Opublikowano
2017-09-26 18:57
Licencja
Wolna licencja

Kronika Prokosza: przebiegłe fałszerstwo i dziecko swoich czasów

(strona 2)

W XIX wieku istniał zwrot „skrzynia Dyamentowskiego”, oznaczający stek grubych fałszów i bezmyślnego kłamstwa. Kim był słynny fałszerz dokumentów Przybysław Dyamentowski i co miał wspólnego z Kroniką Prokosza, jednym z głównych „źródeł” potwierdzających rzekome istnienie Wielkiej Lechii?


Strony:
1 2 3

Znajdowały się wśród nich (oprócz najsłynniejszej Kroniki Prokosza z X wieku) między innymi: kronika starożytnego słowiańskiego pisarza Wojnana, Kronika polska Kagnimira z 1070 roku, Slavo Lechitarum gesta Goranusa z 1100 roku czy Slavo-Lechitica historia z 1173 roku. Stylizowane na wczesnośredniowieczne manuskrypty, opisywały chwalebne dzieje królestwa Lechii, sięgające panowania Sarmaty, praojca Lecha czy króla Polaka. Później Dyamentowski odwoływał się do tych dzieł w swoich sfabrykowanych rodowodach. Można przypuszczać, że większość tych tekstów powstawało na zlecenie wspomnianego wcześniej rodu Tarłów herbu Topór, bowiem najważniejsze urzędy w królestwie Lechii pełnili właśnie Toporczykowie. Z rodu Toporczyków miała też pochodzić według Kroniki Prokosza Krasnoroda, matka pierwszego historycznego władcy Polski Mieszka I.

Przez wiele lat fałszerskiej działalności Przybysław Dyamentowski zdołał wytworzyć ogromne ilości fałszywych spisów władców, dyplomów i przywilejów. Umierając w 1774 roku, przekazał zawierający je kufer swojemu czternastoletniemu wówczas synowi Świętosławowi. Sprawujący opiekę nad młodocianym synem fałszerza Bartoszewicz (Bartosiewicz), nie czekając na osiągnięcie przez podopiecznego pełnoletności, oddał zbiór w ręce hrabiego Feliksa Łubieńskiego. Tak twórczość Dyamentowskiego znalazła swoje miejsce w rezydencji nowego właściciela w Guzowie koło Żyrardowa.

Pałac Guzów Pałac w Guzowie, wystawiony w obecnej formie pod koniec XIX wieku przez Feliksa Sobańskiego w miejscu dworu Łubieńskich, w którym przechowywano rękopisy Dyamentowskiego (fot. Tomasz Kuran, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).

Przez kolejnych pięćdziesiąt lat nikt nie interesował się losem podejrzanych pism, aż w 1825 roku ziemie polskie obiegła wiadomość o ukazaniu się drukiem Kroniki Prokosza, udowadniającej pochodzenie Polaków od starożytnego plemienia Lechitów. Wydaniem dzieła zajął się historyk Hipolit Kownacki, który otrzymał tajemniczy dokument od generała Franciszka Morawskiego. Sam generał utrzymywał, że odnalazł kronikę na kramie żydowskim w Lublinie, gdzie poszczególne jej strony miały być używane do owijania korzeni.

Żart wymyka się spod kontroli

(Turbo)Słowianie i archeolodzy

Czytaj dalej...
Okoliczności odnalezienia Kroniki Prokosza wydają się mocno podejrzane. Analizując korespondencję generała Morawskiego z lat 20. XIX wieku, Piotr Boroń wysunął hipotezę, że kronika była żartem towarzyskim ułożonym przez samego Morawskiego, mającym na celu ośmieszenie rywalizującego z nim poety Kajetana Jaxy-Marcinkowskiego. Autor nie wiedział jednak najprawdopodobniej o dowodach na istnienie osławionej skrzyni Dyamentowskiego w postaci przechowywanych w zbiorach Biblioteki Narodowej rękopisów. Kwestionował również przekazane przez Herbarz Adama Bonieckiego informacje na temat rodziny Dyamentowskich, które potwierdzają zachowane w archiwach metryki.

W jednej istotnej kwestii można się jednak z Boroniem zgodzić – Morawski nie odnalazł kroniki na żydowskim kramie. Prawdopodobnie odkrył ją w zbiorach rodziny Łubieńskich, z którą był zresztą spowinowacony. Wydaje się też bardzo prawdopodobne, że właśnie w charakterze żartu towarzyskiego zaczął dążyć do wydania jej drukiem, nie był jednak z całą pewnością autorem dzieła. O tym, że sam generał używał Kroniki Prokosza do naśmiewania się z Jaxy-Marcinkowskiego, świadczy jego list do Wincentego Krasińskiego:

(...) Próżne wysilenie, ród Jaxów daleko starszy zostanie w dziejach. Powiedz mu
że na samo wspomnienie Pan Inspektor Płocki
Występuje do rymu nie tylko Paprocki
Ale wszystkie Prokosze i cały wiek gocki
A zaś na imię Pan Korwin Krasiński
Ledwie Burmistrz Piński.

Niestety żart Morawskiego trafił na podatny grunt i szybko wymknął się spod kontroli…

rękopis zielonogórski Tak zwany rękopis zielonogórski (domena publiczna).

W 1822 roku ukazał się w Czechach drukiem tak zwany rękopis zielonogórski, zawierający utwór Sąd Libuszy, który został przez znaczną część ówczesnych historyków uznany za autentyczne świadectwo przedchrześcijańskiej przeszłości narodu. Dopiero w drugiej połowie XIX stulecia badacze w przekonujący sposób wykazali, że dzieło jest jedynie bardzo udaną mistyfikacją Václava Hanki i Josefa Lindy. Kiedy więc trzy lata później ukazała się w Polsce Kronika Prokosza, wielu historyków i (przede wszystkim) arystokratów uwierzyło w jej prawdziwość.

Wśród nich znalazł się między innymi Julian Ursyn Niemcewicz, który zaprezentował kronikę na forum publicznym podczas jednego ze spotkań Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk. Ród Niemcewicza czyli Ursynowie sami jednak korzystali z usług podobnych jak Dyamentowski fałszerzy rodowodów. Samuel Orgelbrand wspomina w swej encyklopedii, że widzieli oni swojego przodka w Albercie Ursusie czyli Albrechcie Niedźwiedziu z dynastii askańskiej, tego zaś dalej wywodzili aż od biblijnego Adama. Można się domyślać, że i Niemcewicz wierzył lub przynajmniej chciał wierzyć w rodową legendę, dlatego nie kwapił się do wnikliwej analizy autentyczności dzieła, które nobilitowało wiele polskich rodów arystokratycznych.

Julian Ursyn Niemcewicz Julian Ursyn Niemcewicz (aut. Antoni Brodowski, 1820, domena publiczna). Wkrótce po ukazaniu się Kroniki Prokosza jej wnikliwej analizy podjął się historyk Joachim Lelewel, który dotarł w Wilnie do rękopisu Dyamentowskiego z 21 czerwca 1764 roku i jako przedstawiciel spolonizowanej szlachty pruskiej patrzył na sarmackie dzieło bardziej krytycznym okiem. W swojej rozprawie w przekonujący sposób dowiódł, że używane w tekście słownictwo i opisywane obyczaje (sejmy, elekcje) świadczą o pochodzeniu utworu najwcześniej z końca XVII wieku lub początku XVIII. XVIII-wieczną genezę tak zwanej hipotezy lechickiej, w której klimat wpisała się Kronika Prokosza, i jej oparcie na nadinterpretacjach przekazów źródłowych w przekonujący sposób wykazał zaś w swojej obszernej rozprawie z 1897 roku pt. Lechici w świetle historycznej krytyki polski uczony Antoni Małecki. Dzieło Dyamentowskiego najlepiej podsumowuje cytat z rozprawy Lelewela:

