Autor: Göran Hägg
Tagi: Włochy, II wojna światowa, Sylwetki i biografie, Historia wojskowości, Historia polityczna, Artykuły, Europa
Opublikowany: 2015-08-12 14:00
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Benito Mussolini - droga do upadku

Jeszcze latem 1941 r. Mussolini jak dziecko cieszył się z sukcesów odnoszonych przez Państwa Osi w Afryce Północnej. W dwa lata później jego rządy we Włoszech miały upaść...
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4

Benito Mussolini (Bundesarchiv, Bild 183-2007-1022-506 / CC-BY-SA)

Gdyby Duce pogodził się z faktem, że Włochy stały się państwem satelickim Niemiec, a on sam kimś w rodzaju namiestnika Hitlera, sytuacja nie byłaby aż tak beznadziejna. Obu sojusznikom udało się zająć na Bałkanach rozległe tereny, a Wielka Brytania nadal była osamotniona w walce i wydawało się, że długo nie pociągnie. Rommel zajmował kolejne tereny w północnej Afryce i rysowała się szansa, że przy pomocy niemieckich oddziałów, które znalazły się na Krecie, zajmie Egipt i Sudan, a potem odzyska Etiopię. Jeszcze 18 czerwca 1941 roku Ciano był niezwykle zadowolony z sukcesów odnoszonych w Afryce.

Jednak już trzy dni później zaczął przeczuwać coś niedobrego. Z przecieków, jakie napłynęły z ambasady w Berlinie, wynikało, że Niemcy przygotowują się do inwazji na Związek Radziecki. O świcie 22 czerwca Hitler wydał rozkaz do ataku, nie uprzedzając o tym Mussoliniego. Atak nastąpił na całej linii frontu – od Finlandii i Morza Arktycznego na północy aż po wybrzeże Rumunii nad Morzem Czarnym na południu. Oznaczało to, że o posiłkach dla oddziałów w północnej Afryce nie mogło być mowy. Ciano był jednak bardziej zaniepokojony nową wojną na Wschodzie niż sytuacją w Afryce. Jako przedstawiciel klas wyższych miał oczywiście nadzieję na zniszczenie bolszewizmu, ale nie był w tej kwestii aż tak wielkim fanatykiem jak Hitler. No bo jakie korzyści strategiczne może taka wojna przynieść? Niemcy i tym razem zapewniają, że sprawią się szybko. „A jeśli nie?”. Ciano zastanawia się, jaki wpływ na świadomość proletariackich mas na całym świecie mogłaby wywrzeć informacja o tym, że Armia Czerwona stawia Niemcom opór i walczy z nimi lepiej niż armie państw zachodnich.

Duce nie miał jak zwykle innego wyboru, jak tylko pogodzić się z tym, co się stało, i „wyć razem z wilkami”, znaleźć swoje miejsce w stadzie i mieć nadzieję, że kiedyś będzie lepiej. Kiedy Ciano przekazał mu list od Hitlera z informacją, że ofensywa na Wschodzie trwa, postanowił, że Włochy też wypowiedzą wojnę Związkowi Radzieckiemu. Ciano miał jednak problem ze znalezieniem radzieckiego ambasadora, który akurat przebywał na urlopie w kurorcie Fregene.

Tymczasem inni przywódcy faszystowscy wyrazili głęboki sceptycyzm co do tej decyzji. Minister finansów, Riccardi – pamiętamy go, gdy jako młody członek squadri wrócił do domu po spotkaniu z Duce w Mediolanie z workiem broni i granatów – stwierdził w rozmowie z Ciano, że brakuje jeszcze tylko tego, aby któryś z ministrów tego rządu zaszedł nagle w ciążę. Poza tym wszystko już było. Następnego dnia Ciano rozmawiał z Grandim. Grandi z podziwem skomentował przemówienie radiowe, które Churchill wygłosił po niemieckim ataku na ZSRR. Powiedział też, że jest dumny z tego, iż w czasie swojego pobytu w Wielkiej Brytanii zaprzyjaźnił się z obecnym szefem rządu brytyjskiego. We wspomnianym przemówieniu, które uznawane jest za jedno z najlepszych przemówień Churchilla, brytyjski premier nazywa Mussoliniego „szakalem”.

Tak jak to było w przypadku Hiszpanii, Włochy i tym razem nie miały powodu do wypowiadania wojny Moskwie. Przede wszystkim nie miały na tym nic do wygrania. Mussolini był jednak wtedy jeszcze silniej związany z Hitlerem i musiał okazać dobrą wolę. 26 czerwca z Włoch wyjechały pociągiem na Ukrainę pierwsze oddziały Włoskiego Korpusu Ekspedycyjnego w Rosji (CSIR). Najpierw jednak wzięły udział w paradzie wojskowej, która odbyła się w Weronie. Przyjmował ją Duce.

