Niezwykłości, cudowności i... efekty specjalne, czyli świat bizantyńskich ceremonii

Skąd brała się duma Bizantyńczyków, tak bardzo potępiana przez krzyżowców? Do czego były potrzebne sztuczne śpiewające ptaszki i ryczące lwy na dworze władcy? Można to wytłumaczyć, kiedy pozna się bogaty i niezwykle ciekawy bizantyński ceremoniał dworski.

Na przełomie III i IV wieku Rzym zmagał się z wieloma trudnościami. Remedium na nie miał być podział władzy nad ogromnym terytorium między kilku ludzi, co pociągnęło za sobą konieczność utworzenia nowej rezydencji cesarskiej na wschodnich rubieżach państwa, w pobliżu frontu najbardziej zaciętych walk. W 330 r. Konstantyn Wielki wybrał na swoją siedzibę dawną grecką kolonię nad Bosforem – Byzantion. Miasto, od imienia założyciela, nazwano Konstantynopolem. Kiedy w 395 r. Teodozjusz Wielki podzielił imperium między swoich synów, starszy Arkadiusz miał rezydować w Konstantynopolu, a młodszy Honoriusz w Rzymie. Chociaż zachowywano pozory jedności, w rzeczywistości drogi dwóch części państwa coraz bardziej się rozchodziły. Mimo upadku Zachodu w 476 r. Wschodnie Cesarstwo przetrwało jeszcze tysiąc lat, aż do podboju tureckiego w 1453 r.

Mozaika z kościoła Hagia Sophia: cesarz Leon VI (cesarz w latach 886–912) oddaje hołd Chrystusowi (fot. Myrabella, Creative Commons CC0 1.0 Universal Public Domain Dedication).

Rzymianie bez Rzymu

Bogaty i bardzo ciekawy ceremoniał obowiązujący na dworze bizantyńskim był ściśle związany ze sposobem postrzegania cesarstwa przez jego mieszkańców. Przede wszystkim na ich wyobraźnię oddziaływała doktryna translatio imperii, czyli przekazania władzy cesarskiej, którą bardzo trafnie wyraził patriarcha Konstantynopola Filoteos, pisząc w 1352 r.:

Wielkie i wspaniałe imperium Rzymian przeniesiono z Italii na Wschód, gdy Konstantyn Wielki, boskim nakazem wiedziony nawrócił się z hellenizmu na wiarę Chrystusa i przekształcił miasto Bizancjum w dzisiejszą wspaniałą stolicę, która wzięła nazwę od jego imienia (cyt. za: J. Harris, Bizancjum i wyprawy krzyżowe).

Mieszkańcy cesarstwa uważali siebie za Rzymian, a swój kraj za imperium rzymskie. Nazwa Bizancjum zaś, którą dziś powszechnie się posługujemy, po raz pierwszy została użyta dopiero w 1557 r. (a więc ponad sto lat po zniknięciu tego państwa z map Europy!). Mieszkańcy określali swój kraj terminem Oikoumene, czyli świat cywilizowany, i postrzegali go jako obraz Królestwa Bożego na ziemi. Uważali, że wszyscy inni władcy winni są posłuszeństwo cesarzowi, od VII wieku zwanemu basileusem. Odbiciem tej skomplikowanej ideologii był właśnie ceremoniał dworski, który miał na celu podkreślenie niezwykłej wagi osoby cesarza, jego bogactwa, wspaniałości i niedostępności oraz wielkości samego cesarstwa.

Purpura, porfir i święte relikwie

Bazyli II Bułgarobójca (cesarz w latach 976–1025) w aureoli otrzymuje koronę od Chrystusa, ilustracja z XI–wiecznego manuskryptu (domena publiczna).

Najważniejszym i najbardziej wyróżniającym władcę elementem był jego strój. Wszyscy wyżsi urzędnicy w Bizancjum nosili jedwabną odzież w różnych kolorach − oprócz purpury, bowiem ta barwa zastrzeżona była wyłącznie dla szat cesarza. Barwnik o takim odcieniu otrzymywano z małych morskich ślimaków – rozkolców.

Jednym z elementów cesarskiego stroju były sandały, oczywiście purpurowe. I z nimi wiąże się pewne znamienne, opisane przez kronikarzy zdarzenie: takie właśnie obuwie ośmielił się założyć patriarcha Konstantynopola Michał Cerulariusz, sprawujący swój urząd w latach 1043–1059. Zostało to natychmiast odczytane jako znak wypowiedzenia posłuszeństwa cesarzowi. Ówczesny basileus Izaak Komnen zareagował więc bardzo szybkim uwięzieniem niepokornego dostojnika.

Cesarz wielokrotnie podkreślał więź łączącą go z Chrystusem, np. okazując szczególną cześć relikwiom związanym z Jego Męką i asystując im podczas świątecznych procesji. Wszystkie rzeczy mające związek z cesarzem uważano za święte, a w ikonografii przedstawiano go zawsze w aureoli, często w pobliżu Chrystusa lub Matki Bożej. Bizantyńczycy zadbali jednak o to, aby woda sodowa nie uderzyła władcy do głowy. Jedwabna sakiewka w kolorze purpurowym zawierająca proch (tzw. akakia), którą otrzymywał, przypominała mu o tym, że wciąż jest śmiertelnikiem, a jego władza pochodzi od Boga. Taką samą funkcję spełniały obrazy z kościoła Hagia Sophia ukazujące np. cesarza Leona VI korzącego się u stóp Chrystusa lub Konstantyna IX Monomacha i cesarzową Zoe składających Mu ofiary.

Historia pisana przez zwycięzców

Na pięknych mozaikach i obrazach widzimy też często Chrystusa dokonującego koronacji basileusa, gdyż władza cesarska pochodziła wyłącznie od Boga, a senat i lud rzymski, potwierdzając wybór władcy, wypełniał tylko Jego wolę. Co więcej, Bóg może powołać na tron każdego i nie jest w swoim wyborze ograniczony do potomków panującego. Jakby tego było mało, Bizantyńczycy uważali, że uzurpator, który zdołał zrzucić z tronu legalnie panującego władcę, odniósł sukces... zgodnie z wolą Boga. W historii cesarstwa nie brak więc spisków, intryg pałacowych i bezwzględnych morderstw dokonywanych na władcy. Przykładem wykorzystania opisanej mentalności Bizantyńczyków może być dojście do władzy Bazylego I, który 23 września 867 r. odebrał tron i życie swemu protektorowi, basileusowi Michałowi III.

Porfirowy sarkofag Heleny, matki Konstantyna Wielkiego (fot. Joshua Sherurcij).

Cesarze musieli się więc liczyć z tym, że najbliżsi współpracownicy nie zawahają się zdradzić, jeśli będą pewni zwycięstwa w bezwzględnej rywalizacji, w której przegranego władcę, pozbawionego religijnej sankcji, czekał smutny koniec. Historia Bizancjum była pisana przez zwycięzców. Tych, którym się nie powiodło, bezlitośnie spychano w cień.

Nic zatem dziwnego, że władcy starali się zabezpieczyć przed taką ewentualnością oraz zapewnić tron potomkom, wyposażając ich w możliwie jak największą ilość wyjątkowych atutów. W tym celu wybudowano w pałacu specjalną Purpurową Komnatę, której ściany obite były purpurowym jedwabiem lub wyłożone kamieniem o tej barwie (porfirem). Tam przychodziły na świat dzieci cesarzy, zyskując przydomek porfirogenety, czyli zrodzonego w purpurze. Pierwsze narodziny cesarskiego potomka w tej właśnie sali odbyły się w 750 r. Tytuł porfirogenety miał wyróżniać cesarskie dzieci, wskazując na ich wyjątkowe pochodzenie predestynujące je do sprawowania władzy, i być gwarancją tronu. Okazało się jednak, że nie spełniał swojej roli. Sama rodzina cesarska zakwestionowała jego wagę, kiedy w 797 r. cesarzowa Irena kazała oślepić swojego syna i cesarza Konstantyna VI, właśnie w Purpurowej Komnacie.

Gdzie można spotkać basileusa?

Przy wyborze władcy konieczna była zgoda ludu Konstantynopola, który wyrażał ją przez aklamację. Był to więc pierwszy moment, w którym zwykli mieszkańcy miasta mogli spotkać swojego przyszłego pana. Początkowo wszystkie ceremoniały związane z wyborem i intronizacją odbywały się w hipodromie. Budowla ta, przeznaczona do przeprowadzania wyścigów konnych, odgrywała znaczącą rolę w wielu dworskich uroczystościach. Właśnie tam władca spotykał się z mieszkańcami Konstantynopola, a najróżniejsze rytuały towarzyszące zetknięciu się cesarza z poddanymi były formą komunikacji między nimi, dostępną dla każdego mieszkańca miasta. W pierwszych wiekach cesarstwa odbywała się tu intronizacja władcy, która była początkowo ceremonią świecką, podczas której elekta podnoszono na tarczy, a jeden z głównych dowódców wojskowych wręczał mu insygnia władzy: diadem, berło i sztandar.

Plan Wielkiego Pałacu w Konstantynopolu z przyległymi budynkami, m.in. kościołem Hagia Sophia i Hipodromem. Pałac ten, zwany Bukoleonem, był siedzibą cesarzy w latach 330–1081 (aut. Cplakidas, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).

Stopniowo jednak rytuał wprowadzenia basileusa na tron nabrał bardziej religijnego charakteru i został przeniesiony do kościoła Hagia Sophia, gdzie aktu koronacji dokonywał patriarcha Konstantynopola. Ograniczyło to możliwość podziwiania tej pięknej ceremonii przez prostych ludzi, co nie znaczy, że stracili oni całkiem kontakt ze swoim władcą. Okazję do spotkań stanowiły m.in.: świętowana 11 maja rocznica założenia miasta, organizowane wzorem starożytnych Rzymian triumfy czy procesje religijne towarzyszące najważniejszym świętom chrześcijaństwa. Z okazji różnych uroczystości lud ponownie aklamował władcę, życząc mu długich lat panowania. Wszystkie te spotkania miały ściśle określony przebieg. Miały charakter dopracowanych w najdrobniejszych szczegółach rytuałów, poprzez które poddani komunikowali się ze swoim panem. Często odbywały się one na ulicach Konstantynopola (np. triumfy i procesje), jednak zawsze kończyły się w hipodromie, który był sercem miasta. Budowla ta mogła pomieścić większą ilość ludzi niż którykolwiek z kościołów, a poddani mieli okazję przyjrzeć się swemu basileusowi zasiadającemu w pięknych szatach w otoczeniu dworu i rodziny w specjalnej loży, zwanej kathisma.

Naturalnie częściej niż zwykli mieszkańcy miasta z władcą mogli się spotykać jego urzędnicy i dostojnicy państwowi. Musieli oni jednak zachować wtedy milczenie i stojącą postawę. Ściśle określono również, jak blisko cesarza (np. podczas uczty) może znajdować się osoba piastująca dany urząd. Porządek precedencji, czyli hierarchię urzędników, zapisywano w specjalnych dokumentach, zwanych taktika. Raz do roku, na Wielkanoc, dostojnikom wypłacano uposażenie zwane roga, w formie złota lub tkanin jedwabnych. Jeśli wysokość wynagrodzenia przekraczała funt złota, urzędnika spotykał największy zaszczyt – nagrodę wręczał mu osobiście sam cesarz.

Zderzenie Zachodu i Oikoumene

Po zapoznaniu się z ceremoniałami towarzyszącymi kontaktom władcy z poddanymi warto przyjrzeć się rytuałom związanym z prowadzeniem polityki zagranicznej. Bizantyńczycy rozumieli cesarski ceremoniał i kryjącą się za nim ideologię – od dziecka byli partnerami w tym specyficznym dialogu. Zupełnie inaczej odbierali go mieszkańcy zachodnich państw, którzy postrzegali świat w całkowicie odmienny sposób. W stosunkach z innymi krajami cesarz kierował się zasadą, zgodnie z którą wszyscy władcy państw ościennych byli jego poddanymi. Najbardziej liczyła się więź łącząca danego władcę z cesarstwem, a nie uznawana gdzie indziej hierarchia. Taki porządek był dla Bizantyńczyków naturalny i oczywisty, czego nie można powiedzieć o przybyszach z Zachodu. Dlatego też zawsze starano się ich olśnić, pokazać wielkość basileusa i podkreślić przepaść dzielącą barbarzyńskich władców pomniejszych królestw i wielkiego pana Oikoumene.

Opis ceremonii przyjęcia posłów pozostawił nam cesarz Konstantyn VII Porfirogeneta. Odbywała się ona w części pałacu zwanej Magnaura, gdzie znajdował się tzw. tron Salomona, nad którym przedstawiono postać Chrystusa. Najpierw do sali wchodził monarcha odziany w swoje wspaniałe, jedwabne, purpurowe szaty, potem specjalny urzędnik trzymający w ręku złotą rózgę wprowadzał w odpowiednim porządku dostojników państwowych, również bogato ubranych. Dopiero na końcu przybywał poseł, który, zbliżając się do zasiadającego na tronie monarchy, w odpowiednich momentach padał przed nim na twarz. Gdy podchodził do tronu nie odzywał się sam, lecz odpowiadał na pytania zadawane mu przez specjalnego urzędnika. Wtedy właśnie, jak opisywano: złote lwy zaczynają ryczeć, a złote ptaszki na tronie i na złotych drzewach rozmieszczone zaczynają melodyjnie śpiewać (cyt. za: Wiek V−XV w źródłach...). Potem następowała wymiana darów i poseł, po kolejnej czołobitności, oddalał się. Znów towarzyszyły temu wspomniane wyżej „efekty specjalne”. W razie potrzeby tron, dzięki zastosowaniu urządzeń hydraulicznych, mógł… unieść się do góry wraz z siedzącym na nim władcą, aby jeszcze bardziej podkreślić dystans pomiędzy nim a posłem.

Pałac Porfirogenetów w Konstantynopolu, zbudowany w XIII w., stanowił część pałacu w dzielnicy Blacherny, gdzie w XI wieku przeniesiono cesarską siedzibę z Bukoleonu (fot. Gryffindor, domena publiczna).

Liutprand, biskup Cremony, który w połowie X wieku odbył do Konstantynopola dwa poselstwa, pozostawił bardzo ciekawe relacje z ich przebiegu. Pierwszy pobyt w stolicy cesarstwa wywarł na nim ogromne wrażenie, a najbardziej oczarowała go niezwykła i uroczysta uczta w Boże Narodzenie, kiedy to z otwartego sufitu sali opuszczono na stoły złote misy z owocami. Jednak drugie poselstwo, odbywające się za panowania innego cesarza, zakończyło się niepomyślnie.

Relacja z tej właśnie wyprawy pokazuje niezrozumienie ideologii stanowiącej tło bizantyńskiej polityki zagranicznej. Liutprand pisze, że podczas uczty wyznaczono mu, zgodnie z obyczajami panującymi na dworze, dość odległe miejsce za bułgarskim posłem. Biskup uważał to za obrazę godności cesarskiego wysłannika i tak opisał swego współbiesiadnika:

Ten człowiek był z barbarzyńska, jak Węgier, postrzyżony, miał łańcuch żelazny i był, jak słusznie przypuszczałem, dopiero katechumenem, jeszcze nie ochrzczonym.

Kiedy zdegustowany poseł zamierzał opuścić salę, wytłumaczono mu, że:

Gdy król Bułgarów Piotr zaślubił córkę cesarza Chrystofora, zawarto z nim i zaprzysiężono układ, że posłowie bułgarscy przed posłami innych narodów w oznakach czci mają mieć pierwszeństwo. Ów poseł bułgarski, mimo że – jak powiadasz – jest źle ostrzyżony i brudny, i nosi tylko żelazny łańcuch, ma dlatego rangę patrycjusza i jakiemuś biskupowi, do tego frankońskiemu, przyznawać miejsce przed nim uważamy za rzecz zgoła niewłaściwą (cyt. za: Wiek V−XV w źródłach...).

Taki porządek przy stole wynikał z zasad prowadzenia polityki zagranicznej, niezrozumiałych dla przybysza z Zachodu. Pewien epizod z czasów pierwszej krucjaty (1097 r.) pokazuje jeszcze dobitniej, jak obce były rycerzom z Francji i Niemiec zwyczaje panujące na cesarskim dworze. Podczas przyjęcia wydanego na cześć wodzów krucjaty jeden z baronów... usiadł na cesarskim tronie. Uważał on podobno, że władca nie powinien siedzieć, kiedy wokół niego stoi tylu sławnych i walecznych wojowników. Cóż za szok i zgorszenie musiało to wywołać wśród Bizantyńczyków, którzy przecież padali przed swym basileusem na twarz! Chociaż zachowanie rycerza spotkało się również z ostrą reakcją jego pobratymców, było przejawem bardzo powszechnej wśród krzyżowców pogardy dla mieszkańców cesarstwa. Wynikała ona w dużym stopniu z niezrozumienia całej kultury i mentalności Bizantyńczyków. Przybysze z Zachodu nie chcieli jej poznać ani zrozumieć, a ich arogancja przyczyniła się do wzrostu wzajemnej wrogości, której kulminacją był tragiczny finał czwartej krucjaty – zdobycie i barbarzyńska grabież Konstantynopola dokonana przez krzyżowców.

Jak długo żyją ceremonie i rytuały?

Cesarstwo bizantyńskie upadło w 1453 r., kiedy to Konstantynopol został zdobyty przez wojska tureckie sułtana Mehmeda II. Czy to samo spotkało bizantyńskie ceremoniały, tradycje dworskie i mentalność? Odpowiedź może wydać się zaskakująca – tak się nie stało! Zdobywcy zaczęli świadomie nawiązywać do dziedzictwa pokonanego państwa, dzięki czemu na arenie międzynarodowej rosła rola ich władcy próbującego stworzyć imperium, które dorównałoby Rzymowi.

Orzeł Paleologów, na którym wzorowany był herb carskiej Rosji (fot. Colossus, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).

Bizantyński ceremoniał dworski przejęło również w XV wieku Wielkie Księstwo Moskiewskie, które dało początek Rosji. W 1472 r. władca moskiewski Iwan III Srogi ożenił się z Zoe Paleolog, krewną ostatniego basileusa, Konstantyna XI. Pod jej wpływem nastąpiły na dworze tego państwa istotne zmiany upodabniające moskiewski ceremoniał książąt do bizantyńskiego. Iwan III, aby podkreślić swoją wyższość nad innymi książętami Rusi, zaczął wykorzystywać i rozbudowywać wciąż nikły związek z cesarstwem, głosząc, że jest spadkobiercą Bizancjum. Na początku XVI wieku sformułowano również teorię, według której Moskwa miała być Trzecim Rzymem. Drugim był Konstantynopol, który upadł, gdyż, tak jak wcześniej właściwy Rzym, odszedł od „prawdziwej wiary”. Po przejęciu miasta nad Bosforem przez muzułmanów, głównym ośrodkiem prawosławia miała być właśnie Moskwa, co niewątpliwie podnosiło prestiż tego miasta na Rusi.

Do spuścizny cesarstwa próbowano również nawiązywać poprzez stosowane insygnia władzy. Podczas koronacji Iwana IV Groźnego w 1547 r. użyto po raz pierwszy tzw. czapki Monomacha, będącej rzekomo darem jednego z bizantyńskich cesarzy. Warto również dodać, że godłem Federacji Rosyjskiej jest dziś, tak jak w czasach carskich, dwugłowy orzeł, wcześniejszy symbol cesarzy bizantyńskich z dynastii Paleologów.

Ceremoniał dworski może wydawać się pustym, często zabawnym i bezsensownym przedstawieniem. Nic bardziej mylnego! Każdy krok, gest i przedmiot biorący udział w tym niezwykłym dialogu ma swój sens wynikający z historii, kultury i mentalności uczestniczących w nim ludzi. Wszystkie ceremonie mają też swój konkretny i praktyczny cel i choć mogą pozostać niezrozumiałe dla ludzi z zewnątrz, wywierają na nich pożądane wrażenie. Przybysze z Europy Zachodniej krytykowali wiele obyczajów panujących w cesarstwie, a mimo to ulegali jego czarowi wzbudzającemu w oszołomionych widzach uczucie niższości i respekt. Dlatego właśnie Wielkie Księstwo Moskiewskie i Turcja starały się przejąć bizantyńską mentalność, której wyrazem był niezwykły i bogaty ceremoniał. Władcy tych państw, które dopiero wchodziły do rodziny wielkich potęg, chcieli podkreślić w ten sposób swoją godność i aspiracje do przejęcia roli, którą odgrywało przed upadkiem cesarstwo. Mentalność i idee wyznawane przez Bizantyńczyków okazały się więc trwalsze niż ich państwo, któremu miały służyć.

Bibliografia:

  • Althoff Gerd, Potęga rytuału. Symbolika władzy w średniowieczu, PWN, Warszawa 2011.
  • Bazylow Ludwik, Historia Rosji, Ossolineum, Wrocław 1985.
  • Harris Jonathan, Bizancjum i wyprawy krzyżowe, Bellona, Warszawa 2005.
  • Herrin Judith, Bizancjum. Niezwykłe dziedzictwo średniowiecznego imperium, Rebis, Poznań 2010.
  • Konstantynopol – Nowy Rzym. Miasto i ludzie w okresie wczesnobizantyńskim, pod. red. Mirosława J. Leszka i Teresy Wolińskiej, PWN, Warszawa 2011.
  • Leśniewski Sławomir, Jerozolima 1099, Bellona, Warszawa 2004.
  • Leśniewski Sławomir, Konstantynopol 1204, Bellona, Warszawa 2012.
  • Reychman Jan, Historia Turcji, Ossolineum, Wrocław 1973.
  • Runciman Steven, Dzieje wypraw krzyżowych, t. 1, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987.
  • Świat Bizancjum. Cesarstwo bizantyńskie 641–1204, pod. red. Jean-Claude’a Cheyneta, WAM, Kraków 2011.
  • Wiek V–XV w źródłach. Wybór tekstów źródłowych z propozycjami metodycznymi dla nauczycieli historii i studentów, pod. red. Melanii Sobańskiej-Bondaruk i Stanisława B. Lenarda, PWN, Warszawa 1997.

Zobacz też:

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Korekta: Maria Buczkowska

Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Monika Juzepczuk
Studentka historii na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się historią średniowiecza, szczególnie dziejami Bizancjum i Francji. Jej inne pasje to muzyka klasyczna, zwłaszcza opera i literatura współczesna.

Wszystkie teksty autora

Sonda!
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy