Opublikowano
2017-09-26 18:57
Licencja
Wolna licencja

Kronika Prokosza: przebiegłe fałszerstwo i dziecko swoich czasów

W XIX wieku istniał zwrot „skrzynia Dyamentowskiego”, oznaczający stek grubych fałszów i bezmyślnego kłamstwa. Kim był słynny fałszerz dokumentów Przybysław Dyamentowski i czym była Kronika Prokosza, jedno z głównych „źródeł” potwierdzających rzekome istnienie Wielkiej Lechii?


Strony:
1 2 3

Kronika Prokosza – zobacz też: Imperium Lechitów nie istniało – baza artykułów

XVII i XVIII wiek to czasy największego rozkwitu kultury sarmackiej, opierającej się na przekonaniu szlachty, że pochodzi od starożytnego ludu Sarmatów. Poszczególne rody arystokratyczne zaczęły coraz intensywniej interesować się swoim pochodzeniem, tworząc rozległe drzewa genealogiczne, mające udowodnić ich koneksje z wielkimi królewskimi rodami. Jako że ich wiedza na temat przodków sięgała z braku źródeł w najlepszym wypadku XIV wieku, często umieszczali w drzewach genealogicznych postaci całkowicie zmyślone. Tym sposobem Sobiescy za swoją pramatkę uznali Wizimirę Teodorę, córkę bezpotomnego księcia Leszka Czarnego, Tarnowscy rzekomą księżniczkę mazowiecką Gertrudę, a Radziwiłłowie wywodzili swój ród od weneckiego wodza Palemona. Nawet król Stanisław August Poniatowski szczycił się pochodzeniem z rodu Torellich, którego korzenie sięgały z kolei dynastii Ludolfingów.

Kronika Prokosza

Dowodem na fałszywość tych rodowodów są pojawiające się w nich nazwiska rzekomo średniowiecznych rodów, które wówczas jeszcze nie istniały, a przede wszystkim fakt, że kolejne drzewa genealogiczne wymienionych rodzin kompletnie różniły się między sobą. Kiedy szlachta potrzebowała dowodów na poparcie fikcyjnych korzeni, do akcji wkraczali fałszerze źródeł historycznych. Jednym z najsłynniejszych był Przybysław Dyamentowski, autor osławionej Kroniki Prokosza.

Potomek angielskich urzędników

Przybysław Mutyna Dyamentowski urodził się prawdopodobnie w 1694 roku (taką wersję podaje XIX-wieczna Encyklopedia powszechna Orgelbranda) i pochodził ze szlacheckiej rodziny pieczętującej się herbem Drya. Ród Dyamentowskich nie odgrywał większej roli politycznej, a jedynym bardziej znaczącym jego przedstawicielem był podstoli różański Wacław Dyamentowski, który miał opisać w swoim diariuszu uroczystości weselne Dymitra Samozwańca i Maryny Mniszchówny. Badający go historyk Wojciech Kętrzyński zakwestionował jednak autorstwo Dyamentowskiego, wykazując, że był on jedynie posiadaczem rękopisu dzieła autorstwa Abrahama Różniatowskiego.

Kronika Prokosza Pieczęć Ryszarda, hrabiego Kornwalii i antykróla rzymskiego. To na jego dworze służyć miał rzekomo daleko przodek Dyamentowskiego (domena publiczna).

O rodzinie Dyamentowskich nie wspomina Kasper Niesiecki w swoim herbarzu z lat 1728–1743, pisząc jedynie, że herb Drya wprowadził do Polski średniowieczny ród Mutynów. Dopiero Herbarz Duńczewskiego z 1757 roku zawiera obszerny, sięgający XIII wieku wywód rodu Dyamentowskich od przedstawicieli Mutynów, Bożejowskich i Trąbczyńskich z odwołaniem do przywilejów, jakie nadawali im kolejni przedstawiciele dynastii Piastów. Największą karierę miał zrobić Adrian Mutyna, będący rzekomo marszałkiem dworu hrabiego Kornwalii Ryszarda (syna króla Anglii Jana bez Ziemi). Skąd Duńczewski czerpał swoje informacje? Najprawdopodobniej od Przybysława Dyamentowskiego, bowiem to w jego rękopisach znajdujemy szereg wypisów z książęcych i królewskich przywilejów dla Mutynów z dopiskiem, że spłonęły podczas pożaru w Dubnie na Wołyniu. Tak Dyamentowski uwiarygadniał swoje fałszerstwa.

Czy Pismo Święte wspomina o dawnym Imperium Lechitów?

Czytaj dalej...
Autor sfałszowanych rodowodów polskiej szlachty miał być podobno stolnikiem urzędowskim – tak przynajmniej twierdził Lelewel, choć Dyamentowski nie występuje w spisach urzędników ziemskich województwa lubelskiego (być może więc tytułował się stolnikiem bezpodstawnie). Doskonale znał łacinę oraz był obeznany w polskich i europejskich źródłach historycznych. Lecz wszystko to użył na złe, dogadzając próżności ludzkiej lub dla korzyści pieniężnej – czytamy w dziele Orgelbranda.

Najstarszym dokumentem w zbiorze fałszerstw Dyamentowskiego była zapewne genealogia rodu Toporczyków (rzekomo z 1067 roku), bowiem bardzo podobną tablicę genealogiczną już w 1726 roku złożył w kapitule Św. Ducha w Paryżu wojewodzic smoleński Tarło. Nie mamy pewności czy Dyamentowski był jej autorem, czy też może spisał dzieło innego fałszerza. W każdym razie oczytany stolnik przez wiele lat służył polskim rodom arystokratycznym, które pragnęły udowodnić swoje starożytne pochodzenie, preparując dla nich fikcyjne rodowody. Oprócz genealogii Toporczyków, wśród znalezionych u niego fałszerstw wymienia się między innymi fikcyjny rodowód Doliwów, sięgający żyjącego w 3530 roku „od stworzenia świata” rycerza Doliwoja oraz genealogię Grzymalitów od Kojhawa, potomka Szczyta, czyli „przodka wszystkich Sarmatów”.

