nie tylko nad tekstem lecz również nad treścią i tłem historycznym wydarzeń w niej zawartych. A książka/refleksja nad \"Nędznikami\" to jest czysta recenzja lub relacja z myśli po przeczytaniu jej. Czyli opinia człowieka po przeczytaniu. Też mi fachowe słowo od nijakiego Darka. Bez przesady. Pa historycy.



Odpowiedz

Ja tam bym doktora Wierzchosia nie nazywał nijakim ;-). A poza tym, cóż - szkoda że próba wyjaśnienia funkcjonującej w nauce definicji skończyła się złością czy urazą. W każdym razie zapewniam, że w książce staraliśmy się odpowiedzieć czy powinno się patrzyć na korzenie konfliktów od tysiąca lat wstecz, czy też raczej rozdzielić mity historyczne od realnej historii.



Odpowiedz

Gość: mar |

Czepiasz się teraz marnej literówki, która to zdarza się niejednokrotnie i Wam. Oczywiście że nie chodziło mi o porównanie Darka do nijakiego człowieka. Cóż teorie i swoje wizje świata zdarzają się zarówno w archeologii, botanice i innych dziedzinach naukowych, a już w historii zdecydowanie więcej, więc każdy ma swoje zdanie. Również podobnie jest z oceną zachowań narodów względem siebie jak i religii. Jest tylko jeden wspólny motyw \"punkt widzenia, jest zależny od punktu siedzenia\". Ot i tyle.



Odpowiedz

No i właśnie tutaj wciąż się nie możemy zrozumieć :). Bo my cały czas mówimy, że tu nie chodzi o żadne \"wizje świata\" czy \"punkt widzenia\" ale o nazwę metody badawczej. Refleksja historyczna czy historiograficzna może być bardzo różna, może równie dobrze prowadzić do stwierdzenia, że historia nie ma w danym konflikcie większego znaczenia. Dopiero to jak się poprowadzi tę refleksję zależy od danego badacza, od jego \"punktu siedzenia i widzenia\". Ale sam termin \"refleksja historyczna\" to... po prostu termin. Nic więcej. Mam nadzieję, że teraz się zrozumieliśmy :).



Odpowiedz

Gość: mar |

Najważniejsze - widzicie tytuł Waszej przyszłej pracy? „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych” – Kosowo, Gruzja, Osetia... Czyli jednak jest wątek krajów byłych republik. Taki mały bug, a jednak. Jeśli (czego bardzo oczekuje), klu programu ma być podanie rzeczywistych przyczyn konfliktów i uprzedzeń, to warto jednak zmienić tytuł na bardziej adekwatny do tematu. Kraje postkomunistyczne, to kraje oderwane od socjalistyczno-komunistycznych szponów, czyli mniej więcej po upadku ZSRR. \"Postkomunizm - termin używany jako określenie okresu przejściowego w historii państw \"demokracji ludowej\", także w formie inwektywy wobec działalności polityków i partii powiązanych z upadającymi reżimami .\" Gdybyśmy realnie podeszli do tematu, to słowo postkomunizm w tytule, jest zupełnie nieważne. To tak jakbyście faktycznie zajęli się \"rozważaniami\" o tych byłych republikach, dopiero po odzyskaniu \"niepodległości\". (Jeśli chodzi o czepialstwo).



Odpowiedz

Gość: mar |

Hehe, ja myślę że od dawna się rozumiemy, tylko jako uparciuchy mamy swoje zdanie na ten temat. Odsyłam do V Zjazdu Pedagogicznego PTP. Sławomir Sztobryn, Uniwersytet Łódzki, tytuł \"Znaczenie refleksji historycznej w pedagogice. Wprowadzenie do dyskusji\".



Odpowiedz

Obawiam się, że w świetle terminologii politologicznej i historycznej się mylisz. Pozwolisz ze zapytam (i nie chcę w żadnym razie Cię urazić!) czy opinię wyrażasz w oparciu o swoje wewnętrzne przekonanie, lekturę, czy też jesteś historykiem lub politologiem? Osobiście nie spotkałem się w żadnych poważnych opracowaniach z uznawaniem słowa \"postkomunistyczny\" za pejoratywne. To tylko stwierdzenie faktu i to stwierdzenie w żadnym razie nie określające czy okres przemian po upadku komunizmu się już zakończył czy nie! Bo w niektórych z omawianych krajów mamy już stabilne demokracje (Łotwa, Estonia), w innych przejście od autorytaryzmu do demokracji to kwestia ostatnich lat i chwili obecnej (np. Gruzja). Całkowicie nie zgadzam się więc ze zdaniem, że postkomunizm to (cytuję): \"termin używany jako określenie okresu przejściowego w historii państw \"demokracji ludowej\", także w formie inwektywy wobec działalności polityków i partii powiązanych z upadającymi reżimami\" Po co to słowo w tytule? Bo to jedna z najważniejszych klamer spajających treść książki. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych mają wiele cech wspólnych, a zarazem bardzo różnią się od konfliktów w krajach zachodnich, np. Szkocji, czy kraju Basków. Tylko na marginesie zauważę, że takie ujęcie tytułu zachowuje tradycję przyjętą dla podobnych opracowań, traktujących o Europie wschodniej. Mógłbym wymieniać liczne przykłady, ale jak wyjdzie nasza książka, starczy spojrzeć do jej bibliografii :).



Odpowiedz

A co do bycia uparciuchem - ano, tak mam od dzieciństwa ;-). I lubię dyskutować. Ale odchodzimy od tematu - na pytanie odpowiem jednym zdaniem: tak, oparliśmy się pośród setek innych opracowań na raportach OSW ;-). Sam 2 razy robiłem tam kwerendę na jesieni.



Odpowiedz

Mar, powiedz, jak inaczej nazwałbyś jednym słowem te wszystkie kraje - tak, żeby było to określenie adekwatne do każdego z nich? Państwa te są dziś postkomunistyczne (tzn. były komunistyczne, a już nie są) i na ich terenie istnieją konflikty narodowościowe. Nie widzę, w jaki sposób pisanie o obecnych konfliktach wyklucza pisanie o ich dawniejszych korzeniach. Określenie "kraje postkomunistyczne" definiuje zakres geograficzny, a nie czasowy książki. Wszystko zaś będzie wyjaśnione we wstępie - po to m.in. się go pisze.



Odpowiedz

Swoją drogą słowo \"źródła\" w pierwszej części tytułu daje chyba jednak do zrozumienia, że naszym celem było przyjrzenie się rzeczywistej genezie tych konfliktów, a nie opisanie paru ostatnich lat, o których przeczytać można w bardzo wielu miejscach.



Odpowiedz

Gość: mar |

Czyli gubisz się w swoich zdaniach nagminnie. Słowo \"postkomunizm\", nie musi być obraźliwe, cytujesz cytat, czyli nie dokończoną myśl, lecz opierającą się na, bądź co bądź fakcie. Tytuł jest przede wszystkim oddaniem treści, bądź przyciągnięciem czytelnika. Jeśli w tytule jest taka forma, to zrozumiałym jest że autor/rzy, główny nacisk kładą na treść zawartą w książce od tego okresu po najnowsze wydarzenia. Jeśli natomiast teść ma być refleksją nad początkami konfliktów i szukaniem \"właściwego początku\", to nie może być przedstawiany jako edukacyjny \"dla niedouczonego Zachodu\" - jak ktoś tutaj już określił - typu \"patrzcie, oto byłe republiki ZSRR\" Nie ma to logiki, bo praca nie dotyczy tylko okresu komunistycznego czy po. Jaka, na Crom\'a, tradycja, czysto polityczna ściema wychodzi, sugerująca że waśnie pojawiły się w czasie lub po upadku Socjalizmu. I na koniec \"klamra, spajająca treść\", jedyną wspólną cechą, widzę tu, przeogromną chęć odzyskania ziem utraconych przez Bestię i tyle. Lekki podobny przykład: zasiedlanie ziem poniemieckich po wojnie. Kto pierwszy ten lepszy. Im dłużej masz \"ten dom\", tym większym właścicielem się stajesz. Oczywiście sterowanym odgórnie. Wreszcie ost., czy ja Ciebie pytam, z jakiej miski jesz?



Odpowiedz

Gość: mar |

Ja bym dał tytuł jako kraje Europy Wschodniej. Właśnie do tego zmierzam, aby dowiedzieć się z pracy o przyczynie konfliktów, mam gdzieś, kogo to był kraj i czy to była jakaś marionetka czy republika. Temat arcyciekawy, a rozwiązanie pewnie będzie kuriozalne. W książce „Historia starożytnego Bliskiego Wschodu” np. autor obszernie odnosi się do tytułu, daje posłowie do 1 wyd., krótko streszcza swoje pole badań, lecz niczego nie sugeruje w tytule. Słowem prosto i dosadnie, mówi co \"w środku\".



Odpowiedz

\"Ja bym dał tytuł jako kraje Europy Wschodniej\" Czy Kosowo leży w Europie wschodniej? A Gruzja aby na pewno w Europie w ogóle?



Odpowiedz

Gość: mar |

Tytuł odnosi się do innych nacji, przecież wiadomo gdzie co leży, nie rób wariatów. Wiadomo również że we wszystkich przedstawionych krajach lub krainach, konflikty etniczne dotyczą tego samego.



Odpowiedz

Gość: mar |

nie dotyczą tych samych źródeł miało być, sorki



Odpowiedz

Gość: Sebastian Adamkiewicz |

Przyglądam się tej dyskusji od pewnego czasu i przyznam się szczerze - niewiele z niej rozumiem;)...i albo jest to powód mojego niewyspania, albo niezbyt dokładnie wyartykułowanych postulatów:) Celami książki (a jestem, z przyczyn wszelakich, niedoszłym autorem jednego z tekstów) było przedstawienie źródeł konfliktów w krajach postkomunistycznych z perspektywy historycznej, czyli próba ich analizy nie tylko pod kątem bieżących wydarzeń, ale w ciągu historycznym obejmującym niejednokrotnie początki formowania się na danych ziemiach państwowości. Chcieliśmy przedstawić te konflikty nie tylko jako spory pomiędzy państwami ale także między Narodami, czy społecznościami, tam dostrzegając ich źródeł. Jeśli jednak zadaniem autorów było odnalezienie genezy nienawiści między określonymi grupami etnicznymi, nie można było poprzestać na ostatnich dziesięcioleciach. Mają one bowiem nierzadko genezę znacznie głębszą i w wielu przypadkach na to wskazują autorzy. Nie bardzo rozumiem, też afery o tytuł. Jest on moim zdaniem adekwatny do treści. Jest to analiza źródeł konfliktów w wybranych państwach postkomunistycznych (fakt postkomunizmu też jest dla tych konfliktów istotny) z perspektywy sporów natury etnicznej...i czego tu się czepiać??:) Ubolewam, że czas nie pozwolił mi dokończyć mojego fragmentu dotyczącego Ukrainy, ale może innym razem:) Pozostałym autorom życzę sukcesu:)



Odpowiedz

Ech. Mar, skoro tak, to "Prahistoria Europy" też jest złym tytułem dla książki traktującej o pradziejach naszego kontynentu, bo w czasach prahistorycznych nazwa "Europa" nie istniała. Załóżmy, że piszę książkę "stosunki polsko-rosyjskie na przestrzeni dziejów". To znaczy, że nie mogę w niej pisać o relacjach państwa Piastów z Rusią Kijowską, bo Rosji jeszcze nie było? Że tak zacytuję: "nie rób wariatów".



Odpowiedz

Gość: Cirmus |

Napewno zakupię. SAma idea jest moim zdaniem trafna.



Odpowiedz

Gość: mar |

ech Roman, wysikałeś teraz jak dziurki w śniegu. Pa czepialscy. Wyśpijcie się.



Odpowiedz

Gość: prezes |

Książkę pewnie kupię, ponieważ zawiera interesującą mnie tematykę. Jestem z zawodu politologiem - więc tą książkę powinienem posiadać i przeczytać.



Odpowiedz

Gość: Ag.Praxmayer |

Ksiazka wydaje sie byc bardzo interesujaca i napewno kazdemu sie przyda. Latwo tez ja kupic komus na prezent. Chetnie ja kupie... Czytalam kiedys we Francji dlugi artykul o zrodlach konfliktu w Jugoslawii i bylo to naprawde fascynujace.. Gratuluje tematu. ! Pozdrowienia dla ekipy.



Odpowiedz

Ze względu na przekraczające nasze najśmielsze oczekiwania zainteresowanie pozycją, co oznacza od nas konieczność kilku dodatkowych przygotowań, zdecydowaliśmy się przesunąć premierę książki o tydzień - na 9 czerwca. \"Źródła nienawiści\" będą zarazem dostępne na naszej stronie w przedsprzedaży od 2 VI. Za opóźnienie przepraszamy.



Odpowiedz

Gość: Anna Nowakowska |

Wy to potraficie podkręcić napięcie!



Odpowiedz

Gość: Darek 781 |

Grrrrrr



Odpowiedz

Bardzo mi miło, że Kamil wspomniał o mnie w wywiadzie ;-)



Odpowiedz

Gość: Cirmus |

Po pierwsze : Rezerwuję sobię jeden egzemplarz! Po drugie: Gratuluję podjęcia tej jakże interesującej tematyki. Konflikty np: w Gruzji i Kosowie są w szkołach średnich realizowane aż na trzech przedmiotach! Jednak zawsze brakowało ciekawej i napisanej przystępnym językiem książki która mogła by służyć za pomoc uczniom przygotowującym się do matury z któregoś z tych przedmiotów. nauczyciele zawsze odsyłali do podręczników akademickich które były pisane przez politologó lub historyków. Brakowało właśnie takiej wspólnej inicjatwywy. Miło widzieć że ktoś dostrzegł problem i postanowił się tym zająć. Chwała wam za to!



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Ciekawi mnie czy w książce uwzględnia się wpływ topografii na mentalność ludów żyjących w terenach górskich jak Kaukaz lub była Jugosławia. Moim zdaniem spora część tamtejszych konfliktów spowodowana jest specyfiką małych społeczeństw, z których każde żyje w swojej, jedynej i niepowtarzalnej dolinie, często również posługująca się unikatowym językiem i prawie zawsze z ograniczonym kontaktem ze światem zewnętrznym. W tych warunkach właściwie wszystkie \"doliny\" są do siebie wrogo nastawione i właściwie kwestią przypadku, czasem religii jest opowiedzenie się po stronie aktualnych zewnętrznych władców lub przeciw nim i tego własnie doszukiwałbym się w przypadku Kaukazu. Teza powyższa jest mocno \"prowizoryczna\" lecz proszę spojrzeć co łączy Kraj Basków, Korsykę, Kosowo, Kaukaz czy północne rejony Pakistanu ?



Odpowiedz

Gość: kompilator |

A ja nie wierzę w objektywność tej publikacji. Wierzę, natomiast, w powodzenie tej książki. Czemu? Bo to jest dobry towar. Wystarczy by chociaż raz użyto określenie "imperializm rosyjski" i mamy sprzedaż i zainteresowanie mediów. Media zarabiają na rusofobii miliony, a zarobili już miliardy i będą sycić tym umysły bez umiaru póki to daje takie profity. Objektywność.Cóż...tytuł książki ma ambicję na objektywność, a nawet przeambicję. A objektywności nie spodziewam się. Bo niby skąd mogłaby się wziąć? Czy może jest wpisana w kulturę i myśl polską? Wolne żarty... Od kogo autorzy mogliby się jej nauczyc? Objektywizm( a nie relatywizm) jest najmniej porządanym zjawiskiem w dzisiejszej Polsce. Ale autorzy mają prawo uważac że są objektywni, bo wierzę że CHCIELI być tacy. A jak im wyszło to sie okaże, lecz pewne rzeczy da sie przewidzieć:) Pozdrawiam:)



Odpowiedz

Kompilatorze - liczymy na Twoją opinię również po przeczytaniu książki. Kto wie, może jednak Cię mile zaskoczymy? :) Mam taką nadzieję.



Odpowiedz

Gość: Cirmus |

Kompilatorze patrząc na to z twojego punktu widzenia to potrzebni by byli do tej książcy naukowcy polscy i rosyjscy którzy nie ulegali by interesom,naciskom,próżności. Sędziowie idealni którzy byli świadkami wszelkich zdarzeń i znali ich kulisy. Takie coś nie istnieje. Krytykować cudza pracę jest bardzo łato, gorzej coś samemu napisać. Jeżeli boli Cię to że książka jest oczekiwana przez ludzi to poprostu jej nie czytaj. Tyle w temacie.



Odpowiedz

Gość: Ivan Gruznyj |

Ośrodek Studiów Wschodnich ma - że się tak wyrażę - antyrosyjskie \"skrzywienie\". Z tego, co autorzy tutaj deklarują, pozycja ta będzie w miarę obiektywna, czyli nie idąca na łatwiznę rusofobicznych klisz. Mam nadzieję, iż się nie zawiodę, chociaż z zakupem książki muszę się wstrzymać z powodów finansowych. Chyba jej nie zabraknie?



Odpowiedz

Gość: Stach |

Zgadzam się z I.G. Na ogół z góry wiem, jeszcze zanim przeczytam opracowanie OSW, jaka będzie teza. Imperializm rosyjski, imperializm rosyjski, imperializm rosyjski...



Odpowiedz

Gość: mac ap |

No proszę, ilu mamy zagorzałych obrońców Rosji i tezy o gałązce oliwnej w dzióbku rosyjskiego gołąbka...



Odpowiedz

Uważasz, mac apie, że możliwe są tylko takie dwie skrajne interpretacje?



Odpowiedz

Gość: Ivan Gruznyj |

Przepraszam, ta druga, \"skrajna\" interpretacja, to niby moja? Po prostu widzę temat nieco głębiej, a nie na zasadzie \"gnoj ruskiego imperialistę przy każdej okazji\". Prymitywna rusofobia zawsze mnie mierziła. Imperia są ekspansywne, co wynika z samej zasady imperializmu, jaki by nie był. Groźniejszy wydaje mi się imperializm USA, bardziej obecnie militarnie silniejszy, realizowany pod fałszywym płaszczykiem \"szerzenia demokracji\", który narzuca innym krajom płytką kulturę amerykańską i mentalność wiecznego dziecka w hipermarkecie - przejedzenia się świństwem tam sprzedawanym aż do wystąpienia torsji. Jedna powieść Dostojewskiego albo sztuka Czechowa(ew. Gogola) jest dla mnie więcej warta ,od od tej całej jankeskiej kultury. Co ciekawe, nie mam nic wspólnego z lewicą, posiadam raczej poglądy konserwatywno-nacjonalistyczne.Ps. Moje zdanie o OSW wynika z systematycznego otrzymywania materiałów Ośrodka, nie wykoncypowałem swej opinii z powietrza.



Odpowiedz

Skrajna to taka, według której rosyjski imperializm nie istnieje. Poza tym nie chciałbym za bardzo wchodzić w dyskusję, w której porównywalibyśmy oba imperializmy i spierali się, który jest groźniejszy (i dla kogo), ale przeciwko jednemu muszę zaprotestować. Zestawienie Dostojewskiego i supermarketu jako reprezentantów całej kultury rosyjskiej i amerykańskiej jest po prostu głupie.



Odpowiedz

Gość: Kamil Janicki |

Odniosę się do wypowiedzi M. Barana sprzed tygodnia. Zginęła ona jakoś w ferworze dyskusji, a wbrew pozorom zawiera bardzo interesującą kwestię. Zacytuję całą wypowiedź, by nikt nie musiał szukać: \"Ciekawi mnie czy w książce uwzględnia się wpływ topografii na mentalność ludów żyjących w terenach górskich jak Kaukaz lub była Jugosławia. Moim zdaniem spora część tamtejszych konfliktów spowodowana jest specyfiką małych społeczeństw, z których każde żyje w swojej, jedynej i niepowtarzalnej dolinie, często również posługująca się unikatowym językiem i prawie zawsze z ograniczonym kontaktem ze światem zewnętrznym. W tych warunkach właściwie wszystkie \"doliny\" są do siebie wrogo nastawione i właściwie kwestią przypadku, czasem religii jest opowiedzenie się po stronie aktualnych zewnętrznych władców lub przeciw nim i tego własnie doszukiwałbym się w przypadku Kaukazu. Teza powyższa jest mocno \"prowizoryczna\" lecz proszę spojrzeć co łączy Kraj Basków, Korsykę, Kosowo, Kaukaz czy północne rejony Pakistanu ?\" Myślę, że ma Pan bardzo wiele racji. Ten temat już kilkakrotnie próbowano badać w odniesieniu do Bałkanów i Kaukazu, choć brakuje decydujących rozstrzygnięć na ile to geografia odgrywa kluczową rolę, a na ile podłoże historyczne które uczyniło z tych regionów pogranicza wielkich cywilizacji i przedpola pogranicza wielkich mocarstw. O roli geografii w stosunkach wewnętrznych Gruzji powstała nawet ciekawa praca magisterska, której niestety nie zdążyłem szerzej wykorzystać w \"Źródłach nienawiści\": \"Regiony i regionalizmy w Gruzji a integralność państwa\" http://www.kaukaz.pl /pdf/t_praca_magisterska_regiony_gruzja_kaukaz.pdf W naszej książce kwestii topografii szerzej nie podejmowaliśmy, ale w części o Gruzji starałem się pobieżnie zarysować problem.



Odpowiedz

Gość: Darek 781 |

Chciałem nawiązać do imperializmu rosyjskiego. Problem imperializmu rosyjskiego, jest bardzo złożony. Jeżeli Źródła by nim się zajęły, to musiałaby być to praca co najmniej jak Rewolucja Rosyjska, czy Rosja Bolszewików w 5 tomach. Obecny imperializm jest fuzją całokształtu doświadczeń rosjan. Trzeba by go rozpatrywać na płaszczyźnie władzy, na płaszczyźnie zwykłych ludzi. Nie można zapominać również o doktrynie eurazjatyckiej, imperialiźmie \"nacboli\". Trzeba pamiętać również o imperialiźmie Rosjan, mieszkańców Syberii. Oprócz tego we współczesny imperializm rosyjskich wchodzi refleksja historyczna, bez której nie można by się obyć. Do tego jeszcze trzeba by porównywać imperializm rosyjski z niemieckim nie można zapominać o amerykańskich doktrynach, imperialiźmie angielskim. To jest naprawdę wielki problem. On wiąże się z konfliktami etnicznymi, ale wydaje mi się, że jest tylko częścią z wielu zagadnień składających się na pytanie co jeszce powoduje, że te konflikty wybuchły, wybuchają na terenach wspomnianych w książce.



Odpowiedz

Gość: Ivan Gruznyj |

Panie Sidorski, użyłem pewnego skrótu retorycznego, bez przesady z tak ostrym ocenianiem mojej osoby. Nisko sobie cenię kulturę amerykańską, będącą dla mnie w sferze wartości czymś w rodzaju hipermarketu, zaś kultura rosyjska stanowi wielkość samą w sobie, choćby przez wymienione nazwiska. Nie odmawiam nikomu prawa do odmiennych opinii. Kol. Darek 781 ma oczywiście rację,że problem jest złożony; doktryna eurazjatycka, to sam w sobie fascynujący temat, nie przeceniałbym jednak imperializmu \"nacboli\", jeżeli Kolega rozumie przez jego wyznawców działaczy Partii Narodowo-Bolszewickiej-\"nacboli\", obecnie rozbitej(oddzielenie się Frontu Narodowo-Bolszewickiego) i zmarginalizowanej po klęsce koncepcji Eduarda Limonowa na współpracę z \"opozycją demokratyczną\". Oczywiście sama idea narodowego bolszewizmu pozostaje niezmiernie żywotna, głównie dzięki intelektualnemu dynamizmowi Aleksandra Dugina( zresztą byłego współpracownika Limonowa), który pozostaje czołowym teoretykiem eurazjatyzmu, narodowego bolszewizmu i tradycjonalizmu integralnego. Długo jeszcze można pisać, ale nie ma czasu. Dziękuję i do zobaczenia,że się tak wyrażę.



Odpowiedz

Gość: Roman Sidorski |

Nie oceniam Pańskiej osoby, tylko \"skrót retoryczyny\" i swoją opinię o nim podtrzymuję. Kultura rosyjska to również muzyka na poziomie disco polo, jaką puszcza się w rosyjskiej telewizji (a przynajmniej puszczało kilka lat temu - dawno niczego nie oglądałem), zaś amerykańska to chociażby Hemingway czy Warhol (no tak, on może kojarzyć się z hipermarketem ;) ).



Odpowiedz

Gość: mac ap |

To dość typowe dla obrońców Rosji: utożsamiać ją tylko z Dostojewskim, nie z pijaństwem albo korupcją. A USA odwrotnie: mówić tylko o supermarketach i popkulturze, starannie obchodząc Hemingwaya albo największy udział Amerykanów wśród noblistów. Co do Twego pytania Czajna (\"uważasz, mac apie, że możliwe są tylko takie dwie skrajne interpretacje?\"), to ani nie jestem apologetą USA, ani zdeklarowanym wrogiem Rosji. Zastanawia mnie tylko, skąd tu tyle osób, tak troszczących się o właściwe, odpowiednio pozytywne naświetlenie roli Rosji we współczesnym świecie. Jeszcze przed lekturą. Stawiam dolary przeciw orzechom, że gdyby wiadoma książka traktowała o konfliktach na zachodniej półkuli a nie w Europie i na Zakaukaziu, to pies z kulawą nogą nie zaczął się z góry martwić o odpowiednio pozytywne naświetlenie roli USA. Mam własną teorię na temat stopnia słuszności pojawiającej się tu tezy o jakoby rosyjskich fobiach i szkalowaniu w Polsce akurat Rosji, nie jakiegoś innego mocarstwa.



Odpowiedz

Przypomina mi się w tym kontekście, że pozwolę sobie na dygresję, książką E. Lucasa: http://histmag.org/?id=2277, która o ile wyjaśnia i słusznie argumentuje dlaczego coś takiego jak rosyjski imperializm istnieje i zagraża Europie, to jednocześnie nie ukazuje opinii w żaden sposób zróżnicowanej. Sam nie spglądam na temat w tak czarno-białej gamie kolorów, ale jednak ignorowanie neoimperialnych zakusów Rosji byłoby oznaką nieprofesjonalizmu...a może głupoty? Inna bajka, że USA to też nie jest magiczna kraina szczęśliwości, a np. Gruzja nie była w ubiegłorocznej wojnie niewinnym barankiem... Wszystko w tym temacie ma szeroką gamę przeróżnych kolorów szarości...



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Uparcie jeszcze raz o geografii. Imperializm rosyjski może mieć pewne uzasadnienie w geografii to znaczy w chęci właściwej większości narodów by osiągnąć jakieś naturalne granice własnego terytorium i tu trafiamy na przypadek licznego narodu żyjącego na olbrzymich równinach. Póki na stepach istnieli Pieczyngowie a później Mongołowie to niewiele dało się zdziałać a zachód był zamknięty przez Szwecję i Rzeczpospolitą. Po likwidacji zagrożenia tatarskiego (jakże istotnego dla mentalności Rosjan) zaczęto szukać \"naturalnych granic\". W ciągu jednego stulecia Rosjanie i Kozacy idąc (L. Gumiłow) \"na spotkanie słońca\" dotarli do Pacyfiku a nawet Alaski a na południu do stóp Kaukazu. Dalej się nie dało lecz był to najłagodniejszy imperializm owych czasów i nie powodujący eksterminacji żadnego z podbitych ludów. Czy to dobrze czy żle nie wiem lecz w owych wiekach Europejczycy (czyli również i Rosjanie i Kozacy) dysponując głownie \"przewagą mentalną\" wszędzie byli zdobywcami i imperialistami i tylko z Portą jakoś nie szło. PS Panie Kamilu ! Przeczytałem \"Galicję trzeźwiejącą...\" i uważam iż obszedł się Pan zbyt łagodnie z ostatnim rozdziałem.



Odpowiedz

Gość: Ivan Gruznyj |

mac ap - mamy dość własnego pijaństwa i korupcji,żeby przejmować się tymi zjawiskami akurat w Rosji. A co do Twojej \"teorii\", to chyba nie plasuje się ona wśród poglądów, które każde zdanie w jakiś sposób przychylne Rosji, kojarzy od razu z \"dyżurnymi\" internautami z ambasady rosyjskiej albo zgoła ze szpiegami i białym wywiadem. Kupa jest takich oszołomskich wpisów na różnych forach. Ja lubię Rosję i Rosjan na własny rachunek i tyle. Złamanego rubla za to nie dostaję - słowo honoru. Majątkowo stoję źle, brakuje mi np. funduszy na zakup omawianej tutaj książki.Wielbiciele USA mają się procentowo znacznie lepiej.Co do Warhola, faktycznie bardziej cenię ikony Rublowa od jego \"dzieł\" w stylu puszek z zupą, a Hemingway wydaje się nieco pozerski i powierzchowny, jak prawie cała kultura amerykańska. Wolę Johna Steinbecka, szczególnie \"Grona gniewu\".Nobliści, ilu z nich było Amerykanami z urodzenia? Powtarzam - każdy ma prawo do swojego zdania na omawiane tematy. Proszę też o wyrozumiałość dla mojego punktu widzenia. Pan Sidorski powinien zrozumieć, że skróty myślowe są w tego rodzaju dyskusjach niezbędne, sam ich używa. Przecież nie będziemy produkować elaboratów na całą stronę. Na tym kończę, jestem naprawdę zajęty, zaprzestaję polemiki.Pozdrawiam.



Odpowiedz

Gość: mac ap |

Nie jestem pewny mbbaran, czy obrońcy Kazania albo Azowa podzieliliby Twoje przekonanie o względnej łagodności rosyjskiego imperializmu. A w szczególności nie zgadzam się z tezą, że przykładowo imperium brytyjskie czy holenderskie były brutalniejsze od rosyjskiego. Bo i niby jakie były by na to dowody?



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

No tak. Wszystkim wolno wojować tylko nie Rosjanom. Wolno było Tatarom spalić Moskwę, nie wolno Rosji atakowac Tatarów. Czy to ma być główna teza wywodu ? Kazań zresztą sam sprowokował wojnę z Rosją a Azow był turecki. Obydwa odłamy świata muzułmańskiego, jak powszechnie wiadomo znane były z łagodnej i zupełnie pokojowej polityki i stąd płynie wniosek o niesłychanej grubiańskości oraz braku gościnności Austriaków, Niemców i Polaków pod Wiedniem w 1683 r. Co do łagodności to jednak najdalszy Czukcza był poddanym cara, to znaczy miał wiele praw i w rzeczywistości mógł z nich korzystać. Ile z nich mieli \"kolorowi\" mieszkańcy kolonii ?



Odpowiedz

Gość: mac ap |

O, to dopiero Czukcza albo inny Turkmen za carskiego samodzierżawia czy sowieckiego terroru mieli prawa w porównaniu do szkockiego yeomena w UK, bądź chrześcijańskiego chłopa w imperium osmańskim... A już ocena moralna obrońców tatarsko-czeremisko-czuwaskiego chanatu kazańskiego w 1552 roku na podstawie wyprawy Turków na Wiedeń w 1683 roku to prawdziwy majstersztyk... Zrozum, ja nie twierdzę że Rosja była najgorszym imperium w dziejach. To Ty zdajesz się twierdzić, że była najlepszym.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Mówiłem tylko o Rosji, nie o ZSRR. Jednak mieli prawa i nie mieli statusu \"raji\" jeśli już chodzi o chrześcjan u Turków. Też nie twierdzę iż Rosja była najlepszym z imperiów, jednak nie rozumiem naszego odmawiania im działań właściwych dla wszystkich państw owego czasu. Teraz też nie są gorsi ani lepsi od Amerykanów. Nie ma lepszego przykładu niż ogólnoświatowy krzyk po strąceniu samolotu koreańskiego i zupełne wyciszenie sprawy po tym samym w przypadku VI Floty i pasażerskiego samolotu irańskiego w Zatoce Perskiej.



Odpowiedz

Gość: mac ap |

Aha, a jak porównałeś rozgłos medialny w obu wypadkach? Poza tym Amerykanie strącili samolot przez pomyłkę- przekonani że to wroga maszyna wojskowa (to były niemal warunki wojenne) i nie mogący się doczekać odpowiedzi na nawoływania radiowe. A Rosjanie strącili koreańską maszynę całkowicie świadomie. Co do porównania, to jakoś my w Polsce mamy problemy z rosyjskim imperializmem, nie z amerykańskim.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Sam Waść dałeś wykładnię! Rosyjskie potwory strącają świadomie, Amerykanie wyłącznie przez pomyłkę. Tyle tylko że Amerykanie zrobili to kilkanaście tysięcy kilometrów od USA a Rosjanie po długim okresie bezskutecznego wywoływania i obserwacji samolotu lecącego bezpośrednio nad ich terytorium. Z tego prosty wniosek iż tam gdzie jest VI Flota i w dużej odległości od niej jest terytorium USA i niewiele mają do rzeczy \"warunki niemal wojenne\" a to że mamy problemy z rosyjskim imperializmem nie powinno zamykać oczu na ocenę imperializmu amerykańskiego.



Odpowiedz

Gość: mac ap |

Zatem chyba nie należy jednocześnie rzucać w stronę Amerykanów błotem, a Rosjan rozgrzeszać kawałkami o \"chęci właściwej większości narodów by osiągnąć jakieś naturalne granice własnego terytorium\". Może się zgodzisz. Takie myślenie jest szczególnie częste na niezagrożonym przez Rosję Zachodzie. My tu w Polsce powinnismy na sprawy patrzeć nieco trzeźwiej. Nota bene, gdzie są według Ciebie te rosyjskie \"naturalne granice własnego terytorium\"? Na Bugu? Na Odrze? A może na Atlantyku i Oceanie Indyjskim, jak to sobie wyobrażali sowieci, którzy to niby według Ciebie (sprawa obu strąceń) byli lepsi od Amerykanów? Przy okazji: nadal nie wiem, skąd się wzięło Twoje porównanie rozgłosu medialnego.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Rzecz wyłącznie w tym by z góry nie zakładać iż wszystko zło tego świata pochodzi od Rosjan. Amerykanie znaleźli naturalną granicę na Pacyfiku, podobnie jak Rosjanie i niestety silniejszemu lub prężniejszemu \"więcej wolno\". Apeluję o nieco więcej luzu. Pozdrawiam Cię mac ap.



Odpowiedz

Gość: mac ap |

Dzięki i nawzajem. Zareagowałem tylko dlatego, że sugerowałes iż rosyjskie imperium było lepsze, moralniejsze i bardziej cywilizowane od pozostałych. Samo stwierdzenie że nie całe zło świata pochodzi od Rosjan, na pewno nie skłoniło by mnie do polemiki.



Odpowiedz

Gość: Darek 781 |

Ja tak na marginesie macapowego podsumowania. Nie wiem czy wiesz mac ap, ale gdyby Piotr Stołypin przeprowadził swoje reformy do końca to imperium rosyjskie (Romanowów) niestety byłoby lepsze i silniejsze. W kwestiach moralno - cywilizacyjnych być może również wiele by się zmieniło. Choć trzeba brać pod uwagę ówczesny światopogląd klas rządząco - posiadających i robotników, chłopów oraz ludności w guberniach zachodnich (tereny Rzeczpospolitej). Jenakże śmierć Stołypina, wybuch I wojny i pierwsza rewolucja. Diametralnie wszystko zmieniły. A na koniec taki mały dowcip rosyjski: Dlaczego Polska nie jest imperium? Bo przeszkadzają jej w tym USA i Rosja



Odpowiedz

Gość: mac ap |

Carską Rosję, nawet po wymuszonych blamażem w wojnie z Japonią, ostrożnych reformach, większość zachodnich społeczeństw widziała jako państwo na wpół barbarzyńskie, zamordystyczne i brutalne. I ja się z tym zgadzam. Ewentualny sukces Stołypina nie byłby czymś, z czego Polacy mogli by być szczęśliwi.



Odpowiedz

Gość: sad |

Ciekawe podejście do tematu



Odpowiedz

Gość: odoaker |

Jesli nie Rosja to co lub kto zapewnił by stabilizację równowagę polityczną w dużej części Azji?



Odpowiedz

Gość: Darek 781 |

Polityka nie znosi pustki. Napewno stabilizację, lub inną formę utrzymania spokoju zapewnił by kto inny.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Nie znosi polityka pustki, nie znosi. Onegdaj stabilizację na Kaukazie zapewniała Turcja, póżniej Rosja i ZSRR a teraz kto? Turcja odpada - znienawidzona, być może USA lecz ich zdolności ujawniają się w Iraku i Afganistanie. Marna perspektywa.



Odpowiedz

Gość: Darek 781 |

Istnieje jeszcze alternatywa podziału strefy wpływów.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

No i Gruzja ćwiczy na sobie \"wdrażanie\" alternatywy.



Odpowiedz

Gość: Darek 781 |

Być może tak, choć z drugiej strony patrząc na całą sytuację, jak z punktu widzenia Rosjan ich kraj zaczął być sprowadzany z poziomu mocarstwa do roli kraju drugorzędnego, trudno się dziwić, takiej polityce w stosunku do Gruzji. Zaś Gruzja rzeczywiście, stara się wykreować na lidera regionu. Na pewno taki pełzający konflikt w tym regionie może z czasem się rozszerzyć. Skutkować to może zamachem na prezydenta Saakaszwilego i przejęciem władzy przez konkurenta, który niekoniecznie może być prorosyjski, choć ugodowy. Bardzo możliwy jest wariant zakulisowych rozmów z gruzińskimi przeciwnikami Saakaszwilego i \"wymiany\" aparatu w Gruzji na pro rosyjski. Każdy ze scenariuszy jest możliwy. Jednak finał jest przewidywalny. Na pewno w regionie zaistnieje taki układ sił, który da przewagę konkurencji. Na razie jak widać wygrywa Rosja.



Odpowiedz

Gość: buldog |

Temat mnie interesuje. Chciałbym kupić i przeczytać książkę, ale w postaci elektronicznej (dawno już słowo drukowane stało mi się obce, może to świadectwo barbarzyństwa, ale fakt) - czy to możliwe? Pewnie nie, ale z wpisów na Forum wnioskuję, że można ściągnąć pojedyncze artykuły. Czy ktoś mógłby mi powiedzieć, skąd? W kwestii rosyjskiego imperializmu. Dziś można stwierdzić jedynie \"bóle fantomowe\" po utracie imperium (a, dla porównania, jak to było z Algierem? - a Algier za morzem), nie poparte ani rzeczywistymi działaniami, ani rozbudową potencjału militarnego nakierowanego na ekspansję. Możemy jedynie mówić o próbach reaktywacji imperium światowego w hipostazie \"gazowej\", ale i to już przeszłość. Gruzja \"ne w schet\", jak kto chce, możemy porozmawiać. Wszystko inne, to tylko imperialna demagogia. Manewry w Białorusi? Śmiechu warte. Jeśli mamy mówić o ekspansji na obszarze poradzieckim, to najprędzej chińskiej i islamskiej. Obecni tu z pewnością znają prace Gumilewa, przytoczę tylko przykład - tłumaczenie wpisu Rosjanina (fizyk z Dubnej, obecnie na emigracji w Niemczech) o nicku Przechodzień, poświęconego przyszłości Rosji, odwołującego się do tej teorii. Może nie zanudzi. -- Прохожий. Терпение, друзья Przechodzień. Cierpliwości, przyjaciele Jeszcze troszkę, jeszcze odrobinkę. Ciekawa i niemal oczywista prognoza przyszłego losu Rosji, jak etnosu, wręcz narzuca się z syntezy „passionarnoj” teorii etnogenezy Ł.N. Gumilewa (nawiasem mówiąc, i tak nie uznaną przez oficjalną radziecką historiografię (historiozofię? – bul); co stanie się jasne niżej) i najnowszej teorii rozwoju biosocjalnego, przedstawionej w pracach współpracownika INB Wydziału Fizyki Jądrowej Moskiewskiego Uniwersytetu Państowego im. A. Panowa. W kilku słowach … Etnosy przechodzą cykl rozwoju od fazy «wstrząs» (narodziny) do fazy «obskurancja» (degradacja) w ciągu 1000-1150 lat. Szczegóły patrz w Wikipiedii i in. źródłach. Według teorii Panowa biologiczny oraz przechodzący w społeczny rozwój przechodzi określone granice fazowe zgodnie z ciągiem geometrycznym o współczynniku 2,7. To zostało udowodnione. Jeśli odniesiemy początek okresu o długości średniej (1075 lat) do, powiemy, daty chrztu Rusi (988 rok) otrzymujemy … pierwsze stulecie XXI wieku z dokładnością do plus-minus 75 lat. Z drugiej strony, mierząc okres czasu od kryzysu 1917 roku, do kryzysu roku 1991-go otrzymujemy liczbę 74. Dzielimy 74 przez 2,7 i otrzymujemy 27. 27 + 1991 = 2018! Co ściśle wpasowuje się w teorię Gumilewa. Otóż, nauka stwierdza, że w 2018 roku Rosja przestanie istnieć, jako etnos. Wszystko to stanie się w czasie panowania obecnych władz. (Żal Chodorkowskogo!) Szczególnym niedowiarkom proponuję zajrzeć do podręczników historii: Co działo się w okresie o jedną fazę wstecz. 74x2,7 = 200. 1917–200 = 1717. Albo o dwie. Proponuję czytelnikowi samemu cofnąć się od roku 1717 o 540 (200x2,7) lat i popatrzeć na historię. Majaczenie? Jednakże, jeśli przyjrzeć się uważnie, [można się przekonać, że] przełom już nastąpił dziś, niezależnie od czynników zewnętrznych. Prawa przyrody są nieubłagane! I ich trzeba podchodzić do nich ze rozumieniem, bez histerii. ……W 1980 roku, w przepięknym 1980 roku AN CCCP otrzymała od KC KPZR polecenie przedstawienia prognozy dalszego rozwoju kraju ponieważ nawet partyjnym bonzom sytuacja, w której degradację całej gospodarki narodowej kompensuje się ropą, wydała się już zatrważającą. Trzeba powiedzieć, że zgodnie z ówczesnymi szacunkami zapasy ropy były ograniczone, a cena sięgała gdzieś tam nie więcej niż 20 dolarów/baryłkę. I jajogłowi przepowiedzieli rozpad kraju za dziesięć lat. Ich uznano za pomylonych, o mało co nie zamknęli w domu wariatów, ale sprawozdanie na wszelki wypadek utajnili. Niedawno to opracowanie odtajnili. Wszystko spełniło się z dokładnością do roku. 1991! Dzisiejsi analitycy tak krajowi, jak i zagraniczni jednym głosem przepowiadają przyśpieszony rozpad Rosji w przyszłym dziesięcioleciu i pełną dezintegrację w trzecim dziesięcioleciu. Już zaryzowują się konkretne rysy tego rozpau. Z prawdopodobieństwem 70-80% należy oczekiwać następującego… Czukotka z radością rzuci się w objęcia Ameryki. Japończycy bez trudu zajmą Kuryle, Sachlin i Daleki Wschód. Czy to w charakterze terytoriów stowarzyszonych, czy to inkorporowanych. Nieważne. Chińczycy wyleją się na Syberię, aż do Uralu. Nie do końca jest jasne, co zrobi Jakucja ze swoimi diamentami… Środkowoazjatyckie «republiki» (mówiąc ściślej – despotie) z radością ulegną Chińczykom, którzy zakonserwują ich polityczny status. W Rosji europejskiej nadmą policzki Tatarzy i Baszkirowie na całym Powołżu, zlewając się z ekspansją kaukaską. Nie do poznania i żałośnie będą wyglądać Gruzja, Armenia i Azerbajdżan. Najprędzej pod przymusem poszukają sobie sojuszników. Turcy wezmą Krym – jednoznacznie. Zgodnie z istniejącym od Katarzyny II porozumieniem Ukraina Wschodnia połączy się z Zachodnią wobec groźby kaukaskiej ekspansji. A Kubań – sprawa rozstrzygnięta – chapnie Kadyrow. Tylko nie sposób pojąć, gdzie się zatrzyma: na podejściach do Tambowa, Samary, czy wcześniej. Świat z przerażeniem będzie patrzeć na rozpad wielkiego kraju. Szczególny ból głowy Europy i Ameryki sprawi problem potencjału jądrowego Rosji. Co zrobić z tymi 2850 (czy coś koło tego) ładunków jądrowych, co począć z ogromnym arsenałem rakiet i, na koniec, co począć z tzw. jądrową nieruchomością typu Krasnojarsk itp. Wyobrażacie sobie, Kadyrow z bombą atomową!!!!! ONZ spróbuje dać ochronę na takich obiektach. A wojska ONZ – to, przede wszystkim, Amerykanie !!!! Rosyjskie władze i naród (w liczbie 120 milionów lub mniejszej) uznają tę akcję za okupację!! Co tu się zacznie, przewidzieć nie sposób. Tak wydaje się mi, staremu emigrantowi, byłemu obywatelowi tego nieszczęsnego kraju. To nie reportaż z domu wariatów, a z domu starców (odchodzących w przeszłość – bul). Co się tyczy losu postaci politycznych – to zupełnie inny nie mniej tragiczny temat. Sobota, 24 listopada 2007 r. -- Z podziękowaniami dla Autorów. Pozdrowienia, buldog.



Odpowiedz

Gość: buldog |

POPRAWKA. W wysłanym wpisie zostały błędy w przekładzie postu Przechodnia. Przesyłam poprawiony tekst i proszę o umieszczenie w miejsce wcześniejszego. Oczywiście, starałem się zachować styl oryginału buldog. -- Jeszcze troszkę, jeszcze odrobinkę. Ciekawa i niemal oczywista prognoza przyszłego losu Rosji, jak etnosu, wręcz narzuca się z syntezy „passionarnoj” teorii etnogenezy Ł.N. Gumilewa (nawiasem mówiąc, i tak nie uznaną przez oficjalną radziecką historiografię; co stanie się jasne niżej) i najnowszej teorii rozwoju biosocjalnego, przedstawionej w pracach współpracownika INB Wydziału Fizyki Jądrowej Moskiewskiego Uniwersytetu Państowego im. A. Panowa. W kilku słowach … Etnosy przechodzą cykl rozwoju od fazy «wstrząs» (narodziny) do fazy «obskurancja» (degradacja) w ciągu 1000-1150 lat. Szczegóły patrz w Wikipiedii i in. źródłach. Według teorii Panowa rozwój biologiczny oraz przechodzący w społeczny przechodzi określone granice fazowe zgodnie z ciągiem geometrycznym o współczynniku 2,7. To zostało udowodnione. Jeśli odniesiemy początek okresu o długości średniej (1075 lat) do, powiemy, daty chrztu Rusi (988 rok) otrzymujemy … pierwsze stulecie XXI wieku z dokładnością do plus-minus 75 lat. Z drugiej strony, mierząc okres czasu od kryzysu 1917 roku, do kryzysu roku 1991-go otrzymujemy liczbę 74. Dzielimy 74 przez 2,7 i otrzymujemy 27. 27 + 1991 = 2018! Co ściśle wpasowuje się w teorię Gumilewa. Otóż, nauka stwierdza, że w 2018 roku Rosja przestanie istnieć, jako etnos. Wszystko to stanie się w czasie panowania obecnych władz. (Żal Chodorkowskiego!) Szczególnym niedowiarkom proponuję zajrzeć do podręczników historii: Co działo się w czasie o jedną fazę wstecz. 74x2,7 = 200. 1917–200 = 1717. Albo o dwie. Proponuję czytelnikowi samemu cofnąć się od roku 1717 o 540 (200x2,7) lat i popatrzeć na historię. Majaczenie? Jednakże, jeśli przyjrzeć się uważnie, [można się przekonać, że] przełom już nastąpił dziś, niezależnie od czynników zewnętrznych. Prawa przyrody są nieubłagane! I trzeba podchodzić do nich ze rozumieniem, bez histerii. ……W 1980 roku, w przepięknym roku 1980 AN CCCP otrzymała od KC KPZR polecenie przedstawienia prognozy dalszego rozwoju kraju ponieważ nawet partyjnym bonzom sytuacja, w której degradację całej gospodarki narodowej kompensuje się ropą, wydała się już zatrważającą. Trzeba powiedzieć, że zgodnie z ówczesnymi szacunkami zapasy ropy były ograniczone, a cena sięgała gdzieś tam nie więcej niż 20 dolarów/baryłkę. I jajogłowi przepowiedzieli rozpad kraju za dziesięć lat. Uznano ich za pomylonych, decydenci o mało co nie zamknęli w domu wariatów, ale sprawozdanie na wszelki wypadek utajnili. Niedawno to opracowanie odtajniono. Wszystko spełniło się z dokładnością do roku. 1991! Dzisiejsi analitycy tak krajowi, jak i zagraniczni jednym głosem przepowiadają przyśpieszony rozpad Rosji w przyszłym dziesięcioleciu i pełną dezintegrację w trzecim dziesięcioleciu. Już zaczynają być widoczne konkretne rysy tego rozpadu. Z prawdopodobieństwem 70-80% należy oczekiwać następującego rozwoju wydarzeń… Czukotka z radością rzuci się w objęcia Ameryki. Japończycy bez trudu zajmą Kuryle, Sachalin i Daleki Wschód. Czy to w charakterze terytoriów stowarzyszonych, czy to inkorporowanych. Nieważne. Chińczycy wyleją się na Syberię, aż do Uralu. Nie do końca wiadomo, co zrobi Jakucja ze swoimi diamentami «Republiki» środkowoazjatyckie (mówiąc ściślej – despotie) z radością ulegną Chińczykom, którzy zakonserwują ich polityczny status. W Rosji europejskiej nadmą policzki Tatarzy i Baszkirowie na całym Powołżu, zlewając się z ekspansją kaukaską. Nie do poznania i żałośnie będą wyglądać Gruzja, Armenia i Azerbejdżan. Najprędzej przymuszeni przez życie poszukają sojuszników. Turcy wezmą Krym – jednoznacznie. Zgodnie z istniejącym od Katarzyny II porozumieniem Ukraina Wschodnia w obliczu groźby ekspansji kaukaskiej połączy się z Zachodnią. A Kubań – sprawa rozstrzygnięta – chapnie Kadyrow. Tylko nie sposób pojąć, gdzie się zatrzyma: na podejściach do Tambowa, Samary, czy wcześniej. Świat z przerażeniem będzie patrzeć na rozpad wielkiego kraju. Szczególny ból głowy Europie i Ameryce sprawi potencjał jądrowy Rosji. Co zrobić z tymi 2850 (czy coś koło tego) ładunkami jądrowymi, co począć z ogromnym arsenałem rakiet i, na koniec, co począć z tzw. jądrową nieruchomością typu Krasnojarsk itp. Wyobrażacie sobie, Kadyrow z bombą atomową!!!!! ONZ spróbuje wystawić na takich obiektach ochronę. A wojska ONZ – to, przede wszystkim, Amerykanie !!!! Rosyjskie władze i naród (w liczbie 120 milionów lub mniejszej) uznają tę akcję za okupację!! Co tu się zacznie, przewidzieć nie sposób. Tak wydaje się mnie, staremu emigrantowi, byłemu obywatelowi tego nieszczęsnego kraju. To nie reportaż z domu wariatów, a z domu starców. Co się tyczy losu postaci politycznych – to już zupełnie inny nie mniej tragiczny temat. Sobota, 24 listopada 2007 r.



Odpowiedz

@ buldog >Chciałbym kupić i przeczytać książkę, ale w postaci elektronicznej >(dawno już słowo drukowane stało mi się obce, może to świadectwo >barbarzyństwa, ale fakt) - czy to możliwe? Pewnie nie, ale z wpisów > na Forum wnioskuję, że można ściągnąć pojedyncze artykuły. Czy ktoś >mógłby mi powiedzieć, skąd? Rozważamy możliwość wydania "Źródeł" w postaci e-booka, jednak na chwilę obecną nie mogę w tej sprawie powiedzieć niczego pewnego - równie dobrze może wyjść za pół roku, rok, albo wcale. Mimo wszystko polecam więc papierową wersję. Nie publikowaliśmy również artykułów z książki na naszej stronie - można znaleźć jednak sporo materiałów o zbliżonej tematyce. Proszę wejść na stronę naszego katalogu artykułów: http://histmag.org/?arc=4&dx=0 i wybrać interesującą Pana kategorię, lub skorzystać z naszej wyszukiwarki.



Odpowiedz

Gość: kolme |

Przeczytałem całą dyskusję. Zastanawia mnie ta wręcz obsesyjna nienawiść niejakiego \"mac apa\"do Rosji.



Odpowiedz

Gość: mac ap |

Bo ja jestem taki obsesyjny i codziennie przed snem 100 razy powtarzam \"zniszczyć Rosję\" oraz układam plany wykorzenienia imperium rosyjskiego- od stuleci miłującego pokój, praworządnego i ogólnie kojarzącego się tylko z puchatymi króliczkami i kolorowymi kwiatuszkami. W wypowiedziach pod tym artykułem co prawda podstępnie czepiałem się wyłącznie wyróżniania jej jako najlepszego imperium w dziejach, ale Pan jakże słusznie i czujnie przygwoździł mnie, odgadując lepiej ode mnie i ujawniając moje prawdziwe myśli. W stosunkowo najmniej paskudnym zakamarku mojej mrocznej duszy cieszę się, że ta wspaniała, górująca moralnie nad resztą świata Rosja, ma wielu takich skutecznych obrońców.



Odpowiedz

Gość: Realista |

Dziś w Gościu Niedzielnym zamieszczono krótką notkę o książce!



Odpowiedz

Dzięki za sygnał. :)



Odpowiedz

Gość: Vroo |

Książka dotarła do mnie dzisiaj. Zacząłem dopiero czytać, więc tylko wrażenia zewnętrzne: dobre edytorstwo, czytelny druk, indeks - co doceni każdy szukający szczegółowych informacji. Jedna uwaga to przypisy - powinny być na dole, a nie na końcu rozdziałów, szczególnie że są nie tylko bibliograficzne, ale i rzeczowe. A w ogóle to rewelacja, że grupa pasjonatów, niezwiązana z żadną instytucją wydaje samodzielnie porządną książkę historyczną! :-)



Odpowiedz

\"szczególnie że są nie tylko bibliograficzne, ale i rzeczowe. \" Nie zgodzę się o tyle, że poza bardzo rzadkimi przypadkami starałem się jednak, by przypisy były wyłącznie bibliograficzne. Wyjątki od tej reguły to góra kilka procent wszystkich przypisów. Poza tym - bardzo dziękuję za opinię i czekam na szerszy komentarz. Możliwie krytyczny :)



Odpowiedz

Gość: Labus |

Sam tytul jest bardzo nieudany i sugeruje jakoby Abchazja i Osetia Poludniowa byly niezaleznymi krajmami. Rozdzialy dotyczace Gruzji sugeruja z koleji, ze to Gruzini sa sami winni separatystycznym tendencjom w ich kraju. Moskwa wedlug autora byla w kazdej fazie konfliktu pasywna i zmuszana przez rozwoj sytuacji to dzialania. Jak dobrze jest miec takiego milego sasiada! Przedstawienie rosyjskiej armi jako ratownikow gruzinskich rodzin podczas wygnania 250.000 Gruzinow z ich domow w regionie Abchazji pod koniec lat 80-tych jest kulminacja tego tendencyjnego punktu widzenia. Nie mieszkam juz od 30 lat w Polsce i rozumiem, ze czarno biale przedstawianie konfliktu rosyjsko gruzinskiego w Polsce na niekorzysc Moskwy wymagalo od polskich historykow jakiegos sprostowania. Ale jak mozna uzywac cytatow Georga Hewitta manipulowanego latami przez KGB jako wiarygonego zrodla historycznego? Nie rozumiem dlaczego Hewitt tak nienawidzi Gruzinow, ale jest jasne ze jest ekstremalnie tendencyjny. Zainteresowanym polecam aktualny artykul na www. georgiandaily.com pod tytulem \"Abkhazian separatism was born in the labyrinths of KGB.



Odpowiedz

Gość: Przemysław Damski |

Nie będę odnosił się do treści książki, gdyż tej jeszcze nie czytałem, ale odnośnie uwagi co do tytułu - nie wydaje mi się, że jest on nieadekwatny. Wymienione przez Ciebie podmioty są bowiem \"krajami\", mało tego są \"krajami postkomunistycznymi\". Gdyby zaś były krajami niepodległymi moglibyśmy mówić o \"państwach\". Termin \"kraj\" jest neutralny. Co prawda bywa traktowany jako synonim \"państwa\", jednak nader często używa się go na określenie terytorium geograficznego, a nie tylko politycznego.



Odpowiedz

Gość: Labus |

Abchazja i Osetia Poludniowa sa na taka skale krajami na terytorium Gruzji jak Slask i Kaszuby sa krajami na terytorium Polski. Nie wydaje mi sie aby ktokolwiek w Polsce zgodil sie na taka definicje kraju, lub kraju postkomunistycznego. Osetia Poludniowa sklada sie z miasteczka Zchinwali i paru wiosek - razem ok. 80 tys. ludnosci. Moskwa twierdzi, ze jest to niezalezne panstwo od czasu jak stacjonuje tam kilka tysiecy rosyjskich zolnierzy po wypedzeniu ludnosci gruzinskiej i miedzynarodowych obserwatorow. Czy mozna stwarzac takie panstwa tylko dlatego ze ma sie silna armie i bombe jadrowa? Nie wiem o jakie podmioty Ci chodzi, ale w przypadku Gruzji jest bledne uzywac definicji kraj piszac o Abchazji czy regionie Zchinwali.



Odpowiedz

Gość: Sebastian Adamkiewicz |

Obawiam się, że wśród Abchazów czy Osetyjczyków większa jest świadomość odrębności i wola niezależności niż wśród Ślązaków, czy Kaszubów. Abchazja i Osetia są ponadto jednostkami autonomicznymi, w związku z tym, można stosować wobec nich pojęcie kraju, tym bardziej, że posiadały i posiadają one swoje rządy. Nie widzę więc logicznego związku w porównaniu Śląska czy Kaszub do Osetii czy Abchazji...



Odpowiedz

Gość: Labus |

Takze region Megreli czy Swaneti ma swoj wlasny odrebny jezyk i silne poczucie odrebnosci. Nie wspominajac o autonomicznej prowincji Adzarii z ktorej udalo sie Gruzinom wypedzic Aslana Abaszidze prosto do Moskwy i zaprowadic spokoj i pokoj. Region Zchinwali nie byl i nie jet autonomiczna jednostka Gruzji. Jej dzisiejszy \"prezydent\" byl zawodowym zapasnikiem i przemytnikiem. Zarowno on jak i \"prezydent Abchazji\" istnieja tylko i wylacznie z woli Rosji. Moskwa zamienila gruzinskie paszporty mieszkancow tych regionow na rosyjskie, wprowadzila rubla, etc. Dzwoniac do Abchazji nabiera sie od stycznia tego roku kierunkowy na Rosje. Nie mozna wiec mowic o jednostkach autonomicznych, lecz o terenach okupowanych. Z perspektywy Moskwy ewentulanie o powiekszeniu terytorium Federacji Rosyjskiej na koszt Gruzji. Przy odrobinie fantazji: jestem pewien, ze gdyby jakies silniejsze panstwo (n.p. Niemcy )zajely teren Slaska, czy Kaszub rozdaly niemieckie paszporty, nasadzily wasalow jako tzw. prezydentow nikt w Polsce nie zakceptowal by aby historycy pisali o nowych krajach na terenie Polski. To ze Abchazja podobnie jak Adzaria sa autonomiczna prowincja Gruzji nie odgrywa przy tym zadnej roli.



Odpowiedz

Gość: Basenji |

Gratulacje z pomysł i realizację. Myślę, że podstawowym problemem piszących była selekcja materiału i stąd ta krytyka niektórych osób. Nie ma pracy obiektywnej, ale ta zachowuje umiar w ocenach. Co więcej, jest tak napisana, że czyta się ją z przyjemnością i wiele osób nie interesujących się specjalnie dalekimi lub bliskimi regionami może w przystępny sposób zobaczyć z wielu punktów dany problem. Co jest największą zaletą spośród wielu innych. I trzeba zadać pytanie: Autorzy, a co dalej?



Odpowiedz

Gość: Monika |

Zakupiłam książkę ponieważ tematyka wydaje się być wyjątkowo ciekawa. Tematyka owszem jednak książka jest bardzo słaba pod względem merytorycznym. W książce nie obowiązują żadne ciągi logiczne, jeśli ktoś np. nie jest zaznajomiony z historią Łotwy i Estonii podczas II WŚ trudno mu będzie rozpoznać i odseparować wątki o ktorych pisze autor. Same konflikty narodowościowe są opisane bardzo powierzchownie pomijając istotne i sztampowe fakty w dziejach opisywanych państw. Nie polecam.



Odpowiedz

Gość: DeeS |

Omawiana ksiażkę mam i przeczytałem z zainteresowaniem, aczkolwiek brakowało mi bardzo drugiego \"zamrożonego\" konfliktu czyli Górskiego Karabachu. W sumie całkiem ciekawa rzecz, a \"refleksja historyczna\" dotycząca Abchazji i Osetii była IMHO bardzo potrzebna, żeby zrozumieć, o co chodzi. Poza tym mimo wszystko autorom udało się zachować obiektywizm, chociaż pewne sympatie można odczuć... ale bez przesady. Książką wyraźnie \"pro-gruzińską\" jest \"Mała wojna, któa wstrząsnęła światem\" Rona Asmusa - ją też warto przeczytać, żeby mieć spojrzenie od strony amerykańskiej administracji opraz tych ludzi w amerykańskim establishmencie, którzy bardzo aktywnie lobbowali \"za Gruzją\" - a przy okazji jest to też świetny przyczynek do geopolitycznej praktyki oraz skutków braku wyobraźni przy podejmowaniu jednych działań (Kosowo...), jakie mogą się pojawić w zupełnie innych rejonach świata.



Odpowiedz

Gość: Hubert |

Mam nadzieję, że gdzieś dostanę tą książkę. Coś mi mówi, że warto ją przeczytać.



Odpowiedz

Gość: Przemysław Damski |

http://odk.pl/zrodla-nienawisci,8585.html



Odpowiedz

Gość |

Cóż, szukamy u innych wyjasnień konfliktów etnicznych u siebie ich nie widząc- tu nie trzeba wyjaśniać na czyichś zbudujemy rozwiązanie jak to robią socjolodzy- wystarczą słowa= sarkazm



Odpowiedz

Gość: Mati |

Witam! Interesuje mnie ta książka w kontekście Tatarów krymskich. Czy mógłby mi ktoś powiedzieć ile jest tam na ten temat informacji?



Odpowiedz
Redakcja

Redakcja „Histmag.org”.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org