Autor: Łukasz Męczykowski
Tagi: Artykuły, Historia wojskowości, II wojna światowa, Niemcy, Austria, Szwajcaria, Wyspy Brytyjskie, Europa
Opublikowany: 2015-03-26 15:06
Licencja: wolna licencja

Ostatnia bitwa na brytyjskiej ziemi? Historia pewnej legendy

27 września 1940 roku niemiecki bombowiec Ju 88 wylądował awaryjnie w pobliżu wsi Graverney w południowo-wschodniej Wielkiej Brytanii. Późniejsza strzelanina przeszła do historii jako ostatnia bitwa z najeźdźcą stoczona na brytyjskiej ziemi.
REKLAMA

„Bitwa o Anglię” to seria powietrznych walk toczonych nad brytyjskim niebem od 10 lipca do 31 października 1940 roku. Potyczka na bagnach Graverney nie jest ani kulminacyjnym, ani przełomowym punktem tej bitwy, jednak legenda o ostatnim starciu zbrojnym z uzbrojonym przeciwnikiem na brytyjskim terytorium zdążyła zagościć już w publicznej świadomości. Prawda jest jednak o wiele bardziej zwyczajna.

Ostatni lot „Sowy”

G – Jagdgeschwader, pułk myśliwski;

KG – Kampfgeschwader, pułk bombowy;

ZG – Zerstörergeschwader, pułk niszczycielski;

ErprGr - Erprobungsgruppe, pułk doświadczalny.

27 września był zwykłym dniem roboczym dla Luftwaffe. Do ataku skierowano przede wszystkim jednostki JG 27, JG 52 oraz JG 2 wyposażone w samoloty myśliwskie Messerschmitt Bf 109, a także latające na Bf 110 pułki ZG 26 i ErprGr 210, jak również bombowce Heinkel He 111 z KG 55 oraz Junkers Ju 88 z KG 77. Niemiecki plan bitwy zakładał rozproszenie brytyjskiej obrony kilkoma atakami przed południem, by po południu użyć najsilniejszej formacji, II i III/KG 77, liczącej sobie ok. 55 maszyn.Częścią głównego ataku był samolot Ju 88A-1 Werknummer 8099 (nazwa własna Eule – Sowa), noszący oznaczenia 3Z + EL. W skład jego załogi wchodzili pilot Uffz (Unteroffizier) Fritz Ruhlandt, obserwator Uffz Gotthard Richter, strzelec/radiotelegrafista Uffz Erwin Richter i strzelec pokładowy Gefr Jakob Reiner. Zarówno oni, jak i ich koledzy z KG 77 bardzo szybko przekonali się, że plan nie zadziałał.

Załoga Ju-88 czeka na rozkazy w pobliżu swej maszyny (fot. Röder, ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 101I-359-2003-05)
CC BY-SA 3.0

Gdy wczesnym popołudniem bombowce pojawiły się nad południowym wybrzeżem Wielkiej Brytanii, okazało się, że ich eskorty nie ma w umówionym miejscu. Bombowce zbyt długo formowały szyk, a Bf 109 po prostu nie mogły na nie czekać, latając w kółko. Jedyną osłonę stanowiło więc 13 sto-dziewiątek z I/JG 52. Po starciu z pierwszą falą myśliwców Hurricane i Spitfire, liczącą ok. 30-40 maszyn, 7 Bf 109 zostało zestrzelonych, a reszta została oddzielona od bombowców. Ju 88 samotnie usiłowały kontynuować podróż, jednak na ich trasie czekało łącznie ok. 120 maszyn wroga. Przedpołudniowe naloty, zamiast rozproszyć jego siły, postawiły na nogi całą brytyjską obronę powietrzną. W efekcie cała formacja uległa rozproszeniu, a 12 Ju 88 zostało zestrzelonych. Dalszym stratom zapobiegło pojawienie się na polu walki wezwanych przez radio niemieckich myśliwców.

Przeczytaj również:

Ju 88 zestrzelony we Francji w 1940 roku. Wyraźnie widać odrzuconą osłonę kabiny. „Sowa” była w podobnym stanie. (fot. H. Hensser, ze zbiorów Imperial War Museum, nr katalogowy C 1494 , domena publiczna)

Biorąc pod uwagę los jednostki, „Sowa” miała szczęście. Jeden z jej silników został trafiony przez artylerię przeciwlotniczą, co zmusiło załogę do opuszczenia formacji i próby samodzielnego powrotu do domu. Samotny dymiący bombowiec okazał się łatwym łupem dla dwóch Spitfire’ów. Uciekając przed napastnikami Ruhlandt wprowadził samolot w nurkowanie. Kiedy okazało się, że pociski myśliwców wyłączyły z akcji jedyny pracujący silnik „Sowy”, Niemcy byli zbyt nisko na skok ze spadochronem. Jedynym wyjściem była próba awaryjnego posadzenia na ziemi podziurawionego samolotu z niesprawnymi silnikami. Choć brzmi to niewiarygodnie, lądowanie (a raczej kontrolowana katastrofa) przebiegło pomyślnie. Jak pokazały późniejsze wydarzenia, moment przyziemienia to również ostatni moment, w którym wszystkie opowieści o losie „Sowy” i jej załogi zgadzają się ze sobą.

