Opublikowano
2015-05-19 11:23
Licencja
Prawa zastrzeżone

Skąd wzięli się Polacy?

(strona 3)

Pytanie, na które od wieków próbują odpowiedzieć tabuny badaczy, wciąż fascynuje.


Strony:
1 2 3 4

5. Aby wytłumaczyć, dlaczego taki obraz naszej przeszłości budził i budzi dziś sprzeciw wielu Polaków, chcemy powrócić do dziejów europejskiej archeologii w XX wieku. W szczególności do wielkiej polemiki nauki niemieckiej i polskiej na temat wzajemnych stosunków Germanów i Słowian w pradziejach. Już bowiem na początku tego stulecia antropolodzy i archeolodzy próbowali spełnić ów naukowy sen o wyodrębnieniu, identyfikacji i lokalizacji w czasie i przestrzeni jednostek złączonych wspólnotą krwi i mających proste związki z podobnymi wspólnotami żyjącymi współcześnie, uznającymi się za ich spadkobierców. Niemieckich, później nazistowskich naukowców te nienaukowe nadużycia doprowadziły do waloryzacji ludów i ras, orzekania o ich wyższości i niższości, aż do hitlerowskiego postulatu likwidacji „podludzi” i zasiedlenia ich terytoriów przez germańskich „nadludzi”. I choć patrząc z perspektywy dzisiejszego dorobku archeologii, ówcześni niemieccy archeolodzy w swych podstawowych pracach poświęconych na przykład roli Skandynawów we wczesnośredniowiecznej Europie Środkowej mieli więcej racji niż ich polscy oponenci, to jednak wina tamtych jest oczywista. Dostarczyli intelektualnego surowca do stworzenia najbardziej zbrodniczej ideologii europejskiej. Sprawili też, że rzeczowa i bezstronna dyskusja nad wspomnianym zagadnieniem obarczona została klątwą i unieważniona aż po dziś.

Przeczytaj:

Oni najbardziej przejęli się rolą, jaką zrodzony na przełomie XIX i XX wieku prostacki i agresywny nacjonalizm europejski wyznaczył historykom, i doprowadzili ją do skrajności: za wszelką cenę, nawet kłamstwa i podżegania do mordu, sławić wielkość swej hordy i jej prawo do panowania nad innymi. Polscy badacze sekundowali im również w tym wyścigu, ale – na szczęście –z mniejszym zapałem i gorszymi wynikami. Dlatego też już na wstępie ostrzegamy Czytelnika, że oto wstępuje na prawdziwe pole minowe, teren grząski i ryzykowny. Podejmuje ryzyko, że po powrocie z tej archeologicznej wycieczki będzie już innym człowiekiem, inaczej będzie myślał o sobie i swoich przodkach. Zdarzyć się może, że i inni odmiennie będą go oceniać, a nawet, że przylgnie do niego trochę obelg i błota zebranego podczas trudów tej niełatwej wędrówki. Być może uznany zostanie za zaprzańca, zdrajcę ojczystych uczuć, sługę obcych ideologów i polityków. Temat bowiem, który chcemy w tej książce poruszyć, należy do najbardziej niebezpiecznych, niepokojących i niepoprawnych w całej naszej historii. Głoszenie poglądów, że to obcy przybysze – choćby najzdolniejsi – pracowali przy budowaniu państwa Polaków, a później sami stali się Polakami, nie uchodzi na sucho. Myślenie dwójkowe nadal obowiązuje, czyli: abym mógł pojąć, że sam istnieję, musi być ten drugi, od którego się odbiję, aby zobaczyć siebie. Historia pokazuje, że nie zawsze jest to konieczne.

Kazimierz Odnowiciel (aut. Jan Matejko, domena publiczna).

6. Pozostaje zagadką, dlaczego rodzimi dziejopisowie nie wspominają o naszych normańskich korzeniach, choć zapewne mieli wiele informacji na ten temat. W jednym z rozdziałów tej książki staram się rozwikłać tę zagadkę. Zwracam uwagę na wielkie pęknięcie w procesie budowania polskiego państwa przez pierwszych Piastów, będących, co zostanie dowiedzione, dynastią pochodzenia wareskiego. Uważam, że po załamaniu się państwowej struktury w wyniku tzw. reakcji pogańskiej, czyli buntu słowiańskiej ludności w 1034 roku, oraz na skutek niszczycielskiego najazdu czeskiego księcia Brzetysława cztery lata później, odbudowujący z obcą pomocą władzę Piastowie – Kazimierz Odnowiciel, a szczególnie jego wnuk Bolesław Krzywousty, starali się zatrzeć prawdziwą tradycję swej dynastii. Propagowali koncepcję jej rodzimego, słowiańskiego, pochodzenia. W ten sposób, po smutnych doświadczeniach, zabezpieczali swój byt wobec swoich i obcych. Mit założycielski państwa i dynastii, który na ich zamówienie stworzył w Kronice polskiej Gall Anonim, jest tego wyrazem.

Prawda o Waregach u źródeł polskiej państwowości została zatarta. Trzeba ją wydobyć, usunąć owo pęknięcie i pokazać prawdziwy obraz powstawania Polski. Wspanialszy, niż to sugerują anachroniczni już w swym myśleniu historycy. Jak ten proces mógł wyglądać, podpowiadają podobne, dobrze udokumentowane i niebudzące już wątpliwości, nieco tylko wcześniejsze niż u nas, państwowotwórcze działania Normanów w innych miejscach Europy. Na przykład na Rusi, jak wiarygodnie donosi tamtejszy kronikarz Nestor w Powieści dorocznej, Słowianie mieszkający nad jeziorem Ładoga i górnym Dnieprem dwukrotnie zapraszali Normanów, aby pośród nich zamieszkali i pomogli im zorganizować państwo, czyli organizację zapewniającą porządek wewnętrzny i sprawne militarne działanie na zewnątrz. Musieli widzieć taką potrzebę i korzyści płynące z jej zaspokojenia. Podobnie było na terenie Irlandii, tam wikingowie po serii okrutnych rabunków osiedlili się na wschodnim wybrzeżu, stworzyli zaczątki państwowej struktury. Założyli pierwsze osiedle o instytucjach prawdziwie miejskich – Dublin –i szybko zespolili się z ludnością miejscową, tworząc jednolite społeczeństwo. Dzisiaj nikt z Irlandczyków nie zamierza wyrzekać się tamtego skandynawskiego dziedzictwa. Trochę inaczej jest w Rosji, gdzie nawet nazwa kraju bierze się od skandynawskich Rhosów, a dynastia wywodząca się od szwedzkiego jarla Hoerika (Ruryka) zasiadała na tronie aż do końca XVI wieku. Wysoki poziom narodowej megalomanii sprawił, że tę oczywistą prawdę negowano aż do końca minionego stulecia, oficjalnie twierdząc, że nie ma na ten temat żadnych historycznych i archeologicznych dowodów. Gdy w roku 1774 na zebraniu Akademii Rosyjskiej w Petersburgu niemiecki – co automatycznie go dyskredytowało – historyk ogłosił, przywołując liczne źródła ruskie, bizantyjskie i arabskie, że to Skandynawowie założyli Ruś, wybuchł trwający do dziś skandal. Święta Ruś nie mogła przecież powstać za sprawą obcych przybyszów! Wielkoruski nacjonalizm nie przewidywał takiej możliwości powstawania narodowego państwa.

Co ważne, jednak nawet wówczas nie wszyscy Rosjanie ulegali narodowej megalomanii. Włodzimierz Sołowiow (1853–1900), filozof i poeta, zwolennik pojednania katolickiego Zachodu z prawosławnym Wschodem, w wygłoszonym w 1889 roku w Paryżu wykładzie Idea rosyjska zawarł takie również słowa: „Przywołanie Waregów dało nam tani państwowy zastęp. Reformy Piotra Wielkiego, wywoławszy z łona narodu tak zwaną inteligencję, dały nam również kulturalny zastęp nauczycieli i przewodników w sferze kulturalnego wykształcenia. [...] Ani zdobywcy normandzcy, ani mistrzowie niemieccy i holenderscy, nie stali się dla nas niebezpieczeństwem; nie przygnębili ani nie pochłonęli naszej narodowości. Przeciwnie, te obce żywioły użyźniły naszą narodową glebę, zbudowały państwo, wytworzyły naszą oświatę. [...] Skorzystaliśmy z sił obcych w sferze państwowego i społecznego rozwoju”. Czyż trzeba więcej, aby uzasadnić cel naszych poszukiwań?

Powyższy tekst jest fragmentem książki „Czy wikingowie stworzyli Polskę?”:

Tytuł: Czy wikingowie stworzyli Polskę?
Autor: Zdzisław Skrok
Wydawca: Iskry
Oprawa broszurowa ze skrzydełkami
Numer wydania I
Data wydania 2013-11-13
Ilość stron 388
ISBN 978-83-244-0333-2
ISBN e-publikacji 978-83-244-0346-2
Opracowanie graficzne Janusz Barecki
Wymiary 155 × 235
Cena: 39,90 zł
Kup ze zniżką na stronach Wydawcy!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Marek Baran |

No tak! O godz. 14.42 pojawiła się na tym forum współczesna stylistyka polityczna, niestety mocno zblizona tylko do jednej z jej odmian.



Odpowiedz

Gość |

Cóż, jak widać wyższe wykształcenie nie koniecznie musi iść w parze z rozumem. Jak sam autor się spodziewał i pewnie miał powody przeczuwać, że coś na niego się wyleje, choć sam pod siebie zrobił i nie widzi, że w tym stoi. Choć przestrzegał przed naciąganiem autor powyższego artykułu prowadzi swoimi wywodami czytelnika na manowce. Tekst bardziej wygląda na pisany dla potrzep ugruntowania Unii Europejskiej, jako naturalnego następstwa rozwoju świadomości Europejczyków. Lekceważy niewygodne dla jego tezy badania. Oby takich patologicznych książek było mniej, jako przyszłych kanonów wiedzy historycznej. Miejmy nadzieje, że pozostanie w dziale SF.



Odpowiedz

Koledzy, czy nie trzeba by tę lingwistykę, z korzyścią dla niej i forum genetycznego, przenieść na inną stronę?



Odpowiedz

@ Atimes
Przepraszam. moja odzywka wpadła tu przez pomyłkę!



Odpowiedz

Gość: Hmm |

Ale kto to wymyślił że Warengowie mają coś wspólnego z tzw"wikingami" a nie słowiańskimi Warnami?



Odpowiedz

Gość: hahaha |

@ Gość: Hmm
To lepiej ty wymyśl co niby Warnowie mają mieć wspólnego z Waregami?



Odpowiedz


Widzisz, kamyku, kto lepiej czytał między wierszami:

"These considerations should also take into account the hypothesis on the migrations that most likely occurred between the 3rd and 6th century AD"



Odpowiedz
Zdzisław Skrok

Polski archeolog i pisarz, autor około dwudziestu książek zawierających eseje historyczne i archeologiczne, popularyzator nauki i publicysta. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org