Kronika Prokosza Józef Andrzej Załuski, biskup kujawski i współzałożyciel Biblioteki Załuskich (domena publiczna). Z usług historyka korzystały również inne polskie rody arystokratyczne, co poświadczają zresztą współczesne Dyamentowskiemu przekazy historyczne. O działalności historyczno-genealogicznej stolnika wspomina w swojej Bibliotece historyków, prawników, polityków i innych autorów polskich lub o Polsce piszących z 1768 roku Józef Andrzej Załuski. Pisze on tak:

Dyamentowski, Drya, Przybysław, mąż biegły
Równie w dziejach jak polskich genealogiach,
Zbiera, gdy ja to piszę, genealogię panów Bielińskich:
A że ci też Junoszowie,
Toć mogę pożytkować czasem z jego pracy.

Sam Załuski wierzył w prawdziwość tworzonych przez stolnika źródeł, które zresztą sam od niego kupował i gromadził jako cymelia w swoich zbiorach. Inne rodziny korzystające z usług Dyamentowskiego wymienia Samuel Orgelbrand: Wywody fałszywe Brühla z Ocieszyna, Sapiehów od Punigajła i Sumigajła, tablice stemmograficzne Mniszchów, Ożarowskich i Jabłonowskich, taki mają przez Dyamentowskiego początek. Dyamentowski nie zaprzestał jednak na tworzeniu fikcyjnych rodowodów, lecz zapragnął swoje dzieła odpowiednio uźródłowić. Wprawny w nierzetelną fabrykę mistrz pisał dzieła ludzi na tysiąc lat rychlej żyjących, a nie egzystujących nigdy – dodaje encyklopedysta.

Słowiańska puszka Pandory

Przez co najmniej kilkanaście lat Przybysław Dyamentowski intensywnie przeglądał polskie kroniki i roczniki, i na bazie zawartych w nich legend (między innymi o praojcu Lechu czy księciu Popielu) tworzył własne sfabrykowane kroniki. W rękopisach Dyamentowskiego, dostępnych obecnie w bibliotekach cyfrowych, możemy odnaleźć sięgające czasów starożytnych spisy władców Lechii. Sfabrykowane dokumenty znajdujące się w zbiorach Dyamentowskiego wyliczył historyk Joachim Lelewel, który w przekonujący sposób wykazał ich fałszywość już w 1825 roku.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Marka Telera pt. „Kochanki, bastardzi, oszuści. Nieprawe łoża królów Polski: XVI–XVIII wiek”

Autor: Marek Teler
Tytuł: „Kochanki, bastardzi, oszuści. Nieprawe łoża królów Polski: XVI–XVIII wiek”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-65156-12-9

Stron: 79

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

9,9 zł

(e-book)
Zobacz też nasze pozostałe e-booki!

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Kedar |

Tak mnie zastanawia bo przeczytałem już parę książek i są dowody w tym także kroniki ale i zabytki, odkrycia czy nawet płyta Awillo Leszka. Ale przy tym staram się wysłuchać 2 strony stąd przeczytałem ten artykuł . Wysłuchałem 2 godz wykładu na uniwersytecie Jagiellońskim i powiem wam nono . Nie ma żadnych dowodów że tak nie było wręcz słychać rozpacz w głosie i coś w stylu "nie bo nie " myślę że ludzie sami najlepiej ocenia .
Ale jak się chce zamazać polska pamięć to trzeba też zamazać pamięć innych państw wtedy nie ma dowodów .
Czy ja właśnie odkryłem po co ci imigranci w Europie ?



Odpowiedz

Gość: pestka |

Boszszsz ... skąd się biorą ludzie tak tępi, że nie potrafiący przyjąć najprostszych faktów? Są dowody niepodważalne na fałszerstwo, a Ci dalej będą się popisywać swoją "mądrością" i totalnym bałaganem poznawczym. I jeszcze będą mówić że bronią polskości. Kurcze - NIE !!!!! - niczego nie bronicie tylko swojej bezneuronowości. Historia Polski nie opiera się na bełkocie lechickim. Mym wspaniałą prawdziwą historię Słowian, sięgającą tysiący lat - nie musimy się czepiać jakieś bzdetów o Wielkiej Lechii przemykeńskiej.



Odpowiedz

Gość: q |

Tu jest obiektywnie opisane, czy to fałszerstwo, czy nie. W dodatku porównane do współczesnych wykopalisk archeologicznych o których tzw. fałszerz nie mógł wiedzieć: http://historia-ledrie.blogspot.com/2016/06/czy-kronika-prokosza-rzeczywiscie-jest.html



Odpowiedz

Gość: kodanka-lechitka |

ludziom nie da sie juz dluzej mydlic oczu...prawdy szukaj sam i dowodow..
dojscie przez internet jesrt ogromne..
my juz czytate panowie okupanci



Odpowiedz

Gość: JAM |

@ Gość: kodanka-lechitka "panowie okupanci" ? Do kogo to ?



Odpowiedz

Gość: dlaautora |

Autor kompletnie mija się z tematem -polecam wiele innych źródeł niż wikipedia ;)



Odpowiedz
Marek Teler

Student IV roku dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, absolwent VIII Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Władysława IV w Warszawie. Autor książki „Kobiety króla Kazimierza III Wielkiego”. Interesuje się mediewistyką i genealogią dynastyczną.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org