Strzelanina

Załoga „Sowy” przeżyła lądowanie we w miarę dobrym stanie. Strzelec/radiotelegrafista Richter miał poranioną twarz i oczy odłamkami plexi rozbitego podczas ataku myśliwców, jednak był w dobrym stanie. Na spotkanie Niemców ruszyli żołnierze plutonu Kompanii A 1 Batalionu London Irish Rifles, zakwaterowani w pobliskim pubie. Według jednej z wersji, żołnierze przygotowywali się do inspekcji broni, a widząc spadający samolot, pobiegli na miejsce katastrofy bez karabinów. Rozkaz zabrania broni miał wydać dopiero przybyły na miejsce po katastrofie kapitan Canthoper Według innej relacji, już ta pierwsza grupa miała być uzbrojona. Obie wersje łączą się za to w jednym miejscu – gdy Brytyjczycy zbliżyli się do samolotu, Niemcy otworzyli ogień z karabinów maszynowych.

Zobacz też:

Przekonani, że Niemcy zajęli pozycje obronne, London Irish Rifles otworzyli ogień. Wystrzelili ok. 48–53 naboi, osiągając jedno jedyne trafienie w pietę pilota. Po chwili było już po wszystkim. Gdy samolot został zdobyty, a założone przez Niemców ładunki wybuchowe rozbrojone, zwycięzcy i zwyciężeni trafili do pobliskiego pubu. Opatrzono rannych, a w zamian za odznaki czy inne pamiątki pozwolono Niemcom raczyć się brytyjskim piwem. Wszyscy jeńcy trafili do obozu w Kanadzie, gdzie doczekali końca wojny.

Polecamy e-book: „Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”

Łukasz Męczykowski
„Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 123
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-9-1
REKLAMA

Tworzenie bitwy

Pierwsza relacja opisująca wymianę ognia pomiędzy Niemcami a Brytyjczykami pojawiła się już 28 września. Jej autorem był dowódca batalionu pułkownik MacNamara, przedstawiający siebie jako oficera dowodzącego walką z lotnikami Luftwaffe. Problem w tym, że 27 września nie było go na polu „bitwy”. Pułkownik, przedstawiając swoją wersję wydarzeń porucznikowi Irwingowi (oficerowi wywiadu XII Korpusu), stwierdził, że wróg otworzył ogień z dwóch karabinów maszynowych i pistoletu maszynowego, a podczas walki trzech Niemców zostało rannych. Samych jeńców pułkownik raczył zresztą określić jako ludzi o „gangsterskim” wyglądzie.

Choć opowieść pułkownika mijała się z prawdą, otrzymał on gratulacje z dowództwa Korpusu za umiejętne prowadzenie swych ludzi i zdobycie najnowszego typu bombowca w nietkniętym stanie. Dowództwo pokazało przy tym swoją kompletną niewiedzę na temat całej sytuacji, jako że trudno jest określić samolot z niesprawnymi silnikami, podziurawiony kulami i rozszabrowany przez „łowców pamiątek” za nietknięty. W rzeczywistości z samolotu przed przybyciem specjalistów zniknęła nie tylko broń i tabliczki znamionowe z silników, ale nawet kawałek poszycia z godłem jednostki i nazwą własną maszyny.

Gdyby „Sowa” była rzeczywiście w doskonałym stanie, trafiłaby do jednostki zajmującej się testowaniem zdobycznych maszyn, tak jak ten Ju-88 A-5 z Kusten Flieger Gruppe 106 (fot. ze zbiorów Imperial War Museum numer katalogowy HU 93020 , domena publiczna)

Raport z badania wraku przyczynił się nieświadomie do powstania jeszcze jednego mitu. Zapisano w nim „Płatowiec zbudowano w zakładach Siebel Flugzeugwerke w Halle. Data akceptacji 28.7.40”. Był to więc samolot nowy, co później zinterpretowano jako „najnowocześniejszy”. Na tej podstawie zaczęto tworzyć opowieści o niezwykłym wyposażeniu tego samolotu i korzyściach, jakie brytyjski wywiad miał odnieść z badania wraku. Pojawiła się także plotka o celowym „polowaniu” na maszyny tego typu i zmuszaniu ich do lądowania na brytyjskim terytorium.

Lotniczy karabin maszynowy MG 15 (fot. Darkone , na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.5)

Najbardziej spornym elementem całej opowieści jest sposób użycia przez Niemców obecnych na pokładzie karabinów maszynowych. MG-15 (taki typ najprawdopodobniej znajdował się na pokładzie) zasilany był z magazynków siodłowych mieszczących 75 naboi. Każdy Ju 88 zabierał ich ok. 28, co dawało 2100 sztuk amunicji na minimum 4 karabiny maszynowe o szybkostrzelności teoretycznej 1000 pocisków na minutę. Część z tego zapasu musiała zostać już zużyta podczas walki z myśliwcami, a same karabiny maszynowe nie posiadały ani kolb, ani dwójnogów, więc ich skuteczność w walce lądowej musiała być dyskusyjna. Niemcy mieli jednak bardzo ważny cel wymagający zniszczenia – własne przyrządy pokładowe. Z minimalnego dystansu ogień dwóch karabinów maszynowych trzymanych w rękach załogi musiał być niszczycielski, i to zapewne w stronę wnętrza samolotu skierowano wyloty luf MG-15, a nie w stronę nadciągających Brytyjczyków. Ci jednak padli na ziemię na sam odgłos wystrzałów i sami otworzyli ogień, dając początek plotkom o „bitwie”.

Tablica przyrządów Ju 88 – doskonały cel dla niemickich karabinów maszynowych (fot. ze zbiorów National Museum of the United States Air Force , domena publiczna)

Polecamy e-book Kacpra Nowaka – „Konkwista. W imię Boga, złota i Hiszpanii”

Kacper Nowak
„Konkwista. W imię Boga, złota i Hiszpanii”
16,90 zł
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 242
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-42-6
REKLAMA

Legenda żyje własnym życiem

Biorąc pod uwagę powszechną dostępność dokumentów można by oczekiwać, że do przełomu XX i XXI wieku wszystkie mity i legendy dotyczące Bitwy o Anglię zostaną raz na zawsze wyrugowane z szerszego obiegu. Nic bardziej błędnego. W 2009 roku na wirtualnych łamach „KentOnline” pojawił się artykuł, w którym opisano nie tylko strzelaninę, ale i podstępne wywieszenie przez Niemców białej flagi. Co więcej, niemiecka załoga miała być „ciężko uzbrojona”.

W innym artykule, pochodzącym z internetowego wydania „The Telegraph” z 2010 roku, Niemców trochę rozbrojono (mają tu tylko jeden karabin maszynowy) i nie wywieszają oni flagi, jednak cała historia w ogólnych zarysach jest taka sama jak w materiale opublikowanym w „KentOnline”. „Daily Mail” z kolei powiela wersję zaprezentowaną w „The Telegraph”, jednak Niemcy dostali z powrotem swój drugi karabin maszynowy. Błędna wersja wydarzeń znajduje się także na oficjalnej stronie Irish Rifles jak i na anglojęzycznej Wikipedii.

Zespół muzyczny London Irish Rifles wraz z maskotką (fot. Puttnam, ze zbiorów Imperial War Museum numer katalogowy H 6357 , domena publiczna)

Swoistą wisienką na torcie stała się „rekonstrukcja” wydarzeń, odegrana 27 września 2010 roku. Słuchając komentarza, można stwierdzić, że mimo upływu lat do całej historii dodawane są nowe elementy, jak choćby informacje o wyposażeniu tej maszyny w radar.

Co ciekawe, historia o „bitwie” przeciekła już do polskojęzycznego Internetu, mianowicie na stronę „War Thunder”. Autorskim wkładem twórcy zamieszczonego tam tekstu jest zamiana London Irish Rifles na Home Guard. Materiał ten opublikowano w 2014 roku, biorąc więc pod uwagę dostępność opracowań przedstawiających prawdziwą wersję wydarzeń, jest to dowodem na niepospolite lenistwo autora.

Podsumowanie

Legenda o bitwie na bagnach Graverney jest doskonałym dowodem na żywotność mitów historycznych nawet w tak łatwych do wyjaśnienia sprawach. Nośna opowieść i wyglądająca z zewnątrz na solidną baza źródłowa wystarczyły, by piękna, acz nieprawdziwa, historia o ostatniej bitwie z najeźdźcą na brytyjskiej ziemi trafiła do najpopularniejszego kanału przekazywania informacji naszych czasów, czyli Internetu. Tam, korzystając z niewiedzy użytkowników, rozprzestrzeniła się niczym wirus. Choć samo starcie jest bez znaczenia dla historii II wojny światowej, to rozwój legendy o niej powinien być ważną przestrogą dla historyków pracujących i publikujących w Internecie.

POLECAMY

Chcesz zawsze wiedzieć: co, gdzie, kiedy, jak i dlaczego w historii? Polecamy nasz newsletter – raz w tygodniu otrzymasz na swoją skrzynkę mailową podsumowanie artykułów, newsów i materiałów o książkach historycznych. Zapisz się za darmo!

Bibliografia

Redakcja: Roman Sidorski

REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Łukasz Męczykowski
Doktor nauk humanistycznych, specjalizacja historia najnowsza powszechna. Absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Gdańskiego. Miłośnik narzędzi do rozbijania czołgów i brytyjskiej Home Guard. Z zawodu i powołania dręczyciel młodzieży szkolnej na różnych poziomach edukacji. Obecnie poszukuje śladów Polaków służących w Home Guard.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy