„Mein Kampf” - ponure proroctwo Hitlera

Za prawdziwie charyzmatycznego może zostać uznany jedynie przywódca mający koherentną wizję przyszłości, czyli obraz tego, jak ma wyglądać świat urządzony według jego własnego wglądu w naturę rzeczywistości. Bowiem, jak powiedział Max Weber, przywódca musi być nie tylko „bohaterem”, lecz także „prorokiem”.

W 1924 roku Hitler usiłował uwiarygodnić się pod tym względem w Mein Kampf ([Moja walka]) i pomimo trywialnej szorstkości tej pracy, pomimo zatrważającego stylu, ma ona najwyższe znaczenie dla zrozumienia jego rozwoju jako charyzmatycznego przywódcy.

Trzy lata wcześniej musiał uporać się z problemami, gdy znaczące postacie z partii nazistowskiej „flirtowały” w kwestii partnerstwa z profesorem Dicklem, autorem Odrodzenia Zachodu ([Resurgence of the West]). I choć poradził sobie z tym wyzwaniem i wzmocnił swój autorytet, pamięć o tym, jak ten „intelektualista” obnażył niedostatki jego myślenia politycznego, musiała być nadal świeża. Mein Kampf miała na celu pokazanie, że Hitler nie był już tylko piwiarnianym agitatorem, lecz myślicielem politycznym posiadającym szeroką wizję rzeczywistości.

Hitler razem z Himmlerem, Hessem i Strasserem w Norymberdze w 1927 r. (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 146-1969-054-53A, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).

Książka niewątpliwie przedstawia koherentną wizję świata, lecz w  przerażającej postaci. Według Hitlera żyjemy w  zimnym wszechświecie, którego jedynym stałym elementem jest walka. Jeżeli nie potrafisz w  niej zwyciężać, to zasługujesz na śmierć. Za  tą szorstką rzeczywistością walki różnych grup ludzkich o  supremację nie kryje się żadna struktura moralna. „Ci, którzy chcą żyć – twierdził Hitler – niech walczą, a  ci, którzy na tym świecie wiecznej walki nie chcą walczyć, nie zasługują na to, by żyć”.

Mein Kampf brakuje – czemu nigdy nie poświęcono należnej uwagi – silnego odniesienia do  chrześcijaństwa. Niemcy są społeczeństwem chrześcijańskim od  ponad tysiąclecia i  wiara w  chrześcijańskiego Boga i  chrześcijańskie zbawienie po śmierci była dla milionów Niemców kwestią najważniejszą. Ale z  tej komfortowej wizji bardzo mało znajdujemy w  Mein Kampf. Później Hitler zmieniał retorykę religijną zależnie od  czasu i  sytuacji, ale rdzeń jego myślenia o  wierze został wyrażony tutaj. I  choć w  jednym zdaniu w  Mein Kampf przyznał, że „religii w  aryjskim sensie nie można sobie wyobrazić bez przekonania o  jakiejś formie przeżycia po śmierci”, głównym wątkiem pracy jest ponury nihilizm. Hitler nigdy nie wypracował poglądu, jaką możliwą „formę” może mieć życie po śmierci, ani też nie określił, czy on sam w  nie wierzy. W  rezultacie w  najbardziej koherentnym odczytaniu Mein Kampf był on gotów uwierzyć w  Boga jako pierwotnego kreatora, ale nie akceptował konwencjonalnej chrześcijańskiej wizji nieba i  piekła ani też trwania indywidualnej „duszy” po śmierci – ta analiza, jak się przekonamy, oparta jest na jego wielu prywatnych wypowiedziach na ten temat. Dla Hitlera niewiele z  indywidualnej osobowości istniało poza tu i  teraz. Jesteśmy zwierzętami i  jak zwierzęta stoimy przed wyborem zniszczenia lub  zostania zniszczonymi.

Podkreślał zwierzęcą naturę ludzkiego życia w  graficznych, przeraźliwie smutnych szczegółach. Pół wieku później Ernest Becker badał konsekwencje tego rodzaju wiary i  w  swej wyróżnionej Nagrodą Pulitzera książce The Denial of Death ([Odmowa śmierci]) pytał: „Co możemy sądzić o  istocie, której rutynowym działaniem organizmu jest rozdzieranie innych na części różnego rodzaju zębami – najpierw odgryzanie, potem miażdżenie zębami trzonowymi mięsa, łodyg roślinnych i  kości, by z  rozkoszą i  chciwie przepuścić miazgę w  dół przełyku, włączyć jej esencję do  własnego organizmu i  na koniec wydalić z  okropnym smrodem gazów i  pozostałości stałych. Wszyscy sięgają po innych, by ich w  swe ciało włączyć, jeżeli tylko są dla nich jadalni”.

Pierwsze niemieckie wydanie Mein Kampf eksponowane w Niemieckim Muzeum Historycznym w Berlinie (domena publiczna).

Wyrażoną tu wizję Beckera Hitler mógłby najprawdopodobniej przyjąć i  poprzeć. Uznawał, że życie toczy się wokół silnych „rozdzierających” słabych, choć zapewne nie zgodziłby się z  ostateczną konkluzją Beckera, do  czego dokonanie tego ostatecznie prowadzi. Dla Beckera dążenie, by ludzka świadomość pojęła świat, w  którym osobowość musi nieuniknienie zgasnąć po życiu będącym zwierzęcą walką, było zbyt trudne do  zniesienia, bowiem „...należy uświadomić sobie, jak bardzo niemożliwa to sytuacja dla zwierzęcia, co w  tym tkwi. Wierzę, że w  pełni mają rację ci, którzy spekulują, iż pełne zrozumienie kondycji człowieka może doprowadzić go do  obłędu”. Dla Hitlera przeciwnie – wiara, że życie to w  zasadzie niszczenie słabych przez silnych, była w  niezwykłym stopniu ożywcza i  dodawała mu sił. A  to dlatego, że łączył tę quasi-darwinowską wizję z  ideą rasy. Nie chodziło o  to, że jeden silny osobnik zniszczy innego słabego, lecz o  to, że cała silna grupa rasowa powinna się zjednoczyć dla wyeliminowania innych ras. Rasa „aryjska” – pisał Hitler – jest rasą „wyższą” odpowiedzialną za  „ludzką kulturę”. Rdzeniem jego przesłania było stwierdzenie, że indywidualne życie ma znaczenie, gdyż jednostka jest częścią „rasy”. Jednostki podporządkowujące się dobru rasowej „społeczności” wiodą najlepsze życie. Twoje życie ma zatem swego rodzaju znaczenie – możesz już nie żyć jako jednostka, ale jeżeli żyłeś właściwie, to rasowa społeczność, do  której należałeś, będzie rozkwitać po twojej śmierci.

Dla Hitlera głównymi przeciwnikami w  walce o  rasową supremację byli Żydzi. Niemal z  każdego akapitu Mein Kampf emanuje wrogość, a  jej przytłaczający ciężar jest skierowany na nich. „On [Żyd] pozostanie zawsze pasożytem – pisał Hitler – darmozjadem, który jak trujący prątek zaczyna się rozprzestrzeniać, gdy tylko przyjmie go sprzyjające środowisko”. I  choć nie nawoływał do  zabicia wszystkich Żydów, stwierdził otwarcie, że „ofiara” niemieckich żołnierzy na frontach pierwszej wojny światowej „nie poszłaby na marne”, gdyby „dwanaście lub  piętnaście tysięcy tych hebrajskich korumpujących ludzi łapowników zostało potraktowanych trującym gazem...”. Łączył również judaizm z  marksizmem, twierdząc, że „los” wzywa Niemców do  skolonizowania kraju w  „Rosji i  jej wasalnych państwach przygranicznych”. Wzywał swych czytelników, by „nigdy nie zapomnieli, że władający obecnie Rosją są pospolitymi, splamionymi krwią kryminalistami”.

Przedstawił tę ponurą i  brutalną wizję, pozostając pod wpływami pochodzącymi z  kilku różnych źródeł. Od  darwinistów społecznych przejął wiarę, że istotą życia jest walka; od  Arthura de Gobineau, autora Szkiców o  nierówności ras ludzkich, i  jego kontynuatorów zaczerpnął pogląd o  supremacji rasy aryjskiej. Zdarzenia na froncie wschodnim pod koniec pierwszej wojny światowej, gdy Niemcy oderwali kawał terenów rolniczych od  tworzącego się Związku Radzieckiego (teren utracony na rzecz Niemiec pod koniec konfliktu), natchnęły go ideą stworzenia imperium na Wschodzie, od  Alfreda Rosenberga zaś, nazisty urodzonego w  zaliczanej do  państw bałtyckich Estonii, zapożyczył opinię o  powiązaniu judaizmu z  bolszewizmem. Połączył te groźne idee w  jedną niezwykle potężną i  zabójczą własną filozofię. Jego poglądy zostały ustalone.