W różnych wiekach zjawiały się dziwy historyczne. Płodziła je, raz poetycka figuryczność, inny raz filozoficzna alegoryczność, obudzone imaginacją jakiego żywego owej doby uczucia. Były to zmyślenia, ale nie kłamstwa; były fikcje dla ozdobienia i pomnożenia prawdy, powziętej idei, dla utworzenia i zastąpienia, tej prawdy, która zginęła.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Marcina Sałańskiego pt. „Wielcy polskiego średniowiecza”:

Autor: Marcin Sałański
Tytuł: „Wielcy polskiego średniowiecza”

ISBN: 978-83-65156-09-9

Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA (Histmag.org)

Stron: 71

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

5,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: pestka |

Boszszsz ... skąd się biorą ludzie tak tępi, że nie potrafiący przyjąć najprostszych faktów? Są dowody niepodważalne na fałszerstwo, a Ci dalej będą się popisywać swoją "mądrością" i totalnym bałaganem poznawczym. I jeszcze będą mówić że bronią polskości. Kurcze - NIE !!!!! - niczego nie bronicie tylko swojej bezneuronowości. Historia Polski nie opiera się na bełkocie lechickim. Mym wspaniałą prawdziwą historię Słowian, sięgającą tysiący lat - nie musimy się czepiać jakieś bzdetów o Wielkiej Lechii przemykeńskiej.



Odpowiedz

Gość: q |

Tu jest obiektywnie opisane, czy to fałszerstwo, czy nie. W dodatku porównane do współczesnych wykopalisk archeologicznych o których tzw. fałszerz nie mógł wiedzieć: http://historia-ledrie.blogspot.com/2016/06/czy-kronika-prokosza-rzeczywiscie-jest.html



Odpowiedz

Gość: kodanka-lechitka |

ludziom nie da sie juz dluzej mydlic oczu...prawdy szukaj sam i dowodow..
dojscie przez internet jesrt ogromne..
my juz czytate panowie okupanci



Odpowiedz

Gość: JAM |

@ Gość: kodanka-lechitka "panowie okupanci" ? Do kogo to ?



Odpowiedz

Gość: dlaautora |

Autor kompletnie mija się z tematem -polecam wiele innych źródeł niż wikipedia ;)



Odpowiedz

Gość: YooRec |

Każdy kto wierzy, że fałszerz podpisał się pod fałszerstwem z datą fałszerstwa jest po prostu idiotą. Jako że idiota nigdy nie przyzna się do tego, że jest idiotą bo po prostu tego nie zrozumie, jest za głupi, nie liczę na gromkie brawa.



Odpowiedz

Gość: kodanka |

@ Gość: YooRec
he he
teorie watykansko-niemieckie..vide
premasonskie i praktyki onych przedstawicieli sa juz nam poznana..
mapy i inne zrodla przecza
malo tego naprzykladne odkrycie twierdzy w Maszkowicach jest dowodem ze wysoko rozw.struktury obronne byly tu duzo wczesnie...ta twierdza jest starsza ood mykenskiej ktora byla uwazana za najstarsza
piekny dowod na istnienie wielkiej sily panstwowej czy militarnej tutaj
na duzo wczesnie niz uznaje sie istnienie naszego panstwa..
ale to pewnie Germanie ha ha
tyle ze ten teren okupowali dopiero
podczas IIwojny sw.
prawda wychodzi na jaw i za chwile mury wielkiego zamazywania historii i wielkosci Slowian Sarmatow czyli naszej
przez okupantow runa z wiekszym szczetem niz mur berlinski



Odpowiedz

Gość: Pół-człowiek, pół-ryba |

@ Gość: kodanka
Te Lechitka, naucz się najpierw pisać poprawnie po polsku. I poczytaj podręcznik do historii jakiś, do szkoły podstawowej nawet:)



Odpowiedz
Marek Teler

Student IV roku dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, absolwent VIII Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Władysława IV w Warszawie. Autor książki „Kobiety króla Kazimierza III Wielkiego”. Interesuje się mediewistyką i genealogią dynastyczną.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org