Następnego dnia Ciano zanotował, że pojechał do Livorno, aby pomodlić się przy grobach ojca i siostry. Ani słowa więcej. O tym, co zdarzyło się naprawdę, dowiadujemy się z dziennika Bottaiego. Bottai, Grandi i ostatni sekretarz partii pojechali razem z Ciano, aby oddać hołd zmarłemu admirałowi i bohaterowi z Buccari. W drodze rozmawiano otwarcie o rosnącej nienawiści do Duce – „Szefa”, jak nazywa go Bottai. Rozmawiali o próbach zrzucania przez niego winy na innych i o tym, co należy zrobić, żeby się samemu ratować. Można to uznać za jawną zdradę, ale w ówczesnych okolicznościach była to zwykła przenikliwość. Ciano pokazał im w tajemnicy listy Hitlera do Mussoliniego. Bottai uznał, że słowa otuchy, które Hitler przekazał włoskiemu przywódcy, były w obliczu inwazji na ZSRR niewłaściwe i niepokojące.

Logo Narodowej Partii Faszystowskiej (aut. NsMn; Creative Commons Attribuzione-Condividi allo stesso modo 3.0 Unported)

Z powodu czystek prowadzonych przez Mussoliniego brakowało kogoś, kto w tamtym okresie odnosiłby się do niego z sympatią, a przy okazji chciał albo mógł poinformować go o nastrojach panujących wśród przywódców. Sposób, w jaki Duce potraktował Staracego, pozbawił ludzi resztki zaufania, jakim go darzyli. Duce kontrolował partię i państwo za pośrednictwem Staracego i Bocchiniego. Teraz obaj odeszli, a następców nie było. Duce był już nie tylko sam – on się od innych odgrodził.

Tymczasem niemiecka ofensywa w Związku Radzieckim toczyła się w zadziwiającym tempie. Tylko na południowym odcinku frontu, gdzie Hitler użył oddziałów węgierskich, rumuńskich i włoskich, ofensywa przebiegała trochę wolniej. Ciano zanotował w dzienniku, że Mussolini czuje się coraz lepiej fizycznie, chociaż czasem nachodzi go „czarny humor”.

O czarnym dniu dla Mussoliniego i całej jego rodziny można mówić w kontekście tego, co wydarzyło się 7 sierpnia 1941 roku: tego dnia śmierć poniósł jego syn, Bruno. Bruno miał w chwili śmierci dwadzieścia trzy lata i był pilotem myśliwca. Jego samolot leciał zbyt nisko i rozbił się o budynek w Pizie. Najmłodszy syn Mussoliniego, Romano, przekonuje w swojej książce z 2004 roku, że właśnie to wydarzenie ostatecznie złamało jego ojca. Jak wiemy, cierpiał on od pewnego czasu na poważny kryzys fizyczny i psychiczny, ale wypadek syna jeszcze bardziej pogorszył jego stan. Duce przez cały okres sprawowania rządów pisał książki na wszelkie możliwe tematy. Pod wpływem fatalnego nastroju napisał kolejną, tym razem poświęconą pamięci syna, pod tytułem Parlo con Bruno. Ukazała się ona wiosną 1942 roku, EF XX. Mimo pewnych braków jest niezwykle interesującym świadectwem rozpaczliwego stanu, w jakim się znalazł ciągle jeszcze potężny przywódca. Z literackiego punktu widzenia książka jest o tyle oryginalna, że autor narrator używa w niej formy „ty”. Niestety, przypisywany synowi heroizm w połączeniu z sentymentalizmem i ojcowskim zaślepieniem sprawia dość przygnębiające wrażenie. Duce twierdzi na przykład, że Bruno był największym bohaterem lotnictwa wszech czasów. W jego książce zabrakło eleganckiej, trafnej prozy, którą widzieliśmy we wcześniejszych artykułach i napisanej dziesięć lat wcześniej książce poświęconej pamięci brata. Jednak biorąc pod uwagę okoliczności, należy stwierdzić, że braki te są w pełni zrozumiałe. Tyle że gdyby książkę napisał ktoś inny niż Duce, jej wydanie zostałoby wstrzymane.

W sierpniu Mussolini i jego drugi syn, Vittorio, złożyli Hitlerowi wizytę w jego głównej kwaterze na froncie wschodnim. Duce oglądał z pokładu samolotu ruchy wojsk i zniszczone miasta.

Jesienią nie odnotowano żadnych wielkich niespodzianek. Za to po ataku Japończyków na Pearl Harbor 7 grudnia Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny, także przeciwko Niemcom. Wprawdzie Mussolini skarżył się zawsze na postępowanie Niemców, ale tym razem postanowił najwidoczniej podporządkować się we wszystkim Hitlerowi. Dlatego 11 grudnia Włochy wypowiedziały Stanom Zjednoczonym wojnę, chociaż Duce mógł trochę poczekać z tą decyzją, tak jak to uczynił Związek Radziecki z wypowiedzeniem wojny Japonii.