Arthur de Gobineau (1816-1882) - twórca doktryny rasizmu (domena publiczna).

Argumentował to następująco: życie jest walką ras o przestrzeń do  życia; największym niebezpieczeństwem dla rasy aryjskiej w dążeniu do zwycięstwa w  tej walce są Żydzi; Związek Radziecki jest rządzony przez Żydów i  ma tereny doskonałej rolniczej ziemi, której aryjscy Niemcy potrzebują. Ergo: tworzenie Aryjskiego Imperium Niemieckiego na żyznych terytoriach sowieckiej zachodniej Ukrainy pozwoliłoby rozwiązać naraz trzy problemy: zniszczyć zagrożenie ze  strony bolszewików i zagrożenie ze strony Żydów oraz zdobyć dla Niemiec Lebensraum, tak wiele wartą „przestrzeń życiową”.

Każdy z  wymienionych punktów był wsparciem dla innego, co czyniło wizję Hitlera tak niezwykle potężną i zwartą. Jeżeli nie godzisz się z  tym, że Żydzi są zagrożeniem lub że rządzą w Związku Radzieckim, lub z jakimkolwiek innym aspektem myśli politycznej Hitlera, zostajesz przez niego odrzucony jako „nieodpowiedni”, niezdolny dojrzeć tego, co ma przed sobą. Ale jeżeli zaakceptujesz jeden element, dostajesz się na karuzelę, gdzie jedna idea prowadzi do  drugiej.

Wokół tej centralnej wizji nienawiści, walki i podboju Hitler próbował stworzyć spójną autobiografię, ukazującą zgodność jego poglądów i  życia. Ale jak już widzieliśmy i  na co wskazują badania naukowe prowadzone przez ponad 20 lat, wiele z tych autobiograficznych fragmentów jest po prostu toporną próbą pisania historii na nowo. Przed 1919 rokiem Hitler nigdy nie okazywał takiej pewności swych poglądów jak w  Mein Kampf.

Niemniej jednak Mein Kampf pozostaje niezwykłym dziełem, choćby dlatego, że brak jakichkolwiek dowodów na to, by znacząca część Niemców zgadzała się z  dwoma filarami podtrzymującymi wizję Hitlera – gwałtownymi i  systematycznymi prześladowaniami Żydów oraz żądzą kolonizacji zachodnich terytoriów Związku Radzieckiego. Jakkolwiek by było, pomysł „kolonizacji” części tego państwa najpewniej oznaczał następną wojnę.

A jaki działacz opowiadałby się za polityką, która czyniłaby go niewybieralnym? Można powiedzieć, że taki, który jest przekonany – ktoś, kto najpierw stara się przedstawić linię polityczną, która okazuje się niepopularna, by potem przekonywać ogół społeczeństwa do  jej poparcia. Ale w  tym przypadku tak nie było. Do  czasu, gdy partia nazistowska uzyskała szansę dokonania politycznego przełomu – poczynając od  roku 1929 – Hitler uważał, aby zbytnio nie forsować obu niepopularnych aspektów swej polityki. Oczywiście pozostał antysemitą i  nadal nienawidził Związku Radzieckiego, ale nigdy publicznie nie głosił tych poglądów, starając się podkreślać inne, o  wiele popularniejsze idee, takie jak odrzucenie traktatów pokojowych zawartych pod koniec wojny i  budowa nowych zjednoczonych Niemiec opartych na braterstwie i  tworzących koleżeńską wspólnotę.

Tłumy zebrane na przemówieniu Hitlera w Monachium w 1925 r. (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 146-1972-001-07, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).

Ale jeżeli nawet Hitler później nie kładł nacisku na podstawowe problemy z  Mein Kampf w  takiej mierze, jak wynikało to z  jego osobistych poglądów, książka istniała i  każdy zainteresowany jego poglądami mógł ją przeczytać. Nie zaskakuje, że wielu jego zwolenników twierdziło, że nie sądzili, by Hitler „dosłownie” uważał tak, jak napisał. Johannes Zahn, ekonomista, który popierał aspekty nazistowskiej polityki, twierdził, że „czytanie Mein Kampf było dokładnie takie jak odczytywanie żądań zawartych w  Biblii. Są tam nakazy, o  których nikt nie sądzi, by były wypełniane w  stu procentach”. Według dyplomaty Manfreda von Schrödera Mein Kampf była książką łatwą do  odrzucenia. „Wiecie, nikt nie wierzył, że Mein Kampf miała znaczenie. Ot, jakiś młody człowiek napisał książkę. Co dzisiaj politycy mogliby pomyśleć o  tym, co napisali przed 20 laty! A  więc nikt tego nie brał naprawdę poważnie. Przeczytałem ją prawdopodobnie jako student i  nie uznałem za  zbyt interesującą, a  potem już nigdy jej nie otworzyłem. Może należało, ale tego nie zrobiłem”. Herbert Richter, który walczył w  pierwszej wojnie światowej, a  potem pracował w  niemieckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, twierdzi, że zaczął ją czytać, lecz uznał za  zbyt szaloną, by kontynuować lekturę. „Tak było w  przypadku większości wykształconych ludzi”.

Takie komentarze, czynione po wojnie, mogą wydawać się asekuranckie. Ale jest prawdą, że dla wielu ludzi w  tym czasie Mein Kampf była zbyt trudna i  niemożliwa do  przeczytania. Na  przykład Benito Mussolini uznał ją za  tak nudną, że nie mógł przez nią przebrnąć. Należy czytać uważnie, aby nie przeoczyć fragmentu, gdzie Hitler w  odniesieniu do  Żydów pisze „o  trującym gazie”, istotnym w  kontekście wielu innych stron, na których bardziej ogólnikowo wyraża nienawiść, nawołując do  prześladowania Żydów i  odbierania im obywatelstwa, ale nie do  masowego mordowania.

Jednakże, choć nie ma dowodów na to, by wielu Niemców w  latach 20. XX wieku miało ochotę poprzeć bezwzględne poglądy Hitlera wyrażone w  Mein Kampf, istnieje wiele świadectw tego, że liczni spośród nich, tak jak Johannes Zahn, myśleli, że wpływy żydowskie „sięgnęły w  Niemczech za  daleko” i, tak jak Herbert Richter, uważali, że warunki ustanowione po zakończeniu pierwszej wojny światowej były dla Niemiec za  surowe, a  ziemie utracone, zwłaszcza na wschodzie, powinny być odzyskane. A  więc, nawołując do  prześladowania Żydów i  zajęcia terenów w  Związku Radzieckim, Hitler ponownie wyraził w  ekstremalnej formie to, o  czym wielu Niemców było przeświadczonych, choć na bardziej umiarkowanym poziomie.

Nadal podczas lektury Mein Kampf trudno pozbyć się wrażenia, że to dzieło obsesyjnego, niemal niezrównoważonego psychicznie umysłu. Wynika to częściowo z  aury gwałtowności i  przemocy, którymi ta praca jest przesiąknięta. „Fakt, że wszystkie jego plany, nawet przyjazne, oznaczają rozlew krwi – napisał Konrad Heiden – nadaje jego polityce zagranicznej złowróżbne znaczenie. Niezależnie od  tego, czy mówi o  sztuce, o  edukacji czy o  ekonomii, wszędzie widzi krew”. Lecz równie istotne w  Mein Kampf są ogromna ambicja i  zarozumiałość. Hitler był 35-letnim skazanym rewolucjonistą, który przewodził niewielkiej grupie swoich zwolenników w  beznadziejnej próbie wywołania rewolucji w  Bawarii. A  jednak pisze książkę, zawierającą w  wielkiej części propozycję ukierunkowania polityki zagranicznej Niemiec, jednego z  najważniejszych państw w  Europie. Istotne, że właściwie nikomu nie powierzył dalszego rozwijania partii nazistowskiej. Widział siebie nie w  centrum wydarzeń, lecz praktycznie jako ich jedynego twórcę. „Kombinacja w  jednej osobie teoretyka, organizatora i  przywódcy to najrzadsza rzecz, jaka może się przydarzyć na ziemi – napisał w  Mein Kampf. – Ta kombinacja oznacza wielkiego człowieka”. I  bez wątpienia Hitler chciał, aby świat uznał właśnie w  nim tego „wielkiego człowieka”.

Mein Kampf, opublikowana w  dwóch tomach – pierwszy ukazał się w  1925 roku, a  drugi w  następnym, nie stała się bestsellerem, przynajmniej na początku. Na  przykład do  1929 roku sprzedano niecałe 15  tys. egzemplarzy drugiego tomu. Dopiero późniejszy sukces odniesiony w  wyborach wyniósł książkę do  wydawniczej stratosfery z  nakładem 10 mln egzemplarzy sprzedanych w  Niemczech do  roku 1945.

Adolf Hitler i gen. Erich von Ludendorff, bohater z czasów Wielkiej Wojny, 1924 r. (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 102-16742, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).

Hitler szybko opuścił więzienie w  Landsbergu – odzyskał wolność po południu 20 grudnia 1924 roku. W  celi spędził zaledwie ułamek pięcioletniego wyroku. Bawarski prokurator państwowy oprotestował jego wczesne zwolnienie warunkowe, ale Sąd Najwyższy Bawarii utrzymał je w  mocy.

Podczas krótkiej nieobecności swojego przywódcy partia nazistowska zaczęła się rozpadać. Alfred Rosenberg, wyznaczony przez Hitlera do  nadzorowania ruchu nazistowskiego podczas jego pobytu w  więzieniu, nie był w  stanie kontrolować różnych frakcji. To, że Hitler wybrał na swego zastępcę słabego, cechującego się akademickim umysłem Rosenberga, było jednym z  pierwszych przykładów jego żądzy niepozwalania nikomu wybić się na tyle, by stanowić zagrożenie dla jego autorytetu – nawet jeżeli miało to oznaczać wskazanie osoby nieodpowiedniej do  wykonania zadania.

Hitler wyszedł z  Landsbergu jako przywódca nie tylko partii nazistowskiej, lecz także w  znacznej mierze ludowej ([Völkisch]) prawicy. Wierzył teraz, że naziści powinni starać się w  nowy sposób zdobyć władzę – przez zwycięstwo w  wyborach. Wyraził to znanymi słowami: „Jeżeli pokonanie ich kartami do  głosowania ma trwać dłużej niż kulami, przynajmniej rezultaty będą gwarantowane ich własną konstytucją!”.

Mimo że po opuszczeniu więzienia pozwolono Hitlerowi odbudować partię nazistowską, zakazano mu przemawiać publicznie niemal w  całych Niemczech. Jednakże okazało się, że jego polityczni rywale się rozpłynęli. W  marcu 1925 roku jego niegdysiejszy partner w  puczu monachijskim Erich Ludendorff poniósł druzgocącą porażkę w  niemieckich wyborach prezydenckich, uzyskując niewiele powyżej procentu głosów, i  przestał się liczyć jako polityk. Nikt już nie mógł mówić o  Hitlerze jako o  podwładnym Ludendorffa.

Powyższy fragment pochodzi z książki Laurence'a Reesa „Złowroga charyzma Adolfa Hitlera. Miliony prowadzone ku przepaści”:

Laurence Rees
„Złowroga charyzma Adolfa Hitlera. Miliony prowadzone ku przepaści”
42,00 zł
Tytuł oryginalny: The Dark Charisma of Adolf Hitler. Leading Millions into the Abyss
Tłumaczenie: Krzysztof Masłowski
Okładka: twarda
Format: 150mm x 211mm
ISBN: 978-83-7839-600-0

Zobacz też:

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Laurence Rees
Brytyjski historyk, autor licznych książek i filmów dokumentalnych poświęconych II wojnie światowej. Do jego najważniejszych publikacji należą: „Naziści. Ostrzeżenie historii”, „Hitler i Stalin. Wojna stulecia”, „Auschwitz. Naziści i „ostateczne rozwiązanie””, „Kaci i ofiary. Okrucieństwa II wojny światowej i ich sprawcy” oraz „Za zamkniętymi drzwiami. Kulisy II wojny światowej”. Większości publikacji towarzyszą filmy dokumentalne, realizowane przez autora dla telewizji BBC.

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy