Opublikowano
2015-05-19 11:23
Licencja
Prawa zastrzeżone

Skąd wzięli się Polacy?

Pytanie, na które od wieków próbują odpowiedzieć tabuny badaczy, wciąż fascynuje.


1 2 3 4

Zobacz też: Chrzest Polski i początki państwa polskiego

Zobacz też: Wikingowie i ich podboje

Mieszko I (domena publiczna) Od pewnego czasu archeolodzy i historycy zasypują nas sensacjami głoszącymi, że dotychczasowy, utrwalony w szkolnych podręcznikach, obraz powstania Polski jest już nieaktualny, przestarzały, zasługujący na odesłanie do lamusa naukowych teorii. Przywołują najnowsze odkrycia archeologiczne, szczególnie obfite przy okazji budowy autostrad, oraz śmiałe, uwolnione z gorsetu peerelowskiej ideologii ich historyczne interpretacje. Kwestionują oni nie tylko mityczną wersję zapisaną przez naszego pierwszego dziejopisa Galla Anonima o tym, jak zniesmaczeni okrutnymi rządami Popiela, wykorzystując okazję, że został on słusznie zjedzony przez myszy, Polanie, czyli przodkowie Polaków, postanowili porzucić przestarzałe gminowładztwo, czyli demokratyczne rządy ludu, i powołać państwo nad tym ludem panujące io niego dbające. Na jego czele postawili poczciwego i sprawiedliwego Piasta Kołodzieja, założyciela późniejszej dynastii królów Polski. Odważni naukowcy idą dalej i odrzucają również będącą do niedawna podstawowym kanonem ich historycznych interpretacji marksistowską zasadę dziejowej ewolucji, głoszącą, że nic nie dzieje się nagle i bez powodu i aby powstała nowa jakość – w tym przypadku organizacja polityczna, musi ją poprzedzać powolny proces przemian ilościowych przygotowujących grunt i zapotrzebowanie na tego rodzaju instytucje. Teraz odkrycia archeologiczne zdają się temu zaprzeczać, polskie państwo powstało w połowie X wieku i żadne wcześniejsze procesy dojrzewania tego nie zapowiadały, pojawiło się nagle i zbrojnie. Jakaś siła niszczycielsko i krwawo unicestwiła dotychczasowy gminny porządek, a zamiast niego postawiła sprawny, niekiedy okrutny aparat państwowy. Co to była za siła, autorzy tych opracowań nie mają wątpliwości. To jeden z plemiennych wodzów wybił się dzięki zdolnościom, szczęściu wojennemu, bogactwu ponad innych, przy pomocy własnej drużyny przejął władzę i podporządkował sobie równych mu do niedawna współplemieńców.

Przeczytaj:

Taki jest obowiązujący obecnie obraz początków Polski, propagowany w popularnych książkach, artykułach i w Internecie, nie potrzebuje więc jeszcze jednej popularyzacji. Dlatego, zgadzając się z jego podstawową tezą o gwałtownym i dramatycznym debiucie Polski, w tym miejscu porzucimy go, aby – startując z tego właśnie punktu – zaprezentować własną interpretację tego wydarzenia. Podkreślam też na wstępie, że niniejsze rozważania oparte będą na tych samych najnowszych odkryciach archeologicznych i na rzeczowych wypowiedziach uznanych historyków. Nie będzie to więc opowieść w rodzaju popularnych dziś utworów z gatunku historii alternatywnej czy historical fantasy. Być może te hipotezy okazać mogą się nazbyt śmiałe dla umysłów ukształtowanych przez tradycyjną historiografię. Z tym każdy musi poradzić sobie według własnych zdolności umysłu i wyobraźni. Postaram się te pomysły udokumentować jak najrzetelniej. W skrócie koncepcja powstania państwa polskiego przedstawia się następująco:

1. Państwo polskie rzeczywiście powstało w wyniku militarnego przewrotu, ale czynnik sprawczy i decydujący nie był pochodzenia miejscowego, lecz zewnętrznego. Byli nim skandynawscy Waregowie, którzy przybyli z Rusi Kijowskiej w pierwszych dziesięcioleciach X wieku, wspierani w drugiej połowie tegoż stuleciach przez wikingów z Pomorza, w szczególności z Wolina. Wizyty Skandynawów na naszych ziemiach po zasiedleniu ich przez Słowian zdarzały się wielokrotnie, poczynając od VI wieku; pozostawiły swe uchwytne dla archeologów ślady, ale zapłon inicjujący powstanie państwa nastąpił dopiero w wieku X. W tym czasie Skandynawowie tworzyli najbardziej twórczą i dynamiczną populację w Europie. Byli niedościgłymi żeglarzami, konstruktorami okrętów, wojownikami, również twórcami lub inicjatorami powstawania państw. Działali w całej Europie, szczególnie w rejonach położonych na morskich wybrzeżach i nad wielkimi rzekami, od Irlandii po Sycylię, od Nowogrodu po Konstantynopol. Byłoby dziwne, gdyby nie zawitali na nasze ziemie.

Do ujścia Odry i Wisły ze swej ojczyzny mieli najbliżej. Bez trudu też Prypecią i Bugiem mogli dopływać na nasze ziemie z Kijowa, gdzie już pod koniec IX wieku założyli swe państwo. Moim zdaniem stamtąd przybyła największa ich fala i bezpośrednio przyczyniła się do powstania Polski, nie zbudowała jej, tylko stała się jej zaczynem, twórczą inspiracją. Ziemie, na które przybyli, nie były bezludne. Ich mieszkańcy, którzy pojawili się tam kilka stuleci wcześniej, żyli w gminnych, opolnych wspólnotach i nie stworzyli większej wspólnoty państwowej, potrafili jednak bronić się w swych grodach. Waregowie byli specjalistami od podbojów, grody kolejno zdobywali, palili i równali z ziemią. Ludność sprzedawali w niewolę albo zmuszali do uległości. Archeolodzy, odnajdujący ślady tej wielkiej pożogi świadczącej o unicestwieniu dawnych porządków w Wielkopolsce i na Kujawach (wcześniej nastąpiło to na Mazowszu), ustalili, że nastąpiło to w latach trzydziestych X wieku.

Mapa Polski za panowania Mieszka I (ok. 960 - 992) (aut. Poznaniak; CC BY-SA 3.0)

2. Okoliczność ta nie tylko nie powinna psuć nam dobrego nastroju i odbierać poczucia dumy z tego, że jesteśmy Polakami. Wręcz przeciwnie, może być źródłem zadowolenia i satysfakcji. Nie było bowiem tak, jak głosili niemieccy naziści w okresie międzywojennym, że to wyżsi umysłowo Germanie przybyli do dzikich Słowian, aby im założyć państwo, bo sami z powodu swego zacofania zrobić tego nie byli w stanie. Ani zeslawizowani już wcześniej na Rusi Skandynawowie nie byli kulturtägerami, ani Słowianie nad Wartą nie byli untermenschami, szło o coś innego, o rzucenie zarzewia i przekazanie know how, które akurat przybysze znali. Normanowie byli wówczas mistrzami w inicjowaniu organizacji politycznych łączących w silne organizmy lokalne wspólnoty i udowadniali to na szerokim świecie, a wiele państw istniejących do dziś zawdzięcza im swe powstanie i nie tai ich zasług. Czynili to oczywiście z powodu własnych korzyści, bo wszędzie obejmowali rolę przywódczą. Ale z drugiej strony szybko asymilowali się z ludnością tubylczą, tworząc jednolitą grupę etniczną żyjącą w granicach państwa, które było ich darem.

Słowianie zaś byli w tym czasie wszecheuropejskimi mistrzami w trudnej sztuce przetrwania, w okrutnym surviwalu, jaki zafundowała im w Europie epoka walki „wszystkich ze wszystkimi”, w okresie wędrówek ludów i niszczycielskich najazdów azjatyckich koczowników na początku średniowiecza. Obok sztuki mimikry i adaptowania rzeczy prostych, ale użytecznych, ich siła przetrwania polegała również i na tym, że szybko uczyli się umiejętności nieodzownych do dalszego trwania w dynamicznie zmieniającym się świecie. Uczyli się od wszystkich, którzy mieli coś wartościowego do zaoferowania. Pod koniec pierwszego tysiąclecia takim warunkiem dalszego istnienia wspólnot plemiennych było utworzenie sprawnej, szczególnie w działaniach wojskowych, instytucji państwowej. Gdy pojawiła się oferta, przyjęli ją, pomimo że koszty reform były wysokie. Dokonali dobrego wyboru; ci, którzy ociągali się z ich wprowadzeniem, rychło przestali istnieć jako samodzielne społeczności. W dużej mierze więc to, że jesteśmy dziś Polakami, a historia naszej państwowości przekracza tysiąclecie, zawdzięczamy tamtemu właśnie sprzężeniu Waregów i Słowian, reakcji potrzeby i jej zaspokojenia, z której po stuleciach wyłoniła się nowa, jednolita już jakość.

Powyższy tekst jest fragmentem książki „Czy wikingowie stworzyli Polskę?”:

Tytuł: Czy wikingowie stworzyli Polskę?
Autor: Zdzisław Skrok
Wydawca: Iskry
Oprawa broszurowa ze skrzydełkami
Numer wydania I
Data wydania 2013-11-13
Ilość stron 388
ISBN 978-83-244-0333-2
ISBN e-publikacji 978-83-244-0346-2
Opracowanie graficzne Janusz Barecki
Wymiary 155 × 235
Cena: 39,90 zł
Kup ze zniżką na stronach Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

1 2 3 4
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Atimesie, odnoszę wrażenie, że już tak mocno przywiązałeś się do myśli o wytępieniu w epoce żelaza naszych przodków przez Celtów i Germanów, że trudno Ci się z nią rozstać. Stajesz się w tej kwestii bardziej zasadniczy, aniżeli koledzy allo (to żart, oczywiście!). Jeżeli Kowalewko 45 to, jak sugerujesz, pozostałość po Germanach - to znaczy, że Germanie zamieszkujący nasze ziemie w okresie wpływów rzymskich byli w rzeczywistości Słowianami. Jak mówiłem: R1a się nie spodziewam, albowiem spłonęło w obrządku ciałopalnym.



Odpowiedz

@ Sławomir Ambroziak
Ta może nie przeceniasz sobie czystości krwi i rasy?
Nie dozwalasz Niemcom nawet przespacerować się po naszej ziemi i zostawić na niej dzieci pozamałżeńskich?
Przecież nawet na tej mapie Kowalewko45 widać wyraźnie, jak Germanie z Berlina skierowali się na Moskwę; no, może przez Warszawę!



Odpowiedz

Atimesie, jeżeli chodzi o genetykę, to akurat mam tylko jeden podręcznik sprzed bodaj 10 lat, który zresztą został w poprzednim miejscu mojego zamieszkania. Tak kombinowałem, skąd mi utkwiło w głowie, że haplotyp to zestaw snipów dziedziczony po jednym z przodków, i przypomniałem sobie: to pewnie Wikipedia. Bo tutaj mamy taką definicję:

Haplotyp (z gr. ἁπλοῦς, haploûs − "prosty", "pojedynczy") − pojęcie w genetyce, oznaczające grupę genów, którą organizm odziedziczył po jednym z rodziców.[1] Innymi słowy, jest to zestaw polimorfizmów pojedynczych nukleotydów (SNP), położonych na jednej chromatydzie, który dziedziczy się jako zestaw sprzężonych ze sobą alleli.



Odpowiedz

@ Sławomir Ambroziak,
Haplo + typ = powtarzający się, jednakowy typ jakichś próbek DNA. Tylko tyle i aż tyle.



Odpowiedz

@ Sławomir Ambroziak
Albo dokładniej: Haplo + typ = powtarzający się, jednakowy typ jakichś próbek DNA, pochodzących od jednego wspólnego przodka.
Od jednego wspólnego przodka może pochodzić całe DNA, jak i jego fragmenty powtarzający się w potomkach. Będą oni mieć jednakowy haplotyp, a źródłem tego jest jakiś wspólny przodek.



Odpowiedz


Mam pytanie do znawców. Ostatnio zidentyfikowano jeden przypadek M-417 w kręgu kultur jamowych (sprzed ich ekspansji). Chciałbym wiedzieć (bo nie śledziłem na bieżąco), ile próbek z innymi haplogrupami zidentyfikowano wcześniej w grobach zaliczanych do tego kręgu kulturowego.

W każdym razie M-417 nadal stanowi nieznaczny odsetek przebadanego Y-DNA kultur jamowych, a mimo to większość znawców zagadnienia nie miała i nie ma wątpliwości, że to właśnie ludność tego kręgu odegrała decydującą rolę w rozpowszechnieniu M-417 po Europie i Azji.



Odpowiedz

Eurogenes nadal nie może rozwiązać problemu, gdzie jest ojcowizna R1a-M417, w Alexandrii nad Oskołem , we Wschodniej Ukrainie, czy w Aleksandriji nad Ingulcem w Ukrainie Zachodniej.
A to ważne, bowiem chodzi o symbol ojczyzny PIE w V tysiącleciu przed Chr.
EastPole głosuje za tym drugim.



Odpowiedz

Kamyk, dzięki za uściślenia! Tak, tak... nie ma znaczenia, jakiej płci. Chciałem to właśnie wyjaśnić Atimesowi.

To jasne, że śladu genetycznego BR2 nie mogli zostawić u Polaków pozostający na ziemiach polskich Germanie, albowiem Jutlandia i Skandynawia, skąd przybywali, są bardzo ubogie w ten komponent. Dlatego Michał wymyślił na kolanie koncepcję rodem z SF o Bastarnach, którzy - jako wieloetniczna koalicja - przynieśli ten komponent wraz z Celtami na Ukrainę, gdzie formowała się wtedy dopiero podobno populacja słowiańska. No... ale teraz pytanie: dlaczego nie mamy tak samo wyraźnego, jak u Polaków, śladu genetycznego BR2 u Ukraińców czy Białorusów, którzy mieli stworzyć populację polską w średniowieczu?

Kamyk, ale - jak już mówiłem - najważniejszy wydaje mi się ten wynik uzyskany przez Łukasza dla Kowalewka 45, który jednoznacznie wskazuje na ciągłość biologiczną zamieszkania ziem polskich w okresie wpływów rzymskich i ostatecznie rujnuje ostatni bastion allochtonistów - w postaci dwukrotnej (w epoce żelaza i we wczesnym średniowieczu) wymiany populacji.



Odpowiedz

@ Sławomir Ambroziak
Kowalewko 45?
Jeśli to ciągłość (jakaś regionalna), ale nie haplogrupy R1a, to właśnie o takiej stałej ciągłości germańskiej mówią i piszą allowie. Dopuszczają, że coś po ich odejściu z nich zostało!
To jest woda na ich młyn!



Odpowiedz
Zdzisław Skrok

Polski archeolog i pisarz, autor około dwudziestu książek zawierających eseje historyczne i archeologiczne, popularyzator nauki i publicysta. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org