Adolf Hitler wypowiada wojnę Stanom Zjednoczonym ( Bundesarchiv, Bild 183-1987-0703-507 / unbekannt / CC-BY-SA 3.0)

Decyzja Mussoliniego wywołała przygnębienie w całym kraju. Stany Zjednoczone cieszyły się we Włoszech dużą popularnością i dla wielu Włochów stanowiły wzór. Większość biednych Włochów miała krewnych, którzy kiedyś wyemigrowali za ocean, a teraz mieli być może walczyć przeciwko członkom swoich rodzin. Duce wygłosił oczywiście jedno ze swoich przemówień, ale tłum zebrany pod balkonem przyjął jego wystąpienie obojętnie.

O ewentualnym otępieniu umysłowym Mussoliniego może świadczyć jego kolejny, po próbie likwidacji wolnego w pierwszy dzień roku i w święto Trzech Króli, pomysł. Tym razem Duce zażądał likwidacji świąt Bożego Narodzenia! Nawet Ciano był tym zszokowany. Za pośrednictwem ministerstwa propagandy Mussolini zabronił gazetom pisania o nadchodzących świętach, ale ludzie w ogóle się tym nie przejmowali. Dodatkowe punkty zdobył za to papież, który jak zawsze ogłosił narodziny Zbawiciela, a w homilii wygłoszonej z tej okazji ostrzej niż zwykle zaatakował Hitlera i Mussoliniego, określając ich dyktatury mianem antychrześcijańskich.

Tekst jest fragmentem książki „Mussolini. Butny faszysta”:

Göran Hägg
„Mussolini. Butny faszysta”
49,90 zł
Wydawca: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Wojciech Łygaś
Okładka: twarda
Liczba stron: 448
Format: 165 x 241 mm
ISBN: 978-83-8069-061-5

"
":/grafika/articles2015/mussolini/mussolini3.jpg Mussolini i Hitler w Monachium w 1937 r. (domena publiczna).

Tymczasem rosyjskie mrozy zatrzymały pochód wojsk niemieckich pod Moskwą. Oddziały radzieckie stawiały niespodziewanie silny opór. W północnej Afryce trwała ofensywa Rommla, któremu mimo braku posiłków udało się wyprzeć Anglików z Libii. Wiosną 1942 roku Hitler zmienił strategię w Rosji. Odstąpił spod Moskwy i rzucił swoje wojska na południe, na Stalingrad. Mussolini wysłał mu posłusznie kolejne kontyngenty wojsk. Włoska armia w ZSRR liczyła już dwieście trzydzieści tysięcy żołnierzy.

Wraz z niemiecką ofensywą na Wschodzie pojawił się kolejny poważny problem. Już w Chorwacji włoscy żołnierze oburzali się z powodu masowych zbrodni popełnianych na Żydach. To, że do nich dochodziło, nie było żadną tajemnicą. Zresztą to jedno z najdziwniejszych kłamstw, jakoby w Szwecji, Włoszech i Niemczech nikt nie wiedział o zagładzie Żydów. W Bonniers konversationslexikon, tom XVIII, wydanym w 1942 roku, w haśle „Żydzi” czytamy wprost, że „z terenów okupowanych albo zajętych przez Niemców w państwach Europy Zachodniej i Środkowej Żydzi są masowo deportowani do Europy Wschodniej, gdzie po większości z nich ginie ślad”. W Warszawie już od 1940 roku istniało getto, a głód i choroby zbierały w nim obfite żniwo. W Polsce i na Ukrainie Niemcy zabijali Żydów w trakcie masowych egzekucji, rozstrzeliwując ich z karabinów maszynowych i grzebiąc w masowych grobach. Na Litwie, na Łotwie i w Estonii, w Rumunii i Chorwacji za zbrodnie na Żydach odpowiadały również miejscowe reżimy. W styczniu 1942 roku odbyła się słynna konferencja w Wannsee, na której zapadła decyzja o wprowadzeniu jeszcze bardziej wydajnych metod zabijania Żydów w celu „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Innymi słowy, zadecydowano o budowie obozów zagłady i komór gazowych. Ale i o nich świat się szybko dowiedział. Szwedzki powieściopisarz Eyvind Johnson już w 1943 roku opisuje w swojej książce pod tytułem Krilon själv strach żydowskiej kobiety przed gazem: jej bliscy z Polski i Niemiec trafili do obozów zagłady.

Curzio Malaparte (domena publiczna)

Chyba w żadnym innym kraju poza Niemcami wiedza o wydarzeniu, które dzisiaj nazywamy Zagładą, nie była aż tak rozpowszechniona jak we Włoszech. Włosi mieli przecież własne oddziały na froncie wschodnim. Był też Watykan, dysponujący najlepszą służbą wywiadowczą na świecie. Monsignore Montini, przyszły papież Paweł VI, opublikował jesienią 1942 roku obszerny raport. Faszystowski pisarz i dysydent, Curzio Malaparte, opisuje w zbiorze reportaży pod tytułem Kaputt mordowanie Żydów w Europie Wschodniej. Najbardziej przejmujący jest w nim opis kolacji w Krakowie u niemieckiego szefa Generalnego Gubernatorstwa i zbrodniarza wojennego Hansa Franka, który sam siebie uważał za króla Polski. Uczestnicy kolacji rozmawiają z bezwstydnym cynizmem o trwającej zagładzie Żydów, a jednocześnie starają się zaimponować swojemu włoskiemu gościowi kulturą. Nie musimy wprawdzie wierzyć autorowi, który twierdzi, że swoje reportaże napisał po opisywanych zdarzeniach, ale książka ukazała się w 1944 roku, w czasie wojny, gdy sympatycy nazizmu na całym świecie twierdzili, że o mordowaniu Żydów nic nie wiedzą.

Malaparte urodził się w 1898 roku i naprawdę nazywał się Kurt Erich Suckert. Jego matka była Włoszką, ojciec Niemcem. Malaparte jest nadal niedocenianym pisarzem. Rzekoma zła sława, jaką się cieszył, mogła wynikać stąd, iż w czasie całego swojego życia głosił skrajnie zmienne poglądy polityczne, zawsze z tą samą energią i idealizmem. Z czasem zniechęcił do siebie wszystkich swoim ostrym piórem i bezwzględnym przywiązaniem do prawdy. W 1914 roku, w wieku szesnastu lat, wyjechał wraz z grupą radykalnych Włochów do Francji, aby jeszcze przed przystąpieniem swojej ojczyzny do wojny wziąć udział w „łacińskiej wojnie” przeciwko reakcyjnym Niemcom. Jako faszysta i członek squadri (od 1920 roku) brał udział w marszu na Rzym, ale jako przedstawiciel lewej frakcji popadł w konflikt z takimi przywódcami jak Balbo i przez pewien czas siedział w więzieniu. Po tym, jak Ciano wypuścił go na wolność, został wysłany w charakterze dziennikarza na północ. Miał tam do wykonania pewne zadanie, którego efektem była książka Kaputt. Jej pierwszy rozdział powinien zainteresować głównie Szwedów, ponieważ zawiera on opis życia w Sztokholmie podczas wojny. Malaparte pisze też o roli, jaką odgrywał jego bliski przyjaciel, książę malarstwa, Eugen ([il Principe Eugenio]). Po wojnie Malaparte został członkiem partii komunistycznej. Zmarł w 1957 roku jako nawrócony katolik.

Przeczytaj:

Faszyzm wypracował wprawdzie własne ustawy rasistowskie, ale nikomu by nawet do głowy nie przyszło, żeby z tego tytułu dopuszczać się masowych zbrodni na ludziach. Tam, gdzie było to możliwe – w południowej Grecji i Jugosławii – włoscy oficerowie i żołnierze spontanicznie chronili zarówno Żydów miejscowych, jak i tych, którzy uciekali z terenów okupowanych przez Niemców. Podobno Duce osobiście apelował, aby Żydów tak właśnie traktować. Prawda jest taka, że z terenów okupowanych przez armię włoską nie deportowano do obozów żadnych ludzi. Z drugiej strony w notatkach Ciano coraz częściej czytamy o agresywnych, a nawet antysemickich wypowiedziach Mussoliniego. I chociaż on sam nie uczestniczył w zabójstwach, godził się na trwanie sojuszu z bezwzględnymi zbrodniarzami. Z tego, co wiemy, nigdy nie protestował u Hitlera przeciwko temu, co działo się na terenach okupowanych przez Niemców. Poza tym od maja 1942 roku wzmożono prześladowania Żydów na terenie samych Włoch, gdzie wprowadzono obowiązek pracy dla Żydów mężczyzn. Żydów w średnim wieku, którzy byli nieprzyzwyczajeni do prac fizycznych, zmuszano w Rzymie do kopania wałów przeciwpowodziowych nad Tybrem albo zamiatania ulic w innych miastach. Potem powstały też obozy pracy.

Późną wiosną 1942 roku Rommel zajął Tobruk i wkroczył do Egiptu. 28 czerwca 1942 roku dotarł do Al-Alamajn, 80 kilometrów od Aleksandrii, gdzie postanowił poczekać na posiłki. Anglicy zaczęli się szykować do opuszczenia Kairu, a wojna w południowej Rosji toczyła się po myśli Niemców, którzy we wrześniu stanęli pod Stalingradem. Doszło tam zresztą do kolejnego przypadku imponującej wprawdzie, ale pozbawionej sensu, anachronicznej brawury włoskiej: oto w czasie sierpniowego rosyjskiego kontrataku Włosi rzucili do boju regiment konny, który przeprowadził ostatnią w światowej historii zakończoną sukcesem szarżę kawalerii.

Piechota brytyjska na pozycjach pod El Alamein, lipiec 1942 (domena publiczna)

Jednak już wkrótce do Rzymu zaczęły spływać coraz gorsze wieści. Niemiecka ofensywa na afrykańskiej pustyni i na rosyjskich stepach utknęła w miejscu. Niemcy zajęli ogromne tereny, ale jedynym efektem ich zwycięstw było wydłużenie szlaków zaopatrzeniowych, co narażało na ataki kolumny z żywnością i sprzętem. Nie posunęło to obu sojuszników ani o krok do celu, którym było doprowadzenie wojsk przeciwnika do tak złego stanu, aby można mu było narzucić warunki kapitulacji. Kiedy Niemcy zaatakowali ZSRR, a do wojny włączyły się Stany Zjednoczone, powstała zupełnie inna sytuacja od tej, która panowała przed czerwcem 1941 roku. Czas i amerykański przemysł zbrojeniowy pracowały na rzecz aliantów. Krajowa opinia publiczna zwracała się coraz energiczniej przeciwko rządowi. Bottai zanotował w dzienniku po spotkaniu 7 października z ciężko doświadczonym Duce: „Człowiek, który zawsze miał rację, teraz zdaniem wielu osób ciągle się myli”.

Tekst jest fragmentem książki „Mussolini. Butny faszysta”:

Göran Hägg
„Mussolini. Butny faszysta”
49,90 zł
Wydawca: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Wojciech Łygaś
Okładka: twarda
Liczba stron: 448
Format: 165 x 241 mm
ISBN: 978-83-8069-061-5

Czołgi brytyjskie podczas II bitwy pod El Alamein (domena publiczna)

Do pierwszego dramatu, jakiego doświadczyła armia niemiecka, doszło na pustyni, na włoskim odcinku frontu. Rommel nie dostał żadnych posiłków, dzięki czemu Brytyjczycy zdobyli nad nim przewagę liczebną. Pod koniec października nowy dowódca wojsk brytyjskich, Montgomery, zarządził koncentrację oddziałów pod Al-Alamajn. Miał tam do dyspozycji dwieście trzydzieści tysięcy żołnierzy, podczas gdy Rommel mógł liczyć zaledwie na osiemdziesiąt tysięcy ludzi. Anglicy mieli 1440 czołgów, Niemcy 540, a właściwie tylko 260, ponieważ czołgi włoskie, które stanowiły część sojuszniczych sił, miały zbyt cienkie pancerze. Na dodatek Anglicy mieli miażdżącą przewagę artyleryjską. Na wąskim skrawku lądu wzdłuż wybrzeża i przy braku paliwa Niemcy, nawet przy założeniu, że mieli nad wrogiem przewagę taktyczną i przewyższali go ruchliwością, nie byli w stanie zrównoważyć przewagi liczebnej przeciwnika. Rola, jaką w Afryce odegrał Montgomery, a zwłaszcza sława, którą zdobył jako głównodowodzący armią, są znacznie przesadzone. Montgomery zawsze rzucał do walki wielu żołnierzy, aby zdobyć przewagę liczebną nad przeciwnikiem, przy czym czasem kończyło się to dużymi stratami własnymi. W innych okolicznościach bitwa pod Al-Alamajn zakończyłaby się dla aliantów pyrrusowym zwycięstwem. Podczas trwających dwanaście dni walk, które zaczęły się 23 października 1942 roku, Montgomery stracił aż 600 czołgów wobec 150 czołgów straconych przez Niemców. Straty ludzkie kształtowały się podobnie – alianci stracili prawie dwadzieścia tysięcy żołnierzy. Ostatecznie jednak bitwę wygrali, a straty po stronie włosko-niemieckiej były, w przeciwieństwie do strat aliantów, nie do wyrównania. Na dodatek Rommel nie miał paliwa, więc odwrót, na który Hitler w końcu się zgodził, zamienił się w totalną klęskę. Niemcy porzucili kolejne 250 czołgów, a trzydzieści tysięcy ich żołnierzy dostało się do niewoli. Resztki niemieckiego Afrika Korps wycofały się wzdłuż wybrzeża w stronę Trypolisu. W swoim słynnym przemówieniu Churchill powiedział, że to nie początek końca, tylko koniec początku. Jednak dla włoskiego rządu był to naprawdę początek końca.

Przeczytaj:

Wkrótce potem doszło do kolejnego niepowodzenia, gdy 8 listopada amerykańska armia dowodzona przez generała Eisenhowera zaatakowała Maroko i Algierię, nie napotykając na znaczący opór ze strony wojsk reżimu Vichy.

W obliczu tych wydarzeń Hitler rozkazał 11 listopada swoim wojskom zająć w okupowanej Francji obszar kontrolowany przez rząd Vichy. Dla Włoch oznaczało to, że na krótki czas będą mogły wreszcie zająć Korsykę i część Francji położoną na wschód od Rodanu. Mussolini uważał bowiem, że Włochy miały do tego prawo już w 1940 roku, chociaż już wtedy pojawiły się problemy z utrzymaniem zajętych terenów przez zmagającą się z licznymi problemami armię włoską. Była to jednak dość kłopotliwa zdobycz i w żaden sposób nie równoważyła tego, co Włochy straciły w północnej Afryce, gdzie Amerykanie już pod koniec miesiąca stanęli pod Tunisem. Za to krótka obecność włoskich wojsk w południowej Francji oznaczała, że deportacje Żydów, które Niemcy przeprowadzali w tamtych regionach wspólnie z francuską policją, zostały wstrzymane.

Ugo Cavallero w rozmowie z Erwinem Rommlem (domena publiczna)

Tymczasem front w Rosji załamał się nagle w wielu miejscach. Wielka armia niemiecka została otoczona pod Stalingradem. Włoskie oddziały musiały się wycofać w grudniu 1942 roku, ponosząc przy tym olbrzymie straty. Spośród dwustu trzydziestu tysięcy żołnierzy poległo prawie trzydzieści tysięcy, a sto tysięcy trafiło do rosyjskiej niewoli. Po wojnie do kraju wróciło ich zaledwie dziesięć tysięcy. ARMIR przestał istnieć jako jednostka operacyjna.

Mussolini cierpiał zimą na niespotykane wcześniej bóle żołądka. Podejrzewano raka, ale ostatecznie stwierdzono, że to wrzody, które uaktywniły się na skutek stresu. Duce schudł tak strasznie, że trudno go było rozpoznać. Bottai, który 1 grudnia zjawił się u niego na rozmowę, doznał szoku. Ciano skomentował jego wygląd następnego dnia, gdy Duce po raz ostatni przemawiał w parlamencie. W swojej mowie wyraził się szyderczo o tytoniowych i alkoholowych nawykach Churchilla i zaapelował do członków partii faszystowskiej o lojalność.

Jednak niepowodzeń ciągle przybywało. Zimą alianci sukcesywnie bombardowali przemysłowe miasta w północnych Włoszech, co spowodowało śmierć dziesiątek tysięcy ludzi. 23 stycznia 1943 roku Trypolis poddał się Anglikom. Libia była stracona. Niemcy i Włosi wycofali się w stronę Tunisu, na który od drugiej strony napierali Amerykanie. Szef sztabu generalnego, Cavallero, musiał ustąpić. Zastąpił go ulubieniec króla, Ambrosio. Wkrótce potem pod Stalingradem skapitulował feldmarszałek von Paulus. Popularność Mussoliniego i jego rządu stale spadała. Przyczyniło się do tego racjonowanie żywności i groteskowy wzrost cen, a także mniej lub bardziej przymusowa wysyłka prawie dwustu tysięcy włoskich robotników do niemieckich fabryk zbrojeniowych i warunki, w jakich przyszło im tam żyć. Gdyby znienawidzeni Niemcy okupowali Włochy, różnica byłaby niewielka. Do tego doszły straty wśród żołnierzy, zwłaszcza na froncie rosyjskim. Nikt tak naprawdę nie wiedział, po co Mussolini wysłał tam włoskich żołnierzy. Informacja o rozmiarach strat poniesionych w Rosji dotarła do opinii publicznej dopiero po wojnie.

Galeazzo Ciano (Bundesarchiv, Bild 183-R69173 / CC-BY-SA)

Mussolini sięgnął po wypróbowany środek, jakim była reorganizacja rządu. W rzeczywistości chodziło mu o to, żeby zrzucić winę za wszystko na współpracowników. Właśnie tego poszczególni hierarchowie obawiali się w rozmowach między sobą. Ciano został zdegradowany do funkcji ambasadora w Watykanie, Grandi musiał się zadowolić stanowiskiem przewodniczącego Izby, Bottai nie dostał w zamian nic, ale zachował miejsce w Wielkiej Radzie. Żaden z nich nie musiał ani żebrać, ani uprawiać rzepy. Gdyby Mussolini chciał wskazać kozła ofiarnego, prawdopodobnie lepiej by było pójść na całego, może nawet posłużyć się metodami Stalina. Tymczasem w bliskim otoczeniu wyhodował sobie trzech nieprzejednanych wrogów. Żaden z nich nie był aż tak lojalny wobec niego jak Starace. Grandi już od dawna nie ufał Mussoliniemu, a teraz nie miał powodu, żeby nawet udawać. Ciano był rozpieszczonym oportunistą, który nigdy w nic nie wierzył. Nie zasłużył na wcześniejsze wywyższenie, ale to on był najbardziej rozczarowany faktem, że teść odebrał mu darowaną synekurę. Miał też podstawy do niepokoju o losy swojego pochodzącego z niejasnych interesów majątku i bał się, że podzieli los Staracego. Bottai, jako zraniony idealista, był równie niebezpieczny co cynik Grandi i oportunista Ciano. Nawet Buffarini-Guidi, Pavolini i Riccardi musieli ustąpić ze stanowisk, co oznaczało, że w nowym włoskim rządzie nie będzie ani jednego zasłużonego, znaczącego faszysty.

Zmiany nie wywarły jednak na opinii publicznej zbyt dużego wrażenia. Za to 5 marca zdarzyło się coś nieoczekiwanego: robotnicy w fabryce Fiata w Turynie ogłosili strajk. Pierwszy, jaki po przejęciu władzy przez faszystów rozszerzył się także na Mediolan. Wzięło w nim udział sto trzydzieści tysięcy robotników. Jednak po pewnych ustępstwach ze strony pracodawców robotnicy szybko wrócili do pracy. Mimo to była to wielka utrata prestiżu dla rządu.

Tekst jest fragmentem książki „Mussolini. Butny faszysta”:

Göran Hägg
„Mussolini. Butny faszysta”
49,90 zł
Wydawca: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Wojciech Łygaś
Okładka: twarda
Liczba stron: 448
Format: 165 x 241 mm
ISBN: 978-83-8069-061-5

7 kwietnia Duce kolejny raz odwiedził Hitlera, tym razem w pałacu Klessheim koło Salzburga. Zdjęcia ze spotkania, których publikację wstrzymano, dają wstrząsający obraz straszliwie wychudzonego, jakby pokurczonego dyktatora, który chyli czoła przed Hitlerem i grzecznie ściska mu rękę, wykonując tym samym gest, który od dawna był we Włoszech zabroniony. W tym samym okresie Duce podjął próbę zakończenia skandalicznej, coraz szerzej komentowanej znajomości z panią Petacci i jej chciwą rodziną. Próba zakończyła się niepowodzeniem na skutek sprytnego zachowania kochanki, która pewnego dnia zjawiła się w Palazzo Venezia i zapowiedziała, że się stamtąd nie ruszy. Schorowany Duce przywrócił ją do łask.

Palazzo Venezia w Rzymie (fot. Matteo Corti; domena publiczna)

8 maja 1943 roku Duce wygłosił swoje ostatnie przemówienie do tłumu zgromadzonego na Piazza Venezia. Z powodu wojny na miejscu nie było oczywiście dziennikarzy z wrogich państw. Dlatego opis tego wydarzenia, który szwedzka dziennikarka Anna Lenah Elgström zamieściła w opublikowanej jeszcze w tamtym roku książce pod tytułem Italiens elfte timma, jest szczególnie interesujący. Jako dziennikarka z neutralnego kraju Elgström otrzymała zezwolenie na pobyt we Włoszech, dzięki czemu mogła śledzić wszystkie wydarzenia z bliska. Napisała, że było to dobrze zorganizowane widowisko, i dokładnie opisuje, jak przebiegało. Sklepy zostały zamknięte po południu, ale mieszkańców już wcześniej uprzedzono, żeby zakupy zrobili poprzedniego dnia. Do przywódców lokalnych oddziałów partii w poszczególnych dzielnicach i zakładach pracy wysłano czerwone ulotki z poleceniem stawienia się wszystkich członków o określonej godzinie i w określonym miejscu pod groźbą surowej kary. Także i tym razem udało się zebrać imponujący tłum. Na placu zgromadziły się też ubrane na biało dziewczęta, patrole balilla i lokalni hierarchowie ubrani w czarne koszule i obwieszeni błyszczącymi orderami. Kiedy Mussolini wyszedł na balkon, z dołu przypominał tylko mały, czarny punkt. Ani uczestnicy zgromadzenia, ani dziennikarze nie zauważyli więc, w jak złym stanie się znajdował. Głośniki trzeszczały, więc nie wszystkie jego słowa można było zrozumieć. Dziennikarka uważała, że aplauz zgotowany Mussoliniemu był imponujący, ale Włosi prostują jej wrażenia: ich zdaniem było odwrotnie, odbiór był niezwykle obojętny, nastrój niespecjalny.

Nazajutrz skapitulował Tunis, co oznaczało, że Afryka jest stracona. Aliantom poddało się dwieście pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy. Heroiczny i pozbawiony sensu opór, którym jeszcze nie tak dawno rząd mógł się pochwalić, całkowicie ustał. Ani oficerowie, ani żołnierze nie widzieli sensu, aby nadal ryzykować życie i zdrowie. Zarówno starsi przywódcy, którzy musieli ustąpić ze stanowisk, jak i nowi, którzy ich na tych stanowiskach zastąpili, rozpaczliwie szukali sposobu na wyprowadzenie kraju z beznadziejnej wojny. 11 czerwca skapitulowała dobrze ufortyfikowana i obsadzona liczną załogą wyspa Pantelleria położona w cieśninie na południe od Sycylii. Wystarczyło, że spadło na nią trochę bomb.

Przeczytaj:

10 lipca 1943 roku sto pięćdziesiąt tysięcy amerykańskich i angielskich żołnierzy, dowodzonych przez Pattona i Montgomery’ego, przypuściło atak na Sycylię. Według ogólnie przyjętej, choć trudnej do potwierdzenia teorii rozstrzygającą rolę podczas tego desantu odegrała mafia, która za pośrednictwem swoich amerykańskich kontaktów dostarczała aliantom raporty i organizowała akcje sabotażu. W zamian za to mafiosi otrzymali rzekomo zapewnienie, że będą mogli działać według zasad, których pod koniec lat dwudziestych pozbawił ich Cesare Mori. Tak czy inaczej w ówczesnej sytuacji obrona wyspy była sprawą beznadziejną. Włoskie oddziały, które liczyły trzysta tysięcy żołnierzy, były słabo uzbrojone, źle dowodzone i pozbawione motywacji. Na domiar złego składały się w większości z rodowitych Sycylijczyków, którzy wcześniej i tak nie poczuwali się do żadnej lojalności wobec państwa włoskiego, a tym bardziej wobec Mussoliniego, i nie marzyli o niczym innym, jak tylko o poddaniu się aliantom, żeby mieć wojnę z głowy. Wojska Pattona zbliżały się w szybkim tempie do Palermo. Amerykanie wzięli do niewoli sto pięćdziesiąt tysięcy włoskich jeńców, podczas gdy trzydzieści tysięcy żołnierzy niemieckich ewakuowało się na stały ląd, ponosząc przy tym ciężkie straty.

W tej sytuacji 16 lipca delegacja, na czele której stali Bottai i Farinacci, przekonała Mussoliniego do zwołania posiedzenia Wielkiej Rady, aby po raz pierwszy od prawie trzech lat podjąć próbę ratowania władzy. Następnego dnia Duce zwrócił się do Hitlera z pisemną prośbą o spotkanie. Zarówno dwór królewski, jak i większość hierarchów mieli nadzieję, że Duce zamierza oznajmić Führerowi, iż Włochy nie zamierzają dalej uczestniczyć w wojnie i wystąpią o separatystyczny pokój.

Papież Pius XII (domena publiczna)

Do spotkania z Hitlerem doszło 19 lipca w pobliżu granicy, w miejscowości Feltre. Przebiegało ono w podobny sposób jak dwanaście poprzednich spotkań obu dyktatorów. Tym razem Hitler opowiadał swemu rozmówcy o tajnej broni i duchu aryjskości. Mussolini słuchał i cierpiał. W trakcie rozmowy nadeszła wiadomość, że alianci zbombardowali w Rzymie robotniczą dzielnicę San Lorenzo. Mussolini przetłumaczył tę informację Führerowi, a ten wrócił do rozpoczętego monologu. W czasie ataku na Rzym śmierć poniosło półtora tysiąca mieszkańców. Nikt z rządu nie odważył się pojechać na to miejsce. Za to papież Pius XII opuścił Watykan, żeby pomodlić się za zabitych. Król też chciał tam pojechać, ale zawrócił wobec głośnych gróźb tłumu. W czasie przerwy na obiad nowy szef sztabu, Ambrosio, na próżno starał się przekonać Mussoliniego, aby postawić ultimatum w sprawie pokoju. Ktoś powiedział, że po otrzymaniu informacji o tragedii w Rzymie Mussolini wyglądał jak „Budda pod wpływem narkotyków”. W rzeczywistości był tylko silnie wychudzony, choć nie jest wykluczone, że był otumaniony działaniem morfiny, która miała uśmierzyć ból żołądka.

Duce miał oczywiście rację, gdy później twierdził, że alianci w żadnym wypadku nie będą chcieli zawrzeć z nim pokoju. Gdyby jednak przestał rządzić krajem, sytuacja mogłaby ulec zmianie. Istniało wprawdzie niebezpieczeństwo, że w takiej sytuacji Niemcy rozpoczną okupację Włoch, ale można by tego uniknąć, gdyby alianci wkroczyli od północy do kraju i współdziałali z włoskim wojskiem. Dla wszystkich było jasne, że Duce musi ustąpić: zarówno dla tych, którzy grzali się w blasku dworu i armii, jak i dla coraz większej rzeszy jego starych towarzyszy partyjnych. Być może Mussolini ocaliłby życie, gdyby wtedy ustąpił i uciekł do Hiszpanii albo Portugalii. Nie uczynił tego jednak. Wolał zaufać zapewnieniom Hitlera o tajnej broni i stawić się na posiedzeniu Wielkiej Rady, które trzy dni później listownie zwołał ostatni sekretarz partii, Carlo Scorza.

Tekst jest fragmentem książki „Mussolini. Butny faszysta”:

Göran Hägg
„Mussolini. Butny faszysta”
49,90 zł
Wydawca: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Wojciech Łygaś
Okładka: twarda
Liczba stron: 448
Format: 165 x 241 mm
ISBN: 978-83-8069-061-5

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Göran Hägg
Szwedzki pisarz i wybitny publicysta, autor kilkudziesięciu książek poświęconych historii, historii literatury, a także powieści. Absolwent uczelni wyższych w Sztokholmie i Uppsali oraz wykładowca na Uniwersytecie w Sztokholmie.

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy