Jan Długosz: kronikarz, plotkarz, skandalista

Jan Długosz stworzył obraz przeszłości średniowiecznej Polski, który wszyscy chcąc nie chcąc nosimy w sobie. Kto z nas bowiem nie słyszał o jednym z najsłynniejszych historyków dawnej Polski. Na „Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego” wychowały się całe pokolenia badaczy.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4

Dwanaście tomów dziejów, od czasów starych bogów po lata współczesne temu kronikarzowi, stało się wielką kopalnią wiedzy o czasach, gdy Polska urzeczywistniła swój swoisty sen o potędze. Dzieło Długosza niejako nadal pozwala go śnić…

Zdaniem historyków Jan Długosz jest autorem najznakomitszego dzieła naszej średniowiecznej historiografii. Jego wielotomowe opus magnum stało się jednocześnie ewenementem na tle ówczesnego kronikarstwa europejskiego. Z tego głównie Długosz jest znany, ale jego życiorys jest o wiele ciekawszy niż mogłoby się wydawać. Nie był bowiem zgarbionym gryzipiórkiem pochylonym tylko nad swoim dziełem, oświetlanym paroma świecami. Zanim przystąpił do prac nad swoją kroniką wiele lat przepracował u kardynała Zbigniewa Oleśnickiego, gdzie wykazał się jako uzdolniony dyplomata i swoisty PR-owiec wieków średnich. Oleśnicki, istna szara eminencja monarchii Jagiellonów, stał się motorem napędowym kariery młodego Długosza. Na służbie u wpływowego duchownego nasz kronikarz odbył wiele podróży dyplomatycznych: jeździł do Włoch, na Węgry, a nawet do Jerozolimy. Pod okiem Oleśnickiego spisał w między czasie uposażenie diecezji krakowskiej, dokonał spisu pruskich sztandarów zdobytych na wojnach z Krzyżakami, tworzył katalogi polskich biskupów i żywoty świętych.

Jan Długosz (aut. Antoni Gramatyka, domena publiczna).

Swoje największe dzieło Jan Długosz zaczął jednak pisać dopiero po śmierci swojego protektora, ok. 1455 roku, w wieku ponad 40 lat. Pisał niemal do końca życia. Roczniki były pierwszym kompleksowym opracowaniem historii Polski – od czasów legendarnego Piasta i chwili powstania państwa Mieszka do czasów współczesnych Długoszowi. Czerpiąc wiedzę z licznie zgromadzonych w archiwach dokumentów i kronik powstałych w wiekach poprzednich stworzył dzieło wielobarwne. Jego kronika pełna jest mniej lub bardziej obiektywnych relacji, przemyśleń nad stanem polskiej polityki wieków średnich, ciekawostek i legend. Zgodnie z duchem epoki, w swoim dziele Długosz opisał także cały katalog zjawisk nadprzyrodzonych. Nie brak oczywiście też ploteczek z życia możnych ówczesnej Polski.

Według wielu badaczy Jan Długosz był jednak kronikarzem bardzo subiektywnym. Kierował się w swej pracy własną interpretacją historycznych faktów pomieszaną z jego niewątpliwą erudycją. Często rodzime dzieje krzyżował z tym co wyczytał w różnych kronikach europejskich i dziejach starożytnej Grecji i Rzymu. Subiektywizm doprowadził go niekiedy do rozmijania się z faktami i tworzenia zupełnie nowych opisów minionej rzeczywistości. Nie ulega wątpliwości, iż czynił to świadomie, wręcz z premedytacją. Gdy chciał pokazać potęgę swojego ukochanego kraju nie miał żadnych oporów. Jak chciał kogoś pognębić, nie wahał się przed żadną, najobrzydliwszą nawet, insynuacją. Niewątpliwie Jan Długosz był wielkim kronikarzem, niezłomnym dyplomatą i chyba jednym z pierwszych ojców polskiego public relations – tego pozytywnego, jak i czarnego.

Zobacz też:

Jan Długosz: zdolny syn epoki Grunwaldu

Stworzenie biografii Jana Długosz przez dekady stanowiło nie lada wyzwanie dla historyków. W rodzinie słynnego kronikarza Janów było bowiem całe mrowie. Ojcem jego był Jan Długosz z Niedzielska, rycerz wsławiony w bitwie pod Grunwaldem. Ojciec kronikarza podczas bitwy schwytał dwóch znacznych rycerzy krzyżackich, których Witold i król Jagiełło szczególnie nie trawili. W dowód wdzięczności Jan Długosz-senior otrzymał od króla stanowisko burgrabiego na zamku w Brzeźnicy. 5 lat później na świat przyszedł nasz kronikarz. Miał mieć jeszcze dwóch braci, ale nie przeżyli oni wczesnego dzieciństwa. Od tej pory przesądny ojciec każdemu kolejnemu synowi nadawał szczęśliwe jego zdaniem imię „Jan”. W rodzinie Długoszów było zatem w pewnym momencie 13 Janów.

Bitwa pod Grunwaldem (mal. Wojciech Kossak)

Mając tak pokaźną gromadkę Jan z Niedzielska nie mógł zapewnić wszystkim swoim dzieciom kariery rycerskiej. Postawił więc na wykształcenie. Od najmłodszych lat Długosze mieli swoich opiekunów, którzy uczyli ich podstaw rzemiosła rycerskiego i jednocześnie zaczęli uczyć się w szkołach parafialnych. Jan Długosz zresztą, wychowując się w domu weterana spod Grunwaldu, od najmłodszych lat obcował z wielką historią. Nasz przyszły dziejopisarz pierwsze nauki zaczął pobierać w wieku 6 lat, w szkole w Nowym Mieście Korczynie, gdzie jego ojciec od 1421 r. piastował stanowisko burgrabiego miejscowego zamku. Długosz od najmłodszych lat odznaczał się wyjątkowo chłonnym i bystrym rozumem. Od małego był bardzo zachłanny na wiedzę. Wedle legendy, żeby nie marnować czasu utopił w stawie wszystkie swoje zabawki i tak wcześnie chodził do szkoły, że zastawał jeszcze zamknięte bramy. Następnie, jak przystało na rycerskiego syna, dobijał się tak długo, aż go wpuszczono.

Rodzice Długosza widząc jego głód wiedzy przenosili go z upływem czasu do coraz lepszych szkół. Ukoronowaniem tego było przyjęcie Długosza w wieku 13 lat w poczet żaków Uniwersytetu Krakowskiego na Wydziale Sztuk Wyzwolonych. Młody Długosz uczył się tam m.in. geografii i kosmografii. Poznał też łacinę i literaturę klasyczną. Tu też po raz pierwszy zetknął się z kroniką Wincentego Kadłubka, stanowiącą dla ówczesnych studentów obowiązkowy podręcznik retoryki i historii.

Publikację artykułu zainspirowało wprowadzenie przez Narodowy Bank Polski do obiegu banknotu kolekcjonerskiego „600. rocznica urodzin Jana Długosza” o nominale 20 zł:

Nominał 20 zł

Wymiary: 138 mm x 69 mm

Nakład: do 30 000 szt.

Projektant: Andrzej Heidrich

Wizerunek Katedry na Wawelu wg zdjęcia ze zbiorów Stanisława Markowskiego

cena: 72 zł

Kup na stronach Narodowego Banku Polskiego!

Kariera bez studiów

Zbigniew Oleśnicki, biskup krakowski, kardynał, (domena publiczna).
Młody Długosz opuścił Uniwersytet po trzech latach, nie uzyskując żadnego tytułu naukowego. Niektórzy krytycy jego twórczości zarzucali mu nawet, że nie nauczył się porządnie pisać po łacinie. Jednym z głównych powodów porzucenia studiów mogły być problemy finansowe ojca i wiążąca się z tym trudność utrzymania młodego studenta w stolicy państwa. Jan Długosz wystarał się jednak rychło o pracę jako notariusz na dworze biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego – człowieka, który wywarł wielki wpływ na polską politykę XV w. i na poglądy samego Jana Długosza. Nasz kronikarz przez ponad 20 lat był wiernym współpracownikiem, sekretarzem i w końcu kanclerzem ambitnego duchownego, a po śmierci Oleśnickiego egzekutorem jego ostatniej woli. Drogę tę rozpoczął bardzo młodo. W wieku 21 lat przyjął pierwsze święcenia kapłańskie i został kanonikiem krakowskim. W późniejszych latach objął kilka prebend i kanonii, a pod koniec życia mógł zostać arcybiskupem Lwowa, ale nie doczekał się papieskiego zatwierdzenia. Kariera kościelna nie przedstawia się zatem tak imponująco jak działania Długosza w polityce.

Długosz jako sekretarz potężnego Oleśnickiego był blisko najważniejszych wydarzeń politycznych ówczesnej Europy, Polski i Litwy. Biskup krakowski szybko dostrzegł, że jego sekretarz to nie tylko sprawny urzędnik, ale i człowiek o bardzo lotnym umyśle. Był on zatem wykorzystywany do licznych misji dyplomatycznych w Rzymie, Pradze, Budzie, Florencji i Wenecji. Znalazł się też w orszaku towarzyszącym młodemu królowi Władysławowi Warneńczykowi na Węgry. O zaufaniu, jakim obdarzał go Oleśnicki świadczyć może też fakt, że to właśnie Długosz prowadził w Italii pertraktacje o przyznanie polskiemu biskupowi kapelusza kardynalskiego. Także sam król Kazimierz Jagiellończyk zlecał mu negocjacje z zakonem krzyżackim i Węgrami. Wyprawy, które Długoszowi zlecali Oleśnicki i król wymagały zręczności i znajomości innych krajów oraz obyczajów w nich panujących, co znowu wiązało się z określonymi umiejętnościami praktycznymi, wiedzą i erudycją, których nie brakowało naszemu kronikarzowi.

Wychowawca królów

Zapewne te przymioty sprawiły, że król Kazimierz Jagiellończyk darzył Długosza ogromnym poważaniem, mimo iż dziejopis był jednym z jego największych krytyków. Osobista antypatia Długosza dla króla sprawiła, że kronikarz swoją nienawiść przelał na całą dynastię Jagiellonów, których uważał za karę boską dla Polski. Ten wrogi stosunek nie przeszkodził jednak Kazimierzowi Jagiellończykowi w zatrudnieniu kronikarz na stanowisku nauczyciela królewskich synów, a Długoszowi w przyjęciu propozycji.

Długosz i św. Kazimierz Jagiellończyk (aut.Florian Cynk, domena publiczna).

Szkołę jaką dał szóstce synów swego władcy wpłynęła mocno na całe ich życie i nie była łatwą przeprawą. Piotr Skarga w „Żywotach świętych” opisując wychowanie królewiczów (z uwagi na królewicza św. Kazimierza) pisał:

skromnie jadali i ubierali się, musieli przyzwyczaić się do niewygód. Zwolennikiem surowego wychowania był sam król Kazimierz, z którego woli synowie pozostawali pod bezwzględnym posłuszeństwem swego preceptora.

Jan Długosz kształcił młodych królewiczów głównie poprzez pogłębianie ich religijności i realizując program siedmiu sztuk wyzwolonych, podzielonych na trivium i quadrivium. Młodzi książęta musieli opanować łacinę i język niemiecki, teorię muzyki, astronomię, arytmetykę i matematykę. Duży nacisk Długosz kładł też na naukę historii. Sam zresztą pisał:

staje się ona dla książąt ze wszech miar korzystna, ponieważ nie tylko zaznajamia ich z czynami i zapatrywaniami godnymi zapamiętania lecz i dlatego, że poznając przypadki i losy innych ludzi, książęta sami zaprawiają się do czynu. Wiedzieć tylko to, co dzieje się za naszych czasów, znaczy to samo co nigdy nie dorosnąć.

Prawdopodobny wizerunek Długosza na fresku w budynku ufundowanym przez kronikarza w Wiślicy (fot. Maciej Szczepańczyk, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).
Historia pokazała, że Długosz okazał się skutecznym pedagogiem. Wszyscy jego wychowankowie stali się mniej lub bardziej wpływowymi osobistościami późnego średniowiecza – wychował bowiem czterech królów (w tym Zygmunta Starego, za którego Polska przeżywała swój tzw. złoty wiek), jednego świętego i jednego prymasa.

Przeczytaj również:

Przede wszystkim historyk i patriota

Jan Długosz był jednakże przede wszystkim wybitnym kronikarzem. Zostawił po sobie zresztą niemałą spuściznę. Pisał życiorysy biskupów uporządkowane wedle kolejności w jakiej godność biskupią piastowali, żywoty świętych czy spisy godeł i herbów rycerskich, przez co jest niekiedy uważany za ojca polskiej heraldyki. Dziełem życia są jednak Roczniki – dzieje Polski spisane w 12 księgach i poprzedzone tzw. Chorografią, która jest jednym z pierwszych dokładnych geograficznych opisów dawnej Polski.

Dzieło to na tle naszego kronikarstwa, jak i całego europejskiego dziejopisarstwa, jest pracą wybitną. Kronik historycznych nie można jednak oddzielać od osoby piszącej, jego poglądów i przemyśleń. Tylko one pozwalają nam lepiej zrozumieć interpretację faktów historycznych. Na to wszystko wpływ ma atmosfera domu rodzinnego czy środowisko wychowawcze. Długosz – dziecko Grunwaldu, wychowanek krakowskiego środowiska duchownego i człowiek Zbigniewa Oleśnickiego miał bardzo konkretny światopogląd, który idealnie poznajemy na kartach jego dzieła. Nawet rodzące się w sztuce i literaturze prądy renesansowe nie zmieniły jego podejścia do wielu spraw. Przystępował zatem Długosz do pracy nad Rocznikami jako zdecydowany przeciwnik wszystkiego co obce, niepolskie i jako człowiek, który całe życie poświęcił Bogu, kościołowi katolickiemu i narodowi polskiemu.

Publikację artykułu zainspirowało wprowadzenie przez Narodowy Bank Polski do obiegu banknotu kolekcjonerskiego „600. rocznica urodzin Jana Długosza” o nominale 20 zł:

Nominał 20 zł

Wymiary: 138 mm x 69 mm

Nakład: do 30 000 szt.

Projektant: Andrzej Heidrich

Wizerunek Katedry na Wawelu wg zdjęcia ze zbiorów Stanisława Markowskiego

cena: 72 zł

Kup na stronach Narodowego Banku Polskiego!

Samą decyzję o napisaniu Roczników Długosz podjął pod wpływem Zbigniewa Oleśnickiego. Wpływowy biskup uświadamiał latami młodego pisarza, że takie dzieło może pomóc w zarządzaniu państwem i rozstrzyganiu konfliktów terytorialnych. Znajomość dziejów miała pomoc w zachowaniu świadomości narodowej o prawach do utraconych ziem na zachodzie i północy. Długosz przesiąknięty naukami swego protektora sam zaczął w to wierzyć i spisując dzieje narodu polskiego uważał historię za mistrzynię życia, która naucza cnoty i wskazuje do niej drogę. Długosz pisząc dzieje Polski kierowany był nie tylko pragmatyką swego mistrza, ale i własną miłością do ojczyzny. Sam to zresztą podkreślał w zachowanej korespondencji:

Podjąłem się przekazać na piśmie roczniki dziejów Polski, a także innych ludów sąsiadujących z Polską, ponieważ boleję, że wiele przesławnych godnych poznania dzieł, tak czasów przeszłych, jak i nowszych idzie w wieczną niepamięć.

Jan Długosz (aut. Walery Eljasz-Radzikowski, domena publiczna).
Patriotyzm to w dziele Długosza potężna siła sprawcza, najsilniejsza motywacja dla jego pracy. Kronikarze przed Długoszem zajmowali się przeważnie opisem dziejów konkretnej dzielnicy albo opisywali dzieje Polski z perspektywy jednego władcy. Dzieje minione służyły tylko jako tło, które miało wybić na plan pierwszy wybitność władcy, który zazwyczaj opłacał powstanie danego działa. Jan Długosz z kolei opisuje dzieje całego narodu, a temu celu podporządkowany jest moralizatorski i dydaktyczny ton całości. Sam patriotyzm Długosza jest w wielu ustępach żarliwy, pobożny i mocno państwowy. Czytając Roczniki i poznając opinie Długosza na temat sąsiadów Polski można odnieść wrażenie, że tekst ten jest niekiedy mocno szowinistyczny i ksenofobiczny. Jego stosunek do Czechów, Węgrów czy Niemców jest niechętny, a czasem wręcz wrogi. Nie znosi Jan Długosz ludzi innego wyznania – zarówno pogan, żydów jak i niekatolickich chrześcijan. Bóle głowy przysparzały mu także „zdradzieckie” knowania książąt śląskich i mazowieckich, którzy bratali się z wrogami Polski. Taka postawa nie może być jednak oceniania negatywnie. Długosz był synem swoich czasów, który wieloma pojęciami głęboko tkwił w średniowieczu. Żarliwa wiara przeradzała się u niego w fanatyzm religijny, miłość do ojczyzny w nacjonalizm, a chęć pisania dziejów „dla większej chwały Polski” w konfabulowanie i naginanie faktów.

Skandalista i plotkarz?

Władysław Jagiełło (fragment gotyckiego ołtarza z Katedry Wawelskiej, ok. 1475–1480, domena publiczna).
Czy to z racji poglądów politycznych, swoistego nacjonalizmu czy po prostu z chęci ubarwienia historii – wiemy już, że w swym dziele Długosz rozmijał się z prawdą. W wielu ustępach przemilczał ważne fakty historyczne, a w innych tak ubarwiał opowieść, że stawała się ona wręcz swoją własną karykaturą. Dał się Jan Długosz choćby mocno we znaki Jagiellonom. Bez zażenowania przedstawiał łóżkowe i rodzinne kłopoty króla Władysława Jagiełły, nie omijając wielu pikantnych szczegółów z życia dworu królewskiego. Żonę Jagiełły Zofię Holszańską oskarżał o to, że zdradzała go przy każdej nadarzającej się okazji. O Władysławie Warneńczyku pisał z kolei, że ten interesował się osobnikami tej samej płci. Ustęp kroniki o rzekomych skłonnościach homoseksualnych króla jest oczywiście napisany w sposób bardzo niejednoznaczny i może oznaczać również, że król lubił po prostu cielesne igraszki, także z kobietami. Pokazuje on jednak, jak Długosz lubił bawić się słowem, poddawać coś pod wątpliwość i zmuszać do własnej oceny – ziarno zostało zasiane, ale jednocześnie nikt nie został z pełni oskarżony. Już na samym przykładzie Jagiellonów widać jak Długosz operował materią historyczną, wznosząc się na wyżyny ówczesnego czarnego PR-u. Oszczerstwa, półprawdy, czasem obelgi – a wszystko to podlane sosem z rzekomego obiektywizmu świadka tamtych czasów.

Skandalizowanie opinii publicznej i plotkowanie o czasach współczesnych to nic co nie byłoby nam znane. Długosz daje przykład, że i ponad 500 lat temu nie było to nic nowego. Nasz dziejopis jednak nie tylko grzebał we współczesnej mu historii, ale lubił też naginać przeszłe dzieje do swoich celów. Tym samym np. Mieszko II był pierwszym polskim władcą, który stał się ofiarą czarnego PR-u Jana Długosza. Pisał o nim:

Od początku król polski Mieczysław okazał się człowiekiem leniwego działania i tępego umysłu, grubym w obyczajach, głuchym na rady, lekkomyślnym w czynie, niezdolnym do załatwienia spraw wymagających godności.

W swej krytyce króla Długosz obwiniał Mieszka II o utratę dziedzictwa Bolesława Chrobrego, upadek państwa i anarchię. Prawda wydaje się zupełnie inna, bowiem po śmierci Bolesława Polska znalazła się w na tyle niekorzystnej sytuacji politycznej, że nawet najsilniejszy władca nie poradziłby sobie z wojną na kilku frontach, w tym z buntem w samym państwie. Pomimo kryzysu w jakim znalazła się Polska Mieszka II, władca ten po pierwszych porażkach stanął na nogi i postarał się przejąć mocno ster władzy.

Publikację artykułu zainspirowało wprowadzenie przez Narodowy Bank Polski do obiegu banknotu kolekcjonerskiego „600. rocznica urodzin Jana Długosza” o nominale 20 zł:

Nominał 20 zł

Wymiary: 138 mm x 69 mm

Nakład: do 30 000 szt.

Projektant: Andrzej Heidrich

Wizerunek Katedry na Wawelu wg zdjęcia ze zbiorów Stanisława Markowskiego

cena: 72 zł

Kup na stronach Narodowego Banku Polskiego!

Kolejnym oczernionym był inny polski król, Bolesław Śmiały. Długosz władcy temu przyczepił łatkę rozpustnika, sodomity i, za Gallem Anonimem, okrutnika, który zabił św. Stanisława. O ile historycy widzieli w konflikcie króla z biskupem krakowskim spór polityczny, o tyle Długosz sprowadził go do skandalu rodem z XX-wiecznego tabloidu. Zdaniem naszego kronikarza król Bolesław został bowiem przez biskupa Stanisława obłożony klątwą za… lubieżną miłość do kobyły. Sprowadzając istotę konfliktu ad absurdum Długosz nagiął lub przemilczał jednocześnie kilka istotnych faktów. Brakuje bowiem informacji w źródłach z epoki o rzekomej klątwie. Wiadomo też, że Bolesław w dobie konfliktu nadal miał poparcie np. duchowieństwa wielkopolskiego. Król przeklęty, a wspiera go kler? W przypadku tej historii Długosz znowu się zagalopował.

Polecamy także:

Wizerunek klęczącego przed Madonną z Dzieciątkiem Jana Długosza z tablicy erekcyjnej tzw. Domu Długosza w Krakowie, ufundowanego przez kronikarza (fot. Maciej Szczepańczyk, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).
Takich przykładów w kronice Długosza jest jeszcze wiele. Negatywne opinie, prześmiewcze historie, szykany dotykają wielu innych mniej lub bardziej wybitnych jednostek, a nawet całych nacji. Za jego sprawą zarówno Mieszko II, jak i Bolesław Śmiały w naszej historiografii na lata zapisali się jako ludzie słabi, pozbawieni zalet, okrutni i rozpustni. Za Długoszem negatywne opinie o tych władcach powtarzało wielu wybitnych polskich historyków, np. Joachim Lelewel, i dopiero w XX wieku podjęto badania, które rzuciły nowe światło na te postacie. Czy mamy za to potępiać Długosza? Nie znajdziemy w średniowieczu kronikarza, historyka, który nie był by subiektywny i który nie pisał swych dział z zamiarem pochwały jednej strony, a skrytykowaniem przeciwników. Zresztą tak samo z pisaniem historii jest i dziś. Każda opowieść przechodzi przez filtr naszych poglądów i wyobraźni. Współczesny historyk oczywiście stara się poddawać informacje krytyce, ale tak samo czynił i Długosz.

Jan Długosz jako pierwszy w naszej historiografii zastosował krytykę historyczną – niedostateczną, ale w opisach czasów mu współczesnych wręcz nowoczesną. Prezentował rozległy pogląd na wiele spraw poukładanych w ciąg przyczynowo-skutkowy. Wychodziło mu to raz lepiej, raz gorzej, ale zawsze starał się przedstawiać fakty zgodnie z prawdą historyczną, w znaczeniu przez niego rozumianym. Jego dzieło to w istocie historia pragmatyczna, ogólnopolska, która wywarła ogromny wpływ na rozwój naszej historiografii. Jego dzieło narzuciło całym pokoleniom poglądy o rzeczach, wydarzeniach i ludziach z oceną panujących na czele. 24 sierpnia 2015 r. Narodowy Bank Polski uhonorował 600. rocznicę urodzin Jana Długosza wydaniem kolekcjonerskiego banknotu o nominale 20 złotych.

Bibliografia:

  • Chrzanowski Ignacy, Jan Długosz – próba charakterystyki człowieka [w:] Studia historyczne ku czci Stanisława Kutrzeby, t. II, Kraków 1938, s. 93-115.
  • Dąbrowski Jan, Dawne dziejopisarstwo polskie, Wrocław-Warszawa-Kraków 1964.
  • Dymmel Piotr, Tradycja rękopiśmienna Roczników Jana Długosza, Warszawa 1992.
  • Gawęda Stanisław, Ocena niektórych problemów historii ojczystej w „Rocznikach” Jana Długosza [w:] Dlugossiana. Studia historyczne w pięćsetlecie śmierci Jana Długosza, red. S. Gawęda, Warszawa, 1980, s. 181-202.
  • Koczerska Maria, Mentalność Jana Długosza w świetle jego twórczości, „Studia Źródłoznawcze”, 15 (1971), s. 109-140.
  • Osiński Krzysztof, Kilka uwag o działalności dyplomatycznej Jana Długosza w latach 1448-1450, „Słupskie studia historyczne”, 20 (2014), s. 23-35.
  • Semkowicz-Zarembina Wanda, Autograf Długosza i jego warsztat w nowej edycji „Annales” [w:] Dlugossiana. Studia historyczne w pięćsetlecie śmierci Jana Długosza, red. S. Gawęda, Warszawa, 1980s.269-279.

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Publikację artykułu zainspirowało wprowadzenie przez Narodowy Bank Polski do obiegu banknotu kolekcjonerskiego „600. rocznica urodzin Jana Długosza” o nominale 20 zł:

Nominał 20 zł

Wymiary: 138 mm x 69 mm

Nakład: do 30 000 szt.

Projektant: Andrzej Heidrich

Wizerunek Katedry na Wawelu wg zdjęcia ze zbiorów Stanisława Markowskiego

cena: 72 zł

Kup na stronach Narodowego Banku Polskiego!

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Marcin Sałański
Historyk, dziennikarz prasowy i telewizyjny, wieloletni współpracownik Histmag.org, autor popularnych e-booków. Współpracował m.in. z portalem Historia i Media, Wydawnictwem Bellona i Muzeum Niepodległości w Warszawie. Był również członkiem redakcji kwartalnika „Teka Historyka”. Interesuje się historią średniowiecza, dziejami gospodarczymi, popularyzacją historii i rekonstrukcją historyczną.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy